Skocz do zawartości




Zdjęcie

Globalne ocieplenie


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
632 odpowiedzi w tym temacie

#631

Mariush.
  • Postów: 4056
  • Tematów: 59
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 5
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Shemat mi znany, ale spróbuj usunąć z tego cyklu drzewa. Co się wtedy stanie?
 
I wszystko jest cacy dopóki równowaga nie jest zachwiana. A tak właśnie się dzieje. znikają olbrzymie zbiorniki wodne, i ogromne połacie lasów. Do tego znane jest ci zapewne pojęcie miejskich wysp ciepła. 

Tak wygląda Europa nocą. te światła to większe lub mniejsze wyspy ciepła. samochody, klimatyzatory, piece, i elektrownie. W tym jądrowe.

Cała ta emisja zaburza obieg wody w atmosferze w wyniku czego zwiększa się jej średnia wilgotność co prowadzi do sprzężenia zwrotnego z jakim dziś mamy do czynienia. Taka samonapędzająca się katastrofa. Wszyscy mówią o co2, ale to tylko działania pozorne obliczone na strzyżenie zwykłych ludzi. Trudno by było opodatkować parę wodną

Cała ta emisja, jeśli nie będzie powiązana z emisją CO2 wynikającą ze spalania paliw kopalnych lub niezrównoważonego wylesiania, nie zdziała zupełnie nic. Niczego nie zdąży napędzić. Każdy nadmiar wody, wskutek cyrkulacji atmosferycznej oraz zmian warunków termicznych spowodowanych chociażby cyklem dobowym najpóźniej w przeciągu kilku dni po prostu wróci na powierzchnię ziemi. Skala czasowa cyklu obiegu wody jest zbyt krótka, aby mogła wywołać długofalowy skutek, jakim jest wzrost średniej globalnej  temperatury. Zrozum to wreszcie.
 
Co do lasów. Są one trochę jak wodne zbiorniki retencyjne na rzece. Gromadzą w sobie pewną ilość wody (pozwalają też utrzymać odpowiedni poziom wilgotności gleby), ale znacznie więcej jej po prostu przez siebie przepuszczają. Przykładowo 120-letnia, w pełni dojrzała sosna (30 m wysokości, 1 m grubości pnia) zawiera ok. 2 t niezwiązanej wody. Jednocześnie, średniorocznie wskutek transpiracji przechodzi przez nią tej wody około dziesięć razy więcej.
 
Co zatem by się stało, gdyby te lasy jakoś nagle zniknęły (spłonęły, zostały wycięte)? To już zależy od skali czasowej, w jakiej rozpatrujemy skutki. Upraszczając:
 
KRÓTKA SKALA CZASOWA:
Zapewne w pierwszej kolejności lądy stały by się bardziej suche, bo obniżyłby się poziom wód gruntowych i wilgotność gleb. Owa woda, która ubyła z lądów, łącznie z wodą, która była zretencjonowana w drzewach ostatecznie zasiliłaby (spływ ciekami wodnymi, parowanie i opady) rezerwuar Oceanu Światowego i względnie szybko wszystko w cyklu hydrologicznym wróciłoby do, zbliżonej do pierwotnej, równowagi. W związku z tym jedyna bardziej znacząca zmiana dotyczyła by tylko wielkości lądowego i oceanicznego rezerwuaru.
 
DŁUGA SKALA CZASOWA:
Tutaj wkracza już na scenę CO2. Bez względu na to, co zrobilibyśmy z drzewami, miałoby to wpływ na wzrost globalnego stężenia tego gazu. Samo wycięcie drzew spowodowało spadek wydajności asymilacji tego gazu z atmosfery, a spalenie drewna jeszcze dodatkowo zwiększyłoby jego atmosferyczną ilość. A to pociągło by już za sobą wzrost średniej globalnej temperatury, a co za tym idzie wzrost atmosferycznej zawartości pary wodnej. Dopiero w tych okolicznościach mogłaby ona ujawnić swój cieplarniany potencjał.


  • 0



#632

Panjuzek.
  • Postów: 1972
  • Tematów: 16
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

 

Każdy nadmiar wody, wskutek cyrkulacji atmosferycznej oraz zmian warunków termicznych spowodowanych chociażby cyklem dobowym najpóźniej w przeciągu kilku dni po prostu wróci na powierzchnię ziemi. Skala czasowa cyklu obiegu wody jest zbyt krótka, aby mogła wywołać długofalowy skutek, jakim jest wzrost średniej globalnej  temperatury. Zrozum to wreszcie.

 

 Ja to rozumiem, ale piszę o sytuacji gdzie cała ta cyrkulacja zostaje zakłócona. ogromne masy pary wodnej przemieszczają się nad powierzchnię oceanów, przez co ta powierzchnia się ociepla i emituje jeszcze wiecej pary dzięki temu mamy taki efekt:

 

 

Przez Egipt, w tym przez Kair, przeszły potężne ulewy. Zginęło siedem osób, w tym troje dzieci. Woda zalała wiele ulic, utworzyły się ogromne korki.

https://tvnmeteo.tvn...305803,1,0.html

 

 Lodowce Grenlandii również nie topią się od co2 tylko właśnie od pary wodnej sztucznie ogrzanej przez człowieka, i lokalnie podnoszącej temperaturę. Co2 nie ma takich mocy. działa nieustannie ale powoli i stabilnie. To para wodna napędza ten młyn. W sumie ciekawy ten zbieg okoliczności. Ogromne pożary w Amazonii i powódź na pustyni.  

 

 

Co do lasów. Są one trochę jak wodne zbiorniki retencyjne na rzece. Gromadzą w sobie pewną ilość wody (pozwalają też utrzymać odpowiedni poziom wilgotności gleby), ale znacznie więcej jej po prostu przez siebie przepuszczają. Przykładowo 120-letnia, w pełni dojrzała sosna (30 m wysokości, 1 m grubości pnia) zawiera ok. 2 t niezwiązanej wody. Jednocześnie, średniorocznie wskutek transpiracji przechodzi przez nią tej wody około dziesięć razy więcej.

 Ale gdy tej sosny zabraknie to ta woda przestanie krążyć. Wycięty las pustynnieje. Zwłaszcza jeżeli jest to las tropikalny, Posiadający dosyć cieniutką  warstwę gleby i wielokrotnie większą ilość wody przez niego przechodzącej, gdzie na skutek wysokiej temperatury, transpiracji roślin i związanej z tym ogromnej wilgotności powietrza deszcze padają nawet kilka razy dziennie. Okazuje się że po wycięciu takiego lasu deszcz na tym terenie przestaje padać.klimat "lokalnie" zmienia się diametralnie. A należy pamiętać że co 3 lata lasy o powierzchni Polski, znikają na zawsze. Tego typu las nie odrasta. Co się dzieje z tą wodą? Pewnie zasila oceany. ok. oceany to 70% powierzchni ziemi. ciężko ogrzać taką masę wody. Tyle że nie trzeba ogrzewać wszystkiego. Ta cała para wodna spadająca w formie deszczu pezpośrednio lub pośrednio, niesie ze sobą ogromną ilość energii cieplnej, pochodzącej czy też wytworzonej przez płomienie trawiące drzewa. Ta energia nie znika w magiczny sposób. A że woda słodka jest lżejsza od słonej to zasila głównie powierzchnię morza. co z kolei zwiększa jego parowanie. Itd. mamy sprzężenie zwrotne. Trzeba pamiętać że to właśnie para wodna jest najsilniejszym, najbardziej powszechnym i najbardziej dynamicznym gazem cieplarnianym. Faktem jest że działa jedynie blisko powierzchni ziemi, ale my przecież właśnie tam mieszkamy. 

 

 Tak dla jasności. Ja nie twierdzę że co2, jest baz znaczenia. Na pewno odgrywa swoją rolę. Ale dynamika zmian klimatu na przestrzeni ostatnich kilku dekad, pozwala mi twierdzić że istotniejsze są zmiany hydro równowagi spowodowane rabunkową gospodarką leśną i rolną, a także emisją pary wodnej,  przez przemysł, (szeroko rozumiany). Te emisje są znacznie większe niż emisje co2, I dodatkowo niosą ze sobą ogromne ilości sztucznie wytworzonej energii cieplnej, A co jak co, ale para wodna jest świetnym rezerwuarem tejże. 

 

Trudno opodatkować parę wodną.

 

ps.

Przepraszam za troszkę bełkotliwy styl. ale staram się streścić w miarę konkretnie moje przemyślenia na ten temat. Niestety ostatnio nie mam za wiele wolnego czasu żeby rozpisać dokładnie to o czym chcę powiedzieć. Dlatego użyłem wielu skrótów myślowych.  


Użytkownik Panjuzek edytował ten post 24.10.2019 - 19:59

  • 0



#633

Mariush.
  • Postów: 4056
  • Tematów: 59
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 5
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Ja to rozumiem, ale piszę o sytuacji gdzie cała ta cyrkulacja zostaje zakłócona. ogromne masy pary wodnej przemieszczają się nad powierzchnię oceanów, przez co ta powierzchnia się ociepla i emituje jeszcze wiecej pary dzięki temu mamy taki efekt:

Przez Egipt, w tym przez Kair, przeszły potężne ulewy. Zginęło siedem osób, w tym troje dzieci. Woda zalała wiele ulic, utworzyły się ogromne korki.

Lodowce Grenlandii również nie topią się od co2 tylko właśnie od pary wodnej sztucznie ogrzanej przez człowieka, i lokalnie podnoszącej temperaturę. Co2 nie ma takich mocy. działa nieustannie ale powoli i stabilnie. To para wodna napędza ten młyn. W sumie ciekawy ten zbieg okoliczności. Ogromne pożary w Amazonii i powódź na pustyni.

Wcześniej wyliczyłem, że rok pożarów tajgi (spalenie suchej masy drewna) produkuje ok. 0,6 km3 wody. Dokładając do tego wodę związaną (przy wilgotności drewna ok. 40%) otrzymujemy ok. 1 km3 wody. Nawet jeśli dołożymy do tego pozostałą leśną fitomasę (krzewy, rośliny runa, porosty itp.) oraz ściółkę to powyższa liczba powiększy się maksymalnie 4-5 razy. Czyli otrzymamy ok. 4-5 km3. W porównaniu z rocznym parowaniem z oceanów i lądów wynoszącym ok. 500 000 km3, to dalej tyle co nic. I nawet jak dodasz do tego wkład od innych pożarów to dalej nie wyjdą z tego żadne "ogromne ilości". I z tego "niczego" średnio po kilku dniach już w atmosferze nie będzie śladu. A co do zakłóceń cyrkulacji, to atmosfera permanentnie znajduje się w stanie wysokiej nierównowagi i coś takiego, i to na nieporównywalnie większą skalę, jest jej naturalnym stanem. Nazywamy to zmiennością pogodową.

Jeden z ciekawszych przykładów podałeś sam. Ulewne opady w Egipcie były wynikiem tzw. "medikanu", czyli śródziemnomorskiej wersji cyklonu tropikalnego. Ten dość rzadkie zjawisko pogodowe potrafi dać na sporym obszarze bardzo wysokie opady, miejscami sięgające nawet 200 mm. Żadne pożary, choćby były długotrwałe i rozległe nie byłyby w stanie wygenerować nawet niewielkiej części takiej ilości wody opadowej. Tak dla porównania: Huragan Dorian produkował jej ok. 1,4*1010 t, czyli 14 km3. Na dobę – nie na rok. Gdzie nam do takich wartości...

 

Ale gdy tej sosny zabraknie to ta woda przestanie krążyć. Wycięty las pustynnieje. Zwłaszcza jeżeli jest to las tropikalny, Posiadający dosyć cieniutką warstwę gleby i wielokrotnie większą ilość wody przez niego przechodzącej, gdzie na skutek wysokiej temperatury, transpiracji roślin i związanej z tym ogromnej wilgotności powietrza deszcze padają nawet kilka razy dziennie. Okazuje się że po wycięciu takiego lasu deszcz na tym terenie przestaje padać.klimat "lokalnie" zmienia się diametralnie.

W sumie zgadzam się z tym, co napisałeś. Zresztą w ostatnim poście napisałem, co spowoduje zniknięcie drzew. Powtórzę:

Zapewne w pierwszej kolejności lądy stały by się bardziej suche, bo obniżyłby się poziom wód gruntowych i wilgotność gleb...

I zgadzam się lokalnie zmieni to warunki klimatyczne na lądzie. Ale globalnie, a o tym tu przede wszystkim jest mowa, wszystko pozostanie bez większych zmian ilościowych. Tak w uproszczeniu, to czego ubędzie na lądzie, przybędzie nad wodą. Też o tym już pisałem:

 

...Owa woda, która ubyła z lądów, łącznie z wodą, która była zretencjonowana w drzewach ostatecznie zasiliłaby (spływ ciekami wodnymi, parowanie i opady) rezerwuar Oceanu Światowego i względnie szybko wszystko w cyklu hydrologicznym wróciłoby do, zbliżonej do pierwotnej, równowagi. W związku z tym jedyna bardziej znacząca zmiana dotyczyła by tylko wielkości lądowego i oceanicznego rezerwuaru.
 

 Co się dzieje z tą wodą? Pewnie zasila oceany. ok. oceany to 70% powierzchni ziemi. ciężko ogrzać taką masę wody. Tyle że nie trzeba ogrzewać wszystkiego. Ta cała para wodna spadająca w formie deszczu pezpośrednio lub pośrednio, niesie ze sobą ogromną ilość energii cieplnej, pochodzącej czy też wytworzonej przez płomienie trawiące drzewa. Ta energia nie znika w magiczny sposób. A że woda słodka jest lżejsza od słonej to zasila głównie powierzchnię morza. co z kolei zwiększa jego parowanie. Itd. mamy sprzężenie zwrotne.

Deszcz lądujący w oceanie już żadnej energii wytworzonej przez płomienie nie niesie. Co woda z płonących roślin parując zabrała z ciepła wydzielonego podczas spalania, to oddała z powrotem podczas późniejszej kondensacji. Energetycznie wszystko wychodzi na zero.

 

Trzeba pamiętać że to właśnie para wodna jest najsilniejszym, najbardziej powszechnym i najbardziej dynamicznym gazem cieplarnianym. Faktem jest że działa jedynie blisko powierzchni ziemi, ale my przecież właśnie tam mieszkamy.

Niestety, bez pomocy długożyciowych gazów cieplarnianych, para wodna okazuje się bardzo słabym zawodnikiem. W skali 100-letniej jej GWP jest ok. 1000-2000 razy słabsze niż CO2. Paradoksalnie, to właśnie m.in. to zaleganie większości pary wodnej względnie blisko powierzchni i nieumiejętność osiągnięcia przez nią poziomu górnej troposfery (na ok. 8-10 km jej koncentracja jest mniejsza niż CO2; na 15 km już stukrotnie), powoduje ten stan rzeczy. Tutaj artykuł na ten temat.


  • 0




 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u