Skocz do zawartości


Zdjęcie

Hipotezy Artura Lalaka

artur lalak hipotezy czarnogłowi niebieskoocy słowianie scytowie chaldejczycy

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
46 odpowiedzi w tym temacie

#46

pawel19903.
  • Postów: 30
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Zacznijmy od Egiptu, bo tutaj mamy dość konkretną tezę, którą da się normalnie sprawdzić bez wchodzenia w domysły.

Chodzi o pomysł, że część egipskich dynastii mogła panować równolegle, a późniejsi historycy mieli ustawić je jedna po drugiej, przez co cała chronologia Egiptu zostałaby sztucznie wydłużona nawet o setki lat.

 

I tutaj pierwsza niespodzianka: sam punkt wyjścia jest prawdziwy. Część dynastii rzeczywiście panowała jednocześnie w różnych częściach Egiptu. Tyle że nie jest to żadne ukrywane odkrycie ani problem, którego egiptologia nie zauważyła. Współczesna chronologia właśnie dlatego nie polega na prostym dodawaniu długości wszystkich dynastii jedna po drugiej.

 

Najlepiej widać to w okresach, kiedy Egipt był politycznie podzielony. Pod koniec I Okresu Przejściowego dynastie z Herakleopolis rządziły na północy, podczas gdy w Tebach rozwijała się równoległa linia władców, z której wyrosła XI dynastia. W II Okresie Przejściowym Hyksosi kontrolowali znaczną część północy, a równocześnie na południu funkcjonowali władcy tebańscy. Jeszcze większy bałagan mamy w III Okresie Przejściowym, gdzie dynastie XXII, XXIII, XXIV i XXV częściowo nakładają się na siebie.

I to można pokazać nawet na prostych liczbach. Gdyby potraktować dynastie XXI–XXV jako następujące kolejno po sobie i po prostu zsumować czas ich trwania, dostalibyśmy ponad pięćset lat. Tymczasem cały ten okres zajmuje około czterystu lat, właśnie dlatego, że część tych władców panowała równocześnie w różnych częściach kraju.

 

Czyli samo stwierdzenie „dynastie mogły panować równolegle” jest prawidłowe. Problem w tym, że egiptolodzy już to uwzględniają. Nie odkryto tutaj mechanizmu, który pozwala nagle odjąć od historii Egiptu kilkaset lat.

 

Podobnie wygląda sprawa tzw. chronologii pływającej. Brzmi to trochę podejrzanie, jeśli przedstawi się to jako wymysł historyków służący do łatania dziur, ale samo pojęcie jest zupełnie normalne. Oznacza po prostu sytuację, w której znamy kolejność wydarzeń i odstępy między nimi, ale nie jesteśmy jeszcze pewni, do którego dokładnie roku naszego kalendarza przypiąć całą sekwencję.

 

Przykładowo możemy wiedzieć, że król A panował 20 lat, po nim B przez 10, a po nim C przez 15. Znamy więc ich wzajemną chronologię. Jeśli jednak nie mamy pewności, czy A rozpoczął panowanie w 1600 czy 1580 roku p.n.e., cała sekwencja może zostać przesunięta o te dwadzieścia lat. I właśnie to oznacza „pływanie” chronologii. Nie oznacza to, że można dowolnie przesuwać historię o kilkaset czy kilka tysięcy lat.

 

Oczywiście chronologia Egiptu nie jest ustalona co do jednego roku. W niektórych okresach istnieją różnice między tzw. wysoką i niską chronologią, czasami wynoszące kilkadziesiąt lat, a dla najstarszych okresów nawet więcej. Tyle że czym innym jest dyskusja, czy jakiś faraon objął tron w 2650 czy 2590 roku p.n.e., a czym innym twierdzenie, że cała historia Egiptu została sztucznie wydłużona o kilkaset lat.

 

Co więcej, datowania nie opierają się wyłącznie na listach faraonów i późniejszych kronikarzach. Mamy kilka niezależnych sposobów sprawdzania tej chronologii.

Jednym z nich jest datowanie radiowęglowe. Badano próbki organiczne związane z konkretnymi okresami dynastycznymi i wyniki w ogólnym zarysie zgadzają się z chronologią ustaloną przez archeologów i historyków. Nie wychodzi z nich, że Stare Państwo powinno zostać przesunięte o pięćset czy tysiąc lat. Spory dotyczą raczej dziesięcioleci.

 

Do tego dochodzą obserwacje astronomiczne zapisane przez Egipcjan. Pewne wydarzenia można próbować powiązać np. z heliakalnym wschodem Syriusza czy cyklami księżycowymi. Takie datowania oczywiście mają własne problemy i zależą od miejsca obserwacji, ale stanowią kolejną, niezależną warstwę kontroli.

 

Jeszcze ważniejsze są kontakty Egiptu z innymi cywilizacjami. Egipt nie istniał w próżni. Prowadził wojny, handel i dyplomację z państwami Bliskiego Wschodu. W źródłach egipskich pojawiają się władcy i państwa znane z dokumentów hetyckich, asyryjskich czy babilońskich. Jeśli przesuniemy chronologię Egiptu o kilkaset lat, zaczynają się rozsypywać także te synchronizmy i trzeba byłoby jednocześnie przesunąć historię kilku innych cywilizacji.

 

Dobrym przykładem są listy z Amarny. Mamy korespondencję faraonów z władcami Babilonii, Mitanni, Asyrii i innych państw. To nie jest więc jeden egipski zapis, który można dowolnie przesunąć, tylko sieć niezależnych źródeł pochodzących z różnych krajów.

 

Dlatego sama świadomość, że dynastie mogły się nakładać, nie prowadzi do wniosku, że cała chronologia starożytności jest błędna. W rzeczywistości właśnie dzięki uwzględnianiu takich równoległych dynastii współczesna chronologia jest krótsza, niż byłaby przy naiwnym dodawaniu wszystkich okresów panowania.

Jeszcze słabszy jest dalszy wniosek, że skoro w historii Egiptu moglibyśmy pomylić się o kilkadziesiąt czy nawet kilkaset lat, to być może obecnie nie mamy 2026 roku, tylko np. 1726 albo 2326.

 

Jedno z drugiego w ogóle nie wynika.

 

Możemy jutro odkryć, że Cheops żył sto lat później, niż obecnie sądzimy, i nadal będzie rok 2026. Zmieni się tylko liczba lat, które przypisujemy wydarzeniom sprzed naszej ery. Żeby twierdzić, że obecnie mamy np. 1726 rok, trzeba byłoby wykazać, że kilkaset lat zostało sztucznie dopisanych już do chronologii naszej ery. To zupełnie osobna hipoteza i nie ma nic wspólnego z tym, czy źle datujemy któregoś faraona.

 

Podsumowując: tutaj Lalak zaczyna od rzeczy prawdziwej. Tak, część egipskich dynastii panowała równolegle. Tak, chronologia starożytnego Egiptu ma miejsca niepewne i nie zawsze jesteśmy w stanie wskazać konkretny rok z dokładnością do jednego roku.

 

Tyle że egiptologia o obu tych problemach doskonale wie i od dawna je uwzględnia. Chronologia jest dodatkowo sprawdzana za pomocą C14, astronomii i synchronizacji z historią innych państw. Nie ma więc podstaw, żeby z faktu istnienia równoległych dynastii wyciągać wniosek o sztucznym dodaniu setek lat do historii Egiptu, a już tym bardziej o tym, że obecnie możemy żyć w zupełnie innym roku.

 

Czyli ten punkt można moim zdaniem uznać za sprawdzony: ciekawy problem istnieje, ale nie prowadzi do wniosku, który próbuje się na nim zbudować.


  • 0

#47

pawel19903.
  • Postów: 30
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Co 676 lat koło Ziemi przelatuje kometa, która resetuje życie na naszej planecie

 

Na to, w takiej konkretnej formie, nie znalazłem żadnego mocnego dowodu. Nie ma znanej komety o okresie 676 lat, której kolejne przeloty można byłoby powiązać z globalnymi katastrofami. Nie ma też regularnie powtarzającego się co 676 lat śladu geologicznego, archeologicznego czy biologicznego.

 

Gdyby takie zdarzenie rzeczywiście następowało cyklicznie i powodowało reset cywilizacji, powinno zostawiać bardzo wyraźne ślady na całej planecie. Nie wystarczy znaleźć epidemię w Europie, jakiś kryzys w Azji i katastrofę klimatyczną kilkaset lat wcześniej, a później próbować dopasować je do jednej liczby. Powinniśmy widzieć mniej więcej równoczesne załamania w Europie, Chinach, Indiach, Afryce, obu Amerykach itd. Do tego powinien istnieć odpowiadający im zapis w rdzeniach lodowych, słojach drzew, osadach, warstwach pożarowych czy zmianach klimatycznych. Takiego regularnego globalnego cyklu nie widać.

 

Sama liczba 676 rzeczywiście pojawia się w kosmologii azteckiej, ale nie w znaczeniu regularnie powracającej komety. Jest wielokrotnością ich 52-letniego cyklu kalendarzowego, a poszczególne epoki świata nie trwały po równo. Pojawiają się również inne długości. Wniosek, że właśnie 676 lat jest okresem orbitalnym ciała resetującego Ziemię, jest więc już współczesną interpretacją.

 

Największym problemem teorii jest jednak jej własna prognoza. Za jeden z ostatnich resetów przyjęto okolice 1348 roku, czyli czas Czarnej Śmierci. Dodając 676 lat otrzymujemy rok 2024. Rok 2024 minął, mamy 2026 i żadnego globalnego resetu nie było.

 

Jeżeli teoria podaje konkretny cykl i na jego podstawie przewiduje kolejne wydarzenie, to nadejście tej daty jest najlepszym możliwym testem. Jeśli wydarzenie nie następuje, teoria powinna dostać bardzo poważny cios. Problem zaczyna się wtedy, gdy odpowiedzią staje się stwierdzenie, że może źle liczymy lata, może chronologia została przesunięta albo obecny rok nie jest tym, za który go uważamy.

 

W tym momencie teoria staje się praktycznie niemożliwa do obalenia. Jeżeli reset nastąpi, teoria była prawdziwa. Jeżeli nie nastąpi, to znaczy, że fałszywa jest chronologia. W taki sposób każdy możliwy wynik można zamienić w potwierdzenie.

 

A przesunięcie chronologii o setki lat wymagałoby czegoś znacznie większego niż błąd kilku europejskich historyków. Trzeba byłoby wytłumaczyć, dlaczego zgadzają się ze sobą niezależne historie Europy, Chin, świata islamu, Indii, Persji, Bizancjum czy Japonii. Te kultury kontaktowały się ze sobą, prowadziły wojny, handel i dyplomację oraz obserwowały te same zjawiska astronomiczne.

 

Jeszcze gorzej robi się wtedy, gdy dołożymy dane przyrodnicze. Mamy dendrochronologię, rdzenie lodowe, datowanie radiowęglowe, warstwy po wielkich erupcjach, zapisy zmian izotopowych i dawne obserwacje astronomiczne. Żeby przesunąć historię o kilkaset lat, należałoby więc zakładać nie tylko globalne fałszowanie kronik, ale również jakimś sposobem zgodność tego fałszerstwa z geologią, fizyką, astronomią i biologią.

 

W praktyce dochodzimy do spisku obejmującego przez pokolenia historyków, archeologów, geologów, astronomów, laboratoria C14 i badaczy z państw, które często były ze sobą w stanie wojny. Amerykanie, Rosjanie, Chińczycy i Europejczycy musieliby utrzymywać tę samą fałszywą chronologię.

 

A jednocześnie Artur Lalak miałby ten ogromny mechanizm odkryć na podstawie ogólnodostępnych materiałów, od lat publicznie o nim mówić, wydawać książki i normalnie funkcjonować. Sam fakt, że może to robić, oczywiście niczego nie dowodzi, ale trudno nie zauważyć problemu logicznego: organizacja zdolna kontrolować przez stulecia praktycznie całą wiedzę historyczną świata byłaby jednocześnie zupełnie bezradna wobec człowieka publicznie ujawniającego jej największą tajemnicę.

 

Jest jeszcze problem samego resetu około 1348 roku. Jeżeli miał być globalny, jego ślady powinny być globalne. Jeżeli Chiny, Indie, Afryka czy Ameryki go uniknęły, to po kilkuset latach powinny uzyskać ogromną przewagę nad obszarami, które miały utracić znaczną część ludności, wiedzy i organizacji. Jeżeli natomiast wszystkie zostały zresetowane, trzeba pokazać równoczesne załamanie wszystkich tych kultur.

 

Czarna Śmierć też nie wymaga kosmicznego wyjaśnienia. Ze szczątków jej ofiar odzyskano DNA Yersinia pestis, a pochodzenie bakterii można śledzić również w materiale archeogenetycznym z Azji. Można oczywiście dołożyć hipotezę, że przelot komety stworzył warunki dla pandemii, ale wtedy dodajemy kolejny element, którego nie potrzebujemy do wyjaśnienia znanych faktów.

 

Przy okazji warto pamiętać o wspomnianej wcześniej chronologii pływającej. To, że pewnych wydarzeń starożytnych nie potrafimy datować z dokładnością do jednego roku, nie oznacza możliwości przesuwania całych epok o setki lat tak długo, aż zaczną pasować do cyklu 676. Niepewność datowania to nie dowolność.

 

I na koniec chyba najprostszy problem tej teorii: 676 lat to naprawdę bardzo krótko. To nie jest 20 czy 50 tysięcy lat, po których erozja, zmiany poziomu oceanów czy procesy geologiczne mogą zatrzeć ogromną część śladów. Po 676 latach pozostają budynki, dokumenty, groby, DNA, ceramika, monety, drogi, kopalnie i zapisy przyrodnicze.

 

Wiemy bardzo dużo o świecie XIV wieku. Globalnego resetu cywilizacji tej skali praktycznie nie dałoby się w takim materiale ukryć.

Dlatego samą możliwość katastrofy kosmicznej oczywiście można brać poważnie. Takie wydarzenia w historii Ziemi miały miejsce. Natomiast regularna kometa powracająca dokładnie co 676 lat i resetująca cywilizację nie ma obecnie dobrego potwierdzenia.

 

A najlepszy test teorii już mieliśmy. Z jej własnego wyliczenia wychodził rok 2024.

 

Minął.

 

Resetu nie było.

 

Jeżeli od tego momentu trzeba zmieniać chronologię całego świata, żeby nadal utrzymać 676 lat, to nie dane potwierdzają teorię. To teoria jest dopasowywana do danych.


  • 0


 


Inne tematy z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: artur, lalak, hipotezy, czarnogłowi, niebieskoocy, słowianie, scytowie, chaldejczycy

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych