Skocz do zawartości




Zdjęcie

Tajemnicze zniknięcie Dorothy Forstein


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
14 odpowiedzi w tym temacie

#1

Simba.

    Simbarosa

  • Postów: 431
  • Tematów: 290
  • Płeć:Kobieta
  • Artykułów: 51
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

18 października 1949 roku mieszkająca na przedmieściach Filadelfii Dorothy Forstein znika bez śladu. Po dwóch dniach mąż zgłasza zaginięcie, a na rodzinę pada widmo strachu. To jednak nie pierwszy raz, kiedy w  ich domu doszło do niewyjaśnionych wydarzeń. Cofnijmy się kilka lat wstecz, by móc je przybliżyć.

 

9883a2af02a6010af864f76e73b4532f.jpg

 

1945 rok

 

Dorothy od pięciu lat jest żoną sędziego Jules`a Forstein`a, swojej miłości z czasów dzieciństwa. Para ma troje dzieci : piętnastoletniego Myrna i pięcioletnią Marcy, dzieci z poprzedniego małżeństwa Jules`a ( jego pierwsza żona Molly zmarła w 1940 r. ), oraz synka Edwarda.

 

25 stycznia 1945 roku

 

Pani Forstein postanowiła zostawić swoje dzieci u sąsiadki, by móc wybrać się na zakupy. Wieczorem sąsiadka obserwując powrót kobiety z zakupów dostrzegła sylwetkę mężczyzny idącego za Dorothy. Później przyzna, że nie zwróciła na to zbytniej uwagi. Okolica zawsze należała do spokojnych, dlatego nie spodziewała się, że kobieta może być w niebezpieczeństwie.

 

Dorothy została napadnięta. Bił pięściami, oraz jakimś tępym narzędziem, aż straciła przytomność. Pani Forstein została znaleziona ze złamanym nosem, szczęką, barkiem i wstrząśnieniem mózgu. Kiedy odzyskała przytomność pamiętała, że została zaatakowana, ale nie widziała twarzy napastnika.

 

Śledczy byli zszokowani zbrodnią, co więcej, nie znaleźli żadnych śladów. Nie chodziło także o kradzież, bo nic nie zginęło. Dorothy nie miała żadnych wrogów, była lubiana w okolicy. Sprawdzono każdy trop. Mąż miał żelazne alibi, dlatego śledztwo umorzono.

 

Atak na kobietę pozostał tajemnicą. Powoli wróciła do normalnego życia, ale nie była już tą samą osobą. Stała się strasznie nerwowa, zawsze sprawdzała zamki w drzwiach, była wyczulona na najmniejszy szmer. Była pewna, że ktoś znów zapragnie zrobić jej krzywdę. Nie myliła się.

 

Pięć lat później, w nocy  18 października 1949 roku Pan Forstein był na bankiecie, z dala od domu, a Dorothy i jej dwójka dzieci spędzali rutynowo wieczór. Mąż wrócił do domu około 23:30 i znalazł dzieci : Edwarda i Marcy skulone i płaczące w sypialni. Mówiły, że ich matki nie ma. Kobieta w tajemniczy sposób zniknęła. Torebka i klucze były w domu i jak poprzednim razem, nic nie skradziono. Przez kilka godzin telefonował do znajomych i sąsiadów, ale nikt jej nie widział.

 

Co się stało tamtego wieczoru, wiadomo jedynie z relacji jej dziewięcioletniej córki Marcy. Na początku śledczy wzięli to za wytwór wyobraźni dziewczynki, ale psychiatrzy orzekli, że mówi prawdę.

 

hvxzsg.jpg

Marcy Forstein

 

Opowiedziała ona policji, że kiedy spała, obudził ją hałas kogoś wchodzącego do domu. Wyszła z pokoju i zobaczyła dziwnego człowieka wchodzącego na górę. W sypialni jej matka leżała na podłodze, twarzą w dół. Wyglądała na chorą. Marcy zapytała obcego, co robi. Ten odpowiedział jej : „wracaj do łóżka maleństwo, Twoja mama jest w dobrych rękach”. Pogłaskał dziewczynkę po twarzy i oddalił się z ciałem kobiety na ramieniu. Wyszedł frontowymi drzwiami, zamykając je za sobą. Dziewczynka obudziła brata i razem czekali na powrót ojca. Tu ślad się urywa. Marcy później zezna, że nigdy wcześniej nie widziała tego człowieka i nie miała pojęcia kim mógł być. Około 15 minut później do domu wrócił ojciec dzieci. Co ciekawe, o zniknięciu żony poinformował policję dopiero po dwóch dniach ( zniknęła we wtorek, a służby otrzymały zgłoszenie w czwartek ).

 

Policja nie znalazła żadnych obcych odcisków palców w mieszkaniu, nie było śladu włamania. Wydawało się dziwne i niemożliwe, by ktoś przeniósł ciało kobiety ( ubranej tylko w piżamę ) ruchliwą ulicą i nikt tego nie zauważył. W jaki sposób otworzył zamknięte drzwi?

 

Brak podejrzanych, żadnych możliwych wyjaśnień tego kto i dlaczego ją porwał. Tematem zniknięcia Dorothy zainteresowała się prasa, nie trwało to jednak długo ( po tygodniu nie było już w prasie o niej ani słowa ). Nikt nie wspomniał o niej przez kolejne pięćdziesiąt lat.

 

W 2003 roku pewien mężczyzna opisał historię Dorothy na swoim blogu. Potem otrzymał list od prawnika rodziny Forstein. To była prośba o usunięcie historii i uszanowanie prywatności rodziny pogrążonej w żalu po stracie bliskiej osoby. Mężczyzna spełnił prośbę.

 

Kobieta do dziś nie została odnaleziona.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tłumaczenie własne

 

źródło : http://www.segnidalc...ente-scomparse/

        

           : http://strangeco.blo...of-dorothy.html

 

zdjęcie Marcy : http://gwf225.tripod.com/ghs57mfs.html

 

 

Podziękowania dla Mirabilis za pomoc w realizacji tematu


  • 7



#2

Daniel..
  • Postów: 3469
  • Tematów: 51
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Kiedyś na nautilusie były takie podobne historie, tylko ta jest raczej realna i kryminalna, a tamte były kosmiczne. Coś na zasadzie, że pewien facet wracał z pracy przez pole i przyszedł do domu jak gdyby nigdy nic, a rodzina mu powiedziała, że nie było go 10 lat. Było tam kilka takich przypadków.


  • 0



#3

Zaciekawiony.
  • Postów: 7686
  • Tematów: 80
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

A właściwie skąd o tym wiemy? Historia sprzed wielu lat, którą prasa interesowała się bardzo krótko, o której raz napisał jakiś bloger (jaki?) ale usunął wpis. Więc skąd zainteresowanie sprawą?


  • 0



#4

Simba.

    Simbarosa

  • Postów: 431
  • Tematów: 290
  • Płeć:Kobieta
  • Artykułów: 51
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Temat wydał mi się ciekawy z wielu powodów:

 

1. skoro była lubiana, dlaczego i kto ją pobił?

2. dlaczego mąż zgłosił zaginięcie dopiero po dwóch dniach? Miał coś na sumieniu? 

3. i co najbardziej mnie zadziwia : nie slyszałam przypadku kiedy napastnik nakryty przez dziecko głaszcze je po twarzy. Zazwyczaj uderza lub odpycha. 

 

Dlaczego prasa tak krótko interesowała się sprawą? Mąż był sędzią, może chciał szybko wszystko wyciszyć? 


  • 0



#5

Zaciekawiony.
  • Postów: 7686
  • Tematów: 80
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Mnie bardziej interesuje skąd zainteresowanie teraz? Bo ktoś musiał trochę pogrzebać za sprawą aby w naszych czasach ją przypomnieć.


Użytkownik Zaciekawiony edytował ten post 09.11.2014 - 20:10

  • 0



#6

Simba.

    Simbarosa

  • Postów: 431
  • Tematów: 290
  • Płeć:Kobieta
  • Artykułów: 51
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Nie ktoś, tylko ja. Dwa przypadki z artykułu już były na forum, więc postanowiłam przetłumaczyć trzeci. Ot cała tajemnica ;)


  • 0



#7 Gość_Mira

Gość_Mira.
  • Tematów: 0

Napisano

Simbarosa cieszę się, że się za to wzięłaś. Sprawa jest niesamowicie intrygująca, ale patrząc na to z innej strony strasznie smutna. 

@Simbarosa I tu stawiasz bardzo ciekawe pytania. Spotkałam się z opiniami, że za całą sprawą musi stać mąż. Składa się na to wiele drobnych szczegółów, tak jak tutaj wspomniałaś - włamywacz odnosił się do dziecka z niesamowitą czułością, pogłaskał ją po policzku i zamknął za sobą drzwi. To nie był ktoś przypadkowy, za dużo temu przeczy. 
Co do pytania drugiego, czytałam, że w niektórych stanach istnieje prawo, że zaginięcie można zgłosić dopiero po 24h. Problem w tym, że tutaj mamy świadka porwania - Marcy. Jules twierdził, że nie zgłosił tego wcześniej, bo żona mogła wybrać się do znajomych czy sąsiadów. Tylko, że taka osoba nie zostawia kluczy i dokumentów. Ja, gdybym była poważanym sędzią i wiedziałabym o wcześniejszym przypadku napaści na żonę to poruszyłabym niebo i ziemię żeby ktoś się tym zajął.

@Zaciekawiony Tutaj masz odnośnik do artykułu "blogera" http://troytaylorboo...january-25.html
Nie byłam za bardzo pewna czy mogę mu ufać i znalazłam to : 
http://news.google.c...pg=1728,2334450
http://books.google....epage&q&f=false

Co ciekawe odnoszą się do artykułu w drugiej gazecie, natrafiamy na kolejną zagadkę. Zarówno córka jak i matka wypowiadając się na ten temat, określały napastnika/porywacza jako to "coś". 


Użytkownik Mirabilis edytował ten post 09.11.2014 - 20:38

  • 2

#8

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 5490
  • Tematów: 698
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 23
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Up@

Ja wychodząc do znajomych też nie zabieram kluczy i dokumentów... albo biorę klucze, jeżeli wracam późno i nie chcę budzić domowników. Dokumenty biorę ze sobą, jeżeli idę dalej niż dwie, trzy ulice od domu, ale np. Brytyjczycy biorą dokumenty ze sobą tylko wtedy, kiedy naprawdę muszą.


  • 0



#9 Gość_Mira

Gość_Mira.
  • Tematów: 0

Napisano

W zasadzie masz rację. Sprawa wygląda jednak tak :
Jules twierdzi, że żona mogła pójść do znajomych/sąsiadów/gdzieś. Nie wzięła dokumentów, kluczy, drzwi frontowe były zamknięte, córka mówiła o "kimś" kto przyszedł do domu i zabrał wyglądającą na chorą mamę (dziecko poszło za "panem" do pokoju rodziców, gdzie zauważyła jak odwraca matkę na plecy, podnosi i bierze na ramiona - można domniemywać, że matce dolegało coś zanim w domu pojawił się nieznajomy). Zadzwonił do znajomych i sąsiadów, a ci nic nie wiedzieli. 
W takim przypadku, powodowana wcześniejszymi  wydarzeniami, a dodatkowo będąc kimś wpływowym zrobiłabym coś z tym od razu, a nie dopiero we czwartek.
Teraz jesteśmy bogatsi o wiedzę, że przypadku zniknięcia kluczowe jest pierwsze 24 godziny.
Chociaż z drugiej strony, może faktycznie doszukuję się winy męża, tam gdzie jej nie ma...  Tego już raczej nikt się nie dowie.


  • 1

#10

erebeuzet.
  • Postów: 864
  • Tematów: 31
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Gdyby mąż był winny zaginięcie zgłosił by słysząc opowieść córki. Odwlekanie tego na 48h jest bezsensownym rzucaniem na siebie podejrzeń. Z drugiej strony tyle czasu mogło trwać mieszanie Marcie w głowie by ta miała problemy ze wskazaniem winnego. Dziwne jest tez to żelazne alibi męża gdy miał miejsce incydent z pobiciem.

Mógł po prostu chcieć mieć alibi. Zamknięte drzwi wskazują na użycie klucza. A może ciało było w domu do czasu usunięcia i stąd zwłoka w zawiadomieniu policji.

 

@Staniq

Ja w ogóle nie noszę dokumentów.


  • 0

#11 Gość_Mira

Gość_Mira.
  • Tematów: 0

Napisano

No właśnie. Jest dużo niejasności.
Był poważanym sędzią, alibi zawsze mogło się jakieś znaleźć. A zgłoszenie po 48h dawałoby dostatecznie dużo czasu do załatwienia całej sprawy czyli pozbycia się wszelkich śladów. Śledczy badający pierwszą sprawę stwierdzili, że napastnik chciał zabić, ale spłoszyło go wycie syren policyjnych. Artykuł z gazety mówi także o tym, że Dorothy została zaatakowana po zamknięciu drzwi frontowych. W takim razie intruz musiał już tam być, a potem nie zostawiając odcisków palców i nienaruszając zamków opuścił dom.


  • 1

#12

erebeuzet.
  • Postów: 864
  • Tematów: 31
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Pytanie jak długo była bita i ile osób to widziało. Świadkowie mogli by rozpoznać sprawcę w mężu.

Odciski zostawił, ale należały do męża.

Powrót męża po 15 minutach też jest podejrzany. tyle czasu zajęło mu ukrycie w domu zwłok.

Dlatego też nikt na ruchliwej ulicy nikt nie widział sprawcy niosącego ofiarę.


  • 0

#13 Gość_Mira

Gość_Mira.
  • Tematów: 0

Napisano

Świadków pierwszej napaści nie było. Co prawda sąsiadka widziała mężczyznę podążającego za Dorothy, ale to wszystko co mieli.
Wydaje mi się, że mąż znęcał się nad nią. Nikt nie mógł mu nic zrobić. Po pewnym czasie mogła dojść do wniosku, że ucieknie i zabierze mu dzieci. Może zaplanowała to akurat na ten dzień, ale coś jak widać nie wyszło.

Źródła też podają różnie. W jednym artykule dziewczynka nie podaje opisu ubrania sprawcy, w drugim wspomnianie jest już o mężczyźnie w "brązowej czapce z daszkiem i brązowej kurtce, z kieszeni której coś wystawało".

Będąc tak ważną osobą, świadków można zastraszyć, a "niewierną" żonę po cichu ukarać. Można w zasadzie wszystko.

Co ciekawe. Szefem policyjnej grupy zajmującej się tą sprawą był dozgonny przyjaciel Jules'a - James Kalley.


Użytkownik Mirabilis edytował ten post 10.11.2014 - 17:49

  • 1

#14

Claire.
  • Postów: 294
  • Tematów: 12
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Bardzo interesujący przypadek. Mam trzy podstawowe teorie na ten temat:

 

1. Mąż był sędzią więc mógł komuś podpaść i był szantażowany.  Może grozili mu, że jak nie będzie milczał to zabiją jego żonę i dzieci a  zabójstwo  żony było pierwszym ostrzeżeniem? Wg mnie to by tłumaczyło dlaczego tak późno zgłosił porwanie żony bo bał się o życie dzieci, zrozumiał, że niebezpieczeństwo jest realne.  Zachowanie porywacza wobec dziewczynki świadczyło o tym, że był bardzo pewny siebie.

 

2.A co jeśli żona miała romans i narobiła jakiemuś facetowi nadziei? On nie mógł się pogodzić z porzuceniem i najpierw ją brutalnie pobił a parę lat później zabił. To by wyjaśniało, dlaczego powiedział do dziewczynki " Twoja mama jest w dobrych rękach". To brzmi jak psychopata, który w końcu dopiął swego.

 

3. Najbardziej jednak prawdopodobne jest, że mąż zabił żonę, wszystko zaplanował. Próbował to zrobić wcześniej poprzez zlecenie pobicia ale się nie udało, więc ponowił próbę parę lat później. Co jeśłi małej dziewczynce się tylko wydawało, że ten facet tak do niej powiedział? Może to był ojciec we własnej osobie a ona w szoku, widząc zabójstwo własnej matki, wyparła to ze świadomości? Ojciec przecież zjawił się w domu 15 minut później, tak jakby nie chciał, aby dzieci były same. Tak jakby odczekał tylko minimum czasu, wrzucił martwą żonę do bagażnika i wrócił do dzieci a po dwóch dniach wywiózł ją i dopiero zawiadomił policję?

 

Teoretycznie jednak mogło wydarzyć się wszystko i nigdy się już nie dowiemy. Pewni, gdybyśmy poznali prawdę to okazałaby się ona szokująca. Np. ona uciekła z kochankiem bo miała dość garów i upozorowała to wszystko :) Mam nadzieję, że tak właśnie było i dożyła spokojnej starości...  

 

 

Intrygują mnie takie historie i to bardzo! Strasznie jestem ciekawa,  co  tam się stało na prawdę/ 


Użytkownik Claire edytował ten post 25.03.2015 - 15:50

  • 0

#15

Kwarki_i_Kwanty.
  • Postów: 310
  • Tematów: 40
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 12
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Dorothy Forstein, mieszkająca na przedmieściach Filadelfii, która zaginęła ponad 70 lat temu, to ,,postać duch";,kobieta, której przypadku tak nagłego, dramatycznego zniknięcia nikt do dnia dzisiejszego - na to wychodzi - nie zdołał wytłumaczyć. Takich i temu podobnych przykładów ,,nielogicznych zaginięć", przy których wymiar sprawiedliwości wypala swoje możliwości jest wiele, jednak to, co przydarzyło się pani Forstein jest osobliwe. Jej historia, sam nie wiem czemu tak twierdzę, zdaje się emanować dziwnym przejęciem, napawa mnie ona chłodem, który po części przyszpila mnie do grubego, surowego, emocjonalnego muru. Dlaczego rodzina Doroty, wiele lat po jej znikniu, nagle zażądała usunięcia z sieci materiałów kogoś, kto tą sprawą solidnie się interesował i ją badał? Czy bliscy zaginionej wiedzą o ,,sprawie" dosłownie wszystko, równie wszystko ukrywając, jakby prawda ta była niemożliwie wręcz wstydliwa, upokarzająca, albo stanowiłaby - kto wie - dowód na winę rodziny lub któregoś z jej członków w związku z zaginięciem ich ukochanej Dorothy. A może rodzina ukrywałaby w ten sposób potwierdzenie istnienia jakiegoś nadnaturalnego zjawiska, który ingerował w zniknięcie Dorothy, np. Obcy uspokajający energią mentalną dziecko, tworzący w jej umyśle wizję ojca, który stoi przed nią, wynosi jej matkę Dorothy, gdy okazuje się, że nie jest to ojciec, lecz jakaś inteligentna istota? Dość osobliwa historia. Niesamowite.
  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u