Skocz do zawartości




Zdjęcie

Koncepcja czasu dwuwymiarowego

czas podróże w czasie splątanie kwantowe Itzhak Bars

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
4 odpowiedzi w tym temacie

#1

cyryl04.
  • Postów: 8
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Samą koncepcję Itzhaka Bartsa przybliżają jedynie trzy końcowe akapity. Jednak myślę, że temat jest wystarczająco interesujący aby się z nim zapoznać.
 
Czy podróże w czasie są możliwe?
 
Jedno z największych marzeń ludzkości – odwiedzanie przyszłości oraz wyprawy w przeszłość – jest według fizyków możliwe do zrealizowania. Zaproponowali oni hipotezę nowego wymiaru czasu. Chcą ją wykorzystać do rozwiązania ostatnich zagadek naszego uniwersum.

 

321885596e6244199faee68e0991f241--memori

W 2002 roku fizyk Antoine Suarez wyeliminował czas - eksperymentem, który jest powszechnie znany nie tylko fizykom. Idea doświadczenia jest dość prosta: kryształ oświetla się laserem, uzyskując wiązki par fotonów, które oddzielnie prowadzi się przewodem światłowodowym do dwóch luster. Są to specjalne, półprzezroczyste zwierciadła i przypadek decyduje o tym, czy pojedynczy foton przez nie przeleci, czy też zostanie odbity. Ale okazuje się, że dwa fotony, które jednocześnie "narodziły się" w laboratorium, w zagadkowy sposób pozostają ze sobą powiązane. Albo oba zostają odbite, albo oba przelatują przez zwierciadło. Cokolwiek uczynią, robią to absolutnie równocześnie. I w tym tkwi problem, ponieważ zwierciadła mogą być oddalone od siebie o wiele kilometrów.
 
Skąd jeden foton wie, co robi drugi? Czy wymieniają się informacjami? Musiałyby one pokonać dzielący cząstki dystans, a to wymaga czasu. Foton musiałby czekać, aż drugi poinformuje go, co robi. Ale tak nie jest. Oba podejmują taką samą decyzję, zawsze w tym samym ułamku sekundy. Zdaniem Suareza, który pracuje w Centrum Filozofii Kwantowej w Zurychu, jest na to wyłącznie jedno wytłumaczenie: - W świecie kwantowym, w którym poruszają się fotony, nie ma czasu, nie ma "przedtem" i "potem". Czas po prostu nie istnieje.
 
Zagadka czasu zadziwia naukowców

W uniwersum kwantowym buzują najróżniejsze cząstki: kwarki, elektrony, fotony - z nich powstają atomy, elementy składowe naszego kosmosu i nas samych. To jeden ze sposobów opisu wszechświata, ale co to oznacza, że niema tam czasu? Czy w takim razie w ogóle on istnieje? Oczywiście my ludzie odnotowujemy jego przemijanie. - Ale to, co uznajemy za upływ czasu, jest iluzją - mówi brytyjski fizyk Julian Barbour. - Aby stwierdzić, że czas upłynął, należy zawsze zaobserwować ruch lub zmianę.Czas miałby być jedynie sposobem,

w jaki mózg interpretuje zmiany, a wszechświat - czymś w rodzaju filmu.
Składa się on ze statycznych kadrów. Podobnie jak w kinie sekwencja obrazów wywołuje wrażenie ruchu, we wszechświecie powstaje wrażenie czasu. Nawet jeśli Suarezi Barbour mają rację - zjawisko czasu nadal pozostaje jedną z największych zagadek nauki.

A wydawało się, że na wszystkie dotyczące go pytania już dawno udzielono odpowiedzi, i to dwukrotnie, ustami dwóch wielkich geniuszów: Izaaka Newtona oraz Alberta Einsteina. Dla Newtona czas był dowodem na wszechobecność Boga. Wychodził on

z założenia, że czas jest identyczny w całym kosmosie i wszędzie płynie tak samo szybko. Podobnie jak Arystoteles wierzył w istnienie czasu absolutnego, który jest kompletnie oddzielony i niezależny od przestrzeni. Zatem według teorii Newtona podróż w czasie jest niemożliwa. W końcu nic, co podejmujemy w przestrzeni, nie może na niego wpływać.
 
Podróżować w czasie można nawet samolotem

Fizycy zdali sobie w pewnym momencie sprawę, że czas nie jest taką prostą koncepcją. Wyjaśnienie Newtona zawierało błędy. Jeden

z nich nie dawał spokoju Einsteinowi. Wyobraźmy sobie w dwóch oddalonych od siebie punktach doskonałe zegary. Oba powinny wskazywać dokładnie ten sam czas. Co to w ogóle znaczy? Jak może my to stwierdzić? Problem Einsteina: gdy staniemy obok jednego zegara i będziemy obserwować drugi, dostatecznie oddalony np. przez teleskop, może nam się wydawać, że są zsynchronizowane. A to nieprawda - światło potrzebuje trochę czasu, by przenieść informacje z oddalonego zegara do oka.
 
Dla genialnego fizyka stało się jasne, że czas i przestrzeń są ze sobą powiązane. Zasugerował, że żyjemy w czasoprzestrzeni, która jest czymś w rodzaju trudnego do wyobrażenia sobie, czterowymiarowego dywanu utkanego z trzech wymiarów przestrzeni i jednego wymiaru czasu. Czterowymiarowość przestrzeni możemy dostrzec, gdy umawiamy się np. na spotkanie, mówiąc: - Bądź o godzinie 14:00 na trzecim piętrze budynku na rogu ulicy Einstein i alei Newtona. Aby spotkanie mogło się odbyć, zawsze niezbędne są cztery wymiary: długość i szerokość geograficzna, wysokość nad poziomem morza i czas.
 
Odkrycie Einsteina otwiera fantastyczne możliwości: jeśli zmieniamy przestrzeń, możemy również ingerować w upływ czasu. Fizycy potwierdzili tę koncepcję doświadczalnie w 1971 roku, wykorzystując kilka bardzo dokładnych zegarów atomowych. Wszystkie pokazywały tę samą godzinę, ale potem umieszczono je na pokładach odrzutowców, w których odbyły loty dookoła świata: dwa na wschód i dwa na zachód. Zegary, które podróżowały na wschód, pokazały czas późniejszy o 59 nanosekund od pozostałego na ziemi urządzenia kontrolnego. Podróżujące na zachód wskazywały czas odpowiednio wcześniejszy.Ze względu na stosunkowo szybkie poruszanie się w przestrzeni czas mijał w każdej podróży nieznacznie inaczej.

 

black-hole-1200p-brighter.jpg
 
Od opublikowania przełomowych prac Einsteina wiemy, że obiekty o dużej masie zniekształcają czasoprzestrzeń:na przykład gwiazda tworzy we wspomnianym "dywanie"charakterystyczne wgłębienie. Czas też nie pozostaje nietknięty. Widać to przede wszystkim

w przypadku czarnych dziur. Są stosunkowo małe i niezwykle masywne,w wyniku czego generują głębokie wybrzuszenia

w czasoprzestrzeni. Na ich powierzchni, zwanej horyzontem zdarzeń, można uznać, że czas wręcz się zatrzymuje - a przynajmniej tak wydaje się obserwatorowi. Kto chciałby zobaczyć z bezpiecznej odległości, jak statek kosmiczny wlatuje w czarną dziurę, miałby pecha. Dla patrzącego z zewnątrz pojazd potrzebowałby nieskończonej ilości czasu do przekroczenia horyzontu zdarzeń. Ale hipotetycznemu pilotowi wcale tak by się nie wydawało - z jego perspektywy statek mknąłby przez horyzont.
 
Czy dodatkowy wymiar ratuje koncepcję czasu?

Z biegiem lat fizycy rozszerzyli model Einsteina. Aby zmienić właściwości cząstek elementarnych, musieli dodawać do swoich modeli teoretycznych kolejne wymiary przestrzeni - obecnie według różnych koncepcji jest ich od dziesięciu do jedenastu. Tylko w przypadku czasu do niedawna nie odważyli się tego zrobić, ale i to się zmieniło! Amerykański fizyk Itzhak Bars zaproponował nowy model wszechświata. Ma on sześć wymiarów: cztery dla przestrzeni (jeden z nich niewidocznie mały) i dwa dla czasu: normalny oraz hiper.
 
Używając przekształcenia matematycznego, Bars połączył wszystkie "nadprogramowe" wymiary przestrzeni w jeden. Działa to jednak wyłącznie wtedy, gdy w modelu uwzględni się jeszcze jeden wymiar czasu. - Czterowymiarowyświat, który postrzegamy naszymi zmysłami, jest jedynie cieniem sześciowymiarowej rzeczywistości- tak jak płaski, dwuwymiarowy cień na ścianie rzucany przez naszą trójwymiarową dłoń - mówi Bars. Dodatkowy wymiar temporalny umożliwia, przynajmniej w teorii, podróże w czasie. Jeśli czas nie jest jednowymiarowy jak linia, ale dwuwymiarowy jak kartka papieru, nagle robi się wystarczająco dużo przestrzeni na skierowanie pętli czasu w przeszłość. Sam Bars jest przy tym ostrożny, uważa bowiem, że drugi wymiar jest zbyt mały dla takiego zabiegu. Tym niemniej otworzył swoim pomysłem drogę do nowych poszukiwań.
 
- Dodatkowy wymiar czasu faktycznie istnieje i prowadzi do dających się zmierzyć zmian w świecie kwantowym- mówi z przekonaniem Bars. Może to okazać się bardzo ważne dla samej koncepcji czasu, ponieważ jest szansa, że uda się w ten sposób wyjaśnić rezultaty opisanego na początku artykułu eksperymentu Suareza. Wystarczy sobie wyobrazić, że fotony wykorzystują ów drugi wymiar do przesyłania informacji. Itzhak Bars użył swojej dwuczasowej fizyki do przewidywania właściwości pewnych mikroskopijnych cząstek - składowych modelu super symetrii (SUSY). Tych tak zwanych super partnerów (sparticles) nie widział jeszcze nigdy żaden naukowiec, ale wielu uważa, że muszą one istnieć. W ramach zakrojonych na szeroką skalę eksperymentów w genewskim Wielkim Zderzaczu Hadronów (Large Hadron Collider - LHC) w nadchodzących latach mają być prowadzone obserwacje superpartnerów. Jeżeli przewidywania Itzhaka Barsa się spełnią, istnienie dodatkowego wymiaru zostanie udowodnione, a fizyk zostanie ogłoszony nowym Einsteinem, który w końcu odkrył tajemnicę czasu i przestrzeni...
 
 
Artykuł pochodzi ze "Świata Wiedzy 10/2018"

 

Źródło


  • 7

#2

Kwarki_i_Kwanty.
  • Postów: 83
  • Tematów: 23
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Jak dobrze, że ktoś w ogóle pisze tego typu jak niniejsza nota artykuły na tę stronę, bo temat, sam w sobie, ma pochłaniającą umysł dogłębnie naturę filozoficzno-naukową.

Cytując fragment artykułu: ,,Czterowymiarowyświat, który postrzegamy naszymi zmysłami, jest jedynie cieniem sześciowymiarowej rzeczywistości- tak jak płaski, dwuwymiarowy cień na ścianie rzucany przez naszą trójwymiarową dłoń", warto się zastanowić, czy podróże w czasie, a raczej paradoksy związane z aberracjami jakimi niewątpliwie są podróże w czasie mają wtedy jakikolwiek sens? Najbardziej rzuca się w oczy koncepcja ,,niezmiennej linii świata" wg. Einsteina. W teorii tej linia świata człowieka, głównie podróżnika w czasie nie może zniknąć, w przypadku kiedy doszłoby do wymazania nas samych w wyniku jakiegoś paradoksu; po prostu wg.Einsteina zbiór informacji o nas samych - wszystko, co nam się kiedykolwiek wydarzyło i w przyszłości się wydarzy, czyli nasza ,,linia świata" nie może zostać przerwana, ani wymazana, bo zgodnie z teorią względnością (prawdopodobnie szczególną teorią względności) nie jest to możliwe.

 

Kontynuując tok myślowy podróży w czasie w oparciu o nie do końca jasną naturę czasu, można dojść do wniosku, że mimo iż naciąganie, łamanie Osi Czasu poprzez cofanie się do przeszłości mogłoby być możliwe, bo np. ogólna teoria względności tego nie zabrania, jak dotąd potwierdzeń tego, że ,,podróżnicy w czasie" są wśród nas, jeszcze nie zaobserwowano. A dlaczego i co za tym przemawia? Podróże w czasie sprawiłyby, że żadne historyczne wydarzenie nie mogłoby być nigdy rozstrzygnięte i potwierdzone; załamałaby się struktura polityczna ludzkości, pojęcie Cywilizacji przestałoby mieć sens. Gdyby podróże w czasie były możliwe, załamałaby się zasada przyczynowości. Cała historia przestałaby istnieć. Rozpętałoby się piekło, które zniszczyłoby tkankę Wszechświata. Podróżnicy w czasie albo przestaliby istnieć, albo utknęliby w pętli przyczynowo-skutkowej, bo byliby ludźmi tkwiącymi w pułapce własnej historii, stając się po prostu osobami bez genezy, bez konkretnej historii; przykładem tego mógłby być przybywający z przyszłości do względnej teraźniejszości podróżnik w czasie, który spotyka młodszą wersję samego siebie, dając jej np. jakąś tajemną technologię, która odmieni jej prace naukowe. Kilkadziesiąt lat później ten sam, lecz starszy ,,jeszcze nie podróżnik w czasie" cofa się do przeszłości spotykając samego siebie, aby poinformować wersję siebie o ważnym odkryciu, które zmieni jej życie. Ot, człowiek bez historii.


  • 2

#3

Mariush.
  • Postów: 4035
  • Tematów: 59
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 5
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Kontynuując tok myślowy podróży w czasie w oparciu o nie do końca jasną naturę czasu, można dojść do wniosku, że mimo iż naciąganie, łamanie Osi Czasu poprzez cofanie się do przeszłości mogłoby być możliwe, bo np. ogólna teoria względności tego nie zabrania, jak dotąd potwierdzeń tego, że ,,podróżnicy w czasie" są wśród nas, jeszcze nie zaobserwowano. A dlaczego i co za tym przemawia? Podróże w czasie sprawiłyby, że żadne historyczne wydarzenie nie mogłoby być nigdy rozstrzygnięte i potwierdzone; załamałaby się struktura polityczna ludzkości, pojęcie Cywilizacji przestałoby mieć sens. Gdyby podróże w czasie były możliwe, załamałaby się zasada przyczynowości. Cała historia przestałaby istnieć. Rozpętałoby się piekło, które zniszczyłoby tkankę Wszechświata. Podróżnicy w czasie albo przestaliby istnieć, albo utknęliby w pętli przyczynowo-skutkowej, bo byliby ludźmi tkwiącymi w pułapce własnej historii, stając się po prostu osobami bez genezy, bez konkretnej historii; przykładem tego mógłby być przybywający z przyszłości do względnej teraźniejszości podróżnik w czasie, który spotyka młodszą wersję samego siebie, dając jej np. jakąś tajemną technologię, która odmieni jej prace naukowe. Kilkadziesiąt lat później ten sam, lecz starszy ,,jeszcze nie podróżnik w czasie" cofa się do przeszłości spotykając samego siebie, aby poinformować wersję siebie o ważnym odkryciu, które zmieni jej życie. Ot, człowiek bez historii.

Podróże w przeszłość można uratować bez łamania zasady przyczynowości. Zgodnie z teorią względności podział na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość ulega rozmyciu (ze względu na względny charakter równoczesności zdarzeń). Zdarzenia już nie dzieją się w czasie i przestrzeni, ale po prostu są w czasoprzestrzeni. Tworzą niezmienną, ustaloną sieć wzajemnych relacji. Mając to na uwadze, założenie istnienia między zdarzeniami relacji tworzących zamknięte linie czasowe (pętle), które teoretycznie teoria ta dopuszcza, nie musi wprowadzać żadnych przyczynowo-skutkowych komplikacji. Wynika to z tego, że ów niezmienny, ustalony zbiór zdarzeń w czasoprzestrzeni musi po prostu tworzyć zgodną i spójną całość (zasada samospójności Nowikowa). Praktycznie rzecz ujmując, podróżnik cofając się w czasie wypełnia swoje przeznaczenie. Skoro jego podróż w czasie jest składnikiem owej czasoprzestrzeni, to i on sam tym składnikiem musi być. I nic tego zmienić już nie może, bo z natury jest to niemożliwe. Wygląda to jak trudny do zaakceptowania skrajny fatalizm, ale nie jest powiedziane, że tak właśnie sprawy się nie mają. Być może prawa fizyki uniemożliwiają wystąpienie jakiejkolwiek logicznej niespójności i jakakolwiek wizja próby jej spowodowania (np. uśmiercenia własnego przodka czy samego siebie) jest już u podstaw błędna. Ci, których obraz takiego fundamentalnego zniewolenia uwiera, zwykle uciekają się do mechaniki kwantowej, a dokładnie do koncepcji wielu światów. Zgodnie z nią, każde próba ingerencji w przeszłości inicjuje powstanie nowej równoległej, alternatywnej wersji przyszłości, w której zabicie swojego przodka co najwyżej uniemożliwi przyjście na świat równoległej wersji podróżnika. Sprawca całego zamieszania zachowuje zarazem swoją egzystencję i wolną wolę.


  • 0



#4

ppp.
  • Postów: 357
  • Tematów: 24
Reputacja Żałośnie niska
Reputacja

Napisano

Jeśli przyjąć koncepcję matrixa, czyli bycia częścią "programu komputerowego" materii i energii, to podjęcie dowolnych działań zgodnych z podstawowymi regułami gry nie może doprowadzić do zniszczenia samego porogramu.
Jest dopuszczalne zatem dokonywanie jakiegokolwiek barbarzyństwa, jeżeli jest one dozwolone przez grę. Zatem, jeżeli czasoprzestrzeń dopuszcza podróże w czasie to są one dozwolone i zgodne z zasadami gry. Jakiekolwiek działania podejmowane przez podróżnika nie doprowadzą do zniszczenia samej gry a ta zachowa swoją formę ponieważ poprzez samo przyzwolenie na przemieszczanie w czasie gra rozwiąże poroblemy wynikające z konsekwencji działań podróżnika.
Inaczej, w chwili gdy będziemy mogli podróżować w czasie wszystkie problemy z tym związanie zostaną już wcześniej rozwiązane przez samą czasoprzestrzeń. Jedyne co ulegnie zmienie to wynik gry, który jest przypisany do gracza.


Użytkownik ppp edytował ten post 22.04.2019 - 20:49

  • 0

#5

Kwarki_i_Kwanty.
  • Postów: 83
  • Tematów: 23
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Podróże w przeszłość można uratować bez łamania zasady przyczynowości. Zgodnie z teorią względności podział na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość ulega rozmyciu (ze względu na względny charakter równoczesności zdarzeń). Zdarzenia już nie dzieją się w czasie i przestrzeni, ale po prostu są w czasoprzestrzeni. Tworzą niezmienną, ustaloną sieć wzajemnych relacji. Mając to na uwadze, założenie istnienia między zdarzeniami relacji tworzących zamknięte linie czasowe (pętle), które teoretycznie teoria ta dopuszcza, nie musi wprowadzać żadnych przyczynowo-skutkowych komplikacji. Wynika to z tego, że ów niezmienny, ustalony zbiór zdarzeń w czasoprzestrzeni musi po prostu tworzyć zgodną i spójną całość (zasada samospójności Nowikowa). Praktycznie rzecz ujmując, podróżnik cofając się w czasie wypełnia swoje przeznaczenie. Skoro jego podróż w czasie jest składnikiem owej czasoprzestrzeni, to i on sam tym składnikiem musi być. I nic tego zmienić już nie może, bo z natury jest to niemożliwe. Wygląda to jak trudny do zaakceptowania skrajny fatalizm, ale nie jest powiedziane, że tak właśnie sprawy się nie mają. Być może prawa fizyki uniemożliwiają wystąpienie jakiejkolwiek logicznej niespójności i jakakolwiek wizja próby jej spowodowania (np. uśmiercenia własnego przodka czy samego siebie) jest już u podstaw błędna. Ci, których obraz takiego fundamentalnego zniewolenia uwiera, zwykle uciekają się do mechaniki kwantowej, a dokładnie do koncepcji wielu światów. Zgodnie z nią, każde próba ingerencji w przeszłości inicjuje powstanie nowej równoległej, alternatywnej wersji przyszłości, w której zabicie swojego przodka co najwyżej uniemożliwi przyjście na świat równoległej wersji podróżnika. Sprawca całego zamieszania zachowuje zarazem swoją egzystencję i wolną wolę.


Podróże w czasie, choć do mojej koncepcji bardziej pasuje określenie ,,zanurzanie się" w eterze, czy też, jak kto woli oceanie lub macierzy, czasu, w jednej z moich fanowsko-futurologicznych hipotez, wyobrażam sobie, jako przemieszczanie się przez jestestwo czasu przypominające formę skoku do jakiegoś negatywnego wymiaru, gdzie podróżnik, ,,stojąc" w eterze czegoś, czego nie byłby w stanie pojąć rozumem, miałby przed sobą linię czasu. Byłaby to niemająca końca, wieczna, linia prosta lub mająca formę wyginającej się, bardzo rozciągniętej membrany, w którą wpatrując się w jej ,,strukturę", ów śmiałek miałby przed oczami cały czas: każdy moment, każdą nanosekundę, od niemożebnie oddalonej przeszłości do bezgranicznie odległej przyszłości - wszystko, co było, jest i będzie - jakby sam ,,czas" byłby Wszechświatem. I to jest dość specyficzne, bo, gdyby tak założyć, wszystko w czym jesteśmy zanurzeni i zanurzeni będziemy jest bardzo plastyczne i odporne na paradoksy; można to porównać do życia we Wszechświecie, w którym ,,czas" jest jednością, bez początku i bez końca.
  • 0




Inne tematy z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: czas, podróże w czasie, splątanie kwantowe, Itzhak Bars

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u