Skocz do zawartości


Zdjęcie

„Złote samoloty” kultury Quimbaya

Quimbaya złote samoloty

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
1 odpowiedź w tym temacie

#1

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 6841
  • Tematów: 809
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 56
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

 Starożytne modele maszyn latających czy archeologiczna iluzja?

 

W naszym portalu wielokrotnie i przy różnych okazjach wspominaliśmy o kulturze Quimbaya, oraz ich złotych wyrobach, jak również o tzw. "złotych samolotach". Jednak to zagadnienie nie doczekało się większego opracowania. Dlaczego? Pewnie dlatego, że w świecie zagadek archeologicznych istnieje niewiele artefaktów, które wzbudzają równie intensywne emocje jak tzw. „złote samoloty” kultury Quimbaya. Dla jednych są one jedynie stylizowanymi przedstawieniami zwierząt wykonywanymi przez prekolumbijskich złotników. Dla innych — potencjalnym śladem utraconej wiedzy technologicznej albo wręcz dowodem kontaktów dawnych cywilizacji z istotami pozaziemskimi.

 

                                                                                0.jpg

                                                                                grafika/domena publiczna

Temat od dekad pozostaje jednym z filarów teorii paleoastronautycznych, popularyzowanych przez Ericha von Dänikena.

 

                                                                                7.jpg

                                                                                fot/domena publiczna

 

Zwolennicy tej hipotezy twierdzą, że niewielkie złote figurki z terenów dzisiejszej Kolumbii wykazują cechy zaskakująco podobne do współczesnych samolotów odrzutowych. Sceptycy odpowiadają, że to klasyczny przykład nadinterpretacji i projekcji współczesnej technologii na sztukę dawnych kultur.

Czy rzeczywiście mamy do czynienia z czymś niezwykłym?

Kim byli Quimbaya?

Kultura Quimbaya rozwijała się na terenach dzisiejszej Kolumbii mniej więcej między IV a X wiekiem naszej ery. Słynęła przede wszystkim z niezwykle zaawansowanego złotnictwa. Jej rzemieślnicy stosowali technikę odlewu traconego wosku i tworzyli przedmioty o wysokim poziomie szczegółowości oraz symboliki.

 

11.jpg  

 fot/domena publiczna      4.jpg

                                          fot/domena publiczna    13.jpg

                                                                                  fot/domena publiczna

Ich wyroby obejmowały:

  • ozdoby ceremonialne,
  • figurki zwierząt,
  • amulety,
  • elementy rytualne,
  • przedmioty pogrzebowe.

Wiele z tych dzieł wykonano z tumbagi — stopu złota i miedzi charakterystycznego dla regionu andyjskiego.


Czym są „złote samoloty”?

 

                                                       10.jpg

                                                        fot/domena publiczna

Najbardziej znane artefakty mają zwykle od kilku do kilkunastu centymetrów długości i przedstawiają obiekty o niezwykłym kształcie.

Charakterystyczne cechy tych figurek to:

  • wydłużony korpus,
  • duże boczne „skrzydła”,
  • pionowy element przypominający statecznik,
  • symetryczna konstrukcja,
  • aerodynamiczny wygląd.

                                                         3.jpg

                                                          fot/domena publiczna

 

Dla współczesnego obserwatora podobieństwo do samolotu jest uderzające. Szczególnie intrygujący wydaje się pionowy „ogon”, który przypomina statecznik pionowy znany z nowoczesnego lotnictwa.

Właśnie ten element stał się głównym argumentem zwolenników teorii paleoastronautycznych.


Narodziny teorii paleoastronautycznej

W latach 60. i 70. XX wieku ogromną popularność zdobyły koncepcje mówiące o odwiedzinach Ziemi przez istoty pozaziemskie w starożytności.

 

                                                     5.jpg

                                                       fot/domena publiczna

Najbardziej znanym propagatorem tych idei był Erich von Däniken, autor bestsellerowej książki „Rydwany bogów?”.

Von Däniken twierdził, że:

  • starożytne cywilizacje mogły kontaktować się z obcymi,
  • „bogowie” z mitologii byli w rzeczywistości przybyszami z kosmosu,
  • część dawnych artefaktów przedstawia technologię niezrozumiałą dla ówczesnych ludzi.

„Złote samoloty” Quimbaya idealnie wpisały się w tę narrację.

Według zwolenników tej teorii:

  • figurki wyglądają bardziej jak maszyny niż zwierzęta,
  • posiadają elementy odpowiadające współczesnej aerodynamice,
  • ich twórcy mogli obserwować pojazdy latające,
  • wiedza ta mogła pochodzić od cywilizacji pozaziemskiej.

Eksperymenty z modelami latającymi

Jednym z najczęściej przytaczanych argumentów jest eksperyment przeprowadzony w Niemczech w latach 90.

 

                                                              6.jpg

                                                              fot/domena publiczna

 

                                                              12.jpg

                                                              fot/domena publiczna

Dwóch modelarzy stworzyło powiększone wersje figurek Quimbaya i wyposażyło je w:

  • silniki,
  • sterowanie radiowe,
  • nowoczesne materiały konstrukcyjne.

Ku zaskoczeniu wielu osób modele rzeczywiście były zdolne do lotu.

Dla zwolenników paleoastronautyki był to niemal przełom:
„Skoro model lata, to oryginał musiał przedstawiać prawdziwy samolot.”

Jednak tutaj pojawia się istotny problem.

Modele:

  • zostały zmodyfikowane,
  • miały zmienione proporcje,
  • dodano im powierzchnie sterowe,
  • poprawiono stabilność aerodynamiczną.

W praktyce wiele opływowych kształtów można przekształcić w działające modele latające. Sam fakt możliwości lotu nie dowodzi, że pierwowzór był projektem maszyny lotniczej.


Argumenty sceptyków

Archeolodzy i historycy sztuki wskazują, że figurki Quimbaya wpisują się w szeroką tradycję stylizowanych przedstawień zwierząt.

 

                                                                             9.jpg

                                                                             fot/domena publiczna

Najczęściej proponowane interpretacje obejmują:

  • ryby latające,
  • płaszczki,
  • owady,
  • ptaki,
  • hybrydy symboliczne.

W sztuce prekolumbijskiej realizm często ustępował symbolice. Zwierzęta przedstawiano w sposób uproszczony, geometryczny i symetryczny.

Z perspektywy archeologii problem teorii „samolotów” polega na braku szerszego kontekstu technologicznego.

Nie znaleziono:

  • silników,
  • narzędzi lotniczych,
  • infrastruktury,
  • materiałów konstrukcyjnych,
  • źródeł pisanych opisujących lotnictwo.

Aby kultura mogła budować samoloty, potrzebowałaby:

  • rozwiniętej metalurgii przemysłowej,
  • zaawansowanej matematyki,
  • paliw,
  • mechaniki,
  • infrastruktury technicznej.

Nic takiego nie zostało odkryte.


Czy podobieństwo jest przypadkowe?

To właśnie tutaj temat robi się naprawdę interesujący.

 

                                                                      15.jpg

                                                                      fot/domena publiczna

Niektóre figurki rzeczywiście wykazują cechy zaskakująco zgodne z podstawami aerodynamiki:

  • skrzydła umieszczone w odpowiednim miejscu,
  • statecznik pionowy,
  • symetrię,
  • smukły kadłub.

Dla części badaczy jest to jedynie przypadek wynikający z naturalnych wzorców występujących również w przyrodzie.

W końcu:

  • ptaki są aerodynamiczne,
  • ryby mają opływowe kształty,
  • owady posiadają stabilizujące struktury.

Człowiek projektując cokolwiek latającego często nieświadomie naśladuje naturę.


Pareidolia i psychologia interpretacji

Istotną rolę odgrywa tutaj zjawisko pareidolii.

To mechanizm psychologiczny polegający na dostrzeganiu znajomych wzorców w przypadkowych lub niejednoznacznych formach.

Podobnie widzimy:

  • twarze w chmurach,
  • „kanały” na Marsie,
  • humanoidalne sylwetki w skałach,
  • „helikoptery” w egipskich hieroglifach.

                                                                      1.jpg

                                                                       fot/domena publiczna

 

W epoce lotnictwa i technologii bardzo łatwo interpretować symetryczny obiekt jako samolot.

Gdyby współczesna cywilizacja nie znała maszyn latających, prawdopodobnie większość ludzi widziałaby w tych artefaktach po prostu egzotyczne ryby lub owady.


Paleoastronautyka — gdzie kończy się hipoteza, a zaczyna spekulacja?

Hipoteza paleoastronautyczna sama w sobie nie jest nauką w ścisłym sensie. Problemem nie jest zadawanie pytań, lecz sposób formułowania wniosków.

W nauce konieczne są:

  • powtarzalne dowody,
  • możliwość falsyfikacji,
  • spójność z innymi odkryciami,
  • materiał porównawczy.

W przypadku „złotych samolotów” mamy głównie:

  • podobieństwo wizualne,
  • interpretacje,
  • eksperymenty modelarskie.

To za mało, aby mówić o dowodzie istnienia starożytnej technologii lotniczej lub ingerencji obcych cywilizacji.

Jednocześnie temat pozostaje fascynujący, ponieważ pokazuje coś bardzo ważnego:
jak współczesna kultura wpływa na interpretację przeszłości.


Czy można całkowicie wykluczyć niezwykłe pochodzenie?

Uczciwa odpowiedź brzmi: nie da się udowodnić całkowitego braku czegoś.

Nie można w sposób absolutny wykluczyć:

  • utraconej wiedzy,
  • nieznanych eksperymentów dawnych kultur,
  • inspiracji pochodzących z obserwacji zjawisk, których dziś nie rozumiemy.

Jednak obecnie nie istnieją twarde dowody wspierające tezę o starożytnym lotnictwie.

Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie nadal pozostaje archeologiczne:
są to stylizowane przedstawienia zwierząt wykonane przez niezwykle utalentowanych rzemieślników kultury Quimbaya.


Dlaczego temat nadal fascynuje?

Bo znajduje się na przecięciu:

  • archeologii,
  • psychologii,
  • historii technologii,
  • mitologii,
  • science fiction.

„Złote samoloty” są idealnym przykładem tego, jak niewielki artefakt może uruchomić gigantyczną debatę o:

  • pochodzeniu cywilizacji,
  • granicach wiedzy historycznej,
  • możliwości istnienia dawnych kontaktów międzygwiezdnych.

Nawet jeśli nie są dowodem obecności obcych, pozostają jednym z najbardziej intrygujących artefaktów prekolumbijskiej Ameryki.

I być może właśnie dlatego od kilkudziesięciu lat nie przestają pobudzać wyobraźni.

 

Autor: Staniq

Kopiowanie i publikacja całości i/lub fragmentów

tylko za pozwoleniem.

 

 

 

Skrócona bibliografia

 

  • Erich von Däniken — „Rydwany bogów?” („Chariots of the Gods?”), 1968.
  • Museo del Oro (Bogotá, Kolumbia) — katalogi i publikacje dotyczące kultury Quimbaya.
  • Bray Warwick — „Goldwork and Metallurgy in Ancient Colombia”, British Museum Publications.
  • Reichel-Dolmatoff Gerardo — badania nad kulturami prekolumbijskimi Kolumbii.
  • „Ancient Aliens” — serial dokumentalny popularyzujący teorię paleoastronautyczną.
  • Publikacje archeologiczne dotyczące metalurgii kultur andyjskich i prekolumbijskich.
  • Artykuł: „Złote samoloty Indian Quimbaya” — infra.org.pl




#2

pawel19903.
  • Postów: 22
  • Tematów: 5
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Bardzo dobry artykuł i ciekawie zebrany temat. Pozwolę sobie tylko dorzucić swoje rozważenie, bo moim zdaniem przy tych „samolotach Quimbaya” warto bardzo wyraźnie rozdzielić kilka różnych opcji.

 

Po pierwsze, uczciwie trzeba przyznać, że część tych figurek naprawdę może kojarzyć się z samolotem. Jest wydłużony „kadłub”, są boczne „skrzydła”, jest symetria i ten pionowy element z tyłu, który od razu uruchamia skojarzenie ze statecznikiem. Tylko że samo podobieństwo wizualne to jeszcze nie dowód. My patrzymy na to oczami ludzi, którzy znają samoloty, Boeingi, myśliwce i promy kosmiczne, więc mózg automatycznie dopowiada znaną technologię.

 

Najprostsza opcja jest taka, że są to po prostu stylizowane zwierzęta, hybrydy symboliczne albo obiekty rytualne. Dawna sztuka nie musiała być realistyczna. Zwierzę mogło być uproszczone, przerysowane, połączone z innym zwierzęciem albo przedstawione symbolicznie. I wtedy „samolot” może być bardziej naszym skojarzeniem niż intencją twórcy.

 

Druga opcja, moim zdaniem ciekawsza niż od razu kosmici, to jakaś prosta ziemska wiedza o locie. Dawni ludzie obserwowali ptaki, owady, nietoperze, ryby latające czy nasiona niesione przez wiatr. Mogli znać jakieś podstawowe zasady lotu, robić latawce, modele, proste szybowce albo lotnie z drewna, piór, tkanin i włókien. Po takich konstrukcjach mogło nie zostać praktycznie nic, bo materiały organiczne zwykle się nie zachowują. To jest hipoteza dużo rozsądniejsza niż „starożytne odrzutowce”, ale dalej pozostaje tylko hipotezą, bo nie mamy twardych dowodów, że akurat tutaj tak było.

 

Natomiast pełnoprawne lotnictwo to już zupełnie inna sprawa. Samolot to nie jest sama sylwetka. To materiały, napęd, paliwo albo inne źródło energii, warsztaty, narzędzia, obsługa, naprawy, start, lądowanie i cała infrastruktura. Taka technologia zmienia transport, wojnę, handel, władzę i kontakty z sąsiadami.

 

I tu teoria o ziemskiej cywilizacji lotniczej robi się bardzo słaba. Quimbaya nie byli przecież odciętą od świata wyspą. Funkcjonowali w szerszym świecie kultur prekolumbijskiej Kolumbii, w sieci kontaktów i wymiany. Gdyby po niebie latały maszyny, to inni też by to widzieli, opisywali, rysowali albo przerabiali w mitach. Taki motyw powinien rozlać się dużo szerzej niż kilka złotych figurek.

 

Dochodzi jeszcze kwestia Hiszpanów. Gdyby w tym regionie istniała realna technologia lotnicza, to trudno wyjaśnić, dlaczego nie widać jej w momencie kontaktu z Europejczykami. Hiszpanie opisywali rzeczy dużo mniej niezwykłe niż maszyny latające. Gdyby trafili na kulturę z samolotami, szybką komunikacją z powietrza, zwiadem lotniczym albo możliwością ataku z góry, mielibyśmy do czynienia z czymś w rodzaju „Wakandy Ameryki”. W praktyce przy takiej przewadze Hiszpanie powinni zostać zmieceni albo przynajmniej napotkać opór zupełnie innego typu niż ten znany z historii podboju.

 

A przecież obraz podboju tego nie pokazuje. Widać raczej starcie lokalnych społeczności z Europejczykami mającymi stal, broń palną, konie, choroby i przewagę organizacyjną, ale nie z cywilizacją posiadającą lotnictwo. Można oczywiście powiedzieć, że taka technologia istniała dużo wcześniej i do czasu przybycia Hiszpanów już zanikła. Tylko wtedy pojawia się kolejne pytanie: co się z nią stało? Przepadła nagle bez śladu? Bez silnej pamięci kulturowej, bez mitów o realnym używaniu takich maszyn, bez infrastruktury, bez narzędzi, bez wpływu na sąsiednie kultury? Przy prostych latawcach, lotniach czy szybowcach z materiałów organicznych brak śladów jest jeszcze do przyjęcia. Przy pełnoprawnej technologii lotniczej — już dużo trudniej.

 

Osobno trzeba potraktować hipotezę obcych. Ona częściowo omija problem braku infrastruktury, bo można powiedzieć: przylecieli, odlecieli, zabrali sprzęt i nic po nich nie zostało. Tyle że wtedy wraca problem kształtu. Dlaczego cywilizacja zdolna do podróży kosmicznych miałaby używać pojazdów wyglądających jak ziemskie samoloty? W kosmosie skrzydła nie mają sensu, bo nie ma atmosfery. Skrzydła mają sens dopiero przy locie w powietrzu.

 

Oczywiście można założyć, że obcy mieli osobne pojazdy do latania w atmosferze. Ale wtedy znowu: jeśli taki pojazd startował i lądował jak samolot, potrzebowałby pasa albo odpowiedniej przestrzeni. Jeśli natomiast potrafił startować pionowo, zawisać i lądować bez pasa, to po co robić go w układzie „kadłub–skrzydła–statecznik”? Czyli trochę wracamy do pytania: po co cywilizacji międzygwiezdnej coś, co wygląda jak Boeing?

 

Ciekawe jest też porównanie z innymi motywami „niebiańskimi” ze starożytności. Jeśli ktoś już rozważa kontakty z istotami z nieba, to bardziej pasują do tego mezopotamskie czy bliskowschodnie motywy dysków, świateł, skrzydlatych symboli i obiektów niebiańskich niż figurki przypominające samoloty. Oczywiście taki dysk może być zwykłym symbolem religijnym albo solarnym, a nie pojazdem. Ale jako forma „czegoś z nieba” jest bliższy dzisiejszym opisom UFO/UAP niż miniatura ziemskiego odrzutowca.

 

Podobnie współczesne relacje o UFO rzadko opisują obiekty jako klasyczne samoloty. Zwykle mówi się o kulach, dyskach, światłach, cygarach, trójkątach albo obiektach bez widocznego napędu. Dlatego paradoksalnie „samolotowy” wygląd tych figurek nie musi wzmacniać teorii o obcych. Może ją nawet osłabiać, bo wygląda to bardzo znajomo, ziemsko i współcześnie.

 

Dlatego ja bym to rozdzielił tak: jako stylizowane zwierzęta lub symbole — jak najbardziej pasuje. Jako ślad prostych modeli, latawców, lotni albo szybowców — ciekawa i niegłupia hipoteza, choć bez twardych dowodów. Jako dowód rozwiniętej ziemskiej technologii lotniczej — bardzo słabo, bo taka technologia powinna zostawić ogromny ślad, a w momencie kontaktu z Hiszpanami powinna dać miejscowym przewagę tak dużą, że przebieg podboju wyglądałby zupełnie inaczej. Jeśli natomiast istniała wcześniej i zanikła przed przybyciem Europejczyków, trzeba wyjaśnić, dlaczego przepadła bez wyraźnego śladu. Jako dowód na obcych — też słabo, ale z innego powodu: nie przez brak możliwości zniknięcia, tylko przez zbyt ziemski kształt tych rzekomych pojazdów.

 

Moim zdaniem właśnie dlatego temat jest ciekawy. Nie musi od razu udowadniać kosmitów ani starożytnych odrzutowców. Wystarczy, że dobrze pokazuje, jak trudno czasem oddzielić dawną symbolikę od naszych współczesnych skojarzeń.


  • 1



Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych