Patrzyła na mnie i wymusiła na mnie pocałunek. Gdy ją całowałem było to niezwykle przyjemne, jednak coś mi się nie podobało. Chciałem przestać, ale nie mogłem. Jakbym dostał bezwładu. Pamiętam, że to jeszcze nie był koniec snu, ale przebudziłem się z przerażającym odczuciem. Złapałem się za serce. Ból był nieopisany. Serce zabiło mi bardzo mocno dwa razy i przestało chwilowo bić, nie mogłem się wtedy ruszyć (to nie paraliż senny, na pewno nie spałem). Miałem problem z oddychaniem. Wreszcie udało mi się złapać oddech, serce zaczęło normalnie bić. Podniosłem głowę do góry i ujrzałem jakiś metr przed sobą (nie spałem) jakąś postać. Nie można powiedzieć, że była to postać ludzka.
Od razu nasuwa mi się opcja ,że mógł być to sukkub. O ile oczywiście odrzucamy tłumaczenia tak realne jak paraliż przysenny i szukamy odpowiedzi w świecie magii








