Skocz do zawartości




Zdjęcie

Co zobaczysz po śmierci? Prawdopodobnie właśnie to ...


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
11 odpowiedzi w tym temacie

#1

TheToxic.

    Faber est quisque suae fortunae

  • Postów: 1506
  • Tematów: 59
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Czy po śmierci trafimy do krainy wiecznego szczęścia? A może życie pozagrobowe wygląda tak samo jak nasza rzeczywistość, tyle że jest osadzone w innym wymiarze? Wskazówek w tej kwestii dostarczają relacje ludzi, którzy na chwilę znaleźli się "po drugiej stronie", choć nie zawsze czekał tam na nich tunel i kraina pełna światła…

 

  • Ciekawość odnośnie tego, co dzieje się z człowiekiem po śmierci jest pewnie tak stara jak ludzkość
  • Czy po "drugiej stronie" czeka nas inna rzeczywistość? A może z chwilą ostatniego oddechu wszystko bezapelacyjnie się kończy?
  • Plusem w tej rozterce jest to, że kiedyś każdy z nas przekona się, jak jest naprawdę

Istnieją żyjący ludzie twierdzący, że wiedzą, jak wygląda pejzaż zaświatów. Chodzi o osoby, u których doszło do śmierci klinicznej, ale które dzięki sprawnej resuscytacji zostały przywrócone do życia. Wielu miało w tym stanie doznania świadczące, że śmierć ciała nie jest końcem egzystencji jako takiej. Zgodnie z ich relacjami, po ustaniu funkcji życiowych nasza świadomość przenosi się do innego wymiaru, a wielu z tych, którzy jedną nogą byli na "tamtym świecie" miało okazję dobrze się mu przyjrzeć.

 

3.jpg

 

Krok 1: Podróż

 

Badania nad doświadczeniami śmierci zapoczątkowali w XIX w. uczeni z brytyjskiego Towarzystwa ds. Badań Parapsychicznych. Skupili się oni m.in. na wizjach z łoża śmierci - czyli przypadkach, kiedy w pełni świadomi konający zaglądali przez uchyloną dla nich bramę do zaświatów, opowiadając, co widzą. W pierwszych dekadach XX w. zjawisko to zgłębiali znany fizyk Sir William F. Barrett oraz Camille Flammarion - francuski astronom i parapsycholog. W drugiej połowie stulecia zajął się nim zaś Karlis Osis.

 

W latach 70. rozpoczęło się zainteresowanie innym tajemniczym fenomenem - wizjami podczas śmierci klinicznej. Postęp medycyny ratunkowej sprawił, że z progu śmierci zawracano coraz liczniejszą grupę pacjentów. Niektórzy z odratowanych szokowali personel medyczny i bliskich opowieściami o tym, że po drugiej stronie również toczy się życie.

 

Osobą, która wprowadziła to zjawisko do społecznej świadomości był amerykański psycholog Raymond Moody - autor bestsellera "Życie po życiu" (1975). Relacje ludzi, którzy odwiedzili zaświaty Moody poddał drobiazgowej analizie, odkrywając, że jak podróż tramwajem czy autobusem, tak samo droga w zaświaty obejmuje określone "przystanki".

 

Wszystko rozpoczynało się wraz z ustaniem funkcji życiowych. Zaraz potem ludzi tych (często świadomych własnej śmierci) trzeźwił głośny dźwięk (pisk, brzęk itp.), po czym orientowali się oni, że nadal żyją, tyle że bez cielesnej powłoki. Kolejnym etapem było wrażenie opuszczania ciała i wejścia w "tunel" prowadzący do miejsca, gdzie świadkowie spotykali zmarłych bliskich albo eteryczne istoty brane niekiedy za anioły, Boga czy przewodników duchowych.

 

Tak wygląda "podręcznikowy" przykład doświadczenia śmierci. W praktyce bywa jednak różnie. Trudno o dwa takie same scenariusze wizyty w zaświatach (choć wszystkie opierają się na tej samej kanwie, a ich "ogólne ramy" są niemal jednakowe). Jednym z niewielu wspólnych dla nich mianowników jest legendarny "tunel" będący bramą w zaświaty. Co ciekawe, niektórzy świadkowie wspominali, że wędrowali nim razem z innymi "duszami", które tak jak oni dopiero co pożegnały się z ciałem.

 

"Zdałam sobie sprawę z tego, że znajduję się w tunelu i że muszę przedostać się przez niego jak najszybciej po to, by zbliżyć się do światełka. Spostrzegłam, że nie jestem sama" - pisała Helena K. z Warszawy, która przesłała swą relację ze śmierci klinicznej do zbioru "Polskie życie po życiu" autorstwa Marka Rymuszko. "W tunelu płynęli razem ze mną inni. Wyglądali jak szare kulki z lekką powłoką, które na skutek prędkości zostawiały za sobą nieduże ogonki" - dodawała.

 

Inni, jak pan Stanisław Kwiatkowski ze stolicy, który w 1982 r. przeszedł poważny atak serca, spotkali "dusze" już po tamtej stronie. Mężczyzna relacjonował, że kiedy na szpitalnej sali doznał kolejnej zapaści, jego świadomość nagle wywędrowała poza ciało i przez "czarny tunel" dostała się do punktu zbornego dusz. Tam jednak drogę zagrodziła mu jakaś postać i wkrótce potem mężczyzna "zawrócił" do świata żywych.

 

Częstym elementem tego typu relacji była również niechęć do powrotu. Ludzie, którzy na chwilę znaleźli się "po drugiej stronie" byli zaskoczeni komfortem i lekkością tamtejszej egzystencji. Od spotkanych tam bliskich lub bytów dowiadywali się jednak, że w ich przypadku pozostanie tam jest niemożliwe, bo nie wypełnili oni swego zadania na Ziemi.

 

Ale co takiego jest w pejzażu zaświatów, że tak trudno się z nim rozstać?

 

4.jpg

 

Stacja "Niebo"

 

Moody pisał, że podróż w zaświaty wyrzuca człowieka poza czas. Chodzi o to, że po przejściu bariery śmierci niektórym przelatuje przed oczami całe życie, co daje wrażenie przeżywania go raz jeszcze. Inni potrafią godzinami rozprawiać o swoim pobycie w krainie zmarłych, choć ich śmierć kliniczna trwała zaledwie chwilę.

 

Tak rozbudowane doznania nie są jednak dane każdemu. Zdaniem psychologa prof. Kennetha Ringa - amerykańskiego badacza doświadczeń z pogranicza śmierci, tylko ok. 54 procent ludzi ma wizje podczas śmierci klinicznej. Do "nieziemskich krain" dociera niewielki odsetek, bowiem większość grzęźnie na wcześniejszych "poziomach". Ci, którym dane było dotrzeć na koniec podkreślają, że najbardziej uderzył ich tamtejszy krajobraz - często wyglądający bardzo swojsko, choć nasycony nieziemskimi kolorami i pulsujący trudną do opisania "energią".

 

Niektórzy uznają to miejsce za niebo, ale ludzie, którzy przeszli śmierć kliniczną nie spotykają tam Boga-staruszka ani skrzydlatych aniołów. Badacze tego zjawiska wskazują, że charakterystycznym elementem relacji świadków jest za to odczucie wszechogarniającej "kojącej obecności" oraz pojawianie się zmarłych bliskich lub "przewodników" (często o "świetlistym ciele"), którzy znają przeszłość i myśli danego człowieka. To oni często wyjaśniają mu sens tego, co się dzieje i mówią o konieczności powrotu.

 

Sam pejzaż zaświatów bywa trudny do uchwycenia w słowach.

 

5.jpg

 

"Po wyjściu z długiego, dziwnie ciemnego tunelu, w którym nie wiem, jak i skąd się znalazłam, ujrzałam cudownie piękną okolicę" - relacjonowała dla "Polskiego życia po życiu" pani A.K. z Kielc, opowiadając o doświadczeniu, które spotkało ją podczas operacji wyrostka w 1953 r. "Początkowo otaczała mnie delikatna, przezroczysta, dziwnie zwiewna, jasnoniebieska mgła, która powoli nikła, by odsłonić przepiękne, nie do opisania barwy otaczającego krajobrazu. Niezwykłego bogactwa tych kolorów nie da się przekazać" - dodawała.

 

Z kolei pani Anna Dulemba w 1987 r. doznała ostrych boleści, które okazały się początkiem zapalenia otrzewnej. Podczas operacji kobieta opuściła ciało i wyszedłszy za okno, wstąpiła nagle do "krainy pełnej słońca i kwiatów", gdzie spotkała zmarłego ojca i braciszka. Wkrótce rodzic powiedział jej: "Musisz wrócić!", po czym kobieta ocknęła się na sali szpitalnej.

 

Pani Edwarda Hanzel z Lisowa opowiadała, że jej podróż "tunelem" w stronę światła przypominała jazdę koleją. Po chwili znalazła się ona w cudownej scenerii: "Zobaczyłam zalany światłem inny świat, cudowną krainę. Ogarnęła mnie taka ekstaza, odprężenie, dobroć, że chciałam zapomnieć o ziemskim życiu. Widziałam też tysiące załamujących się promieni, które nie raziły oczu. Dowiedziałam się, że to są ludzie zmarli…" - mówiła.

 

Ale opisy rzeczywistości pozagrobowej nie pochodzą jedynie od pacjentów, którzy znaleźli się w śmierci klinicznej. Równie ciekawe są wizje z łoża śmierci. Osis, który wraz z dr. Erlendurem Haraldssonem przeanalizował tysiące tego rodzaju relacji pisał, że konający, którzy ich doświadczyli, mówili o "świetlnych portalach" i tunelach w zaświaty otwierających się przed nimi na chwilę przed zgonem. Najbardziej charakterystyczne dla tego zjawiska było jednak pojawianie się zjaw nieżyjących bliskich, które przybywały, by pomóc umierającemu przejść na "drugą stronę".

 

6.jpg

 

Zimne piekło

 

O ile większość osób zainteresowanych doświadczeniami śmierci słyszało o wizjach tunelu i kwiecistych krain, bardzo rzadko wspomina się o doznaniach z drugiego bieguna. Moody pisał przykładowo, że 1-2 procent ludzi przechodzących przez "tunel" dosłownie utyka w nim, co wiąże się z bardzo negatywnymi doznaniami porównywalnymi do odwiedzin w czyśćcu lub piekle. Ponieważ ich natura jest traumatyczna, większość świadków woli o tym nie mówić.

 

Coś takiego przytrafiło się Piotrowi K. z Legionowa, który chciał popełnić samobójstwo, zażywając "końską dawkę" leków. Kiedy stracił przytomność zorientował się, że jest w pustej ciemnej przestrzeni. Po chwili pojawiły się koło niego trzy postaci - jego zmarli bliscy, którzy, jak dodawał, byli przeraźliwie smutni i razem z nim mknęli gdzieś w ciemną dal. Dopiero po chwili, kiedy mężczyzna zdał sobie sprawę, że postąpił głupio i może ugrzęznąć w mroku na zawsze, zatrzymał się i usłyszał głos: "Wracaj!"

 

Niedoszli samobójcy byli grupą, która "ciemną stronę zaświatów" widywała najczęściej. Specjalistą od tego aspektu doświadczeń śmierci był amerykański kardiolog Maurice Rawlings. Na tle zebranych przez niego relacji historia pana Piotra K. brzmi jak opowieść o spacerku po lesie. Wiele osób miało bowiem iście piekielne przeżycia, w których oprócz otchłani występowały szkaradne postaci lub zwierzęta. Nierzadko pojawiało się też wrażenie opresji, a kojącą obecność zastępowała wszechobecna rozpacz i zło.

Przykładem może być relacja pewnej kobiety zza oceanu:

 

"Pamiętam, że brakowało mi powietrza, a potem zrobiło się ciemno przed oczami. Wydostałam się z ciała i znalazłam się w jakimś mrocznym pomieszczeniu. W jednym z okien stał wielki groteskowy potwór. Obserwował mnie (…) i skinął na mnie, bym z nim poszła. Nie chciałam, ale musiałam. Na zewnątrz było ciemno. Wszędzie wokół słyszałam jęczących ludzi. (…) To doznanie odmieniło moje życie".

 

Rawlings był dla niektórych "czarną owcą" w środowisku badaczy doświadczeń śmierci. Uznawano, że jako gorliwy chrześcijanin, zbyt doktrynersko podchodzi do analizowanych przypadków, chcąc wesprzeć to, w co wierzy. Mimo to Phyllis Atwater - jedna z prekursorek badań na tym polu, stwierdziła, że doszła do podobnych co on wniosków. Uznawała jednak, że nie stanowią one dowodu na istnienie piekła, ale są zetknięciem z "ciemną stroną" psyche, która drzemie w każdym z nas. Dodawała też, że w piekielnej otchłani, do której trafiali niektórzy w stanie śmierci klinicznej nie było ognia i diabłów, a tym, co najbardziej w niej przerażało była głucha pustka i ziąb…

 

Relacje ludzi, którzy rzucili okiem na zaświaty dają nadzieję na przetrwanie śmierci i zjednoczenie ze zmarłymi bliskimi, chociaż niektóre z nich przerażają. Tylko czy tego typu historie można traktować jako realny opis rzeczywistości pozagrobowej?

 

Psycholodzy i neurolodzy, którzy obok parapsychologów od kilku dekad prowadzą badania nad doświadczeniami śmierci są zdania, że wizje zaświatów to - mówiąc najprościej - halucynacje gasnącego mózgu, który, chcąc uspokoić naszą psychikę, mami ją obrazami nieistniejących miejsc i postaci. Omamy te mogą mieć różne przyczyny: od spadku poziomu tlenu we krwi lub zbytniego jej nasycenia dwutlenkiem węgla, po uwalniane endorfiny albo działanie leków.

 

Zwolenników hipotezy, że doświadczenia śmierci to twardy dowód, iż świadomość może przetrwać zgon, takie wyjaśnienia nie przekonują. Skoro to tylko halucynacje, dlaczego większość ludzi na Ziemi, niezależnie od wiary i kultury, ma doznania opierające się o ten sam schemat? I dlaczego niektórzy, mimo że według medycyny byli martwi, po reanimacji relacjonowali dokładnie, co działo się wokół nich na szpitalnej sali? Z tego punktu widzenia sprawa jest prosta - to, co ludzie obserwują po drugiej stronie to równoległa rzeczywistość niedostępna naszym zmysłom…

 

źródło

Zdjęcia pochodzą z Google.





#2

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 5567
  • Tematów: 706
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 24
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Moment śmierci, to olbrzymi stres dla organizmu. Wyłączają się organy odpowiedzialne za wiele istotnych funkcji. Gdyby nie umiejętność naszego mózgu odłączania naszej jaźni od rzeczywistości, bolałoby to jeszcze bardziej niż nam się wydaje. Wywoływanie halucynacji ma na celu odwrócenie uwagi od drastycznie zmieniającej się sytuacji na gorsze.

 Skoro to tylko halucynacje, dlaczego większość ludzi na Ziemi, niezależnie od wiary i kultury, ma doznania opierające się o ten sam schemat? I dlaczego niektórzy, mimo że według medycyny byli martwi, po reanimacji relacjonowali dokładnie, co działo się wokół nich na szpitalnej sali? 

Ten sam mózg, te same procesy, więc prawdopodobnie ten sam schemat, bo oparty o taką samą biologię. "Bycie martwym", to dość obszerne pojęcie. W zasadzie, dopiero brak reakcji ze strony mózgu jest potwierdzeniem śmierci. Być może, w "śmierci klinicznej" jest możliwe odbieranie (rejestrowanie przez mózg) sygnałów słuchowych, stąd wiedza o sytuacji.


  • 1



#3

Endinajla.

    Empatyczny Demon

  • Postów: 2151
  • Tematów: 159
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

A może tak na prawdę nasze życie jest symulacją, pod którą jesteśmy podpięci. Świadomość zostaje zablokowana, a przyjęta zostaje świadomość ciała z symulacji - rodzimy się. :) . W chwili śmierci działamy na falach Epsilon - obraz się zawęża, co sprawia wyobrażenie tunelu. Pole widzenia się zwęża - zaraz nastąpi utrata cielesnej świadomości, ale automatycznie aktywowana zostaje świadomość  - ta prawdziwa - spoza symulacji - Mózg dostrzega światło. Otwieramy oczy i budzimy się w prawdziwym świecie. ;)


Użytkownik Endinajla edytował ten post 20.08.2020 - 19:59

  • 0



#4

Xvxx.
  • Postów: 9
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Fajny temat, szkoda,  że nie dodałeś czegoś o wytwarzaniu dmt przy śmierci klinicznej.


  • 0

#5

DziadekVladek123.
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

A co jeśli to wszystko istnieje a gdy umrzemy Bóg się nas zapyta " Jak było w niebie " ?

Chciałbym żeby Niebo istniało naprawdę ale nie da się tego udokumentować bo nie da się zrobić zdjęcia, filmu czy wziąć ze sobą świadków i trudno to udowodnić więc musimy czekać i czekać i czekać...


  • 0

#6

Wszystko.
  • Postów: 9512
  • Tematów: 72
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Oprócz tych wizji są jeszcze inne które relacjononują ludzie z różnych religii i kręgów kulturowych. Wyznawcy hinduizmu opowiadają że przychodzi do nich boski urzędnik z księgą życia. U amerykańskich indian opisano wizje boga Yamraja. W swoim NDE Indianie Lakota gnali na koniu galopując pośród chmur, aby przez drzwi w tęczy spotkać się z 6 starcami, którzy na nowo odsyłali ich do świata żywych.



#7

Kwarki_i_Kwanty.
  • Postów: 357
  • Tematów: 41
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 12
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

(...)Tak rozbudowane doznania nie są jednak dane każdemu. Zdaniem psychologa prof. Kennetha Ringa - amerykańskiego badacza doświadczeń z pogranicza śmierci, tylko ok. 54 procent ludzi ma wizje podczas śmierci klinicznej. Do "nieziemskich krain" dociera niewielki odsetek, bowiem większość grzęźnie na wcześniejszych "poziomach". Ci, którym dane było dotrzeć na koniec podkreślają, że najbardziej uderzył ich tamtejszy krajobraz - często wyglądający bardzo swojsko, choć nasycony nieziemskimi kolorami i pulsujący trudną do opisania "energią".

Doświadczenia ,,pozacielesne", duchowe, metafizyczne, czy jak kto woli ,,astralne" (sam już nie wiem jak te wyjątkowe akty tudzież doznania, niekiedy będące katharsis dla jestestwa ludzkiego, a niekiedy wręcz przeciwnie stanowiące coś odwrotnego, nazywać), z powyższego artykułu, głównie z jego przytaczanego przeze mnie w tym poście fragmentu, wynika, że nie są one aż tak wyjątkowe do tego stopnia, że w żaden sposób nie można by zrozumieć ich znaczenia. Tak, owszem moje stanowisko w tym względzie może wydawać się kontrowersyjne, jednak liczby i fakty mówią za siebie. Osobiście nigdy nie przeżyłem śmierci klinicznej i towarzyszącym tej ,,chwilowej" wędrówce niematerialnej formy naszego organizmu: duszy i świadomości, poprzez ledwo tlący się, niewyraźny tunel, czy krainy przypominające czyściec, piekło i inne ,,przestrzenie", z których niematerialne Ja nie chciało by, wracać. Wszystko to, co tak niezwykłe, co spotyka człowieka na etapie zawieszenia egzystencjalnego podczas stanu śmierci klinicznej, tak jakby jest tego fenomenu pozbawiane. A wszystko przez powtarzalność tego, co ludzka świadomość, czy rozpaczliwie wymieniające się impulsami elektrycznymi neurony mózgu, rejestrują w momencie / okresie ,,czasu śmierci klinicznej", którą ktoś doświadcza. Ponad połowa z tych, którzy ,,wpadli" w ramiona ,,kostuchy klinicznej" staje się świadkami podobnych wizji, odwiedza podobne krainy, te same tożsame wymiary etc. Sądzę, że ,,diabeł tkwi w szczegółach" w tym zjawisku w materii procesów kwantowych: ludzka ,,świadomość" - a jej natura, i to czy istnieje w takiej formie o jaką ją podejrzewamy - podczas śmierci klinicznej ulega kulminacji procesów kwantowych, przechodząc przez ,,zwinięte wymiary" rzeczywistości, dlatego stąd takie a nie inne doznania i relacje z nich, tych którzy doświadczyli swego rodzaju aktu śmierci klinicznej.


  • 0

#8

Duże W.
  • Postów: 13
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Wszystkie, lub większość Religii ma wspólny mianownik. Jest nim reinkarnacja. Czy to jest odrodzenie się w nowym świecie jak to mamy do czynienia w Chrześcijaństwie, czy odrodzenie na tym świecie, czyli Buddyzm. To niematerialna energia krąży. Nasze ciało jest zwyczajnym naczyniem dla duszy. Dla mnie idealnym przykładem jest telefon. Często zmieniamy aparat i sieć, to jednak numer telefonu pozostaje ten sam. Czyli ciało - naczynie - forma bytowania się zmieniają to jednak świadomość czy jaźń pozostają niezmienne. Innym elementem jest podział na Niebo i Piekło. Na Religii Katechetka przytoczyła nam Przypowieść. Chodziło o to, że jeden nieszczęśnik trafił najpierw do Nieba. Tam siedzieli ludzie przy stole gdzie mieli suto zastawiony stół i za długie sztućce, którym nie mogli sami jeść. Mogli natomiast karmić ludzi - dusze naprzeciwko. Oczywiście wszyscy byli szczęśliwi. Później ten sam delikwent trafił do Piekła. Sytuacja ze stołem była taka sama, z tą różnicą, że  w Piekle nikt nie wpadł na pomysł żeby się karmić tymi sztućcami. No i nikt nie był szczęśliwy. Myślę, że kwestie Nieba i Piekła należałoby postrzegać w tych kategoriach. W sensie, że sami możemyh sobie ukształtować Niebo.


  • 0

#9

Wszystko.
  • Postów: 9512
  • Tematów: 72
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

"To niematerialna energia krąży. Nasze ciało jest zwyczajnym naczyniem dla duszy. Dla mnie idealnym przykładem jest telefon. Często zmieniamy aparat i sieć, to jednak numer telefonu pozostaje ten sam. Czyli ciało - naczynie - forma bytowania się zmieniają to jednak świadomość czy jaźń pozostają niezmienne. Innym elementem jest podział na Niebo i Piekło."

Czyli nowonarodzony człowiek dostaje już ukształtowaną świadomość i wspomnienia? Tak jak komputer z pustym dyskiem twardym na który przenosi się dane z przenośnego dysku, pendrive lub innego nośnika? A co z tą świadomością i wspomnieniami zbieranymi od urodzenia przez człowieka. Czy to miesza się z tym co dostajemy z reinkarnacji?



#10

Duże W.
  • Postów: 13
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

"To niematerialna energia krąży. Nasze ciało jest zwyczajnym naczyniem dla duszy. Dla mnie idealnym przykładem jest telefon. Często zmieniamy aparat i sieć, to jednak numer telefonu pozostaje ten sam. Czyli ciało - naczynie - forma bytowania się zmieniają to jednak świadomość czy jaźń pozostają niezmienne. Innym elementem jest podział na Niebo i Piekło." [...]

W tym przypadku nasuwa się skojarzenie z Dejavu. Według mnie jest to pozostałość poprzednich wcieleń lub też istnień. Może nie dostaje w pełni ukształtowanej świadomości, ponieważ każdy dysk można skasować to jednak minimalny ślad zostaje. Jest też efekt Mandeli co prawda to dotyczy innego zjawiska, jednak jest to dobry przykład tego co chcę przedstawić. Chodzi o to, że światy mogą się przenikać. Tak samo jest ze świadomością. Stara świadomość przeplata się z nową. 


  • 0

#11

Wszystko.
  • Postów: 9512
  • Tematów: 72
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Deja vu to nie pozostałość po poprzednich wcieleniach, tylko zjawisko psychologiczne mające racjonalne wyjaśnienie.
Wystarczy jeden nieświadomie zauważony element: lampa po babci czy znajomy kubek do kawy, który "zarazi" nasz umysł, może wywołać deja vu.
Nowe miejsce, obcy ludzie i nagle dziwne uczucie podpowiadające nam, że już to widzieliśmy. Marcin Małecki, doktorant psychologii ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, postanowił zbadać kłopotliwy dla naukowców temat dotyczący zjawiska deja vu, określanego potocznie dowodem na drugie życie lub telepatię.
https://www.focus.pl...-bierze-deja-vu
https://pl.m.wikiped.../wiki/DĂŠjĂ _vu



#12

Kwarki_i_Kwanty.
  • Postów: 357
  • Tematów: 41
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 12
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Świadomość człowieka; jeśli o nią chodzi, jestem przekonany, że nie istnieje jednoznaczna, konkretna, spójna i idealna dla każdego typu środowisk naukowych czy zwykłych ludzi definicja i wyjaśnienie tego typu zjawiska, bytu, czy też swego rodzaju ,,wypadkowej" będącej skutkiem biochemiczno-elektrycznych przemian w mózgu (a może i kwantowych) człowieka. Niektórzy naukowcy potrafią podać kilka definicji świadomości, a to jeszcze nie koniec. Świadomość gatunku ludzkiego, dla pojedynczego osobnika, ma wiele poziomów; ta klasyfikacja, choć nie wiem do końca na czym polega, oparta jest rzekomo o zjawisko ,,istnienia świadomości w czasie", czyli świadomości budowanej o istnienie pętli przyczynowo-skutkowych. Nasz mózg działa na ,,automacie" - bez procesora, zbędnego oprogramowania etc. Stanowią o jego funkcjonowaniu sieci neuronowe, które mają jeden cel: uczyć się. W związku z tym, można zadać sobie pytanie, jaką w tym rolę ma ,,świadomość": czy powstaje w wyniku działania Centralnego Układu Nerwowego, trwającego w swej egzystencji, jako zaawansowanej inżynierii neuronalnej - sieci neuronowych wciąż się uczących i uczących? Czy wtedy świadomość kształtuje się od momentu narodzin aż do śmierci? A może nabywa ona swą ,,ostateczną formę" w mózgu człowieka (jeśli ogranicza się ona np. tylko do neuronów mózgowych), w którymś miesiącu ciąży w łonie matki, jako zaawansowanej fazy płód? A gdyby świadomość była konsekwentną procesów w Uniwersum Kwantowym? Może wtedy jest jakaś szansa na wyjaśnienie zjawiska ,,życia po życiu" lub ,,śmierci klinicznej"?
  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u