Skocz do zawartości


Zdjęcie

30 rocznica zabójstwa Jolanty Tchórz w Lublinie


  • Please log in to reply
3 replies to this topic

#1

Shiver.

    Silent Reaper

  • Postów: 658
  • Tematów: 19
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

W ubiegłym roku lubelskie Archiwum X powróciło do sprawy niewyjaśnionego zabójstwa 23-letniej studentki UMCS w Lublinie – Jolanty Tchórz. Więcej informacji o wydarzeniach z 22 stycznia 1991 w materiale wideo https://youtu.be/zL6TYtkPzX0

 

 


  • 0

#2

Shiver.

    Silent Reaper

  • Postów: 658
  • Tematów: 19
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Wracam do sprawy, zbliża się 33 rocznica zabójstwa Jolanty Tchórz.

 

W październiku 1991 roku dwaj lekarze z Zakładu Medycyny Sądowej AM w Krakowie, Zbigniew Lisowski i Jerzy Pohl sformułowali inną hipotezę niż przyjęta w śledztwie. Lekarze przeanalizowali akta sprawy Jolanty Tchórz. Obejrzeli także nagranie video przeprowadzone podczas sekcji zwłok w ZMS w Lublinie. Na tej podstawie wysunęli wniosek inny niż patolodzy z Lublina. Sformułowali hipotezę, iż ciało studentki zostało przewiezione w rejon parku w bagażniku samochodu i wniesione na teren dawnej strzelnicy “normalnie”, tj. przez furtkę, a nie przez dziurę w płocie. Czyli według tej hipotezy samo zabójstwo miało miejsce poza terenem parku. Świadczyły o tym charakter i umiejscowienie niektórych obrażeń stwierdzonych na ciele ofiary, jak i ślady (lub brak śladów) w pobliżu miejsca znalezienia zwłok.

W świetle tej hipotezy ZMS AM Kraków można się pokusić o inną chronologię wydarzeń.

 

Mordu dokonano poza terenem parku, najprawdopodobniej jeszcze 22.01.1991 w nocy lub nad ranem. Mogło dość do niego na terenie blisko parku, na osiedlu LSM (np. piwnice, garaże, jakiś zamknięty lokal, domek prywatny) a następnie przewieziono ciało dopiero  następnego dnia w nocy do parku bezpośrednio w rejon strzelnicy. Co sądzicie o takiej wersji wydarzeń ? Z tym, że nie sądzę też aby ciało było podrzucone do parku później niż 23.01.1991 ponieważ potem ruszyły już poszukiwania policyjne więc byłoby to wybitnie wysokie ryzyko. 

Słabym punktem tej hipotezy moim zdaniem jest podjęcie przez mordercę/morderców bardzo dużego ryzyka podczas przenoszenia/ przewożenia ciała w środku miasta ale też nie wydaje się to niemożliwe gdyby mordercy byliby skłonni podjąć takie ryzyko. Drugie pytanie to dlaczego akurat park, chęć skierowania śledztwa na tropy zboczeńców seksualnych z racji "renomy" jakim cieszyło się to miejsca w tamtych latach w Lublinie ? Bo przecież łatwiej byłoby podrzucić zwłoki w bardziej odludne miejsce wieczorem czy zakopać. Jeżeli taki scenariusz można by przyjąć w śledztwie, wtedy wywraca to profil mordercy do góry nogami. Bo wiele wskazywałoby wtedy na to, że po pierwsze bardzo prawdopodobne jest, że mógł on mieć wspólnika/wspólniczkę i jest to osoba sprytna, inteligentna, a zadane obrażenia mogły być celowo pozorowane jako gwałt/napad zboczeńca.

 

Co więcej można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest/są to osoby wyjątkowo przebiegłe, specjalnie kierujące trop śledztwa już na początku na wątek ekshibicjonistów z parku. Dodatkowo przy takim obrocie zdarzeń wcale nie musiał by być to osobnik/osobnicy z parku wcześniej widziani przez studentki. To by pośrednio tłumaczyło fakt, że policja nie mogła nic znaleźć w środowisku notowanych przestępców seksualnych.

W tym momencie pasuje też fakt, że relatywnie w rejonie porzucenia ciała nie znaleziono zbyt dużo śladów, które mogłyby pomóc w realizacji śledztwa. A taka dbałość o brak śladów nijak ma się do prymitywnego gwałciciela z niskim IQ, jaki został nakreślony przez profilera w śledztwie. Natomiast co z tego wynika, przy takim obrocie sprawy kierowałoby to podejrzenia na osoby które znały Jolantę oraz np. znały adres koleżanki na Leszka Czarnego i fakt, że ją odwiedza.

 

Czyli mamy tu wtedy polaryzacje na środowisko znajomych. Druga opcja środowisko przestępcze na terenie LSM. Nie zapominajmy, że to osiedle w roku 1991 było areną zabójstwa w wyniku porachunków gangsterskich ówczesnego półświatka - sprawa "Pierza" i wcale nie było tam tak spokojnie. Stawia to śledztwo w zupełnie innym świetle. Wielka szkoda, że nikt dotąd nie podjął tego tropu a usilnie jest narzucana wersja z Pękalskim.


Dodatkowo pozwolę sobie przytoczyć wypowiedź Pana Adama, administratora profilu „Zbrodnie z Archiwum X" na FB, Który w formie komentarza wypowiedział się w sposób bardzo ciekawy i merytoryczny odnośnie nadal na siłę lansowanej tezie o rzekomej winie Pękalskiego w tym materiale, który nie dawno pojawił się na YT

 

https://www.youtube....h?v=-06WRJGDVYM

 

"1) Nieprawdą jest, jakoby sprawca odgryzł usta Jolancie. To fejk powielany tu i ówdzie w Internecie, nie wiadomo właściwie, skąd się biorący - bo na pewno nie ze sprawy Jolanty. Jedyne obrażenia, jakie stwierdzono w obrębie ust to drobne wylewy krwawe błony śluzowej i otarcia naskórka.

 

2) Nie jest też prawdą, że włos znaleziony na odzieży Joli pochodził od Pękalskiego. Przeciwnie. Badania wyizolowanego z cebulki włosa śladu DNA wykazały, że włos ten NIE pochodził od Pękalskiego.


3) Powstały trzy portrety pamięciowe (a właściwie to możemy mówić tylko o dwóch, bo mężczyznę z trzeciego portretu udało się zidentyfikować i wykluczyć) i różnią się one między sobą (co dowodzi, że feralnego wieczora w parku i okolicach grasował więcej niż jeden podejrzanie zachowujący się osobnik/napastnik). I żaden nie przypomina Leszka Pękalskiego. Są dostępne w sieci, więc można sobie porównać.

 

4) Co do świadków, którym okazano film/zdjęcia Pękalskiego (bo nie samego Pękalskiego na żywo) - było 11 takich świadków i jedynie dwoje z nich było “na 100%” przekonanych (z tym że jedna z tych osób najpierw była przekonana “na 40%”, a potem zmieniła zdanie “na 100%”. Ciekawe, skąd taki gwałtowny przypływ “pewności”?), że Pękalski był osobą, którą widzieli feralnego wieczora w Lublinie. Jedynie ów muzyk, Jan K., stanowczo utrzymywał przez cały czas, że w Lublinie widział Pękalskiego. 6 świadków określiło Pękalskiego jedynie jako “najbardziej podobnego” do widzianego w Lublinie człowieka, dwie osoby nie rozpoznały nikogo z okazanych mężczyzn, a jedna osoba wskazała na dwóch mężczyzn (w tym Pękalskiego) - czyli też nie była pewna który to. Były też różnice w “rozpoznaniu” kurtek Pękalskiego. Jeden świadek wskazywał na kurtkę zieloną, a inny na granatową itp. Nie było więc w tym wypadku jednomyślności wśród świadków, co do rozpoznania Pękalskiego. Pamiętajmy też, że okazanie miało miejsce ponad 3 lata po zabójstwie. Po takim okresie ludzka pamięć ulega naturalnym zatarciom, zwłaszcza, jeśli kontakt z danym osobnikiem miał miejsce po zmroku, w słabo oświetlonym parku lub najbliższym otoczeniu.


Druga istotna sprawa - mężczyzna, który zaczepiał studentki w rejonie ul. Sowińskiego na krótko przed zabójstwem NIE BYŁ tym samym człowiekiem, z którym rozmawiał ów “świadek koronny”, muzyk Jan K. Były zbyt istotne różnice w podawanych przez świadków rysopisach. Ponadto Jan K. zgłosił się na policję, bo w prasie zobaczył portret pamięciowy domniemanego sprawcy, i twierdził, że z tym człowiekiem rozmawiał - a po latach wskazał na Pękalskiego, jako tego człowieka. A przecież żaden z portretów pamięciowych zamieszczonych w prasie nie przypomina choćby “w zarysach” Pękalskiego. Ktoś kiedyś nawet napisał, że to ja jestem podobny do gościa z portretu pamięciowego - czy to znaczy, że to ja jestem sprawcą? :) Sądowi już samo zachowanie Jana K., będącego absolutnie przekonanym o świętości swojej racji i pozbawionego cienia krytycyzmu czy wątpliwości co do swoich zeznań (pomimo że i w jego zeznaniach pojawiały się sprzeczności) wydawało się podejrzane. Jest więc dużo niejasności, a nawet wykluczających się danych, które sąd MUSIAŁ rozstrzygnąć “na korzyść” Pękalskiego. Twierdzenie, że “oczywistym jest, że to Pękalski zabił, bo świadek-muzyk tak zeznał” nie daje się więc utrzymać wobec ww. wątpliwości i niejasności.

 

5) I wreszcie ulubiony argument osób wskazujących na “winę” Pękalskiego, tj. że znał on szczegóły, które mógł znać jedynie sprawca zabójstwa. A więc, po pierwsze, nie znał wszystkich szczegółów (np. nie wiedział, gdzie doszło do ataku albo mówił, że pozostałe studentki zaczepiał po zabójstwie, a nie przed zabójstwem, albo mówił, że ciało przeciągał przez 10-15 metrów, gdy w rzeczywistości było to ok. 110-120 m itd.), a jeśli jakiś szczegół znał, to najprawdopodobniej poznał go w oparciu o “ujawniony mu materiał dowodowy” w tej sprawie i “bez przekonania potwierdzał to, z czym go zapoznano”, że zacytuję sąd.


6) Nie wiadomo, czy w ogóle Pękalski był kiedykolwiek w Lublinie przed rokiem 1994 (gdy przeprowadzano wizję lokalną). Raz mówił, że był, innym razem, że sobie nie przypomina, by tam był.

 

7) Pan z Archiwum X podał trzy powody, dla których uważa, że to “oczywiście” Pękalski zamordował Jolantę i że doszło do pomyłki sądowej. Te trzy powody to: 1) odgryzione wargi, czyli “wizytówka” Pękalskiego (swoją drogą, to nieprawda, by Pękalski miał taką “wizytówkę”) 2) włos i DNA oraz 3) zeznania świadków. Jak widać z powyższego wywodu, wszystkie trzy rzeczone argumenty są albo wykluczone, albo w najlepszym wypadku (argument 3) dyskusyjne i kwestionowalne."


Użytkownik Shiver edytował ten post 11.01.2024 - 20:00

  • 0

#3

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 6630
  • Tematów: 765
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 28
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Jaki "X" takie i jego archiwum...

Nie wykluczajmy jeszcze jednego czynnika ludzkiego, jakim jest niedbałość. Bywało, że bardziej oczywiste dowody były zwyczajnie zadeptywane na miejscu zbrodni i później nikt nie był w stanie odtworzyć zdarzenia i dowodów. Sprawa bardzo zagmatwana i zalatuje starą maksymą prokuratorską - mamy człowieka, a paragraf się znajdzie. 

Chcąc ukryć własną nieudolność, mogą sprawę zwalić na "Pękalskiego", bo... mogą.





#4

Shiver.

    Silent Reaper

  • Postów: 658
  • Tematów: 19
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Zasadniczo jak się czyta artykuły i relacje, raczej aż takiego niedbalstwa tam nie było podczas zbierania śladów. Sęk w tym, że to co zostało zabezpieczone i znalezione po prawdopodobnie tygodniu przebywania zwłok w śniegowej scenerii, na niewiele się zdało. DNA do tej pory nie ma w bazach danych podobnie jak śladów daktyloskopijnych, być może występ "jednorazowego" mordercy ? Ewentualnie może sprawca już nie żyje albo opuścił kraj po dokonaniu zbrodni i nigdy więcej już nie był notowany.


Użytkownik Shiver edytował ten post 19.01.2024 - 23:35

  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych