Bo ateizm i racjonalizm nie są od tego żeby uszczęśliwiać ludzi. Świat jest taki, jaki jest, a nie taki, jaki chcemy żeby był. To proste. Jeśli po śmierci nie ma nic, to nie jest to moja czy twoja wina. Nikt z nas sobie życia nie wybrał.
Dobrze, masz rację - to nie nasza wina, ale dla czego mam nie czerpac przyjemności z życiaobecnego w 101% i koncentrować się na tym, co będzie po śmierci? Czemu mam zostawić coś pewnego, co mam fizycznie i nie ma wątpliwości, że to mam - życie, poświęcać czemuś co jest tylko teorią, wymysłem, niczym potwierdzonym - życiem po śmierci. Nie warto. Pomińmy tutaj aspekty takie jak moralność człowika itp. bo to nie zależy od wiary, a od tego w jakim środowisku i jak człowiek jest wychowywany (patrz, księża pedofile, chrześcianie ordercy etc. oraz podobne przypadki u ateistów, różnica? Żadna). Nikt z nas życia sobie nie wybrał, ale mamy coś, czym możemy zmienić coś, aby było lepiej - wolną wolę. Każdy z nas może podjać decyzję, zmienić coś wswoim życiu - oczywiście, wymaga to pracy, czasu i samozaparcia, ale się da, uwierzcie. Jestem wychowyway w katolickiej rodzinie, od kiedy moje podejście do zycia zmieniło się, stałem się ateistą, rodzina szanuje moje poglądy - chwała im za to. Z racji tego, że będąc dzieckiem obchodzilem wszystkie święta, a moja rodzina wciąż je obchodzi - trwam z nimi w tym dalej. Święta jakiekolwiek, to dla mnie czas, który spędzam miło z rodziną, choinka, mikołaj to elementy atmosfery, kolendy to muzyka odpiowiednia do czasu, sytuacji. Ktoś napisze, że bycie ateista jest modne, ale to nie prawda. Ostatnio rozmawiając z pewną osoba ja i moi znajomi przyznaliśmy sie do tego, jakie mamy poglądy, osoba ta yła zdziwiona mówiąc że pierwszy raz widzi ateistów. Niewielu ich znam, a to czy ateista ma rację czy wierzący wyjdzie po śmierci. Dzisiaj życie samo powoli usuwa Boga z naszego zwykłego dnia. Wraz z rozwojem nauki Bóg gra coraz mniejszą rolę w dziele "stworzenia świata" a tym samym, w dalszych jego losach. Może moje wnuki, albo prawnuki dożyja czasów, kiedy ktoś udowodni że Boga nie ma. Wtedy będzie problem, bo teraz mimo wszystko nawet ateiści biorą pod uwagę wyjście "A co jeśli on jednak jest?". Kiedy będzie pewność że go niema, może zacząć się dziać źle. Szanuje poglądy innych, szanuje inne wyznania. Interesuje się nawet trochę różnymi wyznaniami, na religie chodzę bo też mnie to interesuje, ale ostatnio doszedłem do wniosku, że osoba która mnie naucza nie potrafi prowadzić dyskusji, więc wyumiana argumentów kończy się pałowaniem do dziennika, bo ksiądz nie wie co powiedzieć. Mimo wszystko jednak, nawet jeśli stan dzisiejszy zachowa się i będzie jeszcze "obowiązywał" przez dłuższy czas (tj. większość to chrześcianie) to nie widzę problemu i jakichkolwiek tragedii w losach ludzkości, bo to jest "sprawdzone zło" (nie brać tego dosłownie i nie krzyczeć w postach za to wyrażenie, to taka przenośnia). Każdy ma swoją wolność wiary, jednak kościół powinien stać sie instytucją która jest niezależna od państwa, nie ciągnie kasy z budżetu tylko jeszcze dokłada. Tak być nie może. Jeśli ktoś odczuwa potrzebe wierzenia w Boga - wierzy. Sa osoby które wierzą w latające spaghetti, albo w to że odrodza się jako jaszczurka, waszka, żabka, ptaszek jakiś - niech wierzą. Ja dostrzegam jakie życie jest kruche, co można zyskać i co stracić. Nie przejmuje się co bedzie jak umrę, żyje tym, co jest teraz - życiem fizycznym, którym sam kieruje. Ja i moje sumienie.