Skocz do zawartości


Genialni idioci


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
44 odpowiedzi w tym temacie

#1 Gość_mag1-21

Gość_mag1-21.
  • Tematów: 0

Napisano

*
Popularny

Syndrom genialnego idioty


Syndrom genialnego idioty, jak nazwano ten niezwykły stan umysłu, dowodzi tego, że nad wyraz trudno jest zrozumieć funkcjonowanie ludzkiego mózgu. Genialni idioci są zazwyczaj mężczyznami (sześć razy częściej niż kobietami), na ogół mają bardzo niski iloczyn inteligencji (ich IQ niekiedy wynosi zaledwie 30-40), a mimo to zdarzają im się przebłyski geniuszu, które są tak niezwykłe, iż wydają się niemal czymś ponadnaturalnym. Ludzie, którzy nie widzą, rysują jak dawni mistrzowie, ludzie, którzy nie mówią, wyśpiewują całe musicale broadwayowskie, ludzie, którzy na co dzień wyglądają na katatoników, nagle siadają przy pianinie i bezbłędnie odgrywają cały koncert muzyki klasycznej po wysłuchaniu go jeden jedyny raz.
Wielu genialnych idiotów przejawia nadzwyczajne talenty muzyczne.
Szesnastoletni Ślepy Tom, niewidomy i poważnie opóźniony w rozwoju niewolnik, który zmarł w 1908 roku, po wojnie domowej w Stanach Zjednoczonych jeździł w trasy i grał na pianinie na poziomie wirtuozowskim dla publiczności w całym kraju. Tom miał w swoim repertuarze ponad 5000 utworów i, tak jak wielu jemu podobnych, potrafił po jednorazowym wysłuchaniu utworu, odtworzyć go idealnie, niezależnie od tego, jak był skomplikowany i długi.
Tom był również w stanie w jakiś sposób naśladować styl konkretnego kompozytora. Na życzenie mógł przeprowadzić improwizację na temat jakiegokolwiek utworu muzycznego w stylu dowolnego znanego mu kompozytora, w tym Beethovena, Bacha, Chopina, Verdiego i wielu innych.

Niezwykła znajomość kalendarza

Jest to zdolność pozwalająca powiedzieć na przykład, na jakie dni tygodnia przypadną określone daty czy kiedy wypadną święta za kilkaset lat. Przypuszczalnie najsłynniejszymi ludźmi z tego rodzaju umiejętnością byli bliźniacy Charles i George. W testach ich iloczyn inteligencji wyniósł od 40 do 70 punktów. Oto niektóre z ich zdumiewających zdolności: potrafili powiedzieć, na jaki dzień tygodnia przypada dowolna data w okresie 80 000 lat, potrafili powiedzieć, kiedy w ciągu następnych dwóch stuleci Wielkanoc wypadnie 23 marca, potrafili zapamiętać i dokładnie opisać pogodę w każdym dniu ich dorosłego życia.
Do zdolności matematycznych przejawianych przez genialnych idiotów należą umiejętności bardzo szybkiego liczenia. Oto wybrane przykłady takiego niezwykłego liczenia: liczenie włosów w krowim ogonie, liczenie słów wypowiadanych w audycji radiowej lub programie telewizyjnym. Oto przykłady nieco bardziej złożonych wyliczeń przeprowadzanych przez genialnych idiotów: liczba sekund w jakimś dłuższym czasie, liczenie sekund ludzkiego życia, mnożenie 20-cyfrowych liczb, obliczanie pierwiastka kwadratowego przeprowadzane na wielkich liczbach.

Niektóre operacje matematyczne wykonywane przez genialnych idiotów zabierały dni, tygodnie lub nawet miesiące. Wydaje się często, jak gdyby w chwili, w której taki człowiek otrzymuje problem do rozwiązania, uruchamiał się w jego mózgu jakiś niezwykły biologiczny komputer, który nie przestanie działać, aż znajdzie właściwe rozwiązanie. Wielu genialnych idiotów biegłych w liczeniu potrafi jednak w ciągu sekund dodawać długie kolumny liczb bez użycia papieru i ołówka (wielu nie potrafi nawet pisać) i często wykazują tak samo wysoki poziom skuteczności w rozwiązywaniu problemów matematycznych niezależnie od tego, czy przeprowadzają operację dzielenia, mnożenia, dodawania czy odejmowania.


Postrzeganie pozazmysłowe

Postrzeganie pozazmysłowe (które jest czymś innym niż ponadprzeciętna percepcja zmysłowa) wydaje się dotyczyć sfery niemal niemożliwej do wyjaśnienia. Zdolności te często były uznawane za paranormalne, a jednak istnieją niedorozwinięci ludzi, którzy mają dar jasnowidzenia i inne ponadnaturalne umiejętności. Do niektórych udokumentowanych "mocy" przejawianych przez genialnych idiotów należą: zdolności słyszenia i odtwarzania konwersacji prowadzonej poza zasięgiem słuchu, zdolności czytania w myślach innych ludzi, zdolności widzenia na odległość- postrzegania tego, co dzieje się w innym pomieszczeni, niekiedy nawet w odległościach kilku kilometrów, zdolności prekognicji, czyli skutecznego przepowiadania przyszłości.

Bardzo czesto zdarzaja nam sie tu na forum osoby, ktore przyznaja sie do schizofrenii i leczenia w tym kierunku. Bardzo czesto tez sami wysylamy kolegow opisujacych swoje "dziwne" zdolnosci lub wizje, do psychiatrow.
Ale jeszcze nigdy nie spotkalam sie na forum, zeby ktos pomyslal, ze...Ci ludzie widza, slysza rzeczy przechodzace ludzkie pojmowanie. Jeszcze nikt nie wzial pod uwage tego, ze ich mozg moze odbierac duzo wieksza ilosc impulsow informacyjnych, jedynie z powodu nadmiaru nie mogac sobie z nimi poradzic przetwarzajac dane.
Rodzi sie zatem pytanie:
Czy schizofrenia to naprawde choroba? Czy ich mozgi nie sa czasem lepiej rozwiniete od naszych, bardziej aktywne? Zaburzenia osobowosci pojawiaja sie czasem u ludzi zaangazowanych w prace zwiazane z ogromem pochlanianej wiedzy.
Przeladowanie materialem...To chyba pasowaloby mi najbardziej. jako okreslenie tej choroby(?)
W przypadku postrzegania pozazmyslowego jakiego typu i skad bedzie material?
  • 6

#2

Bliss.
  • Postów: 213
  • Tematów: 35
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

nasuwa się film ,,piękny umysł" :)

ale powiem Ci tak: schizofrenia to ewidentnie choroba. Mam przypadek w rodzinie i wiem co mówię. Nasilenie objawów powoduje ataki agresji, paniki, lęków, rozpaczy - pełne spektrum. Niestety urojenia uniemożliwiają normalne życie i nie ma w tym nic paranormalnego. Bez wsparcia farmakologii człowiek takie nie wie nawet po co rano wstaje tylko roztrząsa tysiące, miliony myśli, tworzy wizje zagrożeń bieżących, wydumanych z przeszłości ...


jest to straszne a przebłysku geniuszu niestety nie widać .... mimo wysokiej inteligencji - choć może to właśnie ta inteligencja jest przekleństwem? ilość wyciągniętych złych wniosków z jednego zdarzenia jest powalająca ....

tak się nie da żyć to człowieka zżera i wykańcza - ulgę przynoszą niestety wyłącznie leki ...


pozdrawiam :)
  • 0



#3 Gość_mag1-21

Gość_mag1-21.
  • Tematów: 0

Napisano

Oczywiscie Bliss z mozgiem niestety nie da sie nic zrobic zeby jednak przetwarzal to co odbiera. Bez lekow i "wytlumiania" tego co sie dzieje, ci ludzie rzeczywiscie nie sa zdolni do zycia w zakresie takich norm jak my uwazamy za normalne. Mowisz, ze nie jest widoczne nic paranormalnego.
Tu mam troche inne spostrzezenia i zauwazalam takowe przeblyski, bo nie byly to zdarzenia stale i pojawialy sie u tych ludzi w okresach przerw w terapii lekowej. Niestety smutna prawda, bo brac musza, zeby eliminowac agresje, bo o nia tu najbardziej chodzi, ale kiedy lekow nie biora to...wiele mowia.
  • 0

#4

Bliss.
  • Postów: 213
  • Tematów: 35
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

być może że tak jest. ja prawdopodobnie jestem zbyt zaangażowana emocjonalnie w ,,przypadek" bo owe słowotoki napawają mnie lękiem i biegiem lecę po pigułkę bo zależy mi na tym, żeby ta osoba mogła żyć ,,normalnie" cokolwiek to znaczy dla kogo :).
Możliwe również że z tych samych powodów nie poświęcam należytej uwagi owym wypowiedziom ale cóż - jestem tylko człowiekiem i wolę bez tych ,,przebłysków" ale w miarę spokojnie :).

Przeraża mnie ta mordęga człowieka który nie jest w stanie uporać się z własnymi myślami - to jest chyba najgorsze co może istotę ludzką spotkać ... niemoc, strach i rozpacz ...
  • 0



#5 Gość_mag1-21

Gość_mag1-21.
  • Tematów: 0

Napisano

Wiesz ja Cie swietnie rozumiem, bylam w tej komfortowej sytuacji, ze jako osoba postronna moglam poswiecic uwage tylko temu co Ci ludzie mowia.
To bylo dawno temu, ale do dzis pamietam bardzo kulturalnego pana, ktory udawal przede mna lekarza i dalam sie nabrac. Dopiero po okolo godzinie rozmowy z nim, dowiedzialam sie ze jest tylko pacjentem oddzialu psychiatrycznego. Pracowala tam moja siostra, a ja jako, rowniez pracownik tego szpitala, moglam bez trudu tam wchodzic i czesto czekalam na siostre do konca dyzuru. Bylam zszokowana informacjami z zakresu medycyny, astronomii oraz matematyki. I tylko jeden raz byla mowa o...Aniolach.

Użytkownik mag1-21 edytował ten post 06.07.2011 - 22:54

  • 1

#6

BrainCollector.
  • Postów: 1825
  • Tematów: 101
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Jeśli chodzi o ostatni akapit to myślę tak, że jeśli coś nie jest namacalne, nie można tego wytłumaczyć czy po prostu nie wierzy się w to, uznaje się taką osobę za chorą i stosuje środki aby ta osoba stała się szarym człowiekiem jak każdy inny dookoła. Także od niedawna uważam, że nie powinniśmy chwalić się zbyt szeroko takimi zdolnościami a zostawiać je sobie i najbliższym, chyba, że bardzo chcemy usłyszeć diagnozę "chory psychicznie".

Było wiele dokumentalnych filmów o genialnych idiotach, ja nie wiem czemu najbardziej pamiętam Pana który potrafił czytać obydwie kartki książki jednocześnie w niesamowitym tempie i zapamiętywał niemal każde słowo, w ten sposób zna na pamięć porównywalną ilość książek do małej biblioteki publiczej.

@Bliss

ale są osoby z podobnymi zdolnościam które potrafią opanować je i wykorzystać na własny użytek. Nie koniecznie trzeba tłumić to lekami, można próbować opanować myśli np. medytacją. A mogę się założyć, że z czasem taka osoba potrafiłaby zależnie od swojej woli "włączać lub wyłączać" swoją zdolność a kiedyś może i nawet opanować i korzystać z niej.
Wszystko zależy od punktu widzenia, wiary, chęci, odwagi, silnej woli i czasu. Bo nic nie przychodzi od razu.
  • 0



#7 Gość_mag1-21

Gość_mag1-21.
  • Tematów: 0

Napisano

BrainCollector
Widzisz nikt nie probuje nawet pracowac z tymi ludzmi, nalatwiej jest nafaszerowac ich lekami, to smutna prawda. Gdyby poswiecic im wiecej czasu, mysle ze my zdrowi wiele moglibysmy sie nie tylko dowiedziec, ale i nauczyc od nich. Praca w spokoju przy pomocy medytacji, czy kontemplacji moglaby dac spore efekty w poprawie samopoczucia tych ludzi. Ale kto poswieci im kazda chwilke? Kto wreszcie bedzie pytac co widzisz, czy podsunie pomysl przelewania na papier slow, rysunkow, czy nauczy zapisywac rodzaje dzwiekow, ktore slysza? Nikomu sie nie chce, no i jest jeszcze strach przed napadami agresji, ale oni nie sa agresywni, kiedy czuja sie bezpiecznie i akceptowani przez zaufane osoby. Zrzucenie tego tylko na karb choroby do leczenia farmakologicznego li tylko, jest wedlug mnie wieeelkim bledem. Moje kontakty z dzieckiem autystycznym, daly pewne pojecie o roli (prawdopodobnie) telepatii. Dzieciak zaakceptowal mnie bardzo szybko obdarzajac zaufaniem i nie reagowal histerycznie na moj widok, jak to w przypadku dzieci z autyzmem. Opiekunow tych dzieci dobiera sie bardzo powoli i ostroznie, obserwujac reakcje dziecka i trwa to bardzo dlugo. Mialam wrazenie, ze rozmawiam z chlopcem w myslach, gdzie on mnie "widzi", a tu byl nieobecny. Dwukrotnie udalo mi sie (tak mi sie wydaje) zwrocic jego uwage na mame, ktorej normalnie nie zauwazal. Oczywiscie, ze nie przyznalam sie do tego co robie, bo nikt by i tak nie uwierzyl. Potem kontakt z chlopcem sie urwal, ale mysl o porozumieniu telepatycznym w pracy z dziecmi autystycznymi juz mi pozostala. Takie moje marzenie wykorzystywania wlasnych zdolnosci/darow, wlasnie w taki sposob, czyli niesc pomoc.
  • 1

#8

Pisaq.
  • Postów: 283
  • Tematów: 2
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

A ja przytoczę cytat: "Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to coś robi. "

Diabeł tkwi w postrzeganiu. Kiedyś na przykład bardzo szybko liczyłem w pamięci, było to dla mnie ok i używałem raczej pamięci niż papieru. Nie byłem jakimś wybitnym geniuszem, co to sumuje całe kolumny w mgnieniu oka, ale i tak błyszczałem na tle innych (nieważne, rówieśnicy czy dorośli). Pod koniec podstawówki, szkoła położyła nacisk na liczenie pisemne, nauczyłem się i fajnie, czasem się przydawało. W gimnazjum miałem nakaz rozpisywać równania żeby było dokładnie widać co i skąd się wzięło... Przyznam, że przyzwyczaiłem się do niepotrzebnej fatygi i od tamtej pory robię błędy :).

Użytkownik Pisaq edytował ten post 07.07.2011 - 14:41

  • 0

#9

BrainCollector.
  • Postów: 1825
  • Tematów: 101
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Nie martw się, wszystko jest dokładnie przemyślane tak żeby usunąć to co jest "inne" lub "ponad". Ja inaczej niż nie mogę tego nazwać niż celowe działanie.
  • 0



#10 Gość_mag1-21

Gość_mag1-21.
  • Tematów: 0

Napisano

Dokladnie tak jest, wszystko jest tak pomyslane, zeby nie uczyc ludzi myslec, ani jak to Pisaq pisze, rozwijac mozliwosci zwiekszania pracy umyslu.
Zastepowanie naszych wlasnych mozliwosci innymi sztucznymi. Wytlumianie wszelkich objawow samodzielnego rozwoju. A kto wie, moze dzis Pisaq bylby jednym z niezwyklych matematykow? Pozwolono na uzywanie kalkulatorow, a myslenie nad rozwiazywaniem wszelkich problemow, powierzono calej rzeszy maszyn komputerowo sterowanych i pseudo psychologow, ktorzy calosc terapii uzalezniaja od lekow i "nastawiania" myslenia..Pisanie reczne wychodzi z mody, od tego sa komputery,a telefony komorkowe zastepuja prawdziwe realcje miedzy ludzmi. Odziela sie ludzi od ludzi i tu mowimy o zdrowych, a co dopiero o tych chorych lub tych z wiekszymi "mozliwosciami".
  • 0

#11

Pisaq.
  • Postów: 283
  • Tematów: 2
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Po prostu w dzisiejszych czasach premiuje się za wiedzę, a nie za umiejętności. "Po swojemu" znaczy źle.

Pamiętam jak trzeba było nauczyć się tabliczki mnożenia i kumpel dostał burę za stosowanie sposobu mnożenia na palcach, którego go nauczyłem i który był porównywalny z recytowaniem wyników z pamięci (kwestia połowy sekundy przy wprawie :)). Trzeba umieć i koniec, nieważne że masz niezawodny sposób, który nigdy Cię nie zawiedzie, a i tak przy okazji częstego stosowania go, wyniki same wejdą w krew i będzie on służył najwyżej sprawdzeniu. Do dziś śmieje się przypadków, gdy taki wykuty uczeń przy 8x6 mówi 36, bo się rymowało tak jak przy 6x6 :).

Obecne czasy dostarczają zbyt licznych przykładów. Ilu z telewizyjnych "ekspertów do spraw atomistyki" potrafiło by postawić jakiejkolwiek mocy reaktor w przydomowym ogródku? Czy brak takiej umiejętności nie powinien ich skreślać jako ekspertów? Co reprezentują sobą nauczyciele i czy niski poziom jako człowieka nie powinien ich dyskwalifikować z możliwości kształtowania młodzieży? Poważnie, z liceum, gdzie praktycznie dorośli uczą się od dorosłych, poza atmosferą wzajemnej nieufności i stawianiem ucznia zawsze w pozycji winnego, wyniosłem dwa wspomnienia: sz. p. dyrektor, która grozi mi "pobiciem w afekcie" przy całej klasie za przeciwstawienie się zabobonowi i nauczycielkę, która zabobon stawia wyżej niż stanowisko organu prowadzącego :P.

Odszedłem trochę od tematu genialnego idioty, lecz prawda jest taka, że dzisiaj naprawdę w jakimś stopniu trzeba mieć jakieś braki by okazać się geniuszem. Trzeba chodzić do szkoły by być mądrym, jeśli się nie chodzi to jest to jakiś brak - wystarczy porównać oceny, rozwój, wiedzę i sposób wysławiania się uczniów typowej szkoły, z uczniami korzystającymi z dobrodziejstw "możliwości realizowania obowiązku szkolnego poza szkołą".

Swoją drogą, na TVP był dawno temu, ciemną nocą program dokumentalny o ludziach niezwykłych, który obejrzałem. Mężczyzna cierpiał na autyzm, ale miał tak silną wolę że opanował to do takiego stopnia, by umożliwić sobie jako takie, samodzielne życie. Wszędzie widział cyfry, miał niezwykłe zdolności matematyczne. O ile pamiętam, twierdził że: gdy widzi jakieś obliczenia matematyczne, przed jego oczami pokazuje się wynik. Przerażały go wysokie budynki, choć potrafił żyć z tym strachem i np. przejeżdżać taksówką przez centrum miasta, gdzie każdy budynek to wieżowiec. Opowiadał, że widzi te budynki jako wielką cyfrę osiem. Podjął się pewnego eksperymentu. Z jego niezwykłymi zdolnościami (w grę wchodziła też świetna pamięć) miał nauczyć się języka islandskiego. Ów język jest dość trudny, a on miał na to tydzień , po czym miał wystąpić w jednym z talkshow tego kraju. Dał chłopak radę. Myślę, że trafnie oddam moją reakcję, twierdząc, że: szczena mi opadła.

@edit

Autystyczny sawant Daniel Tammet zyskał sławę dzięki pobiciu europejskiego rekordu w ilości wyrecytowanych z pamięci cyfr liczby pi (22514). Później w tydzień nauczył się języka islandzkiego. W przeciwieństwie do wielu sawantów jest w stanie opowiedzieć, jak to robi.

Odpowiada na pytania Celeste Biever dla newscientist.com.

CB: Czy sądzisz, że sawanci byli niezrozumiani i być może dehumanizowani w przeszłości?

DT: Bardzo często pojawiała się analogia porównująca sawanta do komputera, jednak to, co ja robię jest tak dalekie od pracy komputera, jak tylko można sobie wyobrazić. To rozróżnienie nie zostało określone wcześniej, gdyż sawanci nie byli w stanie opowiedzieć, jak działają ich umysły. Ja mam to szczęście, że „mój” autyzm jest łagodny, i że urodziłem się w dużej rodzinie, gdzie musiałem nauczyć się umiejętności społecznych, więc jestem w stanie mówić.

CB: Kiedy po raz pierwszy uświadomiłeś sobie, że masz specjalne talenty?

DT: W wieku 8 lub 9 lat. Uczyłem się w szkole matematyki i zauważyłem, że jestem w stanie szybko dodawać, intuicyjnie i na swój sposób, nie używając technik, których nas uczono. (...) Zawsze wiedziałem, że jestem inny z powodu swojego autyzmu, wtedy jednak zrozumiałem, że mój związek z liczbami był inny.

CB: Dla większości ludzi rzeczy, które robisz ze swoją pamięcią brzmią jak magia. Jak ty to robisz?

DT: (...) Jestem związany z liczbami w podobny sposób, w jaki większość ludzi związana jest z językiem. Kiedy ludzie myślą o słowach, nie myślą o nich jako o pojedynczych wyrazach. Rozumieją je intuicyjnie i podświadomie jako należące do wewnętrznie powiązanej sieci innych słów.

CB: Możesz dać jakiś przykład?

DT: Nie użyjesz słowa „żyrafa”, bez zrozumienia znaczą słowa takie jak „szyja”, „ogon” czy „zwierzę”. Słowa mają sens tylko wtedy, gdy są częścią tej skomplikowanej sieci. Ja mam to samo z liczbami. Liczby należą do sieci. Gdy ktoś podaje mi liczbę, natychmiast wizualizuję ją i to, jak jest powiązana z innymi liczbami. Poza tym widzę wzorce, jakie powstają w wyniku tych powiązań i mogę nimi manipulować w swojej głowie, aby uzyskać rozwiązanie.

CB: W jaki sposób wizualizujesz liczby? Tak samo jak ja wizualizuję żyrafę?

DT: Każda liczba ma teksturę. Jeśli jest to „grudkowata” liczba, mój umysł natychmiast połączy ją z innymi „grudkowatymi” liczbami. „Grudkowatość” mówi mi, że jest między nimi związek, wspólny dzielnik lub wzorzec.

CB: Czy mógłbyś podać przykład „grudkowatych” liczb?

DT: Dla mnie idealnie grudkowatą liczbą jest 37. jest jak owsianka. Tak samo 111, czyli 3 razy 37, jest grudkowate, ale też okrągłe. 3 jest okrągłe. To intuicyjna i wizualna droga myślenia o liczbach.

CB: Jak sądzisz, dlaczego traktujesz liczby w ten sposób?

DT: Kiedy dorastałem, nie miałem przyjaciół z powodu swojego autyzmu. Liczby wypełniły lukę. Liczby stały się żywe. Mój umysł był w stanie wyłapać wzorce i znaleźć w nich sens. To proces podobny do tego, kiedy dziecko uczy się swojego pierwszego języka.

CB: Czy popełniasz błędy?

DT: Oczywiście, cały czas, z powodu mojego intuicyjnego podejścia.

CB: Czego możemy się nauczyć ze sposobu, w jaki działa twój umysł?

DT: Różnice między sawantem i nie- sawantem były wyolbrzymiane. Sawanci to nie dziwadła, oddzielone od reszty ludzkości. Sposób myślenia sawanta to ekstremalna forma myślenia wszystkich innych. (...) W każdym jest ukryty potencjał, instynkt do języka i liczb. Możemy trenować tę intuicję- zwłaszcza w młodym wieku, ale nie tylko- i nauczyć się łamać z góry wyrobione opinie na temat tego, jak powinny być uczone liczby czy jak działa język. Potem, chociaż być może ludzie niekoniecznie byliby w stanie robić dokładnie to, co ja, jednak czuliby się bardziej komfortowo z językiem i matematyką oraz uczeniem się w ogólności.

CB: Jesteś także wspaniały w nauce języków. W jaki sposób łapiesz je tak szybko?

DT: Mam też synestezję, co pomaga. Jeśli istnieje związek między tym, jak wizualizuję dane słowo i jego znaczeniem, łatwiej mi je zapamiętać. Dla przykładu, jeśli słowo oznaczające „ogień” w nowym języku wygląda dla mnie jakby było pomarańczowe, pomaga mi to je zapamiętać. Jednak bardziej istotna jest moja pamięć i zdolność do zauważania wzorców i znajdowania związków między słowami. (...)

CB: Stworzyłeś własny język. Dlaczego?

DT: Mój język, zwany Manti, to wyraz miłości do słów. Zawsze chcesz wyrazić siebie, nie zawsze jednak można znaleźć odpowiednie słowa w swoim języku. Ja mówię w kilku językach i nie zawsze jestem w stanie znaleźć odpowiednią sentencję w którymkolwiek z nich. Manti daje wolność zabawy z językiem, by zobaczyć, co by się stało, gdybym miał określenie na to czy na tamto.

CB: Co takiego możesz powiedzieć w Manti, czego nie możesz wyrazić w innych językach?

DT: Lubię słowo „kellokult” oznaczające „dług zegara”. To sposób na podkreślenie, że kiedy się spóźniasz na coś, zaciągasz dług, jesteś komuś winny ten czas. Jest też „rupuaigu”, co znaczy „godzina chleba”. To pewien czas, z grubsza licząc godzina, tyle ile zabiera upieczenie chleba w piecu. Co lubię najbardziej, tyle samo to trwa na całym świecie. To bardziej intuicyjny sposób myślenia o godzinie.

CB: Dlaczego jest tak istotne, aby ludzie właściwie zrozumieli sposób myślenia sawantów?

DT: Zdolności sawantów długo były traktowane jak coś nie z tego świata, niemal niewytłumaczalne i na pewno nie stanowiące część naturalnego continuum ludzkich talentów. Zdeformowało to sposób, w jaki społeczeństwo i przede wszystkim naukowcy widzą mózg i ludzki potencjał. To obraźliwe i potencjalnie dehumanizujące. Przyszłość do niepokojące miejsce, pełne wyzwań wszystkich rodzajów. Będziemy potrzebowali każdego rodzaju umysłu, więc dlaczego nie dać szansy każdemu rodzajowi inteligencji?

[Daniel Tammet ma 29 lat, dorastał w Londynie jako najstarszy z dziewięciorga rodzeństwa. Stwierdzono u niego syndrom Aspergera, synestezję oraz epilepsję. Nauczył się sam francuskiego, niemieckiego, fińskiego, hiszpańskiego, litewskiego, rumuńskiego, walijskiego, estońskiego, islandzkiego i esperanto. Pracuje jako pisarz i lingwista. ]

KLIK


Użytkownik Pisaq edytował ten post 07.07.2011 - 18:45

  • 4

#12 Gość_mag1-21

Gość_mag1-21.
  • Tematów: 0

Napisano

Pieknie przedstawiles problem, ktory rowniez ja poruszam, a mianowicie:

Zdeformowało to sposób, w jaki społeczeństwo i przede wszystkim naukowcy widzą mózg i ludzki potencjał. To obraźliwe i potencjalnie dehumanizujące. Przyszłość do niepokojące miejsce, pełne wyzwań wszystkich rodzajów. Będziemy potrzebowali każdego rodzaju umysłu, więc dlaczego nie dać szansy każdemu rodzajowi inteligencji?

Bezbledne trafienie w sedno tematu, czemu wiec nie dajemy szansy ich inteligencji?
  • 0

#13

BrainCollector.
  • Postów: 1825
  • Tematów: 101
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Mag... Pieniądze... I brak zrozumienia

Tu tylko o to chodzi. Żeby pracować z takimi ludźmi trzeba ludzi, ich trzeba opłacić a pieniądze nie mogą być "marnowane" w ten sposób. Tutaj chodzi o podejście do sprawy. Naukowcy po prostu nie chcą nawet dopuścić myśli, że jest coś ponad tego co jest w książkach akademickich. Jeśli nie idzie się drogą akademickich książek nie ma pieniędzy, nie da się zarobić. To jest jedna wielka maszynka do robienia pieniędzy. Z łapki do łapki itd.
  • 1



#14 Gość_mag1-21

Gość_mag1-21.
  • Tematów: 0

Napisano

No przeciez, ze kasa, bo tak to musieli by wydac, a tak to mozna zarabiac jeszcze na chorych, bo musza byc pod stala pseudoopieka, a to z powodu, ze sa grozni dla otoczenia. I mamy po problemie. A mozna by ta kase zamienic i sposob prowadzenia ludzi zamienic i opiekunow rowniez, ale jeszcze sa lekarstwa...W Polsce bardzo malo jest rozpowszechniony wolontariat, tu w Angli duzo bardziej ludzie sa zaangazowani sercowo w te sprawy.
Nawt glupie "ciucholandy" opieraja sie na wolontariacie, to znaczy nie oplaca sie sprzedawcow pracujacych w tych punktach, a pieniadze przelewane sa na konta hospicjow. Nawet jesli to jest tylko jakis odsetek tych sum, to i tak jest to szczytne zajecie. Wiadomo tez, ze wiekszosc pieniedzy ginie po drogach, jak to zawsze, ale panie emerytki zajmujace sie takimi punktami maja swoj sposob na spelnianie siebie w pracy dla innych.
Szpitale tez maja swoich wolontariuszy, tak na przyklad oddzialy dzieciece i onkologiczne, gdzie wolontariusze poprostu bawia sie z dziecmi lub dotrzymuja towarzystwa doroslym chorym. Niby nic, ale jak wiele znaczy...
  • 0

#15

Pisaq.
  • Postów: 283
  • Tematów: 2
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Pieknie przedstawiles problem, ktory rowniez ja poruszam, a mianowicie:

Zdeformowało to sposób, w jaki społeczeństwo i przede wszystkim naukowcy widzą mózg i ludzki potencjał. To obraźliwe i potencjalnie dehumanizujące. Przyszłość do niepokojące miejsce, pełne wyzwań wszystkich rodzajów. Będziemy potrzebowali każdego rodzaju umysłu, więc dlaczego nie dać szansy każdemu rodzajowi inteligencji?


Bezbledne trafienie w sedno tematu, czemu wiec nie dajemy szansy ich inteligencji?

W sumie jak w Wiedźminie - główny bohater jest pożyteczny, zawiera w sobie jak najbardziej ludzkie cechy, lecz wszystko w jego istocie funkcjonuje inaczej, sprawniej (przez co jest pożyteczny). Mimo to "społeczeństwo" go dehumanizuje.
Na mój gust jest tak: Ty działasz inaczej niż reszta, nie potrafię Cię zrozumieć, więc trudniej mi będzie Ci przeciwdziałać w razie czego. Lepiej jak pozbawię Cię tej możliwości zanim osiągniesz moment potencjalnego zagrożenia. - a to wszystko odczuwane na poziomie podświadomośći. Gdy niewidomy prosi na przystanku by ktoś mu powiedział która jest godzina i o której jest autobus linii np. 3 to nagle wszyscy milkną. (Nie spotkaliście się z czymś takim?)

Nie zapominajmy jeszcze o reakcjach, lekarzy do których przychodzimy z przeziębieniem i mówimy, gdy ten wypisuje recepty: panie doktorze, nie chcemy antybiotyku. Z pacjentów, stajemy się debilami, no bo jak to tak leczyć bez solidnej piguły na śniadanie i kolacje? Kiedyś byłem u takiego jednego, przepisał mi recepty o równowartości (dokładnie) 139zł i stwierdził, że na takich prochach mogę do szkoły chodzić. Byłem lekko przeziębiony i było zimno. Chciałem wyzdrowieć zanim na dobre zachorowałem, ale co tam, dostałem działę, która starczyłaby pewnie na złoty strzał dla połowy populacji :).

W świecie panuje przekonanie, że lek = tabletka, albo chociaż zastrzyk (nie zapomnę Włatców Móch: zrobimy zaściuuura! xD). Mamy tabletki na depresję, na brak depresji (przy epizodzie maniakalnym), biegunkę, brak biegunki. Przecież nawet ADHD leczy się prochami, przy czym w większości pewnie wystarczyła by pewnie nauka samokontroli i odpowiedniego ukierunkowania swojej energii (fajnie ujął to A. Crowley, mimo że mag i okultysta: "...nie powinien on (adept) próbować biegać, zanim nie nauczy się chodzić; nie powinien zamierzać udawać się dokądkolwiek, dopóki całkowicie nie będzie przekonany, że jego Wolą jest pójść"). Widzę swój przykład: bezsenność spowodowana krótkowzrocznością pewnych, zdało by się podstawowych osób i długotrwałym przyswajaniem wiedzy po nocach. Pewnie i przebyte schorzenia oraz szczepienie na grypę coś dorzuciło. No ale, co nie ma tabletek na krótkowzroczność i szczepienie na grypę, dlatego trzeba brać tabletkę na sen. Nie umiemy likwidować chorób u źródła, chodzimy na około by łagodzić ich przebieg!

Oczywiście są "pigułki" i są leki z prawdziwego zdarzenia, lecz są też choroby które można zwalczyć inaczej niż lekami i z mniejszymi szkodami dla siebie.
  • 0


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych