Skocz do zawartości




Zdjęcie

Burza w Tatrach. Największa tragedia na Giewoncie od 1937 roku


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
10 odpowiedzi w tym temacie

#1

Nick.
  • Postów: 1414
  • Tematów: 691
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

piorun.jpg

Burza nad Tatrami, piorun trafia w Giewont /East News

 

 

Zanosiło się na deszcz, nad głowami turystów zbierały się czarne chmury, ale tak tragicznej w skutkach burzy nikt się nie spodziewał. Cztery ofiary śmiertelne i ponad 150 poszkodowanych - to dotychczasowy bilans czwartkowej nawałnicy. Ostatni raz Giewont był niemym świadkiem tak wielkiego dramatu w sierpniu 1937 roku.

 

Tłumy turystów na Giewoncie

 

Charakterystyczny skalny kolos, przywołujący na myśl swym kształtem śpiącego rycerza, z nieodłącznym od przeszło wieku wysokim na piętnaście metrów krzyżem niczym magnes przyciąga co roku rzesze turystów.

 

Szlak prowadzący na wznoszącą się na wysokość 1894 m. n.p.m. górę jest jednym z najczęściej uczęszczanych w całych Tatrach, obok tras do Morskiego Oka, na Kasprowy Wierch czy do Doliny Kościeliskiej i Chochołowskiej. Tak też było w feralne czwartkowe popołudnie. Na szlaku było gęsto, sporo osób znajdowało się również w pobliżu kopuły szczytowej, szczególnie narażonej na wyładowania atmosferyczne.

 

Przy takim natężeniu ruchu turystycznego widok kłębiących się chmur nie mógł wszystkich zniechęcić. Burza, zgodnie z powtarzanym od lat sloganem, że pogoda zmienia się w górach wyjątkowo szybko i gwałtownie, przyszła nagle, ale kto mógł przypuszczać, z jaką uderzy mocą i jak tragiczne zbierze plony swych działań?

 

Burza nad Tatrami pojawiła się około godzin 13.15 w czwartek. Do uderzenia pioruna w krzyż na Giewoncie doszło około godziny 14.

 

Piorun uderzył w krzyż, a następnie cała energia przeniosła się po mokrych skałach na łańcuchy, których w tamtym momencie trzymało się kilkadziesiąt osób. Giewont to jeden z najpopularniejszych celów w Tatrach i w sezonie często ustawiają się wręcz kolejki do wejścia na jego szczyt. Jak mówi naczelnik TOPR Jan Krzysztof, w chwili uderzenia ludzi "wręcz odrzuciło" od łańcuchów.

 

Część turystów rozpoczęła ucieczkę, co pociągnęło za sobą kolejne ofiary – niektórzy potykali się, upadali a nawet byli tratowani.

 

Znaczna część poszkodowanych (jest ich około 150) to właśnie skutek paniki. Jak mówi Bogusław Szydło, pełniący obowiązki rzecznika prasowego małopolskiej straży pożarnej, strażacy zgłoszenie o porażeniu piorunem otrzymali o godzinie 14:44. W akcji uczestniczyli strażacy z 17 jednostek na terenie Małopolski - 11 pojazdów PSP (27 strażaków) oraz 12 pojazdów OSP (54 ratowników). Działania zakończyły się o 22:42.

 

Relacja świadka

 

- Fala uderzeniowa przyszła w sposób bardzo nieoczekiwany, raptowny. Wydaje mi się, że po pierwszym uderzeniu były największe straty ludzkie, bardzo dużo ludzi było porozrzucanych, niektórzy pospadali – opisuje mężczyzna, który chce pozostać anonimowy.

 

Według niego sytuacja przypominała "wybuch kilku granatów". Świadek opisuje też początek akcji ratunkowej. - Zaczęło się wyciąganie ludzi, niektórzy byli w stanie krytycznym. Wszyscy żeśmy się zaczęli wspierać nawzajem. Wyciągnęliśmy z dołu jedną kobietę, która też nie przeżyła. Głównie prowadził tę akcję taki młody chłopak, powiedział że jest studentem stomatologii i robił to dosyć sprawnie – przyznaje mężczyzna.

 

[...]

 

Pan Grzegorz w czwartek wybrał się z żoną na Giewont. Jak zapewnia, zanim wyszli w góry, sprawdzał komunikaty pogodowe. - Nic nie wskazywało na to, że będą jakieś opady i burza tym bardziej. Poszliśmy na szlak "na pewniaka" - relacjonuje turysta.

 

Załamanie pogody zaskoczyło parę w połowie drogi na szczyt Giewontu. - Usłyszeliśmy jakby grzmot. Ktoś za nami powiedział, że to samolot. Zaraz potem był błysk i okazało się, że jest burza. Postanowiliśmy zawrócić i zanim doszliśmy na polanę, to tak naprawdę zaczęło padać i grzmiało z każdej możliwej strony - mówi Grzegorz Pyzel.

 

Turysta dodaje, że zeszli niżej na trasę i około pół godziny razem z żoną chowali się, aby nie przebywać w eksponowanym miejscu.

 

- Ciężko nazwać okolice szczytu bezpiecznym miejscem. Tak naprawdę zaczęło grzmieć, deszcz był dosłownie ulewą, nie chcieliśmy schodzić w ulewie, bo szlak zamienił się w rwący potok. Potem, jeszcze w trakcie burzy, zeszliśmy do schroniska na Hali Kondratowej i tutaj czekaliśmy na poprawę pogody - opowiada mężczyzna. To tam po raz pierwszy para usłyszała od innych turystów, że są jakieś osoby ranne. Niedługo później zobaczyli pierwszych ratowników znoszących poszkodowanych z góry.

 

- Tych rannych cały czas toprowcy znoszą do schroniska. Trzy samochody TOPR-u stoją przed schroniskiem, a śmigłowiec z rannymi lata w tę i z powrotem - dodaje.

 

[...]

 

 Mariusz Brodziński również był na szczycie Giewontu.

 

- Żona osunęła się niżej, ma połamaną miednicę, rozcięcie głowy. Ze mną źle nie było, mam oparzenie stopy. To było, jakby człowieka coś przypalało - mówił. - Widziałem osoby, które spadły na dół, między innymi panią, która szła przed moją żoną i ta pani nie żyje. To było młode małżeństwo, które szło przed nami - mówił. Turysta wspomina, że przez pierwsze 15 minut nie miał czucia w rękach:

 

- Nie miałem siły, aby trafić do żony, która była niżej, bo nas odrzuciło od tych łańcuchów. Byliśmy nad przepaścią sześć, siedem metrów. Trwało to ponad godzinę, zanim śmigłowce się pojawiły. - Wdzięczność do Boga, że przeżyliśmy, to był nasz pierwszy wyjazd w góry. Miał być niezapomniany i pewnie taki będzie.

 

[...]

Burmistrz Zakopanego ogłosił żałobę

 

Wstępny bilans nawałnicy po polskiej stronie Tatr mówi o czterech ofiarach śmiertelnych i przeszło 150 poszkodowanych. Burza uderzyła również na Słowacji, zabijając jedną osobę.

 

Część rannych jest w ciężkim stanie. Dzięki sprawnej akcji służb najszybciej jak to było możliwe trafili do szpitali w Zakopanem, Nowym Targu, Limanowej, Suchej Beskidzkiej i Krakowie.

 

Rażenia, tłumaczył naczelnik TOPR Jan Krzysztof, nastąpiły w okolicach kopuły szczytowej Giewontu, ale także na Czerwonych Wierchach. Ratownicy wciąż poszukują potencjalnych ofiar zdarzenia, a w Zakopanem do niedzieli trwa żałoba, ogłoszona przez burmistrza Leszka Dorulę.

 

Po raz ostatni tak gwałtowna i tragiczna w skutkach burza przeszła nad Tatrami osiemdziesiąt dwa lata temu - 15 sierpnia 1937 roku. W niedzielne południe na Giewoncie znajdowało się kilkanaście osób. W pewnym momencie w żelazny krzyż znajdujący się na szczycie góry zaczęły celować pioruny.

 

“Uderzenie pioruna nastąpiło tuż po godzinie 12-ej. Burza nadeszła nadzwyczaj szybko i niespodziewanie od strony Czerwonych Wierchów, zaskakując turystów zebranych na szczycie Giewontu. Ciemna chmura przeszła nad Giewontem w stronę Kasprowego. Niebawem od strony Kasprowego przeszła fala powrotna burzy nad Giewont. Runęły gromy i piorun uderzył w krzyż, pod którym znajdowało się 12 osób" - relacjonował trzy dni później “Expres Zagłębia".  

 

piorun2.png

Widok z Gubałówki na Giewont, Zakopane, styczeń 1949 /East News

 

Trzy osoby zginęły na miejscu: Jan Mróz, Kazimierz Bania i Leopold Schlonvogt. Dziewięć osób zostało rannych, w tym jedna bardzo ciężko. Eugeniusz Schlonvogt, brat Leopolda, w wyniku poniesionych obrażeń zmarł kilkanaście dni później.

 

Zabitych i rannych, czytamy w kronice TOPR, znieśli z Giewontu członkowie Pogotowia w składzie: Andrzej Marusarz, Jakub Wawrytko, Wojciech Wawrytko, Władysław Gąsienica, Stanisław Majerczyk i Wawrzyniec Dzielawa. Pomocy udzielali również juhasi znajdujący się w Dolinie Kondratowej, a o opiekę medyczną nad poszkodowanymi zadbali dr Mieczysław Orwicz i Helena Kochanowska z Sanatorium Uniwersytetu Jagiellońskiego nad Bystrem.

 

Kucnąć, stopy razem

 

Jak tłumaczy Marek Szadkowski z Instytutu Elektroenergetyki Politechniki Śląskiej, to wcale nie metalowy krzyż na Giewoncie przesądził o tym, że to właśnie tam uderzył piorun. Kluczowa była imponująca wysokość szczytu - 1894 m n.p.m. - Każdy wysoki obiekt jest bardzo niebezpieczny w czasie burzy. Generalna zasada jest taka, że jak tylko pojawia się symptom burzy, to trzeba jak najszybciej z gór schodzić. Powierzchnia nie ma zbyt wielkiego znaczenia, najważniejsza jest wysokość obiektu – podkreśla Szadkowski.

 

Ale uciekać też trzeba z głową. - Kiedy człowiek ucieka to zazwyczaj znajduje się w rozkroku, czyli powstaje tak zwane napięcie krokowe, które wywołuje przepływ prądu przez ciało człowieka – wyjaśnia Szadkowski. Dlatego eksperci radzą często, by - jeśli zostaniemy "przyłapani” przez burzę na otwartej przestrzeni – kucnąć, maksymalnie zbliżając do siebie stopy.

 

"Jeśli piorun trafi w niedalekiej odległości, zniwelujemy wtedy skutek oddziaływania napięcia krokowego" – czytamy na stronie Polskich Łowców Burz. Inną radą, do której turyści na szczycie Giewontu nie mogli się zastosować, jest oddalenie się od skupisk ludzi.

 

Szadkowski tłumaczy także, że potoczne określenie "uderzenie pioruna" nie oddaje stanu faktycznego.

 

– Piorun nie uderza. To po prostu kanał wyładowczy, coś w rodzaju przewodnika wypełnionego w 100 procentach ładunkiem elektrycznym, który się przemieszcza między ziemia a chmurą. W ułamkach sekund przepływa prąd o bardzo dużym natężeniu. To co widzimy, to ostatni akt pewnej sztuki – wyjaśnia naukowiec.

 

Źródła:

https://menway.inter...rok,nId,3163968
https://www.tvn24.pl...rzen,963454.htm
https://www.tvn24.pl...sty,963163.html
https://www.tvn24.pl...rze,963354.html

 


  • 1



#2

Canaris.

    God Emperor of Mankind

  • Postów: 455
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Typowy przykład Polaczkowego januszostwa. Doświadczony ratownik i taternik mówi ze burza idzie i zeby zejść ze szczytu ale bydło w klapkach wie lepiej i hajda na góre bo "głupoty godo i nic sie nie stonie". 
A potem płacz ze tragedia, ze ofiary bla bla bla. 


  • 1



#3

Arek Cz..
  • Postów: 3
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Trzeba było schodzić przy pierwszej oznace a nie teraz lamentować,


  • 0

#4

Zaciekawiony.
  • Postów: 7552
  • Tematów: 77
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Grzmoty było ponoć słychać już pół godziny wcześniej. To wystarczająco dużo czasu aby osoby, które już weszły na szlak, mogły się wycofać na najbliższą przełęcz.


  • 0



#5

Magda72.
  • Postów: 357
  • Tematów: 33
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Poruszającą relację płynącą z rozmowy na Facebooku zamieścił na swoim profilu fotograf Marcin Kęsek. Jego bliska znajoma, osoba obyta z górami, opisała jak wyglądał jej powrót Doliną Roztoki tuż przed nadciągającą burzą, która wkrótce przyczyniła się do jednej z największych tragedii w historii Tatr. Oto jej relacja:

„Wyobraź sobie, że ja też byłam wczoraj w górach. Kiedy przyszła burza byłam już na dole. Oczywiście sprawdziłam prognozy. Rano – zwykłe meteo zapowiadało już deszcz, nie było więc sensu ryzykować. Wyszłam o 5.00 w stronę Doliny Pięciu Stawów. Od 12.00 było widać, że pogoda się zmienia, chmury nachodzą, zaczynają szczelnie opinać granie, zrobiło się chłodniej i ciemniej…Czas uciekać. 13:02 jak w zegarku spadł deszcz, sprawdziłam bo wyciągnęłam wtedy z plecaka kurtkę.
Chwile później pierwszy pomruk, za chwile grzmot…pierwszy, drugi, trzeci…Przy pierwszym zaczęłam biec na dół. Mijałam rodziny z kilkuletnimi dziećmi, a nawet jeszcze mniejszymi, w nosidłach, bez kurtek, maluszki owinięte jakimiś pelerynami za 5zł…i co? No właśnie i nic…Nikt nie zawrócił. Nikt nawet się nie zatrzymał, żeby zastanowić się co dalej, kiedy grzmi tak, że aż krew w żyłach na chwilę zastyga? Mijałam dzieci, które się bały, zaczynały nerwowo pytać rodziców co się dzieje, a oni i tak ciągnęli je do góry!
Wreszcie zahaczyła mnie kobieta z na oko 7-letnim synkiem i pyta jak daleko jeszcze do góry. Zapytałam ją czy kocha swoje dziecko. Popatrzyła tylko na mnie jak otępiała. Kontynuowałam więc, że jeśli tak, to niech schodzi. Burza idzie…ba – ona już tu jest i za chwilę będzie naprawdę nieciekawie. Przystanął jakiś facet i pyta mnie czemu ludzi straszę. A kobieta co? Zwróciła się do chłopczyka „to co (dajmy na to) Szymek, idziemy czy wracamy”. I poszli…
Wiesz jak ja się wczoraj czułam? Jakbym tylko ja widziała co się dzieje…a reszta nie wiem, oślepła, straciła głowę czy nie wiem co jeszcze. Powiem tak – nie będę oceniać nikogo, kto był na Giewoncie, nie wiem jaka była sytuacja, nie było mnie dokładnie tam, ALE gdyby piorun raził tyle osób na przykład pod Siklawą, to bym powiedziała, że stało się to dlatego, że zachowali się jak kretyni. (…)

Ja wczoraj miałam łzy w oczach. Jak grzmiało, lało…już kij z dorosłymi ludźmi, ale te DZIECI…za co? Do góry? Pomimo wszystko ? W imię czego, przejechanych kilometrów, zapłaconego parkingu i biletów? Straconego zdjęcia na Facebooka ? Nie mogłam na to patrzeć, na tą skalę…nieprzejednana skala głupoty, jak owce na rzeź, ja nie wiedziałam wtedy, że coś się stało (dzieje), nikt nie wiedział…ale czułam, że coś jest nie tak.
Ja wiem, że może ja mam większe doświadczenie, lepiej potrafię ocenić sytuację, ale tam naprawdę nie trzeba było eksperta. Już od godz. 12 byłam przekonana, że trzeba uciekać. Rozumiem, że jak ktoś jest w górach raz na rok to mógł tych sygnałów nie widzieć…mimo ze były. Ale jak już leje, grzmi, widać wyładowania???
Przeżywam to wręcz osobiście. Nawet nie to, co się stało….tylko to, co wczoraj widziałam. To było najbardziej przerażające. To, że wszyscy olali sytuację, nie jakaś przyszłą niedoszłą, tylko to, co właśnie w tym momencie się działo.

Gdzie my żyjemy, musi się coś stać, żeby do ludzi dotarło to, że trzeba uciekać? Musi ktoś przy nich zginąć, żeby dotarło, że teraz to jest wreszcie niebezpiecznie i nie idziemy dalej? Nie umiem tego pojąć, to jest dla mnie najbardziej przykre. Próbuje to od wczoraj zrozumieć, staram się… i nie potrafię.
Już pomijam fakt, że temperatura obniżyła się nagle, było to czuć. Nie rozpętał się huragan, ale pojawiły się podmuchy, których nie było wcześniej wcale. Było czuć, że pogoda się zmienia…i zmienia się nagle. Wszystko było. Trzeba było tylko chcieć to widzieć. Więc jak ktoś teraz mówi, że tego się nie dało przewidzieć to po prostu go tam nie było albo nie wiem…Fakt, że działo się to szybko, ale myślę, że była przynajmniej godzina, żeby uciec, zejść jak najniżej. Nie jestem meteorologiem, nie znam się na zjawiskach atmosferycznych, ale znam się trochę na górach. Tak jak mówiłam, ja już od 12.00 byłam pewna, że trzeba iść w dół i to jak najszybciej.
I żal mi serce ściska jak pomyśle, że była AŻ godzina żeby się ratować. I Ci wszyscy ludzie mogli żyć, mogło się nic nie wydarzyć oprócz tego, że byliby mokrzy.

Skala byłaby większa, tylko tym razem góry obeszły się z nami łaskawie. To trwało kilka minut, nie liczyłam, ale wyładowań było kilka…5,6? A co by było, gdyby burza trwała godzinę? Gdyby było ich 50, a burza objęła całe Tatry? Nie chce nawet myśleć…wiesz ilu ludzi było wtedy na Orlej Perci? (…)

Mam taki przeogromny żal, że to się stało…a nie musiało. Naprawdę nie musiało”
Źródło:Marcin Kęsek fotografia
  • 1



#6

Wszystko.
  • Postów: 9082
  • Tematów: 71
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Niektórzy mają takie podejście że skoro przejechali tyle kilometrów (bo czesto jeżdżą po 600 km albo i więcej) to muszą wykorzystać okazję i zobaczyć jak najwięcej żeby pozostały jakieś wspomnienia i przy okazji było się czym pochwalić przed znajomymi. Dlatego mimo burzy idą dalej bo liczą że im sie uda a jak zaszli już tak daleko to szkoda rezygnować przed samym końcem.
Tak to wygląda.

I potem te same matki które ciągnęły swoje bombelki w góry czasie gdy pioruny trzaskały będa ich zapewne chronić przed złem tego świata. Czyli hurr durr idziemy w góry burza nam nie straszna ale za to szczepienia, gmo, konserwanty itp. niszczą nasze brajanki i dżesiki i trzeba je przed tym chronić.



#7

Master Zgiętonogi.

    Capo di tutt'i capi

  • Postów: 323
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Na pewno bardzo zal dzieci bo one wplywu na podjecie decyzji, ani decydujacego glosu nigdy nie maja w takich sytuacjach. To co ludzie wyprwiaja w gorach nie miesci sie w glowie, jestem w Tatrach praktycznie co tydzien i nie ma takiego wyjscia zebym nie sugerowal komus odwrotu, zejscia inna droga czy nie pomagal w odnalezieniu drogi. Takie tragedie nie powinny miec miejsca, wystarczylo sprawdzic prognozy. To tez mnie smieszy i nie wiem gdzie ludzie sprawdzaja prognozy pogody, najprawdopodobniej na google, ktore opiera je chyba na wrozeniu z fusow. Rzetelne prognozy mowily o nadchodzacych burzach i w ogole o bardzo burzowym okresie:

BeODfmN.jpg

 

Tak to wyglada w tej chwili. Na szlakach nadal jest pelno ludzi, zreszta wystarczy sprawdzic kamery z PKL na przyklad zeby poogladac turystow wyruszajacych na wysokie szlaki o godzinie 10:00 czy 12:00. Mimo, ze nie minal tydzien od takiej tragedii - nic sie nie nauczyli. 

Prawda jest taka, ze w gorach jak na to co sie wyprawia i tak ginie zadziwiajaco malo osob, jeszcze teraz kiedy pojawil sie taki hype na wyjscia w zimie i TOPR nawet w tym teroetycznie spokojniejszym okresie ma pelne rece roboty. Co rusz widac ludzi w dresach, dzinsach i materialowych rekawiczkach przy -20 probujacych sie wdrapac na Rysy czy inny Koscielec. A tragedia pod Rysami wisi na wlosku i nie jest kwestia czy sie wydarzy, ale kiedy bo stok jest bardzo lawiniasty, ludzie wchodza tam o zlych godzinach, w nieprawidlowy sposob i czesto w slabo zwiazanym sniegu. 

 

No i to co Wszystko mowi. To kretynskie nastawienie - jak przyjechalem to musze wejsc tu i tu i nic mnie nie zatrzyma. Najszybsza i najprostsza droga do tragedii. 

Temat rzeka w dodatku nieprawdopodobnie mnie frustrujacy szczegolnie, ze pozniej wykwalifikowani ratownicy TOPRu, ktorzy oraja tam za psie pieniadze ryzykuja swoje zycie ratujac tych baranow. 


Użytkownik Master Zgiętonogi edytował ten post 26.08.2019 - 12:37

  • 1

#8

TheToxic.

    Faber est quisque suae fortunae

  • Postów: 1431
  • Tematów: 56
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

No właśnie, a od czwartku wejście na Giewont jest oficjalnie zamknięte, natomiast ratownicy nadal spotykają ludzi którzy mówią, że chcą zobaczyć krzyż. No ręce opadają.

 

Turyści wchodzą na zniszczony szlak na Giewont mimo zakazu wydanego przed Tatrzański Park Narodowy. - Chcemy zobaczyć krzyż - tłumaczą w rozmowie z "Tygodnikiem Podhalańskim". Podczas burzy w Tatrach zginęło 5 osób, w tym dwoje dzieci oraz Czech po słowackiej stronie. 150 osób zostało rannych. Zniszczenia na szlaku są duże - uszkodzone zostały m.in. metalowe łańcuchy, w które uderzył piorun.

 

Czytaj więcej / źródło.





#9

Master Zgiętonogi.

    Capo di tutt'i capi

  • Postów: 323
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

No coz. TOPR mial taki sam problem przy akcji w Wielkiej Snieznej gdzie co chwile ktos im sie wciskal bo chcial zobaczyc ta jakisnie co w telewizorni o niej mowio. Idiotow nie brakuje niestety i wszystko co staje sie gwaltownie popularne cierpi - w tym przypadku gory i natura. 

 

Skala debilizmu komentarzy jest swoja droga porazajaca. 


  • 0

#10

Canaris.

    God Emperor of Mankind

  • Postów: 455
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Przesz to gorzej jak zwierzęta.. Zwierzęta mają chociaz jakiś podstawowy instynkt samozachowawczy. 


  • 0



#11

Master Zgiętonogi.

    Capo di tutt'i capi

  • Postów: 323
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Spokojnie, idzie zalamanie pogody, pogorszenie warunkow i ochlodzenie to dopiero zobaczycie co sie bedzie dzialo. Od Wtorku ma padac snieg, temperatura moze spasc nawet do -3 / -4 stopni przy szczytach, a spasc ma 6-12cm sniegu. Wspanialy okres kiedy "doswiadczeni gorscy turysci" poczatkiem Wrzesnia czy Pazdiernika dreptaja po sniegu w sandalach i skarpetkach.  ;p


  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 2

0 użytkowników, 2 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u