Witaj- napisałem to samo w innym wątku - ale tutaj też to pasuje - dopiszę więc .
To, co piszesz, jest bardzo ludzkie, gdyż ten lęk przed śmiercią nie wynika z tego, że „coś tam czeka”, tylko z tego, że nasz (ludzki) umysł nie potrafi wyobrazić sobie własnego braku.
I tu zaczyna się problem bo próbujemy myśleć o „niczym”, ale myślenie samo w sobie jest ruchem świadomości, więc nie da się wyobrazić stanu, w którym nie ma świadomości.
To tak, jakby np. oko próbowało zobaczyć własną ślepotę, dlatego większość ludzi boi się nie tyle śmierci, tylko wyobrażenia śmierci.
A teraz powiem Ci coś z mojej perspektywy, nie jako dogmat, tylko jako model, który przez lata pracy z regresją, hipnozą i doświadczeniami ludzi po śmierci klinicznej okazał się dla mnie najbardziej spójny.
Śmierć nie jest końcem świadomości bo śmierć jest jedynie końcem interfejsu, przez który świadomość działała i to nie zależnie od tego co plotą fanatycy tak religijni jak i ci upierdliwi sceptycy, którzy zawsze próbują wszystko negować, choć sami nie wiedzą tak naprawdę nic ważnego.
Bo tak jak wyłączenie komputera nie niszczy danych zapisanych w chmurze, tak w mojej koncepcji, i w wielu tradycjach, które badałem świadomość nie jest produktem mózgu, tylko użytkownikiem mózgu. Mózg jest jak urządzenie VR, zakładasz je, wchodzisz w symulację życia, grasz rolę, przeżywasz emocje, a kiedy urządzenie się psuje albo gra się kończy, po prostu je zdejmujesz.
I teraz najważniejsze bo to, co dzieje się po śmierci, nie jest przypadkowe, ani nie jest też jednak identyczne dla wszystkich.
To, co napisałeś, że każdy doświadcza tego, czego się spodziewa jest bliższe prawdy, niż myślisz.
Nie dlatego, że „tworzysz sobie niebo”, tylko dlatego, że po śmierci wchodzisz w warstwę rzeczywistości, w której świadomość działa bez ciała, bez zmysłów, bez ograniczeń biologii.
A świadomość bez ciała działa właśnie jak sen - ale sen hiperrealny, świadomy, spójny, logiczny i kierunkowy.
Nie jest to jednak „wieczny sen”, tylko przejście do innej warstwy symulacji.
Widziałem to wiele razy w regresjach, kiedy ludzie nie trafiają w jedno miejsce, tylko w takie, które jest zgodne z ich poziomem świadomości, emocjami, lękami, pragnieniami i nierozwiązanymi wątkami.
Jedni trafiają w przestrzeń spokojną, inni w chaotyczną, jeszcze inni w coś, co przypomina sen, ale z pełną świadomością, że to nie jest sen.
A potem, kiedy pewne procesy się domkną następuje kolejna inkarnacja.
Nie zawsze od razu i nie zawsze w tym samym czasie, bo i czas również nie istnieje tak jak jego postrzegamy tu na Ziemi w świecie materialno barionowym – ogólnie to moim zdaniem WSZYSTKO istnieje we wszechświecie blokowym o nieco innej charakterystyce jak mówi to fizyka koncepcyjna i czas po śmierci też nie działa tak jak tutaj.
To, co napisałeś o „budzeniu się w alternatywnej rzeczywistości”, też jest bliskie temu, co ludzie opisują po śmierci klinicznej, że budzą się w miejscu, które wygląda znajomo, ale jest „bardziej prawdziwe”, bardziej spójne, bardziej świetliste.
Niektórzy mówią, że to jak sen, ale bardziej realny niż życie i teraz to co zostawiłem na koniec i co może być w tym wszystkim najważniejsze, co mogę Ci powiedzieć, żeby dać Ci pewną nadzieję!
Bo zasadniczo nie istnieje stan „niczego” a jeśli ktoś (coś) w nim było to otrzymało rolę i już jest, nie łatwo też się tego „czegoś” w ogólnych polach (użyje tu formy morfogenetycznych) pozbyć a jeśli nawet ktoś- coś traciło by funkcje świadomości to i tak było by na tak niskim jej poziomie, że śmiesznie to zabrzmi (nie mialo by świadomości braku tej świadomości).
Nie istnieje więc żadna „ciemność, w której jesteś świadomy, że nic nie ma” bo jest to po prostu logicznie niemożliwe.
Jeśli nie ma świadomości to nie ma też nikogo, kto mógłby „widzieć ciemność” a jeśli jest świadomość to tez nie ma pustki, bo świadomość zawsze coś tworzy.
Świadomość nie potrafi istnieć w stanie „zero” i to powiedzmy tak, jakby ogień miał istnieć bez ciepła.
Dlatego po śmierci nie trafiasz w nicość (jak zechcesz to opowiem Tobie o tym anegdotę z życia) a prawdopodobnie trafiasz w kolejną warstwę doświadczenia.
Czy to będzie sen, czy może to będzie nowa rzeczywistość, moim zdaniem że już tu jesteś to będzie po prostu reinkarnacja, ale czy przy tej okazji to będzie przestrzeń, w której spełniają się Twoje pragnienia, to już w dużej mierze zależy od Ciebie i od Twojego pola, Twojego stanu, Twojej świadomości i kilku jeszcze rzeczy.
Ale jedno mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że nie czeka Cię pustka, bo pustka jest tylko lękiem żyjącego mózgu, nie rzeczywistością świadomości.
I jeśli chcesz wierzyć w spokojny, piękny, spełniający sen to jest to jedna z najbardziej naturalnych i logicznych form przejścia.
Nie dlatego, że „sobie to wymyślisz”, tylko dlatego, że świadomość po śmierci działa właśnie tak, że tworzy przestrzeń, w której może się zregenerować, zrozumieć, domknąć i przygotować do kolejnego kroku.
A więc nie bój się bo naprawdę śmierć nie jest końcem a jedynie jest zmianą scenografii.
A co do wszechświata blokowego to to pytanie wydaje się logiczne tylko wtedy, kiedy patrzymy na życie z perspektywy liniowego czasu, że ktoś „żył dłużej”, więc „wniósł więcej”.
Ale w modelu wszechświata blokowego to założenie przestaje działać, bo tam nie ma „więcej” ani „mniej”.
W bloku czasoprzestrzeni każda istota ma pełny, kompletny kształt swojego istnienia, niezależnie od długości życia mierzonej naszymi zegarami.
Dziecko, które żyło trzy lata, i starzec, który żył dziewięćdziesiąt, są tak samo „pełni”, bo ich linie życia są zamkniętymi, kompletnymi strukturami w czterowymiarowym bloku.
Nic nie jest „ucięte”, nic nie jest „niedokończone” a każda linia jest całością.
Niesprawiedliwość pojawia się tylko wtedy, gdy zakładamy, że życie to wyścig na ilość chwil.
Ale w perspektywie blokowej i w perspektywie reinkarnacyjnej życie nie jest wyścigiem, tylko jedną z wielu projekcji świadomości.
Śmierć nie ogranicza kształtu istnienia ani nie zamyka kształt, tak jak klamra zamyka zdanie.
A jeśli świadomość jest procesem wielokrotnym (reinkarnacyjnym), to każdy „krótki” i każdy „długi” życiorys jest tylko jednym z wielu rozdziałów większej całości.
Wtedy pytanie o „niesprawiedliwość” traci sens bo nikt nie ma tylko jednego życia, jednego wkładu i jednego kształtu- mogę to wytłumaczyć choć konieczne było by zahaczenie wielu postronnych zagadnień bo jak ja to mówię "jest to złożone w swej prostocie wieloznaczności"
Pozdrawiam Piraeuse.