Skocz do zawartości


Zdjęcie

Stracili głowę i przeżyli...


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
6 odpowiedzi w tym temacie

#1

Nosferatoo.
  • Postów: 298
  • Tematów: 40
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 3
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Stracili głowę i przeżyli...


Dołączona grafika
Pojawienia się duchów związanych w jakiś sposób z odcięciem ich głowy - czego za życia doświadczyły - są w Europie dość dobrze znane i przynajmniej niemal każdy coś kiedyś o nich słyszał.
Warto być świadomym że i po drugiej stronie świata, w zupełnie innej kulturze jak i religii - duchy straszące w związku z tym "motywem" nie są czymś obcym.
W Japonii straszy na przykład odcięta głowa samuraja pochowanego w centrum Tokio, budząc przerażenie w sercach mieszkańców od ponad 1000 lat.
Głowa wedle podań pochowana w dzielnicy Otemachi, należy do Taira no Masakado - zbuntowanego wojownika który prowadził rebelię przeciwko władzy państwowej w X wieku n.e.

Samuraj ten żył w latach 903-940 we wschodniej Japonii.
W wieku 37 lat ogłosił się samozwańczo cesarzem Masakado, czym wywołał gniew rządu co też ostatecznie doporowadziło do ogłoszenia nagrody za jego głowę.
Dwa miesiące później, Masakado zginął w bitwie, a jego głowa została odcięta, przewieziona do Kioto i umieszczona na widoku publicznym jako ostrzeżenie dla innych potencjalnych buntowników.
Samuraj ów nie został władcą Japonii, ale jego odcięta głowa stanowiła niezmienne źródło kłopotów przez następne 1000 lat.
Po tym jak jego głowa została wystawiona na widok publiczny zaistniało zjawisko w sposób demoniczny papugujące zdolność ciał świętych do braku rozkładu po śmierci - czyli po śmierci głowa ta, mimo upływających miesięcy wciąż zachowywała świeży i żywy wygląd - choć w sposób widoczny oczy przybrały groźny wyraz a usta skrzywiły się w przerażającym grymasie.
Pewnej nocy, głowa zaczęła świecić, uniosła się w powietrze i odleciała w kierunku miasta skąd pochodził ów samuraj.
Nie dotarła tam jednak, wieśniacy odnaleźli ją w miejscowości Shibasaki (dzisiejsze Otemachi, Tokyo), po czym po oczyszczeniu pochowano ją na kurchanie sanktuarium Kanda Myojin.
W 950 roku, czyli po dziesięciu latach od śmierci, pochowana głowa ponownie zaczęła świecić i potrząsać sobą, i od tego czasu pojawiać się regularnie w tej okolicy.

Dołączona grafika

Przerażeni mieszkańcy ofiarowali modlitwy w intencji uspokojenia zjawy, ale nie pomagały one na długo. Z biegiem czasu, popadając w pogańskie zwiedzenie, zaczęto złośliwego ducha traktować jako bóstwo.
Zjawę wiązano także z pojawianiem się epidemii i klęsk żywiołowych - co nie jest wcale dalekie od ówczesnej Europy, w której to przed epidemiami i nieszczęściami - ludzie obserwowali pojawienia się strasznych widziadeł - tzw. "zwiastunów śmierci"
* przy okazji warto dodać że tak w Japonii jak i Europie panował przez długie stulecia ten sam karygodny pogański zwyczaj - zamurowywania żywcem w ścianach nowo zbudowanych zamków, niewinnej i pięknej dziewicy (jap."hitobashira"="ludzki filar"). Mówią o tym tak podania japońskie jak i europejskie - zaś dzisiejsze badania archeologiczne w starych zamkach potwierdzają ten fakt.
Ponadto tak stare relacje europejskie, jak i japońskie powtarzają jednym głosem jeszcze jedno: duch zamordowanej w ten sposób dziewczyny, pojawiał się później w takim zamku i straszył jego bywalców. W Japonii jednym z takich zamków, wykończonych owym haniebnym sposobem, jest zamek Matsue w prefekturze Shimane.
Duch owego nieszczęsnego samuraja, wiązany jest także z wieloma klątwami, nieszczęściami i problemami, jakie ściągnęły na siebie osoby które zakłóciły jego "spokój" - także w XX wieku.
Ponoć postać ducha z rozczochranymi włosami, udało się także zarejestrować na fotografiach wykonanych w okolicy miejsca pochówku jego głowy w latach 60' XX wieku.
Dziś w pobliżu znajdują się biurowce, ale pracownicy tamtejszych firm z respektem odnoszą się do miejsca z sąsiedztwa, obawiając się mściwego ducha.

"Odcięte głowy" są więc - podobnie jak inne przejawy istnienia duchów - manifestacją niezależną od kultury, czasów a nawet religii. O ich pojawieniach się mówią tak relacje pogańskie jak chrześcijańskie, świeckie i kościelne.

Dołączona grafika
Św. Dionizy - święty bez głowy

Jest patronem Francji i katolickim męczennikiem. Za jego wstawiennictwem modlą się ci, którzy cierpią na bóle głowy czy przewlekłe migreny. Na płaskorzeźbach i obrazach przedstawiany jest najczęściej jako cierpiętnik trzymający własną głowę w dłoniach. Wizerunek ten ma swoje korzenie w historii św. Dionizego.

Żyjący w III w. n.e. duchowny zginął śmiercią męczeńską na wzgórzu Montmartre w Paryżu. Poganie poirytowani prowadzoną przez niego misją chrystianizacji ścięli mu głowę. Zgodnie z legendą, św. Dionizy wziął swoją obciętą głowę w ręce i przeszedł z nią jeszcze kilka kilometrów modląc się przez cały czas.

W miejscu śmierci świętego Dionizego zostało zbudowane opactwo, które przez stulecia pełniło miejsce pochówku większość władców Francji.



Dołączona grafika
Rouen kościół St. Maclou bezgłowi święci.

Upiory bez głowy
Jeden z najbardziej przerażających widoków, jaki tylko można sobie wyobrazić, to widok osoby bez głowy. Wśród opowieści o duchach pojawiają się także opowieści o bezgłowych upiorach. Ścięcie było popularną formą egzekucji, szczególnie w wypadku ważnych więźniów. Stąd właśnie wzięła się taka wielka liczba bezgłowych duchów o królewskim rodowodzie. Niegdyś wierzono, że dusza nie może pojawić się na sądzie ostatecznym, jeżeli jej ciało nie jest kompletne. Stąd wzięło się domniemanie, że bezgłowe upiory nawiedzają świat żywych w poszukiwaniu własnych głów. Widywano także bezgłowe konie ciągnące po wiejskich drogach dyliżanse —widma.

Bezgłowa dama z Echt

Na rozstajach dróg pod miejscowością Echt w Holandii pojawia się od stuleci bezgłowa kobieta, zwana Damą z Echt. Jest tam rzekomo zakopana ogromna skrzynia skarbów. Dama ma podobno pilnować skarbu do czasu, aż zostanie on rozdany biednym. Dama z Echt pozwoliła kiedyś wykopać trzecią część skarbu młodemu człowiekowi. Wcześniej ostrzegła go jednak, że przy pracy musi zachowywać całkowite milczenie. Na nieszczęście, gdy szpadel uderzył w wieko skrzyni ze skarbami, mężczyzna wykrzyknął: „Wszyscy święci!'. Skrzynia szybko zapadła się z powrotem w ziemię i nigdy więcej już jej nie widziano.
Przerażająca bezgłowa kobieta nawiedza o zmierzchu bagna na wschodnim wybrzeżu Anglii. Nosi czepek, ale jest on pusty, nie widać w nim głowy ani twarzy. Każdy, kto wchodzi jej w drogę, zo¬staje zmieciony na bok przez prąd powietrza.

Legenda o Sennej Kotlinie


powiadanie przedstawia historię Ichaboda Crane'a, młodego nauczyciela, który przybył do Sennej Kotliny (ang. Sleepy Hollow) w celu nauczania w tamtejszej szkole. Zakochuje się on w córce miejscowego farmera Katarzynie Van Tassel, o której względy konkuruje również osiłek Brom Van Brunt zwany „Bromem Wielkoludem”. Podczas przyjęcia w domu Van Tasselów obaj starają się zdobyć uznanie dziewczyny – Ichabod przez taniec i śpiew, a Brom przez opowieści o swoich wyczynach, m.in. spotkaniu z legendarnym upiorem, Jeźdźcem Bez Głowy. Crane nie wierzy jednak w siły nadprzyrodzone opisywane przez konkurenta. Po opuszczeniu przyjęcia spotyka upiora i znika w niewyjaśnionych okolicznościach.
(Na podstawie Legendy o Sennej Kotlinie Tim Burton nakręcił w 1999 film Jeździec bez głowy)

Headless Horseman

Legendy o tak zwanym jeźdźcu bez głowy (Headless Horseman) są bardzo stare i spotykane w całej Europie. Jeździec i jego koń według podań są zwykle czarni jak węgiel i potrafią z równą łatwością galopować po ziemi, jak i w powietrzu. W bezgłowych jeźdźcach widzi się najczęściej duchy możnych, którzy zginęli ścięci w bitwiealbo straceni w ten sam sposób. Klasycznym przykładem widma tego rodzaju jest Bezgłowy Jeździec z zamku Sheela w Irlandii.

Jeździec bez głowy z Dankowa

Położona w województwie częstochowskim niewielka miejscowość Danków, ma długą i bogatą historię. W średniowieczu prowadzil tędy trakt z Krakowa do Wrocławia, a biskupi odbywali swoje synody.
Skromny, gotycki zamek, wzniesiony w XV wieku wśród ląk nad Liswartą, rozbudował w pierwszej polowie XVII wieku w poteżną warowną rezydencję, kasztelan krakowski Stanisław Warszycki. Był on znany z okrucieństwa i z tego że gnębił swych poddanych. Sądy kasztelana słynęły z surowości, zaś wyroki wykonywał utrzymywany przez niego kat. Wśród ofiar kasztelana znaleźć się miała również jego trzecia żona (młodsza od męża o lat prawie czterdzieści).
Dziś w Dankowie oglądać można już tylko resztki potężnych murów, dwie bramy połączone niegdyś ze zwodzonym mostem, ślady fos...
Liswarta zmieniła się znów w niezbyt szeroką, malowniczą rzeczkę. Na drugim jej brzegu, na wydmach porośniętych sosnowym lasem, gdzie ongiś pracowali poddani Warszyckiego, spotkać czasami można - w samo południe - jeźdźca w futrzanej szubie i wysokich rajtarskich butach, jadącego na pięknym, narowistym koniu. To kasztelan Warszycki - zmarly prawie przed trzema setkami lat - objeżdża swe dawne włości.
Pewnego letniego dnia, w samo południe, obok drogi do Rebielic dwie mieszkanki Dankowa zbierały szyszki. W dankowskim kościele właśnie zaczęto dzwonić na Anioł Pański, kiedy kobiety zobaczyły, że drogą przez las jedzie mężczyzna na pięknym kasztanowatym koniu. Nikt we wsi takiego nie miał.
Zdziwiło je, że choć upał dawał się we znaki, mężczyzna ubrany był w futrzane okrycie, wysokie buty i rękawice. Twarz miał chudą, śniadą i okoloną czarnymi włosami, dłuższymi niż wtedy noszono. Przejechał obok nich i skręcił w las - gdy obejrzały się za nim zdumione spostrzegły, że gdy zniknął w lesie ani jedna gałąź nie zadrżała, a na piaszczystej drodze nie było widać żadnych śladów kopyt.
Dopiero wtedy zdjął je strach, bo przypomniały sobie opowiadania ludzi mających łąki pod lasem: ponoć kasztelan Warszycki, który za okrucieństwa, jakich dopuszczal się za życia, nie zaznał w grobie spokoju, pokutował od setek lat, ukazując się potomkom swych poddanych w lasku, na lewym brzegu Liswarty.
Tajemniczego jeźdźca widywało wielu mieszkańców wsi, pojawiał się zwykle w biały dzień - czasem w bardziej jeszcze przerażającej postaci: bez głowy. Galopował na koniu, któremu spod kopyt sypały się iskry"

Bamberka bez głowy

Tę historię Bamberki podobno do dziś jeszcze opowiadają wieczorami starzy mieszkańcy okolic ulicy Palacza - bo do dziś nocni przechodni mogą się na nią natknąć w okolicy dawnych zabudowań folwarcznych. W listopadowe noce na Palacza pojawia się zjawa ubrana w tradycyjny bamberski strój. Ma szeroko rozpostarte ręce, jednak nie ma głowy...

Wieść niesie, że nieszczęsna kobieta padła ofiarą morderstwa, dlatego przechadza się nocami w pobliżu miejsca, gdzie ją zamordowano i gdzie ukryto jej zwłoki, szukając swojego ciała. Podobno była to żona jednego z górczyńskich gospodarzy, którą mąż zabił z wściekłości, chcąc się ożenić z inną kobietą. Inna wersja głosi, że nieszczęsna kobieta została zabita, by mąż mógł wejść w posiadanie jej pieniędzy. Ona jednak przewidując swoją śmierć, ukryła je tak, że mordercy nie udało się ich znaleźć. Zjawa jednak na wszelki wypadek nadal pilnuje miejsca ukrycia skarbu...

Opowieść o Bamberce bez głowy swego czasu była tak głośna, że ówczesny prokurator nakazał ekshumację zwłok jednej ze zmarłych wówczas kobiet, która zmarła w podejrzanych okolicznościach. Pisały o tej sprawie poznańskie gazety. Ale najwidoczniej ani ekshumacja, ani śledztwo nic nie dały, skoro Bamberkę bez głowy można zobaczyć jeszcze i dziś...

Zamek Gryf

Na jednej ze ścian ruin zamku Gryf wznoszącego się nad Proszówką, niewielką wsią położoną niedaleko Gryfowa Śląskiego, pojawiła się Matka Boska. Była druga połowa lat 60-tych XX-tego wieku, schyłek epoki „gomółkowskiej”, czas niezbyt sprzyjający cudownym objawieniom i świętym wizerunkom pojawiającym się nie tylko w kościołach, ale nawet na ścianach zabytkowych budowli.

W murach zamku Gryf niesamowite historie zdarzały się dotychczas dość często; w czasach bardzo odległych miały tutaj swoje gniazda drapieżne gryfy, od końca XIV wieku w okolicy straszył bezgłowy upiór raubrittera Wolfa von Rompke zdekapitowanego z rozkazu Benesza Chuśnika. W czasach Schaffgotschów, którzy gospodarzyli w Proszówce od pierwszych lat wieku XV, biegały po zamku magiczne myszy, a w zamkowych komnatach można było dość często doświadczyć obecności Białych i Czarnych Dam, co jak się wydaje stanowiło naturalną atrakcję większości średniowiecznych budowli. Matka Boska jednak pojawiła się w Proszówce po raz pierwszy i to w czasach, kiedy cudów i objawień nie spodziewano się zupełnie...


Tadeusz Siwek fragment artykułu.

Dołączona grafika

Pod fotografią napisano...
,,Berlin, Kreuzberg, godzina 23.45, chłodny, ciemny wieczór. Duch zmaterializował się przede mną nagle. To znaczy szedł tak wolniutko, że cudem na niego nie wpadłem. A jak już go zauważyłem, to ręka od razu sięgnęła po aparat...
Zgięty przez życie starszy pan wędrował spokojnie ruchliwym chodnikiem przy Skalitzer Strasse. Kiedy go wyminąłem, obejrzałem się jeszcze za siebie.
Po staruszku nie było śladu.
Czy to nie pasuje do duchów? Tak znikać bez ostrzeżenia?;]
,,
http://www.photoblog...kreuzbergu.html

Dołączona grafika

Bezgłowy z jednym okiem

"Godzinę drogi od miasteczka Borovany w południowych Czechach, leży gospodarstwo Trocnov. Ludzie z okolicy opowiadają sobie o bezgłowym mężczyźnie, który się pojawia w tutejszych lasach. Ma ponoć na piersiach wielkie oko a chodzi odziany cały na biało. Wychodzi nocą z lasu, kieruje się w stronę gospodarstwa, a w ręce niesie graniczny kamień i straszliwie przy tym woła: 'Gdzie mam ten kamień położyć?'. Kiedy mu nikt nie odpowiada, powraca do lasu. Kiedy jednak ktoś mu odpowie: 'Połóż go tam skąd go wziąłeś', rozgniewa się i zacznie tę osobę gonić. Na szczęście nikogo jeszcze nie dogonił.
Jednego razu wyszedł gospodarz z całą rodziną i robotnikami, ze wspomnianego gospodarstwa w stronę potoku, aby jeszcze gdy jest jasno, nałapać raków. Kiedy mieli w tym ich zbieraniu największe powodzenie, ich pies zaczął skomleć i czołgać się w stronę nóg gospodarza.
Mężczyzna podniósł się, odwrócił i spojrzał przerażony na bezgłowego, który stał dziesięć kroków od niego i milcząco się im przyglądał, co tam wyprawiają. Gospodarz krzyknął: 'Bezgłowy!', a na to wszyscy przerażeni zostawiając swój łów powyskakiwali z potoku, i wzięli nogi za pas uciekając przed straszną zjawą"


Bezgłowi pojawiali się w wielu kulturach w rożnych czasach, cechą wspólną większości tych treści, okazuję się ścieńcie głowy straszydła za życia. Czy ta zbieżność może czynić choć trochę te wszystkie opowieści prawdziwymi ?
  • 5

#2

Przem0.
  • Postów: 22
  • Tematów: 2
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Świetny artykuł!
  • 0

#3

Gebol.
  • Postów: 153
  • Tematów: 5
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Pomieszało im się w głowach xD.

Co do artykułu to bardzo fajnie się go czytało. Ciekawie czy faktycznie takie rzeczy się działy, czy są to jedynie opowieści.
  • 0

#4

noxili.
  • Postów: 2850
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Gwoli ścisłości jeździec bezgłowy to bardzo popularna legenda/upiór.
W Ladku Zdroju przed 2 wojną światową równiezpojawiał się taki stwór.

W miejscu gdzie rzeka Biała Lądecka pomiędzy Lądkiem a Radochowem wyraźnie zmienia swój bieg, a przy zakręcie drogi biegnącej do Złotego Stoku znajdują się resztki Oszukańczej Studni, nocą jest bardzo niebezpiecznie. W ciemności pojawia się tu od strony miasta niesamowity jeździec, który trzyma swą głowę w ręce, a z jej oczu wypływa krew. Zupełnie nie słychać przy tym końskiego stąpania, a po minięciu zakrętu widmo znika. Nie wiadomo skąd i dokąd się on udaje i co mu się przydarzyło. Z pluśnięcia towarzyszącego mu w chwili znikania można wnosić, że wpadł on być może kiedyś do rzeki i utonął, ale jest to tylko przypuszczenie (wg R. Haucka).


Dołączona grafika


Jest to o tyle dla mnie ciekawe bo bardzo blisko był mój dom rodzinny. Zjawy osobiscie nie widziałem , ale
w ok 2000 roku właśnie w tym miejscu na zawał serca(czy na wylew) za kierownicą zmarł mieszkaniec Ladka Zdroju.Śmierć nastąpiła natychmiast wczasie rozmowy przez komórke(samochód zatrzymał się na poboczu drogi).

Dołączona grafika
Niedaleko jeszcze 30 lat temu widac było resztki studni czy źródełka
Mniej więcej 2 lata pólźniej w drodze utworzył sie sink hole głeboki na ok 5 m o średnicy 50 cm. Droga tam wiedzie na małą przepaścią , poniżej z 2-3 pietra płynie Biała Lądecka . W tym samym
miejscu tylko po drugiej stronie wąwozu i rzeki jest postawiona figura tzw nepomuk(kiedyś świety Jan Nepomucen, dziś zdegradowany).
Dołączona grafika

Dołączona grafika
Takie figury stawiano przy brodach. Jest to dziwne bo miejsce jest b niekorzystne na przeprawę , zresztą od setek lat istniał most w Lądku Zdroju.W zasadzie gdziekolwiek ponizej jak i powyżej tego miejsca jest lepsza przeprawa niz tam.Tam jest najgłebiej w całej okolicy, nawiekszy prąd i mnóstwo oslizgłych głazów.


Dołączona grafika



100m obok było drzewo gdzie w przy prawie bezwietrznej pogodzie słychać było na granicy słyszalności ludzki smiech. Słyszłaem kilkukrotnie go ja moja zona i mama .Domów w poblizu nie było.

Dołączona grafika



Duch bezgłowego jeźdzca był znany tez w Kotlinie Kłodzkiej z zamku Szczerba.
  • 5



#5

żaba.
  • Postów: 1070
  • Tematów: 32
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

noxili - nie mogę się napatrzeć na te fotki :D super klimat i mistrzostwo
  • 0

#6

PTR.
  • Postów: 958
  • Tematów: 135
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

To ja dodam i coś od siebie:
Dołączona grafika
Klaus Störtebeker. Ów jegomość żyjący w latach 1360-1402 był najbardziej znanym członkiem związku pirackiego Vitalienbrüder (bracia witalijscy).
Na początku swojej kariery palił, gwałcił i rabował na zlecenie króla szwedzkiego Albrechta Meklemburskiego, dybiąc na statki konkurencji swojego mocodawcy, czyli Danii i Lubeki. Potem przestał zważać na pochodzenie łupionych statków i zabrał się za jednostki należące do kupieckiej Hanzy, do czasu kiedy został schwytany po bitwie pod Helgoland. Jedna z legend głosi, że pirat zawarł układ z burmistrzem Hamburga, w myśl którego kamraci Klausa, obok których zdoła on przejść po obcięciu głowy, zostaną wypuszczeni na wolność. Przeszedł obok jedenastu, aż kat rzucił mu kłodę pod nogi. (Inne źródła wspominają, że kat podstawił mu nogę). Burmistrz nie wywiązał się z obietnicy i stracił wszystkich 73 kamratów, a ich głowy kazał nabić na pale. Warto jeszcze wspomnieć, że Störtebeker to był przydomek, który wziął się od tego że ów pirat potrafił osuszyć duszkiem czterolitrowy kufel piwa. :D
  • 0



#7

Nosferatoo.
  • Postów: 298
  • Tematów: 40
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 3
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

BEZGŁOWE WIDMA- Liczne legendy o duchach bez głów lub niosących własne głowy w rękach prawie zawsze dotyczą ludzi, którzy zostali ścięci. Najsłynniejszym widmem tego rodzaju jest zapewne Anne Boleyn, druga żona króla Anglii Henryka VIII stracona w londyńskiej twierdzy Tower; jej duch odziany we wspaniały szaty, przechadza się w zimne, ciemne noce między murami twierdzy, trzymając własną głowę pod prawą pachą. W przypadku Anne Boleyn, którą widywano zresztą z głową na właściwym miejscu, sprawa jest jasna, czasami jednak trudno powiedzieć, dlaczego duch nie ma głowy. Na przykład Ewen Maclaine, naczelnik szkockiego klanu, pojawia się jako bezgłowe widmo w rodzinnym domu w Mull, mimo że zginął od pchnięcia szpadą. Dwa najsłynniejsze bezgłowe widma to niewątpliwie lord Lovat oraz święty Denis. Simon Lovat był stałym uczestnikiem spisków przeciwko monarchii, co doprowadziło go do więzienia i ścięcia w 1747 roku. Jego duch przechadza się po dachach domów z własną głową pod pachą. Święty Denis to apostoł Francji i biskup Paryża ścięty przez Rzymian około 258 roku na wzgórzu Montmartre. Jego świątobliwy duch powstał, ujał w dłonie swoją okrwawioną głowę i ku wielkiemu zdziwieniu gawiedzi przeszedł z Paryża aż do miejsca, które się dziś zowie Saint-Denis.

Dołączona grafika
Zamek w Edynburgu ma za sobą ponad 900 lat historii z egzekucjami, więźniami, czarownicami oraz epidemią dżumy w tle. W takim miejscy musi straszyć. Duch bezgłowego dobosza pojawił się tu po raz pierwszy w 1650 roku. Od tego czasu na terenie zamku dochodzi do dziwnych zjawisk, z pojawiającymi się kulami światła i nagłymi spadkami temperatury włącznie.


Swoją drogą, mieszkałem w Edi i nasłuchałem się o tamtejszych zamkach, ciekawym tematem jest też ,,City of Dead,, w Edinburghu...jeśli brak informacji o zjawiskach tam występujących na tym forum, muszę się tym zainteresować.
  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych