Temat dla mnie

Szesnasty rok mojego życia był dla mnie "mrocznym średniowieczem" - mniejsza o to, co robiłam i czymś się interesowałam (zaznaczam, że na pewno nie horrorami, itp., bo to nie moja bajka), ale fakt faktem,
bałam się spać. Ogólnie nigdy nie byłam jakaś pamiętliwa co do snów i niezbyt często śniło mi się coś realistycznego, ale w tamtym okresie, szczególnie w miesiącach listopad-luty, śniłam co noc. I to jakie sny! Przytoczę kilka:
1. Wracam nocą do domu, dom bardzo realny - bliski rzeczywistości - jedynie z tym drobnym udziwnieniem, że wygląda na zdewastowany i opuszczony. Jest ciemno, zimno, ponuro i mrocznie. Szukam na parterze rodziny, ale nikogo nie ma. Wchodzę na piętro, a tam... z sufitu zwieszone są trupy poobdzierane ze skóry. Lekko zgniłe, niektóre to prawie same szkielety. Nie pamiętam co było dalej, ale spotkałam tam coś/kogoś, co sprawiło, że zaczęłam uciekać i tym sposobem się wybudziłam.
2. Seria snów z umieraniem. To było kilka snów, może siedem, każdy miał inną fabułę, a kończył się moją śmiercią. Już ich do końca nie pamiętam, aczkolwiek ponosiłam śmierć wskutek (mogę nie wymienić wszystkiego): utopienia (obudziłam się, łapczywie nabierając powietrze - rzeczywiście musiałam przestać oddychać podczas snu), zastrzelenia (po obudzeniu naprawdę czułam przez kilka chwil ból w miejscach postrzelenia), pobicia (tu nie pamiętam doznań), gwałtu, uduszenia, pogrzebania żywcem (chyba najgorsze).
3. Druga seria - "telenowele". Może zabrzmi to zabawnie, aczkolwiek miałam kilka snów z następującym motywem przewodnim - kocham kogoś, ten ktoś robi coś złego (mnie, sobie, albo inni mu robią), czuję się potwornie zraniona psychicznie i pogrążam się w smutku. Również nie pamiętam wszystkich (było to prawie pięć lat temu), ale przytoczę kilka:
- Jestem dziewczyną gangstera. Straszny raptus, choleryk, pijak, wścieka się o wszystko, uwielbia dominować. Kocham go i on w jakiś sposób kocha również mnie, jakkolwiek nie przeszkadza mu to w okropnym pobiciu mnie, wręcz zmasakrowaniu, a potem zgwałceniu.
- Poznaję jakiegoś araba, miłość od pierwszego wejrzenia. Jakaś tam jest fabuła, bla bla, a kończy się tak, że przyjeżdża w odwiedziny jego rodzina, poznajemy się, a potem oni zabierają go siłą z powrotem do kraju. Ja zostaję sama. Straszna była "scena", w której widzę go odjeżdżającego samochodem.
- Mam chłopaka. Moi rodzice go nie lubią, a mój ojciec nie lubi go do tego stopnia, że postanawia go zastrzelić. On ginie, ja znowu jestem sama.
Było jeszcze kilka innych, w sumie około dziesięciu. Choć pozornie śmieszne, dla mnie były traumatyczne, po obudzeniu się miałam kaca moralnego. Często przez sen płakałam, czasem budziłam się wręcz z rykiem - całe szczęście jako jedyna w mojej rodzinie zajmowałam pokój na piętrze.
Przyśniły mi się jeszcze dwa "epickie" sny, których absolutnie nigdy nie zapomnę (jeden o czarownicy, drugi o słoniu). Z chęcią bym je opisała, aczkolwiek wymaga to większego zaangażowania - jeżeli będziecie chętni żeby przeczytać, to napiszę