Skocz do zawartości




Zdjęcie

Ojciec Pio


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
61 odpowiedzi w tym temacie

#1

Legalize.
  • Postów: 2723
  • Tematów: 123
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Dołączona grafika

O słynnym włoskim zakonniku, stygmatyku, Ojcu PIO, który został ogłoszony przez Jana Pawła II świętym, i który zasłynął nie tylko ze swego życia pełnego cierpień i poświęceń, lecz także niezwykłych umiejętności (jasnowidzenie, uzdrawianie, a nawet zdolność do bilokacji, tj. przebywania w kilku miejscach naraz) napisano niemało książek, artykułów i esejów.

Dołączona grafika

Na tle tej przebogatej literatury stosunkowo mało spopularyzowane wydają się wypowiedzi Ojca Pio dotyczące istnienia rozumnego życia poza Ziemią.

Dołączona grafika

Jeden z największych w historii kościoła katolickiego duchownych tak mówił na ten temat:

Pytanie: - Ojcze, słyszy się, że na innych planetach istnieją inne stworzone przez Boga istoty.
Odpowiedź: - A jakże. Chciałbyś, aby ich nie było, aby wszechmoc Boga ograniczyła się wyłącznie do planety Ziemi? Czy chciałbyś, aby nie istniały inne istoty kochające Boga?
- Pomyślałem - to rozmówca ojca Pio - że Ziemia jest niczym w porównaniu z gwiazdami i wszystkimi innymi planetami.
Odpowiedź: - Tak! My, którzy wychodzimy z Ziemi, również jesteśmy niczym. Pan nie ograniczył z pewnością swej chwały do tej jednej, małej planety. Na innych znajdują się byty.

Zdania te zaczerpnięte zostały z wydanej we Włoszech książki "Cosi' parlo' Padre Pio"(,.Tak mówi Ojciec Pio"), którą przygotował i opracował ksiądz Nello Castello, przypomina je zaś numer 2 periodyku "NONSIAMOSOLI”. My zaś odnotujmy przy okazji, że całkiem niedawno - o czym poinformował w artykule "Odkrywana (z wolna) prawda Piotr Skórzyński - w znanym na świecie piśmie jezuitów "Etudes" ukazała się publikacja poświęcona niezidentyfikowanym obiektom latającym oraz hipotezie ich pozaziemskiego pochodzenia. "W rzeczowym artykule opisano tam wszystkie kontrowersje narosłe wokół tego, jakże goracego tematu - przypominając na końcu, że Bóg jest bogiem całego Universum".

Dołączona grafika

Nieznane objawienia Ojca Pio
Cywilizacja przy księżycu Jowisza


Z innych objawień św. Ojca Pio (nieżyjącego od 1968r) dowiadujemy się, że na jednym z księżyców Jowisza - tam gdzie jest woda (nie mówi konkretnie, który to księżyc), istnieje Życie i Cywilizacja. Wskazuje, że to jedyne miejsce w Układzie Słonecznym, poza Ziemią, gdzie jeszcze znajduje się Cywilizacja Techniczna. Kiedyś kontakty ziemian z nimi były częstsze. Dysponują bardzo wysokimi zdobyczami technologicznymi. Posiadają szybkie statki kosmiczne itd. Życie ich jest jednak zdecydowanie inne od naszego.

Wiedzą o tym, że Chrystus przebywał na Ziemi, pozostawiając naukę miłości. Ich gorącym pragnieniem jest rodzić się tutaj wśród nas. Oczywiście mają taką możliwość, ale nie wszyscy. Niektórzy z nich są już ludźmi i nawet chodzą do kościoła.

Dołączona grafika

Z tych samych objawień wiemy, że Wszechświat materialny wypełniony jest różnorodnymi cywilizacjami, które wszystkie dążą do wyzwolenia i zjednoczenia się z Bogiem. Ziemianie stanowią jedną z miliardów Cywilizacji. Ojciec Pio mówi, że prawie przy każdej gwieździe (Słońcu) istnieją układy planetarne a na nich życie. Wspomina też o satelicie Ziemi - księżycu, który kiedyś został przesunięty ludzką ręką.

Św. Ojciec Pio podaje nam jeszcze jedną ważną i przełomową informację, jakże zbieżną z odkryciami archeologicznymi i teoriami naukowców. Mianowicie, że w minionej, dalekiej przeszłości na Ziemi kwitły wspaniałe Cywilizacje. Stały one na znacznie wyższym poziomie intelektualnym i technicznym niż nam współczesna. Dlaczego więc znikły i jakby ślad po nich zaginął? Ojciec Pio mówi, że to wskutek pychy wybuchały ogromne konflikty z użyciem przerażającej broni. Dokonano takich zniszczeń, że człowiek powrócił do kamienia łupanego. Minęło setki tysięcy lat. Ewolucja, filozofia, religia i nauka dokonała tego w czym obecnie żyjemy.

Czy ewentualnie czeka nas w przyszłości podobny los? Wiele wskazuje na to, że tak. Wszystko zależy jednak od nas samych, od osobistego zaangażowania w szerzenie dobra, tolerancji i miłości.
  • 0

#2

pandemia.
  • Postów: 440
  • Tematów: 21
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ojciec Pio nie tylko miał wizje dot. życia pozaziemskiego. Posiadał też zdolności paranormalne. Jednym z jego darów było coś takiego, że żaden z ludzi nie umiał ukryć przed nim prawdy. Po prostu osoby nie były w stanie kłamać przy nim...
  • 0

#3

Traper.

    Tajny Współpracownik

  • Postów: 1485
  • Tematów: 31
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

już czytałem ten artykuł... Ojciec Pio był bez wątpienia wyjątkowy, ale według mnie, to że był głęboko wierzącym i przy okazji miał niesamowite zdolności, sprowadzało do tego, że to co widział w swoich widzeniach interpretował przez katolicki przyzmat widzenia wszystkiego :P

Bo skoro sam powiedział, że są miliony cywilizacji, a tylko u nas żył Jezus, to w czym my jesteśmy lepsi od tych milionów? pewnie były wcześniej od nas, więc całość robi się nielogiczna....
  • 0



#4

Jaro.
  • Postów: 21
  • Tematów: 2
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Naprawdę zastanawiam się, kim był naprawdę o. Pio, a ściślej - kim była jego dusza? Ile wcieleń musiała przebyć i na jak wysokim poziomie świadomości się znajdować, aby dać nam TAKIEGO człowieka...?
  • 0

#5 Gość_muhad

Gość_muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

mnie najbardziej ciekawi ten ksiezyc ktory byl przesuniety ludzka reka i chrystus o ktorym wiedzieli ci z jednego z ksiezycow jowisza, moze to byla inkarnacja jednego z nich? to by wytlumaczalo jego zdolnosci, wiedze i chec pomocy innym...byl bardziej rozwiniety... ciekawe jest tez stwierdzenie Ojca Pio na temat wojen wsrod starozytnych...mi sie nasuwa sodoma i gomora( bomba atomowa ) i koarzy mi sie z tym do czego doszedl sam Sitchin.

nie wydaje mi sie tu cos nielogicznego.
  • 0

#6

Legalize.
  • Postów: 2723
  • Tematów: 123
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Ja troche współczuje tym co mieszkają na tym księżycu :P
  • 0

#7

Baal.
  • Postów: 399
  • Tematów: 7
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Czemu? Może maja lepiej niż na Ziemii :)
  • 0

#8

Legalize.
  • Postów: 2723
  • Tematów: 123
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

No napewno mają piękny krajobraz :)
  • 0

#9 Gość_muhad

Gość_muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

pozazdroscic tylko :)
  • 0

#10

Heiser.
  • Postów: 260
  • Tematów: 5
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Wiedzą o tym, że Chrystus przebywał na Ziemi, pozostawiając naukę miłości. Ich gorącym pragnieniem jest rodzić się tutaj wśród nas. Oczywiście mają taką możliwość, ale nie wszyscy. Niektórzy z nich są już ludźmi i nawet chodzą do kościoła.


A może on był jednym z nich? I dlatego miał takie zdolności i wiedział o tym wszystkim?
Tak mi przyszło do głowy :P
  • 0

#11

Traper.

    Tajny Współpracownik

  • Postów: 1485
  • Tematów: 31
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

też się nad tym zastanawiałem i doszedłem do podobnego wniosku :P ... wbrew posorom jest to całkiem możliwe :D
  • 0



#12 Gość_muhad

Gość_muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

Na poczatek chce zanzaczyc ze postanowilem przyblizyc Osobe Ojca Pio troche blizej, zrobilem to tez na zyczenie osob Sceptycznych, nie wierzacych w jego dokonania i jego wiedze.
Che tym samym zamknac usta niedowiarkom...wiec prosze o to by Administrator nie kazal mi tego przenosic do innego tematu.Dziekuje.

Biografia

Pio (Francesco Forgione) przyszedł na świat w miasteczku Pietrolcinie, w południowych Włoszech, w miesiącu rozkwitania kwiatów, 25 maja 1887 r. Był piątym spośród ośmiorga dzieci Peppy i Grazio Forgione. Jego mama Peppa wyznała, że był niepodobny do innych chłopców: ,,nigdy nie był niegrzeczny, czy źle się zachowywał''. Od wieku pięciu lat miewał wizje Nieba i był przedmiotem prześladowań przez szatana; w widzeniach rozmawiał z Panem Jezusem, Jego Matką, oraz ze swoim Aniołem Stróżem lecz � niestety � te doświadczenia Nieba przeplatane były obecnością piekła i szatana.

W 1903 r., wskutek umartwień i słabego zdrowia, bliski był śmierci. Lekarze stwierdzając wyczerpanie organizmu pewni byli, że wkrótce umrze. Słaby, lecz silny siłą ducha, przyjął wtedy franciszkański habit Kapucynów, rozpoczynając życie zakonne i nowicjat � a wraz z nim intensywne życie nauki, modlitwy, ubóstwa i pokuty. W 1909 r., na skutek choroby znalazł się znów w Pietrolcinie, przy boku matki. Rozpoczynał się wtedy jeszcze jeden intensywny etap jego niezwykłego życia, pełen mistycznych cierpień, niewidocznych stygmatów, i straszliwej walki z szatanami usiłującymi go zniszczyć. ,,Wszystko stało się tutaj'' mówił potem, cała jego przyszłość została tu przygotowana. Jedenastego stycznia 1910 r. otrzymał święcenia kapłańskie w katedrze Benevento. W roku 1916 znajdujemy księdza Pio w kościele w San Giovanni Rotondo, z jego zabytkową i mistyczną kalwarią Gargano, w padrepio2.jpg (5839 byte)miejscu które wkrótce miało się stać jego Jerozolimą, i gdzie wkrótce zaczął być znany wśród miejscowej ludności jako ,,świątobliwy ojczulek''. Tutaj stał się ,,ofiarą miłości'', na przebłaganie za grzechy, jako odkupieńcza ofiara i odnowiciel duchowy tłumów które licznie ściągały aby oddać cześć krwawiącym ranom na jego dłoniach i stopach. Stygmaty otrzymał 20 września 1918 r. gdy modlił się przed krzyżem umieszczonym na chórze starego kościółka, z rąk niezwykłej postaci podobnej do anioła. Rany stygmatów pozostały otwarte i krwawiące przez pięćdziesiąt lat. Był to jeden z powodów dla których przez lata ściągali do San Giovanni Rotondo lekarze, naukowcy, dziennikarze i zwyczajni ludzie, chcąc zobaczyć ,,świątobliwego braciszka''.

Zwykle budził się wczesnym rankiem (a właściwie jeszcze w nocy) aby przygotować się do Mszy Świętej. Każdego ranka o godzinie 4-tej zawsze setki a czasem nawet tysiące wiernych czekały już na otwarcie drzwi kościoła. Po Mszy Świętej większość czasu poświęcał modlitwie i słuchaniu spowiedzi. Zmarł 23 września 1968 roku, po pięćdziesięciu latach od otrzymania stygmatów, zamykając upragnioną misję swego serca: prawdziwego krzyża i prawdziwego ukrzyżowania. W liście datowanym 22 pażdziernika 1918 r, ojciec Pio tak opowiedział o swoim doświadczeniu krzyża:

,, ...Coż mogę powiedzieć ci o moim ukrzyżowaniu? Mój Boże! Co za wstyd i co za upokorzenie odczuwam gdy gdy próbuję opowiedzieć komuś co uczyniłeś mi, twemu nędznemu stworzeniu! Stało się to rankiem 20-go (września) � byłem na chórze, po udprawieniu Mszy Świętej, gdy niespodziewanie ogarnął mnie błogi spokój podobny do miłego snu. Wszystkie zmysły mojej duszy, wewnętrzne i zewnętrzne, znajdowały się w stanie niewypowiedzianego spokoju. Wewnątrz mnie i wokół panowała głęboka cisza, przejął mnie pokój i potem w mgnieniu oka odczułem nagle całkowite opuszczenie wraz z kompletnym oderwaniem się od wszystkiego. Gdy to się działo zobaczyłem tajemniczą postać, podobną do tej którą już widziałem 5-tego sierpnia, jedyna różnica była w tym, że z Jego rąk, nóg, i z boku kapała krew. Ten widok przestraszył mnie: tego co czułem w tym momencie nie da się opisać. Myślałem, że umrę � i umarłbym � gdyby Pan nie interweniował i nie podtrzymał mego serca, które omalże nie rozsadziło mi piersi. Zjawisko zniknęło a ja zdałem sobie sprawę, że moje ręce, stopy, i bok były przebite i sączyły krew. Możesz wyobrazić sobie mękę jaką odczuwałem wówczas i jaką niemalże odczuwam każdego dnia. Rana serca nieprzerwanie krwawi, zwłaszcza od czwartku wieczór do soboty. Mój Boże, umieram z bólu, męki i wstydu jaki odczuwam w głębi duszy. Boję się, że wykrwawię się na śmierć! Mam nadzieję, że Bóg słyszy moje jęki i odwróci tę rzecz ode mnie.''

W ciągu lat wierni, pielgrzymując z każdej części świata, przybywali do księdza-stygmatyka aby otrzymać od niego wstawiennictwo u Boga. Przez pięćdziesiąt lat w modlitwie, pokorze, i w ofiarnym cierpieniu realizował posłanie miłości. Czynił to w swoich inicjatywach skierowanych w dwu kierunkach: pionowym � ku Bogu � poprzez ustanowienie ,,grup modlitewnych'' i poziomym � ku cierpiącej wspólnocie � poprzez budowę nowoczesnego szpitala ,,Domu ulgi w cierpieniu''.

We wrześniu 1968 r. tysiące pielgrzymów duchowych dzieci o. Pio zebrało się w S. Giovanni Rotondo na IV Międzynarodowj Konferencji Grup Modlitewnych, by obchodzić pięćdziesiątą rocznice otrzymania stygmatów przez O. Pio. Nikt nie mógł przewidzieć, że o 2:30, 23 września 1968 r. ziemskie życia Ojca Pio z Pietrelcina dobiegło końca.

Bilokacja

Dwulokacja może być zdefiniowana jednoczesnym pobytem osoby w dwóch miejscach. Wielu świadków połączonych z Chrześcijańskimi tradycjami, zanotowało okoliczności dwulokacji, które były zauważone u wielu świętych. Ojciec Pio miał charyzma wielu naocznych świadków którzy widzieli go w różnych miejscach w tym samym czasie. Oto kilka świadectw.

Pani Maria, jedna ze spirytualnych córek Ojca Pio, stwierdziła że pewnego wieczoru, podczas modlitwy jej brat nagle zasnął. Natychmiast został on obudzony uderzeniem w prawy policzek. Zorientował się że ręka która go uderzyła odziana była w pół-rękawiczkę. Od razu pomyślał o Ojcu Pio. Następnego dnia zapytał się on Ojca Pio czy on go uderzył w policzek. �To jest sposób na odrzucenie śpiączki podczas modlitwy� � odpowiedział Ojciec Pio. W ten sposób, Ojciec Pio �obudził� uwagę modlącego się męszczyzny.

Pewnego dnia, były oficer Armii Włoskiej wszedł do zakrystii i zauważając Ojca Pio FOTO16.jpg (5587 byte)powiedział: �Tak, jest tu! Nie pomyliłem się!� Podszedł to Ojca Pio, klękając przed nim ze łzami w oczach powiedział: �Ojcze, dzięki za ocalenie mnie od śmierci.� Poczym zaczął opowiadać tam zgromadzonym � �Byłem kapitanem w piechocie, pewnego dnia na froncie, podczas strasznej godziny bitwy niedaleko mnie zobaczyłem mnicha który krzyknął: �Niech się Pan oddali z tego miejsca!� Podbiegłem do niego � i w tym momencie, tam gdzie przed chwilą stałem wybuchł granat i pozostawił krater. Gdy się odwróciłem z powrotem do mnicha � jego już tam nie było�. Ojciec Pio, podczas dwulokacji, ocalił jego życie.

Ojciec Alberto, który spotkał się z Ojcem Pio w 1917 roku stwierdził: �Ojciec Pio stał przy oknie i patrzał na góry. Mówił coś do siebie. Podszedłem do niego aby ucałować jego rękę lecz on mnie nie dostrzegł � jego ręka była sztywna. W tym momencie usłyszałem jak Ojciec Pio udzielał komuś przedśmiertne rozgrzeszenie. Po chwili, Ojciec Pio zatrząsł się jakby się budził ze snu. �Ty tu jesteś? Nie zauważyłem Ciebie� � powiedział gdy mnie zobaczył. Po kilku dniach przyszedł telegram z Turynu. Ktoś dziękował przełożonemu za wysłanie Ojca Pio to Turynu do umierającego. Domniemałem że ta osoba umierała w tym samym czasie gdy Ojciec Pio udzielał mu rozgrzeszenia w Rotundzie San Giovanni. Najwyraźniej, przełożony zakonu wysłał Ojca Pio do Turynu, który to przeniósł się tam przez dwulokację.

W 1946 roku, amerykańska rodzina z Philadelfii wybrała się to Rotundy San Giovanni aby podziękować Ojcu Pio. Ich syn, który w drugiej wojnie światowej był pilotem bombowca, został ocalony przez Ojca Pio nad Pacyfikiem. Oto wyjaśnienie syna: �byliśmy tuż przy docelowym lotnisku na wyspie gdzie mieliśmy wylądować z pełnym ładunkiem bomb. Zostaliśmy trafieni przez japoński myśliwiec. Samolot wybuchł zanim reszta załogi zdążyła wyskoczyć. Tylko mi udało się wyskoczyć. Nawet nie wiem w jaki sposób. Próbowałem otworzyć spadochron, ale bezskutecznie. Niechybnie rozbił bym się o ziemię gdyby nie pomoc mnicha który zjawił się w locie. Miał on białą brodę. Wziął mnie w swe ramiona i delikatnie złożył u bramy bazy. Możecie sobie wyobrazić zadziwienie wzbudzone moją przygodą. Nikt nie chciał wierzyć, ale moja obecność tam była niezbitym dowodem. Podczas wyjazdu do domu na przepustce, wśród zdjęć mojej matki, rozpoznałem mnicha który mnie ocalił. Matka mi powiedziała że prosiła Ojca Pio o opiekę nade mną.�

Pewna kobieta mieszkała ze swoją córką w Bolonii. Miała ona guz nowotworowy na ramieniu. Córka przekonała ją na operację. Chirurg chciał jeszcze trochę poczekać przed ustaleniem daty operacji. Tymczasem, zięć wysłał telegram do Ojca Pio, prosząc o modlitwę za swoją teściową. W tym samym czasie gdy Ojciec Pio otrzymał telegram, kobieta ta, siedząc sama w jadalni zobaczyła Kapucyna wchodzącego do pokoju przez drzwi. �Jestem Ojciec Pio z Pietrelcyny� � przedstawił się. Po krótkiej rozmowie o diagnozie lekarskiej i po namowie do modlitwy to Błogosławionej Matki, Ojciec Pio zrobił znak krzyża na jej ramieniu i wyszedł. W tym momencie kobieta zawołała służącą, córkę, zięcia i pytała się ich dlaczego wpuścili do niej Ojca Pio bez zapowiedzi. Oni zaś zgodnie odpowiedzieli że Ojca Pio nie widzieli i do domu nikogo nie wpuszczali. Następnego dnia, w przygotowaniu do operacji, chirurg zbadał kobietę lecz guza już nie było.

Ojciec Pio odwiedził biskupa, który udzielił mu święceń kapłańskich 10 sierpnia 1910 roku w katedrze Benevento. Wydarzyło się to przed śmiercią biskupa. Ojciec Pio bilokował aby duchowo wesprzeć biskupa.

Nawet błogosławiony Don Orione mówił o darze bilokacji Ojca Pio. Powiedział on: �Byłem w kościele św. Piotra w Rzymie, aby wziąć udział w uroczystościach beatyfikacyjnych św. Teresy. Był tam również Ojciec Pio pomimo faktu, iż w tym samym czasie był on również w swoim klasztorze. Widziałem go. Uśmiechał się i poprzez tłum ludzi zbliżał się w moim kierunku. Jednak, kiedy był już całkiem blisko mnie, zniknął.

W 1951r. Ojciec Pio odprawiał Mszę świętą w pewnym klasztorze w Czechosłowacji. Po Mszy siostry zakonne poszły do zachrystii aby zaproponować Ojcu Pio kawę jako podziękowanie za jego niespodziewaną wizytę. Niestety nie znalazły go tam i na tej podstawie wywnioskowały, że miały do czynienia ze zjawiskiem bilokacji.

W 1956r. Ojciec Pio odprawił Mszę świętą dla Prymasa Węgier Jozefa Mindszentego w więzieniu w Budapeszcie. Ktoś, kto miał informacje na temat uwięzienia Prymasa zapytał Ojca Pio wprost: �Ojcze Pio! Odprawiałeś Mszę dla Prymasa Węgier więc musiałeś też z nim rozmawiać! Byłeś z nim w więzieniu i widziałeś go.� Ojciec Pio odpowiedział: �Oczywiście, jeżeli z nim rozmawiałem, to także go widziałem�. Był to przypadek bilokacji.

Matka Speranza, założycielka zakonu Sióstr Służebniczek Miłości Miłosiernej powiedziała, że widywała Ojca Pio w Rzymie codziennie przez cały rok. Jest to również przypadek przebywania Ojca Pio w dwu miejscach jednocześnie. Wiemy, że Ojciec Pio był w Rzymie tylko raz, w roku 1917, kiedy to towarzyszył swojej siostrze, która wstępowała do klasztoru.

Pewien generał włoskiej armii o nazwisku Cadorna wpadł w taką depresję po przegranej walce w Caporetto, że zaczął myśleć o popełnieniu samobójstwa. Pewnego wieczoru wszedł do swojego pokoju i rozkazał swojemu ordynariuszowi, aby nikt do niego nie wchodził. Wyciągnął broń z szuflady i skierował ją w stronę głowy. Nagle usłyszał głos: �Generale, dlaczego chcesz popełnić takie głupstwo?� Głos i obecność zakonnika pomogła generałowi w zmianie decyzji. Zastanawiał się jednak jak to było możliwe, że dostał się on do jego pokoju. Poprosił ordynariusza o wyjaśnienia ale ten odpowiedział, że nikogo nie widział. Parę lat później generał przeczytał w gazecie o zakonniku, który czynił cuda w okolicy Gargano. Potajemnie tam pojechał i był zaskoczony, kiedy Ojciec Pio powiedział do niego: �Witam, Generale! Bardzo pan ryzykował tamtego wieczoru, nieprawdaż?�

Widzenia i dusze w Czyśćcu



Ojciec Pio zaczął otrzymywać objawienia, kiedy był jeszcze dzieckiem. Mały Franciszek nie wspominał o nich nikomu, ponieważ myślał, że objawienia otrzymują wszyscy ludzie. Objawiali mu się Aniołowie, Święci, Jezus, Najświętsza Panna, ale czasami także Szatan. Pod koniec grudnia 1902 roku, podczas medytacji nad swoim powołaniem, Franciszek miał wizję. Oto opis, jaki przedstawił kilka lat później swojemu spowiednikowi: �Franciszek ujrzał u swojego boku dostojnego, niezwykle przystojnego człowieka, który lśnił jak słońce. Człowiek ten wziął go za rękę i rzekł do niego: �Pójdź ze mną i walcz jak dobry żołnierz�. Został on następnie doprowadzony do rozległej krainy gdzie znajdowały się tłumy mężczyzn podzielonych na dwie grupy � w jednej grupie byli mężczyźni o pięknych twarzach, ubrani w śnieżnobiałe suknie. Po drugiej stronie znajdowali się mężczyźni o obrzydliwych twarzach i ubrani w czarne suknie. Wyglądali oni jak cienie. Franciszek stał pomiędzy dwoma grupami i zauważył, że zbliża się do niego wysoki mężczyzna o niezwykle brzydkiej twarzy. Był on tak wysoki, że jego czoło dotykało chmur. LśniącaFOTO1.jpg (3604 byte) postać zagrzewała Franciszka do walki z tym potwornym mężczyzną. Franciszek modlił się o uniknięcie wściekłości strasznej postaci, ale lśniący mężczyzna nie znikał. Mówił: �Twój upór na nic się nie zda. Powinieneś walczyć z tym złym wrogiem. Proszę, bądź wierny i śmiało rozpocznij walkę. Będę obok ciebie. Pomogę ci i nie pozwolę, aby cię pokonał�. Franciszek zgodził się a walka była zaciekła. Wygrał ją dzięki pomocy tajemniczej i przepięknej postaci, która cały czas była u jego boku. Potworny mężczyzna zmuszony był do ucieczki a za nim, wyjąc, przeklinając i rycząc podążyła się reszta mężczyzn o obrzydliwych twarzach. Grupa mężczyzn o pięknych twarzach krzyczała z radości i uznania dla postaci, która pomogła biednemu Franciszkowi w tej wielkiej walce. Wspaniała i jaśniejsza niż słońce postać nałożyła na głowę Franciszka piękną koronę, tak piękną, że trudno byłoby ją opisać. Jednak nagle korona została zdjęta z głowy Franciszka i tajemnicza postać powiedziała: �Inną koronę, znacznie piękniejszą niż ta zachowałem dla ciebie, jeśli tylko będziesz walczyć z tym strasznym wrogiem, którego właśnie zwyciężyłeś. On będzie powracał z nową siłą a ty będziesz walczył nie wątpiąc w moją pomoc. Nie martw się jego siłą. Będę obok ciebie, zawsze będę ci pomagał a ty będziesz zwyciężał.� Po wizjach takich następowały prawdziwe starcia z Szatanem. Ojciec Pio miał w swoim życiu wiele starć z �wrogiem nieprzyjaznym duszom�. Tak naprawdę, jednym z najważniejszych celów Ojca Pio było wyrwanie dusz z objęć Szatana.

Pewnego wieczoru Ojciec Pio byl w klasztorze, w pokoju goscinnym na parterze. Kiedy polozyl sie na pryczy, nagle pojawil sie czlowiek otulony czarnym plaszczem. Ojciec Pio zaskoczony wstal, zeby zapytac kim jest ow przybysz i czego chce. Nieznajomy powiedzial, ze jest Dusza czyscowa. �Nazywam sie Pietro Di Mauro� � powiedzial � �zginalem w pozarze 18 sierpnia 1908 roku tutaj, w tym klasztorze, ktory zostal zamieniony na hospicjum dla ludzi starych. W tym pokoju zginalem w plomieniach, podczas snu na slomianym materacu. Musialem tu przyjsc, zeby prosic Cie o odprawienie Mszy sw. za moja Dusze jutro rano. Pan Bog mi na to pozwolil. Dzieki tej mszy bede mogl wejsc do Nieba.�

Ojciec Pio odpowiedzial, ze chcialby odprawic te Msze.

Potem, kiedy chcial odprowadzic nieznajomego do klasztornej furty, zdal sobie sprawe, ze rozmawial ze zmarlym, bo kiedy wyszli na dziedziniec, nieznajomy raptem znikl. Jeszcze tego samego wieczoru Ojciec Pio udal sie do przelozonego klasztoru, Ojca Paolino z Casacalenda, zeby prosic go o mozliwosc odprawienia porannej Mszy sw. za Dusze tego nieszczesnika.

Kilka dni pozniej Ojciec Paolino chcac zweryfikowac informacje, ktore uslyszal od Ojca Pio, udal sie do biura rejestracji ludnosci w St. Giovanni Rotondo, gdzie otrzymal pozwolenie na sprawdzenie listy zgonow z 1908 r. Posrod nazwisk ludzi zmarlych we wrzesniu Ojciec Paolino odnalazl to, czego szukal. Zapis brzmial: �We wrzesniu 1908 r. w pozarze hospicjum zginal Pietro Di Mauro�.

Pani Cleonice Morcaldi z St. Giovanni Rotondo byla jedna z duchowych corek Ojca Pio. Miesiac po smierci jej matki Ojciec Pio powiedzial do niej na zakonczenie spowiedzi: �Dzis rano twoja matka poszla do Nieba. Widzialem ja podczas, kiedy sprawowalem poranna Msze sw.�

Ojciec Pio opowiedzial taka oto historie Ojcu Anastazemu: �Pewnego wieczoru, kiedy samotnie modlilem sie na koscielnym chorze, uslyszalem jakis szelest i zobaczylem jak mlody mnich krzatal sie obok glownego oltarza, odkurzajac go i poprawiajac kwiaty we flakonach. Myslalem na poczatku, ze to Ojciec Leone przystraja oltarz na nowo, a poniewaz byl to czas kolacji, powiedzialem: �Ojcze Leone, teraz nie czas na strojenie oltarza, idz na kolacje�

Ale glos, ktory nie byl glosem Ojca Leone, odrzekl mi: �Ja nie jestem Ojcem Leone�, �to kim jestes?� � spytalem.

�Jestem twoim bratem, odbywalem tu nowicjat. Moim obowiazkiem w czasie nowicjatu bylo dbanie o ten oltarz przez caly rok. Niestety, wiele razy przechodzac przed oltarzem nie oddawalem naleznej czci Jezusowi w Przenajswietszym Sakramencie zamknietym w tabernakulum. Za to powazne zaniedbanie jestem teraz w Czyscu. Ale Bog w swojej nieskonczonej dobroci przyslal mnie tu, zebys mi pomogl jak najszybciej dostac sie do Nieba�.

Bedac przekonanym, ze pomagam tej biednej, cierpiacej Duszy, zawolalem: �Bedziesz w Niebie jutro rano, w czasie gdy bede celebrowal Msze sw.� �To okrutne!� krzyknal Duch, po czym zaplakal i znikl.

Ta skarga zranila bolesnie moje serce i ten bol towarzyszy mi przez cale moje zycie. Bo tak naprawde moglem te Dusze natychmiast poslac do Nieba a tymczasem skazalem Ja na jeszcze jedna noc w straszliwym ogniu Czysca.�

Ojciec Pio opisal niektore wlasne doswiadczenia w listach do swojego duchowego ojca:

List do Ojca Augustyna, 7 kwietnia 1913 r:

�Moj drogi Ojcze, w piatek rano, kiedy jeszcze lezalem w lozku, ukazal mi sie Pan Jezus. Byl zdruzgotany i zalamany. Ukazal mi ogromny tlum ksiezy, posrod ktorych bylo wielu dygnitarzy z roznych kosciolow.

Jedni odprawiali Msze sw. bez naleznego nabozenstwa, inni ubierali lub zdejmowali szaty liturgiczne bez zadnego szacunku. Widok Pana Jezusa w tak oplakanym stanie wywolal we mnie ogromny bol. Zapytalem dlaczego tak cierpi. Nie odpowiedzial, tylko pokazal mi ukaranie tych ksiezy. Za chwile jednak, patrzac na nich z wielkim smutkiem zaplakal i zobaczylem jak dwie duze lzy splynely po Jego twarzy. Odwrocil sie i odszedl stamtad wypowiadajac gorzko pod ich adresem ��Mordercy!�

Zwracajac sie do mnie powiedzial: �Moj synu, nie wierz w to, ze moja agonia trwala tylko trzy godziny. Moja agonia nadal trwa i bedzie trwala do konca swiata ze wzgledu na Dusze, ktore bardzo umilowalem. Dlatego wszyscy powinni czuwac, nikomu nie wolno zasnac. Moja Dusza szuka wciaz choc odrobiny litosci w sercu czlowieka, ale ludzie nie chca odwzajemnic Mojej ogromnej milosci. To poteguje Moje cierpienie i przedluza agonie. A najgorsze jest to, ze ludzie sa obojetni, nie wierza we mnie i gardza Moja miloscia. Ilez to razy Moj gniew jak piorun, chcialem obrocic przeciw nim, ale powstrzymali mnie Aniolowie i Duch milosci, ktory jest we mnie....

Opisz wszystko co widziales i co uslyszales ode mnie dzis rano swojemu spowiednikowi i powiedz mu, zeby Twoj list pokazal Ojcu Prowincjalowi... �Pan Jezus dalej mowil ale nie wolno mi ujawnic juz niczego wiecej....�

Epistolary I (1910-1922) PADRE PIO DA PIETRELCINA: a cura di Melchiorre da Pobladura e Alessandro da Ripabottoni - Edizioni "Padre Pio da Pietrelcina" Convento S.Maria delle Grazie San Giovanni Rotondo - FG

List do Ojca Augustyna,13 lutego 1913 r.:

�Nie boj sie cierpienia, ktore zsylam na Ciebie, bo dam Ci rowniez sile

do jego przetrwania� - powiedzial do mnie Pan Jezus. � �Moim pragnieniem jest, zeby twoja Dusza doznala oczyszczenia przez codzienne cierpienie. Nie boj sie szatana, ktory bedzie Cie gnebil, gdyz pozwolilem na to, nie przejmuj sie tez, ze swiat odwroci sie od Ciebie. Nikt nie moze odniesc zwyciestwa nad tym, ktory cierpi z milosci do mojego Krzyza, bo Ja go ochronie�

Epistolary I (1910-1922) PADRE PIO DA PIETRELCINA: a cura di Melchiorre da Pobladura e Alessandro da Ripabottoni - Edizioni "Padre Pio da Pietrelcina" Convento S.Maria delle Grazie San Giovanni Rotondo - FG


List do Ojca Augustyna, 18 listopada 1912 r.:

�...Pan Jezus, Jego kochana Matka, Aniol Stroz i inni nie przestaja mi powtarzac, ze aby stac sie ofiarna zertwa trzeba oddac cala swoja krew (zycie).�

Epistolary I (1910-1922) PADRE PIO DA PIETRELCINA: a cura di Melchiorre da Pobladura e Alessandro da Ripabottoni - Edizioni "Padre Pio da Pietrelcina" Convento S.Maria delle Grazie San Giovanni Rotondo - FG

List do Ojca Augustyna, 12 marca 1913 r.:

�...moj Ojcze, posluchaj skarg slodkiego Pana Jezusa: �Moja milosc do ludzi spotyka sie z pogarda i odrzuceniem!. Ludzie nie beda mnie przesladowali jesli bede ich mniej kochal. Moj Ojciec w Niebie nie chce tego dluzej tolerowac. Chcialbym przestac ich kochac, ale...(tutaj Pan Jezus umilkl i za chwile mowil dalej) moje serce jest stworzone do milosci! Zmeczonym ludziom trudno jest przezwyciezac pokusy, oni wola pozostac w swojej niegodziwosci. A ja najbardziej kocham te Dusze, ktore nie radza sobie z pokusami. Slabe Dusze sa przerazone i pelne desperacji. Dusze, ktore sa silne ufaja Jezusowi Ludzie pozostawiaja Mnie w kosciele rano i wieczorem. Nie dbaja o Przenajswietszy Sakrament oltarza, nie mowia o Nim z miloscia, wyrazaja sie o Nom obojetnie i ozieble. Moje serce jest zapomniane, nikt nie dba o Moja milosc; jestem ciagle zasmucany. Moj dom stal sie teatrem dla wielu ludzi, nawet dla kaplanow, o ktorych dbam jak o zrenice Mego oka i ktorych chronie szczegolnie, ktorzy powinni lagodzic bol Mego serca, i pomagac Mi w zbawianiu Dusz, w zamian... Kto w to wierzy? Otrzymuje tylko sama niewdziecznosc od nich. Widze, moj Synu, ze wielu z nich... (Pan Jezus przestal mowic na chwile, szloch scisnal Mu gardlo, zaplakal), stwarza tylko pozory, w rzeczywistosci zdradzaja Mnie popelniajac swietokradztwa, depczac i niszczac Swiatlo i Moc, ktore im ciagle daje...�

Epistolary I (1910-1922) PADRE PIO DA PIETRELCINA: a cura di Melchiorre da Pobladura e Alessandro da Ripabottoni - Edizioni "Padre Pio da Pietrelcina" Convento S.Maria delle Grazie San Giovanni Rotondo - FG

Cuda Ojca Pio



Jest bardzo trudno zdefiniowac słowo �cud�. Cudami można nazwać wydarzenia nadprzyrodzone, wydarzenia nie z tej ziemi. Cudami także nazywamy fenomen kiedy serce idzie za wewnętrzną siłą: wolą Boga!

Życie Ojca Pio było pełne cudów, ale tylko cudów niebiańskich. Dlatego Ojciec Pio zachęcał ludzi aby dziękowali Bogu który jest jedynym źródłem cudów.



Pierwszy zanotowany cud Ojca Pio wydarzył się w roku 1908. Mieszkał w tym czasie w klasztorze Montefusco. Jednego dnia Ojciec Pio zebrał w pobliskim lesie kasztany do torby i wysłał w prezencie do Pietrelcina do jego cioci Darii. Kobieta otrzymała kasztany, zjadła je, a torbę zatrzymała na pamiątkę. Kilka dni później szukała czegoś w szufladzie gdzie jej mąż zwykle trzymał proch do pistoletu. Był wieczór więc oświetlała sobie pokój świeczką. Nagle szuflada zapaliła się od świeczki, a od niej ciocia Daria. Szybko złapała torbę którą przesłał jej Ojciec Pio i przyłożyła do twarzy. Momentalnie, ból zniknął, a żadnych ran, blizn i poparzeń nie pozostało na jej twarzy.

Podczas drugiej wojny światowej, we Włoszech, racjonowano chleb. W Ojca Pio klasztorze bywało dużo gości oraz biednych którzy żebrali o jedzenie. Jednego dnia zakonnicy poszli do refektarza i zauważyli że w koszyku był tylko 1 kilogram chleba. Bracia pomodlili sie i siedli żeby sie posilic. Ojciec Pio wszedł do kościoła, a wychodząc po chwili, niósł kilka bochenków chleba w rękach. Przełożony zapytal Ojca Pio: �Skąd wziąłeś te bochenki?� Ojciec Pio odpowiedział: �Pielgrzym przy drzwiach mi je dał.� Wszyscy milczeli, ale każdy wiedział że tylko Ojciec Pio mógł spotkać takiego pielgrzyma.

Raz w klasztorze Ojca Pio, zakonnik zapomniał konsekrować wystarczająco Hostii na Komunię Świętą. Z tego też powodu była ich mała ilość do rozdania. Ale gdy po spowiedzi Ojciec Pio udzielał Komunii, dużo więcej Hostii pozostało niż było konsekrowanych.

Duchowna córka Ojca Pio czytała jego list przy drodze. Wiatr powiał i wyrwał jej list z rąk. List leciał i leciał w dół drogi, przez łąkę aż wreszcie opadł na kamieniu. W ten sposób kobieta odzyskała list. Dzień później, spotkała Ojca Pio który jej rzekł, �Musisz uważac na wiatr następnym razem. Gdybym nie przytrzymał listu moją nogą, odleciałby daleko w dolinę.�

Pani Cleonice, córka kościoła Ojca Pio, opowiadała: �Podczas drugiej wojny światowej mój siostrzeniec trafił do niewoli. Nie mieliśmy żadnych wieści o nim przez rok i zaczęliśmy obawiać się, że nie żyje. Jednego dnia matka tego chłopca wybrała się do Ojca FOTO15.jpg (4797 byte)Pio, uklękła przed jego konfesjonałem i zrospaczona rzekła doń: �Ojcze, powiedz mi, czy mój syn żyje. Nie odejdę stąd, dopóki nie otrzymam od Ciebie odpowiedzi.� Ojciec Pio współczuł jej serdecznie i ze łzami w oczach powiedział: �Wstań i idź w pokoju, niewiasto.� W kilka dni później, nie mogąc znieść już cierpienia jego rodziców, zdecydowałam sama poprosić Ojca Pio o cud. �Ojcze, napiszę list do mojego siostrzeńca Giovannino. Na kopercie napiszę tylko jego imię i nazwisko, bowiem nie wiemy gdzie obecnie się znajduje. A Ty i Twój Anioł Stróż znajdą go i sprawią, że ten list zostanie mu doręczony.� Ojciec Pio nic nie odpowiedział więc ja szybko wzięłam się za pisanie listu. Wieczorem, przed pójsciem spać położyłam go na stoliku, koło łóżka. Następnego ranka, ku mojemu wielkiemu zdumieniu i przerażeniu list zniknął. Udałam się więc do Ojca Pio aby złożyć mu dzięki lecz on powiedział: �Złóż dzięki Naszej Pani.� Po niecałych dwóch tygodniach otrzymaliśmy odpowiedź od mojego siostrzeńca. Szczęście spłynęło na całą naszą rodzinę i z głebi serca dziękowaliśmy Bogu i Ojcu Pio.

Podczas drugiej wojny światowej syn pani Luizy służył w brytyjskiej marynarce wojennej w randze oficera. Modliła się ona wtedy za niego, za przyjęcie przez niego Wiary i za jego Zbawienie. Pewnego dnia angielski pielgrzym zawitał do Rotundy San Giovanni niosąc ze sobą angielskie gazety. Luiza chciała je przeczytać. Znalazła fragment artykułu o zatopieniu statku, na którym służył jej syn. Natychmiast pobiegła z płaczem do Ojca Pio, który pocieszając ją, mówił: �Któż Ci powiedział, że Twój syn nie żyje?� Istotnie, Ojciec Pio podał jej dokładną nazwę i adres hotelu, w którym zatrzymał się ów oficer po ocaleniu się z wraku na Atlantyku. Czekał on tam na zlecenie nowego zadania. Luiza nie zwlekając wysłała do syna list i po około dwóch tygodniach dostała od niego odpowiedź. Żył i był zdrowy.

Pewna kobieta w Rotundzie San Giovanni była takim dobrym człowiekiem, że Ojciec Pio twierdził, iż niemożliwością byłoby znaleźć najmniejszą skazę w jej duszy, wymagającą wybaczenia. Innymi słowy, całe jej życie prostą drogą prowadziło do nieba. Pod koniec Wielkiego Postu Paolina poważnie zachorowała. Wszyscy wzywani doktorzy zgodnie twierdzili, że jej stan jest beznadziejny. Jej mąż i ich pięcioro dzieci udali się do klasztoru aby modlić się z Ojcem Pio i prosić go o pomoc. Dwoje z dzieci chwyciło jego sutannę i wtulając w nią twarze, płakało. Ojciec Pio rozgniewał się trochę ale zaraz starał się je pocieszyć. Obiecał, że będzie modlić się za nich, ale to wszystko, co może dla nich zrobić! Po czasie, na początku Siódmej Godziny, zachowanie czcigodnego Ojca uległo zmianie: poprosił o uzdrowienie Paoliny i oznajmił, iż jej wskrzeszenie nastąpi w Wielki Poniedziałek. Lecz w Wielki Piątek Paolina straciła przytomność, zapadając w śpiączkę. Następnego dnia, w Sobotę, zmarła. Część jej rodziny przyniosła jej suknię ślubną aby ubrać w nią zmarłą, zgodnie z tradycją. Inni z kolei pobiegli do klasztoru prosić Ojca Pio o cud. Odpowiedział im tylko: �Będzie wskrzeszona� i odszedł w stronę ołtarza odprawiać Mszę Świętą. Kiedy zaczął spiewać �Gloria� i rozległ się dźwięk dzwonków obwieszczający zmartwychwstanie Chrystusa, głos Ojca Pio załamał się; zaczął szlochać i oczy jego wypełniły się łzami. W tym samym momencie Paolina została wskrzeszona. Bez żadnej pomocy wstała z łóżka, uklękła i odmówiła Pacierz trzy razy. Potem wstała i uśmiechnęła się. A więc została uzdrowiona... a raczej wskrzeszona. Albowiem Ojciec Pio nie powiedział, że �wróci ona do zdrowia�, lecz że �zostanie wskrzeszona�. A zapytana o to, co się stało kiedy umarła, odpowiedziała: �Wznosiłam się w górę, wyżej i wyżej, i kiedy otoczyła mnie wspaniała jasność, wróciłam z powrotem.�

Pewna kobieta powiedziała: �Moja pierworodna córka, która urodziła się w 1953. roku, została uratowana przez Ojca Pio kiedy miała osiemnaście miesięcy. Rankiem 6. stycznia 1955. roku mój mąż i ja byliśmy w kościele na mszy świętej, a nasza córka była w domu z dziadkiem. Nastapił wypadek: wpadła do wanny pełnej wrzątku. Została poparzona na brzuchu i plecach. Po godzinie przyszedł lekarz, obejrzał ją i kazał zabrać do szpitala, gdyż mogła umrzeć od ran poparzeniowych. Z tego powodu nie dał nam żadnych lekarstw. Po wyjściu doktora zaczęłam modlić się o pomoc Ojca Pio. Było już prawie południe. Kiedy przygotowywałam się do pójścia do szpitala, moja córeczka, która była sama w swojej sypialni zawołała: �Mamusiu, nie mam już oparzeń!� �Kto uleczył Twoje rany?� spytałam ją z wielkim zdumieniem, a ona odpowiedziała: �Ojciec Pio przyszedł. Zasklepił moje rany kładąc swą rękę na poparzeniach.� Istotnie, nie było nawet śladu na ciele mojej córeczki, mimo że lekarz dopiero co powiedział mi, że umrze.

Wieśniacy Rotundy San Giovanni z czułością wspominają to następujące zdarzenie. Wiosną drzewa migdałowe zakwitły i obiecywały obfite plony. Lecz niestety pojawiły się miliony żarłocznych gąsiennic i pożarły liście i kwiaty. Nie oszczędziły nawet skorup. Po dwóch dniach nieudanych prób opanowania inwazji, wieśniacy dla których chodowla migdałów była jedynym źródłem utrzymania zdecydowali się porozmawiać o tym problemie z Ojcem Pio. Ojciec Pio popatrzył na drzewa z okien swojego klasztoru i zdecydował się je pobłogosławić. Nałożył swięte szaty i począł się modlić. Kiedy skończył, wziął wodę święconą i uczynił w powietrzu znak Krzyża Świętego w stronę drzew. Następnego dnia gąsiennice znikły ale drzewa wyglądały jak zeschnięte badyle. To była istna katastrofa � całe plony zostały zmarnowane. To co wydarzyło się pózniej było niewiarygodne. Mieliśmy obfite plony, plony, jakich nigdy przedtem nie widzieliśmy, lecz jak to jest możliwe, żeby drzewa zaowocowały bez kwiatów? Jak można otrzymać owoce z drzew wyglądających jak zeschnięte badyle? Naukowcy nigdy nie znaleźli odpowiedzi na ten fenomen.

W ogrodzie klasztornym rosły cyprysowe, owocowe i iglaste drzewa. W letnie popołudnia Ojciec Pio zasiadywał w ich cieniu ze swymi goścmi i przyjaciółmi aby schronić się przed skwarem słońca. Pewnego razu, kiedy Ojciec Pio rozmawiał z dużą grupą ludzi, całe mnóstwo ptaków zaczęło ćwierkać i hałasować w cieniu drzew. Ptaki te skomponowały symfonię. Ojciec Pio zniecierpliwiony symfonią zadarł głowę i powiedział: �Cisza!� W tym momencie zamarł hałas ptaków, świerszczy i cykad. Ludzie obecni przy nim byli wielce oszołomieni. Ojciec Pio przemówił do ptaków jak Święty Franciszek.

Pewien mężczyzna powiedział: �Moja matka pochodzi z Foggi i była jedną z pierwszych córek kościoła Ojca Pio. Poprosiła aby Ojciec Pio nawrócił i chronił mojego ojca. W kwietniu 1945. roku mój ojciec został skazany na karę śmierci, która miała być wykonana przez pluton egzekucyjny. Był przed plutonem kiedy nagle ujrzał Ojca Pio, który zjawił się, żeby go ocalić. Dowądzący plutonem wydał rozkaz oddania ognia ale żaden z karabinów wymierzonych w mojego ojca nie wystrzelił. Siedmiu żolnierzy i ich dowódca z niedowierzaniem sprawdzili swą broń lecz nie znaleźli w niej żadnych usterek. Pluton znów wymierzył w mojego ojca i próbował oddać strzały po raz drugi lecz i tym razem karabiny nie wystrzeliły. To tajemnicze i niewytłumaczalne zajście przerwało egzekucję. Pózniej mój ojciec otrzymał ułaskawienie od kary smierci za zasługi w wojnie, za które otrzymał medal i gdzie również został kaleką. Po powrocie do domu przeszedł na wiarę katolicką, otrzymał sakrament w Rotundzie San Giovanni i poszedł złożyć dzięki Ojcu Pio. Dzięki temu spełnił się upragniony przez moją matkę cód, o który zawsze prosiła Ojca Pio: nawrócenie jej męża.�

Ojciec Onorato opowiadał: �Przyjechaliśmy razem z moim kolegą motocyklem do Rotundy San Giovanni. Dotarliśmy do klasztoru tuż przed południem. Po oddaniu hołdu przełożonemu udałem się do sali jadalnej aby spotkać się z Ojcem Pio i pocałować jego rękę. Muszę zauważyc, że mój motor był marki �Osa�, Ojciec Pio spytał się mnie więc: �Synu, czy �osa� Cię nie ukąsiła?� Byłem tym zdziwiony, ponieważ Ojciec Pio nie widział mnie kiedy zajechałem, ale skąds wiedział jakiego środku transportu użyłem aby się tu dostać. Następnego ranka opuściliśmy Rotunde na mojej �Osie� udając się w stronę St. Michel, małego miasteczka położonego nieopodal. Kończyła się benzyna więc postanowiliśmy napełnić bak w Monte St. Angelo. Jednakże tuż po wjeździe do miasteczka okazało się, że mamy pecha, gdyż wszystkie stacje były zamknięte. Zdecydowaliśmy się więc wrócić do Rotundy San Giovanni z nadzieją, że spotkamy po drodze kogoś, od kogo będziemy mogli dostać paliwo. Martwiłem się moimi braćmi w klasztorze; byłoby niewdzięcznością nie wrócić na czas południowego posiłku, gdyż wiedziałem, ze mnie oczekują. Nagle silnik zaczął hałasować z powodu niedostatku benzyny i po kilku metrach motor stanął. Po sprawdzeniu baku okazało się, że jest pusty. Ze smutkiem przypomniałem mojemu koledze, że zostało nam już tylko dziesięć minut, żeby zdążyć na wspólny posiłek z naszymi braćmi. Nie byliśmy w stanie znaleźć żadnego rozwiązania i wtedy moj kolega z frustracją pchnął nogą korbę od rozrusznika. To było nie do uwierzenia. Motor nagle zaczął działać. Natychmiast ruszyliśmy w stronę Rotundy San Giovanni nie zadając sobie pytania jak to było możliwe, że uruchomiliśmy motocykl bez paliwa. Kiedy dojechaliśmy na środek placu motor znów przestał działać, tak samo nagle, jak zaczął. Sprawdziliśmy bak i okazało się, że był tak samo pusty jak przedtem. Równie wielkie zdumienie ogarnęło nas, kiedy spojrzeliśmy na zegarki: było dziesięć minut przed czasem posiłku. To oznaczało, ze przejechaliśmy piętnaście kilometrów w pięć minut: średnio 180 kilometrów na godzinę. Bez benzyny! Wszedłem do klasztoru akurat wtedy, kiedy moi bracia schodzili na posiłek; a kiedy poszedłem zobaczyć się z Ojcem Pio, on tylko mi sie przyglądał i uśmiechał.

Był maj 1925. roku. Maria miała małe dziecko, które było chore od urodzenia. W związku z tym Maria była bardzo zatroskana o los swojego dziecka. Po wizycie lekarskiej powiedziano jej, że jej dziecko ma bardzo skomplikowaną chorobę. Nie było dla niej żadnej nadziei, żadnych szans na wyzdrowienie. Wtedy Maria zdecydowała się pojechać pociągiem do Rotundy San Giovanni. Mimo że mieszkała w maleńkiej miejscowości na południu Puglii (biedny rejon południowych Włoch), dotarły do niej opowieści o Ojcu Pio, o zakonniku, który był znamienny jak Jezus, czynił cuda, uzdrawiał chorych i dawał nadzieję zdesperowanym. Natychmiast wyjechała w stronę Rotundy, lecz po drodze dziecko zmarło. Czuwała przy nim całą noc a potem położyła do kufra i zamknęła wieko. Następnego dnia dotarła do Rotundy San Giovanni. Nie miała nadziei lecz nie utraciła wiary. Tego wieczora poznała Ojca Pio. Czekała w kolejce do konfesjonału i niosła na rękach kufer, gdzie znajdowało sie ciało jej synka, który zmarł dwadzieścia cztery godziny wcześniej. Kiedy stanęła przed Ojcem Pio, uklękła, zapłakała i błagała o pomoc. On przypatrywał się jej uważnie i wtedy ona uchyliła wieko i pokazała Ojcu zwłoki dziecka. Ojciec Pio, do głębi serca poruszony jej żalem, wziął maleńkie ciałko jej synka i położył na jego czole swą dloń. Modlił się, zadzierając głowę do Nieba. Nagle dziecko ożyło. Zaczęło ruszać rączkami, nóżkami i wyglądało tak, jakby dopiero co przebudziło się z długiego snu. Zwracając się do matki, Ojciec Pio rzekł: �Matko, czemu płaczesz? Twój syn spał!� Okrzyki radości matki i zebranych wypełniły cały kościół i wydarzenia tego dnia i cudu, jaki uczynił Ojciec Pio były na ustach wszystkich.

Tego wieczora inżynier pozostał długo w klasztorze i kiedy zdecydował się wyjść zobaczył, że pada deszcz. Zwrócił się do Ojca Pio: �Nie mam parasola. Czy mogę zostać tutaj do rana? Bo jeśli nie to zmoknę na deszczu.� �Przykro mi przyjacielu, to jest niemożliwe. Ale nie martw się. Dotrzymam tobie towarzystwa.� Odpowiedział Ojciec Pio. Ale inżynier pomyślał, że byłoby lepiej dla Ojca Pio gdyby nie odbywał tej pokuty. Pomyślał tak pomimo, że byłoby bardziej bezpiecznie iść w jego towarzystwie. Inżynier włożył na głowę kapelusz i zaczął iść 3 kilometry dzielące klasztor od miasta. W momencie, gdy wyszedł zauważył ze zdziwieniem, że przestało padać.Kiedy dotarł do domu w którym gościł jeszcze trochę siąpiło. �Mój Boże!� wykrzyknęła kobieta, która otworzyła mu drzwi �Musisz być zupełnie przemoczony!� �Wcale nie.� Odparł inżynier �Przecież nie pada.� W tym momencie chłopi, którzy go gościli popatrzyli na siebie ze zdziwieniem. �Co ty mówisz? Przestało padać. Leje deszcz. Posłuchaj!� Otworzyli drzwi, na zewnątrz padał gęsty deszcz. Powiedzieli mu, że deszcz padało bez przerwy przez godzinę. �Jak tobie się udało dojść tutaj i nie zmoknąć?� zapytali. Inżynier powiedział: �Ojciec Pio powiedział mi, że będzie mi towarzyszył.� Wtedy chłopi uświadomili sobie, że Ojciec Pio sprawił cud i powiedzieli mu o tym. �No to wszystko jest jasne, jeśli Ojciec Pio tak tobie powiedział.� Po wyjaśnieniu zdarzenia poszli do kuchni zjeść obiad i wtedy kobieta powiedziała: �Towarzystwo Ojca Pio jest z pewnością lepsze niż parasol�.

Człowiek z Ascoli Piceno (miasto we Włoszech) powiedział: �Pod koniec lat 50-tych pojechałem wraz z moją żoną do Saint Giovanni Rotondo, żeby pójść do spowiedzi, otrzymałem rozgrzeszenie, pokutę i poradę od Ojca Pio. Wieczorem byłem stale na terenie klasztoru, kiedy Ojciec Pio zobaczył mnie ponownie i zapytał: �Ciągle tu jesteś?� �Tak. Moja �Mała Myszka� nie zapaliła!� powiedziałem - �Co to jest �Mała Myszka�?� zapytał Ojcec Pio - �To mój samochód. Nzywam go �Mała Myszka�. Odpowiedziałem - �Chodźmy to zobaczyć.� Powiedział Ojciec Pio. Powiedział mi, żebym ruszył w drogę co uczyniłem bez kłopotu. Jechaliśmy całą noc i przez następny ranek. Po przybyciu na miejsce odwiozłem samochód do warsztatu do przeglądu. Mechanik powiedział mi, że samochód miał nie działającą instalację elektryczną. Nie mógł uwierzyć, kiedy powiedziałem mu, że jechałem tym samochodem przez całą noc. W rzycczywistości przejechanie 300 kilometrów dzielących San Giovanni Rotondo i Ascoli Picena w takim samochodzie było niemożliwe. Zrozumiałem, że Ojciec Pio pomógł wrócić do domu i w myślach podziękowałem mu za to.

Mąż jednej kobiety był bardzo chory. Kobieta udała się do klasztoru, ale nie wiedziała jak dotrzeć do Ojca Pio. Żeby się wyspowiadać przed nim musiała czekać aż trzy dni. Chcąc zwrócić na siebie uwagę wstała w czasie mszy i przeszła z jednej strony kościoła na drugą. W końcu zdecydowała się w modlitwie opowiedzieć o swoim problemie Maryi i prosić o pomoc Ojca Pio. Po mszy zaczęła ponownie iść przez kościół, żeby spotkać Ojca Pio. W końcu doszła do słynnego korytarza przez który zawsze przechodził Ojceic Pio. Jak tylko Ojciec Pio ją zauważył powiedział: �Kobieto małej wiary, kiedy w końcu poprosisz mnie o pomoc? Czy uważasz, że jestem głuchy? Pięć razy już opowiedziałaś mi o swoim kłopocie, kiedy stałaś przy mnie. Ja rozumiem! Ja rozumiem! �Idź do domu. Wszystko jest dobrze.� Poszła do domu i zobaczyła, że jej mąż wyzdrowiał.

C.D.N

zrodlo: http://www.padrepio....cles_Polska.htm
  • 0

#13 Gość_inga

Gość_inga.
  • Tematów: 0

Napisano

Sw. Ojciec Pio, miał bardzo bogate życie wewnętrzne.
Długie godziny spędzone na modlitwie, jego pokora , skromność i posłuszeństwo wobec przełożonych , szykany którym był poddawany bezpodstawnie , ale przedewszystkim głęboka wiara w Boga i całowite Mu zaufanie zaowocowały darami, cudownymi prezentami od Niego, które wykorzystywał, by pomagać wszystkim potrzebującym.
Traper pyta , w czym my, ludzie, jesteśmy lepsi od innych istot zyjących we Wszechświecie.
To skomplikowane pytanie, na które tylko Bóg zna odpowiedż . Być może jesteśmy wyjatkowi dlatego , że tylko nas, ludzi, Bóg stworzył na Swój obraz i podobieństwo ( ale to tylko moje domysły i przypuszczenia) .
  • 0

#14 Gość_muhad

Gość_muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

Zapach świętości ojca Pio

Zapach świętości ojca Pio � niektórzy święci posiedli dar, który jest znany jako �zapach świętości�. Fenomen ten nazywany jest osmogenezą. Pozwala on na odczuwanie obecności świętego poprzez charakterystyczny dla niego aromat. Ów zapach świętości ojca Pio był wyraźnie wyczuwalny przez ludzi, którzy znajdowali się w pobliżu. Wydobywał się z jego ciała, ubrań lub przedmiotów które dotknął. Czasem był wyczuwalny w miejscach przez które jedynie przeszedł.

Pewnego dnia, znany lekarz usunął bandaż z rany na piersi ojca Pio. Gaza była przesączona krwią, doktor zamknął ją w pojemniku aby później zbadać ją w swoim laboratorium w Rzymie. W drodze do domu, ludzie podróżujący wraz z lekarzem stwierdzili że �czują zapach, który kojarzy im się z ojcem Pio�. Nikt z nich nie wiedział opatrunku znajdującym się w bagażu. Po przebadaniu lekarz zachował gazę w swoim laboratorium, a dziwny zapach utrzymywał się w nim przez długi czas, wzbudzając zainteresowanie pacjentów.

Brat zakonny Modestino opowiadał: � Kiedyś byłem na wakacjach w St. Giovanni Rotondo. Poszedłem do zakrystii aby pomóc ojcu Pio w mszy św., ale byli tam już inni mnisi kłócąc się o to kto powinien to zrobić. Ojciec Pio przerwał te kłótnie mówiąc: �tylko on będzie służył do mszy� i wskazał na mnie. Towarzyszyłem mu do ołtarza św. Franciszka i z nabożną czcią służyłem. Kiedy doszliśmy do Podniesienia, poczułem nieodpartą chęć ponownego poczucia zapachu, który owładnął mnie kiedy całowałem dziś rękę ojca Pio. Pragnienie to w tym samym momencie zostało spełnione, zapach pojawił się i robił się z każdą chwilą intensywniejszy tak że w końcu poczułem się słabo. Musiałem oprzeć się o klęcznik, żeby nie upaść! Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że za chwilę zemdleję, w myślach poprosiłem ojca Pio aby uchronił mnie od upadku na oczach ludzi. W tym samym momencie zapach zniknął. Wieczorem, kiedy towarzyszyłem ojcu Pio w drodze do domu, zapytałem go o wyjaśnienie tego zjawiska. Odpowiedział: �Moje dziecko, nie jestem w stanie tego wyjaśnić. Bóg pozwala poczuć ten zapach wtedy kiedy chce��.

Czekając na spowiedź u ojca Pio, widziałem go słuchającego spowiedzi jakiejś kobiety. Kiedy pomyślałem, że za chwilę będę rozmawiał ze świętym otoczył mniefiore.gif (2499 byte) silny zapach lilii. Poczułem się strasznie zmieszany, ponieważ nigdy nie wierzyłem w te historie o zapachach. Od tej pory wiedziałem, że one naprawde istnieją.

Pewna 24 letnia kobieta z Bolonii miała poważne powikłania funkcji prawego ramienia w wyniku wypadku, który zdarzył się trzy lata wcześniej. Po operacji i długim okresie rehabilitacji chirurg powiedział ojcu dziewczyny, że już nigdy nie będzie mogła ruszać prawą ręką. Ręka była sztywna w wyniku usunięcia fragmentu kości i nie przyjęcia przeszczepu. Ojciec wraz z córką udali się do St. Giovanni Rotondo. Spotkali ojca Pio, który im pobłogosławił i powiedział: �Ponad wszystko nie rozpaczajcie! Zaufajcie Bogu! Ramię wyzdrowieje.� Był koniec lipca 1930 roku, kobieta wróciła do Bolonii bez żadnej poprawy zdrowia. Czy to możliwe, że ojciec Pio się pomylił? Wkrótce o sprawie zapomniano. 17 września (dzień celebracji stygmatów św. Franciszka), w pewnym momencie mieszkanie w którym mieszkała rodzina, wypełnił piękny zapach żonkili i róż. Zjawisko trwało około kwadransa, podczas którego wszyscy zachodzili w głowę, skąd bierze się ów zapach. Tego dnia ramię dziewczyny wróciło do pełnej sprawności. Zdjęcie rentgenowskie wykazało całkowite wyleczenie kości.

Pewien człowiek powiedział: �Nadszedł dzień kiedy zdecydowałem się pójść za sugestią mojej żony i odwiedzić Ojca Pio. Było to dokładnie w 25 rocznicę naszego ślubu, i przez te wszystkie lata nigdy nie byłem w kościele. Czułem przygniatający ciężar win nagromadzonych przez te lata, a także wielką potrzebę ich wyspowiadania, lecz gdy tylko zbliżyłem się do Ojca Pio, ten rzekł ostro (nie patrząc na mnie): �Odejdź ode mnie!�. Powiedziałem: �Przyszedłem aby się wyspowiadać, abyś mi mógł udzielić wybaczenia Jezusowego.� Wyrzekłem to dość ostrym tonem, i on równie ostro odrzekł: �Powiedziałem: idź sobie!�. Wybiegłem z tego małego kościółka i biegłem poprzez ogród aż do hotelu. Przyszła tam wkrótce moja żona, która widziała moją ucieczkę, i zaczęła mnie pytać: �Co się stało? Co ty robisz?� Odpowiedziałem, że pakuję walizki i wyjeżdżam. W tym momencie owionął mnie zapach perfum � intensywny i cudowny. Byłem zaskoczony, lecz zapach ten ukoił mnie natychmiast i poczułem wielką wewnętrzną potrzebę by powrócić do Ojca Pio. Zabrało mi jednak cały dzień aby zebrać w sobie odwagę. Przygotowywałem się do spotkania z Ojcem, dokonując rzetelnego rachunku sumienia. Ojciec Pio przyjął mnie tym razem serdecznie, i udzielił mi odpuszczenia grzechów, którego tak potrzebowałem.�

Pewna kobieta opowiedziała: �Mój mąż był ciężko ranny w wypadku samochodowym. Przewieziono go do szpitala w Taranto (we Włoszech). Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Na terenie szpitala była kaplica dedykowana Ojcu Pio. Przed każdą wizytą u mojego męża wchodziłam tam, aby pomodlić się za jego wyzdrowienie do Ojca Pio. Pewnego dnia, gdy tam się modliłam, ogarnął mnie �święty� zapach Ojca Pio � cudowna woń lilii. Uznałam to za znak, że moje modlitwy są wysłuchane. I rzeczywiście, od tego momentu stan zdrowia mojego męża zaczął się poprawiać, aż w końcu całkowicie wyzdrowiał z odniesionych ran.�

Pewien pan z Toronto mówił: �W roku 1947 moja żona ciężko zachorowała. Przyjęto ją do szpitala w Rzymie, konieczna była operacja. Pojechałem do St. Giovanni Rotondo, aby spotkać się z Ojcem Pio. Dobry Ojciec Pio wysłuchał mojej spowiedzi. Po otrzymaniu rozgrzeszenia rozmawiałem z nim o stanie mojej żony. Poprosiłem go �Ojcze, wspomóż mnie w modlitwie!�. I natychmiast poczułem rozkoszny, przejmujący zapach, co mnie bardzo zaskoczyło. Wróciłem do domu późnym wieczorem, a gdy tylko otworzyłem drzwi, poczułem znowu ten sam zapach, który unosił się gdy byłem obok Ojca Pio. Poczułem się wzmocniony na duchu. Moja żona przeszła operację bez żadnych komplikacji. Opowiedziałem jej później o moich cudownych doświadczeniach, i razem dziękowaliśmy Ojcu Pio.�

Młode małżeństwo w Anglii przeżywało poważne problemy. Byli już na skraju rozpaczy, nie wiedzieli do kogo się zwrócić o pomoc. Ktoś powiedział im o Ojcu Pio. Napisali do niego o swoich problemach, lecz nie otrzymali odpowiedzi. Postanowili wtedy pojechać do St. Giovanni Rotondo aby spotkać się z Ojcem Pio i zasięgnąć jego mądrej rady. Droga z Anglii do Puglia we Włoszech jest długa, a w dodatku było to w środku srogiej, śnieżystej zimy. Pomimo pogody wybrali się w drogę. Pierwszą noc spędzali w podrzędnym hotelu w Bernie, gdyż na lepszy nie mogli sobie pozwolić. Dopadły ich znowu wątpliwości � co będzie jeśli Ojciec Pio ich nie przyjmie? Kontynuować podróż czy wracać? Gdy tak debatowali, ich pokój wypełnił się słodkim, upojnym zapachem, który wywierał na nich ogromnie kojący wpływ. Kobieta nawet zaczęła szukać źródła tego zapachu, myśląc że to ktoś przez roztargnienie zapomniał w pokoju swojej buteleczki perfum, lecz bez skutku. Chwilę później zapach ulotnił się, a pokój wypełnił, jak poprzednio, odór zgnilizny. Małżonkowie opowiedzieli o swoim przeżyciu właścicelowi hotelu, którego to bardzo zaskoczyło: żaden z jego klientów nigdy nie twierdził, że czuje zapachy perfum w hotelu. Jednak nasi małżonkowie poczytali to za znak aby kontynuować podróż do St. Giovanni Rotondo i spotkać się z Ojcem Pio. Gdy już tam dotarli, ów młody człowiek powiedział po włosku do Ojca Pio (jako że dobrze mówił po włosku): �Pisaliśmy do Ojca, ale ponieważ nam nie odpowiedziałeś...� �Co takiego?� przerwał mu Ojciec Pio. �Czemu mówisz, że nie odpowiedziałem? Czyż nie czuliście niczego w tamten wieczór w hotelu w Szwajcarii?� Zrozumieli wtedy, że ten zapach który czuli w pokoju hotelowym był zapachem Ojca Pio, i wypełniła ich radość i wdzięczność. A do rozwiązania ich problemów w istocie wystarczyło kilka mądrych słów Ojca Pio.

Pewien mężczyzna poznał Ojca Pio dzięki serii dziwnych zdarzeń. "Pierwszy raz usłyszałem o tym Świętym Człowieku zaraz po wojnie. Mój przyjaciel, który go znał, z entuzjazmem opowiadał o nim różne historie. Co do mnie, opowiadania te wydawały się nieprawdopodobne i trudne do uwierzenia, zwłaszcza opowiadania o zapachu perfum, jaki ludzie czuli, nawet wtedy kiedy nie byli w pobliżu Świętego Zakonnika. Ku mojemu zdziwieniu, także i ja z czasem zacząłem wyczuwać dziwny zapach fiołkow w najbardziej nieprzewidzianych miejscach. Zaskoczony, zacząłem niedowierzać własnym zmysłom. Wmawiałem sobie nawet, że to tylko przewidzenia. Lecz pewnego dnia, w czasie wakacji, poszedłem wraz z żoną wysłać list. Bedac na poczcie, nagle poczułem wyraźną woń fiołków. Czując ten zapach, żona zapytała "Skąd jest ten zapach?". Z podnieceniem zapytałem "Ty także go czujesz?" Wtedy opowiedziałem jej o Ojcu Pio i o historiach związanych z zapachem perfum otaczających jego osobę. Opowiadania te bardzo poruszyły moją żonę, która poradziła mi jak najszybciej pojechać do San Giovanni Rotondo. Następnego dnia wyruszyliśmy w drogę. Spotkalismy się z Ojcem Pio, który rzekł do mnie "O, tu jest nasz bohater. Ile się musiałem namęczyć, żeby cię Oto historia opowiedziana przez pewną kobietę. "Od dłuższego czasu miałam problemy z oczami. Bardzo mnie bolały i prawie nic nie widziałam. Byłam u kilku lekarzy, którzy po wielu badaniach stwierdzili, wylew krwi do oka. Podejrzewali także raka. Lekarze nie dawali żadnej nadzieji na wyleczenie. Wiadomość ta bardzo mnie zasmuciła i popadłam w wielką depresję. Po pewnym czasie przejeżdżając koło Benevento, zdecydowałam się pojechać aż do Pietreicina i odwiedzić Zakon Ojca Pio. Przechodząc przez pokój, w którym mieszkał Ojciec Pio, zatrzymałam się i zaczęłam się modlić za moich bliskich. W czasie modlitwy poczułam intensywny zapach kadzidła. W drodze powrotnej do Rzymu, pamiętając co zaszło w pokoju Ojca Pio, postanowiłam prosić Go o wyleczenie moich oczu. Zwróciłam się do Niego z całą moją wiarą i nadzieją. Nie musiałam długo czekać aby Ojciec Pio wysłuchał moje modlitwy. W krótkim czasie wzrok mi się polepszył i niedługo po tym moje oczy były zupełnie zdrowe. Lekarze nie mogli uwierzyć w mój cudowny powrót do zdrowia tu sciągnąć." Tego samego dnia, miałem okazję rozmawiać z Ojcem Pio prywatnie. Spotkanie to zmieniło całe moje życie."

Oto zwierzenia innej osoby. "Kilka lat temu, przeżyłem zawał serca. Lekarze poradzili mi, abym poddał się operacji, która poprawi stan mojego zdrowia. Zgodziłem się. To było w czerwcu 1991 roku. W czsie operacji lekarze wykonali poczwórny bypass. Kiedy obudziłem się po narkozie stwierdziłem, że nie mam czucia w mojej prawej nodze i ręce. Byłem zrozpaczony. Po pewnym czasie zacząłem się modlić do Ojca Pio z prośbą o pomoc. Modliłem się do Niego przez trzy dni. Trzeciego dnia, w czasie modlitwy poczułem przesycający zapach kwiatów. Kiedy zapach zniknął poczułem jak życie wraca w mojej prawej nodze. Od razu wiedziałem, że moje modlitwy zostały wysłuchane."

Pewna kobieta opowiedziała taką historię: �Miałam duże problemy z oczami. Czułam wielki ból i prawie nic nie widziałam. Byłam u wielu lekarzy, którzy po wielu badaniach orzekli: nieodwracalny krwotok śródgałkowy, z prawdopodobnym nowotworem. Z ich słów wynikało, że choroba ta nieuchronnie powoduje całkowitą utratę wzroku, i że medycyna nie zna sposobu na jej uleczenie. Wieść ta wywołała u mnie depresję i niepokój. Byłam w podróży, której trasa przebiegała w pobliżu Benevento, więc zdecydowałam się zajechać do Pietrelciny, gdzie mogłabym odwiedzić klasztor Ojca Pio. Gdy byłam w jednej z ostatnich cel gdzie żył Ojciec Pio, coś mnie głęboko dotknęło. Modliłam się wtedy za moich krewnych, i nieoczekiwanie poczułam intensywną woń kadzidła. Wracając pociągiem do Rzymu wiele myślałam o tym zdarzeniu w celi Ojca Pio. Postanowiłam prosić Ojca Pio o uzdrowienie moich chorych oczu. Zwróciłam się ku niemu z całą siłą wiary na jaką mnie było stać. Ojciec Pio nie zwlekał z wysłuchaniem mojej modlitwy. Mój wzrok zaczął się poprawiać, i po niedługim czasie byłam całkiem uzdrowiona, w sposób zupełnie niewyjaśnialny przez medycynę. Lekarze, którzy mnie później badali, wprost nie mogli w to uwierzyć.�

Meżczyzna z Caniatti (Sycylia, Włochy) opowiedział taką historię. "To było na początku 1953 roku, kiedy żona moja zaszła w ciążę. Niestety, żona miała poważne problemy z nerkami i lekarze powiedzieli nam, że "życie naszego dziecka jest zagrożone". Według nich jedynym rozwiązaniem była operacja. Byłem zrozpaczony i zdesperowany. W maju napisałem list do Ojca Pio z prośbą o pomoc. Kilka dni później wydarzyło się coś dziwnego. Będąc w innych pokojach, oboje z żoną wyczuliśmy tajemniczy zapach róż. W tym momencie listonosz zapukał do dzwi i wręczył nam list od Ojca Pio. W liście tym przeczytalismy, ze Ojciec Pio będzie się modlił za żonę i nasze nienarodzone jeszcze dziecko. Dzień później żona miała badania lekarskie. Lekarze ze zdziwieniem stwierdzili, że jest zupełnie zdrowa."

Adwokat, który był bardzo oddany Ojcu Pio opowiedział taką historię. "Muszę się przyznać, że w czasie jednej Mszy Świetej odprawianej przez Ojca Pio, byłem trochę rozproszony gdy nagle przepełnił mnie zapach fiołków. Zapach ten był tak silny, że podziałał jak wstrząs. Obudzony jak ze snu stwierdziłem, że byłem jedyną osobą stojącą wśród klęczącego tłumu. Natychmiast klęknąłem, zapominając o zapachu unoszacym się wokół mnie. Zgodnie z moim zwyczajem, po Mszy poszedłem przywitać się z Ojcem Pio. Ojciec powitał mnie tymi słowami "Byłes trochę rozproszony dzisiaj". Zakłopotany odpowiedziałem, "Tak Ojcze. Byłem trochę nieobecny, ale na szczęście twoje perfumy sprowadziły mnie z powrotem." "Nie perfumy lecz klaps ci się należy", odpowiedział Ojciec Pio.

Anioł Stróż



Jeden z Amerykanów włoskiego pochodznia, który mieszkał w Kalifornii, czasami powierzał swemu Aniołowi Stróżowi niektóre wiadomości by przekazał je Ojcu Pio. Pewnego razu po spowiedzi spytał Ojca Pio �Czy on rzeczywiście otrzymał wiadomość od Anioła Stróża?� Ojciec Pio zapytał go: �Co ty myślis? Czy myślisz, ża ja mam słaby słuch?� Następnie Ojciec Pio powtórzył wiadosmości, które zostały mu przesłane od Anioła Stróża kilka dni wcześniej.



Ojciec Lino powiedział: � Prosiłem mojego Anioła Stróża, aby przekazał Ojcu Pio prośbę o modlitwę dla kobiety, która była bardzo chora, ale wygląda na to, że nic się nie zmieniło. Kiedy spotkałem się z O.Pio, powiedziałem mu: � Ojcze, prosiłem mojego Anioła Stróża, aby przyniósł modlitwę w intencji kobiety, która była bardzo chora... czy to jest możliwe, że on tego nie uczynił. A O.Pio odpowiedział: �Czy ty sądzisz, że twój Anioł Stroż jest nieposłuszny jak ty albo ja?

Ojciec Euzebio powiedział: �Miałem zamiar lecieć samolotem do Londynu, wbrew sugestiom Ojca Pio, by nie używać tego środka transportu. Kiedy przelatywaliśmy nad Kanałem (La Manche) potężny huragan sprawił, że samolot znalazł się w niebezpieczeństwie. W trakcie tego strasznego niebezpieczeństwa modliłem sie nie wiedząc co mam czynić, wysłałem mojego Anioła Stróża do Ojca Pio. Kiedy wróciłem do St. Giovanni Rotondo, spotkałem się z Ojcem Pio i usłyszałem od niego: �Dobrze się czujesz? Czy wszystko jest w porządku?�. Odpowiedziałem wtedy: �Myślałem, że umrę�, świętobliwy ojciec odpowiedział: � To dlaczego nie jesteś posłuszny?� Odpowiedziałem mu: �Ale ja ci wysłałem mojego Anioła Stróża... wtedy O.Pio powiedział: � Na szczęście on przybył na czas!�

Włoski prawnik wracał do domu z Bolonii. W jego samochodzie Fiat 1100 była także jego żona i dwójka dzieci. W pewnym mommencie � z powodu wielkiego zmęczenia spowodowanego długą jazdą chciał by ktoś go wymienił. Wtedy poprosił syna Guido by on go zastąpił. Lecz jego syn nic powiedział, gdyż spał. Po przejechaniu kilku kilometrów - przy bramie Św. Łazarza - sam prawnik też zasnął. Kiedy się obudził uświadomił sobie, że nie wiele brakowało, by zginął. Gdy zasnął za kierownicą wjechał na tory kolejowe, po którychFOTO10.jpg (4634 byte) jechał przez kilka kilometrów. Gdy się ocknął, przeraził się bardzo i zaczął płakać: �Kto prowadził samochód? I jak to się mogło stać?, ale nikt nie mógł mu odpowiedzieć na te pytania. Giedy siędzący po prawej stronie syn obudził się, powiedział, że spał bardzo mocno. Natomiast jego żona oraz młodsze dziecko byli bardzo zdumieni i nie mogli uwierzyć w to co się stało. Stwierdzili tylko, że on jechał inaczej niż zwykle. Powidzieli, że w pewnym momencie samochód był bardzo bliski zderzenia z drugim samochodem ale w ostatniej chwili uniknął zderzenia dzięki doskonałemy manwrowi. Droga zakrętu również była inna niż zwykle. Na dodatek jego żona powiedziała: �Ty byłeś przez dłuższą chwilę w bezruchu i nie odpowiadałeś na nasze pytania�. Prawnik odrzekł, �Nie mogłem odpowiedzieć, bo spałem. Podczas gdy spałem, przejechałem 15 kilometrów. Nie czułem nic, bo spałem... ale kto prowadził samochód? Kto zapobiegł katastrofi?� Po kilku miesiącach tajemnica się wyjaśniła. Prawnik pojechał do St. Giovanni Rotondo. Kiedy tylko Ojciec Pio zobaczył go, powiedział: �Ty spałeś, a Anioł Stróż prowadził twój samochód.�

Jedna z duchowych córek Ojca Pio szła wiejską drogą do klasztoru, gdzie czekał na nią Ojciec Pio. Był to jeden z owych zimowych dni, wybielonych przez śnieg, po którym nawet ciężko było chodzić. Droga była tak obficie pokryta śniegiem, że kobieta była pewna, iż nie dojdzie na czas do klasztoru, by spotkać się z przełożonym. Pełna wiary powierzyła swój niepokój Aniołowi Stróżowi Ojca Pio, by ten powiedział Ojcu, że spóźni się do klasztoru z powodu dużego śniegu. Kiedy wreszcie dotarła do klasztoru z ogromną radością ujrzała, wyczekujęcego za oknem i uśmiechającego sie do niej zakonnika.

Jeden mężczyzna powiedział: "Ojciec Pio często zatrzymywał się w zakrystii i pozdrawiał pocałunkiem swoje duchowe dzieci oraz przyjaciół. Popatrzyłem z zazdrością na tych szczęśliwców i pomyślałem: "Tak bardzo chciałbym być na ich miejscu...jak bardzo są pobłogosławieni!". W 1958 r. w okresie Bożego Narodzenia klęczałem przed Ojcem Pio w trakcie spowiedzi. Następnie popatrzyłem na niego i pełen emocji zapytałem: "Ojcze, dzisiaj jest Boże Narodzenie, czy składając życzenia mogę Cię pocałować"? A On uśmiechając się z niewypowiedzianą słodyczą, jakiej nie potrafię przelać na papier, powiedział: "Pośpiesz się moje dziecko, nie pozwól mi marnować czasu"! I objął mnie. Pocałowałem Go i jak ptak, pełen radości i niebiańskiego zachwytu, odszedłem. Co mogę powiedzieć na temat pogłaskania głowy?? Za każdym razem, kiedy opuszczałem San Giovanni Rotondo, pragnąłem, aby Ojciec Pio dał mi znak szczególnego upodobania. Chciałem, aby pogłaskał moją głowę z ojcowską czułością. Również chciałbym podkreślić, że nigdy nie odmówił mi niczego. Pewnego dnia było bardzo wielu ludzi w zakrystii małego kościółka i Ojciec Vincenzo upominał z surowością: "Nie popychać, nie potrząsać rękami Ojca Pio!" Smutny pomyślałem: "Tym razem odjadę bez dotknięcia jego rąk." Nie chciałem się jednak poddawać i błagałem mojego Anioła Stróża, aby powtórzył moje słowa Ojcu Pio: "Ojcze, pragnę Twojego błogosławieństwa i pogłaskania mojej głowy dwa razy, jak zwykle, jeden raz dla mnie, a drugi dla mojej żony". Ojciec Vincenzo wciąż powtarzał:" Nie dotykać Ojca Pio...proszę stać daleko!" i wtedy zobaczyłem, że Ojciec Pio zbliża się do mnie. Stałem pełen obaw. Uśmiechnął się do mnie i pogłaskał mnie dwa razy. Pocałowałem jego rękę. "Chciałbym Cię głaskać bardzo wiele razy, bardzo wiele razy..." powiedział do mnie po raz pierwszy, kiedy ja prosiłem Go tylko o dwa razy."



Kobieta siedziała na skwerze Kościoła Ojców Kapucynów. Kościół był zamknięty. Było późno, a ona modliła się myśląc i powtarzając w swoim sercu: "Ojcze Pio, pomóż mi! Aniele Stróżu idź i powiedz Ojcu Pio, aby mi pomógł, w przeciwnym razie moja siostra umrze"! W pewnym momencie z okna doszedł ją głos Ojca Pio: "Kto mnie wzywa o tej porze? Jaki jest problem"? I kobieta opowiedziała o chorobie swojej siostry. Ojciec Pio w akcie bilokacji udał się do chorej i ją uzdrowił.

Mężczyzna powiedział Ojcu Pio: "Nie mogę tu często przyjeżdżać i widzieć Cię. Moja pensja nie pozwala mi, na takie drogie podróże". Ojciec Pio odrzekł: "Kto powiedział, abyś tutaj przyjeżdżał? Masz swojego Anioła Stróża, nieprawdaż? Powiedz mu, czego pragniesz i przyślij go do mnie, a otrzymasz odpowiedź."

Kiedy Ojciec Pio był młodym księdzem napisał list do swojego spowiednika, w którym wyznał: "kiedy przychodzi noc i zamykam oczy, widzę Niebo, które zjawia się tuż przede mną. Ta wizja dodaje mi odwagi i mogę spać ze słodkim uśmiechem na ustach i spokojnymi myślami, czekając, aż mój mały towarzysz z dzieciństwa przybędzie, by mnie obudzić i modlić się razem słowami drogimi naszym sercom".

Jednego dnia Ojciec Alessio niosąc listy w ręce, zbliżył się do Ojca Pio i chciał go o coś zapytać, lecz Ojciec Pio nagle mu powiedział: "Nie widzisz, że jestem zajęty? Zostaw mnie w spokoju." Ojciec Alessio odszedł upokorzony. Później Ojciec Pio go zawołał i powiedział: "Czy widziałeś wszystkie te anioły, które były blisko mnie? To byli Aniołowie Stróżowie, którzy przynieśli prośby od moich duchowych dzieci. Musiałem odpowiedzieć na ich potrzeby".

Lekarz zapytał Ojca Pio: "Tak wiele aniołów jest wciąż blisko Ojca. Czy Ojcu nie przeszkadzają?" "Nie", odpowiedział Ojciec Pio, "One są bardzo posłuszne".

Jeden z duchowych wychowanków Ojca Pio powiedział: �Wydaje się, że Ojciec Pio zawsze wysłucha każdego, kto do niego przyjdzie�. Pewnego wieczoru do St. Giovanni Rotundo przybyła grupa przyjaciół. Krótko opisali oni łaski, o które chcieli prosić Ojca Pio i poprosili swoich Aniołów Stróżów, aby jak najszybciej zaniosły do niego te prośby. Następnego dnia po Mszy Świętej Ojciec Pio zwrócił się do nich: �Nie dajecie mi spokoju nawet w nocy!� Sądząc po uśmiechu Ojca Pio, zrozumieli, że modlitwa ich została wysłuchana.

Ktoś zapytał Ojca Pio: �Ojcze, czy słyszysz co Aniołowie Stróże mówią do ciebie?� On na to odpowiedział: � Oczywiście! Czy myślisz, że Aniołowie są tak nieposłuszni jak ty? Przyślij mi tu swojego Anioła Stróża!�

Nie pisz do mnie, ponieważ nie mogę ci odpowiedzieć. Przyślij do mnie swojego Anioła Stróża a wszystkim się zajmę.

Twój Anioł Stróż doniósł mi coś, co sprawiło, że zrozumiałem twoją nieufność.

Wezwij swojego Anioła Stróża, aby cię oświecił i prowadził. Otrzymałeś go od Boga w tym celu, dlatego wykorzystaj go!

Jeśli misja naszych Aniołów Stróży jest misją wielką, to misja mojego jest z pewnością większa. Musi on, bowiem, być nauczycielem i wyjaśniać mi inne języki.

Ześlij mi swojego Anioła Stróża � on nie potrzebuje biletu na pociąg ani nie zdziera butów.

Anioł Stróż jest dla ludzi, którzy żyją samotnie.


Wiedza nadprzyrodzona



Wielu świętych Kościoła katolickiego posiadało charyzmat, który pozwalał im widzieć przyszłość oraz widzieć i odczuwać odległe rzeczy za pomocą zmysłów oraz normalnych zdolności intelektualnych. Ojciec Pio posiadał charyzmat wiedzy nadprzyrodzonej. Poprzez spojrzenie na osobę, mógł zajrzeć w jej najbardziej skryte zakamarki duszy. Wiele relacji sugeruje, że był to dar Ojca Pio.

Pewna kobieta z Bolonii we Włoszech rzekła: �Pewnego razu moja matka udała się ze swoimi przyjaciółmi do Ojca Pio. Spotkała go zaraz po przyjeździe w zachrystii klasztoru San Giovanni Rotundo. Ojciec Pio odezwał się do niej: �Dlaczego tu przyjechałaś? Wracaj do domu ponieważ twój mąż jest chory�. Matka pomyślała, że przecież zostawiła ojca w dobrym zdrowiu jednak pierwszym pociągiem udała się w drogę powrotną. Kiedy przyjechała do domu zapytała o zdrowie mojego ojca. Wszystko było w porządku. W nocy ojciec zaczął mieć poważne problemy z oddychaniem. Coś powodowało ucisk jego gardła. Tej samej nocy, o godzinie 23, mój ojciec znalazł się w szpitalu i przeszedł operację. Chirurg wykonujący zabieg usunął z jego gardła co najmniej dwa naczynia ropy. Ojciec Pio widział wcześniej co mogłoby się stać temu mężczyźnie i przy pomocy rady i modlitwy udało mu się przyczynić do szczęśliwego zakończenia sprawy.

Duchowy syn Ojca Pio, który mieszkał w Rzymie, będąc w towarzystwie przyjaciół przechodził koło kościoła i nie uczynił znaku krzyż jak to miał w zwyczaju. Nagle usłyszał głos Ojca Pio mówiący: �Tchórz!�. Po kilku dniach udał się do San Govanni Rotondo, gdzie był napomniany przez Ojca Pio: �Uważaj! Tym razem tylko cię upominam; następnym razem dam ci klapsa�.

Pewnego dnia podczas zachodu słońca Ojciec Pio był w ogrodzie klasztornym. Rozmawiał pogodnie z kilkoma jego duchowymi dziećmi i innymi wierzącymi, kiedy nagle zorientował się, że zgubił swoją chusteczkę do nosa. Powiedział do jednego z obecnych, tu jest klucz do mojej celi, idż proszę i przynieś mi chusteczkę. Ten natychmiast udał się do celi, ale oprócz chusteczki wziął także jedną rękawiczkę Ojca Pio i włożył do kieszeni. Nie mógł oprzeć się możliwości posiadania relikwi! Kiedy wrócił do ogrodu i dał Ojcu Pio chusteczkę, ten powiedział do niego: �Dziękuję, a teraz idź z powrotem do celi i odłuż do szuflady rękawiczkę, którą włożyłeś do kieszeni.

Pewna kobieta każdego wieczora przed pójściem do łóżka miała w zwyczaju klękać przed fotografią Ojca Pio i prosiła o jego błogosławieństwo. Jej mąż, dobry katolik, sądził że to przesada i zaczynał śmiać się i dokuczał jej za każdym razem kiedy to robiła. Kiedyś powiedział Ojcu Pio o zwyczaju swojej żony. �Każdego wieczora moja żona klęka przed twoją fotografią i prosi o twoje błogosławieństwo�. Ojciec Pio odpowiedział, wiem a ty zaczynasz się śmiać.

Pewien człowiek miał opinię dobrego katolika, był zawsze podziwiany i szanowany przez wszystkich którzy go znali. Ale naprawdę żył w grzechu. Zaniedbał swoją żonę, a później swoją samotność rekompensował związkiem z inną kobietą. Pewnego razu poszedł do spowiedzi do Ojca Pio. Aby się usprawiedliwić, zaczął mówić o �duchowym kryzysie�. Nie zdawał sobie sprawy, że spotkał się z �niezwykłym� spowiednikiem. Ojciec Pio nagle powstał i krzyknął, �Jaki duchowy kryzys? Zdradzasz żonę i Bóg jest bardzo zły na ciebie. Idź stąd!�

Pewien pan mówił: �Zdecydowałem się rzucić palenie papierosów, ofiarowując to moje małe poświęcenie Ojcu Pio. Od tego momentu w każdy wieczór stawałem przed obrazem Ojca Pio z nienapoczętą paczką papierosów w ręku mówiąc: �Ojcze... oto pierwsza...� Następnego wieczoru: �Ojcze, oto druga...� Po trzech miesiącach tej cowieczornej procedury pojechałem do San Giovanni Rotondo aby spotkać się z Ojcem Pio. Gdy tylko go ujrzałem, powiedziałem mu: �Nie palę już od 81 dni, 81 paczek papierosów...� Ojciec Pio przerwał mi: �Wiem o wszystkim, też liczę za ciebie te twoje paczki każdego wieczoru.��

Kierowca autobusu, który przywiózł turystów na wycieczkę do Gargano był w zakrystii czekając na powrót, kiedy zjawił się Ojciec Pio. Mimo to, iż kierowca autobusu był pośród grupy około dziesięciu ludzi, Ojciec Pio zauważył go i powiedział: � Synu, nawet nie poprosisz o błogosławieństwo? Kierowca, zdumiony, wyszedł przed grupę i uklęknął aby otrzymać błogosławieństwo od Ojca Pio. Ale zamiast błogosławieństwa, Ojciec Pio zapytał go: �Więc, co uczyniłeś?� Nic Ojcze, ja niczego nie uczyniłem. Poszedłem do spowiedzi kiedy byłem w Monte Santa Angelo i nawet uczestniczyłem we Mszy razem z turystami, których jestem przewodnikiem. �A później?� Kupiłem kilka pamiątek religijnych. � Ale to nie te święte obrazki sprawiły, że później przeklinałeś, ale te słodycze!� Osłupiony kierowca pamiętał, że po Mszy przeklinał ponieważ ilość orzeszków, które kupił była za mała dla wszystkich turystów, którym przewodził. Upokorzony próbował coś powiedzieć; ale Ojciec Pio zabrał go dalej od grupy i powiedział: �to nie wszystko. W drodze do St. Giovanni Rotondo, ubliżałeś i obraziłeś kupca, który pomylił się w rachunku�. Człowiek, który powiedział, że nic nie uczynił wyraził skruchę i wzbudził żal za grzechy.

Pewna kobieta przybyła z Anglii do Ojca Pio prosząc o spowiedź. Weszła do konfesjonału, lecz Ojciec Pio zamknął okienko mówiąc: �Nie mogę udzielić Ci spowiedzi�. Kobieta ta nie wyjechała jednak przez następne kilka tygodni i codziennie podchodziła do konfesjonału by znów usłyszeć odmowę. W końcu Ojciec Pio zgodził się na przyjęcie jej spowiedzi. Ona zapytała dlaczego musiała tak długo czekać. Ojciec Pio odpowiedział: �Jak długo kazałaś czekać Naszemu Panu? Powinnaś zastanowić się nad tym jak to jest możliwe by Jezus przyjął Cię po tym jak popełniłaś tak wiele przewinień. Odwlekałaś rachunek sumienia przez lata, poza przewinieniami wobec swojego męża i matki przyjmowałaś komunię będąc winną grzechu śmiertelnego.� � usłyszała kobieta w niezmiernym zdumieniu i powzieła szczere postanowienie poprawy. Płakała, gdy otrzymywała rozgrzeszenie. Powróciła do Anglii po kilku dniach bardzo szczęśliwa.

Pewien pan opowiedział następującą historię: Zdarzyło mi się zjeść zbyt wiele fig i czułem się winny z tego powodu. Sądziłem, że popełniłem grzech obżarstwa. Ponieważ planowałem spowiedź u Ojca Pio nazajutrz pomyślałem że wtedy przyznam się do tego grzechu. Następnego dnia szedłem powoli w stronę klasztoru przeprowadzając rachunek sumienia. Jakoś zapomniałem o swoim obżarstwie. Ojciec Pio wysłuchał mojej spowiedzi, i przed zakończeniem powiedziałem: �Pewny jestem, że popełniłem jeszce jeden grzech, ale nie mogę go sobie przypomnieć.� �Nie martw się o te dwie figi.� , odpowiedział Ojciec Pio.

Bóg widzi wszystko co robimy i za wszystko to odpowiemy. Następna historia pokazuje, że Bóg zna nasze nawet najskrytsze myśli. W 1921 roku pewien człowiek należący do gangu przestępców postanowił zabić swoją żonę aby móc ożenić się z inną kobietą. Wymyślił plan, który gwarantował mu dobre alibi. Jego żona była wierną owcą Ojca Pio mieszkającego wtedy w małym miasteczku Gargano. Ponieważ w tym miasteczku nikt nie znał owego przestępcy, doszedł on do wniosku, że jest to dobre miejsce dla popełnienia planowanej zbrodni. Zaproponował więc swojej żonie, że wybiorą się do Gargano aby mogła odwiedzić swego ulubionego zakonninka. Gdy zjawili się w miasteczku ulokował żonę w hotelu i wybrał się do klasztoru by zaaranżować jej spowiedź u Ojca Pio. Sądził że w czasie gdy jego żona będzie się spowiadać pokaże się w mieście aby wypracować sobie alibi. Poszukał tawerny gdzie mógłby zaprosić paru ludzi z miasteczka na drinka. Zaplanował, że wymiśli jakiś pretekst by zniknąć na chwilkę by zabić swoją żonę zaraz po jej spowiedzi i wróci do tawerny. Klasztor otoczony był polami i był pewny że w słabym świetle wieczoru nikt nic nie zauważy. Wyglądało że plan jest bez skazy.

Gdy doszedł do klasztoru zauważył Ojca Pio w konfesjonale. W tym momencie poczuł impuls, którego nie mógł opanować. Uklęknął przed konfejonałem i zaczął żegnać się znakiem krzyża. Zanim skończył usłyszał okrzyki z konfesjonału: �Odejdź precz! Odejdź! Czyż nie wiesz, że nie wolno zabijać!� Ojciec Pio chwycił meżczyznę za rękę i wyprowadził go. Męszczyzna ten był w szoku, nie mógł uwierzyć w to co się stało i był tym przerażony. Zaczął uciekać przez pola, potknął się i padł na twarz w błoto. Pierwszy raz dotarło do niego całe zło jego grzesznego życia. W udręczonym umyśle przewinęło się całe nieludzkie zło jakie uczynił. Rozdarty do głębi duszy moze powrócił do kościoła i poprosił Ojca Pio o spowiedź. Ojciec Pio zgodził się i ciepło rozmawiał z nim jak z przyjacielem. Ojciec Pio wyliczył mu wszystkie grzechy jego życia z niewiarygodną dokładnością aż dotarł do postanowienia zabicia własnej żony. Mężczyzna słuchał Ojca Pio mówiącego o planowanej zbrodni, o której nie mówił nikomu. Wycieńczony w końcu rzucił się do stóp zakonnika prosząc o wybaczenie. Lecz nie był to koniec: Zanim Ojciec Pio udzielił mu rozgrzeszenia zapytał: �Czyż nie pragnąłeś zawsze mieć dzieci? Jeżeli nie będziesz grzeszyć więcej Bóg obdarzy Cię dzieckiem.� Człowiek ten powrócił do Ojca Pio po roku jako przykładny chrześcijanin by pochwalić się dzieckiem urodzonym mu przez żonę, którą chciał zabić.

Mnich, który był Strażnikiem zakonu Św. Giovanni Rotondo opowiadał: �Ubiegłego roku handlarz z Pizy przyszedł do Ojca Pio prosząc o uzdrowienie córki. Święty spojrzał na handlarza i powiedział: �Jesteś bardziej chory niż twoja córka. Wkrótce umrzesz.� �Nie, nie, ojcze, czuję się bardzo dobrze,� tamten odpowiedział. �Nikczemniku!,� wykrzyknął Ojciec Pio. �Nieszczęsny! Jak możesz się dobrze czuć mając tyle grzechów na sumieniu? Widzę co najmniej trzydzieści dwa grzechy!� Każdy może sobie wyobrazić zdumienie handlarza. Po spowiedzi mówił wszystkim, którzy chcieli go słuchać: � Ojciec Pio wiedział wszystko i powiedział mi wszystko o moim życiu!�

Pewien ksiądz opowiedział o przygodzie, która wydarzyła się jego bratu, który podróżował z bardzo daleka, żeby wyspowiadać się Ojcu Pio. Po spowiedzi Ojciec Pio zapytał się go: �Synu mój, czy masz jeszcze coś do wyznania?� �Nie, ojcze.� Ojciec Pio kazał mu przypomnieć sobie coś jeszcze. On zrobił rachunek sumienia jeszcze raz, ale nie mógł sobie nic więcej przypomnieć. Wtedy Ojciec Pio powiedział mu ciepło: �Synu, wczoraj dotarłeś do Bolonii o 5tej rano. Kościoły o tej porze były jeszcze zamknięte. Zamiast czekać poszedłeś do hotelu, żeby wypocząć przed Mszą. Poszedłeś do łóżka i zasnąłeś tak mocno, że obudziłeś się o trzeciej po południu, kiedy było już za późno, aby pójść za Mszę. Wiem, że nie zrobiłeś tego umyślnie, ale było to niedbalstwo, które dotknęło Pana Boga!�

Z powodu wielkich tłumów, które się zbierały, aby zobaczyć Ojca Pio dwóch policjantów zostało wysłanych do klasztoru by go chronić. Pewnego dnia w zachrystii po odprawieniu Mszy Ojciec Pio zdejmował święte szaty i z uśmiechem zwrócił się do jednego z policjantów: �Jak tylko skończę dziękczynienie za Mszę, a ty skończysz swoje obowiązki, przyjdź do mojego pokoju, ponieważ muszę z tobą porozmawiać.� Policjant ucieszył się z tego zaproszenia więc kiedy skończył służbę poszedł prosto do pokoju Ojca Pio. Ojciec Pio powiedział mu: �Posłuchaj mnie, Synu, za osiem dni umrzesz w swom domu rodzinnym.� Policjant odpowiedział: �Ale ojcze, ja czuję się doskonale.� A Ojciec Pio dodał: �Nie martw się! Za osiem dni będzie ci lepiej. Co to jest to życie? Pielgrzymka. Jesteśmy jak w pociągu, mój synu! Poproś swojego przełożonego, aby cię zwolnił byś mógł zobaczyć swoją rodzinę...ty umrzesz...a twoi krewni??? Oni nic o tym nie wiedzą...� Policjant zdumiony tymi słowami zapytał: �Ojcze, czy mogę im powiedzieć to, co mi powiedziałeś?� �Nie teraz.� rzekł Ojciec Pio, �możesz im powiedzieć jak będziesz w domu.� Młody człowiek poszedł do miasteczka Św. Giovanni Rotondo i poprosił o pozwolenie na wyjazd do domu. Jego przełożony nie chciał mu dać pozwolenia, ponieważ nie było wystarczającego powodu. Jednakże po naleganiach Ojca Pio policjant otrzymał pozwolenie na wyjazd do domu. Kiedy policjant dotarł do domu powiedział rodzicom: �Przyjachałem was odwiedzić, bo Ojciec Pio powiedział mi, że umrę.� Po ośmiu dniach policjant umarł.

Mnisi z Venafro, którzy gościli Ojca Pio, kilkakrotnie byli świadkami innych niewytłumaczalnych cudów i widzeń. Kiedy Ojciec Pio był poważnie chory mógł czytać myśli innych ludzi. Pewnego dnia brat Augustyn poszedł szukać Ojca Pio. �Tego ranka pomódl się za mnie,� poprosił Ojciec Pio. Schodząc do kościoła, brat Augustyn postanowił wspomnieć Ojca Pio w szczególny sposób w czasie Mszy, ale potem zapomniał to zrobić. Kiedy wrócił do Ojca Pio, on zapytał go: �Czy modliłeś się za mnie?� �Zapomniałem,� odpowiedział brat Augustyn. Ojciec Pio powiedział mu: �Nie martw się. Pan Bóg przyjął twoje intencje, o których myślałeś jak szedłeś do kośćioła. �

Ojciec Pio był nagabywany wielokrotnie przez pewnego człowieka, aby zadał mu pokutę. Ojciec Pio, który modlił się w chórze zakkonników podniósł głowę i powiedział surowo: �Ten człowiek kazał Panu Bogu czekać przez dwadzieścia pięć lat na swoją spowiedź, a nie jest w stanie poczekać na mnie pięciu minut. � Okazało się, że było to prawdą.

W świadectwie tym ukazany jest proroczy duch Ojca Pio, według relacji Ojca Carmelo, byłego przełożonego klasztoru w St. Giovanni Rotondo.

Podczas ostatniej Wojny Światowej mówiliśmy o wojnie codziennie, także o przytłaczających zwycięstwach militarnych Niemiec na wszystkich frontach. Pamiętam, jak pewnego ranka byłem w rozmównicy klasztornej, czytając w gazecie informacje o tym, jak niemieckie oddziały posuwają się w kierunku Moskwy. Była to dla mnie ważna informacja; w istocie dawała mi ona do zrozumienia, że wojna zakończy się ostatecznym zwycięstwem Niemiec.

Wychodząc na korytarz spotkałem ojca Pio i z radością wykrzyknąłem do niego:

- Ojcze, wojna się skończyła! Niemcy wygrały!

- Kto ci to powiedział? � zapytał ojciec Pio.

- Gazeta, proszę ojca � odpowiedziałem.

Ojciec Pio zaś powiedział:

- Niemcy wygrały wojnę? Zapamiętaj sobie, że Niemcy, tym razem, przegrają wojnę, gorzej niż poprzednio. Pamiętaj o tym!

Powiedziałem mu:

- Ojcze, Niemcy są już blisko Moskwy.

On zaś dodał:

- Pamiętaj, co ci powiedziałem!

Ja powiedziałem:

- Ale, jeśli Niemcy przegrają wojnę, to Włochy także ją przegrają!

On zaś z przejęciem odpowiedział:

- Zobaczymy, czy będą tę wojnę kończyć razem.

Nie rozumiałem tych słów, biorąc pod uwagę przymierze między Włochami a Niemcami, ale słowa te stały się dla mnie jasne rok później po zawieszeniu broni wobec Anglików i Amerykanów z 8 września 1943 oraz wypowiedzeniu przez Włochy wojny Niemcom.

Pewna kobieta powiedziała:

- Chciałam przyjechać do St. Giovanni Rotondo, aby spotkać się z ojcem Pio.

Był to rok 1961.

Mężczyzna z autobusu zawołał nagle:

- To moja żona chciała, żebym zawiózł ją do tego naciągacza.

Aluzja do drogiego ojca Pio była oczywista, gdyż ta obraza ubodła mnie do żywego. Gdy przyjechaliśmy do St. Giovanni Rotondo, natychmiast poszliśmy do kościoła na Mszę św. Pod koniec Mszy ojciec Pio wyszedł w naszym kierunku. Gdy znajdował się obok nas, zatrzymał się dokładnie przed mężczyzną, który go obraził i stwierdził:

- Podejdź tu! Podejdź tu do tego naciągacza.

Mężczyzna pobladł; ukląkł i jąkając się powiedział:

- Wybacz mi, Ojcze! Wybacz mi!

Ojciec Pio położył rękę na jego głowie i błogosławiąc mu dodał:

- Wstań, wybaczam ci.

Mężczyzna ten nawrócił się w jednej chwili, ku radości wszystkich obecnych.

Inna kobieta opowiadała następującą historię:

�W 1945 r. moja mama przywiozła mnie to St. Giovanni Rotondo, aby przedstawić mnie osobiście ojcu Pio i umożliwić mi wyspowiadanie się u niego. Było tam tak wielu ludzi! Czekając na swoją kolej zastanawiałam się, co mam mu powiedzieć, ale gdy uklękłam przed nim, z głowy uciekły mi wszystkie myśli. Kochany Ojciec natychmiast dostrzegł moją nieśmiałość i powiedział mi, uśmiechając się:

- Czy masz coś przeciw temu, żebym odezwał się w twoim imieniu?

Kiwnęłam głową, a po chwili ogarnęło mnie zdumienie. To było niemożliwe! Ojciec Pio powiedział mi, słowo w słowo, to, co chciałam mu powiedzieć. Zachowałam spokój i w myślach dziękowałam mu za ułatwienie mi doświadczenia jednego z jego darów. Powierzyłam mu zdrowie mojej duszy i ciała. On odpowiedział:

- Zawsze będę twoim duchowym ojcem.

Odeszłam z ogromną radością w sercu. W drodze powrotnej w pociągu i na ulicy czułam intensywną woń kwiatów, której nigdy nie zapomnę!�



Rozeznania

Ojciec Pio miał dar rozeznawania duchów. Umiał rozpoznać, że dany mężczyzna był kapłanem albo czy przedmioty były poświęcone. To zjawisko �rozeznania� było jednym z jego wielu darów.



Pewnego dnia mężczyzna, ubrany w marynarkę, krawat i spodnie znajdował się w zakrystii razem z innymi osobami oczekującymi na przybycie ojca Pio. Mężczyzna ten był w pierwszym szeregu. Gdy zobaczył go ojciec Pio, powiedział:

- Ojcze, przybyłeś tu �w przebraniu�, ale nie musisz się wstydzić. Następnym razem możesz przyjechać ubrany jak ksiądz.

Ojciec Pio powiedział innemu młodemu człowiekowi, który miał na sobie tylko spodnie i sweter, że powinien odejść i wrócić ubrany w habit św. Dominika. Zmieszany i zawstydzony, młody człowiek wyznał wobec wszystkich, że jest kapłanem � dominikaninem.

Czasem, gdy pokazywano ojcu Pio przedmioty takie jak koronki różańcowe albo proszono o poświęcenie świętych obrazów, niektóre z nich oddawał osobie proszącej mówiąc jasno:

- To już było poświęcone.

Miał rację.

Ojciec Pio miał zdolność rozpoznawania święconej wody. Gdy ktoś podał mu buteleczkę wody z Lurdes nie mówiąc skąd pochodzi podniósł ją do ust i ucałował.

Pewnego razu ów kierowca z Rzymu, któremu ukazała się Matka Boska w Jaskinii przy Trzech Fontannach (zwana Dziewicą Objawienia) przybył by spotkać Ojca Pio. Opowiadał: �Gdy się z nim spotkałem po raz pierwszy podałem mu kopertkę nie mówiąc co zawiera. Ojciec Pio przycisnął ją mocno do serca i nie oddał. Zawierała ona okruchy ziemi z Jaskinii Trzech Fontann.�

Uzdrowienia



Pewien pan z Foggii we Włoszech w 1919 roku miał 62 lata i chodził podpierając się dwoma laskami. Wypadł kiedyś z wozu i złamał obydwie nogi. Lekarze nie byli w stanie mu pomóc. Po spowiedzi Ojciec Pio powiedział mu: �Wstań i idź! Wyrzuć te laski.� Mężczyzna posłuchał go i ku zdumieniu obecnych tam ludzi zaczął chodzić samodzielnie.



Inne niezwykłe zdarzenie miało miejsce w 1919 roku w San Giovanni Rotondo. Pewien młody człowiek miał wtedy 14 lat. W wieku czterech lat zachorował na tyfus, co, jako efekt uboczny, wywołało skrzywienie kręgosłupa. Po spowiedzi Ojciec Pio dodknął go swoimi świętymi rękoma. Nagle chłopiec wstał a zniekształcenie kręgosłupa znikło.



Grazia byłą 29-cio letnią chłopką niewidomą od urodzenia. Chodziła do kościoła w klasztorze aby spotykać Ojca Pio. Pewnego razu Ojciec Pio zapytał ją czy chciałaby widzieć. �Oczywiście!� odpowiedziała, �ale nie za cenę czyjejś szkody.� �Wyzdrowiejesz!� powiedział Ojciec Pio, i wysłał ją do Bari, gdzie mieszkał świetny okulista, będący mężem znajomej Ojca Pio. Niestety, lekarz po zbadaniu oczu pacjentki powiedział swojej żonie:�Nie ma szans na wyleczenie tej dziewczyny! Ojciec Pio może wyleczy ją jakimś cudem, ale muszę wysłać ją z niczym.� Żona jego jednak uparcie prosiła: �Jeżeli Ojciec Pio przysłał ją do ciebie spróbój przynajmniej zoperować jej jedno oko.� Lekarz uległ i zoperował obydwoje oczu. Operacja okazała się sukcesem, Grazia przejrzała! Gdy wróciła do San Giovanni Rotondo pobiegła do klasztoru i uklęknęła przed Ojcem Pio. Zakonnik rozkazał jej wstać, ona zaś powiedziała �pobłogosław mnie Ojcze�. Pio pobłogosławił ją, lecz ona ciągle nie wstawała. Gdy była niewidoma, Ojciec Pio błogosławił ją znakiem krzyża kreślonym na czole, więc Ojciec Pio powiedział: �Jakże mam cię błogosławić? Wiadrem wody wylanym na głowę?�



Pewna kobieta opowiadała: W 1947 roku miałam 38 lat i chorowałam na raka jelita. Nowotwór został rozpoznany na prześwietleniu i lekarze zdecydowani byli na operację. Zanim poszłam do szpitala chciałam odwiedzić San Giovanni Rotondo by spotkać się z Ojcem Pio. Mój mąż, córka i jej przyjaciółka zabrali mnie do niego. Pragnęłam się wyspowiadać i porozmawiać z Ojcem Pio o swojej chorobie, lecz okazało się to niemożliwe. Mąż powiedział o moim problemie jednemu z zakonników. Ten był tak poruszony, że obiecał przekazać wszystko Ojcu Pio. Wkrótce powiedziano mi abym udała FOTO6.jpg (6923 byte)sie do korytarza, którym będzie przechodził Ojciec Pio. Przeszedł on przez tłum ludzi, ale jego uwaga skupiona była na mnie. Zapytał dlaczego jestem tak zdenerwowana i powiedział że chirurg, którego wybrałam postąpi słusznie w moim przypadku. Potem dodał mi otuchy i obiecał że będzie się modlić za mnie. Byłam niezmiernie zaskoczona. Nie znał on mojego chirurga i nikt nie mówił mu z kim rozmawiać o mojej sprawie. Ojciec Pio zachowywał się jednak jakby dobrze znał zarówno mnie jak i mojego lekarza. Udałam się na operację spokojna i pełna nadziei. To właśnie lekarz był pierwszym, który wspomniał o cudzie. Wyciął mi wyrostek robaczkowy nie znajdując śladów nowotworu wyraźnie widocznego na wcześniejszych zdjęciach rentgenowskich. Chirurg ten nie wierzył w Boga, ale od tego czasu powiesił krzyże w każdym pomieszczeniu szpitala. Dalsze badania nie wykazywały śladów raka. Po krótkiej rekonwalescencji powróciłam do San Giovanni Rotondo by znów zobaczyć Ojca Pio. Świątobliwy zakonnik przechodził właśnie do zachrystii, gdy nagle zatrzymał się i uśmiechnął do mnie mówiąc: �Któżby się spodziewał? Znów tu jesteś!� i podał mi rękę, którą ucałowałam z oddaniem.



Pewien pan opowiada: Moje lewe kolano było spuchnięte i czułem silny ból w tej części nogi. Lekarz powiedział że to poważna sprawa i przepisał długą serię zastrzyków. Zanim rozpocząłem kurację chciałem zobaczyć Ojca Pio. Po spowiedzi powiedziałem mu o moim kolanie i poprosiłem o modlitwę. Gdy wyjeżdżałem z San Giovanni Rotondo tego popołudnia nie czułem już bólu. Zacząłem przyglądać się kolanu i nie mogłem znaleźć opuchlizny. Obie nogi funkcjonowały znakomicie, więc pobiegłem do Ojca Pio by mu podziękować. Powiedział: �Nie dziękuj mnie, lecz Bogu!�, i dodał z uśmiechem: �Poradź swojemu lekarzowi, żeby sam wziął te zastrzyki.�



Inna kobieta mówi: Byłam w ciąży w 1952 roku i wszystko wyglądało normalnie do połogu, kiedy zaczęły się problemy. Mój syn urodził się z komplikacjami, a ja potrzebowałam transfuzji. W pośpiechu pracownicy szpitala podali mi niewłaściwą krew. Mam grupę zero, lecz dano mi grupę A. Konsekwencje były bardzo poważne: Silna gorączka, conwulsje i przewężenie dróg oddechowych. Zawołano nawet księdza by dał mi ostatnie namaszczenie i komunię musiał podać mi z wodą bo nie byłam w stanie już przełykać. Gdy moja rodzina odprowadzała księdza przez chwilę zostałam sama. Ukazał mi się wtedy Ojciec Pio ze stygmatami na dłoniach. Powiedział: �Jestem Ojciec Pio, nie umrzesz! Powiedzmy teraz razem �Ojcze nasz� a w przyszłości przyjedź do San Giovanni Rotondo by się ze mną spotkać�. Kilka minut wcześniej byłam na pograniczu śmierci a w rezultacie tego objawienia wstałam z łóżka. Gdy moi bliscy wrócili zastali mnie pogrążoną w modlitwie. Poprosiłam ich żebyśmy pomodlili się razem i powiedziałam im o swojej wizji. Zaczęliśmy się modlić i czułam się coraz lepiej. Wszyscy lekarze uświadomili sobie że miał tam miejsce cud. Po kilku miesiącach pojechałam do San Giovanni Rotondo by podziękować Ojcu Pio. Spotkałam się z nim i podał mi dłoń do ucałowania. Gdy dziękowałam mu poczułam aromat, z którego słynął. Powiedział: �Otrzymałaś cud w darze lecz nie dziękuj mnie. Święte Serce Jezusa posłało mnie bym cię uratował ponieważ poświęciłaś się Mu w modlitwie i uczestniczyłaś w dziewięciu mszach pierwszopiątkowych.�



Pewna pani opowiedziała: �W roku 1953 przeszłam medyczne testy i prześwietlenia w związku z bólami w brzuchu. Okazało się, że sytuacja jest poważna i konieczna jest natychmiastowa operacja. Przyjaciółka, której zwierzyłam się z moich problemów, poradziła mi aby napisać list do Ojca Pio z prośbą o modlitwę i pomoc. Gdy tak zrobiłam, otrzymałam odpowiedź, w której Ojciec Pio pisał aby ze spokojem iść do szpitala, i że będzie się za mnie modlił. W szpitalu, tuż przed planowaną operacją, powtórzono testy i prześwietlenia. Jakież było zdziwienie tych samych lekarzy, gdy stwierdzili u mnie nieobecność uprzednio diagnozowanej poważnej choroby. Przez czterdzieści lat ciągle dziękuję Ojcu Pio za okazaną mi pomoc. Wiem że on nigdy nie odmawia swej cudownej pomocy nikomu kto o nią poprosi.�

Z opowieści pewnej pani: �W 1954 roku mój ojciec, pracownik kolei, zachorował na dziwną chorobę bezwładności nóg. Miał wtedy 47 lat. Wielu lekarzy próbowało mu pomóc bez skutku i po dwóch latach wyglądało, że będzie zmuszony pójść na rentę. Ponieważ czuł się coraz gorzej, mój wuj zasugerował odwiedziny w San Giovanni Rotondo, gdzie mieszkał zakonnik obdarzony przez Boga wieloma darami. Z pomocą wujka ojciec mój dotarł po wielu trudach do San Giovanni Rotondo. Tam zauważył go Ojciec Pio i zawołał �Dajcie podejść temu kolejarzowi!� chociaż skądże Ojciec Pio miał wiedzieć cokolwiek o moim ojcu. Tak czy owak, spotkali się i rozmawiali przez kilka minut. Później Ojciec Pio położył dłoń na ramieniu mego ojca pocieszając go z uśmiechem. Po rozmowie ojciec zorientował się że został uzdrowiony. Wziąwszy kule by wyjść zdał sobie sprawę, że ich nie potrzebuje, wujek szedł za nim w kompletnym zaskoczeniu.

Jeden pan z Puglii w południowych Włoszech był znanym w okolicy ateistą. Sławna była jego zaciekłość w zwalczaniu religii katolickiej. Jego żona była katoliczką, lecz zabronił jej chodzić do kościoła i wspominać o Bogu ich dzieciom. W 1950 roku zachorował. Lekarze postawili diagnozę - dwa nowotwory: mózgu i skóry za uchem. Nie pozostawiono mu żadnej nadziei, tak mówił: �Wzięto mnie do szpitala w Bari, bardzo bałem się bólu i myślałem o śmierci. Strach spowodował, że zacząłem się modlić. Nie modliłem się od dziecka. Przeniesiono mnie ze szpitala w Bari do Mediolanu na operację. Lekarz, który mnie odwiedził powiedział, że operacja będzie trudna i może się nie powieść. W nocy, gdy leżałem w mediolańskim szpitalu przyśnił mi się Ojciec Pio. Podszedł by dotknąć mojej głowy i powiedział: �Nie martw się, wyzdrowiejesz.� Następnego ranka czułem się lepiej! Lekarze nie mogli uwierzyć w poprawę mojego samopoczucia i byli przekonani, że operacja jest nadal potrzebna. Ze swojej strony, byłem przerażony operacją i uciekłem ze szpitala dosłownie kilka minut przed zabraniem mnie na salę operacyjną. Ukryłem się w domu członka rodziny mieszkającego w Mediolanie, gdzie nocowała moja żona. Kilka dni później poczułem ból i wróciłem do szpitala. Lekarze z niechęcią wzięli mnie spowrotem pod opiekę. Zdecydowali że konieczne jest powtórzenie badań przed operacją. Po analizie wyników byli niezmiernie zdumieni nie znajdując śladów nowotworu. Ja byłem zdumiony z innego powodu � podczas testów czułem zapach fiołków i wiedziałem, że to znak obecności Ojca Pio. Zanim opuściłem szpital poprosiłem o rachunek za usługi lekarskie, ale doktor powiedział: �Nic nie zrobiłem żeby cię uleczyć, więc nie ma za co płacić.� Po powrocie do domu wybrałem się do San Giovanni Rotondo by podziękować Ojcu Pio. Byłem pewny, że to on mnie uzdrowił. Gdy dotarłem do klasztoru znów poczułem ból, był tak silny, że zemdlałem! Dwóch ludzi przeniosło mnie pod konfesjonał Ojca Pio. Gdy go zobaczyłem powiedziałem �Mam pięcioro dzieci i jestem bardzo chory, ratuj mnie ojcze, ratuj moje życie.� On odpowiedział � �Nie jestem Bogiem czy Jezusem Chrystusem, jestem zwykłym zakonnikiem, nie lepszym niż inni zakonnicy, może nawet gorszym. Nie czynię cudów!� Ja nadal rozpaczałem: �Proszę ojcze, ratuj mnie.� Ojciec Pio zwrócił oczy ku niebu i zobaczyłem że jego usta poruszają się w modlitwie. W tym momencie poczułem ten sam zapach fiołków co w szpitalu. Ojciec Pio powiedział: �Idź do domu i módl się! Ja też się za ciebie pomodlę! Wyzdrowiejesz!�. Wróciłem do domu ból zniknął na zawsze.



Jeden mężczyzna powiedział, w 1950 r. moją teściową zabrano do szpitala na operację. Miała nowotwora lewej persi. Koniecznym było również zoperowanie jej prawej piersi kilka miesięcy później, z powodu licznych komórek rakowych w jej organizmie. Lekarze oświadczyli, że nie będzie mogła żyć dłużej niż 4 miesiące. W Mediolanie ktoś powiedział nam o Ojcu Pio i jego cudach. Natychmiast pojechałem do San Giovanni Rotondo i czekałem na moją kolej spowiedzi. Poprosiłem Ojca Pio o pomoc dla mojej teściowej i jej uzdrowienie. On westchnął dwa razy głęboko i powiedział: "Musimy się modlić, każdy musi się modlić. Ona wyzdrowieje!" I tak się stało! Moja teściowa wyzdrowiała po operacji i pojechała do San Giovanni Rotondo, aby osobiście podziękować Ojcu Pio. On uśmiechając się powiedział: "Idź w pokoju moja córko! Idź w pokoju!" Matka mojej żony żyła jeszcze przez 19 lat, a nie 4 miesiące, jak oświadczyli wcześniej lekarze. Wszyscy razem dziękujemy Ojcu Pio od wielu lat.



Inny cud Ojca Pio został uznany jako trwały. Dotyczy on człowieka pracującego na kolei w Toskanii, który umarł w 1983 r. mając 70 lat. Powiedział: "Jestem żyjącym wyzwaniem dla nauki!" W 1945 r. mieszkał niedaleko Sieny. Miał żonę i syna. Dozorował instalacje elektryczne na kolei. Wczesnym rankiem, 21 maja, jadąc do pracy na motocyklu uległ wypadkowi zderzając się z ciężarówką. Zabrano go do szpitala i lekarze stwierdzili pęknięcie czaszki, pękniecie błony bębenkowej w lewym uchu, kilka złamanych żeber oraz pięć złamań lewej nogi. W kilka dni po wypadku lekarze wciąż nie byli pewni, czy będzie żył. Okres rekonwalescencji przebiegał dobrze, ale z jego nogą wciąż były kłopoty. Lekarze nie potrafili jej wyleczyć. Był zabierany od jednego szpitala do drugiego w celu ustalenia dobrej terapii. Trafił do Szpitala Ortopedycznego w Sienie, gdzie leczono go przez jeden rok. Potem pojechał do Szpitala Rizzoli w Bolonii. Po kilku operacjach poprawił się stan jego kości udowej, ale ogólnie, z powodu jeszcze innych problemów, jego noga była zupełnie sztywna. Doktorzy powiedzieli, że miał włókniste zesztywnienie w stawie w lewej nodze i nie byli w stanie jej wyleczyć. Ponadto rany pooperacyjne również się nie goiły. Podejmowano kilka prób zespolenia nogi, ale niestety bez sukcesu. W tej sytuacji lekarze ze Szpitala Ortopedycznego w Sienie zdecydowali wypróbować jeszcze jeden sposób. Postanowili zespolić nogę, pod znieczuleniem, przy użyciu urządzenia Zuppinger'a. Niestety ta ostatnia próba, zakończyła się również bez sukcesu...i na dodatek ponownie została złamana jego kość udowa. Także przez kolejne 2 miesiące musiał leżeć w gipsie. Na początku 1948 r. został wypisany ze szpitala w Sienie jako przypadek nieuleczalny. Liczył się z faktem, że może mieć sztywną nogę do końca życia. Jednak w wieku 35 lat nie chciał się poddawać. Zdecydował się spotkać z innymi lekarzami, z ciągłą nadzieją na wyzdrowienie. Za wszelką cenę chciał uniknąć kolejnej operacji. Był bardzo zmęczony i smutny z powodu złego stanu zdrowia, nie gojących się ran. W chwilach desperacji nie chciał nikogo widzieć, nie chciał dłużej żyć. Całą złość wyładowywał na żonie, która go wspierała. Używał kul przy chodzeniu, nie był jednak w stanie przejść kilku metrów. W końcu obie nogi mu zesztywniały i pokryły się bolącymi ranami. Często usiłował zrobić coś samodzielnie, ale z reguły mu się to nie udawało. Płakał, przeklinał, bluźnił Bogu i ludziom. Jego żona była wierząca, on niestety nie. Kiedy chodziła do kościoła, nie był z tego zadowolony. W wielkiej złości ją obraził i doprowadził do płaczu. Pewnego razu przybył do jego parafii jeden zakonnik z wykładami. Ten dowiedział się o tym człowieku i jego stanie zdrowia. Zakonnik chciał się spotkać z nim i jego żoną dla dodania otuchy. Po spotkaniu powiedział jeszcze żonie: "Dlaczego nie zabierzesz męża do San Giovanni Rotondo, do Ojca Pio, do Zakonnika, który czyni cuda?". Kiedy żona powtórzyła mu słowa kapłana, człowiek ten zaczął się ironicznie śmiać i znieważać Ojca Pio. Żona nie chciała stracić tej szansy i zdecydowała się pisać listy do Ojca Pio, jednak nie dostawała odpowiedzi. Potem zaczęła nakłaniać chorego męża, aby spełnił jej prośbę i udał się do San Giovanni Rotondo. Kondycja męża była coraz gorsza, uświadomił sobie, że jego życie zbliża się do końca. Zdecydował się pojechać. Podróż pociągiem była bardzo ciężka. Kiedy wchodził do wagonu, czuł okropny ból nogi. Pierwszy przystanek był w Rzymie, następny w Foggii. W celu dotarcia do San Giovanni Rotondo, należało wsiąść do autobusu w Foggii, który odjeżdżał wczesnym rankiem. Małżonkowie zdecydowali się spędzić noc w hotelu. Kiedy mężczyzna męcząc się szedł przez dworzec, w pewnym momencie upadł...Zorientowano się, że on również był pracownikiem kolei i zaproponowano mu nocleg w jednym z pokoi na dworcu. On wraz z rodziną przyjął tą propozycję. Wczesnym rankiem następnego dnia razem z żoną i synem wsiedli do autobusu jadącego do San Giovanni Rotondo. Autobus zatrzymał się 2 kilometry od niewielkiego kościółka. W tamtym czasie drogi nie były asfaltowane. Mężczyzna nie wiedział, jak mógł bez problemu dojść do tego kościółka. Jak tylko tam dotarł usiadł trochę wyczerpany. Nigdy przedtem nie widział fotografii Ojca Pio, nie mógł zatem go rozpoznać. W kościele było wielu zakonników. W pewnym momencie zobaczył jednego, który był najbliżej i spowiadał pewną kobietę. Zasłona ukrywająca księdza była odsłonięta. Zakonnik patrzył w dół, a jego ręce były ukryte w rękawach habitu. Kiedy podniósł rękę, by pobłogosławić kobietę, mężczyzna zobaczył, że ten ksiądz nosił szczególne rękawiczki, które odsłaniały tylko place. W tym momencie Ojciec Pio dostrzegł mężczyznę i popatrzył na niego przez kilka sekund. Pod wpływem tego spojrzenia, ciało mężczyzny zaczęło się trząść, jak przy nagłym porażeniu prądem. W kilka minut później Ojciec Pio zakończył spowiedź i wyszedł z konfesjonału. Jeszcze tego samego dnia, po południu o godz. 4 mężczyzna wraz z rodziną ponownie wrócił do kościoła. Syn wprowadził go, kiedy Ojciec Pio spowiadał. Mężczyzna musiał chwilę poczekać na swoją kolej. Kiedy zbliżył się do konfesjonału i zaczął mówić, Ojciec Pio przerwał mu i sam przytoczył jego życie, powiedział o jego zachowaniach i trudnym charakterze. Mężczyzna był pod całkowitym wpływem słów Zakonnika i zapomniał o swojej nodze i problemach. Kiedy Ojciec Pio podniósł rękę do błogosławieństwa, mężczyzna poczuł ten sam wstrząs, jaki czuł również parę godzin wcześniej. Bez zwracania uwagi na chore kolano, uklęknął i przeżegnał się. Później wstał, wziął kule w ręce i odszedł od konfesjonału bez problemu. Jego żona zwróciła uwagę na odmienioną twarz męża. Powiedziała: "Jaką masz piękną twarz". Zatrzymali się chwilę i pomodlili razem. Dopiero, kiedy wychodzili z kościoła żona zauważyła w pełni co się stało, powiedziała: "Józefie, ty chodzisz!" Mężczyzna się zatrzymał i zauważył, że kule trzyma w rękach i nie musi się nimi podpierać. To była prawda, mógł normalnie chodzić o własnych siłach i bez bólu, a jego syn powiedział: "Tatusiu...ty nawet klęczałeś przed Ojcem Pio!". Mężczyzna mógł w pełni się poruszać bez pro
  • 0

#15

oliver axel.
  • Postów: 349
  • Tematów: 15
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

wow muhad ale tego walłes ;-) jutro poczytam i skomentuje :P
  • 0


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u