
Pojawienia się duchów związanych w jakiś sposób z odcięciem ich głowy - czego za życia doświadczyły - są w Europie dość dobrze znane i przynajmniej niemal każdy coś kiedyś o nich słyszał.
Warto być świadomym że i po drugiej stronie świata, w zupełnie innej kulturze jak i religii - duchy straszące w związku z tym "motywem" nie są czymś obcym.
W Japonii straszy na przykład odcięta głowa samuraja pochowanego w centrum Tokio, budząc przerażenie w sercach mieszkańców od ponad 1000 lat.
Głowa wedle podań pochowana w dzielnicy Otemachi, należy do Taira no Masakado - zbuntowanego wojownika który prowadził rebelię przeciwko władzy państwowej w X wieku n.e.
Samuraj ten żył w latach 903-940 we wschodniej Japonii.
W wieku 37 lat ogłosił się samozwańczo cesarzem Masakado, czym wywołał gniew rządu co też ostatecznie doporowadziło do ogłoszenia nagrody za jego głowę.
Dwa miesiące później, Masakado zginął w bitwie, a jego głowa została odcięta, przewieziona do Kioto i umieszczona na widoku publicznym jako ostrzeżenie dla innych potencjalnych buntowników.
Samuraj ów nie został władcą Japonii, ale jego odcięta głowa stanowiła niezmienne źródło kłopotów przez następne 1000 lat.
Po tym jak jego głowa została wystawiona na widok publiczny zaistniało zjawisko w sposób demoniczny papugujące zdolność ciał świętych do braku rozkładu po śmierci - czyli po śmierci głowa ta, mimo upływających miesięcy wciąż zachowywała świeży i żywy wygląd - choć w sposób widoczny oczy przybrały groźny wyraz a usta skrzywiły się w przerażającym grymasie.
Pewnej nocy, głowa zaczęła świecić, uniosła się w powietrze i odleciała w kierunku miasta skąd pochodził ów samuraj.
Nie dotarła tam jednak, wieśniacy odnaleźli ją w miejscowości Shibasaki (dzisiejsze Otemachi, Tokyo), po czym po oczyszczeniu pochowano ją na kurchanie sanktuarium Kanda Myojin.
W 950 roku, czyli po dziesięciu latach od śmierci, pochowana głowa ponownie zaczęła świecić i potrząsać sobą, i od tego czasu pojawiać się regularnie w tej okolicy.

Przerażeni mieszkańcy ofiarowali modlitwy w intencji uspokojenia zjawy, ale nie pomagały one na długo. Z biegiem czasu, popadając w pogańskie zwiedzenie, zaczęto złośliwego ducha traktować jako bóstwo.
Zjawę wiązano także z pojawianiem się epidemii i klęsk żywiołowych - co nie jest wcale dalekie od ówczesnej Europy, w której to przed epidemiami i nieszczęściami - ludzie obserwowali pojawienia się strasznych widziadeł - tzw. "zwiastunów śmierci"
* przy okazji warto dodać że tak w Japonii jak i Europie panował przez długie stulecia ten sam karygodny pogański zwyczaj - zamurowywania żywcem w ścianach nowo zbudowanych zamków, niewinnej i pięknej dziewicy (jap."hitobashira"="ludzki filar"). Mówią o tym tak podania japońskie jak i europejskie - zaś dzisiejsze badania archeologiczne w starych zamkach potwierdzają ten fakt.
Ponadto tak stare relacje europejskie, jak i japońskie powtarzają jednym głosem jeszcze jedno: duch zamordowanej w ten sposób dziewczyny, pojawiał się później w takim zamku i straszył jego bywalców. W Japonii jednym z takich zamków, wykończonych owym haniebnym sposobem, jest zamek Matsue w prefekturze Shimane.
Duch owego nieszczęsnego samuraja, wiązany jest także z wieloma klątwami, nieszczęściami i problemami, jakie ściągnęły na siebie osoby które zakłóciły jego "spokój" - także w XX wieku.
Ponoć postać ducha z rozczochranymi włosami, udało się także zarejestrować na fotografiach wykonanych w okolicy miejsca pochówku jego głowy w latach 60' XX wieku.
Dziś w pobliżu znajdują się biurowce, ale pracownicy tamtejszych firm z respektem odnoszą się do miejsca z sąsiedztwa, obawiając się mściwego ducha.
"Odcięte głowy" są więc - podobnie jak inne przejawy istnienia duchów - manifestacją niezależną od kultury, czasów a nawet religii. O ich pojawieniach się mówią tak relacje pogańskie jak chrześcijańskie, świeckie i kościelne.

Św. Dionizy - święty bez głowy
Jest patronem Francji i katolickim męczennikiem. Za jego wstawiennictwem modlą się ci, którzy cierpią na bóle głowy czy przewlekłe migreny. Na płaskorzeźbach i obrazach przedstawiany jest najczęściej jako cierpiętnik trzymający własną głowę w dłoniach. Wizerunek ten ma swoje korzenie w historii św. Dionizego.
Żyjący w III w. n.e. duchowny zginął śmiercią męczeńską na wzgórzu Montmartre w Paryżu. Poganie poirytowani prowadzoną przez niego misją chrystianizacji ścięli mu głowę. Zgodnie z legendą, św. Dionizy wziął swoją obciętą głowę w ręce i przeszedł z nią jeszcze kilka kilometrów modląc się przez cały czas.
W miejscu śmierci świętego Dionizego zostało zbudowane opactwo, które przez stulecia pełniło miejsce pochówku większość władców Francji.

Rouen kościół St. Maclou bezgłowi święci.
Upiory bez głowy
Jeden z najbardziej przerażających widoków, jaki tylko można sobie wyobrazić, to widok osoby bez głowy. Wśród opowieści o duchach pojawiają się także opowieści o bezgłowych upiorach. Ścięcie było popularną formą egzekucji, szczególnie w wypadku ważnych więźniów. Stąd właśnie wzięła się taka wielka liczba bezgłowych duchów o królewskim rodowodzie. Niegdyś wierzono, że dusza nie może pojawić się na sądzie ostatecznym, jeżeli jej ciało nie jest kompletne. Stąd wzięło się domniemanie, że bezgłowe upiory nawiedzają świat żywych w poszukiwaniu własnych głów. Widywano także bezgłowe konie ciągnące po wiejskich drogach dyliżanse —widma.
Bezgłowa dama z Echt
Na rozstajach dróg pod miejscowością Echt w Holandii pojawia się od stuleci bezgłowa kobieta, zwana Damą z Echt. Jest tam rzekomo zakopana ogromna skrzynia skarbów. Dama ma podobno pilnować skarbu do czasu, aż zostanie on rozdany biednym. Dama z Echt pozwoliła kiedyś wykopać trzecią część skarbu młodemu człowiekowi. Wcześniej ostrzegła go jednak, że przy pracy musi zachowywać całkowite milczenie. Na nieszczęście, gdy szpadel uderzył w wieko skrzyni ze skarbami, mężczyzna wykrzyknął: „Wszyscy święci!'. Skrzynia szybko zapadła się z powrotem w ziemię i nigdy więcej już jej nie widziano.
Przerażająca bezgłowa kobieta nawiedza o zmierzchu bagna na wschodnim wybrzeżu Anglii. Nosi czepek, ale jest on pusty, nie widać w nim głowy ani twarzy. Każdy, kto wchodzi jej w drogę, zo¬staje zmieciony na bok przez prąd powietrza.
Legenda o Sennej Kotlinie
powiadanie przedstawia historię Ichaboda Crane'a, młodego nauczyciela, który przybył do Sennej Kotliny (ang. Sleepy Hollow) w celu nauczania w tamtejszej szkole. Zakochuje się on w córce miejscowego farmera Katarzynie Van Tassel, o której względy konkuruje również osiłek Brom Van Brunt zwany „Bromem Wielkoludem”. Podczas przyjęcia w domu Van Tasselów obaj starają się zdobyć uznanie dziewczyny – Ichabod przez taniec i śpiew, a Brom przez opowieści o swoich wyczynach, m.in. spotkaniu z legendarnym upiorem, Jeźdźcem Bez Głowy. Crane nie wierzy jednak w siły nadprzyrodzone opisywane przez konkurenta. Po opuszczeniu przyjęcia spotyka upiora i znika w niewyjaśnionych okolicznościach.
(Na podstawie Legendy o Sennej Kotlinie Tim Burton nakręcił w 1999 film Jeździec bez głowy)
Headless Horseman
Legendy o tak zwanym jeźdźcu bez głowy (Headless Horseman) są bardzo stare i spotykane w całej Europie. Jeździec i jego koń według podań są zwykle czarni jak węgiel i potrafią z równą łatwością galopować po ziemi, jak i w powietrzu. W bezgłowych jeźdźcach widzi się najczęściej duchy możnych, którzy zginęli ścięci w bitwiealbo straceni w ten sam sposób. Klasycznym przykładem widma tego rodzaju jest Bezgłowy Jeździec z zamku Sheela w Irlandii.
Jeździec bez głowy z Dankowa
Położona w województwie częstochowskim niewielka miejscowość Danków, ma długą i bogatą historię. W średniowieczu prowadzil tędy trakt z Krakowa do Wrocławia, a biskupi odbywali swoje synody.
Skromny, gotycki zamek, wzniesiony w XV wieku wśród ląk nad Liswartą, rozbudował w pierwszej polowie XVII wieku w poteżną warowną rezydencję, kasztelan krakowski Stanisław Warszycki. Był on znany z okrucieństwa i z tego że gnębił swych poddanych. Sądy kasztelana słynęły z surowości, zaś wyroki wykonywał utrzymywany przez niego kat. Wśród ofiar kasztelana znaleźć się miała również jego trzecia żona (młodsza od męża o lat prawie czterdzieści).
Dziś w Dankowie oglądać można już tylko resztki potężnych murów, dwie bramy połączone niegdyś ze zwodzonym mostem, ślady fos...
Liswarta zmieniła się znów w niezbyt szeroką, malowniczą rzeczkę. Na drugim jej brzegu, na wydmach porośniętych sosnowym lasem, gdzie ongiś pracowali poddani Warszyckiego, spotkać czasami można - w samo południe - jeźdźca w futrzanej szubie i wysokich rajtarskich butach, jadącego na pięknym, narowistym koniu. To kasztelan Warszycki - zmarly prawie przed trzema setkami lat - objeżdża swe dawne włości.
Pewnego letniego dnia, w samo południe, obok drogi do Rebielic dwie mieszkanki Dankowa zbierały szyszki. W dankowskim kościele właśnie zaczęto dzwonić na Anioł Pański, kiedy kobiety zobaczyły, że drogą przez las jedzie mężczyzna na pięknym kasztanowatym koniu. Nikt we wsi takiego nie miał.
Zdziwiło je, że choć upał dawał się we znaki, mężczyzna ubrany był w futrzane okrycie, wysokie buty i rękawice. Twarz miał chudą, śniadą i okoloną czarnymi włosami, dłuższymi niż wtedy noszono. Przejechał obok nich i skręcił w las - gdy obejrzały się za nim zdumione spostrzegły, że gdy zniknął w lesie ani jedna gałąź nie zadrżała, a na piaszczystej drodze nie było widać żadnych śladów kopyt.
Dopiero wtedy zdjął je strach, bo przypomniały sobie opowiadania ludzi mających łąki pod lasem: ponoć kasztelan Warszycki, który za okrucieństwa, jakich dopuszczal się za życia, nie zaznał w grobie spokoju, pokutował od setek lat, ukazując się potomkom swych poddanych w lasku, na lewym brzegu Liswarty.
Tajemniczego jeźdźca widywało wielu mieszkańców wsi, pojawiał się zwykle w biały dzień - czasem w bardziej jeszcze przerażającej postaci: bez głowy. Galopował na koniu, któremu spod kopyt sypały się iskry"
Bamberka bez głowy
Tę historię Bamberki podobno do dziś jeszcze opowiadają wieczorami starzy mieszkańcy okolic ulicy Palacza - bo do dziś nocni przechodni mogą się na nią natknąć w okolicy dawnych zabudowań folwarcznych. W listopadowe noce na Palacza pojawia się zjawa ubrana w tradycyjny bamberski strój. Ma szeroko rozpostarte ręce, jednak nie ma głowy...
Wieść niesie, że nieszczęsna kobieta padła ofiarą morderstwa, dlatego przechadza się nocami w pobliżu miejsca, gdzie ją zamordowano i gdzie ukryto jej zwłoki, szukając swojego ciała. Podobno była to żona jednego z górczyńskich gospodarzy, którą mąż zabił z wściekłości, chcąc się ożenić z inną kobietą. Inna wersja głosi, że nieszczęsna kobieta została zabita, by mąż mógł wejść w posiadanie jej pieniędzy. Ona jednak przewidując swoją śmierć, ukryła je tak, że mordercy nie udało się ich znaleźć. Zjawa jednak na wszelki wypadek nadal pilnuje miejsca ukrycia skarbu...
Opowieść o Bamberce bez głowy swego czasu była tak głośna, że ówczesny prokurator nakazał ekshumację zwłok jednej ze zmarłych wówczas kobiet, która zmarła w podejrzanych okolicznościach. Pisały o tej sprawie poznańskie gazety. Ale najwidoczniej ani ekshumacja, ani śledztwo nic nie dały, skoro Bamberkę bez głowy można zobaczyć jeszcze i dziś...
Zamek Gryf
Na jednej ze ścian ruin zamku Gryf wznoszącego się nad Proszówką, niewielką wsią położoną niedaleko Gryfowa Śląskiego, pojawiła się Matka Boska. Była druga połowa lat 60-tych XX-tego wieku, schyłek epoki „gomółkowskiej”, czas niezbyt sprzyjający cudownym objawieniom i świętym wizerunkom pojawiającym się nie tylko w kościołach, ale nawet na ścianach zabytkowych budowli.
W murach zamku Gryf niesamowite historie zdarzały się dotychczas dość często; w czasach bardzo odległych miały tutaj swoje gniazda drapieżne gryfy, od końca XIV wieku w okolicy straszył bezgłowy upiór raubrittera Wolfa von Rompke zdekapitowanego z rozkazu Benesza Chuśnika. W czasach Schaffgotschów, którzy gospodarzyli w Proszówce od pierwszych lat wieku XV, biegały po zamku magiczne myszy, a w zamkowych komnatach można było dość często doświadczyć obecności Białych i Czarnych Dam, co jak się wydaje stanowiło naturalną atrakcję większości średniowiecznych budowli. Matka Boska jednak pojawiła się w Proszówce po raz pierwszy i to w czasach, kiedy cudów i objawień nie spodziewano się zupełnie...
Tadeusz Siwek fragment artykułu.

Pod fotografią napisano...
,,Berlin, Kreuzberg, godzina 23.45, chłodny, ciemny wieczór. Duch zmaterializował się przede mną nagle. To znaczy szedł tak wolniutko, że cudem na niego nie wpadłem. A jak już go zauważyłem, to ręka od razu sięgnęła po aparat...
Zgięty przez życie starszy pan wędrował spokojnie ruchliwym chodnikiem przy Skalitzer Strasse. Kiedy go wyminąłem, obejrzałem się jeszcze za siebie.
Po staruszku nie było śladu.
Czy to nie pasuje do duchów? Tak znikać bez ostrzeżenia?
http://www.photoblog...kreuzbergu.html

Bezgłowy z jednym okiem
"Godzinę drogi od miasteczka Borovany w południowych Czechach, leży gospodarstwo Trocnov. Ludzie z okolicy opowiadają sobie o bezgłowym mężczyźnie, który się pojawia w tutejszych lasach. Ma ponoć na piersiach wielkie oko a chodzi odziany cały na biało. Wychodzi nocą z lasu, kieruje się w stronę gospodarstwa, a w ręce niesie graniczny kamień i straszliwie przy tym woła: 'Gdzie mam ten kamień położyć?'. Kiedy mu nikt nie odpowiada, powraca do lasu. Kiedy jednak ktoś mu odpowie: 'Połóż go tam skąd go wziąłeś', rozgniewa się i zacznie tę osobę gonić. Na szczęście nikogo jeszcze nie dogonił.
Jednego razu wyszedł gospodarz z całą rodziną i robotnikami, ze wspomnianego gospodarstwa w stronę potoku, aby jeszcze gdy jest jasno, nałapać raków. Kiedy mieli w tym ich zbieraniu największe powodzenie, ich pies zaczął skomleć i czołgać się w stronę nóg gospodarza.
Mężczyzna podniósł się, odwrócił i spojrzał przerażony na bezgłowego, który stał dziesięć kroków od niego i milcząco się im przyglądał, co tam wyprawiają. Gospodarz krzyknął: 'Bezgłowy!', a na to wszyscy przerażeni zostawiając swój łów powyskakiwali z potoku, i wzięli nogi za pas uciekając przed straszną zjawą"
Bezgłowi pojawiali się w wielu kulturach w rożnych czasach, cechą wspólną większości tych treści, okazuję się ścieńcie głowy straszydła za życia. Czy ta zbieżność może czynić choć trochę te wszystkie opowieści prawdziwymi ?
















