Skocz do zawartości




Zdjęcie

Zabójstwo Jaroszewiczów-zbrodnia doskonała?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
15 odpowiedzi w tym temacie

#1

Magda72.
  • Postów: 590
  • Tematów: 34
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Za chwilę miną 22 lata od tych tragicznych wydarzeń...
Z pewnych powodów ta historia jest mi bliska dlatego ośmielę się ją tu przypomnieć.

mlkva1.jpg
Zwłoki Piotra Jaroszewicza znaleziono w gabinecie na piętrze jego willi w Aninie. Rankiem 2 września 1992 r. policjant z Komendy Stołecznej zapisał: „Ciało spoczywa na przekrzywionym fotelu w pobliżu drzwi”. Torturowany przed śmiercią Jaroszewicz nie zginął od ran. Został uduszony paskiem od sztucera. „Na szyi zadzierzgnięty był pasek skórzany z krępulcem w postaci ciupagi góralskiej zablokowanej przez oparcie o tapczan” – zanotował skrupulatny funkcjonariusz.
Zwłoki żony Jaroszewicza, Alicji Solskiej, policjanci znaleźli na tym samym piętrze, w łazience. Zginęła od kuli w głowę z myśliwskiego mauzera.

Piotr Jaroszewicz był jednym z najważniejszych ludzi w PRL: członkiem najwyższych władz PZPR, przez dziesięć lat premierem. Odsunięty od władzy w 1980 roku, wiódł spokojne życie emeryta w olbrzymim domu w Aninie.
Zwłoki rodziców znajduje w nocy z 1 na 2 września 1992 r. Jan Jaroszewicz, jedyne dziecko Alicji i Piotra. Niepokoi się, bo rodzice nie odbierają telefonów. Jedzie do Anina, otwiera dom. Znajduje ojca, telefony są uszkodzone, jedzie po policję. Dyżurny wysyła zwykłych funkcjonariuszy komendy rejonowej. To oni odnajdują zwłoki Alicji. Dopiero po kilku godzinach, być może kluczowych, wezwą posiłki z Komendy Stołecznej.
Środa, 2 września 1992 r. Dom przy ulicy Zorzy w podwarszawskim Aninie otaczają radiowozy, samochody prokuratorów, dziennikarze i tajniacy UOP. Wewnątrz kłębi się kilkanaście osób – technicy z policji, urzędnicy. Zadeptują ślady. Opowiada emerytowany policjant, jeden z członków specgrupy, która szukała morderców: – Pierwszy raz coś takiego widziałem. Tam byli wszyscy święci. Na balkonie, przez który mogli wejść sprawcy, koledzy urządzili sobie palarnię. Potem jeden z ich petów zaliczono do materiału dowodowego. Chaos.

Śledztwo w sprawie morderstwa prowadzi specjalna ekipa.
Oględziny miejsca zbrodni trwają rekordowo długo, aż 14 dni. Co z nich wynika?

Przede wszystkim, że Jaroszewiczów nie zabito dla pieniędzy. Mordercy nie zabierali 13 karabinów myśliwskich i dubeltówek, sprawnej pepeszy, pistoletów czy kartonów amunicji. Niemal nie zostawiali śladów. Nie interesowały ich kolekcje monet czy znaczków. Nie wzięli obrazów Kossaka i Picassa.

Z protokołu oględzin miejsca zbrodni: „Przy drzwiach od strony salonu ustawiony był metalowy sejf, w czasie oględzin zamknięty. Na blacie sejfu leżały różne przedmioty, a wśród nich pudełko tekturowe, w którym znaleziono bransoletkę, kolczyki i dwa pierścionki. Wewnątrz znajdowała się kasetka zawierająca srebrną i złotą biżuterię oraz kamienie szlachetne”.

Skoro nie pieniądze, to jaki był motyw zbrodni? Dlaczego zabójcy na przemian torturowali i opatrywali ofiary? Zanim zginął 83-letni Jaroszewicz, ktoś owinął mu bandażem rozciętą głowę. Zmienił koszulę. Podał wodę do picia. Leżącej w łazience Alicji Solskiej któryś z zabójców zostawił kubek z wodą do picia.

Pytań jest więcej niż odpowiedzi. Dlaczego zabójcy związali lewą rękę Jaroszewicza, a prawą zostawili wolną? Żeby coś podpisał?

Prokuratura nigdy nie ustaliła, co dokładnie zginęło z willi.
Błędy popełnione na początku będą się mścić przez lata i przesądzą o losach tej historii.

Kiedy Jan Jaroszewicz odkrywa zwłoki ojca, słyszy wycie psa rodziców. To agresywny, czarny jak smoła sznaucer olbrzym zamknięty przez sprawców w pokoju.

Pies nie cierpi obcych. Jest tak groźny, że kucharka Jaroszewiczów zgadza się gotować tylko wtedy, gdy pies jest pod kluczem. Jak pies znalazł się zamknięty w sypialni? Dlaczego nikt go nie zabił, choć zabił Jaroszewiczów? Czy czymś go odurzono?

W tym czasie, żeby stwierdzić, czy zwierzę ktoś czymś faszerował, trzeba je uśpić. I wykonać sekcję. Śledczy rezygnują z tego. Zlecają zbadanie zamków, ale wyniki badań gdzieś przepadają, więc do dziś nie wiadomo, czy ktoś włamywał się do domu Jaroszewiczów.

Śladów w ogóle jest niewiele. Policyjny pies nie podejmuje tropu. Kawałka odcisku palca na ciupadze, której użyto do duszenia Jaroszewicza, nie można zidentyfikować (policja nie miała wtedy komputerowego systemu do porównywania odcisków).

Policja z prokuraturą są w kropce. Dwa trupy. Żadnych śladów. Standardowo przyjmują kilka motywów, które trzeba zbadać: rabunkowe, seksualne, porachunki, zemsta, rodzinne niesnaski. Także – zabójstwo polityczne.

Przesłuchują 338 świadków. Sprawdzają każdy trop. Oglądają kasetę VHS z pogrzebu i docierają do każdego uczestnika, który wydaje się podejrzany (wśród nich do Bogu ducha winnego cukiernika, który wpadł na Powązki, żeby zobaczyć z bliska Edwarda Gierka).

Z jednej strony troska o detale. Z drugiej, gdy prokuratorzy dowiadują się, że Andrzej Jaroszewicz robił interesy ze związanym z półświatkiem Zbigniewem Nawrotem z Hamburga (zginął w zamachu bombowym w 1991 r.), przechodzą nad tym do porządku dziennego.
Poszukiwań nie ułatwiają skomplikowane relacje rodzinne.

Dla Piotra Jaroszewicza i dla Alicji to drugi związek. Jaroszewicz z pierwszego małżeństwa ma syna Andrzeja. Solska córkę Hannę i syna Ryszarda. Wspólne dziecko Alicja i Piotr mają jedno: to właśnie Jan, ten, który znajdzie zwłoki.

Świadkowie opowiadają o stosunkach w domu. Alicja nie cierpi pasierba Andrzeja. To za jej sprawą ojciec wywozi go do szkoły do Pruszcza Gdańskiego. Alicja w testamencie nie zająknie się o Andrzeju. Z kolei Andrzej do końca będzie wpatrzony w Piotra. To on jako jedyny z czworga dzieci wystąpi jako oskarżyciel posiłkowy na procesie. Dziś nie utrzymuje stosunków z resztą rodzeństwa.

Były policjant: – Przyszywani bracia, Andrzej i Jan Jaroszewiczowie, nie ukrywali, że nie darzą się sympatią. Długo braliśmy pod uwagę wątek rodzinny. Nie potwierdził się.

Obraz małżeństwa Jaroszewiczów: inne zainteresowania, osobne sypialnie. Po 1981 roku, gdy w stanie wojennym Jaroszewicz trafił do aresztu domowego, stają się nieufni. Oboje w zasięgu ręki trzymają pistolety. Alicja ma przy łóżku mauzera, Piotr kładzie walthera na stoliku nawet wtedy, gdy ogląda „Wiadomości”. Oboje przyjmują tylko umówione wizyty.

Żyją w wielkim domu, ale z pieniędzmi miewają kłopoty. Jaroszewicz czasami sprzedaje w antykwariatach numizmaty. Stanisław Kociołek, działacz PZPR, powie policjantom, że Jaroszewiczowie pożyczali od niego pieniądze.
– Czuliśmy oddech Komendy Głównej na plecach – przyznaje jeden z członków ekipy śledczej. – W końcu ilu premierów zabito przez ostatnie 60 lat? Sprawa stała się priorytetowa, podobno w którymś momencie na to, że niewiele się w niej dzieje, wkurzał się sam Wałęsa.

Po ośmiu miesiącach śledztwa nastąpił przełom. To trzy kartki w X tomie akt sprawy. Notatka służbowa dwóch policjantów z 20 maja 1993 r. Opisuje napad sprzed kilku lat na Barbarę S. w Aninie. Tam sprawcy też wkroczyli w nocy, też skrępowali ofiarę, ogłuszyli psa, też torturowali i na przemian podawali wodę i leki. Policjanci sugerują, że sprawcą pierwszego napadu, na Barbarę S., mógł być Wacław K., „Niuniek”. Jego syrenę bosto widziano w okolicach domu Barbary S. Widziano go też, gdy ktoś próbował włamać się do miejscowego kiosku.
Prokuratura namierza trzech wspólników „Niuńka” i w 1996 r. sadza całą czwórkę na ławie oskarżonych. Wszyscy to recydywiści, drobne złodziejaszki. Żaden się nie przyznaje. Obciążają ich zeznania dwóch konkubin, które słyszały rozmowy o napadzie na starego dziada. Oprócz tego koronny dowód: finka, którą zabrali z willi Jaroszewiczów w Aninie. Policjanci odnajdują ją w mieszkaniu jednego z aresztowanych.
Sąd rozprawia się z aktem oskarżenia bez litości. Okazuje się, że prokuratura zlepiła na siłę łańcuch poszlak. Konkubiny odwołują zeznania ze śledztwa. Na kasecie, na której miały być utrwalone oględziny, zarejestrowano przez przypadek czyjś ślub. Kompromitacja.

Prokurator chwyta się brzytwy. Czyli finki. Ale podobnych noży jest w Polsce kilkanaście, a zdanie Andrzeja Jaroszewicza z radykalnego: „to ten sam nóż” zmienia się w sądzie na: „to taki sam nóż”.

Po trzech latach procesu prokurator wycofuje się ze wszystkich zarzutów. Sąd uniewinnia całą czwórkę. Za parę lat dostaną po kilkadziesiąt tysięcy odszkodowania za niesłuszną odsiadkę.
Potem jeszcze dwa razy organy ścigania zabierają się do tej sprawy.

Najpierw w 2007 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczyna śledztwo, bo z akt zginęły cztery klisze z kluczowymi odciskami palców. Gdyby ich nie zgubiono, dziś można by je wrzucić do policyjnej bazy danych i szukać bandytów. Gdzie i kiedy ktoś usunął klisze?

Sprawa zostaje umorzona.

W 2008 r., piętnaście lat po zbrodni, TVN pokazuje program o tym, że policja w Aninie mogła nie zebrać wszystkich śladów. Robi się zamieszanie. Prokuratura prosi sąd o akta z uwagi na ujawnienie nowych okoliczności zabójstwa. Ale śledczy czytają uważnie akta i stwierdzają, że w sprawie nie ma żadnego nowego wątku.
Koniec.

Koniec? Nie do końca. Pozostają zagadki. W jaki sposób uzbrojony Jaroszewicz, który obsesyjnie bał się napadu, dał się podejść sprawcom?

Czego się bał? Bohdan Roliński, były dziennikarz „Trybuny Ludu”, w śledztwie opowiedział o obsesji premiera, który bał się, że zostanie zabity. Uważał, że jego wypadek w helikopterze w latach 70. nie był dziełem przypadku. Bał się podsłuchów.

W czasie procesu sąd spytał ówczesny Urząd Ochrony Państwa (dziś ABW), czy willa Jaroszewiczów była podsłuchiwana. UOP odpowiedział, że nie, ale śladu tej odpowiedzi nie ma w aktach. Czy skrywa ją tom akt tajnych tej historii?

A sejf? Jeden z dwóch sejfów Jaroszewiczów został otwarty kluczami, które miał Jan Jaroszewicz. Dwa razy – 2 i 11 września. Między tymi datami bordowa kasetka, która była w sejfie, w cudowny sposób przeniosła się z jednej półki na drugą. Jaroszewicz twierdzi, że nie zaglądał do sejfu. Ale ekipie przeprowadzającej oględziny w wilii nie pozwolił do niej zajrzeć. Zapewnił, że są w niej przedmioty stanowiące jego własność.
Mariusz Sokołowski, rzecznik KGP, na naszą prośbę sprawdza, czy ktoś w policji interesuje się jeszcze tą starą sprawą. Ustala, że w 2004 roku robiono jakieś analizy. Gdzie są? Nie wiadomo. – Sprawą interesuje się Komenda Stołeczna – zapewnia rzecznik.

Dom w Aninie przez ostatnie dwadzieścia lat obrósł drzewami. Nowi mieszkańcy, tak jak poprzedni gospodarze, nie otwierają obcym.

Wszyscy policjanci ze specgrupy awansowali. Wielu jest już na emeryturach. Kilkoro z nich zajmowało się wiele lat potem wyjaśnianiem śmierci generała Marka Papały. Z jakim skutkiem – wiadomo.
Żródło artykułu i pierwszej fotki:Newsweek
Odrobinę przeredagowałam i poprawiłam artykuł pana Wojciecha Cieśli

Piotr i Alicja Jaroszewiczowie mieszkali w dawnej willi Juliana Tuwima.
Fotka z okresu morderstwa:
5nvu3t.jpg

Ps.artykuł został napisany w 2012 roku.Jeżeli ktoś z Was ma jakieś nowe informacje na temat tej sprawy to będę bardzo wdzięczna za podzielenie się nimi.

Użytkownik Magda72 edytował ten post 15.08.2014 - 16:09

  • 11



#2

riseman.
  • Postów: 679
  • Tematów: 27
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Gdzieś jeszcze czytałem, że zginęło w podejrzanych okolicznościach kilka (lub kilkanaście?) osób związanych ze śledztwem w tej sprawie. Być może to tylko jakaś teoria spiskowa.

PS. Tuwim miał na imię Julian ;)


  • 1



#3

Magda72.
  • Postów: 590
  • Tematów: 34
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Dzięki za uwagi-niestety nieprzespana noc dała się we znaki.
Na pewno nie żyje jeden z drobnych złodziejaszków z Mińska Mazowieckiego-pierwotnie oskarżonych o tę zbrodnię....ale o innych nie słyszałam.
Jeszcze trochę informacji:
Po odsunięciu od władzy były premier Piotr Jaroszewicz (83 l.) zwykł sugerować, że ukrywa dokumenty o wielkiej sile rażenia. Czy granat wybuchł mu w ręku, zanim wyciągnął zawleczkę? Od morderstwa w willi w Aninie przy ul. Zorzy minęło 21 lat. Nadal nie wiadomo, kto i dlaczego zabił byłego premiera i jego żonę Alicję Solską.

Nawet analitycy z policyjnego "Archiwum X" nie zdołali rozwikłać zagadki, choć próbowali. Czy Jaroszewiczowie zginęli na polecenie Kremla? A może mordercy, którzy nocą z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku torturowali ich w podwarszawskiej willi, działali na zlecenie z Zachodu? Z willi Jaroszewiczów zginęły notatki pana domu. Prawdopodobnie również jakieś dokumenty, ponieważ bandyci przetrząsnęli gabinet.
Jemu przybito stopy do podłogi, ją maltretowano w łazience. Związanemu premierowi pozostawiono nieskrępowaną prawą rękę. Pytanie, co miał podpisać, napisać lub wskazać, kiedy w wyniku podduszania paskiem nie mógł już mówić?
Niewyjaśnione morderstwa kuszą do tworzenia fantastycznych teorii. W tym wypadku głos zabrał nawet sam morderca, byt zapewne fikcyjny, wyznając po kilkunastu latach na łamach książki Henryka Skwarczyńskiego: "Alicję załatwiłem strzałem ze sztucera, Piotra przydusiłem paseczkiem".
Do podejmowania tajemniczych tropów, w wypadku gdyby coś mu się stało, zachęcał sam Piotr Jaroszewicz. Sugerował posiadanie dowodów, że drugą stronę niektórych mężów stanu porasta szczecina. Nakręcał sprężynę spekulacji.
Tajne akta hitlerowców
Pierwsza z dwóch opartych na jego słowach teorii mówiących o motywach mordu, brana zresztą pod uwagę przez Biuro Wywiadu Kryminalnego, nawiązuje do tajnego wojennego archiwum Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy w barokowym pałacu w Radomierzycach pod Zgorzelcem.
Spoczęły w nim m.in. listy konfidentów gestapo, kompromitujące szanowanych obywateli i polityków Zachodu. W 1945 roku pułkownik LWP Piotr Jaroszewicz miał przywłaszczyć sobie kilka "wybuchowych" paczek z papierami. Czy to one były celem nocnej wizyty w Aninie 47 lat później? Dwóch dobrych znajomych Jaroszewicza obecnych podczas naruszania nazistowskiego zbioru także zamordowano. Tadeusz Steć zginął we własnym domu z rąk nieznanych sprawców zaledwie kilka miesięcy po Piotrze. Przed śmiercią był torturowany, zabójcy działali nocą i tak jak tym z Anina, przydał im się młotek. Ostatni z żyjących świadków otwierania archiwum, Jerzy Fonkowicz, został zamordowany w 1997 roku.
Marionetki Kremla
Druga z teorii ociera się o science fiction. Według dziennikarza Bohdana Rolińskiego, Piotr Jaroszewicz sugerował, że Karol Świerczewski "Walter", który wkrótce potem zginął w zasadzce UPA, zdradził mu w 1947 roku tajemnicę "sprzedaną" przez radzieckiego generała, zapewne w stanie niekontrolowanego wzrostu gadatliwości wywołanego spożyciem.
Chodziło o stosowanie przez Rosjan "metody matrioszek", polegającej na zastępowaniu polskich komunistów radzieckimi agentami - sobowtórami. Takim Hansem Klossem Polski Ludowej miał być prezydent Bolesław Bierut. Podobnym sugestiom sprzeciwił się jego syn, przekonany, że w kim jak w kim, ale we własnym ojcu sowieckiego agenta rozpoznałby na pewno.
Jaroszewicz miał się rzekomo obawiać, że wiedza o niecnym procederze podmieniania jest dla niego śmiertelnie niebezpieczna. Ale przecież wieść gminna niosła i rozpowszechniała podobne teorie na co dzień.
Niedaleko podmienionego sobowtóra sytuuje się np. automat, który miał zastępować dawno zmarłego Breżniewa.
Zarówno wersja "matrioszkowa", jak i "archiwalna" są równie dziwne. Nie zmienia to jednak faktu, że do dziś nie wiemy, kto i dlaczego zamordował Jaroszewiczów. Policja zatrzymała domniemanych zabójców, ale ich proces zakończył się uniewinnieniem. Nawet akta tej sprawy są niekompletne - część została skradziona. Sięgająca początków Polski Ludowej sensacyjna sprawa pozostaje wciąż jedną z największych tajemnic naszej historii.
Źródło:na podst.se.pl
  • 3



#4

pishor.

    sceptyczny zwolennik

  • Postów: 4740
  • Tematów: 275
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 16
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Byłem ciekaw, czy kiedyś pojawi się to na forum.

Ostatnio był kolejny artykuł w tym temacie - na Onecie bodajże...

Fajnie, że się skusiłaś, bo jest to jedna z "ciekawszych" zbrodni (wiem jak to brzmi - ale takie są fakty)  z ostatnich lat.


  • 0



#5

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 5627
  • Tematów: 707
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 24
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

W sumie to są trzy takie (jak to nazwałeś) ''ciekawe'' zbrodnie:

- pierwsza - Jaroszewiczów,

- druga     - Papały,

- trzecia    - Olewnika.

  Śledzę wszystkie możliwe publikacje na ten temat. Porażająca jest bezradność i bezczynność śledczych i całego systemu. 

Jak dzieci we mgle...


  • 0



#6

Magda72.
  • Postów: 590
  • Tematów: 34
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Biorąc pod uwagę wszystkie te wymienione przez Ciebie zbrodnie-sposób prowadzenia śledztwa,błędy i nieudolność śledczych-często się zastanawiam czy to ignorancja,głupota i brak kompetencji czy celowe działanie...
  • 1



#7 Gość_critter☆

Gość_critter☆.
  • Tematów: 0

Napisano

*
Popularny

knife-376383.jpg

 

W 1945 roku odkrył na Dolnym Śląsku tajne hitlerowskie archiwum. Pół wieku później został zamordowany, a jego los podzieliły dwie inne osoby zamieszane w sprawę. Brzmi jak scenariusz filmu, ale wydarzyło się naprawdę. Przedstawiamy kompleksowy przegląd hipotez, podejrzeń i tropów w sprawie.

 

Piotr Jaroszewicz nie rozstawał się ze swoim pistoletem marki Walther. Broń nosił zawsze przy sobie, nawet w domowym zaciszu. Miał powody sądzić, że za posiadaną wiedzę przyjdzie mu zapłacić życiem. Tym bardziej, że znał więcej tajemnic, niż ta z 1945 roku.

Okres 1970-1980 to szczyt jego kariery politycznej. Sprawował wtedy funkcję premiera PRL. Było to zwieńczenie długoletniej wspinaczki po szczeblach aparatu państwowego. Wcześniej Jaroszewicz był m.in. wicepremierem, posłem, ministrem, generałem Ludowego Wojska Polskiego i członkiem Komitetu Centralnego. Gdyby dziś żył, mógłby z pewnością opowiedzieć o aparacie władzy więcej, niż Stanisław Kania – ostatni żyjący I sekretarz KC PZPR.

 

Piotr_Jaroszewicz_Prime_Minister_of_the_

Premier Piotr Jaroszewicz w apogeum swojej kariery. Czy siedząc w gabinecie spodziewał się, jak okrutna śmierć go czeka? (źródło: domena publiczna)

 

Prywatne archiwum

 

Jedna z najbardziej popularnych hipotez dotyczących śmierci premiera i jego żony, zamordowanych w tę samą noc w willi w Aninie, wiąże sprawę z tajnym hitlerowskim archiwum odnalezionym w Radomierzycach na Dolnym Śląsku. W jego zasobach miały znajdować się informacje dotyczące m.in. nazistowskiej agentury. I to agentury funkcjonującej nawet w kręgach zachodnich polityków.

Istnieje podejrzenie, że Piotr Jaroszewicz mógł ukryć część dokumentów. Dlaczego jednak miałby zginąć dopiero pół wieku po sensacyjnym odkryciu? Być może dlatego, że bezpośrednio przed śmiercią pracował nad drugą, poszerzoną wersją swojej książki „Przerywam milczenie”.

Pierwsze wydanie, opublikowane w 1991 roku, miało charakter wywiadu-rzeki. Szczegóły drugiego pozostają nieznane, ponieważ notatki zaginęły. Wiadomo tylko, że Jaroszewicz planował w publikacji wyjawić pewne sekrety. Czy osoby, których dotyczyły dokumenty z Radomierzyc, mogły czuć się zagrożone i z tego powodu zlecić zabójstwo staruszka?

 

Hipotezie tej prawdopodobieństwa dodaje fakt, że zabici zostali także dwaj kompani Piotra Jaroszewicza, rzekomo biorący udział w odkryciu archiwum. Obu zamordowano w latach 90-tych.

 

Gadatliwy generał NKWD

 

iektórzy historycy sądzą, że morderstwo Jaroszewicza było związane ze śmiercią Karola Świerczewskiego, która miała miejsce w 1947 roku. Wedle oficjalnej wersji cieszący się złą sławą komunistyczny generał zginął wtedy z rąk tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii.

 

gen._Karola_%C5%9Awierczewskiego.-600x42

Generał Karol Świerczewski trafił na monety i banknoty. A ludzie, którzy znali prawdę o jego śmierci, trafiali do piachu… (fot. Pesell, lic. CC BY-SA 4.0).

 

Wiele wskazuje jednak na to, że nie był to przypadkowy atak partyzantów, a zaplanowany zamach. Dokonano go na człowieku, któremu generał NKWD Georgij Siergiejewicz Żukow zdradził pod wpływem alkoholu tajemnicę tzw. „matrioszek”. Były to sowieckie sobowtóry, podstawiane rzekomo w miejsce funkcjonariuszy państwowych w Europie. Do dziś krążą spekulacje, czy takiej osoby Rosjanie nie przysłali do Polski w miejsce Bolesława Bieruta, a nawet Wojciecha Jaruzelskiego…

 

Rozległe śledztwo w sprawie śmierci Karola Świerczewskiego przyniosło niejednoznaczne rezultaty. Pułkownik Jan Gerhard, naoczny świadek oraz jedna z głównych osób zajmujących się wyjaśnieniem sprawy, w latach 50-tych przesiedział w więzieniu 2 lata pod zarzutem współudziału. Następnie, gdy na początku lat 70-tych znów postanowił zająć się odtworzeniem wydarzeń, milicjanci znaleźli go martwego we własnym mieszkaniu.

 

zabic-mordy-polityczne-w-prl-b-iext31120

Artykuł został napisany m.in. na podstawie książki Patryka Pleskota pt. „Zabić. Mordy polityczne w PRL” (Znak Horyzont 2016).

 

Za jego zabicie skazano na śmierć dwie osoby, które rzekomo miały zupełnie niezwiązane ze sprawą Karola Świerczewskiego motywy. Mimo to do dziś historycy zastanawiają się, czy moment zabójstwa Gerharda był przypadkowy

.

Jak pisze Patryk Pleskot w swojej najnowszej książce „Zabić. Mordy polityczne w PRL” Gerhard, podobnie jak Jaroszewicz, przed śmiercią pracował nad opublikowaniem wspomnień mogących rzucić nowe światło na temat rzekomej potyczki z partyzantami. Co za tym idzie, śmierć generała miałaby głębsze znaczenie: uniknięcie rozpowszechniania informacji o „matrioszkach”. Możliwe, że o szczegółach sprawy wiedział właśnie Gerhard.

Czyżby Jaroszewicz zginął, ponieważ po wojnie jako wicepremier otrzymał od Karola Świerczewskiego informacje o sprawie sobowtórów?

 

Matryoshka_Russian-600x277.jpg

Matrioszki – nawet te przedstawiające rosyjskich przywódców – wyglądają całkiem niewinnie. Czy za tą nazwą kryło się coś więcej? (fot. Brandt Luke Zorn, lic. CC BY-SA 2.0)

 

Towarzysze z PZPR

 

Trudno oprzeć się też wrażeniu, że premier mógł być niewygodny dla niektórych z powodu o wiele świeższych wydarzeń, niż te z lat 40-tych. Jego wieloletnia kariera zakończyła się z hukiem wraz z upadkiem rządu Edwarda Gierka. Jaroszewicz prawdopodobnie nie potrafił wybaczyć nowej ekipie rządzącej, z Wojciechem Jaruzelskim i Czesławem Kiszczakiem na czele, utraty stanowisk i internowania w stanie wojennym. Dla byłego premiera i generała same okoliczności aresztowania przez niskich rangą żołnierzy były już ogromną ujmą.

 

Ostatnie 10 lat istnienia PRL Jaroszewicz przeżył na uboczu. Gdy upadł komunizm, nie miał już związanych rąk. Istnieją podejrzenia, że miał haki (a przede wszystkim: zamierzał je wyjawić) na ludzi takich, jak m.in. Jaruzelski i Kiszczak. To w efekcie prowadzi do kolejnej wersji wydarzeń. Jaroszewicz mógł zginąć na zlecenie kogoś z kręgów późnego PZPR, kto chciał zabezpieczyć sobie pozycję w nowej rzeczywistości.

 

Erich_Honecker__Kiszczak-600x357.jpg

Czesław Kiszczak (pierwszy z lewej) na spotkaniu z przywódcą NRD Erichem Honeckerem. Czy Jaroszewicz posiadał informacje, które mogły zakłócić jego spokojną emeryturę w III RP? (Bundesarchiv, Bild 183-1988-0629-035 / CC-BY-SA 3.0)

 

Dziś trudno jednoznacznie stwierdzić, co mogło się znajdować w zapiskach byłego premiera. Nie wiadomo nawet, czy w ogóle zostały zabrane podczas napadu, czy na co dzień były po prostu przechowywane poza domem.

 

Z okazałej willi Jaroszewiczów nie zginęło prawie nic. Policja na miejscu zdarzenia znalazła ogromną ilość broni z kolekcji Piotra, pieniądze, kosztowności, a nawet nieotwarty sejf, którego drzwi przestępcy mogli z pewnością sforsować biorąc pod uwagę, że w domu przebywali dość długo.

Żona premiera, Alicja, znaleziona została w łazience na podłodze. Jej głowę przeszyła kula wystrzelona ze sztucera. Na zwłoki Piotra policjanci natrafili natomiast w pokoju na fotelu. Był pobity, zakrwawiony i, co istotne, tylko jedna z jego rąk była przywiązana do oparcia. Czy podczas długich tortur zmuszono go do złożenia jakiegoś podpisu?

 

Pospolici rabusie

 

To, co stało się w domu Jaroszewiczów, nie było w tamtym czasie jedynym napadem w okolicy. W związku z tym policja zakładała, że małżeństwo padło po prostu ofiarą zwykłych rabusiów. Mogli oni nawet nie wiedzieć, do czyjego domu wchodzą. Fakt, że w willi mieszkał dawny premier nie był powszechnie znany.

 

Możliwe, że Jaroszewicza torturowano, aby wymusić na nim wskazanie miejsc, w których ukryta była gotówka. Podduszanie paskiem od broni myśliwskiej miało zatem na celu tylko zastraszenie ofiary, a nie pozbawienie jej życia. Były premier zmarł, bo był już ponad 80-latkiem, na co rabusie nie wzięli poprawki. Przestępcy mogli potem spanikować i z tego powodu zabić także jego żonę.

 

Piotr_Jaroszewicz-gr%C3%B3b-600x399.jpg

W tym okazałym grobowcu na Powązkach spoczęły ofiary mordu w Aninie (fot. Cezary p, lic. GFDL).

 

Policja, przyjmując właśnie hipotezę zwykłego rabunku, w 2 lata po zdarzeniu aresztowała grupę czterech włamywaczy z Mińska Mazowieckiego. Obciążały ich m.in. zeznania partnerki jednego z nich. Po długim procesie, który niczego nie udowodnił, prokurator wniósł o całkowite uniewinnienie członków szajki.

 

Patryk Pleskot wspomina także o stosunkowo mało znanej historii zatrzymanego przez policję mężczyzny, który podczas przesłuchania wyznał, że brał udział w przygotowaniach do napadu na dom Jaroszewiczów. Wykazał się dość rozległą wiedzą na temat willi w Aninie, co tylko uwiarygodniało jego słowa. Nie podążono jednak tym tropem.

Podobnie było z historią o grasującej m.in. na terenie warszawskiego Starego Miasta szajki. Jej metody były bardzo zbliżone do tych, które zastosowali zabójcy Jaroszewiczów. Szybko zadecydowano o porzuceniu hipotezy o wiążącej te dwie sprawy.
Zbrodnia doskonała?

Do wyjaśnienia zabójstwa premiera organy ścigania powracały parokrotnie. W pewnym momencie policja postanowiła na nowo zbadać odciski palców znajdujące się w aktach sprawy. Wtedy okazało się, że zniknęły one bez śladu. Okoliczności ich zaginięcia do dziś nie wyjaśniono.

 

Jakiś czas temu pojawiły się także informacje wskazujące na istnienie niezbadanych śladów krwi na wykładzinie nadal znajdującej się w willi w Aninie. Była to niezwykle cenna informacja, zwłaszcza, że policjanci zajmujący się sprawą w 1992 roku wspominali, że podczas napadu na niektóre plamy rozlane zostały perfumy.

Zrobiono to zapewne po to, by uniemożliwić wykonanie dokładnych badań. Co ciekawe krew należała do jednego z napastników, a nie do ofiar. Policja w ogóle się tym jednak nie zainteresowała. Nie pobrano żadnych próbek!

 

Fingerprints-600x311.jpg

Te odciski palców, zebrane 150 lat temu, wciąż można oglądać. Ale ślady dotyczące sprawy Jaroszewiczów wyparowały… (źródło: domena publiczna).

 

Po prawie 25 latach od zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów wszystko wskazuje na to, że sprawcy nigdy nie zostaną wykryci. W efekcie możemy tylko spekulować, czy w pełnym kosztowności domu, z którego prawie nic nie zginęło, miał miejsce zwykły napad rabunkowy, czy nie… Czyżby odpowiedź krył zaginiony brudnopis książki?

 

 

 

źródło

 

Bibliografia:

 

  1. Wojciech Cieśla, Zabójstwo Jaroszewiczów 20 lat później: Zbrodnia prawie doskonała, Newsweek Polska, 07.09.2012.
  2. Anita Czupryn, 20 lat po zabójstwie Jaroszewiczów: Czy uda się rozwikłać tajemnicę ich śmierci?, PolskaTimes.pl, 03.09.2012.
  3. Patryk Pleskot, Zabić. Mordy polityczne w PRL, Znak Horyzont 2016.
  4. Henryk Skwarczyński, Jak zabiłem Piotra Jaroszewicza, Wyd. Zysk i S-ka 2011.
  5. Tajemnice śmierci Jaroszewiczów, Program Uwaga! TVN, 07.05.2008.

  • 7

#8

Casimirus.
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Rozwiązania dalej brak, a po więcej podobnych zagadek i tajemnic polecam zajrzeć do książki Pleskota pt. "Zabić. Mordy polityczne w PRL".


  • 0

#9

pishor.

    sceptyczny zwolennik

  • Postów: 4740
  • Tematów: 275
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 16
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Z kronikarskiego obowiązku (chociaż w sumie takiego obowiązku nie mam - ale mi się akurat przypomniało), dodam tylko, że ten artykuł byłby doskonałym uzupełnieniem tego tematu, założonego przez Magdę72.


  • 0



#10

Konrad_GK.
  • Postów: 318
  • Tematów: 99
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja Bardzo zła
Reputacja

Napisano

Osób i motywów oczywiście nie podam bo nie wiem kto zacz i dlaczego ale przyszło mi do głowy coś takiego:

  • Jaroszrewicz miał wolną prawą rękę - może nie dlatego jak się domniemuje, żeby złoczyńcom cosik podpisać ale może po ich odejściu był jeszcze żywy i próbował się uwolnić, zdołał uwolnić tylko prawą rękę a na więcej nie miał już siły i skonał?
  • Jan (syn) NIE ZNALAZŁ MAMY - Solską znalazła dopiero MO. Może więc Solskiej WCALE NIE  BYŁO W POSESJI gdy szukał Jan (na pewno przeszukał cały dom nim pojechał zaalarmować MO ergo na pewno zaglądał też do łazienki, tak przynajmniej myślę, dziwne byłoby gdyby dom przeszukał ,,po łebkach'' - przecież mama mogła np. zemdleć w łazience z przyczyn zdrowotnych i dlatego się nie odzywała [mógł i powinien tak myśleć, nie miał powodu by zakładać od razu, że i ją zabili]). IMO więc Solska mogła przebywać gdzieś indziej - mogła zostać uprowadzona/porwana i żyć gdy Jan przyjechał w nocy na Zorzy. I teraz 2 warianty: a) mogła zostać zabita tam gdzie została uprowadzona i jej ciało zostało przeniesione do willi i ułożone w WC; b) mogła pod przymusem (eskortą złoczyńców) wrócić na Zorzy i teraz: b.1 - mogli ją w dowolnym pomieszczeniu zastrzelić i ciało ułożyć w WC; b.2 - mogli ją zmusić do wejścia do WC i tam ją zastrzelić; b.3 - mogła jak Blida chcieć skorzystać z sedesu, weszła a złoczyńcy bali się , że im ucieknie (nic nigdzie nie ma czy WC miało okno) i ze strachu ją  zabili (nie mieli tego w planie ale widząc podejrzane jej ruchy w WC strzelili).  Punkty a - b.3 - ofc zrealizowane PODCZAS GDY JAN ZAWIADAMIAŁ MO.
  • Dziwna inna zupełnie reakcja na śmierć ojca i  matki. Dyżurny MO-wiec przyjmujący jego zawiadomienie o morderstwie ojca zanotował, że Jan nie był wcale zdenerwowany mówiąc o śmierci taty. Natomiast gdy MO odnalazła mamę (Solską) w WC to JAN ZEMDLAŁ. To wygląda tak jakby już od długiego czasu wiedział, że tata nie żyje a śmierć mamy była dla niego czymś zgoła nieoczekiwanym, nie wiedział o tym wcale, nie  był na jej śmierć zupełnie przygotowany i to był dla niego szok, prawda?

Użytkownik Konrad_GK edytował ten post 15.03.2017 - 20:09

  • 1



#11

Partuszew.

    Silent Reaper

  • Postów: 343
  • Tematów: 8
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Ta sprawa nigdy nie zostanie rozwiązana. Każdy kto śledzi temat i interesuje się tą sprawą wie, że chodziło o  "matrioszki" więc mocodawcy tego mordu byli i będą nietykalni.


  • 0

#12

Magda72.
  • Postów: 590
  • Tematów: 34
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Dziś o godz.20 w Fokus TV będzie program Tomasza Sekielskiego "Teoria Spisku"poświęcony w/w tematowi.
Zapraszam
  • 1



#13

Daniel..
  • Postów: 3526
  • Tematów: 51
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Tytuł moim zdaniem w ogóle nie pasuje. Zbrodnia doskonała? Przecież to zwykłe morderstwo, gdzie każdemu zajmującemu się tą sprawą zależy na tym, żeby prawda nigdy nie wyszła na jaw. Skoro już pierwszego dnia sami policjanci zacierali ślady to chyba wszystko wyjaśnia? Zbrodnia doskonała to mord, gdzie każdy robi wszystko co w jego mocy, żeby rozwiązać sprawę, ale się po prostu nie da, bo nie ma żadnych dowodów/śladów/przesłanek/świadków, etc. A tu po prostu chodzi o to, żeby nigdy tej sprawy nie rozwiązać.


  • 0



#14

Magda72.
  • Postów: 590
  • Tematów: 34
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Ostatnie Twoje zdanie tylko potwierdza że jest to zbrodnia doskonała...
Ale dziękuję że zauważyłeś tytuł pięć lat po publikacji 😊
  • 1



#15

Partuszew.

    Silent Reaper

  • Postów: 343
  • Tematów: 8
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Niby jednak wzięli się za rzekomych sprawców, ruszył proces

 

https://www.rmf24.pl...ece,nId,4796936


  • 0


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u