Skocz do zawartości




Zdjęcie

Symbole zagubione w deszczu


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 5020
  • Tematów: 663
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 23
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Widziałem rzeczy o jakich wy ludzie możecie tylko śnić. Wszystkie te chwile zatoną w powodzi czasu niczym łzy na deszczu. Czas umierać? O nie, Blade Runner wciąż żyje i dobrze się ma.

 

            blade-runner2-622x415.jpg

            fot/WarnerBros

 

        Ridley Scott otrzymał na „Blade Runnera” budżet w okolicach 30 mln dolarów, co było sumą trzykrotnie większą od tego, czym dysponował George Lucas przystępując do kręcenia „Gwiezdnych wojen”. „Blade Runner” to film wielki, najlepszy w dorobku Scotta. On po prostu idealnie trafił tym scenariuszem w swoje zamiłowania do szczegółu! Jako twórca reklamówek musiał opowiadać historie, mając na to zwykle kilkanaście sekund, siłą rzeczy nie było tam miejsca na rozwijanie psychologii, gdyż liczyła się gra symboli i znaczeń.

 

„Blade Runner” składa się z kilkudziesięciu scen, z których większość rozgrywa się w precyzyjnie skomponowanych sceneriach, wypełnionych po brzegi eksponatami. W głowie widza pozostają symbole: manekiny ze studia J.F. Sebastiana, wanna w której Deckard znajduje łuskę, wentylatory na dachu, reklama TDK, aż wreszcie biały gołąb wzlatujący do nieba na tle industrialnych wież.

 

No i symbol najważniejszy z nich wszystkich, zrobiony z origami jednorożec ze snów Deckarda. Gdy Gaff kładzie go na korytarzu, musi to oznaczać, że zna sny łowcy androidów, a to z kolei oznacza, że Deckard nie jest tym, za kogo się podaje.

 

Mimo tego natłoku obrazów i znaczeń udaje się opowiedzieć trzymającą w napięciu historię. „Blade Runner” po iluś już latach od kinowej premiery nadal jest filmem, nad którym nowe pokolenie ciągle dyskutuje, próbując doszukiwać się ukrytych sensów w finałowym monologu Roya Batty’ego czy w jego przemowie do dra Eldona Tyrella.

 

To największy zaszczyt, jakiego może dostąpić film, że prawie cztery dekady po premierze wciąż znajduje nowe pokolenia fanów. „Blade Runner” jak mało które inne dzieło filmowe zasługuje na miano kultowego – nie w sensie w jakim używa się często tego słowa (im dziwaczniejszy, tym bardziej ‚kultowy’), lecz poprzez to, że grupa jego wyznawców rośnie, a nie maleje jak to ma miejsce choćby w przypadku „Matriksa”. I wszyscy oni dalej zastanawiają się, czy Deckardowi rzeczywiście błysnęło w oku czerwone światełko podczas rozmowy z Rachael albo jak wygląda Tannhauser Gate.

 

Rutger Hauer zmarł 19 lipca 2019 r. w wieku 75 lat. W filmie umiera w listopadzie 2019…

 

logo_tunguska1.png

 


  • 4



#2

Kwarki_i_Kwanty.
  • Postów: 117
  • Tematów: 26
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

"Blade Runner" to film, o którym można powiedzieć, że jest ,,klimatyczny inaczej". A dlaczego? Wśród całej dwuznacznej atmosfery produkcji, którą przesiąknięte jest spowite nocą, padającym na ulice deszczem, oraz wieżowcami i licznymi strukturami aglomeracyjnymi pnącymi się w cieniu i mroku nocy ku górze, miasto, ukryte jest ponadczasowe piękno. Refleksja na temat wartości ludzkiego życia - jego normalnej egzystencji, naprawdę, przychodzi z czasem. "Blade Runner" Scotta jest jak dobre, wykwintne wino; im starsze, tym bardziej wartościowsze, lepsze, nabywające niepowtarzalnej głębi smaku, której nie da się zapomnieć. Z tak wyjątkowym, kanonicznym dziełem, stanowiącym absolut, wartość i tę nad wyraz istotną część dziedzictwa filmowego z gatunku science-fiction i kinematograficznej myśli ludzkiej w ogóle, jest podobnie. Im dłużej obcuje się z "Blade Runnerem" - z jego treścią, postaciami, morałem i atmosferą, oglądając go z odpowiednim zaangażowaniem emocjonalnym raz po raz, tym nauczamy się dostrzegać tę niezaprzeczalną wartość, którą obraz kinowy Ridleya Scotta niesie. Mówiąc inaczej, dostrzeganie niuansów w konstrukcie filmu, w postaci błysku czerwonego światełka w oku Deckarda podczas rozmowy z Rachel, różnych easter eggów, czy sama analiza dialogów między bohaterami i scen, aby dostrzec sedno ich ukrytej ,,wymowy", to jedno. W tym filmie jest coś jeszcze...

 

Osobiście "Blade Runnera" uznaję za 1 z 20 (takiej listy nie mam jeszcze gotowej) najbardziej wpływowych, najlepszych, czy jak kto woli najbardziej wartościowych filmów w historii kina gatunku sci-fi. 


  • 0

#3

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 5020
  • Tematów: 663
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 23
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Skoro wchodzimy w ulubione dzieła...

Rok 1968. "2001: Odyseja kosmiczna" – amerykańsko–brytyjski film fantastycznonaukowy reżyserii Stanleya Kubricka. 

Film jest dziełem wybitnym, wychodzącym przed szereg. Audiowizualna uczta, synergia obrazu i dźwięku sprawia, że widz odbiera go nie tylko intelektualnie, lecz także emocjonalnie. 

Co ciekawe, zagadki tworzy nam własny umysł. Ten film to traktat filozoficzny o naturze człowieka wobec nieznanego. Jednym z pytań stawianych przez twórców filmu jest wzajemna relacja między człowiekiem, a stworzonymi przez niego maszynami, które w miarę uzyskiwania coraz bardziej skomplikowanych funkcji myślowych (sztucznej inteligencji) mogą się od niego uniezależniać, a nawet otwarcie zwracać się przeciwko niemu.

To był rok 1968, ale daleko w przyszłość wybiegała jego intencja. Wszystkie, pozornie nie związane ze sobą cztery epizody tej opowieści, łączy tajemniczy Monolit.

 

Podobny monolit do tego, który był świadkiem ewolucyjnego skoku u hominidów (zbieracz–padlinożerca staje się myśliwym, wykorzystującym narzędzia służące do zabijania) na Ziemi, zostaje odkryty po tysiącach lat przez zespół geologów na Księżycu. Nieznane jest jego pochodzenie ani cel. Wiadomo jedynie, że wysyła sygnały radiowe w kierunku Jowisza.

W kierunku tej planety zostaje wysłany statek „Discovery”, gdzie oprócz dwóch naukowców i zahibernowanej załogi, znajduje się najdoskonalszy wynalazek uczonych – wyposażony w sztuczną inteligencję komputer HAL 9000. Komputer, obdarzony samoświadomością i uczuciami, buntuje się przeciw ludziom i postanawia zgładzić załogę statku. Ratuje się jedynie dr David Bowman (Keir Dullea), który wyłącza po kolei układy HAL-a. Bowman, który dociera do orbity Jowisza, udaje się w psychodeliczną podróż przez bramę „pełną gwiazd” przez czas i przestrzeń, doświadczając własnej starości, śmierci, a także ponownych narodzin w innej fazie egzystencji.


  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u