Skocz do zawartości





  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
30 odpowiedzi w tym temacie

#1

BALKAN.
  • Postów: 5
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Seryjnym mordercą nr.1 jest oczywiście Theodore Robert Bundy (Ameryka Północna) To podczas tej sprawy pierwszy raz użyto zwrotu serial killer. Moim ulubionym, jeżeli mogę tak to określić ;)  jest Edmund Emil Kemper. U nas słynni to: Marchwicki, Tuchlin (Skorpion), Knychała, Arnold, Kot itd. dużo by pisać. Na razie przedstawiam Wam klasyka, czyli Ted Bundy (napisano o nim wiele interesujących książek) 

Theodore Robert Bundy, znany jako Ted Bundy (ur. 24 listopada 1946 w Burlington, Vermont, zm. 24 stycznia 1989 w Raiford, Floryda) – amerykański seryjny morderca.

080411_al_bundy_640.jpg

pg12-Ted-Bundy-reaction-to-.jpg

Był jednym z najkrwawszych seryjnych morderców w historii USA. W latach 1974-1978 zabił wiele młodych kobiet, zwykle przy użyciu tępego narzędzia, czasami przez uduszenie. Często wykorzystywał seksualnie swe ofiary, przed morderstwem i po morderstwie, dopuszczając się nekrofilii. Po ponad dekadzie usilnego wypierania się, w końcu przyznał się do ponad 30 zabójstw (na terenie 6 stanów), jednak ich całkowita liczba jest nieznana. Dwukrotnie udało mu się uciec z budynków wymiaru sprawiedliwości. Został skazany na śmierć i stracony na krześle elektrycznym.Bundy urodził się jako Theodore Robert Cowell, w domu samotnej matki, w Burlington, w stanie Vermont, na północnym-wschodzie USA. Jego matka, Eleanor Louise Cowell była sprzedawczynią, ojca nigdy nie poznał – w akcie urodzenia podane było nazwisko Lloyd Marshall[1] (ur. 1916), jednak później matka twierdziła, że jest nim niejaki Jack Worthington – weteran wojenny; pojawia się również sugestia, że Ted był wynikiem kazirodczego związku Louise z jej ojcem Samuelem Cowellem[2]. Louise wraz z Tedem zamieszkała u swych rodziców w Filadelfii. By uniknąć napiętnowania związanego z posiadaniem nieślubnego dziecka, został zaadoptowany przez dziadków; przez wiele lat (aż do 1968) był wychowany w przeświadczeniu, że jego matka jest jego siostrą.

W 1950 Bundy wraz z matką wyprowadził się do miasta Tacoma w stanie Waszyngton, gdzie mieszkali ich krewni. Rok później Eleanor poznała kucharza Johnny'ego Culpeppera Bundy'ego, za którego wyszła. Syn przyjął nazwisko ojczyma.

Gdy na świat przyszła kolejno czwórka ich dzieci, Ted zajmował się rodzeństwem. Dał się poznać jako zdolny uczeń Woodrow Wilson High School, był też aktywnym działaczem lokalnego kościoła metodystów i zapalonym skautem. Mimo tego był bardzo nieśmiałym chłopcem, który nie potrafił nawiązywać przyjaźni z rówieśnikami i pozostawał samotny. W późniejszym okresie, oczekując na wykonanie wyroku śmierci, wspominał swoją fascynację przemocą i seksem. Jako nastolatek przeglądał zbiory w bibliotekach, poszukując książek o przestępstwach i tematyce kryminalnej. Koncentrował się zwłaszcza na tych, które przedstawiały przemoc o podłożu seksualnym oraz zdjęcia zwłok i gwałtów.

Bundy bardzo wcześnie rozpoczął działalność kryminalną. Jeszcze jako uczeń szkoły podstawowej dopuszczając się drobnych kradzieży w sklepach; interesował się narciarstwem, w związku z tym zawłaszczał sprzęt i fałszował bilety na wyciągi. Był dwukrotnie aresztowany jako młodociany, jednak jego rejestr kryminalny z lat młodzieńczych uległ później zatarciu.W 1965 Bundy ukończył szkołę średnią i dzięki stypendium rozpoczął studia na University of Puget Sound (psychologia i orientalistyka); po dwóch semestrach przeniósł się jednak na University of Washington w Seattle. W trakcie studiów podejmował różne prace dorywcze, m.in. w sklepie. W ramach praktyki studenckiej był wolontariuszem w centrum pomocy kryzysowej dla osób skłaniających się ku samobójstwu. Poznał tam Ann Rule, reporterkę zajmująca się sprawami kryminalnymi. Ironią losu był fakt, że Rule pisała później artykuły poświęcone zbrodniom Teda, nieświadoma, że dawny młodszy kolega jest ich sprawcą.

W 1967 Bundy nawiązał poważniejszy związek miłosny ze "Stephanie Brooks" (imię i nazwisko zmienione), jednak rok później dziewczyna ukończyła studia i zerwała znajomość, określając Teda jako niedojrzałego i pozbawionego wszelkiej ambicji. W tym samym czasie odkrył prawdę o swojej rodzinie[3] (inne źródła podają, że miało to miejsce wcześniej[4]). Nastąpiła w nim duża przemiana, stał się pewnym siebie i przebojowym mężczyzną. Zaangażował się w kampanię o uzyskanie nominacji prezydenckiej z ramienia Partii Republikańskiej dla Nelsona Rockefellera, wznowił studia, ciesząc się sympatią kolegów i wykładowców. W 1969 zaczął się spotykać z "Elizabeth Kendall" (nazwisko zmienione)[5], rozwódką samotnie wychowującą córkę; związek ten trwał ponad 6 lat, aż do jego skazania w 1976 za porwanie.

W 1972 ukończył studia na uniwersytecie w Seattle i podjął pracę w stanowym biurze Republikanów; podczas kampanii wyborczej na gubernatora stanu doszło do niewielkiego skandalu z udziałem Bundy'ego – został rozpoznany, gdy podszywał się pod studenta i nagrywał spotkania wyborcze demokratycznego oponenta. W 1973 podjął studia prawnicze, które jednak szybko porzucił wiosną 1974.

W lecie 1973 odbył podróż do Kalifornii, gdzie mieszkała "Stephanie Brooks". Zauroczona jego nowym wcieleniem poważnego, zaangażowanego profesjonalisty, zgodziła się odnowić związek. Pod koniec roku Bundy – spotykając się w dalszym ciągu z Kendall – oświadczył się i propozycja została przyjęta. Dwa tygodnie później, krótko po Nowym Roku 1974, zaręczyny ze "Stephanie" zostały przez niego bezceremonialnie zerwane. Bundy odmówił wszelkich wyjaśnień i unikał kontaktów z byłą już narzeczoną (być może była to forma zemsty za poprzednie porzucenie).

Po ujęciu seryjnego mordercy zwrócono uwagę na fakt, że większość jego ofiar miała długie, proste, brązowe włosy, rozdzielone przedziałkiem pośrodku głowy, co upodabniało je do "Stephanie".

Pierwszych morderstw Bundy dopuścił się na terenie stanu Waszyngton. Wciąż nie wiadomo, kiedy dokładnie zaczął zabijać. Wielu ekspertów w tej sprawie, w tym Ann Rule i były detektyw hrabstwa King, Robert Keppel, jest zdania, że Ted stał się mordercą będąc jeszcze nastolatkiem. Osiemnastoletnia Anne Marie Burr z Tacomy, mieszkająca w sąsiedztwie Bundych, zaginęła bez śladu w 1961, gdy Ted miał 14 lat. Bundy, mimo że przyznał się do wielu innych morderstw, w tym przypadku zdecydowanie zaprzeczył. Dzień przed egzekucją przyznał się swojemu prawnikowi, że po raz pierwszy porwał kobietę w 1969, zaś zabił kobietę w 1972. Przez wiele lat był podejrzany o morderstwo kobiety w grudniu 1973, jednak analiza DNA pozwoliła na ujęcie prawdziwego sprawcy w 2002[6]. Wiadomo, że co najmniej kilku kobietom, potencjalnym ofiarom, które planował i próbował uprowadzić, udało się szczęśliwie uniknąć ataku i porwania.

Najwcześniejsze zabójstwo, do jakiego się przyznał i które udowodniono, miało miejsce w 1974. Dopuścił się go więc w wieku dwudziestu siedmiu lat. Jednak jeden ze znajomych Bundy'ego widział już w 1973 kajdanki na tylnym siedzeniu jego beżowego volkswagena (model "Garbus"), wyprodukowanego w 1968, którego Bundy był właścicielem od 1969 do 1975. Wyjął ze swojego samochodu przednie siedzenie pasażera, aby łatwiej ukryć i przewozić ciała. Kolejne zbrodnie popełniał z częstotliwością mniej więcej miesięczną. Przyszłe lata miały pokazać, że był bardzo sprytnym i przebiegłym przestępcą.

Krótko po północy 4 stycznia 1974, Bundy włamał się do sypialni osiemnastoletniej tancerki i studentki University of Washington "Joni Lenz" (imię i nazwisko zmienione) i zadał jej kilka silnych ciosów w głowę metalowym prętem wyrwanym z ramy łóżka. Dziewczyna została znaleziona następnego dnia zgwałcona, w stanie śpiączki, leżąca na łóżku w kałuży krwi, z wziernikiem ginekologicznym tkwiącym w pochwie. Przeżyła atak i wybudziła się po 10 dniach, ale odniosła trwałe uszkodzenia mózgu. Była jedną z 5 znanych policji kobiet, które przeżyły ataki Bundy'ego.

300px-Ted_Bundy_Volkswagen_Beetle.jpg

 

Stan Waszyngton - 8 napadniętych kobiet

Stan Oregon - 1 napadnięta kobieta
Następną ofiarą Bundy'ego była dwudziestojednoletnia Lynda Ann Healy, również studentka tego samego uniwersytetu. Po północy 31 stycznia 1974 włamał się do jej sypialni, pobił dziewczynę do nieprzytomności, ubrał w dżinsy i koszulę, zawinął w prześcieradło i wyniósł z pokoju. Dopiero ponad rok później znaleziono jej czaszkę i żuchwę (wraz ze szczątkami kilku późniejszych ofiar) w górach na wschód od miasta Issaquah.

12 marca 1974 w Olympii (stolicy stanu Waszyngton) Bundy uprowadził i zamordował dziewiętnastoletnią studentkę Evergreen State College, Donnę Gail Manson, zmierzającą na koncert jazzowy odbywający się na terenie kampusu. Jej zwłok nigdy nie znaleziono.

17 kwietnia osiemnastoletnia Susan Elaine Rancourt zniknęła z kampusu Central Washington State College w Ellensburgu i już więcej nie widziano jej żywej. Dwie inne studentki zeznały niezależnie od siebie, że spotkały (jedna w noc zniknięcia Susan, druga trzy dni wcześniej) człowieka z ramieniem w gipsie, który prosił je, by pomogły mu zanieść książki do volkswagena "Garbusa".

6 maja zaginęła dwudziestodwuletnia Roberta Kathleen "Kathy" Parks, ostatni raz widziana żywa na terenie kampusu Oregon State University w Corvallis, w stanie Oregon.

Bundy powrócił do stanu Waszyngton. 1 czerwca dwudziestodwuletnia Brenda Carol Ball, pierwsza ofiara Bundy'ego nie będąca studentką, wyszła z baru The Flame Tavern w mieście Burien, by zniknąć bez wieści na 9 miesięcy.

Rankiem 11 czerwca 1974 osiemnastoletnia Georgeann Hawkins, studentka University of Washington, wyszła z akademika swojego chłopaka, kierując się do budynku stowarzyszenia dziewcząt Kappa Alpha Theta, do którego należała. Miała do przebycia dystans trzydziestu metrów, jednak nigdy nie dotarła do celu. Świadkowie informowali, że poprzedniej nocy widzieli mężczyznę z nogą w gipsie; jedna ze studentek zeznała, że wspomniany mężczyzna prosił ją o pomoc w zaniesieniu aktówki do stojącego w pobliżu auta. Niedługo przed egzekucją Bundy zeznał, że czekał na ofiarę zaczajony za siedzibą stowarzyszenia, skąd wyszedł wsparty na kulach lekarskich. Dziewczyna zgodziła się pomóc i towarzyszyła Bundy'emu do samochodu, gdzie została ogłuszona przygotowanym zawczasu łomem. Potem morderca skuł ją kajdankami i wepchnął do samochodu, by później udusić, w ustronnym miejscu

Seria morderstw doszła do punktu kulminacyjnego 14 lipca 1974. Bundy w biały dzień porwał z zatłoczonej plaży nad jeziorem Sammamish (koło Issaquah) dwie kobiety: dwudziestotrzyletnią Janice Ann Ott i dziewiętnastoletnią Denise Marie Naslund. Kilka osób zeznało później, że spotkało wtedy młodego, przystojnego mężczyznę w białym stroju tenisowym, z lewą ręką na temblaku, przedstawiającego siebie jako Ted. Pięć świadków to kobiety, które były proszone o pomoc w zdjęciu łódki z dachu samochodu. Inni świadkowie oświadczyli, iż widzieli mężczyznę zaczepiającego J. Ott, która potem odeszła w jego towarzystwie. Jak się później okazało, byli ostatnimi, którzy widzieli ją żywą. D. Naslund zaginęła cztery godziny później.

Po tych zdarzeniach policji udało się uzyskać dokładny opis podejrzanego i jego brązowego garbusa. Niektórzy świadkowie powiedzieli, że Ted mówił jak gdyby brytyjską odmianą języka angielskiego. Wkrótce w rejonie Seattle rozkolportowano ulotki ostrzegawcze. Rysopis został przedstawiony w lokalnej prasie i w wiadomościach telewizyjnych. Kilka osób, w tym dawna współpracowniczka A. Rule, dawny profesor psychologii, jak i ówczesna dziewczyna Bundy'ego[7], wskazały go jako możliwego podejrzanego. Policja nie zwróciła jednak specjalnej uwagi na te zgłoszenia, ponieważ dziennie otrzymywała do 200 informacji w tej sprawie, a Theodore Bundy był porządnym studentem prawa.

Na szczątki J. Ott i D. Naslund przypadkowo natknęli się myśliwi 7 września 1974, w lesie niedaleko jeziora Sammamish, w pobliżu autostrady międzystanowej nr 90. Odnaleziono tam również żeńskie kręgi i kość udową, prawdopodobnie należące do G. Hawkins, jak twierdził Bundy krótko przed swoją egzekucją. Pomiędzy 1 a 3 marca 1975, w pobliżu w górach Taylor, odnaleziono czaszki i żuchwy 4 ofiar: L. A. Healy, S. Rancourt, K. Parks i B. Ball. Po latach Bundy zeznał, że porzucił tam również bezgłowe ciało D. Manson, którą zwabił do swojego samochodu podstępem z kulami lekarskimi, ogłuszył łomem, wywiózł, a następnie zgwałcił i udusił, jednak nie zostało ono nigdy znalezione.

1974 i 1975 – zbrodnie w stanach Idaho, Utah i Kolorado

Stan Idaho - 2 napadnięte kobiety

Stan Utah - 6 napadniętych kobiet

180px-TedBundyincustody.JPG
Przed egzekucją Bundy wyznał, że 2 września 1974, w sąsiednim stanie Idaho, zabrał nastoletnią autostopowiczkę. Następnie zgwałcił ją i udusił. Jej tożsamości nie udało się ustalić, jak również nigdy nie odnaleziono ciała.

Jesienią 1974 Bundy przeniósł się do nieodległego stanu Utah, gdzie zaczął uczęszczać na zajęcia z prawa na University of Utah w stolicy stanu, Salt Lake City. Również tam został członkiem Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich lub mormonów. Zbrodniczą działalność na terenie tego stanu rozpoczął już w październiku 1974.

2 października zaginęła tam w mieście Holladay szesnastoletnia Nancy Wilcox. Bundy zeznał później, że wyszedł z domu w celu stopniowego "wyhamowywania" swego patologicznego zachowania i miał zamiar jedynie dokonać gwałtu, a nie morderstwa. Zobaczył Wilcox, gdy szła ciemną ulicą, i bez wcześniejszego planowania zaatakował ją i wciągnął w zadrzewiony obszar. Tam udusił ją, jednak policji zeznał, że chciał ją jedynie uciszyć, by nie krzyczała i nie przeciwstawiała się. Jej ciała również nigdy nie odnaleziono.

18 października kolejną ofiarą była siedemnastoletnia Melissa Anne Smith, która wyszła z pizzerii w Midvale. Bundy zgwałcił ją analnie, a następnie udusił. Okazało się, że Smith była córką szefa miejscowej policji. Jej ciało znaleziono 9 dni później, a sekcja zwłok wykazała, że żyła jeszcze przynajmniej 5 dni od swego zniknięcia.

Następną ofiarą Bundy'ego stała się Laura Aime, również siedemnastolatka, która zniknęła po opuszczeniu halloweenowej zabawy w miejscowości Lehi, 31 października 1974. Jej nagie ciało zostało odkryte miesiąc później przez wędrowców w Święto Dziękczynienia, na brzegu rzeki w górach Wasatch. Została pobita tak, że nie można jej było rozpoznać, zgwałcona, a następnie uduszona własną skarpetką.

8 listopada w małym miasteczku Murray, osiemnastoletnia Carol DaRonch ledwo uszła z życiem ze spotkania z Tedem. Bundy nawiązał z nią kontakt w centrum handlowym, podszywając się pod oficera policji o nazwisku Roseland. Powiedział jej, że ktoś próbował włamać się do jej samochodu i poprosił ją, aby poszła z nim na posterunek policji. Bundy zwabił ją do swojego samochodu, ale DaRonch odmówiła zapięcia pasa bezpieczeństwa. Bundy ruszył, ale wkrótce szarpnął i zaatakował oraz usiłował zatrzasnąć na jej rękach kajdanki. W trakcie szamotaniny, szczęśliwie dla zaatakowanej dziewczyny, udało mu się to zrobić zamykając obie obręcze tylko na jednym przegubie. Bundy wydobył swój łom i zadał cios w głowę DaRonch, ale dziewczynie udało się złapać go w powietrzu. Otworzyła drzwi samochodu i wyskoczyła w biegu na ulicę, wychodząc z incydentu jedynie z zadrapaniami i guzem na głowie od ciosu ciężkim narzędziem. zadanego przez niedoszłego mordercę. Była drugą ofiarą Bundy'ego, która przeżyła napaść. Z jej ubrania policja uzyskała próbkę krwi napastnika[8]. Za to porwanie został później skazany, po raz pierwszy jako dorosły, na 15 lat pozbawienia wolności.

Około godzinę później w szkole Viewmont High School w mieście Bountiful, oddalonym od Murray o około 30 km, pojawił się dziwnie wyglądający mężczyzna. W audytorium szkoły odbywało się przedstawienie kółka aktorskiego. Dziwny mężczyzna zagadnął najpierw nauczycielkę aktorstwa, a następnie uczennicę, prosząc obie o wyjście na parking, aby zidentyfikować jakiś samochód. Obie jednak odmówiły. Przed końcem przedstawienia nauczycielka zobaczyła go jednak znowu, dyszącego, rozczochranego, z ubraniem w nieładzie. Inny uczeń widział go przyczajonego na tyłach audytorium. Sfrustrowany wcześniejszym niepowodzeniem, Bundy porwał siedemnastoletnią Debrę "Debby" Kent, oglądającą szkolne przedstawienie. Siedemnastoletnia Debbie samotnie wyszła z przedstawienia wcześniej, chciała bowiem odebrać brata, jednak jej samochód nigdy nie opuścił parkingu. Okoliczni mieszkańcy donieśli później, że słyszeli krzyki, a policja znalazła na parkingu kluczyk, pasujący do kajdanek pozostawionych na rękach C. DaRonch. Ciała Kent nigdy nie odnaleziono. Przed egzekucją Bundy wyznał, że wyrzucił zwłoki na wysypisko znajdujące się blisko miasta Fairview. Policja, po intensywnym przeszukiwaniu wskazanego miejsca, znalazła ludzką rzepkę, która odpowiadała osobie wzrostu i wieku Kent. Analiza DNA wówczas jeszcze nie istniała. Była to ostatnia znana ofiara Bundy'ego w 1974.

Stan Kolorado - 3 napadnięte kobiety
W 1975, wciąż studiując na University of Utah, Bundy przeniósł swoją zbrodniczą działalność do kolejnego, sąsiedniego stanu Kolorado. 12 stycznia 1975 dwudziestotrzyletnia pielęgniarka Caryn Campbell ze stanu Michigan zniknęła z hotelu Wildwood Inn w Snowmass (środkowe Kolorado), gdzie wypoczywała z narzeczonym i dwójką jego dzieci. Zaginęła na dystansie ok. 16 metrów, pomiędzy drzwiami windy, a drzwiami swego pokoju. Jej ciało odnaleziono 17 lutego przy drodze niedaleko Snowmass.

15 marca zniknęła dwudziestosześcioletnia Julie Cunningham, instruktorka narciarska z Vail (Kolorado), gdy wyszła do nieodległej tawerny. Bundy wyznał, że jej ciało zakopał niedaleko miasteczka Rifle w hrabstwie Garfield, ale po badaniu terenu nie znaleziono żadnych szczątków. Przed egzekucją Bundy opowiedział ze szczegółami o tym zabójstwie. Aby zdobyć zaufanie Cunningham i zbliżyć się do niej, użył podstępu. Opierając się na kulach lekarskich poprosił ją o pomoc w przeniesieniu butów narciarskich do samochodu. W samochodzie uderzył ją łomem i unieruchomił kajdankami, a później udusił w podobny sposób jak G. Hawkins w czerwcu 1974.

6 kwietnia 1975 zniknęła dwudziestopięcioletnia Denise Oliverson, gdy jechała rowerem do swoich rodziców w mieście Grand Junction (Kolorado). Jej porzucony rower odkryto w przejściu pod autostradą. Bundy podał szczegóły morderstwa, jednak ciała D. Oliverson również nigdy nie znaleziono.

6 maja w Pocatello, ponownie w stanie Idaho, Bundy porwał ze szkoły Alameda Junior High School dwunastoletnią Lynette Culver, w sposób podobny jak C. DaRonch. Wywabił ją ze szkolnego placu zabaw i zabrał do hotelu Holiday Inn, gdzie miał pokój. Tam zgwałcił ją, a następnie utopił. Nie wiadomo, gdzie znajduje się jej ciało.

Carol DaRonch podczas procesu

pg15-Carol-daRonch-testifyi.jpg

Powrócił do Utah, gdzie 28 czerwca do grona zaginionych dołączyła ostatnia ofiara Bundy'ego w 1975, piętnastoletnia Susan Curtis z Utah. Zniknęła w kampusie Uniwersytetu Brighama Younga w Provo, podczas konferencji młodzieżowej. Do jej zamordowania Bundy przyznał się kilka minut przed egzekucją, gdy szedł do krzesła elektrycznego. Również dotychczas nie odnaleziono zwłok.

W 1975 Bundy sprzedał swojego zaniedbanego i lekko zardzewiałego volkswagena, gdy zaczęła interesować się nim policja. Później ten samochód śmierci został skonfiskowany przez policję (obecnie znajduje się w kolekcji prywatnej).

W tym czasie śledczy stanu Waszyngton usiłowali zweryfikować i skrócić listę podejrzanych. Do analizy powiązań między ofiarami, zeznaniami świadków, dowodami, posiadaczami volkswagenów, nazwiskami zgłoszonymi w informacjach itd. użyto oprogramowania komputerowego. Ted Bundy znalazł się na ścisłej liście 25 głównych podejrzanych. Jego osoba została do sprawdzenia jako następna, wtedy jednak nadeszła z Utah informacja o jego aresztowaniu.

1975-1978 – pierwsze aresztowanie, pierwszy wyrok i dwie ucieczki

Bundy został aresztowany pierwszy raz 16 sierpnia 1975 w West Valley City (stan Utah), bowiem nie zatrzymał się do kontroli drogowej. Przeszukanie samochodu zakończyło się odkryciem maski narciarskiej ("kominiarki" zasłaniającej całą twarz, z otworami jedynie na oczy i usta), kolejnej maski z pończochy, rękawiczek, łomu, kajdanek, worków na śmieci, zwoju liny, oskardu, latarki i innych przedmiotów. Całość wydała się policjantom bardzo podejrzana. Uznali, że mogą to być narzędzia włamywacza i aresztowali Bundy'ego. Bundy spokojnie zeznał, że maski potrzebuje do jazdy na nartach, a kajdanki znalazł w kontenerze na śmieci. Śledczy z Utah powiązał Bundy'ego i jego volkswagena z porwaniem C. DaRonch, morderstwami oraz zaginięciami kobiet w Utah i Kolorado. Przeszukano jego mieszkanie. Następnie okazano Bundy'ego C. DaRonch i świadkom ze szkoły w Bountiful, którzy rozpoznali go.

Po 14 napadach (12 ofiar śmiertelnych) w 1974 oraz 5 napadach (5 ofiar śmiertelnych) w 1975, 16 sierpnia 1975, aresztowanie przerwało rajd śmierci Bundy'ego po północnym-zachodzie i centrum USA. Ciał trzech ofiar z 1974 (D. Manson, N. Wilcox, D. Kent) oraz czterech ofiar z 1975 (J. Cunningham, D. Oliverson, L. Culver i S. Curtis) nie odkryto do dzisiaj. Społeczeństwu wydawało się, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane, jednak przyszłość miała pokazać, że Bundy jako morderca nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

W wyniku trwającego tydzień procesu 1 marca 1976 Bundy został skazany za porwanie C. DaRonch na 15 lat pozbawienia wolności w więzieniu stanowym Utah, bez możliwości zwolnienia warunkowego.

 

Budynek sądu hrabstwa Pitkin, w Aspen. 7 czerwca 1977 Bundy wyskoczył z drugiego okna od lewej na pierwszym piętrze i zbiegł

Miasto Aspen i Góry Aspen, w których ukrywał się przez 6 dób Ted Bundy
Jednocześnie toczyło się śledztwo w pozostałych sprawach. Władze stanu Kolorado ścigały go pod zarzutem morderstwa i Bundy został przekazany do Kolorado, by stanąć tam przed sądem. Zeznania narzeczonej Bundy'ego na temat jego dziwnych zachowań seksualnych, wyjść w nietypowych porach; jego znajomych, którzy widzieli go z zagipsowaną ręką, chociaż wcześniej nie wspominał o jakimkolwiek wypadku, świadków zaginięć kobiet, dowody rzeczowe (np. rachunki ze stacji benzynowych z miejscowości, gdzie zdarzały się przestępstwa, włosy zidentyfikowane jako należące do ofiar), zaczęły prezentować policji coraz dokładniejszy obraz mężczyzny prowadzącego tajemnicze, podwójne życie.

22 października 1976 Bundy został oskarżony o zamordowanie C. Campbell. Przekonany o nieudolności swoich obrońców, postanowił bronić się sam. Uzyskał zgodę na korzystanie z biblioteki sądowej. 7 czerwca 1977, w trakcie przygotowań do przesłuchań w sprawie C. Campbell, został zabrany do sądu hrabstwa Pitkin, w mieście Aspen. Podczas przerwy w obradach sądu otrzymał zgodę na skorzystanie z biblioteki sądowej. Podczas wizyty w czytelni wyskoczył z okna pierwszego piętra, uszkadzając sobie jedynie kostkę prawej nogi, i zaczął uciekać. Był wolny. Początkowy bieg zamienił w swobodny spacer w Góry Aspen. Niewykryty dotarł na ich szczyt, gdzie w opuszczonej chacie myśliwskiej odpoczywał przez 2 dni. Później przez kolejne 2 dni wędrował bez celu w koło po górach, ponieważ stracił zdolność rozpoznawania kierunków. Przegapił 2 trasy prowadzące z gór w dół, do miasteczka Crested Butte, do którego zamierzał dotrzeć. Na swojej drodze spotkał się z uzbrojonym mężczyżną, który był jednym z przeczesujących góry w poszukiwaniu Bundy'ego, udało mu się jednak wyłgać i uniknąć zagrożenia. 13 czerwca ukradł samochód, który napotkał w górach przy jakiejś chatce. Pomimo zmęczenia, niewyspania i bólu skręconej kostki, wrócił samochodem do Aspen. Udałoby mu się uciec, gdyby jego cadillac nie został zauważony przez policjantów, ponieważ jechał bez świateł i nie utrzymywał się na swoim pasie ruchu. Policjani zatrzymali wóz Bundy'ego, rozpoznali go i zabrali z powrotem do więzienia. Bundy przebywał na wolności 6 dób.

Bundy przetrzymywany był w więzieniu w miasteczku Glenwood Springs, gdzie oczekiwał na kolejny proces i opracowywał kolejną ucieczkę. Mimo podwyższonych środków bezpieczeństwa Bundy podjął kolejną próbę oswobodzenia się. Zdobył piłkę do metalu i gotówkę w wysokości 500 dolarów (później twierdził, że piłę otrzymał od innego osadzonego, a pieniądze zostały przemycone do zakładu przez odwiedzających go znajomych). Przez ponad 2 tygodnie wycinał spawy w suficie swojej celi, dzięki czemu utworzył niewielki otwór. Po odchudzaniu i zmniejszeniu gabarytów ciała był w stanie przecisnąć się przez ten otwór i czołgać się w przestrzeni nad sufitem. Jeden ze współwięźniów poinformował strażników, że słyszał, jak Bundy porusza się i hałasuje w swojej celi przez kilka nocy przed ucieczką, jednak niczego nie odkryto. 23 grudnia 1977 została wyznaczona data rozpoczęcia i miejsce procesu w sprawie zamordowania C. Campbell. Miało to nastąpić 9 stycznia 1978 w Colorado Springs, co oznaczało że Bundy wkrótce zostanie przetransportowany do innego więzienia. W nocy, 30 grudnia 1977, Bundy ubrał się ciepło, a na swoim łóżku ułożył książki i segragatory, które nakrył swoim kocem, by wyglądało, jakby spał. Wypełzł przez otwór i przepełzł do miejsca, które znajdowało się dokładnie nad składzikiem bielizny naczelnika więzienia. Szczęśliwie dla Bundy'ego tego wieczoru naczelnika i jego żony nie było w domu. Wskoczył do ich mieszkania, by następnie opuścić więzienie przez drzwi. Był poza murami więzienia, lecz pieszo, w środku zimowej nocy. Ukradł z parkingu uszkodzony samochód marki MG i odjechał, jednak silnik zgasł w górach. Bundy utknął na poboczu autostrady międzystanowej nr 70, jednak jakiś kierowca zabrał go do miasteczka Vail. Tam złapał autobusu do Denver, gdzie wsiadł na pokład samolotu linii TWA, odlatującego o 8:55 rano do Chicago w stanie Illinois (użył pieniędzy od przyjaciół odwiedzających go w więzieniu). Ucieczka wydała się dopiero 17 godzin później, gdy Bundy był już na północnym-wschodzie USA, w Chicago, prawie 2000 km od więzienia.

Bundy przebywał odizolowany od społeczeństwa przez ponad 28 miesięcy. Teraz jednak znowu był na wolności i jak pokazały wydarzenia, które miały nastąpić, znowu był bardzo niebezpieczny.

1978 – stan Floryda, ostatnie zbrodnie i ostateczne aresztowanie

Stan Floryda - 6 napadniętych kobiet
Bundy podążał nadal w kierunku północno-wschodnim. Kolejnym etapem jego ucieczki była podróż pociągiem Amtrak do Ann Arbor w stanie Michigan, gdzie otrzymał pokój w budynku organizacji YMCA. W Ann Arbor ukradł samochód, którym ruszył na południe. Pokonał ponad 1100 km i dojechał do stanu Georgia, a następnie porzucił wóz w Atlancie, gdzie wsiadł do autobusu jadącego dalej na południe, na Florydę. 8 stycznia 1978 w stolicy stanu Floryda, mieście Tallahassee, wynajął pokój, przedstawiając się jako Chris Hagen. Floryda była piątym i ostatnim stanem na morderczym szlaku Bundy'ego. Posługiwał się skradzionymi dokumentami na nazwisko Kenneth (Ken) Misner. Dopuścił się w tym czasie wielu drobnych przestępstw: wyrywania torebek kobietom, kradzieży sklepowych i kradzieży samochodu. Nie maskował się specjalnie i nie podjął większych prób ukrycia swojej tożsamości, zapuścił jedynie wąsy i przed wyjściem na ulicę przyklejał sztuczny pieprzyk na policzku. Zamierzał zatrudnić się na budowie, jednak zrezygnował, gdy pracownik kadrowy chciał obejrzeć jego prawo jazdy, aby potwierdzić tożsamość. To była jego jedyna próba podjęcia pracy po odzyskaniu wolności.

 

Dwie z trzech ostatnich ofiar Bundy'ego, które zginęły - studentki Lisa Levy i Margaret Bowman, styczeń 1978

Ted Bundy w areszcie, Floryda, lipiec 

330px-LevyBowmanBundyvictims.jpg
Od ostatniej zbrodni Bundy'ego minęło dwadzieścia dziewięć i pół miesiąca. Szesnaście dni od ucieczki, siedem dni po przyjeździe do Tallahassee, 15 stycznia 1978 około 3:00 w nocy, Bundy wdarł się do akademika bractwa Chi Omega na Florida State University mordując, gwałcąc i tłukąc, niczym w szale, jego uśpione mieszkanki. W jednym z pokoi dwudziestoletnia Lisa Levy i dwudziestojednoletnia Margaret Bowman zostały zatłuczone i uduszone, ponadto Levy była napastowana seksualnie. Bundy uderzył Bowman w głowę z taką siłą, że fragmenty kości wbiły się w mózg, silnym ciosem strzaskał prawy obojczyk Levy, pozostawił również odcisk swych zębów na jej ciele, gryząc pośladki i piersi. Ślady te stały się później ważnym dowodem przeciw Bundy'emu. Żadna z nich nie miała ran na dłoniach ani uszkodzonych paznokci, co świadczyło, że nie miały szansy obronić się przed atakiem. Następnie Bundy ruszył do innego pokoju, gdzie zaatakował dwie kolejne dziewczyny, Karen Chandler i Kathry Kleiner, które zostały poważnie okaleczone, ale obu udało się przeżyć. Były trzecią i czwartą ofiarą Bundy'ego, które przeżyły starcie z nim. Całe zajście trwało niecałe pół godziny. Po opuszczeniu akademika, tej samej nocy, Bundy włamał się do domu znajdującego się osiem przecznic od akademika. Tam brutalnie zgwałcił, pobił i okaleczył we własnym domu jeszcze jedną studentkę Florida State University, Cheryl Thomas. Była ostatnią kobietą, która miała szczęście pozostać przy życiu po napadnięciu przez Bundy'ego.

Ted Bundy w areszcie, Floryda, lipiec 1978
8 lutego 1978 Bundy pojechał do Jacksonville, prowadząc skradzionego vana, który był własnością Florida State University. Po drodze, na parkingu supemarketu, wytypował następną ofiarę. Nawiązał znajomość z czternastoletnią Leslie Parmenter, przedstawiając się jako Richard Burton ze straży pożarnej, ale zostawił dziewczynkę w spokoju i odszedł, gdy przyszedł jej starszy brat. Bundy dojechał do Lake City. Następnego dnia, 9 lutego 1978, uprowadził ze szkoły Lake City Junior High School, zgwałcił i zamordował swoją najmłodszą i ostatnią już ofiarę, dwunastoletnią Kimberly Leach. Jej ciało porzucił w opuszczonej szopie w Suwannee River State Park.

12 lutego ukradł kolejny samochód, volkswagena "Garbusa", którym opuścił ostatecznie Tallahassee, kierując się na zachód. Krótko po pierwszej w nocy, 15 lutego 1978, Bundy został zatrzymany do kontroli drogowej przez policjanta z Pensacoli, Davida Lee. Gdy policjant sprawdził numery rejestracyjne pomarańczowego "Garbusa", którym poruszał się Bundy, okazało się, że wóz był skradziony. Bundy wdał się w szarpaninę z policjantem, został jednak obezwładniony i aresztowany. Gdy policjant zabrał niezidentyfikowanego wówczas jeszcze mężczyznę do aresztu, usłyszał: Szkoda że nie zabiłeś mnie. Rano następnego dnia, po wykonaniu porównania odcisków palców zatrzymanego z kartoteką, Bundy został zidentyfikowany jako poszukiwany morderca. Bezzwłocznie został przewieziony do Tallahassee, gdzie został oskarżony w sprawie z akademika Chi Omega.

1979-1989 – procesy, wyroki, ślub, walka o życie i egzekucja

Prezentacja odcisku zębów, dowodu w sprawie Chi Omega, 1979

220px-Dental_evidence_ted_bundy.jpeg

pg14-bite-mark-evidence.jpg

Proces w sprawie morderstw w akademiku Chi Omega został przeniesiony do Miami i rozpoczął się 25 czerwca, a zakończył 31 lipca 1979. Pomimo że otrzymał 5 adwokatów, Bundy występował jako własny obrońca, przesłuchując nawet świadków. Decydujące w sprawie stały się dwa dowody. Pierwszym były zeznania Nity Neary, mieszkanki akademika Chi Omega, która wracając późno z randki, zobaczyła wychodzącego Bundy'ego i rozpoznała go w sądzie. Drugim dowodem były odciski zębów na lewym pośladku L. Levy, które Bundy zostawił w czasie swego morderczego ataku szału. Policja pobrała od Bundy'ego odcisk zębów, a eksperci kryminalistyki porównali je ze zdjęciem rany Levy i potwierdzili zgodność. Został uznany za winnego stawianych mu zarzutów i skazany na śmierć za zabójstwo L. Levy i M. Bowman.

 

Ted Bundy w czasie procesu, 1979
W styczniu 1980 Bundy stanął ponownie przed sądem, tym razem w Orlando, w kolejnej sprawie, oskarżony o zabójstwo K. Leach, swojej najmłodszej ofiary. 7 lutego 1980 został tam uznany za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów, głównie dzięki znalezionym w skradzionym przez tu również vanie włóknom,, które pochodziły z odzieży K. Leach, oraz dzięki świadkom, którzy widzieli go wyprowadzającego K. Leach z terenu szkoły. Został skazany również na karę śmierci. 9 lutego 1980, podczas tego procesu, gdzie znowu występował jako własny obrońca, zgodnie z prawem stanu Floryda poślubił swoją byłą współpracownicę, Carole Ann Boone. C. A. Boone przeprowadziła się na Florydę, aby być bliżej swego ukochanego. Elokwentny i przystojny Ted Bundy cieszył się wielką popularnością wśród kobiet, o czym świadczy dwieście listów dziennie, jakie otrzymywał od fanek, przebywając w celi śmierci. Państwo Bundy otrzymali zgodę na intymne widzenia w więzieniu. W październiku 1982 C. A. Boone urodziła córeczkę, później rozwiodła się jednak z Bundym, w 1986 powróciła do stanu Waszyngton i zmieniła nazwisko swoje oraz córki.

W oczekiwaniu na wykonanie wyroku Bundy przebywał w Stanowym Więzieniu Florydy, najlepiej zabezpieczonym więzieniu dla najgroźniejszych przestępców, w miasteczku Raiford na północy Florydy. W sąsiedniej celi przebywał seryjny morderca Ottis Toole. Specjalista FBI, zajmujący się profilowaniem przestępców, opisał Bundy'ego po rozmowach z nim: Ten facet był zwierzęciem i zdziwiło mnie, że media nie mogły tego pojąć.

Również w tym samym czasie z Bundym kontaktował się bardzo często agent Zespołu Nauk Behawioralnych FBI, William Hagmaier, który zdobył jego zaufanie tak dalece, że Bundy nazywał go swoim przyjacielem. W końcu Bundy opowiedział mu wiele szczegółów swych zbrodni, w tym o morderstwach, które były jeszcze całkowicie nieznane lub niepotwierdzone.

 

Wyrok na Teda Bundy'ego, wydany 31 lipca 1979
W październiku 1984 Bundy, licząc na możliwe opóźnienie wykonania wyroku, napisał do wspomnianego już R. Keppela (dawniej detektywa wydziału zabójstw, w tym czasie już na emeryturze), oferując swą pomoc w schwytaniu seryjnego mordercy określanego pseudonimem "Green River Killer". Bundy proponował przeprowadzenie własnych analiz i wglądu w sprawę z użyciem własnej intuicji. Keppel i inny członek zespołu zajmującego się tamtą sprawą, Dave Reichert, odwiedzili florydzką celę śmierci, by porozmawiać z Bundym. Obaj stwierdzili później, że to co usłyszeli, było niezbyt pomocne, jeśli chodzi o schwytanie mordercy znad Green River. Dało im za to dogłębny wgląd w psychikę samego Teda i było głównie kontynuowane w nadziei poznania szczegółów, które mogłyby doprowadzić do rozwiązania spraw, o które podejrzewany był Bundy.

 

Ted Bundy, zdjęcie z kartoteki policyjnej, 13 lutego 1980
Bundy składał apelacje od wyroku i uniknął egzekucji w dniach 4 marca 1986, 2 lipca 1986 i 18 listopada 1986, jednak wyczerpały się już wszystkie możliwości. Ponieważ nieuchronnie zbliżała się egzekucja, przyznał się do kolejnych ośmiu nierozwiązanych morderstw w stanie Waszyngton, w których był głównym podejrzanym. Przyznał się również do morderstw w stanach Idaho, Utah i Kolorado, licząc na wstrzymanie wykonania kary lub możliwość ułaskawienia i zamiany kary śmierci na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Adwokat Bundy'ego zwrócił się do rodzin niektórych jego ofiar, aby przesłały faksem do gubernatora stanu Floryda prośby o łaskę dla Bundy'ego, który w zamian miał wyznać, gdzie znajdują się szczątki ich bliskich. Wszystkie rodziny jednak odmówiły. Keppler i inne osoby informowały, że Bundy podawał skąpe szczegóły swoich zbrodni i obiecał ujawnić więcej oraz miejsca porzucenia zwłok, jeśli dostanie więcej czasu. Ten chwyt nie odniósł jednak oczekiwanego skutku.

W noc poprzedzającą stracenie Bundy udzielił nagrywanego wywiadu doktorowi Jamesowi Dobsonowi, psychologowi i założycielowi chrześcijańsko-ewangelikalnej organizacji Focus on the Family. W tym wywiadzie powtórzył przyznanie się do pornograficznych korzeni swoich zbrodni.

Według agenta W. Hagmaiera Bundy rozważał odebranie sobie życia, zanim nastąpi egzekucja. 24 stycznia 1989 o godzinie 7:06 rano, w więzieniu stanowym Florydy w Raiford, 42-letni Ted Bundy został stracony na krześle elektrycznym, zwanym "Old Sparky". Jego śmierć oficjalnie stwierdzono o godzinie 7:16.

Modus operandi i profil ofiar
Całkowitą liczbę ofiar Bundy'ego określa się na nawet 100 kobiet, jednak prawdopodobnie nigdy nie uda się podać jej dokładnie. Cechował go dosyć stały sposób działania. Szukał i zbliżał się do potencjalnych ofiar w miejscach publicznych, nawet pełnych ludzi, także w dzień – jak miało to miejsce w przypadku uprowadzenia J. Ott oraz D. Naslund nad jeziorem Sammamish lub K. Leach ze szkoły. Zaufanie przyszłych ofiar zdobywał w różny sposób: udając osobę z unieruchomioną kończyną, potrzebującą pomocy (morderstwa: G. Hawkins, S. Rancourt, J. Ott, D. Naslund i J. Cunningham) lub podając się za przedstawiciela władzy: policjanta (C. DaRonch) czy inspektora straży pożarnej (nieudana próba porwania 8 lutego 1978 nastolatki L. Parmenter, dzień przed zamordowaniem K. Leach).

Krzesło elektryczne - na urządzeniu tego typu zakończył swój zabójczy żywot Ted Bundy

Popełnianie przestępstw ułatwiała Bundiemu miła aparycja. Wykorzystywał swój urok osobisty i atrakcyjną, ale niezapadającą w pamięć fizjonomię[potrzebne źródło]. Opisywany był również jako człowiek-kameleon, który za pomocą niewielkich zmian fryzury czy zarostu był w stanie zmienić swój wygląd nie do poznania.

Wszystkie ofiary Bundy'ego były białymi kobietami, zazwyczaj pochodzącymi z klasy średniej. Większość miała od 15 do 25 lat i zazwyczaj były studentkami. A. Rule w swojej książce zauważa, że większość ofiar miała długie, brązowe, proste włosy z przedziałkiem na środku głowy, sugerując znaczne podobieństwo do "Stephanie Brooks", która porzuciła Bundy'ego w 1968. Wspomnienia tamtych wydarzeń mogły wywrzeć wpływ na jego późniejsze zabójcze zachowania. W wywiadzie z 1980 Bundy zaprzeczył jednak temu, wyjaśniając, że jedynym kryterium wyboru ofiar był młody wiek i atrakcyjność fizyczna, a faktycznie jego ofiary różniły się znacznie.

Po zwabieniu kobiety do samochodu morderca uderzał ją w głowę łomem, który miał ukryty w pojeździe. Każda z odnalezionych czaszek (z wyjątkiem K. Leach) miała ślady obrażeń spowodowanych tępym narzędziem. Każde z odnalezionych ciał (z wyjątkiem K. Leach) nosiło ślady duszenia. Wiele z ofiar było przewożonych z miejsca uprowadzenia, w odległe miejsca. W przypadku K. Parks było to około 400 km (z Oregonu do stanu Waszyngton). W okresie poprzedzającym szukanie ofiar Bundy pił alkohol, C. DaRonch zeznała, że wyczuwała jego woń w oddechu porywacza.

Agent Hagmaier wywnioskował, że popełniając pierwsze zbrodnie Bundy uważał siebie za początkującego i porywczego mordercę, a następnie wyewoluował do fazy, którą zwał pierwszorzędną lub drapieżną.

Podczas przesłuchań skazaniec przyznał się, że odciął za pomocą piłki do metalu głowy co najmniej dwunastu swoim

 ofiarom. Odcięte głowy L. A. Healy, S. Rancourt, K. Parks i B. Ball przechowywał przez jakiś czas w swoim mieszkaniu. Zeznał, że głowę D. Manson spalił w kominku u swojej dziewczyny. Niektóre czaszki znaleziono z wyłamanymi przednimi zębami. Wielokrotnie odwiedzał, porzucone w Taylor Mountain, ciała ofiar, leżał z nimi, nakładał makijaż na twarze i uprawiał z nimi seks (nekrofilia), aż do momentu kiedy uniemożliwił to rozkład zwłok.

Bundy przyznał również, że miał zwyczaj gromadzić pamiątki swoich zbrodni. Po aresztowaniu w 1975, policja Utah przeszukała mieszkanie Bundy'ego, lecz nie znalazła w nim zbioru zdjęć ofiar, które Bundy zniszczył po zwolnieniu za poręczeniem majątkowym. Jego dziewczyna Elizabeth, pewnego razu znalazła w pokoju Bundy'ego torbę z kobiecymi ubraniami.

Zdrowie psychiczne Bundy'ego[edytuj | edytuj kod]
W grudniu 1987 psychiatra, doktor Dorothy Otnow Lewis, zajmująca się seryjnymi zabójcami, badała przez 7 godzin zdrowie psychiczne Bundy'ego. W jego wyniku zdiagnozowała zaburzenia afektywne dwubiegunowe oraz dokonywanie zbrodni przez Bundy'ego zazwyczaj w trakcie zaburzeń depresyjnych.


Użytkownik BALKAN edytował ten post 21.04.2014 - 14:05

  • 1

#2

Smok.
  • Postów: 129
  • Tematów: 11
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Popracuj proszę nad estetyką tego tematu bo aż się czytać nie chce. 

 

 

@Edit

 

Pospieszyłem się bo post napisałem minutę po tym jak powstał temat :D

Więcej zdjęć by nie zaszkodziło, no i sam zobacz - tekst jest dość długi i trochę zniechęca. 

 

@

 

Teraz już całkiem ok. 


Użytkownik Smok edytował ten post 21.04.2014 - 13:29

  • 0



#3

BALKAN.
  • Postów: 5
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Tzn. co mam zrobić? Chodzi o zdjęcia itd?

Edit

A tekst, owszem długi bo i historia zbrodni Bundyego nie jest zbyt krótka ;]


Użytkownik BALKAN edytował ten post 21.04.2014 - 14:12

  • 0

#4

Padael.

    Tauri

  • Postów: 1017
  • Tematów: 73
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Cudze czytacie swego nie znacie  ;) oto kilku seryjnych morderców z naszego podwórka, w kulturze masowej lepiej zna się amerykańskich zwyrodnialców więc przypomnijmy kilku zwyrodnialców z Polski:

 

Karol Szczepan Kot, znany również jako Wampir z Krakowa (ur. 18 grudnia 1946 w Krakowie, zm. 16 maja 1968 w Mysłowicach[1]) – polski morderca, oskarżony o zamordowanie 2 osób, 10 prób zabójstwa oraz 4 podpalenia. W rodzimym Krakowie swoimi zbrodniami wywołał psychozę strachu w latach 60. XX wieku.

 

Wywodził się z inteligenckiej rodziny, był uczniem Technikum Energetycznego przy ul. Loretańskiej w Krakowie. Cechowało go zamiłowanie do broni, wojska i strzelectwa.

Karol Kot został oskarżony o zamordowanie 2 osób (77-letniej Marii Plichty oraz 11-letniego Leszka Całka), 10 prób zabójstwa (w tym 6 przez otrucie) oraz 4 podpalenia. Lekarze psychiatrzy badający mordercę orzekli jego poczytalność i działanie z pełną świadomością.

W czasie śledztwa milicja popełniła wiele kuriozalnych błędów. Po ataku nożem na dziewczynkę przy ul. Sobieskiego Karola Kota widział przejeżdżający taksówkarz. Jak później się okazało, trafnie go opisał. Władze MO jednak zabroniły wykorzystywać jego zeznania, ponieważ wedle ówczesnego mniemania "prywatna inicjatywa, jako niewiarygodna, nie mogła zasługiwać na uwagę".

Po ujęciu 14 lipca 1966 r. przyznał się do popełnionych przestępstw, opisując przebieg zbrodni[2]. W trakcie śledztwa bez ogródek opisywał popełniane zbrodnie, nie krył również swoich morderczych planów i zamiarów, chełpił się swoim zamiłowaniem do krwi. Jak sam mówił, pierwszy raz krwi spróbował w rzeźni podczas wakacji w Pcimiu wiele lat wcześniej. Zeznanie z akt milicji:

Quote-alpha.png Z rodzicami jeździłem na wakacje do Pcimia (to taka dziura pod Myślenicami). Było nudno, chodziłem więc do tamtejszej rzeźni i asystowałem przy zabijaniu cieląt. Lubiłem ten widok i w końcu zasmakowałem w cieplej krwi.
Wyrok ogłoszono 14 lipca 1967 roku. Kot został uznany za winnego i skazany na karę śmierci. W wyniku odwołania 22 listopada 1967 roku Sąd Najwyższy, jako sąd II instancji, zamienił karę śmierci na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Z możliwości wniesienia rewizji nadzwyczajnej skorzystał jednak Prokurator Generalny. Skutkiem tej interwencji 17 marca 1968 roku skazano "krakowskiego wampira" na karę śmierci przez powieszenie i bezterminową utratę honorowych praw obywatelskich. Morderca został stracony zgodnie z wyrokiem 16 maja 1968 r. Podczas sekcji jego zwłok stwierdzono rozległego guza mózgu

 

 

Zdzisław Marchwicki (ur. 18 października 1927 w Dąbrowie Górniczej, stracony 26 kwietnia 1977 w Katowicach) – domniemany seryjny morderca.

Uznany przez sąd za wampira z Zagłębia, który działał w tych okolicach przez pięć lat i cztery miesiące. Przez cały ten okres trwało żmudne, trudne śledztwo. Z uwagi na fakt, iż jedną z ofiar była bratanica Edwarda Gierka, śledczy zobligowani byli do znalezienia sprawcy za wszelką cenę. Ofiary miały od 16 do 57 lat. W jednym dniu (15 czerwca 1966) dokonał dwóch napadów na kobiety, z których jeden skończył się śmiercią ofiary.

Działalność Wampira rozpoczęła się 7 listopada 1964, gdy w Dąbrówce Małej doszło do zabójstwa pierwszej ofiary – Anny Mycek. Od tego momentu aż do roku 1970 doszło do 21 zabójstw przypisywanych jednemu sprawcy. Sposób postępowania sprawcy był zawsze taki sam: szedł za upatrzoną ofiarą, podbiegał do niej z tyłu, a następnie uderzał w głowę ciężkim tępym przedmiotem. Gdy ofiara upadła bił ją wielokrotnie, powodując zgon, po czym dokonywał czynności seksualnych z denatką.

Pozostaje wiele niejasności w kwestii prawdziwej tożsamości Wampira. Telewizja Polska wyprodukowała serial Paragraf 148 - Kara śmierci, w którym (odcinek pt. Wampir z Katowic) przedstawiono Marchwickiego jako niewinnego stawianych mu zarzutów morderstw. Film zawiera opinie ówczesnych oficerów milicji i prawników i prezentuje proces sądowy jako medialną farsę. Reżyserem serialu był Maciej Żurawski. W podobnym tonie wypowiada się Maciej Pieprzyca w swoim filmie dokumentalnym pod tytułem Jestem mordercą ....

 

W Komendzie Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Katowicach powołano w 1965 roku specjalną grupę o nazwie "Anna" w celu złapania Wampira. Naczelnikiem grupy został Jerzy Gruba. Do sprawy "Anna" zaliczono następujące przypadki:

Anna Mycek, Katowice-Dąbrówka Mała – 7 listopada 1964
Ewa Pakan, Czeladź-Piaski – 20 stycznia 1965
Lidia Nowacka, Będzin – 17 marca 1965
Irena Szymańska, Będzin-Grodziec – 14 maja 1965
Jadwiga Zygmunt, Sosnowiec – 22 lipca 1965
Eleonora Gąsiorowska, Będzin-Łagisza, kolonia Niepiekło – 26 lipca 1965
Zofia Wiśniewska, Będzin-Łagisza – 4 sierpnia 1965
Maria Błaszczyk, Czeladź – 15 sierpnia 1965
Genowefa Łebek, Będzin – 25 sierpnia 1965
Teresa Tosza, Będzin – 25 października 1965
Alicja Dubiel, Sławków, kolonia Garbierze – 28 października 1965
Irena Szrek, Czeladź – 12 grudnia 1965
Stanisława Samul, Gródków – 19 lutego 1966
Genowefa Bijak, Będzin-Łagisza – 11 maja 1966
Maria Gomółka, Sosnowiec-Zagórze – 15 czerwca 1966
Julianna Kozierska, Będzin – 15 czerwca 1966
Jolanta Gierek, Będzin – 11 października 1966
Zofia Kawka, Grodziec – 15 czerwca 1967
Zofia Garbacz, Wojkowice – 3 października 1967
Jadwiga Sąsiek, Sosnowiec-Maczki, kolonia Cieśle – 3 października 1968
Jadwiga Kucianka, Siemianowice Śląskie-Bytków – 4 marca 1970
Największa aktywność Wampira przypada na rok 1965. Mimo, iż prasa nie pisała o kolejnych zabójstwach, w społeczeństwie pojawiła się panika. Szerzyła się plotka, że celem Wampira było zabicie tysiąca kobiet na tysiąclecie państwa polskiego, co miało dodatkowo unaocznić społeczeństwu nieudolność władz, niezdolnych do schwytania mordercy. Kobiety bały się chodzić same wieczorami, a ich mężowie lub bracia zaczęli je eskortować w drodze do domu. Przełomem w sprawie było wydobycie z Przemszy zwłok 18-letniej Jolanty Gierek, bratanicy Edwarda Gierka, ówczesnego I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Wtedy to sprawa nabrała pełnego rozmachu. W 1968 roku wyznaczono ogromną jak na ówczesne czasy nagrodę w wysokości 1 miliona zł dla tego, kto wskaże zabójcę. Do Milicji Obywatelskiej zaczęły docierać liczne donosy. Stworzono model hipotetyczny zawierający 483 cechy fizyczne i psychiczne, które miał posiadać Ryba. Na jego podstawie oraz donosów wyłoniono grupę ponad 267 podejrzanych (wśród nich był Zdzisław Marchwicki).

 

Do ostatniego morderstwa doszło 4 marca 1970. Dwa lata później, 6 stycznia 1972 w Dąbrowie Górniczej, został aresztowany po tym jak jego żona złożyła zawiadomienie do Milicji Obywatelskiej o znęcaniu się nad nią i dziećmi. W kilka miesięcy później aresztowani zostali bracia Zdzisława: Jan i Henryk, jego siostra Halina Flak oraz jej syn Zdzisław.

 

Śledztwo w sprawie Wampira trwało ponad 2 lata, akta sprawy obejmowały ponad 166 tomów. Proces rozpoczął się 18 września 1974 w Klubie Fabrycznym Zakładów Cynkowych "Silesia" w Katowicach. Miał być pokazowy i tak też się stało. Cieszył się dużym zainteresowaniem; wejście na salę umożliwiała tylko specjalna wejściówka. Rozprawie przewodniczył sędzia Władysław Ochman, oskarżycielami byli Józef Gurgul i Zenon Kopiński. Obrońcami Marchwickiego zostali znani adwokaci: mec. Bolesław Andrysiak oraz mec. Mieczysław Frelich. 28 lipca 1975 roku Sąd uznał Zdzisława Marchwickiego za winnego popełnienia zarzucanych mu czynów (zabójstwa 14 kobiet i usiłowanie zabójstwa kolejnych 6), skazując go na karę śmierci. Rada Państwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej nie skorzystała z prawa łaski. Wyrok wykonano.

 

 

Paweł Alojzy Tuchlin (ur. 28 kwietnia 1946 w Górze w powiecie kościerskim, zm. 25 maja 1987 w Gdańsku), pochowany w Pieniążkowie – polski seryjny morderca o kryptonimie milicyjnym Skorpion. Skazany na karę śmierci i powieszony za zabójstwo 9 kobiet oraz usiłowanie dalszych 11 zabójstw, w latach 1975-1983[1].

 

Paweł Tuchlin był synem Bernarda, nadużywającego alkoholu rolnika, i Moniki z domu Woier; miał dziesięcioro rodzeństwa. Przez oboje rodziców był surowo traktowany. W wieku 18 lat uciekł z domu, uzyskał zawód kierowcy, a następnie ożenił się. W tym okresie był już karany za drobne kradzieże. Jakiś czas później Tuchlin rozwiódł się i ponownie ożenił. Sąsiedzi opisywali go jako spokojnego, stabilnego, zaradnego, który troszczył się o żonę i dwójkę dzieci. Był zamknięty w sobie. W tym czasie miał problemy z pohamowaniem popędu płciowego, uprawiał ekshibicjonizm.

 

Paweł Tuchlin atakował swoje ofiary na terenie Gdańska, w okolicach Starogardu Gdańskiego, Skarszew, a także na obszarze ówczesnego województwa elbląskiego i bydgoskiego. Najmłodsza z jego ofiar miała 19 lat, zaś najstarsza 53 lata. Pierwszego usiłowania zabójstwa dokonał jesienią 1975, a pierwszego zabójstwa - 9 listopada 1979 roku w Niestępowie koło Gdańska.

6 stycznia 1983 r. w komendzie wojewódzkiej, w Gdańsku powstała grupa specjalna „Skorpion”, która miała na celu wykrycie sprawcy serii morderstw kobiet. Szefem grupy został śledczy kryminalny Stefan Chrzanowski, jego zastępcą Stanisław Ćwiek.

W dniu 18 stycznia 1983 r. Paweł Tuchlin dokonał napadu na 20-letnią dziewczynę, która atak przeżyła. Od tego momentu powstał pierwszy portret pamięciowy sprawcy.

Dnia 6 maja 1983 r. została zamordowana przez Pawła Tuchlina ostatnia z jego ofiar, po tym czynie krąg podejrzanych zawęził się i wytypowano podejrzanego.

 

Paweł Tuchlin został zatrzymany 31 maja 1983 r. w wieku 37 lat, pod pozorem podejrzenia o kradzież drewna i parnika. W czasie przeszukania w jego gospodarstwie znaleziono między innymi młotek, ukryty w bagażniku samochodu Warszawa, na którego trzonku znajdowała się krew ofiar.

W toku śledztwa Paweł Tuchlin przyznał się do 11 zabójstw i 10 usiłowań. Jak sam twierdził w czasie przesłuchania, mordował, by poczuć się lepiej. Na rozprawie odwołał jednak zeznania twierdząc, że do przyznania się zmusili go funkcjonariusze MO. Sąd wojewódzki w Gdańsku, wyrokiem z dnia 6 sierpnia 1985 r., skazał Pawła Tuchlina za 9 zabójstw i 11 usiłowań popełnienia morderstwa na karę śmierci. Sąd Najwyższy utrzymał wyrok w mocy, a Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Wyrok przez powieszenie wykonano 25 maja 1987 r. w areszcie śledczym w Gdańsku przy ulicy Kurkowej 12.

 

 

Joachim Knychała (ur. 8 września 1952 w Bytomiu, zm. 28 października 1985 w Krakowie) – seryjny morderca kobiet, znany jako "Wampir z Bytomia" lub "Frankenstein". W latach 1975-1982 zamordował na Śląsku pięć młodych kobiet. Był synem Wiktora i Anny z d/Golly, miał żonę i dwójkę dzieci, pracował jako cieśla oraz górnik w kopalni „Andaluzja” w Piekarach Śląskich. Był drugim po Zdzisławie Marchwickim niesławnym wampirem działającym na terenie Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. W śledztwie zeznał, że chodził na procesy Marchwickiego i to, co usłyszał, zainspirowało go. Za swe czyny został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano.

 

Pochodził z rodziny protestanckiej, wychowywany był przez matkę i despotyczną babkę. Jego ojciec był Polakiem, a matka Niemką. Babcia Knychały nie potrafiła wybaczyć swojej córce związku z polskim mężczyzną. Nienawiść tę przekładała na małego Joachima. Był przez nią, a później również matkę, notorycznie poniżany. Obie nazywały go "polskim bękartem". Również rówieśnicy dokuczali mu z powodu różnej narodowości rodziców, nadając mu przezwisko "Szwaba". Szkołę podstawową w Bytomiu ukończył 14 czerwca 1967 r. Następnie podjął naukę w zasadniczej szkole zawodowej i uzyskał w 1970 r. zawód górnika-cieśli. Zamieszkał w Piekarach Śląskich na ulicy Skłodowskiej 91/III/10 i podjął pracę w kopalni „Andaluzja”. Aż do aresztowania w 1982 r. był aktywistą ZMS-u. Na drogę przestępczą wkroczył będąc młodym człowiekiem, w wieku 18 lat został skazany na karę 3 lat pozbawienia wolności za próbę gwałtu na młodej dziewczynie. Uważał, że ten pierwszy wyrok był niesłuszny i został w niego wrobiony przez dziewczynę. W czasie, gdy odbywał karę, powstał u niego silny uraz do kobiet.

Po wyjściu na wolność Knychałę zafascynował proces Zdzisława Marchwickiego. Po raz pierwszy spróbował dokonać zabójstwa na tle seksualnym 3 listopada 1974 r. Napadł wówczas w Bytomiu na klatce schodowej jednego z domów na 21-letnią Marię Borucką, zadał jej od tyłu potężne uderzenie w głowę. Kolejnego napadu również w Bytomiu dokonał 20 września 1975 r., tym razem ofiara przeżyła. W listopadzie 1975 roku w Piekarach Śląskich atakuje Elżbietę Mikułową, kobieta ginie, jej głowa zostaje zmasakrowana siekierką.

 

Zdzisław Marchwicki skazany na karę śmierci oczekiwał w celi śmierci na wykonanie wyroku, gdy 6 maja 1976 r. w Chorzowie została zamordowana Mirosława Sarnowska, główny świadek zabójstwa Jadwigi Kucianki, ostatniej ofiary Wampira z Zagłębia. Sarnowska rozpoznała Zdzisława Marchwickiego jako sprawcę m.in. podczas okazania w dniu 2 marca 1974 r. oraz podczas wizji lokalnej, która odbyła się na kilka tygodni przed jej śmiercią. Została zamordowana w identyczny sposób jak ofiary Wampira z Zagłębia (śmierć w wyniku uderzenia tępym narzędziem w głowę, zbrodnia dokonana blisko miejsca zamieszkania ofiary, dolne partie ciała obnażone, wyraźne tło seksualne zabójstwa).

W dniu 30 października 1976 r. na klatce schodowej swojego domu w Bytomiu w podobnych okolicznościach zostaje zamordowana Teresa Ryms, kobieta ginie od potężnych uderzeń w głowę, a sprawca zaciąga ciało ofiary do piwnicy. Na komendzie głównej milicji w Katowicach i w samej Warszawie zapanowało zdenerwowanie. Jak to określił jeden ze śledczych, „Zdzichu czeka na wykonanie wyroku, a wampir działa dalej”. Mnożą się kolejne napady na kobiety, w 1977 r. sprawca atakuje głównie w Siemianowicach Śląskich. 2 lutego 1978 r. w Bytomiu, 31 lipca 1978 r. w parku rozrywki w Chorzowie. Atakuje tam dwie ok. 14-letnie dziewczynki. Beata Kampa we wspomnieniach opowiada jak sprawca pochylał się nad nią z siekierką w dłoni, wówczas zakryła głowę, odwróciła ją na bok i błagalnie zaczęła prosić „proszę pana, nie…”.

Milicjanci łączą sprawy ataków na kobiety i dziewczynki od 1974 r. w jedną całość i znajdują coś, co je łączy – wszystkie dokonywane są w pobliżu górnośląskiej linii tramwajowej nr 6. Powstaje grupa operacyjna „szóstka”. Siedmiu doświadczonych milicjantów, w tym kilku znanych ze sprawy „Anna” (dotyczącej Zdzisława Marchwickiego). Z centrali kładziony jest nacisk, aby nie nagłaśniać sprawy, dopiero co stracono Marchwickiego, a „Wampir z Zagłębia” jakby działał nadal. Wykonano portrety pamięciowe sprawcy i trójwymiarową rzeźbę. Sprawca opisywany jest jako młody, szczupły mężczyzna z gęstymi, długimi włosami. Kolejny napad w marcu 1979 r. i kolejne brutalne morderstwo dziewczynki w dniu 23 czerwca 1979 r. w Piekarach Śląskich. Sprawca zaatakował tego dnia dwie 10-11-letnie dziewczynki Kasię Sosnę i Halinkę Sydę. Zadaje ofiarom kilkanaście uderzeń siekierką, na drugi dzień przypadkowy świadek odnajduje w krzakach obnażone ciała dziewczynek, jedna z nich, Kasia, jeszcze żyje. Pomimo otrzymania 27 uderzeń w głowę lekarze ratują dziecko, które zeznaje, że sprawcą był starszy, łysawy mężczyzna. Grupa operacyjna dzieli się na dwie podgrupy: „szóstkę”, która dalej działa w Bytomiu i „Frankenstein”, która działa w Piekarach Śląskich. Po pewnym czasie okazuje się, że dziewczynka opisała twarz mężczyzny, który ją uratował. Chwycił on zakrwawione dziecko na ręce i pobiegł wezwać pomoc, a dziewczynka odzyskawszy na moment świadomość, będąc w szoku, zapamiętała tylko jego twarz, a nie prawdziwego sprawcy.

We wrześniu 1979 roku zostaje po raz pierwszy zatrzymany podejrzany o serię morderstw, jest nim Joachim Knychała. Pomimo rozpoznania przez jedną z niedoszłych ofiar Barbarę Rzepkę ma jednak niezbite alibi na dni, w których popełniono morderstwa, figuruje na listach obecności w zakładzie pracy w kopalni „Andaluzja”. Zostaje wypuszczony pomimo uderzającego podobieństwa do portretu pamięciowego sprawcy. Na dwa lata morderca znika, najprawdopodobniej Knychała obawiał się, że jest śledzony, i przestał napadać na kobiety. Jego morderczy instynkt musiał jednak ponownie zadziałać, w dniu 8 maja 1982 r. morduje własną szwagierkę, 17-letnią Bogusławę Ludygę. Początkowo nic nie wskazywało, że jest sprawcą, tym bardziej, że sam powiadomił rodzinę, a później milicję o nagłym zasłabnięciu kobiety, która zmarła. Dokładne oględziny ciała ofiary przeprowadzone przez specjalistów ujawniają makabryczną prawdę. Szwagierka Knychały umiera od potężnego uderzenia w głowę tępym narzędziem, jej czaszka uległa pęknięciu, a na jej bieliźnie zostają odnalezione ślady spermy. „Frankenstein” uderzył ponownie.

 

Joachim Knychała zostaje ponownie aresztowany. Milicja przyjeżdża po niego w czasie pogrzebu szwagierki. Zabierają go prosto z cmentarza. Początkowo do niczego się nie przyznaje, śledczy dostają siedem dni na udowodnienie mu zabójstwa. Zostaje poddany badaniom na wariografie przez profesora Jana Widackiego. Profesor jest zaskoczony, Knychała bardzo silnie reaguje na pytania kontrolne dotyczące innych zabójstw. Kłamie nie tylko w sprawie szwagierki, ale także kłamie, odpowiadając na pytania kontrolne, czy kiedykolwiek w przeszłości zabił człowieka. Przyparty w czasie przesłuchań zrzuca z siebie ciężar zbrodni. Szczegółowo zeznaje o morderstwach popełnionych w latach 70. W czasie wizji lokalnych podaje fakty znane tylko sprawcy i milicji. Nikt nie ma wątpliwości, Knychała to „Frankenstein”. Niezbite alibi okazało się fikcją, jako aktywista ZMS-u pracował często w nadgodzinach, za które później dostawał dzień wolny. W karcie pracy i na liście obecności brygadzista wpisywał mu obecność, tak jakby normalnie przepracował 8 godzin. Nieświadomi tego procederu milicjanci dowiedzieli się o tym niestety dopiero w 1982 r.

W czasie rozmów z adwokatem nie był zachwycony sobą, uważał, że ma podwójną naturę, wiedział, że musi ponieść karę, wyrażał swoistą skruchę, przyznał się do zabójstw, jednak wstydził się motywu seksualnego zbrodni, zwłaszcza przed żoną (był dobrym mężem i ojcem). Podczas jednej z rozmów, gdy na prośbę żony opowiedział jej o morderstwach, zatajając fakt gwałtów, żona spokojnie powiedziała mu: Wiesz, tych dziewczynek to bym ci nie darowała, za to powinieneś wisieć...

19 kwietnia 1984 r. Joachim Knychała został skazany przez sąd wojewódzki w Katowicach na karę śmierci za sześć zabójstw (czterech kobiet i dwóch dziewczynek) i siedem usiłowań dokonania zabójstwa. Gdy usłyszał sentencję wyroku, był spokojny, spodziewał się jej, a w pewnym stopniu oczekiwał. Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok w mocy. W dniu 22 kwietnia 1985 r. Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Wyrok wykonano przez powieszenie w 1985 r. w więzieniu na ulicy Montelupich 7 w Krakowie. Nie zawisł na tej samej szubienicy, co jego „bohater” Zdzisław Marchwicki (który został stracony w areszcie śledczym w Katowicach), za kulisami tej sprawy mówiono jednak, że swoją działalnością przedłużył życie Marchwickiemu o prawie rok.

 

Na podstawie zeznań Joachima Knychały powstała książka "Pamiętniki Wampira" Eddy'ego Kozaka, w której zamieszczone są nie tylko relacje skazanego, ale również opinie psychologów, milicjantów, ludzi, którzy mieli osobisty kontakt z mordercą. Joachim miał dzieci i żonę. Wg opinii psychologów jego zachowania miały podtekst psychoseksualny; w rzeczywistości bał się kobiet, już na początku książki widać jego negatywny stosunek do tej płci. Morderstwa, które najbardziej na niego wpłynęły, tyczyły się właśnie dziewczynek, po śmierci których dręczyły go straszne wyrzuty sumienia, gdyż ciągle identyfikował je z własnymi dziećmi. Joachim podkreślał, że kocha swoją żonę, przedstawiał swoją osobę jako głęboko zakorzenioną w miłość i oddanie rodzinie. Wychowywany w patologicznym środowisku od małego przejmował negatywne wzorce, a obserwując prostytucję wśród rówieśnic, nabywał awersji do kobiet. Jego ulubionym narzędziem była, jak określał, "ukochana siekierka", którą popełnił pierwsze morderstwo na młodej kobiecie, uderzając ją w tył głowy i miażdżąc czaszkę. Twierdził, że dopiero, gdy gwałcił martwe ciała i widział ich masakryczny stan, czuł się spełniony seksualnie i tylko wtedy osiągał satysfakcję. Uważał kobiety za prowokatorki – przyczynę zagubienia każdego mężczyzny. Swoją postawą okazywał do nich wstręt i obrzydzenie. Drażniło go zarówno ich zachowanie, fizyczność jak i mentalność. Z szacunkiem odnosił się jedynie do żony.

 

 

Bogdan Arnold​ (ur. 17 lutego 1933 w Kaliszu, zm. 16 grudnia 1968) – polski seryjny morderca. Od października 1966 do maja 1967 roku zamordował w Katowicach 4 kobiety (3 zidentyfikowane, wszystkie prostytutki). Ich ciała ukrył we własnym mieszkaniu. W zeznaniach przyznał się także do jeszcze jednego usiłowania zabójstwa oraz torturowania swych ofiar.

Poniższe dane pochodzą z zeznań Bogdana Arnolda:

Pierwszą ofiarą Arnolda była Maria B. poznana w październiku 1966 roku w katowickim barze "Kujawiak". Kobieta dosiadła się do Arnolda i poprosiła o poczęstowanie piwem. Z rozmowy wynikało, że kobieta pochodzi z Wołynia, jednak ani nazwiska ani bliższych danych Arnold nie zapamiętał. Następnie para udała się do mieszkania Arnolda gdzie prostytutka zaproponowała, że za kwotę 500 zł pozostanie na noc. Arnold w ataku złości uderzył ją kilka razy młotkiem w głowę. Zwłoki kobiety porąbał i pozostawił w wannie. Próbował zalewać je chlorkiem aby przyspieszyć proces rozkładu, części ciała palił także w domowych warunkach.

Drugie morderstwo miało miejsce pół roku później. Ofiary nie udało się zidentyfikować. Była to zapewne znowu prostytutka zwabiona do domu. Według zeznań mordercy zabił, gdyż ofiara odkryła zwłoki swojej poprzedniczki.

Zbrodnie odkryto na początku czerwca 1967, gdy sąsiedzi zauważyli w oknie mieszkania Arnolda rój much. Przekonani, że gospodarz nie żyje, wezwali milicję, która odkryła ciała. Arnold dowiedziawszy się o odkryciu, zniknął. Przez tydzień ukrywał się na hałdach węglowych w okolicy Huty Silesia, próbował popełnić samobójstwo. W końcu Arnold sam się zgłosił na milicję. Przyznał się do wszystkich zbrodni i stwierdził, że żałuje, że nie zdążył zabić również swojej byłej żony. 9 marca 1968 roku sąd skazał Bogdana Arnolda na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 grudnia 1968 o godz. 18:40

 

 

 

Władysław Baczyński (ur. 1918, zm. 17 maja 1960) – seryjny morderca, który zastrzelił na terenie Wrocławia i Bytomia 4 osoby.

 

Zabójstw dokonał w latach 1946-1957, pierwszą ofiarą była Anna S. zabita w 1946 r. w Bytomiu. Kolejne ofiary zostały zabite na terenie Wrocławia dziesięć lat później. Ofiary zginęły od strzałów z pistoletu typu FN. Baczyński zapytany o motywy zabójstw wyjaśnił, że czuł niechęć do ludzi, którzy z racji swego charakteru mieli skłonności do krzywdzenia swoich współpracowników. W jego przekonaniu takimi osobami były jego ofiary, których podwładnym przez długi czas był Baczyński.

 

aczyński przyznał się do trzech z czterech zabójstw. Jak stwierdził, miał zamiar zabić jeszcze wielu ludzi. W czasie rozprawy symulował początkowo chorobę psychiczną, ale na koniec zmienił swe postępowanie. W czasie trwania procesu nie wykazał skruchy. Proces zakończył się wyrokiem skazującym na karę śmierci. Baczyński zwrócił się do Rady Państwa z prośbą o ułaskawienie, ale jego prośba została odrzucona. W dniu 17 maja 1960 roku wyrok wykonano.

 

 

Krzysztof Gawlik (ur. 1965 w Świerczynie) - polski seryjny morderca, zwany Skorpionem. Sprawca 5 morderstw.

 

Gawlik urodził się w Świerczynie, jego ojciec był górnikiem, matka zajmowała się domem. Krzysztof już od najmłodszych lat doświadczał przemocy, jego ojciec, gdy nie był w pracy, pił i bił żonę. Po skończeniu szkoły Gawlik zatrudnił się w wałbrzyskiej kopalni "Julia", w której pracował do 1994, kiedy została zamknięta. Gawlik założył własną firmę, która jednak nie przynosiła spodziewanych zysków.

 

Krzysztof Gawlik dokonywał zabójstw używając pistoletu maszynowego typu skorpion (stąd jego pseudonim) z tłumikiem. Każdą z ofiar postrzelił kilkukrotnie z charakterystycznym egzekucyjnym strzałem w tył głowy, na niektórych ofiarach znaleziono także ślady dźgnięć nożem. Pierwszą ofiarą Gawlika była niespełna 18-letnia prostytutka Sylwia L. z Poznania. Morderca spotkał się z nią (ponoć) 6 lutego 2001 roku, odpowiadając na ogłoszenie, które umieściła w prasie. Kolejnymi ofiarami "Skorpiona" była Ukrainka - Lesia H. będąca prostytutką we Wrocławiu i związany z nią Tomasz S. Zastrzelił ich trzy dni po popełnieniu pierwszej zbrodni, według różnych źródeł w domu publicznym lub ich mieszkaniu we Wrocławiu. W marcu 2001 roku Gawlik zabił kolejne dwie osoby - małżeństwo K. z Wrocławia, najprawdopodobniej odpowiedział na ich ofertę sprzedaży samochodu.

 

Gawlika zatrzymano przypadkiem pod koniec marca 2001, gdy pod wpływem alkoholu spowodował wypadek i próbował uciec z miejsca zdarzenia. Policja odkryła w jego samochodzie pistolet z tłumikiem, którym dokonano pięciu zabójstw. Gawlik początkowo przyznał się do zabójstw; twierdził, że pierwszy raz zabił w 1998, że zabijał, ponieważ lubi patrzeć jak na jego oczach umierają ludzie. Proces rozpoczął się w 2002 roku. Gawlik wycofał jednak zeznania, twierdził, że zabił jedną osobę, trzech zabójstw był świadkiem, a z jednym w Poznaniu nie miał nic wspólnego. Twierdził również, że morderstw dokonywał na zlecenie za określoną kwotę i zysk z handlu narkotykami.

Został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności z ograniczeniem możliwości warunkowego zwolnienia, o które będzie mógł się ubiegać nie wcześniej niż po upływie pięćdziesięciu lat, podczas gdy prokurator domagał się ograniczenia czterdziestoletniego. Gawlik nie okazał skruchy, później wbrew woli swego adwokata zrezygnował z prawa do apelacji, co jest ewenementem w przypadku skazania na tak długi wyrok, tym samym traci prawo do jakiejkolwiek zmiany wyroku, ponieważ mijają ustalone na to terminy.

 

 

 

Edmund Kolanowski (ur. 24 października 1947, zm. 28 lipca 1986 w Poznaniu) – polski seryjny morderca, nekrofil, skazany na karę śmierci i stracony. Zaburzenia występujące u niego nie były wcześniej opisywane w literaturze medycznej.

 

Miał starszego brata Andrzeja, który zmarł w wieku 2 lat. Z tego powodu matka często zabierała go na cmentarz Miłostowo. Był żonaty z Zofią (od 1970), z którą miał dwie córki (urodzone w 1970 i 1972). W 1975 na wniosek żony orzeczono nieważność małżeństwa. Od 1980 żył w konkubinacie z Gabrielą, z którą miał jedną córkę.

 

W szkole podstawowej powtarzał klasy pierwszą, trzecią i piątą. Z uwagi na jego zachowanie lekarz skierował go do zakładu dla osób chorych nerwowo i psychicznie. Później kontynuował naukę w szkole zawodowej, której nie ukończył. Ostatecznie przyuczył się do zawodu elektryka

 

Od 11 roku życia podglądał w szpitalu sekcje zwłok. W wieku 15 lat zaczął zaczepiać kobiety w centrum Poznania. Sąd dla nieletnich skazał go na pobyt w zakładzie poprawczym, ale wykonanie wyroku zawieszono na okres 2 lat. Podjął próbę samobójczą (wbicie noża w brzuch), został odratowany. Za pobicie w 1966 został skazany na półtora roku więzienia (wyszedł w listopadzie 1967). Od 1972 zaczął terroryzować (kopanie, bicie, szarpanie za włosy, grożenie i ranienie nożem) kobiety nad jeziorem Rusałka. Milicja dokonała jego zatrzymania, a sąd udowodnił trzy napaści i wymierzył wyrok 9 lat więzienia. Wyszedł z więzienia w 1979 roku po odbyciu 2/3 kary.

Kolanowski przyznawał się do popełnienia przestępstw:

profanacji zwłok zmarłej sąsiadki,
27 października 1970 – morderstwa i okaleczenia zwłok kobiety (21 lat, zwłok nie znaleziono), poznanej na dworcu PKP w Poznaniu, w Baborówku,
w 1972 (w wieku 25 lat) – wykopania zwłok i profanacji,
w lipcu 1980 – okaleczenia zwłok znajdujących się w kaplicy cmentarnej w Nowej Soli,
16 marca 1981 – morderstwa kobiety (20 lat) w Warszawie (Wawer),
26 lutego 1982 – porwania i okaleczenia zwłok kobiety z kaplicy cmentarnej na Naramowicach,
4 listopada 1982 – morderstwa i okaleczenia zwłok dziewczynki (11 lat) na Naramowicach,
29 listopada 1982 – wykopania i profanacji zwłok na Miłostowie,
28 stycznia 1983 – wykopania i profanacji zwłok na Miłostowie.
Okaleczanie zwłok kobiet polegało na wycinaniu piersi i narządów płciowych. Wycięte narządy przyszywał do manekina używanego w celach seksualnych. Po kilku dniach części zwłok palił w piecu.

 

7 maja 1983 uciekł z zasadzki zastawionej przez milicję na cmentarzu Miłostowo. Na miejscu planowanego przestępstwa zgubił kawałek papieru z napisem Pollena Łaskarzew. Milicjanci w toku czynności śledczych dotarli do zakładów Pollena w Poznaniu i 16 maja 1983 aresztowali Kolanowskiego (pracował tam jako palacz).

Podczas przesłuchań przyznawał się tylko do profanacji zwłok. Porównanie grupy krwi zamordowanej dziewczynki (B Rh–) ze śladami krwi na kurtce podejrzanego oraz zeznania dróżniczki przejazdu kolejowego na Naramowicach były obciążające. Podejrzany przyznał się po czterech miesiącach do zabicia dziewczynki.

Trafił na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Mimo jego zapewnień, że zrozumiał swój błąd („Teraz myślę, że chyba źle zrobiłem”), w szpitalu nazwał się „Zimnym chirurgiem”.

Na podstawie śledztwa prowadzonego przez trzy lata oskarżono go o dokonanie trzech morderstw, pięciu profanacji zwłok oraz o kradzież złotego pierścionka. Podczas procesu sądowego odwołał zeznania mówiąc, że były wymuszone. Biegli lekarze orzekli, że nie był chory psychicznie w momencie popełniania przestępstw.

Sąd Wojewódzki w Poznaniu uznał winę Edmunda Kolanowskiego i 4 czerwca 1985 skazał go na karę śmierci. Obrońca Kolanowskiego złożył apelację i wniosek o rewizję wyroku. Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok sądu niższej instancji. Wyrok przez powieszenie wykonano 28 lipca 1986 w areszcie przy ul. Młyńskiej w Poznaniu. Była to ostatnia wykonana egzekucja w Poznaniu[1]. Został pochowany 1 sierpnia 1986 na cmentarzu Miłostowo.

 

 

 

Władysław Mazurkiewicz (ur. 31 stycznia 1911 r., powieszony 31 stycznia 1957 r.) – seryjny morderca[

Władysław Mazurkiewicz, zwany "Eleganckim mordercą", jak też "Upiorem krakowskim", mieszkał w Krakowie przy placu Biskupim 14, a przez jakiś czas miał też mieszkanie w Warszawie. Zamordował co najmniej 30 osób. Podejrzewa się, że pierwszego morderstwa dokonał w 1940 roku na osobie pochodzenia żydowskiego. Ofiarami Mazurkiewicza byli między innymi jego sąsiedzi, Jadwiga de Laveaux, jej mąż Jan oraz siostra Zofia[2]. Zwłoki ofiar zostały odnalezione pod podłogą wynajętego garażu przy ul. Marchlewskiego (obecnie aleja Beliny-Prażmowskiego). Jego zbrodnie popełniane były z pobudek materialnych.

Przypuszczano, że Mazurkiewicz był informatorem Gestapo, a potem szpiclem i prowokatorem UB, jednakże IPN, badając jego sprawę, nie natrafił na żadne dokumenty potwierdzające ww. przypuszczenia. Bezkarność zapewniała mu przychylność prokuratorów oraz swoista nietykalność, wynikająca ze strachu przed domniemanymi protektorami. Mówiono, że ci, którzy wiedzieli, że jest mordercą, sądzili, że wykonuje wyroki swych mocodawców. Proces uznany został za kompromitację: świadkowie bali się mówić, prokurator zmieniał temat, a obrońca bronił Mazurkiewicza posługując się tezą, że jest on urodzonym mordercą, typem o skłonnościach zbrodniczych. Spośród 30 morderstw, do których przyznał się w śledztwie, oskarżono go o 6, na czterech mężczyznach i dwóch kobietach, oraz o 2 usiłowania. Zarówno pierwsze usiłowanie, jak i morderstwo popełnił trując ofiary cyjankiem potasu. Następnych trzech morderstw dokonał przy użyciu pistoletu Walther, kaliber 7,65 mm. Przy ostatnich dwóch i usiłowaniu użył pistoletu Walther model 9. Mazurkiewicz przyznał się do zarzucanych mu czynów.

Został skazany na karę śmierci 30 sierpnia 1956 roku. Wyrok wykonano 31 stycznia 1957 roku o godz. 16.30 w Krakowie, w więzieniu przy ul. Montelupich. Ostatnie słowa Mazurkiewicza miały brzmieć: "Do widzenia, panowie, niedługo wszyscy się tam spotkamy".

Obrońcą Mazurkiewicza był adwokat Zygmunt Hofmokl-Ostrowski, który zgodnie z aksjologią tamtego okresu wykazywał, iż zabite zostały osoby niepełnowartościowe w socjalistycznym społeczeństwie, a sprawozdawcą procesu Lucjan Wolanowski, który opublikował cykle reportaży o procesie Mazurkiewicza w tygodniku "Świat" i "Expressie Wieczornym" w 1956 r. Sprawozdawcą z procesu był też Marek Hłasko - napisał o nim artykuł pt. "Proces przeciwko miastu".

 

 

Tadeusz Kwaśniak (ur. 24 stycznia 1951 w Lądku-Zdroju, zm. 24 lipca 1991 w Poznaniu) – polski seryjny morderca, pedofil

 

Wielokrotnie karany za czyny lubieżne z dziewczynkami[b]. Łącznie spędził w więzieniach 12 lat. Po wyjściu z Zakładu Karnego we Wronkach rozpoczął serię kradzieży, gwałtów i morderstw chłopców.

Pierwszego usiłowania morderstwa na 10-letnim chłopcu oraz kradzieży dokonał 20 kwietnia 1990 w Bytomiu przy ul. Budyka. Pod pozorem odbioru koperty zostawionej dla niego przez ojca chłopca udało mu się wejść do mieszkania. Tam zaczął dusić ręcznikiem ofiarę. Chłopiec udawał, że nie żyje. Po wyjściu sprawcy z mieszkania, chłopiec zawiadomił rodziców o napadzie.

Morderstwa 10-letniego chłopca oraz kradzieży dokonał 7 maja 1990 w Radomiu. Tak samo jak poprzednio używał ręcznika do uduszenia ofiary.

24 maja 1990 we Wrocławiu dopuścił się próby morderstwa i gwałtu na 11-letnim chłopcu oraz kradzieży. Zaczepił go na ulicy i pod pozorem odebrania koperty z mieszkania chłopca udało mu się wejść do mieszkania. Tam wyjaśnił, że zamierza się zemścić na jego ojcu. Powodem miała być utrata pracy z powodu ojca chłopca. Zgwałcił chłopca, później zaczął go dusić ręcznikiem. Chłopiec zemdlał i przeżył. Do mieszkania sprawca wysłał list: "Zemsta!!! Czekałem 14 lat".

31 maja 1990 w Szczecinie dokonał kolejnego morderstwa. Chłopiec w wieku 9 lat został uduszony ręcznikiem. Obok zwłok leżała kartka na której sprawca napisał: "Zemsta wreszcie Z".

6 czerwca 1990 roku w Kutnie został zamordowany kolejny chłopiec. Został uduszony ręcznikiem, po czym sprawca okradł mieszkanie. Po mordercy został napis "Zemsta" szminką na lustrze w łazience.

18 czerwca 1990 w Oławie przy ul. Szymanowskiego zamordował 9-letniego chłopca oraz dokonał kradzieży. Chłopiec został uduszony ręcznikiem, a obok niego leżała kartka z napisem "Nareszcie dokonałem oczekiwanej zemsty B"[c].

3 stycznia 1991 w Zbąszyniu przy ul. Topolowej dokonał kradzieży. Podstępem wszedł do mieszkania w którym znajdował się chłopiec. Ukradł pieniądze, bon rewaloryzacyjny i legitymację ubezpieczeniową. Dzięki chłopcu ustalono rysopis sprawcy, który zgadzał się z rysopisami wykonanymi na podstawie zeznań świadków poprzednich czynów: mężczyzna w wieku 30-35 lat, dobrze zbudowany, wzrost ok. 175 cm, włosy: ciemne, noszącego ze sobą dyplomatkę.

26 lutego 1991 na poznańskich Ratajach dokonał morderstwa na 12-letnim chłopcu oraz kradzieży. Chłopiec został uduszony ręcznikiem. Szybko ustalono świadków którzy widzieli mężczyznę rozmawiającego z chłopcem. Udało się ustalić jak był ubrany sprawca. Policyjna akcja mająca na celu złapanie mordercy miała kryptonim Zemsta. Na podstawie wszystkich danych, w lutym 1991 udało się połączyć wszystkie morderstwa w jedną całość. Policja w Poznaniu zebrała szczegóły dotyczące poprzednich morderstw, a także zleciła seksuologowi Lechosławowi Gapikowi opracowanie portretu psychologicznego sprawcy. Sprawę nagłośniła telewizja w programie "997", rekonstruując morderstwa, podając schemat działań sprawcy i jego portret pamięciowy. Dzięki tym działaniom ustalono, że sprawca zaczepiał chłopców na Ratajach przez kilka dni, udało się uszczegółowić jego portret pamięciowy, opublikowany w mediach, a także na przystankach i w taksówkach. Za pomoc w ujęciu sprawcy komendant wojewódzki policji w Poznaniu ustalił nagrodę 5 000 000 zł.

Mimo tego 7 marca 1991 we Wrocławiu zgwałcił kolejnego chłopca. Pod pozorem posiadania listu do rodziców chłopca od cioci mieszkającej za granicą udało mu się wejść do mieszkania.

18 kwietnia 1991 w Sosnowcu zaatakował po raz kolejny. Zaatakowany chłopiec przeżył.

 

22 kwietnia 1991 policja w Poznaniu dostała sygnał od dyrektor Szkoły Podstawowej nr 6 na osiedlu Rusa o tym, że uczniowie idący do szkoły byli zaczepiani przez mężczyznę. Później takie samo zgłoszenie złożyła kobieta która podczas spaceru po osiedlu widziała poszukiwanego mężczyznę. W wyniku akcji policji mężczyzna został zatrzymany na jednej z uliczek osiedlowych.

Podczas przesłuchań przyznał się do zabójstw w Oławie, Kutnie, Szczecinie, Radomiu i Poznaniu, do usiłowań zabójstw w Bytomiu i we Wrocławiu oraz do zgwałcenia w Sosnowcu. Przyznał się także do kilkudziesięciu kradzieży mieszkaniowych, m.in. w Słupsku, Białymstoku, Lublinie, Krakowie, Częstochowie, Bydgoszczy, Szczecinie i Wejherowie.

 

24 lipca 1991 Kwaśniak popełnił samobójstwo w celi więziennej - powiesił się na bandażu. W związku z jego śmiercią śledztwo umorzono. Pochowano go na cmentarzu Miłostowo 1 sierpnia 1991

 

 

Henryk Moruś (ur. 1943, zm. 18 sierpnia 2013 w Czarnem) – seryjny morderca z Sulejowa, skazany w 1993 roku przez sąd za popełnienie siedmiu morderstw na terenie województwa piotrkowskiego. W mediach jego nazwisko pojawiało się również w kontekście wyroku kary śmierci wydanego przez polski sąd w trakcie obowiązywania moratorium na jej wykonywanie zgodnie z Europejską Konwencją Praw Człowieka jako "ostatniego skazanego na karę śmierci"

 

Henryka Morusia aresztowano w 1992 r. Początkowo przyznał się do popełnienia wszystkich siedmiu zbrodni, które mu przypisano, do czego miały go skłonić kłopoty materialne rodziny. Swoje zeznania odwołał jednak pod koniec postępowania przygotowawczego, oświadczając, że jest niewinny

Prokurator zarzucił oskarżonemu, że z posiadanego karabinka sportowego zastrzelił siedem osób w celu rabunkowym. Pierwszego zabójstwa miał dokonać w 1986 r., zabijając Teresę Grabowską, a pozostałe w pierwszej połowie 1992 roku[1][3]. Wśród przypisywanych Morusiowi ofiar byli również:

60-letnia sprzedawczyni z Piotrkowa Trybunalskiego, zamordowana we własnym sklepie
małżeństwo Małgorzata i Mieczysław B. z Sulejowa, zabici we własnym domu w sypialni, przy czym kobieta znajdowała się w trzecim miesiącu ciąży
handlarz cementem z Czarnocina
emeryt z Ciechomina
właściciel kantoru Andrzej Kłosiński z Koluszek
Podczas długotrwałego postępowania sądowego nie odzywał się, nie okazywał skruchy i wykonywał obsceniczne gesty[4], co sugerowało utratę zmysłów, czego jednak nie potwierdziły badania. Biegli psychiatrzy uznali, że jest w pełni poczytalny i może odpowiadać za swoje czyny, ocenili tylko brak uczuć wyższych. W opinii najbliższej rodziny był dobrym mężem i troskliwym ojcem trójki dzieci[1]. Sąd Wojewódzki w Piotrkowie Trybunalskim skazał Henryka Morusia w 1993 r. za cztery morderstwa na karę śmierci z pozbawieniem praw publicznych na zawsze, a za trzy pozostałe morderstwa i trzy występki (kradzież, nielegalny wyrób alkoholu, posiadanie broni bez wymaganego zezwolenia) na 25 lat pozbawienia wolnośc

 

Zmarł 18 sierpnia 2013 roku w szpitalu Zakładu Karnego w Czarnem. Miał 70 lat. Prawdopodobną przyczyną zgonu była miażdżyca, kardiopatia niedokrwienna i niewydolność serca. Rodzina nie odebrała jego zwłok. Pogrzeb urządził zakład karny. Moruś został pochowany na cmentarzu komunalnym przy ul. Sienkiewicza w Człuchowie.

 

 

Tadeusz Ołdak (ur. 22 lipca 1925 - zm. 10 kwietnia 1951) - polski seryjny morderca zwany Wampirem z Warszawy. Skazany na karę śmierci przez powieszenie.

Pierwszą ofiarą Ołdaka była 40-letnia Waleria Ł., która zginęła 6 kwietnia 1950 roku. Została zgwałcona, a jej twarz zmasakrowana kamieniem. 6 maja Ołdak uderzył ponownie. Szczęśliwie niedoszła ofiara uciekła, co wniosło dużo dowodów do sprawy. 9 maja znaleziono zwłoki Marii W. Została uduszona paskiem. 12 maja do szpitala trafiła kolejna niedoszła ofiara "wampira" - Barbara F. Napastnik zgwałcił ją i zostawił, sądząc że nie żyje. Barbara zeznała, że sprawca nie miał dwóch palców u lewej ręki.

Na podstawie zeznań dwóch niedoszłych ofiar "wampira" stwierdzono, iż sprawca musiał dawniej mieszkać w wyburzonych barakach przy ul. Świętosławskiej. Ustalono aktualne miejsca zamieszkania byłych lokatorów owych baraków. Ktoś stwierdził, że jednemu z braci Ołdaków brakowało palców u ręki. Przybyły na wezwanie brat Tadeusza - Jerzy nie pasował do rysopisu. Zapytany o brata, potwierdził jego kalectwo i zeznał, że nie widział go od 12 maja.

Poszukiwania Tadeusza Ołdaka trwały 28 dni. Został on zatrzymany w Tchórznicy 10 czerwca 1950 roku u swego krewnego Jana B. W pierwszym przesłuchaniu Ołdak nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów. Na szczęście rozpoznała go niedoszła ofiara i dopiero wtedy zaczął składać szczegółowe zeznania. Biegli psychiatrzy stwierdzili, że w czasie popełniania przestępstw Ołdak całkowicie kierował swym zachowaniem. Rozprawa przeciwko Ołdakowi odbywała się przy drzwiach zamkniętych. Sąd skazał go na karę śmierci. Wyrok wykonano.

 

 

 

 

Źródło: wikipedia


Użytkownik Padael edytował ten post 21.04.2014 - 14:13

  • 2



#5

BALKAN.
  • Postów: 5
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

He he  :rotfl: Dobre Padael. Z Twojej wypowiedzi wynika, że czytając jak to określiłeś "cudze książki" o naszych sm niewiele wiemy :] ? Na początek polecę Ci książkę M. Piwowarczyk "Kontrowersje wokół seryjnych morderców na przykładzie Zdzisława Marchwickiego" Gwarantuję Ci, że po przeczytaniu zaraz zmienisz zdanie co do sprawy tego pana. Jedziemy dalej, jak z tym już się uporasz możesz się zabrać za "Czas Skorpiona", "Bestie, zbrodnie i kary" "Kto zabija człowieka" Potem pewnie przejdziesz na wyższy poziom i zaczniesz czytać książki napisane językiem fachowym "Polowanie na ludzi" Leytona czy "Psychopatologia seryjnego morderstwa Giannangelo" Jak masz jakieś pytania pisz śmiało 8)


  • 0

#6

Daniel..
  • Postów: 3287
  • Tematów: 51
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Fajne artykuły, można się ciekawych rzeczy dowiedzieć. Z Twojego artykułu Padael dowiedziałem się np, że Wampir z Zagłębia mordował w miejsach, w których jestem każdego dnia, a jedna ofiara musiała zostać zamordowana dosłownie "pod moim domem", gdyż jedna z wypisanych miejscowości jest mniejsza od wsi, każdy każdego zna, a jak staniesz w centrum to widzisz każdą ulicę(no nie aż tak dosłownie :D) jaka u mnie się znajduje. Co najmniej trzy nazwiska z wypisanych znam, musiałbym porozmawiać z dziadkiem, być może wśród ofiar są nawet jego znajomi.


Użytkownik Daniel. edytował ten post 21.04.2014 - 15:13

  • 0



#7

Padael.

    Tauri

  • Postów: 1017
  • Tematów: 73
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

W latach 80-tych moim sąsiadem był człowiek, którego żonę zabił Skorpion czyli Tuchlin, jak sam mówił tak go katowali milicjanci aż się przyznał do czynów Skorpiona.

Wypuścili go po złapaniu właściwej osoby i dostał odszkodowanie na tamte czasy obłędne, jednak był już wrakiem człowieka .

 

Panie Balkan sam temat mnie nie fascynuje do tego stopnia by zagłębiać się tak bardzo mimo iż ciekawy.


Użytkownik Padael edytował ten post 21.04.2014 - 15:33

  • 0



#8

Zaciekawiony.
  • Postów: 7553
  • Tematów: 77
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Karol Kot jest przereklamowany. Na dobrą sprawę nie można go nawet nazwać seryjnym mordercą, bo zabił tylko dwie osoby, dużej części jego opowieści nie zweryfikowano (próba otrucia sześciu osób zatrutą sałatką jest znana tylko z jego opowieści, bo nikt się nie zatruł). Sławę zdobył dzięki wywiadowi w którym ujawnił swoje poglądy a dziennikarze nazwali go "antyczłowiekiem" i przywoływali jego postać w różnych momentach.


  • 0



#9

BALKAN.
  • Postów: 5
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Myli się Pan Panie Zaciekawiony. Czy Kot jest przereklamowany? To zależy jak się spojrzy na tą sprawę. Moim zdaniem jest wręcz odwrotnie, jego przypadek jest bardzo ciekawy. Jego mroczna strona owładnęła nim bardzo szybko. Oczywiście również eskalował przemoc, jak większość seryjnych. Mimo, że zabił tylko dwie osoby (10 usiłowań i cztery podpalenia) jest powszechnie klasyfikowany jako seryjny morderca. Widzę, że ma pan bardzo powierzchowne informacje o nim, w dodatku przekłamane. Wszystkie opowieści Kota zostały bardzo dokładnie zweryfikowane. Co do trucia, skąd Pan wytrzasnął tą sałatkę :) ? Pozwolę sobie sprostować Pańską wypowiedz i zacytuję Karola Kota. To jest fragment wywiadu którego udzielił Bogusławowi Sygitowi.
"Jak Pan wie, próbowałem też zabijać trucizną. Podjąłem cztery próby, ale, chyba żadna się nie udała, choć doprawdy nie wiem jak to było możliwe. Kupiłem kiedyś dwie butelki piwa i wsypałem do nich po około łyżeczce uwodnionego arsenianu sodu. Jedną butelkę postawiłem w bramie przy ul. Wawrzyńca a drugą przy ul. Bożego Ciała. Stałem i czekałem, aż się ktoś złakomi. Dopóki wytrzymałem nikt nie skusił się na piwo. Innym razem butelkę piwa z trucizną postawiłem w bramie przy ul. Dzierżyńskiego, gdzie mieszkała moja koleżanka - w nadziei, że może ona da się złapać. Kolejny raz zadziałałem inaczej.
Zabrałem ze sobą sproszkowaną truciznę i po spożyciu obiadu w restauracji "Sielanka" wsypałem ją do stojącej na stole oranżady, ale znów nic z tego chyba nie wyszło. Ostatni raz wsypałem truciznę do buteleczki z octem w barze "Przy Błoniach" Myślałem tak, jak posmakuje ktoś oranżadę, to może nie dopić i wylać, a w occie to nigdy nie wykapuje. Czytałem potem gazety, pytałem, ale nikt nie słyszał o żadnym otruciu. Może ono poszło na konto kogo innego, a może lekarze uznali, że to zawał serca, nie wiem, choć chciałbym wiedzieć..." Koniec cytatu.


  • 0

#10

LayneStaleyRIP.
  • Postów: 248
  • Tematów: 23
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja Żałośnie niska
Reputacja

Napisano

Nie wymieniono Tu Richard kuklińskiego, Richard Ramireza, Henry Lee Lucas/ottis tool, czy chociażby Ed Kemper. Czy Alber Fish .. seryjny morderca, kanibal, sadysta, masochista, pedofil. Podejrzany o zamordowanie co najmniej pięciorga dzieci, sam przyznał się do trzech, jak również do torturowania co najmniej setki małoletnich ofiar. Czyny te uzasadniał potrzebą przeżywania silnych wrażeń. Kiedy sąd skazał go na karę śmierci przez krzesło elektryczne, powiedział: "To dopiero będzie przeżycie, umrzeć na krześle...". W trakcie wykonywania wyroku pomagał katu przy podczepianiu elektrod.


  • 0

#11

BALKAN.
  • Postów: 5
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Pomalutku do wszystkiego dojdziemy LayneStaley. Nie można tak na łapu capu :) Jutro postaram się opisać sprawę Kempera.


  • 0

#12

dajal91.
  • Postów: 3
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Mnie najbardziej intryguje Richard Ramirez czyli nocny prześladowca.

 


  • 0

#13

Kazuhaki.
  • Postów: 588
  • Tematów: 176
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 6
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Heh, Knychała mieszkał praktycznie obok mnie. Jego żona ciągle jest spotykana w aptece obok kliniki, do której uczęszczam :D


  • 0



#14

Magda72.
  • Postów: 357
  • Tematów: 33
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Edmund Kolanowski-morderca i nekrofil z Poznania w 1981 zamordował kobietę w moich okolicach-Wawer.
Niestety nigdzie nie znalazłam więcej na ten temat...
  • 0



#15

pishor.

    sceptyczny zwolennik

  • Postów: 4740
  • Tematów: 275
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 16
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Niestety nigdzie nie znalazłam więcej na ten temat...

To coś słabo szukałaś chyba :D

link

No, chyba, że to nie ten


  • 0




 


Inne tematy z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: Ted Bundy, Chaos, psychokryminologia, Psychologia, zbrodnia, deprawacja, zaburzenia psychiczne, społeczeństwo, megalomania, zło

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u