Skocz do zawartości




Zdjęcie

Światełko w lesie.

las światło zjawa dusza noc

11 odpowiedzi w tym temacie

#1

Myzio.
  • Postów: 1
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Witam wszystkich!

 

 W tym temacie chciałbym poruszyć historię opowiedzianą przez mojego sąsiada, która już od dłuższego czasu siedzi mi w głowie (jakieś 15 lat). Nigdy nie miałem czasu aby jakoś na poważnie się nad tym zastanowić, ale skoro przypadkowo tu trafiłem i mam trochę czasu, to postanowiłem podzielić się ową opowieścią, może ktoś się wypowie i nieco rozjaśni sprawe.

 

 Mieszkam w niewielkiej miejscowości w okolicach Orawy w Małopolsce, Pewnego dnia wraz z ojcem byliśmy z wizytą u Pana Jana, obecnie ma 95 lat. Potężny człowiek o wielkich łapach, kowal, zdobywca bokserskiego pasa Podhala, osoba bardzo opanowana, prawdomówna, pokorna, skromna i niezwykle pracowita. Za czasów drugiej wojny światowej w swojej niewielkiej chatce wraz z rodzicami ukrywał żydów. Pan Jan opowiedział nam historię, w której to w czasach swojej młodości pracował jako stróż w stacji poboru wody dla pobliskiego miasta. Do miejsca swojej pracy chodził pieszo przez gęste iglaste lasy, sama stacja leżała pośrodku gęstej kniei miedzy pobliskimi górkami. Pewnej nocy wracając do domu zauważył latające światełka miedzy drzewami. Zatrzymał się a na jedno z nich zagwizdał, ku jemu zdziwieniu owo światełko zaczęło się do niego zbliżać, spanikował i zaczął biec do domu. Światełko nie przestało go ścigać, gdy Pan Jan dobiegł do domu i zamknął za sobą drzwi, światełko w nie uderzyło drapiąc je niczym ogromny, wściekły niedźwiadek. Jak opowiadał, już nigdy nie szedł tamtą drogą do pracy, według niego owe światełka to dusze ludzi bez chrztu i bierzmowania.

 

 Osobiście do tej pory nie wiem co myśleć o tej opowieści, tym bardziej, że znając sąsiada nigdy nie podejrzewałbym go o takie historie, bo i po co miałby je opowiadać. Obecnie przebywa w domu spokojnej starości, czasami wraca do swojego domu na weekend, może uda mi się jeszcze kiedyś go o to wypytać. Chciałbym się dowiedzieć co Państwo o tym myślicie.

 

Serdecznie pozdrawiam!


  • 0

#2

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 4940
  • Tematów: 650
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 22
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Hmmm... Mógł nie gwizdać. Gdyby światełko było żeńskiego rodzaju, to nawet mógł w pysk wyłapać. 

Tak na poważnie, widywałem również różne światełka w lesie, ale nigdy nie miałem z nimi kontaktu bliższego jak 20 czy 30 metrów. Zresztą w nocy i tak jest trudno określić odległość, a to mogło być również 50. Problem polega na tym, że pomimo szczerych chęci na bliskie spotkanie 3 stopnia, nigdy mi się to nie udało, bo zawsze coś stało mi na przeszkodzie. 

 

Poza tym, od dawna nie łaziłem nocą po lesie, a parki w mieście są bardziej niebezpieczne niż dżungla pełna drapieżników.

Samo zjawisko może mieć proste wytłumaczenie, a resztę dołożyła wyobraźnia, która została "przesterowana" adrenaliną. Podczas przechodzenia przez obszary, które w naszej świadomości są mniej bezpieczne, włącza się zwiększona czujność, a wtedy cokolwiek się stanie, a jest to niespodziewane spowoduje skok adrenaliny.

Na takim "dopalaczu" nasz mózg może się zachowywać dziwnie.

 

Nie umniejszam prawdziwości tego zdarzenia, ale większość takich zjawisk ma całkiem realne wytłumaczenie. Na duchy bym nie stawiał, bo kwestia ich istnienia nie jest udowodniona. Ognie św. Elma to zjawisko elektrostatyczne, więc raczej to będzie coś innego. Może samozapłon gazów bagiennych, czy tym podobne zjawisko. 

Wiesz, ciężko cokolwiek ocenić na podstawie czyichś słów, bo możliwe, że nie mówi wszystkiego, albo upiększa sytuację lub opisuje ją błędnie. Oczywiście nie twierdzę, że w tym przypadku tak jest, tyle, że wyobraźnia płata nam czasem figle...


  • 1



#3

eeza.
  • Postów: 2
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Może to świetliki były po prostu, przepiękne...?  Czy to działo się latem, w czerwcu?  Świecenie i drapanie mogły być zupełnie od siebie niezależne.


  • 0

#4

noxili.
  • Postów: 2625
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Może samozapłon gazów bagiennych, czy tym podobne zjawisko.

Mieszkałem na skraju moczarów 4 lata i przyznam się że płonących gazów bagiennych to nie widziałem. Za to fosforyzujące próchno np dębu już tak i to wiele razy. Później dowiedziałem się że to efekt metabolizmu bakterii np Xenorhabdus luminescens. Ogólnie mikroorganizmy lądowe z umiejętnością luminescencji  to słabo przebadane przez naukę. Czasem zastanawiam się czy samozapłon gazów bagiennych to nie taka naukowa legenda. 


  • 0



#5

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 4940
  • Tematów: 650
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 22
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

 Czasem zastanawiam się czy samozapłon gazów bagiennych to nie taka naukowa legenda. 

Szczerze, ja również, poza pożarem wiklinowych stosów przygotowanych do wywiezienia, a które były ułożone przy bagienku, które regularnie bulgotało od gnijących w jego wnętrzu liści.

Zawsze się zastanawiałem, jak sprzyjające okoliczności (poza celowym podpaleniem) muszą nastąpić, aby taki gaz się zapalił bez niczyjego udziału.


  • 0



#6

noxili.
  • Postów: 2625
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

No właśnie nie wiem czy to w ogóle możliwe. Moi przodkowie opowiadali że w spokojnych korytarzach kopalni zdarzają się zastoiny metanu i mogą sie odpalic .I taka warstewka metanu spala się spokojnie takim niebieskim delikatnym płomyczkiem. Problem jest w tym że metan bardzo łatwo miesza się przy jakimkolwiek podmuchu z powietrzem i wtedy płomień wywołuje po prostu wybuch. Pradziadki i prapradziadki byli pokutnikami czyli  górnikami odpowiedzialnymi (często gęsto za karę)za wypalanie metanu w starych chodnikach i widząc właśnie taki płomyczek rzucali się na niego z mokra szmata by go stłumić(i przy okazji w razie czego leząc miano wiekszą szansę na przeżycie lokalnego wybuchu mieszanki. No i teraz się zastanawiam. Fakt wydostawania się metanu i  substancji organicznych z bagna nie ulega watpliwości ale zastanawiam się jak szansa jest by metan utworzył jeziorko zaległego gazu w jakimś zagłębieniu skoro nawet poruszenie powietrza wywołane przez przebiegniecie myszy już skutecznie miesza metan z powietrzem. Mieszanka  zawierająca poniżej 4 % metanu juz jest całkowicie niepalna i bezpieczna. Nie widzę tez możliwości by w przyrodzie metan czy inne lotne i palne gazy organiczne wydostawały się kiedykolwiek tak równiutkim strumyczkiem  by alternatywnie płomyk  nie gasł. Jakoś gaz ten z kuchenek bardzo łatwo gaśnie przy lekkim nawet wahnięciu ciśnienia.  A tutaj naukowcy opowiadaja o niemożliwym  dosłownie zbiegu okoliczności =równiutki i stabilny strumyczek gazu i to jeszcze ulegający samozapłonowi.

 

Z ciekawostek to widziałem działania ślady płomienia wewnątrz pryzmy mokrych dębowych liści i mokrej trawy. Od zewnątrz to nie dało się takiej pryzmy podpalić nawet podpałką, a wewnątrz był normalnie taki jakby popiół. Co ciekawe wciąż wilgotny, a sama pryzma nie miała  zapachu typowego dymu.


  • 0



#7

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 4940
  • Tematów: 650
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 22
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Pracowałem w kopalni miedzi, znam temat. Tyle, że tam zapłon może nastąpić choćby przez spadający kawałek skały i warunki są bardziej sprzyjające - sucho, bardzo ciepło. 

Niemożliwym wydaje się więc taka sytuacja. Gdzieś wyczytałem, że z punktu widzenia nauki taki zwyczajny gaz bagienny nie ma szans na samozapłon. Aby to nastąpiło, muszą powstać ku temu warunki.

 

Jednym z nich jest temperatura. Składowana biomasa w kompostownikach ulega takim samym procesom jak w bagnie. Warunkiem są tutaj ciśnienia i co ciekawsze w rdzeniu kompostownika o wysokości 5 m może być temperatura około 60 st.C. Dlaczego torfowiska ulegają samozapłonom? To są też bagna, tyle, że wysychające. W klasycznym bagnie głębokość może wynosić nawet ponad 5 metrów. Wilgotna biomasa wytwarza olbrzymie ciśnienie, mikroby pracują zawzięcie nad poziomem swojej populacji produkując metan i wydzielając olbrzymie ilości ciepła. Łańcuch reakcji chemicznych może wytworzyć węglowodory z których aceton, to tylko zapalnik.

 

   W miarę podnoszenia się temperatury, warunki cieplne stają się nieodpowiednie dla ich rozwoju i ich miejsce zajmują organizmy termofilne. Wzrost temperatury nie może być większy od maksymalnej temperatury własnego wzrostu. Temperaturę podwyższają dodatkowo przemiany chemiczne środowiska, m.in. procesy egzotermiczne. Bujny wzrost mikroorganizmów powoduje powstawanie związków organicznych o nienasyconych wiązaniach w łańcuchu i pierścieniach węglowych.

 

Są to produkty mikrobiologicznego rozkładu zgromadzonych w hałdzie związków organicznych. Łatwo ulegają one utlenieniu. Procesy takie mogą zachodzić spontanicznie, bez udziału drobnoustrojów. Reakcje te są przyczyną wzrostu temperatury powyżej maksymalnej temperatury wzrostu drobnoustrojów. Wzrost może być tak duży, że powoduje samozapalenie się pryzmy.

 

Samozapłon jest więc wynikiem długotrwałego procesu, którego pierwsze i najważniejsze etapy są wywołane przez rozwój mikroorganizmów, w szczególności bakterii. Jednym z podstawowych czynników warunkujących intensywny ich rozwój jest dostateczna wilgotność biomasy, a tejże wilgotności w bagnach, czy torfowiskach nie brakuje. Ryzyko wystąpienia samozapłonu zwiększa izolacja termiczna wnętrza.

 

Całość wygląda chyba tak:

Metan jest produktem beztlenowego katabolizmu substratów organicznych.
Rozpoczyna się on od wielocukrów (celuloza, skrobia), białek oraz lipidów. Wśród nich mogą występować nawet substancje trudno ulegające biodegradacji.
Początkowo są one rozkładane do kwasu octowego, tlenku węgla i wodoru cząsteczkowego. Rozkład następuje pod wpływem enzymów hydrolitycznych, które wydzielane są przez drobnoustroje saprofityczne. Następnie, pod wpływem bakterii acetogennych dochodzi do przetworzenia produktów hydrolizy do postaci kwasów organicznych, alkoholi i ketonów. Produkty pierwotnej i wtórnej degradacji wykorzystują drobnoustroje produkujące metan. Tworzy się mieszanina. Wzrost temperatury środowiska spowodowany aktywnością mikroorganizmów może zainicjować zapłon mieszaniny tych substancji.

 

Myślę, że nie pomieszałem czegoś z czymś. Całość mojego wywodu i tak powinien ocenić Zaciekawiony, bo on jest moim guru jeżeli chodzi o chemię. 


  • 0



#8

noxili.
  • Postów: 2625
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Ciagle mamy jeden problem.Chodzi o końcowy moment po wyprodukowaniu metanu czy ultra łatwo palnych par o dłuższym łańcuchu weglowym Za mało "paliwa" w mieszance to nie nastepuje nic bo ilość energii jest tak mała że nie ogrzewa wystarczająco następnej porcji mieszanki.Dla odmiany jak jet wiecej paliwa to mamy typowy wybuch taki jak w czasie wybuchu gazu w mieszkaniu czy... cylindrze samochodu. Płomyk -duszek może wystąpic w jednej sytuacji :obszar czystego paliwa (bez domieszki powietrza z tlenem)  graniczy powietrzem i na granicy powstaje płomień. Inaczej mamy albo wybuch albo ...nic nie mamy. Taka sytucja może wystapić  w sytuacji : warstawa czystego paliwa jako kałuza gazu lub odwrotnie przegrzane łatwo palne gazy w czasie pożaru . Jako strażak mogłeś sie spotkać  z takim zjawiskiem : albo ognisty poduch (blackdraft)   albo pełgające płomyki nad głową czyli "ogniste anioły". Ta sama substancje a różne efekty.

 W każdym razie niema za bardzo szans na powstanie kałuży czystego nie mieszanego paliwa w przyrodzie czy powstanie naturalnej karbidówki.

Bąbelkowanie czy wrzenie nie da czystego płomienia.


  • 0



#9

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 4940
  • Tematów: 650
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 22
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Tak, ale ciągle szukamy rozwiązania w czystym gazie. Bagienny gaz, to metan z zapewne dużą domieszką dwutlenku węgla, azotu, które będą działać jak tłumik. 

Kiedyś bawiłem się z takim prostym palnikiem, gdzie nie miałem możliwości regulacji płomienia, bo nie miałem butli z tlenem, a potrzebowałem naprawdę niewysokiej temperatury. Rozwiązaniem okazała się druga butla z dwutlenkiem węgla i mieszalnik. Wystarczyła niewielka ilość Co2 domieszana do propanu, aby to uzyskać. 

Nie wiem, jaki procent dwutlenku do propanu wtedy użyłem, bo ustawiałem doświadczalnie. Musiało go być naprawdę niewiele, a wiele to zmieniło.

Zapewne w przyrodzie wszystko to dzieło przypadku, że się pali tam, gdzie nie powinno.


  • 0



#10

Zaciekawiony.
  • Postów: 7521
  • Tematów: 77
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Fermentacja może doprowadzić do zapłonu materii organicznej, zwłaszcza w mało przewiewnych pryzmach, sam zresztą zaobserwowałem takie zjawisko, gdy stos trzciny zapalił się zimą pod śniegiem:

https://curioza.blog...cer-zimowy.html

 

Tak jak pisze Staniq, zaczyna się od fermentacji biologicznej, która wytwarza ciepło. Z czasem temperatura zaczyna szkodzić bakteriom, więc fermentacja przesuwa się na obrzeża. W dobrych warunkach powstałe produkty zaczynają ulegać niebiologicznemu utlenianiu, co zwiększa temperaturę jeszcze bardziej. Jako pierwsze zapalają się zapewne gazy zawierające wyższe alkohole i etery. Jest to jednak sytuacja wymagająca pewnego dostępu powietrza, to nie to samo co warunki bagienne.

 

W przypadku płomyków na bagnach, podejrzewa się, że przyczyną jest zapłon fosforowodoru, który może powstawać w warunkach beztlenowych w miejscach wzbogaconych o fosforany. Difosfina może zapalić się na powietrzu. W praktyce ze względu na niskie stężenie i domieszkę niepalnych gazów, może to przybrać formę "cold ingition" czyli niskotemperaturowego spalania, z wytworzeniem niebieskawego płomyczka, czasem, przy lepszym dopływie powietrza zamieniającego się w wyraźny żółty. Obserwowano takie zjawiska nad grobami, kiedyś czytałem ciekawy opis samozapaleń gazów wydostających się z miejsca zbrodni hitlerowskiej.

Tłumaczy to czemu zjawisko nie pojawia się wszędzie gdzie są bagna, oraz przy okazji pokazuje, że dawne wierzenia, iż płomyczki są duchami utopionych w bagnach, mają coś z prawdy.


  • 3



#11

noxili.
  • Postów: 2625
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Faktycznie to mogła być difosfina. Co ciekawe wcale nie daje pełgającego płomyka tylko skaczące po powierzchni wody mikro wybuchy powstające w miejscach pekania banieczek:

Dźwiękowo mogło to dawać odgłos cmokania.


  • 1



#12

Zuzełka.
  • Postów: 191
  • Tematów: 2
  • Płeć:Kobieta
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Wspaniała opowieść! Jak stary Góral mówi, że to nieochrzczone dusze, to może tak właśnie było... I tak to należałoby zostawić ? :) 


  • 0




Dodaj odpowiedź



  

Inne tematy z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: las, światło, zjawa, dusza, noc

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u