Skocz do zawartości




Zdjęcie

Ojciec Pio


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
61 odpowiedzi w tym temacie

#16 Gość_muhad

Gość_muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

LEWITACJA

Lewitację określić można jako fenomen w którym osoba unosi się nad ziemię i zawisa w powietrzu. Z pewnością Pan Bóg obdarowuje tą zdolnością niektórych świętych Kościoła Katolickiego. Na przykład Św. Józef z Copertino był znany z tej zdolności, i miał ją też Ojciec Pio z Pietrelciny. Wielu naocznych świadków widziało Ojca Pio unoszącego się nad ziemią.

W Bari (we Włoszech) podczas drugiej wojny światowej zainstalowała się kwatera naczelnego dowództwa amerykańskiego lotnictwa. Powiadają, że wielu amerykańskich lotników uratował Ojciec Pio podczas wojny. Nawet głównodowodzący generał był świadkiem pewnego zadziwiającego epizodu. Pewnego dnia generał chciał osobiście poprowadzić eskadrę bombowców w celu zniszczenia niemieckiego składu zaopatrzenia wojskowego w San Giovanni Rotondo. Generał opowiadał: „Gdy samoloty były już blisko celu, piloci ujrzeli na niebie postać zakonnika z uniesionymi rękami. Bomby zwolniły się same i spadły w lasach. Samoloty, również same i bez interwencji pilotów, zawróciły do bazy.” Wszyscy się dziwili kim był ten mnich, zdolny do rozkazywania maszynom. Ktoś powiedział generałowi, że żyje mnich w San Giovanni Rotondo który potrafi czynić cuda. Generał postanowił go odszukać zaraz po wyzwoleniu i dowiedzieć się czy jest to ten sam mnich którego wówczas widzieli w powietrzu. Już po wojnie pojechał generał z grupą swoich pilotów do tego zakonu kapucynów. Przy wejściu generał napotkał grupę zakonników, i od razu rozpoznał wśród nich tego który powstrzymał jego samoloty: był to właśnie Ojciec Pio. Ojciec Pio podszedł do niego i spytał: „Czy to ty jesteś tym, który chciał nas wszystkich pozabijać?” Generał, którego uspokoiły słowa i wygląd Ojca, uklęknął przed nim. Jak zwykle, Ojciec Pio mówił w dialekcie benewentyńskim, lecz generał był przekonany że mnich mówi po angielsku – to była jeszcze jedna niezwykła zdolność Ojca Pio. Generał, który był protestantem, zaprzyjaźnił się z Ojcem Pio i przeszedł na wiarę katolicką.

Oto opowieść Ojca Ascanio: “ Kościół byl wypełniony ludźmi. Czekaliśmy na Ojca Pio który miał przyjść spowiadać grzeszników. Wszyscy spoglądali na drzwi przez które miał wejść Ojciec Pio. Drzwi sie jednak nie otworzyły, a natomiast zobaczyłem nagle Ojca Pio idącego ponad głowami ludźmi w stronę konfesjonału. Gdy zbliżył sie do konfesjonału nagle zniknął. Po kilku minutach zaczął tam przyjmować spowiedników. Nic nie mówiłem, myśląc że mi się przywidziało, lecz gdy się z nim spotkałem, zapytałem: „Ojcze Pio, jak Ci sie udało chodzić nad głowami ludzi?” A On żartobliwie odpowiedział: „Zapewniam Cię, moje dziecko, jest to tak jak chodzenie po ziemi...”

DIABEŁ

Diabeł istnieje dziś tak samo jak w przeszłości. Nadal kusi człowieka do grzechu. Postawa wyznawcy Chrystusa w konfrontacji z szatanem musi zatem być uważna i silna. Nikomu nie może być obojętna kwestia istnienia szatana. Jak się wydaje, w mentalności współczesnych ludzi szatan odpływa w sferę mitologii i folkloru. Baudelaire słusznie stwierdza, że „Majstersztykiem szatana w nowoczesności” jest przekonanie ludzi o swoim nieistnieniu. Dla wielu zatem nie jest łatwe wyobrazić sobie niedawne pojawienia się szatana, przybywającego wprost z piekła aby walczyć z Ojcem Pio. Walki te miały czasem całkiem krwawy charakter, jak opisane jest to w wielu listach które Ojciec Pio wysłał do swoich Ojców Duchowych.

Jeden z pierwszych przypadków kontaktu Ojca Pio z tym księciem zła zdarzył się w roku 1906. Pewnej nocy Ojciec Pio wrócił do konwentu Św. Elia del Panisi i nie mógł zasnąć ze względu na niezwykły letni upał. Usłyszawszy czyjeś kroki dochodzące z pobliskiego pokoju, pomyślał: “Chyba brat Anastasio również nie może zasnąć”. Pomyślał aby zawołać do niego i zaprosić go na pogawędkę. Podszedł do okna i chciał zawołać, lecz nie mógł wydobyć głosu. Na parapecie pobliskiego okna siedział pies monstrualnej wielkości. Ojciec Pio opowiadał później z przerażeniem w głosie: “Widziałem jak ogromny pies wszedł przez okno, a z pyska jego unosił się dym. Upadłem na łóżko, i usłyszałem głos z głębi psa: “to on, to ten.” Podczas gdy ciągle leżałem na łóżku, zwierzę skoczyło na parapet, stamtąd na dach, i znikło”.

Diabeł atakował Ojca Pio licznymi kuszeniami. Również Ojciec Agostino potwierdził że diabeł ukazywał mu się pod różnymi postaciami. „Diabeł pojawiał się już to jako młode tańczące nago dziewczyny, już to jako krucyfiks, jako młody przyjaciel zakonników, jako Ojciec Duchowy, jako Ojciec Prowincjał, jako papież Pius X, Anioł Stróż, Św. Franciszek czy też jako Najświętsza Maria.” Diabeł objawiał się również w swoich okropnych postaciach w asyście armii duchów piekielnych. W innych przypadkach diabeł nachodzący Ojca Pio nie przybierał żadnej postaci. Męczył go ogłuszającym hałasem lub pokrywając plwocinami, itd. Ojciec Pio uwalniał się z tych opresji przywołując imię Jezusa.

Walka Ojca Pio z szatanem stała się trudniejsza po tym jak Ojciec Pio uwalniać zaczął opętanych przez diabła. Ojciec Tarcisio z Cervinary mówił, że niejeden raz diabeł tuż przed opuszczeniem opętanego ciała krzyczał: „Ojcze Pio, przysparzasz nam więcej kłopotów niż Św. Michał” albo „Ojcze Pio, zostawimy cię w spokoju jeśli zaprzestaniesz wykradać nam te ciała”.

Ojciec Pio opisywał te diabelskie napaści w wielu listach wysłanych do swoich Ojców Duchowych.

W jednym z listów do Ojca Agostino, datowanym 18 stycznia 1912 r., stwierdza: „Diabeł nie chce przegrać tej walki. Przybiera wiele postaci. Od szeregu dni pojawia się ze swymi braćmi uzbrojonymi w pałki i różne żelastwo. Jedna z trudności polega na tym, że oni pojawiają się w różnych przebraniach. Szereg razy wywlekali mnie z łóżka i wyciągali z sypialni. Ja jednak jestem cierpliwy i wiem, że Pan Jezus, Matka Boska, mój Anioł Stróż, Św. Józef i Św. Franciszek są zawsze przy mnie.”

(PADRE PIO DA PIETRELCINA: Epistolario I° (1910-1922) a cura di Melchiorre da Pobladura e Alessandro da Ripabottoni - Edizioni "Padre Pio da Pietrelcina" Convento S.Maria delle Grazie San Giovanni Rotondo - FG)

(List do Ojca Augustyna z 5. listopada, 1912 r.) „Drogi Ojcze, jest to, za sprawą łaski bożej, mój drugi list do Ciebie i będzie podobny do pierwszego. Jestem pewien, iż Ojciec Ewangelista poinformował Cię już o wojne, którą przeciw mnie wytoczyli nieczyści apostołowie, demony. Ojcze mój, oni nie są w stanie ze mną wygrać ze względu na mą lojalność. Muszę opisać Ci pułapki, które na mnie zastawili i pokusy, mające na celu zignorowanie Twych sugestii. Twoje listy wpływają na mnie kojąco i dziekuję Bogu, że jednocześnie ich zbijają z tropu. Nie jestem w stanie Ci opisać jak ostro jestem przez nich atakowany. Czasami zdaje mi się, że umrę. W sobotę myślałem, że naprawdę chcą mnie zabić – nie wiedziałem, którego świętego błagać o pomoc. Zwróciłem się do mojego anioła lecz on celowo się spóźniał. W końcu przyleciał do mie śpiewając Bogu hymny swoim anielskim głosem. Wtedy zdażyło się to, co zwykle: stro zganiłem go za jego zwłokę, kiedy tak żarliwie wołałem go o pomoc. Aby go ukarać umyślnie nie stanąłem z nim twarzą w twarz, chcąc utrzymać go w dystansie. Biedak w końcu zwrócił moją uwagę swym płaczem i kiedy stanąłem blisko przed nim zrozumiałem, że chciał mnie przeprosić.”

(PADRE PIO DA PIETRELCINA: Epistolario I° (1910-1922) a cura di Melchiorre da Pobladura e Alessandro da Ripabottoni - Edizioni "Padre Pio da Pietrelcina" Convento S.Maria delle Grazie San Giovanni Rotondo - FG)

(List do Ojca Augustyna z 18 listopada, 1912 r.) „Wróg mnie nie opuszcza; atakuje mnie nieustannie. Próbuje zatruć moje życie swoimi piekielnymi zasadzkami. Jest na mnie zły, że Ci przekazuję te fakty i sugeruje, że powinienem je zatrzymać do własnej wiadomości, jako moją i jego tajemnicę. Każe mi opisywać Ci tylko te miłe wizyty; mówi mi, że tylko takie opowieści sprawiają Ci przyjemność. Pastor został poinformowany o bitwie, którą toczę i jeśli chodzi o Twoje listy, zasugerował, żebym otwierał je tylko w jego obecności. Tak więc po przybyciu Twojego pierwszego listu udałem się do jego kancelarii aby tam go otworzyć. Ale kiedy tylko go otworzyłem, zobaczyliśmy razem z pastorem, że był cały zamazany tuszem. Czy była to zemsta diabła? Nie chce mi się wierzyć, iż wysłałbyś mi list w takim stanie, zwłaszcza że wiesz, że słabo widzę. Z początku nie mogliśmy przeczytać tego listu lecz później położyliśmy na nim krzyż i byliśmy w stanie przeczytać pewne fragmenty.”

(PADRE PIO DA PIETRELCINA: Epistolario I° (1910-1922) a cura di Melchiorre da Pobladura e Alessandro da Ripabottoni - Edizioni "Padre Pio da Pietrelcina" Convento S.Maria delle Grazie San Giovanni Rotondo - FG)

(List do Ojca Augustyna z 13 lutego, 1913 r.) „Minęły juz dwadzieścia dwa dni od czasu, kiedy Jezus pozwolił aby diabły wyładowywały swą złość na mnie. Ojcze, całe moje ciało jest sine od nieustającego bicia naszych wrogów trwającego do dziś. Kilka razy zdarzyło się nawet, że zerwali ze mnie koszulę aby móc mnie bić po nagim ciele.”

(PADRE PIO DA PIETRELCINA: Epistolario I° (1910-1922) a cura di Melchiorre da Pobladura e Alessandro da Ripabottoni - Edizioni "Padre Pio da Pietrelcina" Convento S.Maria delle Grazie San Giovanni Rotondo - FG)

(List do Ojca Benedetto z 18 marca, 1913 r.) „Demony nie przestają mnie bić, ostatnio nawet zaczęli zwalać mnie z łóżka. Zdzierają ze mnie koszulę, żeby więcej bolało. Ale teraz się już ich nie boję. Wiem, że Jezus mnie kocha albowiem często podnosi mnie z ziemi i kładzie z powrotem na łóżku.”

(PADRE PIO DA PIETRELCINA: Epistolario I° (1910-1922) a cura di Melchiorre da Pobladura e Alessandro da Ripabottoni - Edizioni "Padre Pio da Pietrelcina" Convento S.Maria delle Grazie San Giovanni Rotondo - FG)

Szatan przekroczył wszelką miarę kiedy udał sie do Ojca Pio podając się za pokutnika. Oto relacja zdarzeń Ojca Pio: „Pewnego dnia podczas prowadzenia spowiedzi podszedł do mojego konfesjonału mężczyzna. Był wysoki, przystojny, elegancko ubrany i wyrażał się w sposób miły i uprzejmy. Zaczął spowiadać się ze swoich grzechów, które były wszelkiego rodzaju: przeciw Bogu, przeciw człowiekowi i przeciw zasadom moralnym. Wszystkie jego grzechy były wstrętne. Byłem zdezorientowany tymi wszystkimi grzechami, o których mi opowiedział lecz odpowiedziałem mu słowem bożym, przykładem Kościoła i moralnością Świętych. Wtedy ten enigmatyczny pokutnik odpowiedział mi, podając uzasadnienia wszystkich swych grzechów, zawsze z tą samą zręcznością i grzecznością. Usprawiedliwił wszystkie grzechy, których się dopuścił przedstawiając je jako normalne i naturalne czyny ludzkości. Tak samo wytłumaczył się z ciężkich grzechów przeciw Bogu, Naszej Pani i Świętym ciągle używając znieważających, okrężnych argumentów. Postąpił tak nawet w obliczu najohydniejszych grzechów jakie mogłyby zrodzić sie w głowie największego grzesznika. Zdumiały mnie jego odpowiedzi, podane w tak subtelny sposób i z taką złą wolą. Zastanawiałem się, kim też on może być. Z jakiego świata pochodzi? Próbowałem przyjrzeć mu się, aby móc cokolwiek wyczytać z jego twarzy. Jednocześnie koncentrowałem sie nad każdym jego słowem, usiłując odgadnąć jego tożsamość. Nagle poprzez silne, jasne, wewnętrzne światło poznałem go. Silnym, nakazującym tonem powiedziałem do niego: „Powiedz «Niech żyje Chrystus, niech żyje Maria.»” Kiedy tylko wypowiedziałem te wspaniałe, potężne imiona, szatan natychmiast znikł w błysku ognia zostawiając po sobie straszliwy odor.” (Don Pierino, będący obecnym przy tym zdarzeniu, jest księdzem i jednym z synów kościoła Ojca Pio.)

Brat Perino opowiada taką historię: “Pewnego dnia Ojciec Pio był w konfesjonale, za kotarą. Nie była one zaciągnięta do końca i mogłem go widzieć przez szparę. Kolejka mężczyzn ustawiła się z jednej strony, zgodnie z rezerwacjami. Z mojego miejsca, czytając brewiarz, spoglądałem na Ojca od czasu do czasu. W pewnej chwili bocznymi drzwiami wszedł do kościółka jakiś mężczyzna. Był przystojny, miał małe czarne oczy, ciemne, lekko szpakowate włosy, ubrany w czarną marynarkę i spodnie w paseczki. Nie zaintersował mnie szczególnie, więc nadal recytowałem brewiarz, ale jakiś wewnętrzny głos powiedział mi: „Przerwij i spójrz!” Spojrzałem w stronę Ojca Pio. Ów człowiek przechadzał się tam i z powrotem, a potem zatrzymał się na wprost przed konfesjonałem w momencie gdy poprzedni spowiadający się odszedł, i nie czekając na swoją kolej wtargnął do środka między zasłonami stając przed Ojcem Pio. Potem ów ciemnowłosy mężczyzna zniknął mi z oczu. Po kilku minutach ujrzałem go znowu, leżącego na podłodze w rozkroku. Na krześle w konfesjonale ujrzałem już nie Ojca Pio, ale Jezusa. Był młodym, przystojnym blondynem. Spoglądał na człowieka który upadł na podłogę. Potem zobaczyłem znowu Ojca Pio, wracającego aby zająć swoje miejsce. Jego postać zaczęła się łączyć z postacią Jezusa, i po chwili widziałem znów jedynie Ojca Pio. I zaraz usłyszałem jego głos, mówiący „No, pospieszcie się”. Nikt nie zauważyl tego zdarzenia! Spowiedź postępowała dalej zgodnie z kolejnością.

Święty Ojciec Pio - Stygmatyk



Ojciec Pio nie dał się sfotografować żadnym aparatem przez 50 lat. A odwiedzało Go dziennie setki różnych gości, rozmawiając z Nim bezpośrednio, spowiadając się czy też uczestnicząc we Mszy św.
Fotoreporterzy robiący Ojcu zdjęcia przy różnych okazjach, byli rozczarowani po przybyciu do swoich ciemni fotograficznych. Zdjęć na kliszy nie było. Zdegustowani prosili więc innych zakonników o pomoc w tej sprawie. Pewnego dnia przełożony Kapucynów rozkazał Ojcu Pio pod posłuszeństwem, ażeby pozwolił się wreszcie fotografować. Od tej pory zdjęcia wychodziły.

Rys biograficzny OJCA PIO

Ojciec Pio urodził się 25 maja 1887 r. w Pietrelcinie, w małym ciasnym domu jako czwarte dziecko, przy czym dwoje z nich wcześniej zmarło. Jego rodzicami byli Grazio Forgione i Maria Giuseppa Di Nunzio, ubodzy rolnicy. Na chrzcie otrzymał imię Francesco. Mały Francesco wzrastał w łasce i dobroci serca pod czujnym okiem matki, która od najmłodszych lat uczyła go miłości do modlitwy, do Jezusa i do Matki Bożej. Od najmłodszych lat uczestniczył w codziennej Mszy świętej i pozostawał na długich medytacjach przed Tabernakulum. Uwielbiał samotność i ciszę z rozważaniem Męki Jezusa Chrystusa. W tych warunkach wzrasta jego pragnienie całkowitego poświęcenia się Bogu. Od piątego roku życia doświadcza nadprzyrodzonych wizji Pana Jezusa, Matki Bożej i innych świętych, którzy przygotowują go do przyszłej trudnej misji. Przez poświęcenie siebie Panu Bogu będzie musiał zmierzyć się z szatanem i światem, lecz wspomagany przez Pana Jezusa, Matkę Bożą, świętych i aniołów zawsze odniesie zwycięstwo. Będą to jednak zwycięstwa okupione wielkim, acz dobro-wolnym cierpieniem. 22 stycznia 1903 r. włożył tak upragniony od dzieciństwa habit franciszkański i przy-jął nowe imię: brat Pio z Pietrelciny. Tam w nowicjacie zrozumiał ogrom łask, jakimi go Pan Bóg obdarzał i tę wielką miłość, która ochraniała go przed szponami szatana i powabami tego świata. Zaczął pojmować, do jak wielkiej misji Bóg go przeznaczył, dlatego mógł napisać: “Najwznioślejsza misja od chwili, gdy powierzyłeś ją swojemu Synowi. Misja znana jedynie Tobie i mnie”.

10 sierpnia 1910 r. brat Pio otrzymał święcenia kapłańskie, po których napisał: “Moje serce jest na-pełnione po brzegi radością i czuje się ciągle coraz bardziej przygotowane na przyjęcie jakiegokolwiek cierpienia, byleby tylko poddać się Panu Jezusowi”. Ojciec Pio rozpoczął swą wielką misję w Pietrelcinie, wśród prostych ludzi, którzy go kochali i podziwiali. Dni spędzał na długotrwałej modlitwie i medytacji, odwiedzał chorych i uczył młodych katechizmu, udzielał nauk dorosłym i pomagał proboszczowi. Pobyt w Pietrelcinie składał się z okresów szatańskich udręk i najmilszych ekstaz. W międzyczasie chorował na tajemnicze choroby, podczas których niekiedy przez wiele dni jedynym pożywieniem była Eucharystia. Ojciec przełożony mawiał wtedy, że Ojciec Pio żyje prawie że cudem, bez żadnego pożywienia. Straszliwe udręczenia szatańskie przyjmował z wielką pokorą, czyniąc się żertwą ofiarną, by wszyscy grzesznicy zostali zbawieni.

Przybycie w 1916 r. Ojca Pio do klasztoru Kapucynów w San Giovanni Rotondo spowodowało wielkie przebudzenie franciszkańskiej duchowości, nie dostrzeganej w poprzednich latach i przyciągało do sanktuarium Matki Bożej Łaskawej wciąż wzrastającą liczbę dusz tęskniących za chrześcijańską doskonałością. Centrum życia duchowego Ojca Pio był Pan Jezus w Eucharystii. Jego oddanie koncentrowało się wokół Tabernakulum. Toteż z godziny na godzinę, dzień i noc, trwał na rozmowie z Bogiem, Mieszkańcem Tabernakulum. Gdy pytano, gdzie można go znaleźć, jeśli nie ma go w celi albo w konfesjonale, odpowiadał: “Przyjdź i szukaj mnie na chórze, przed obliczem Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie”. Msza święta była Kalwarią dla niego, lecz również była jego Rajem. Widział niebo otwarte, wspaniałość Pana Boga, chwałę aniołów i świętych. Świat – powiedział Ojciec Pio – mógłby nawet istnieć bez słońca, lecz nie mógłby istnieć bez Mszy świętej. Msza święta sprawowana przez Ojca Pio, widzialnie odtwarzała Mękę Jezusa Chrystusa, nie tylko w mistycznej formie, ale także fizycznie, w jego ciele. Ktokolwiek wątpił w prawdziwą obecność Pana Jezusa w Eucharystii, uczestnicząc w Mszy świętej Ojca Pio, musiał w to uwierzyć. Wielu biskupów i kapłanów mówiło: “Dzięki Ojcu Pio poznaliśmy wartość i doniosłość Mszy świętej; nauczyliśmy się, jak sprawować Mszę świętą”. Bezsenne noce spędzone na modlitwie, były przygotowaniem do Mszy świętej i zjednoczenia z Jezusem Chrystusem w Komunii świętej. Dni przeżyte na modlitwie, w konfesjonale, na posłudze duszpasterskiej były hymnem dziękczynienia. Jego myśli, spojrzenia, westchnienia były zawsze dla Jezusa w Najświętszym Sakramencie, od którego nie potrafił się odłączyć bez cierpienia, jak gdyby przyciągany silnym magnesem. Ojciec Pio miał wiele duchowych dzieci, które pod jego kierownictwem najpewniej podążały w kierunku zbawienia. Lucia Fiorentino, prosta dusza, uświęcona pod kierownictwem Ojca Pio tak zapisała w swoim dzienniku: “Pan Jezus mówił mi: ‘Z daleka przyjdzie ksiądz, symbolizowany przez wielkie drzewo, które miało być zasadzone w klasztorze. Drzewo tak wielkie i dobrze ukorzenione, że osłoni swoim cieniem cały świat. Ktokolwiek, mający wiarę, schroni się pod tym drzewem, tak pięknym i bogatym w liście, otrzyma prawdziwe zbawienie; a temu, kto pogardzi i wyśmieje to drzewo, Pan Jezus zapowiedział ukaranie”.

Wieść o świętości Ojca Pio rozeszła się po całej Italii oraz świecie, a krwawe ukrzyżowanie, które odbyło się 20 września 1918 r., co objawiło się wyciśnięciem stygmatów – ran na rękach i nogach, a także rany boku, potężną siłą przyciągało tłumy do klasztoru Matki Bożej Łaskawej i na górę Gargano, znajdującą się obok klasztoru i słynącą dodatkowo z trzykrotnego ukazania się na niej św. Michała Archanioła w V w. Po tym cudownym wydarzeniu natychmiast zaobserwowano niezwykłe i szczere przebudzenie chrześcijan i eucharystycznego życia. Ojciec Pio swoim przykładem dawał najlepszy przykład kapłańskiego życia, co najlepiej zaznaczył na jednym z obrazków ofiarowanych swemu współbratu: “Pan Bóg domaga się serc wszystkich, lecz najbardziej ze wszystkich – serc swoich sług. O ileż więcej czułości ma zwykły samarytanin od księdza! P. Pio Capp. no.”. W ten sposób pragnął przypomnieć wszystkim kapłanom, żeby byli Chrystusami na tej ziemi, aby utrzymali Jezusa żyjącego, działającego w duszach i w służbie dla zbawienia dusz. Chciał też podkreślić miłość i dobro zwykłego samarytanina dla bliźnich, którzy są nieszczęśliwi i biedni, w przeciwieństwie do apatii i obojętności tak wielu księży, którzy jej nie odczuwają i nie robią nic dla zbawienia dusz i dla dobra cierpiących. Bardzo bolał z tego powodu. Ta szczerość Ojca Pio nie u wszystkich kapłanów przysparzała mu przyjaciół, toteż wiele w życiu wycierpiał zarówno od współbraci w kapłaństwie jak i od władz kościelnych. Lud prosty nigdy go jednak nie opuścił. Ojciec Pio mógł tak stanowczo głosić prawdę, ponieważ całkowicie był podobny do Jezusa Ukrzyżowanego, a nawet często na oczach wielkich tłumów przemieniał się w Niego podczas sprawowania Najświętszej Ofiary. Mawiał wtedy: “W czasie sprawowanej Ofiary Mszy świętej wiszę na krzyżu razem z Jezusem i cierpię wszystko, co Jezus cierpiał na Kalwarii tak bardzo, jak to jest możliwe dla człowieka”. Mszy świętej nie odprawiał nigdy krócej niż dwie godziny, a przygotowywał się do niej gorliwie już od północy. Mimo tego wierni podczas sprawowanej przez niego Najświętszej Ofiary nie mieli poczucia upływu czasu, a widząc to zjednoczenie z Chrystusem wielu się nawracało ze łzami w oczach. Wielu wiernych, nawet niewierzących, widziało wtedy twarz Ojca Pio przeobrażoną w Ecco Homo lub w Jezusa Ukrzyżowanego, lub świetlaną i świecącą oślepiającym blaskiem nieopisanego piękna. Ilekroć Ojciec Pio pojawiał się, oniemiałe i wzruszone tłumy patrzyły na niego, płakały, błagając o modlitwę, błogosławieństwo, łaskę, skruchę i powrót do Boga, jak też o uzdrowienie fizyczne. Ojciec Pio był pośrednikiem niewiarygodnej ilości cudów w duszach i ciałach tych, którzy w niego wierzyli, zgodnie z tym, co Pan Jezus wcześniej o nim powiedział: “Jestem Tym, który działa w tej duszy, znalazłem w niej wielkie upodobanie i w nią zstąpiłem. Wszystko, co Ojciec Pio czyni, jest całkowicie przeze Mnie przyzwolone... Uczynię go wielkim, tego syna Mojego, który wypełnia Moją wolę nawet za wysoką cenę okropnego bólu i trudnych poświęceń. Nakłonię go, aby zdumiał wszystkich, by przyciągnął do Mnie dusze...”

Tę książkę warto przeczytać: Spośród wielu pozycji, które ukazały się na temat błogosławionego Ojca Pio, jedna zasługuje na szczególną uwagę, jako, iż została napisana przez jego współbrata i bliskiego przyjaciela O. Alberto D’Apolito: “Ojciec Pio z Pietrelciny”. Jest ona wydana przez Archidiecezjalne Wydawnictwo Łódzkie.

22 września 1968 roku stygmaty wyryte przed 50 lat znikły. Od r. 1919 ojciec Pio wiedział, że to będzie znak, iż pójdzie na spotkanie z Tym, któremu poświęcił całe życie przyjmując bez zastrzeżeń wszelkie cierpienia fizyczne i duchowe, które mu się podobało zesłać, aby pomóc nawrócić grzeszników i otworzyć Niebiosa wielkiej liczbie spośród nich. I rzeczywiście 23 września 1968 r. o 2.30 odszedł do tego, który posłużył się nim w sposób tak niezwykły. Jeszcze w przeddzień odprawił Mszę św. i spowiadał aż do wieczora. Ponad 100 tys. ludzi uczestniczyło w pogrzebie. Mszę św. celebrowało 35 kapłanów i 2 biskupów. Po śmierci stygmaty Ojca Pio zniknęły.
Dziś, z Nieba, Ojciec Pio nadal wyprasza wszelkie rodzaje cudów, tak samo jak za życia. A jego zapach nie raz wskazuje, że jest z nami.

Prości pielgrzymi, wytrawni pisarze, uczeni teologowie, autorzy licznych książek o O. Pio zgłębiają codzienne takie, wydawałoby się, zwyczajne i monotonne życie człowieka, który stał się znakiem zapytania dla współczesnego świata, który w swoim ciele, przez pięćdziesiąt lat, nosił znamiona będące znakiem uczestnictwa w cierpieniach Syna Bożego. Ojciec Pio - patron ufnej wiary, pokornego wyrzeczenia się swoich słabości, cierpliwie i z miłością znoszonego cierpienia, posłuszeństwa i wierności Kościołowi.
Człowiek z "tego świata", a zarazem człowiek, który poznał rzeczywistość, przekraczającą ludzkie poznanie.

ROZWAŻANIE ŚWIĘTEJ AGONII AUTORSTWA O. PIO

Duchu Święty, oświeć mój umysł i rozpłomień me serce w rozważaniu Męki Jezusowej. Pomóż mi przeniknąć to misterium miłości i cierpienia mojego Boga, który, stawszy się człowiekiem, cierpi, kona, umiera dla mnie. Wieczysty, nieśmiertelny, zniża się by poddać się niesłychanemu męczeństwu, okropnej śmierci na krzyżu, pośród zniewag, drwin i bluźnierstw, pragnąc ocalić swoje stworzenie, które obraziło Go i które tarza się w błocie grzechu. Człowiek lubuje się w grzechu, a Bóg, z powodu grzechu, jest smutny aż do śmierci. Męki okrutnego konania sprawiają, że zrasza Go krwawy pot... Pod koniec swego ziemskiego żywota, oddawszy się nam całkowicie w Sakramencie swojej Miłości idzie Pan do Ogrodu Oliwnego, znanego uczniom, również i Judaszowi. Po drodze poucza ich i przygotowuje do swojej rychłej Męki. Zachęca ich, aby z miłości do Niego znosili kalumnie, prześladowania aż do śmierci, chce przemienić ich na swoje podobieństwo, swój Boski wzór. W chwili wkroczenia w gorzką Mękę nie myśli o sobie, lecz o tobie... W ogrodzie Mistrz oddala się od uczniów, w towarzystwie tylko trzech świadków swojej Agonii: Piotra, Jakuba i Jana. Czy, widziawszy Go przemienionego na górze Tabor, potrafią rozpoznać Człowieka - Boga w tej istocie przygniecionej śmiertelną trwogą? Wchodząc do ogrodu polecił im: “Zostańcie tutaj! Czuwajcie i módlcie się, byście nie ulegli pokusie”.

Czuwajcie, gdyż nieprzyjaciel nie śpi. Zawczasu uzbrójcie się w oręż modlitwy, abyście nie zostali zaskoczeni i wciągnięci w grzech. Oto godzina mroków. Oddaliwszy ich odchodzi na rzut kamieniem i kładzie się twarzą ku ziemi. Jego dusza tonie w morzu goryczy i nieprzeniknionego smutku. Zrobiło się późno. Złowieszcze cienie przemykają w bladą noc. Księżyc wydaje się nabrzmiały krwią. Wiatr porusza drzewami i przenika do kości. Cała przyroda zdaje się drżeć w tajemnym przestrachu. O nocy, jakiej nie było! Oto miejsce, gdzie Jezus się modli. Odziera swoje Święte człowieczeństwo z siły, do jakiej ma Ono prawo, zjednoczone z Osobą Boską. Zanurza je w czeluść smutku, trwogi, upodlenia. Jego Duch wydaje się pogrążony... Widzi już teraz całą swoją Mękę. Widzi tak kochanego apostoła Judasza, który sprzedaje go za kilka groszy... Oto spieszy drogą do Getsemani, by zdradzić Go i wydać! Czyż niedawno nie nakarmił go swoim Ciałem, nie napoił swoją Krwią? Na kolanach umył mu stopy, przytulił do Serca, ucałował je. Czyż nie uczynił wszystkiego, by zatrzymać go na skraju świętokradztwa lub przynajmniej skłonić do skruchy? Ale na nic to się zdało, Judasz gna ku zatraceniu... Jezus płacze. Widzi siebie, wleczonego po ulicach Jerozolimy, gdzie jeszcze kilka dni temu obwoływano Go Mesjaszem. Widzi jak policzkują Go przed Najwyższym Kapłanem. Słyszy wrzaski: “Niech zginie”! On, Twórca Życia, wleczony niby ludzki łachman od jednego do drugiego trybunału. Lud, Jego lud, tak miłowany, tak obdarowywany, wygwizduje Go, popycha, żąda głośno Jego śmierci i to jakiej! Śmierci na krzyżu. Słyszy fałszywe oskarżenia. Widzi, jak biczują Go, nakładają koronę z ciernia, wyśmiewają, oddają Mu pokłony, jak przed fałszywym królem. Widzi jak skazują Go na krzyż, jak pnie się na Kalwarię, upadając pod ciężarem, chwiejąc się, zwalając na ziemię... Oto już na górze, odarty z szat, rozciągnięty na krzyżu, bezlitośnie przybity, wzniesiony między niebem i ziemią. Zwisa bezsilnie przytwierdzony gwoździami, cierpiąc niewymownie. Boże mój! Jakże długa to, trzy godziny trwająca agonia, pośród wrzasków motłochu, pijanego gniewem! Widzi, jak gardło i wnętrzności pali mu ogniste pragnienie, które ugasić ma ocet i żółć. Widzi swego Ojca, który opuszcza Go, i swoją Matkę, złamaną bólem. Śmierć następuje pośród dwu złoczyńców. Jeden wyznaje swoje winy i może być ocalony, lecz drugi bluźni i kona potępiony. Widzi zbliżającego się z włócznią Longinusa, który przebije Mu serce.

I oto dokonało się najgłębsze poniżenie ciała i duszy, które rozdzielają się... Widzi wszystko po kolei, scenę za sceną, a widok ten przytłacza Go i przeraża. Czy cofnie się? Od pierwszej chwili wszystko przyjął, na wszystko się zgodził. Dlaczego zatem to krańcowe przerażenie? Bo wystawił swoje święte człowieczeństwo niczym tarczę, w którą biją ciosy Sprawiedliwości, znieważonej grzechem. Jego osamotniony Duch żywo odczuwa wszystko, co przyjdzie Mu wycierpieć. Za taki grzech taka kara. Jest zmiażdżony, bo sam wydał się na lęk, na słabość, na skonanie. Wydaje się dochodzić granic cierpienia, leży wyciągnięty twarzą ku ziemi przed Majestatem swego Ojca. Święte Oblicze Człowieka-Boga, które cieszy się błogosławioną wizją Boga, leży oto w pyle ziemi, zmienione nie do poznania. Mój Jezu! Czyż nie jesteś Bogiem? Panem nieba i ziemi? Równym Ojcu? Dlaczego poniżasz się tak bardzo, że aż tracisz ludzki wygląd? Ach, tak... rozumiem! Chcesz nauczyć mnie, owładniętego pychą, że aby obcować z niebem, muszę pochylić się aż do ziemi. Padasz, aby odkupić moją arogancję. Chylisz się aż do ziemi, jakbyś chciał złożyć na niej pocałunek pokoju, pogodzić niebiosa z ziemią... Jezus podnosi się, spogląda błagalnie w górę, wyciąga ramiona i modli się. Jaka bladość śmiertelna okrywa Jego twarz! Błaga Ojca, który odwraca się od Niego. Modli się z synowską ufnością, ale dobrze zna swoje miejsce. Wie, że jest Żertwą ofiarną za cały ludzki rodzaj, wystawioną na gniew obrażonego Boga. Wie, że tylko On może zadośćuczynić nieskończonej Sprawiedliwości i pogodzić Stwórcę ze stworzeniem. Pragnie, domaga się tego. Jednak wszystko w nim jest dosłownie zmiażdżone. Cała Jego natura wzdraga się przed taką Ofiarą. Duch wszakże jest gotów na unicestwienie i twarda walka trwa. Jezu, jakże możemy prosić Cię, byś nam dał siły, kiedy widzimy Cię tak słabym i poniżonym? Tak, rozumiem! Wziąłeś na siebie całą naszą słabość. Żeby dać nam swoją siłę, stałeś się ofiarą. Pragniesz nas nauczyć, że tylko w Tobie mamy pokładać całą naszą ufność, nawet jeśli niebo wydaje się nam ze spiżu. Konając Jezus woła do Ojca: “Jeżeli to możliwe, oddal ode Mnie ten kielich”. Jest to krzyk natury, która zagrożona, z ufnością zwraca się ku niebu. Chociaż wie, że nie zostanie wysłuchany, bo sam tego pragnie, jednak modli się.

Jezu mój, dlaczego prosisz o coś, o czym wiesz, że nie otrzymasz tego? Jakaż zawrotna tajemnica! Smutek, jaki Cię przygniata, każe Ci żebrać o pomoc i wsparcie, ale Twoja miłość ku nam i Twoje pragnienie, by zwrócić nas Bogu sprawiają, że mówisz: “Nie Moja, lecz Twoja wola niechaj się stanie”. Jego osamotnione Serce pragnie wsparcia. Powoli powstaje, idzie chwiejnym krokiem, zbliża się do uczniów. przynajmniej oni, przyjaciele, powiernicy, pojmą, podzielą Jego udręczenie... Znajduje ich pogrążonych we śnie. Jakże nagle czuje się samotny i odepchnięty! “Szymonie, śpisz? - pyta cicho Piotra. Ty, który zapewniałeś Mnie, że do śmierci Mnie nie opuścisz?” Zwraca się ku innym: “Nie mogliście więc czuwać jednej godziny ze Mną?”. Raz jeszcze zapomina o własnych cierpieniach, myśląc tylko o nich: “Czuwajcie i módlcie się, by nie popaść w pokuszenie!” Zdaje się mówić im: “Jeśli tak szybko zapomnieliście o Mnie, który zmagam się i cierpię, to przynajmniej we własnym interesie czuwajcie i módlcie się”. Ale oni półprzytomni z senności, ledwo Go słyszą. O mój Jezu, ileż szlachetnych dusz, wzruszonych Twoimi skargami, trwa u Twego boku w Ogrodzie Oliwnym, dzieląc Twą gorycz i śmiertelne udręczenie! Ileż serc poprzez wieki wielkodusznie odpowiedziało na Twoje wezwanie! Oby pocieszyły Cię i oby, dzieląc Twoje cierpienia, mogły współpracować w dziele zbawienia! Obym i ja mógł do nich należeć i ulżyć Ci chociaż odrobinę, o mój Jezu! Jezus wraca na miejsce modlitwy i widzi inny, o wiele straszliwszy obraz: wszystkich naszych najdrobniejszych nawet grzechów. Widzi krańcową wulgarność ludzi, popełniających je. Wie, jak bardzo obrażają Boski Majestat. Widzi wszystkie nikczemności, wszystkie sprośności, wszystkie bluźnierstwa brukające serca i wargi stworzone, aby wyśpiewywać Bożą Chwałę. Widzi świętokradztwa, które hańbią kapłanów i wiernych. Widzi potworne nadużywanie sakramentów, które On ustanowił dla naszego zbawienia, a które mogą się stać przyczyną naszego zatracenia. Musi wziąć na siebie całe to cuchnące błoto ludzkiego zepsucia.

Musi, tak przybrany, stanąć przed Świętością swego Ojca. Musi odkupić każdy grzech z osobna i oddać Ojcu całą Jego zdeptaną Chwałę. Musi, żeby zbawić grzesznika, zejść do tego bagna. Nawet to nie powstrzymuje Go. Błoto niczym potworna fala osacza Go, zalewa, przygniata. Oto staje przed obliczem Ojca, Boga Sprawiedliwości. On, Święty Świętych, uginający się pod ciężarem grzechów, podobny do grzeszników. Któż zgłębi Jego zgrozę i najwyższą odrazę. Ten jęk wstrętu, te straszliwe mdłości? Wziąwszy na siebie wszystko, bez żadnego wyjątku, pada pod potwornym brzemieniem i jęczy pod ciężarem Bożej Sprawiedliwości, w obliczu Ojca, który dozwolił Jemu, swojemu Synowi, ofiarować się jako ofiara za grzechy świata i stać się jakby “potępionym”. Jego czystość wzdraga się pod tym nikczemnym ciężarem, ale widzi jednocześnie Sprawiedliwość obrażoną, grzesznika potępionego... Dwie siły, dwie miłości ścierają się w Jego Sercu. Zwycięża obrażona Sprawiedliwość. Jakiż to jednak widok nieopisanie żałosny! Ten człowiek obarczony wszystkimi naszymi brudami, On, Świętość istotowa, złączony, zewnętrznie choćby, z przestępcami... Drży jak liść. Żeby stawić czoło tej straszliwej agonii, pogrąża się w modlitwie. Pochylony przed Majestatem Ojca błaga: “Ojcze, oddal ode Mnie ten kielich!”. To tak, jakby mówił: “Ojcze, pragnę Twojej Chwały. Pragnę dopełnienia Twojej Sprawiedliwości, pragnę pogodzenia rodzaju ludzkiego. Ale nie za tę cenę! Nie, żebym Ja, sama Świętość, aż tak został splamiony grzechem!... Ojcze, który wszystko możesz, oddal ode mnie ten kielich i znajdź w nieprzebranych skarbach Twojej Mądrości jakiś inny sposób zbawienia. Jeśli jednak tego nie chcesz, niechaj stanie się Twoja, a nie Moja wola!. I tym razem modlitwa Zbawiciela zostaje bez odpowiedzi. Ogarnia Go trwoga śmierci. Dźwiga się z trudem, szukając wsparcia. Czuje, że siły Go opuszczają. Potykając się, kroczy z trudem w stronę uczniów. I znowu znajduje ich śpiących. Jego smutek pogłębia się. Budzi ich tylko.

Czy zmieszali się? Jezus już nic nie mówi. Widzą tylko, że jest nieopisanie smutny. Zachowuje dla siebie całą gorycz tego opuszczenia. - Jezu mój, jakże głęboką troskę odczytuję w Twoim sercu, przepełnionym udręką. Widzę, że oddalasz się od uczniów, ugodzony prosto w serce. Gdybym mógł pomóc Ci choć trochę, ulżyć Ci nieco... Ale, nie potrafię nic innego, płaczę tylko przy Tobie. Łzy mojej miłości i współczucia mieszają się z Twoimi łzami, wznosząc się ku tronowi Ojca, by Go błagać o litość nad Tobą i tyloma duszami, zanurzonymi we śnie grzechu i śmierci. Jezus wraca na miejsce swojej modlitwy wyczerpany, pełen żałości. Nie klęka, lecz pada na ziemię. Czuje się jakby zdruzgotany przez śmiertelną mękę, a Jego modlitwa staje się jeszcze intensywniejsza. Ojciec odwraca od Niego swój wzrok, jakby był najwstrętniejszym z ludzi. Wydaje mi się, że słyszę skargi Zbawiciela: “Gdyby przynajmniej człowiek, dla którego cierpię, zechciał korzystać z łask, jakie dla niego przez Moje cierpienie uzyskuję. Gdyby przynajmniej uznał prawdziwą wartość ceny, jaką płacę, aby go odkupić i dać mu życie dziecka Bożego! Ach, ta miłość rozdziera Mi serce okrutniej niż oprawcy, którzy rozedrą niedługo Moje ciało...” Widzi człowieka, który nie wie, bo nie chce wiedzieć; który bluźni Bożej Krwi, i co jeszcze bardziej nie do naprawienia, używa Jej na swoje zatracenie. Jakże niewielu skorzysta z Niej, iluż innych zmierza ku zgubie! Nie przestaje powtarzać w udręczonym swym sercu: “Jakże niewielu korzysta z Mojej Krwi”. Jednak myśl o tej garstce wystarcza, aby stawił czoło męce i śmierci. Nic ani nikt nie niesie Mu odrobiny pociechy. Niebo zamknęło się przed Nim, człowiek przywalony ciężarem grzechu pozostaje niewdzięczny i nic nie wie o Jego Miłości: Jezus czuje jak zalewa Go cierpienie i woła w męce agonii: “Smutna jest dusza aż do śmierci”. Tak mój Jezu, musisz teraz wychylić kielich do dna! Oto jesteś wydany na najokrutniejszą śmierć. Jezu, niechaj nic nie dzieli mnie od Ciebie: ani życie ani śmierć! Jeśli przyłączę się do Twoich cierpień w ciągu mego życia z nieskończoną miłością, dane mi będzie umrzeć z Tobą na Kalwarii i wstąpić wraz z Tobą w Chwałę. Jeśli będę Ci towarzyszyć w Twoich udręczeniach i prześladowaniach, uczynisz mnie godnym miłowania Cię kiedyś twarzą w twarz w niebie i wiecznego wysławiania Cię za Twoją Mękę... Ale spójrzcie oto! Jezus podnosi się z pyłu, silny, niezwyciężony. Czyż nie pragnął “wielkim pragnieniem” tej uczty krwi? Otrząsa się z popłochu, ociera krwawy pot z Oblicza, pewnym krokiem zmierza ku wyjściu z ogrodu. Dokąd idziesz Jezu? Czy jeszcze przed chwilą nie uginałeś się pod ciężarem udręki i bólu? Czyż nie widziałem Cię drżącego i jakby zdruzgotanego okrutnym brzemieniem doświadczeń, które zwalą się na Ciebie? Dokąd idziesz tym nieulękłym i pewnym krokiem? Komu chcesz się wydać? - Posłuchaj, moje dziecko, oręż modlitwy pomógł Mi zwyciężyć.

Mój duch ujarzmił słabość natury. Moc przyszła do Mnie z modlitwy i teraz mogę stawić czoło. Naśladuj Mój przykład i pertraktuj z niebem tak jak Ja! Jezus zbliża się do apostołów, którzy ciągle śpią. Wzruszenie, późna pora, przeczucie czegoś strasznego i nieodwracalnego, zmęczenie sprawiły, że zapadli w kamienny sen. Jezus lituje się nad ich słabością. “Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe!” Jezus woła: “Śpijcie dalej i odpoczywajcie”. Staje na chwilę. Słysząc, że nadchodzi, z trudem otwierają zmorzone snem oczy... Jezus dodaje: “Dosyć! Przyszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy, oto zbliża się Mój zdrajca”. Jezus widzi wszystko swymi Boskimi oczyma. Zdaje się mówić: “Podczas, gdy wy, Moi przyjaciele i uczniowie śpicie, nieprzyjaciele czuwają i zbliżają się, żeby Mnie pojmać. Ty Piotrze, który niedawno czułeś się tak silny, by iść ze Mną na śmierć, teraz śpisz! Od początku dawałeś Mi dowody swojej słabości. Bądź jednak spokojny. Odkryłem twoją słabość i modliłem się za ciebie. Kiedy wyznasz swój błąd, stanę się twoją siłą i będziesz pasł Moje owieczki... Ty Janie także śpisz? Nie ma już czasu na spanie! Nieprzyjaciel stoi u drzwi. To godzina mocy ciemności. Chodźmy! Całkowicie dobrowolnie idę na spotkanie śmierci. Judasz śpieszy się, by Mnie zdradzić, a Ja idę mu na spotkanie. Nie przeszkodzę proroctwom w wypełnieniu się co do joty. Moja godzina nadeszła: godzina nieskończonego Miłosierdzia". Rozlegają się kroki, zapalone pochodnie napełniają ogród cieniem i purpurą. Jezus idzie naprzód, nieulękły i spokojny... - O mój Jezu, daj mi Twoją siłę, kiedy biedna moja natura buntuje się przed zagrażającym jej złem, abym mógł z miłością przyjąć troski i udręki tego wygnańczego życia. Przywieram z całych sił do Twoich zasług, cierpień, zadośćuczynienia, do Twoich łez, abym mógł współpracować z Tobą w dziele zbawienia, i miał siłę uciekać od grzechu, tej jedynej przyczyny Twojej agonii, Twego krwawego potu i śmierci. Zniszcz we mnie wszystko, co jest niemiłe i odciśnij w moim sercu, ogniem swej Świętej Miłości, wszystkie Twoje cierpienia. Obejmij mnie tak czule, mocno i słodko, bym nigdy już nie zostawił Cię samego w Twoich okrutnych udręczeniach. Proszę o jeden spoczynek: na Twoim sercu. Pragnę tylko jednego: uczestniczyć w Twojej Świętej Agonii. Oby dusza moja upoiła się Twoją Krwią i nakarmiła się chlebem Twojej boleści.


Materiały zaczerpnięte z książki
"Z Chrystusem przybity do krzyża"
wydanej przez OO Kapucynów, Kraków 1992
Inne rozważania

Przygotował Wiesław Matuch

zrodlo: http://www.sm.fki.pl...ty.php?nr=ojpio



Myśli św. Ojca Pio - Sytygmatyka



Staraj się ufać Bożej Opatrzności, ufać Bogu; Jemu się oddawaj, wszystkie swoje troski złóż na Niego i zachowaj pokój, a nie doznasz zawstydzenia. (Ep II, s. 394)

Nie trać pokoju z powodu jakiejś słabości czy niemocy, jaka może ci się przytrafić. Nie, nie powinno być na to miejsca w twym życiu, gdyż jak się czasem przytrafia, że upadamy mimo woli, tak też w podobny sposób powstajemy. Czy nie powiedziano w Piśmie św., że sprawiedliwy siedem razy na dzień upada (por. Prz 24, 16) i powstaje nie zwracając na to uwagi

Nie uważaj więc tego za winę, ale z pokorą postępuj i wyznawaj sumiennie Panu to wszystko, co zaszło, i odnoś to wszystko do słodkiego miłosierdzia Tego, który podtrzymuje tych, którzy nie ze złości upadają, by nie cierpieli z powodu skutków zła; i od razu ich podnosi ze słodyczą, tak że nie odczuwają swego upadku, gdyż podtrzymywała ich ręka Pana; i zostali podniesieni od razu, bo ręka Boża natychmiast ich dźwignęła i to tak szybko, że nawet o tym nie pomyśleli. (Ep III, s. 710 i n.)

Kto nie rozmyśla, podobny jest do człowieka, który nigdy nie przegląda się w lustrze. Taki oczywiście nie troszczy się nigdy o to, by schludnie wyglądać. Nic dziwnego, że taki, choć jest brudasem, nie wie o tym.

Kto rozmyśla, ten skierowuje swą myśl ku Bogu, który jest zwierciadłem dla jego duszy; taki człowiek stara się, by poznać swoje braki, usiłuje poprawić się ze swych błędów, opanowuje swe popędy i właściwie kształtuje swoje sumienie. (BG, s. 34)

Modlitwę myślną, czyli medytację można odprawić według następującej metody: najpierw trzeba przygotować temat, który pragnie się rozważyć. Nie zawsze trzeba posługiwać się książką, aby przygotować sobie przedmiot medytacji, gdyż przecież każda prawda wiary może być dla duszy chrześcijańskiej przedmiotem rozważania. (..)

Kiedy mamy już przygotowaną materię do rozważania, stawmy się w obecności Bożej, (..) prośmy Boga o łaskę dobrej modlitwy myślnej (..) Skoro to uczynimy, wejdźmy w samo rozważanie, zatrzymując się na tym punkcie, który wcześniej przygotowaliśmy. Rozważmy dobrze cały temat z jego szczegółowymi odniesieniami i następnie przejdźmy do postanowień. Z kolei starajmy się poprawić z tych słabości, które stanowią przeszkodę w zjednoczeniu z Bogiem (..) Następnie prośmy Boga o łaski, których potrzebę odczuwamy. Polecajmy Panu wszystkich ludzi (Ep III, s. 249 i n.)

Staraj się zawsze wielkodusznie współpracować z łaską Bożą i być godnym Pana, to jest podobnym do Niego (..) Aby jednak to naśladowanie było rzeczywiste, należy codziennie przeprowadzać refleksję nad własnym życiem. Z tej refleksji i zastanawiania się zrodzi się pragnienie i ochota do naśladowania. (Ep III, s. 712)

Jeśli chcesz osiągnąć doskonałość, to trzymaj się tego, co Bóg powiedział do patriarchy Abrahama: Służ mi i bądź nieskazitelny (Rdz 17, 1). To prawda, że mając na uwadze nasz obecny stan, nie potrafimy stale myślą tkwić przy Bogu, ale starajmy się - jak to tylko będzie możliwe - trwać w obecności Bożej. A to możemy i powinniśmy czynić, przypominając sobie od czasu do czasu wielkie prawdy, które Bóg objawił.

Jemu przeto ofiarujmy wszystkie nasze czyny; często kierujmy nasze myśli ku Bogu. (Ep III, s. 251)

Niech kotwicą łódki twego ducha będzie ufność w Bożą dobroć; przed oczyma duszy miej zawsze obietnice, według których ci, co Mu ufają nie zostaną nigdy zawstydzeni, że On daje łaskę pokornym, a pysznym się sprzeciwia (..) wiedz, że pokora ducha, skrucha serca i ufna modlitwa jest tym środkiem, który skłania Boga, by nam przyszedł z pomocą. Gdy tak się zachowasz, to jest rzeczą wręcz niemożliwą, by Bóg nie okazał dobrego oblicza, by nie spełnił pragnienia, by nie skłonił się do prośby błagającego, by nie przyszedł z pomocą. To prawda, że wszechmoc Boża nad wszystkim panuje, a jednak pokorna i wypowiadana w cierpieniu modlitwa odnosi triumf nad samym Bogiem! (Ep III, s. 94 i n.)

Niech duch twój będzie zawsze skierowany ku górze, a serce ku niebiańskiej ojczyźnie. Od tych rzeczywistości nie odwracaj nigdy swego wzroku i myśl o tym, gdzie postawić kolejny krok, aby nie był to krok chybiony. Patrz na drogę, którą przychodzi ci przebyć, aby dotrzeć do celu, do Jezusa. (Ep III, s. 66)

Nie płacz z tego powodu, że nie mogę być razem z tobą, aby ci pomóc w sprawniejszym kroczeniu po drogach Pana. On sam Swoją obecnością potrafi zadośćuczynić i wypełnić tę lukę, spowodowaną brakiem mojej obecności. Przecież jesteś z Jezusem i tworzysz z Nim jedno, słuchaj więc zawsze Jego głosu.

Odrzuć lęk, który rodzi się z walki, jaką prowadzisz ze złem, obawiając się o to, co może się zdarzyć w przyszłości, jaki będzie wynik boju. Przecież Bóg jest z tobą i bez Jego woli włos ci z głowy nie spadnie. (Ep II, s. 432)

Powierzam cię Bożej dobroci i modlę się, by Bóg ci błogosławił w realizacji zamierzonych przez ciebie planów. Jezus niech ci udziela tej łaski, byś mógł zawsze pełnić Jego świętą wolę: On dopełni w tobie swoich zamiarów, abyś mógł stać się godnym raju, zbawiając wszystkie dusze złączone z tobą więzami świętej miłości. (..)

Nie zapominaj też o zapewnieniach tego, który mówi do ciebie w imieniu Boga: wierz i ufaj; niech wierze i nadziei nie zabraknie miłości, która jednoczy z Bogiem (Ep I, s. i n.).

Między Stwórcą i stworzeniem istnieje nieskończona przepaść. Jakże więc mogłoby stworzenie wznieść się ku Bogu i być wprowadzone do Raju To Syn Boży przyjął ludzkie ciało i uczynił nas zdolnymi do wejścia do Raju. On stał się mostem między Bogiem a człowiekiem.

To właśnie chciał nam powiedzieć św. Jan, gdy napisał: Wszystko stało się przez Niego ... a tym, którzy Go przyjęli dał moc, aby stali się dziećmi Bożymi. (CP, s. 165)

Owo Boże mój, czemuś mnie opuścił nie może mieć innej odpowiedzi, tylko tę, że ta śmierć na Kalwarii była zaplanowana i żadne błaganie nie mogło już niczego zmienić, bo gdyby wtedy życie nie umarło, to śmierć żyłaby nadal, na co znowu żadną miarą nie mogło się zgodzić to Serce, które tak bardzo umiłowało życie śmiertelnych. (Ep III, s. 203)

Resurrexit! Zmartwychwstał! - oto radosne zawołanie, które wypowiada Kościół tego dnia w każdym zakątku ziemi i wśród wszystkich ludów chrześcijańskich, bratając się razem z nimi. Ludy chrześcijańskie uroczyście obchodzą ten dzień, odpowiadając w ten sposób na matczyne zaproszenie Kościoła, wyrażone słowami św. Pawła Apostoła: abyśmy i my wkroczyli w nowe życie (Rz 6, 4): powstańmy więc do nowego życia: skromnego i świętego. (Ep IV, s. 961)

Posłuchaj naszego Pana, który kiedyś mówił do Abrahama, a dzisiaj także do ciebie: Nie obawiaj się, bo ja jestem twoim obrońcą (Rdz 15, 1). Tak, zachowaj stanowczość w swoich postanowieniach, pozostań dalej w łodzi, do której cię wprowadziłem, choćby nawet przyszła nawałnica. Jezus żyje i dlatego nie zginiesz. Może wydaje się, że On śpi, ale w stosownym czasie obudzi się i zaprowadzi pokój. (Ep III, s. 503)

Bądź spokojny i nie trać odwagi. Im gwałtowniej atakuje nieprzyjaciel, tym ufniej winieneś oddać się Panu, który nigdy nie pozwoli, by tamten odniósł zwycięstwo, zgodnie z tym, co napisano: Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać (1 Kor 10, 13). Także i sam św. Paweł gorąco pragnął i błagał, by był uwolniony od tej ciężkiej próby ciała, także i on bał się, że może jej ulec, ale go zapewniono, że pomoc łaski Bożej winna mu wystarczyć.

I jakże inaczej można cię przekonać. Czy dobry Bóg nie przerasta naszych wyobrażeń? Czy On bardziej od nas nie troszczy się o nasze zbawienie? Myśląc o miłości, która nas pobudza do większej gorliwości w dążeniu do doskonałego szczęścia, trzeba zachować pokój i nie wątpić, że Pan z ojcowską troską będzie zawsze nami się opiekował, chroniąc nas przed naszymi nieprzyjaciółmi. (Ep II, s. 204)

Nie popełnia się zła, jeśli się go nie zna; innymi słowy: jeśli popełniłeś zło, to winieneś jasno o tym wiedzieć. Jak może potępić się ten, kto nie jest świadom swego błędu? A ponadto światło nie może istnieć razem z ciemnością; skoro więc popełniłeś zło, to widocznie je poznałeś; czy możesz jednak to potwierdzić, tak z ręką na sercu. Do ciebie należy odpowiedź. (Ep II, s. 432)

Nie trać ducha podczas obecnych przeciwności: dopóki twoje serce jest wierne Panu, On nie dozwoli, by ciężar utrapienia przewyższał twoje siły. On wraz z tobą będzie dźwigał ciężar twego utrapienia. Skoro zauważy, że masz dobrą wolę, nachyli się, aby na swe ramiona wziąć twój krzyż. (..)

Idź odważnie naprzód także wtedy, gdy przeżywasz wewnętrzne trudności. Oby jednak były one przeżywane w tym usposobieniu, w jakim przyjmował je nasz Pan Jezus Chrystus. Winieneś swoje cierpienia przeżywać w pokoju, a miłość uśmierzy twój ból. Chcę wobec ciebie kierować się jak dobry ojciec i matka. Pochwalam z najwyższym uznaniem twój postęp w solidnej pobożności. Pamiętaj, że ten postęp zakłada pokonywanie pewnych trudności, to jest ćwiczenie się w szkole krzyża, w której to szkole nasze dusze mogą się tylko udoskonalić. Bądźmy wspaniałomyślni i odważni! Są duchowe i materialne krzaki róży. Nie ma róży bez kolców. Podczas gdy kwiaty róży więdną, a z nimi przemijają i kolce, to jednak same krzewy przetrwają. (Ep III, s. 305 i n.)

Nie mogę nie wyrazić życzenia i nie zalecić ci tego, choć to już czyniłem wiele razy, a mianowicie: zachowaj cierpliwość także i w chwilach, gdy przeżywasz duchowe osamotnienie (..) Patrz ku górze, wznoś się ponad siebie, a zajaśnieje takie światło, które jest właściwe wiekuistemu słońcu. (Ep III, s. 399 i n.)

Czy nie słyszysz tego, co powiedział święty Jakub Apostoł, gdy Zachęcał dusze, aby cieszyły się z tego, gdy nacierają na nie rozmaite nawałnice i liczne przeciwności. Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia (Jk 1, 2). (..)

Ta myśl o wiekuistym radowaniu się z Jezusem i o tym, by nie wpaść w zasadzki nieprzyjaciela, niech ci dodaje ducha i będzie zachętą przykład Jezusa Chrystusa, o którym napisano: był doświadczony we wszystkim na nasze podobieństwo z wyjątkiem grzechu (Hbr 4, 15). I Chrystus był poddany próbie do tego stopnia, że zawołał: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił. (Mt 27, 46).

Mówisz, że lękasz się o przyszłość, ale czy nie wiesz, że Pan jest zawsze z Tobą i że nasz nieprzyjaciel nic nie może poradzić przeciw temu, kto jest we wszystkim poddany Jezusowi. Czy nie wiesz wreszcie o tym, że Bóg jest dobry i wierny i nie pozwoli na poddanie cię uciskowi ponad twoje siły. (Ep II, s. 61 i n.)

KONIEC(przynajmniej narazie)

http://www.sm.fki.pl...sli_sw_ojca_pio
  • 0

#17

Luke.
  • Postów: 407
  • Tematów: 9
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Pytanie: - Ojcze, słyszy się, że na innych planetach istnieją inne stworzone przez Boga istoty.
Odpowiedź: - A jakże. Chciałbyś, aby ich nie było, aby wszechmoc Boga ograniczyła się wyłącznie do planety Ziemi? Czy chciałbyś, aby nie istniały inne istoty kochające Boga?
- Pomyślałem - to rozmówca ojca Pio - że Ziemia jest niczym w porównaniu z gwiazdami i wszystkimi innymi planetami.
Odpowiedź: - Tak! My, którzy wychodzimy z Ziemi, również jesteśmy niczym. Pan nie ograniczył z pewnością swej chwały do tej jednej, małej planety. Na innych znajdują się byty.

Ciekawy jest ten dialog. Zainteresowała mnie ta książka, z której został zaczerpnięty - "Cosi' parlo' Padre Pio" i postanowiłem poszukać jej w jakiejś internetowej księgarni. :) Niestety... jest to niemożliwe. :(
Zacząłem mieć wątpliwości, czy owa książka wogóle istnieje... Dlatego postanowiłem jej szukać przez autora Nello Castello, który to ponoć ją napisał... Również nic. Pojawiają się różne tytuły, ale tej książki nie znalazłem. Tak więc postanowiłem sprawdzić, czy w necie jest wogóle jakakolwiek informacja na temat tej książki... Znalazłem tylko kilka stron o tematyce zjawisk paranormalnych, na których znajdował się dokładnie ten dialog i podobny artykuł, ale nic więcej...

To stało się podstawą moich wątpliwości, czy informacja o tej książce nie jest poprostu jakąś ściemą... Tak samo ten dialog...

Chciałbym zobaczyć chociaż okładkę tej książki, albo stronę księgarni, w której można ją kupić... o ile wogóle istnieje... :sly:
  • 0

#18 Gość_inga

Gość_inga.
  • Tematów: 0

Napisano

Wierzę, ze książka naprawdę istnieje, sama chętnie bym ją przeczytała. A może połączymy siły i poszukamy wspólnie, będzie szybciej. :smile:
  • 0

#19

Legalize.
  • Postów: 2723
  • Tematów: 123
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Zaczne od tego, że ten temat który zaprezentowałem jest popularny praktycznie we wszystkich językach...
Książka jak najbardziej istnieje, ale ciężko jest ją znaleźć.

Ja minutke poszukałem i znalazłem coś takiego po włosku... Wykaz książek Nello Castello

"Nello Castello, sacerdote padovano, ha incontrato Padre Pio nel 1957 e l'ha frequentato spesso fino al 1968. Attualmente è impegnato tra i Gruppi di preghiera di Padre Pio. Ha pubblicato: Così parlò Padre Pio (1974); Gesù crocefisso in Padre Pio (1976); Così ha scritto Papa Luciani (1978); Fatima, messaggio al nostro tempo (1979); La storia di Fatima scritta da Lucia (1979); I gruppi di preghiera di Padre Pio (1983); Padre Pio nella sua interiorità, in collaborazione con Attilio Negrisolo e Stefano M. Manelli (1997); La "Dolce Signora" di Padre Pio, in collaborazione con Stefano M. Manelli (1999). "

I cuś takiego.

"PADRE PIO
Dal libro: "Così parlò Padre Pio"

Pagina 235 del libro "COSÌ PARLÒ PADRE PIO"

edizione curata da Don Nello Castello

IMPRIMATUR Vicenza, 14/6/74
† C. Fanton, Vescovo Ausiliare

PIANETI
"Padre, dicono che negli altri pianeti ci sono altre creature di Dio!"
"E che vorresti che non ci fossero, che l'Onnipotenza di Dio si limitasse al piccolo pianeta Terra? E che, vorresti che non ci fossero altre creature che amano il Signore?" (Padre Pio)

"Ho pensato che la Terra è un niente, di fronte agli astri e tutti gli altri pianeti."
"Eh! sì, e noi usciti dalla Terra siamo nulla. Il Signore non avrà certo ristretto la sua gloria a questo piccolo pianeta. In altri ci saranno degli esseri che non avranno peccato come noi." (Padre Pio)"


Dalej już mi się nie chciało szperać :)

Jeśli ktoś ma wątpliwości niech poprosi znakomitą tłumaczke OlivieValentine o pomoc :)

P.S. Trza zanzaczyć że Nello Castello jest wybitnym znawcą o. Pio. Świadczy o tym liczny wykaz książek o tym stygmatyku :)
  • 0

#20

losiu99.
  • Postów: 155
  • Tematów: 3
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Był on napewno nieprzecięty

Ile wcieleń musiała przebyć


A co do tego to......... on nie wierzył w reinkarnację :smile:
  • 0

#21

BlueBoy.
  • Postów: 159
  • Tematów: 28
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Wspomina też o satelicie Ziemi - księżycu, który kiedyś został przesunięty ludzką ręką.

Jak zabawnie styka się z tematem: Obcy utworzyli nasz Księżyc? :hmm:

Zdania te zaczerpnięte zostały z wydanej we Włoszech książki "Cosi' parlo' Padre Pio"(,.Tak mówi Ojciec Pio"), którą przygotował i opracował ksiądz Nello Castello


Jakieś inne informacje na ten temat? Dowiedział się ktoś, czegoś więcej niż Legalize? Bo jest to naprawdę interesująca sprawa.
  • 0

#22

Tiamat.
  • Postów: 3048
  • Tematów: 29
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Jak zabawnie styka się z tematem: Obcy utworzyli nasz Księżyc? unsure.gif


Ja nie widze zadnego zetkniecia, chyba ze ludzie to dla Ciebie obcy.
  • 0

#23

BlueBoy.
  • Postów: 159
  • Tematów: 28
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ja nie widze zadnego zetkniecia, chyba ze ludzie to dla Ciebie obcy.


Oj TiamaT. Chodzi oto że w temacie: "Obcy utworzyli nasz Księżyc?" Jest mowa o księżycu, jako sztucznym tworze i potencjalnej ingerencji "kogoś" w jego pojawienie się na naszym nieboskłonie. Naprawdę nie chwytasz o co biega?! Dobrze wierz, że w tych wszystkich teoriach, pojawiają się głosy, jakoby mieli być to ludzie z przyszłości lub przeszłości.
  • 0

#24

Tiamat.
  • Postów: 3048
  • Tematów: 29
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

No tak, ale to juz zupelnie inna teoria, niz o kosmitach. Pozatym niby ludzie z przyszlosci mieliby zbudowac bazy na ksiezycu w przeszlosci ? Heh, ciekawa teoria, jeszcze takiej nie slyszalem. Ale to juz zupelne wybieganie w sfere fantastyki.
  • 0

#25

Legalize.
  • Postów: 2723
  • Tematów: 123
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

W sumie ja też nie słyszałem :P

BlueBoy ale czego możnaby się dowiedzieć?? Nie bardzo rozumie??
  • 0

#26

BlueBoy.
  • Postów: 159
  • Tematów: 28
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

No tak, ale to juz zupelnie inna teoria, niz o kosmitach. Pozatym niby ludzie z przyszlosci mieliby zbudowac bazy na ksiezycu w przeszlosci ? Heh, ciekawa teoria, jeszcze takiej nie slyszalem. Ale to juz zupelne wybieganie w sfere fantastyki.


BlueBoy ale czego możnaby się dowiedzieć?? Nie bardzo rozumie??


Nic takiego nie napisałem. Wspomniałem tylko, że są osoby, które twierdzą, że obcy, to "ludzie" z przyszłości lub z przeszłości. I tyle.

Do teorii "przyciągnięcia księżyca ręką ludzką", pasuje tutaj teoria, że na ziemi przed nami istniała wysoko rozwinięta cywilizacja, która byłaby wstanie przyciągnąć (!) księżyc. Drugą możliwością, byłaby historia, że obcy to nasi "rodzice", itd.

No tak, ale to juz zupelnie inna teoria, niz o kosmitach.


Jak widzisz.. nie musi. ;)
  • 0

#27

Tiamat.
  • Postów: 3048
  • Tematów: 29
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Ale po co fantazjowac ? po co wogole taka teoria i co na to wskazuje ? ja nie rozumiem. Jak dla mnie to zmyslanie z nudow, rownie dobrze mozna tak mowic o marsie, jowiszu itd. Tylko po co ?
  • 0

#28

BlueBoy.
  • Postów: 159
  • Tematów: 28
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Widzisz Tiamat. Zafascynował mnie ten tajemniczy wywiad z Ojcem Pio. Tak bardzo, że próbuję to sobie jakoś wytłumaczyć. Dlaczego Ojciec Pio miałby coś takiego powiedzieć ? Dla mnie Ojciec Pio nie był zwykłym człowiekiem. Dlatego jestem ciekaw, czy ta rozmowa, w ogóle miała miejsce ! :hmm:
  • 0

#29

Legalize.
  • Postów: 2723
  • Tematów: 123
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

BlueBoy to nie dowiedziałeś się jeszcze od sceptyków, że wszystko co jest związane z paranormalnymi rzeczami zostało zmyślone, sfałszowane albo się przysniło?? Powinieneś już to wiedzieć... I pamiętaj jeszcze, że wszystko czym sceptycy popierają swoje wywody jest prawdziwe - wręcz nieskazitelne ;)

No to jest taka zupa uwaga na przyszłość... :thc:
  • 0

#30 Gość_inga

Gość_inga.
  • Tematów: 0

Napisano

Ojciec Pio powiedział, że "Księżyc został przesunięty ludzką ręką", oraz, że Bóg nie ograniczył swojej chwały tylko do jednego stworzenia - ludzi, ale stworzył też inne istoty. Powiedział też, że niektóre z nich przyjęły ludzką postać i zamieszkały na Ziemi.
  • 0


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u