Skocz do zawartości




Pora zaSZAReć, jako że ruszyła kolejna edycja Złotych Szaraków -- zagłosuj i Ty!


Zdjęcie

Samotni w kosmosie.


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
10 odpowiedzi w tym temacie

#1

Nick
  • Postów: 561
  • Tematów: 219
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Trafiłem na ciekawy, choć kontrowersyjny artykuł, zwłaszcza w kontekście niedawnych wypowiedzi Stephena Hawkinga, że nie wykorzystaliśmy naszej szansy by siedzieć cicho, bo kto wie, co kryje się w mroku... :)

Czyli Hawking kontra Sagan. Oceńcie sami.

 

24f8a2fbb00367a1gen.jpg

Latem na plaży nikt nie powinien czuć się sam... (Fot. 123RF)

 

Wyobraźmy sobie, że naszą planetę zamieszkuje inteligentna rasa kotów. Albo jakiś inny indywidualistyczny gatunek. Czy wydawałby krocie na poszukiwania życia we wszechświecie? Czy miałby potrzebę odnalezienia innych braci w rozumie? Jakoś wątpię.

 

Traf jednak chciał, że Ziemię zaludnił Homo sapiens, gatunek stadny i społeczny, dla którego samotność to największa kara. Wiele badań pokazuje, że dla ludzi izolacja społeczna, brak kontaktu z innymi, wiąże się z poważnym ryzykiem zdrowotnym. Ba! Nawet skraca życie. Ma dla naszego dobrostanu dwa razy gorsze skutki od otyłości i prawie tak fatalne jak palenie tytoniu. Dlaczego?

 

Poczucie izolacji to nie tylko smutek i samotność, to dla przedstawiciela gatunku stadnego sygnał o niebezpieczeństwie. Samotnemu zawsze zagrażał głód, chłód, drapieżniki. Dlatego samotność włącza nam w mózgach tryb "przetrwanie". Wiąże się on z wydzielaniem specyficznych neuroprzekaźników, hormonów, które wprowadzają nas w podwyższony poziom stresu. Ten zaś zaburza nasze funkcjonowanie, obniża odporność organizmu, skraca życie. Widoczne skutki to zmęczenie, lęk, kłopoty ze snem, depresja, podwyższone ciśnienie krwi, zwiększone ryzyko demencji. W mózgu wzrasta poziom dwóch neuroprzekaźników: dopaminy i noradrenaliny. To wywołuje alarm, który stymuluje do poszukiwania towarzyszy. Ich znalezienie oznacza przeżycie. Jednocześnie zmniejsza się ilość serotoniny - "hormonu zadowolenia". Układ nerwowy protestuje: "chcę, żeby było mi przyjemnie!" - woła. Wzrasta panika. Pojawia się rozdrażnienie i nienawiść. Kiedy przechodzi złość, a sytuacja się nie zmienia, nadchodzi melancholia.

 

Na jakim jesteśmy etapie?

 

Na razie wciąż szukamy. Przeczesujemy ten niewielki, dostępny naszym instrumentom skrawek nieba, wypatrując i nasłuchując sygnału z kosmosu. Powołujemy do życia projekty takie jak SETI (Search for Extraterrestrial Intelligence), wieloletni projekt naukowy, który poszukuje sygnałów radiowych i optycznych mogących pochodzić od obcych cywilizacji, czy niedziałający już MOP (Microwave Observing Program). Pomimo braku powodzenia w naszych poszukiwaniach wciąż trwamy w przekonaniu, że nie jesteśmy sami w kosmosie. Bo, prawdę mówiąc, nasza psychologiczna konstrukcja nie jest w ogóle gotowa na to, że nikogo poza nami tu nie ma. Wyobrażacie sobie tę bezmierną samotność?! Dlatego wysyłamy tu i ówdzie informacje do hipotetycznych istot rozumnych, tworząc dla nich wymyślne kalambury.

 

Przykład?

 

Choćby metalowa plakietka, którą przyczepiono do sond Pioneer 10 i 11 wystrzelonych ku rubieżom Układu Słonecznego. Umieściliśmy na niej informacje o położeniu Słońca na Drodze Mlecznej, o naszym Układzie, a także o człowieku. Część z nich zakodowaliśmy w systemie dwójkowym.

 

W 1977 r. NASA wystrzeliła kolejne sondy, które miały opuścić granice Układu Słonecznego: Voyagera 1 i 2. Na ich pokładzie umieściliśmy tzw. złote płyty - gramofonowe krążki z pozłacanej miedzi. Płytę naznaczono śladowymi ilościami uranu 238. Połowiczny okres rozpadu tego pierwiastka promieniotwórczego wynosi blisko 4,5 mld lat (to także przybliżony wiek Ziemi). Dzięki temu, ktokolwiek ją kiedyś otrzyma, będzie mógł odczytać, kiedy została wyprodukowana.

 

Słynny astrofizyk Carl Sagan, pomysłodawca i jeden z autorów owego przesłania, nazwał je "wiadomością w butelce wrzuconą do kosmicznego oceanu". Zarejestrowano na niej zdjęcia Ziemi, przyrody, wytworów ludzkiej cywilizacji, pocałunku. Na płycie nagrano także pozdrowienia w kilkudziesięciu językach (po polsku - "Witajcie, istoty z zaświatów"), a także zestaw dźwięków z Ziemi. Był wśród nich także wybór muzyki - od Beethovena przez Chucka Berry'ego po muzykę folkową - oraz zapis fal mózgowych przetworzony na dźwięk.

 

Czy ktoś nas usłyszy? Czy to jedynie wołanie na pustyni? By ktokolwiek zechciał na nie odpowiedzieć, musiałby być jak my - gatunkiem stadnym i społecznym. Z potrzebą posiadania innych członków stada - choćby mieli się znajdować na drugim końcu galaktyki. Ale niechby byli! Tymczasem wszystko wskazuje na to, że kosmos jest pełen samotności. A my, z powodu naszych ewolucyjnych zaszłości, bardzo nie jesteśmy na nią gotowi. Chyba czeka nas kosmiczna choroba sieroca.

 

Ogrom pustki

 

Gdyby mógł pan zmienić prawa fizyki, zabawić się w Boga i jeszcze raz zdefiniować Wszechświat - zapytano kiedyś prof. Marka Abramowicza, znakomitego polskiego astrofizyka - co by pan poprawił? - Zwiększyłbym czas kosztem przestrzeni - odpowiedział bez wahania. Przestrzeni jest zbyt wiele. Nigdy jej nie wykorzystamy. Ale czasu ciągle wszyscy mają za mało.

 

Nie jest łatwo wyobrazić sobie ogrom Wszechświata dostępnego naszemu poznaniu. Słońce oddalone jest od nas o 150 mln km, i to już jest dystans, który wymyka się intuicji. Gdyby nasza gwiazda zgasła, dowiedzielibyśmy się o tym dopiero po 8 min i 18 s, bo tyle potrzebuje jej światło, by dotrzeć na Ziemię. A to dopiero próg bezmiaru kosmicznych przestrzeni. Kolejna najbliższa nam gwiazda, Proxima Centauri, jest o ponad 4 lata świetlne dalej. Nasza najszybsza sonda międzyplanetarna, New Horizons, pędzi w stronę Plutona z prędkością 58 tys. 536 km na godzinę. Żeby się dostać do Proxima Centauri, potrzebowałaby 1820 lat. Najbliższa duża galaktyka Andromedy leży 2,52 mln lat świetlnych stąd. Odległość do najbliższej gromady galaktyk wynosi 59 mln lat świetlnych, a odległość do aktualnej krawędzi widzialnego Wszechświata - 46 mld lat świetlnych.

 

Gdyby wykonać model naszej Galaktyki w takiej skali, by odległość Ziemi od Słońca wyniosła jeden milimetr, wówczas kolejna najbliższa nam gwiazda znalazłaby się w odległości aż 300 m. Nasza galaktyka - Droga Mleczna - jest w tej skali dyskiem o średnicy 6 km. Na przebycie drogi od krańca do krańca Galaktyki światło potrzebuje 100 tys. lat. A reszta Wszechświata jest jeszcze dużo, dużo większa.

 

Gdyby ścisnąć naszą Galaktykę do kuli o średnicy centymetra (odległość Ziemi od Słońca nie przekraczałaby teraz rozmiaru atomu), cały widzialny kosmos miałby rozmiary kuli o średnicy 3 km. W tej kuli (fachowo zwanej objętością Hubble'a) mieści się dziś blisko 100 mld galaktyk - mniejszych i większych zespołów gwiazd. A każda galaktyka składa się z miliardów, a nawet bilionów gwiazd.

źródło

 


  • 6

#2

Taper
  • Postów: 263
  • Tematów: 39
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Paskudna, przygnębiająca wizja. Tylko nie wiem, która - ta, że odkryjemy życie rozumnie poza Ziemią, czy, że nie odkryjemy. :/


  • 0

#3

Daniel.
  • Postów: 3131
  • Tematów: 51
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Mnie przygnębia bardziej to, że nie wiadomo czym to wszystko jest, po co, skąd i dokąd zmierza. A co jeśli jesteśmy tylko błędem ewolucyjnym, a nasza świadomość skutkiem ubocznym i największym przekleństwem? Przecież nic na całym zbadanym wszechświecie nie ma świadomości istnienia oprócz nas, przez to że poznaliśmy smak życia, tak panicznie przeraża nas nicość po śmierci.


  • 0



#4

Nick
  • Postów: 561
  • Tematów: 219
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Lepiej byłoby, gdybyśmy to my odkryli to życie rozumne w kosmosie, a nie ono nas. W sumie bezpieczniej zawieszać własne statki nad miastami obcych niż obserwować statki obcych wiszące nad naszymi. ;)


  • 0

#5

Mariush
  • Postów: 3946
  • Tematów: 59
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 5
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Prawdopodobieństwa zetknięcia się z obcą cywilizacją jest bezpośrednio powiązane z prawdopodobieństwem powstania samego życia. Niestety wiele nie możemy na ten temat dziś powiedzieć. Jakiekolwiek bezwzględne oszacowania liczbowe są obarczone zwykle tak dużą niepewnością, że praktycznie nie pozwalają zupełnie na wyciągnięcie miarodajnych wniosków. Jednak pewne względne oszacowania są jak najbardziej możliwe. Wiele wskazuje, że prawdziwy boom życia nastąpi dopiero w erze czerwonych karłów, za dziesiątki, a nawet setki miliardów lat. Dziś gwiazdy te będąc jeszcze w kapryśnym wieku niemowlęcym, miotają zabójczymi flarami na wszystkie strony, ale z czasem się uspokoją i staną się posiadaczami przyjaznych i bardzo stabilnych ekosfer (nawet do 10 bilionów lat!). Jeśli ponadto uwzględnimy fakt, że są one jednocześnie najliczniejszą grupą gwiazd w Drodze Mlecznej (dziś stanowią ok. 80-85% populacji) i to, że wraz ze wzrostem metaliczności materii (zawartości pierwiastków cięższych od helu) rośnie prawdopodobieństwo formowania się planet skalistych, to uzyskamy wręcz warunki idealne dla rozwoju życia. Nawet bardzo ostrożne szacunki wskazują, że prawdopodobieństwo powstania życia będzie co najmniej 1000-krotnie większe niż obecnie. Biorąc to pod uwagę, nie można odrzucić tezy, że nasza kosmiczna samotność jest rezultatem naszej względnej wyjątkowości.


  • 3



#6

TheToxic

    Faber est quisque suae fortunae

  • Postów: 1145
  • Tematów: 31
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Bardzo smutna wizja, kto wie czy czasem jest prawdziwa. Tak bardzo pragniemy wierzyć, wciąż szukając i nie znając odpowiedzi. Piękny art panie Nick!





#7

Komarzyca

    The daughter of Satan.

  • Postów: 58
  • Tematów: 9
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

A co z danymi z Voyagera-1 i 2? Przecież ostatnio było głośno że znajdują się naprawdę daleko i dalej sygnaly działają i przesyłają dane na ziemie. Dlaczego nie są pokazane te dane? Czy ktoś chce ukryć?


  • 0

#8

rollinstone
  • Postów: 20
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

A co z danymi z Voyagera-1 i 2? Przecież ostatnio było głośno że znajdują się naprawdę daleko i dalej sygnaly działają i przesyłają dane na ziemie. Dlaczego nie są pokazane te dane? Czy ktoś chce ukryć?

 

Nie, po prostu obszar w którym aktualnie się znajdują to jedna wielka kosmiczna pustka (przerażająca perspektywa)


  • 1

#9

euronecik
  • Postów: 13
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Pozostaje nam cieszyć się tą wyjątkową chwilą spokoju i przygotować na nadchodzące wydarzenia


  • 0

#10

Guenhwyvar
  • Postów: 11
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ale te wydarzenia mogą nadejść za miliardy lat

Może jesteśmy pierwsi we wszechświecie, inni za te miliardy lat znajdą jakieś skamieniałości i inne pozostałości i będziemy dla nich pradawną legendarną unicestwioną cywilizacją jak w filmach :(

Smutna wizja


Użytkownik Guenhwyvar edytował ten post 18.12.2017 - 17:35

  • 0

#11

Mariush
  • Postów: 3946
  • Tematów: 59
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 5
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Jeśli nie przetrwamy, to smutno trochę będzie. A ryzyko jest względnie duże, bo obiektywnie patrząc z galaktycznej perspektywy żyjemy we wczesnej i burzliwej epoce. Być może sytuacja naszej ludzkiej cywilizacji jest trochę podobna do tej z którą zetknęło się ziemskie życie u jego zarania. Niektórzy naukowcy sugerują bowiem, że życie na wczesnej Ziemi rodziło się i wymierało kilkukrotnie i dopiero za którymś podejściem udało mu się przetrwać i ostatecznie rozwinąć w to, co obserwujemy wokół. Być może jesteśmy właśnie w takim dość nieciekawym położeniu, a prawdziwa eksplozja życia i długowiecznych cywilizacji dopiero nastanie w odległej przyszłości.

 

Choć z drugiej strony są też tego plusy. Żyjemy w bardzo ciekawych czasach. Wielki Wybuch jest tak czasowo blisko, że jego ślady możemy do dzisiaj bezpośrednio obserwować. Za kilkadziesiąt miliardów lat powstałe później cywilizacje nie będą już miały już tej sposobności. Ekspansja Wszechświata spowoduje, że za ok. 100 mld lat, gdy Wszechświat rozszerzy się ok. 350-krotnie, z pola widzenia przyszłych mieszkańców Drogi Mlecznej (a raczej tego, co powstanie po zderzeniu jej z M31) znikną te wszystkie setki miliardów obserwowanych dziś różnorodnych galaktyk. Zostanie tylko kilkadziesiąt powiązanych grawitacyjnie członków Grupy Lokalnej. I to wszystko. Dalej tylko już czarna, kosmiczna pustka. Przyszli mieszkańcy Wszechświata nie będą prawdopodobnie nawet świadomi zjawiska ekspansji przestrzeni.


  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u