Skocz do zawartości




Zdjęcie

Kryptogram Oliviera Levasseura - zagadka nierozwiązana do dziś


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

#1

D.K.

    Semper invicta

  • Postów: 1642
  • Tematów: 1141
  • Płeć:Kobieta
  • Artykułów: 15
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Późnym popołudniem 7 lipca 1730 roku na centralnym placu w Saint-Denis, stolicy należącej do Francji, a leżącej na Oceanie Indyjskim wyspy Reunion zgromadził się tłum żądnych krwi mieszkańców miasta. I nie bez powodu, jako że punktualnie na 17:00 zaplanowano publiczną egzekucję znienawidzonego pirata, Oliviera Levasseura. Ale bez cienia wątpliwości nikt z widzów tej jakże atrakcyjnej rozrywki, idealnej wręcz na chłodne, lipcowe, piątkowe popołudnie nie zdawał sobie sprawy, że wydarzenia, jakie miały nastąpić już za kilka minut będą stanowić jedną z zagadek, której rozwiązania nie zdołano znaleźć przez blisko 300 kolejnych lat.

Kim był Oliver Levasseur?

O przeszłości samego Oliviera Levasseura wiemy stosunkowo niewiele. Urodził się w prawdopodobnie dość zamożnej rodzinie gdzieś w latach pomiędzy 1688, a 1697. W 1713 roku z rąk samego Króla Słońce, czyli Ludwika XIV otrzymał list kaperski, na mocy którego mógł prowadzić bez ograniczeń działalność korsarską na rzecz Francji. Levasseur skwapliwie korzystał z nadanych mu przywilejów, jednak już rok później wojna o sukcesję hiszpańską została zakończona, a list kaperski utracił ważność.


levasseur.jpg
Olivier Levasseur znaim jeszcze wyłapał w czajnik... znaczy się w oko.



Olivier Levasseur na tyle jednak zasmakował w swoich ostatnich zajęciach, że bez mrugnięcia okiem zlekceważył rozkazy królewskie i zamiast wrócić do Francji, postanowił wraz ze swoim okrętem i załogą dołączyć do pirackiej floty Benjamina Hornigolda. Po roku udanej współpracy zmienił barwy klubowe opuszczając Hornigolda i dołączając do innego znanego pirata, jakim był Samuel Bellamy. Od 1719 roku Levasseur postanowił operować na zasadzie wolnego strzelca współpracując okazjonalnie z Howellem Davisem oraz Thomasem Cocklynem, a także innymi prominentnymi postaciami z pirackiego półświatka. Sposób jego działania oparty na błyskawicznych atakach z zaskoczenia z wykorzystaniem szybkich i zwinnych, choć słabo uzbrojonych okrętów (jego ulubionym była brygantyna Le Victorieux) spowodował nadanie Levasseurowi przydomka Le Buse, czyli “Myszołów”. Warto go zapamiętać, gdyż jego znajomość przyda się nieco później.

Załoga zbirów pod przywództwem Levasseura skupiała się początkowo na napadach i plądrowaniu niewielkich miasteczek, ich łupem padły między innymi Ouidah i pomniejsze skupiska ludności. Nie gardzili także statkami handlowymi, jednak z uwagi na operowanie w rejonach Madagaskaru w ich ręce wpadały stosunkowo nieduże jednostki - zatem z wielkimi sukcesami i bogactwami bywało raczej krucho. W rzeczonym okresie największą zdobyczą Levasseura był holenderski statek Laccadives, wartość zdobytych łupów wyniosła wtedy 75 tys. ówczesnych funtów (co stanowi równowartość ok. 15 milionów euro). Było to wprawdzie sumą wystarczającą na nieco więcej, niż tylko na waciki, ale i tak daleką od oczekiwań załogi i samego Levasseura.


jolly.jpg
Nie ma pirata bez Jolly Rogera



W międzyczasie Levasseur utracił wzrok w prawym oku, uszkodzonym wiele lat wcześniej podczas jednej z utarczek. Zaczął od tego momentu nosić czarną przepaskę na oku, która wkrótce stała się jego znakiem rozpoznawczym i właściwie obok papugi, haka zamiast dłoni i drewnianej nogi dziś stanowi nieodłączny atrybut każdego stereotypowego pirata.

Skarby, skarby, skarby...

Jednak w końcu szczęście dopisało francuskiemu piratowi. Jego współpracownik, dowódca drugiego z okrętów tej najmniejszej możliwej floty pirackiej, John Taylor dostrzegł pewnego dnia na horyzoncie sylwetkę ogromnego statku. Oczywiście wzbudziła ona żywe zainteresowanie obu kapitanów, po uważnym zlustrowaniu obiektu okazało się, że nie jest to zwykły statek handlowy, a uzbrojony po zęby gigantyczny portugalski galeon (informacja dodatkowa: drugi po okrętach liniowych w hierarchii pod względem wielkości i siły ognia okręt bojowy ówczesnej epoki) Nossa Senhora do Cabo. Obu piratom aż zaświeciły się oczy...

… jednak zdroworozsądkowa analiza sytuacji wykazała niezbyt zachęcającą dysproporcję sił. Portugalski okręt dysponował 72 działami, natomiast połączone siły okrętów Levasseura oraz Taylora mogły wystawić jedynie 26 dział, do tego o wiele mniejszego kalibru - czyli o mniejszej sile rażenia i co ważniejsze, krótszym zasięgu. Mówiąc obrazowo, klasyczny atak na portugalski okręt wymagał podpłynięcia na odległość, z której pojedyncza salwa wszystkich 72 dział galeonu pozostawiłaby po obu pirackich okrętach jedynie mgliste wspomnienie i trochę szmatek nadających się najwyżej na chusteczki. Gdyby w oceanach żyły bobry, z pewnością byłyby także zachwycone takim obrotem spraw z racji łatwego dostępu do mnóstwa użytecznych dla nich szczap i drewienek :)

Jednak gdy już fortuna zaczęła Levasseurowi sprzyjać, to na całego. Po szybkim zapoznaniu się z sytuacją okazało się, że Nossa Senhora do Cabo została bardzo poważnie uszkodzona podczas niedawnego sztormu, stoi na kotwicy, a żeby uchronić okręt przed zatonięciem, załoga została zmuszona do wyrzucenia za burtę całego niepotrzebnego obciążenia... do którego zaliczono także wszystkie 72 działa. Piratom niewiele więcej do szczęścia było potrzeba, zatem zabrali się do dzieła i w niespełna godzinę opanowali galeon bez jednego choćby wystrzału i bez ofiar w ludziach. Warto tutaj dodać, że na kanwie tych wydarzeń Robert Louis Stevenson stworzył swoją najbardziej znaną powieść zatytułowaną “Wyspa skarbów”,

Skoro powiedziało się A, trzeba także powiedzieć B - zatem portugalska załoga otrzymała propozycję nie do odrzucenia w postaci zamustrowania się na szalupach wiosłowych i wyruszenia następnie w krótki rejs na leżącą nieopodal wyspę Reunion. Obaj kapitanowie udali się natomiast na inspekcję ładowni. Tutaj okazało się, że los w dalszym ciągu zdecydował się spoglądać na nich łaskawym okiem. Nossa Senhora do Cabo transportowała niezliczone wręcz ilości sztab złota i srebra, wory pełne diamentów, rubinów i szmaragdów, a także legendarny artefakt templariuszy, czyli płonący krzyż z Goa i mnóstwo innych cennych rzeczy. Dość rzec, że wartość zrabowanych z Nossa Senhora do Cabo skarbów szacuje się obecnie na co najmniej 2 miliardy euro - a są to szacunki bardzo ostrożne z racji braku oficjalnych listów przewozowych i z pewnością zaniżone co najmniej dwukrotnie, albo i bardziej.

W każdym razie każdy z członków załogi okrętów pirackich otrzymał swoją część łupu wynoszącą ówczesne 50 tysięcy funtów (równowartość około 10 milionów euro) oraz garść diamentów. Przeważająca większość skarbu została jednak zagarnięta przez Levasseura jako dowódcę tej grupy piratów.

Na scenę wkracza tajemniczy kryptogram

W 1724 roku rząd Francji ogłosił amnestię dla wszystkich piratów działających na Oceanie Indyjskim, zatem Olivier Levasseur podjął próbę negocjacji z gubernatorem Reunion celem uzyskania ułaskawienia. Spaliły one na panewce, jako że gubernator zażądał zwrotu łupów z portugalskiego galeonu, Levasseur zerwał więc wszelkie próby porozumienia i zniknął. Najpierw ukrywał się na Seszelach, a następnie w różnych miejscach na Madagaskarze, prowadząc dalej piracką działalność - jednak już bez równie spektakularnych sukcesów, co w przypadku Nossa Senhora do Cabo.


reunion.jpg
Gdzieś tutaj Levasseur nagle dokonał żywota.



Noga mu się powinęła na początku 1730 roku, został bowiem schwytany. Istnieje kilka różnych wersji wydarzeń związanych z pojmaniem pirata, mniej lub bardziej romantycznych. Jednak większość poszlak wskazuje na to, że kariera francuskiego korsarza zakończyła się w dość przyziemny (i to dosłownie) sposób - najprawdopodobniej znaleziono go bowiem pijanego w sztok i leżącego twarzą do ziemi w rynsztoku przed jedną z tawern w Fort Dauphin na Madagaskarze. Policjanci szybko rozpoznali w tej postaci poszukiwanego od dawna pirata i doprowadzili pod oblicze sprawiedliwości.

Sąd działał szybko - kara śmierci przez powieszenie. Wyrok miał zostać wykonany 7 lipca 1730 roku o godzinie 17:00 na centralnym placu w stolicy Reunion, Saint-Denis. I został wykonany bez przeszkód, z jednym tylko wydarzeniem odbiegającym nieco od powszechnie przyjętej procedury wieszania skazanego.

Otóż na kilka sekund przed zwolnieniem szubienicy Olivier Levasseur wypluł z ust w tłum widzów zwitek papieru wykrzykując przy tym:

“Mes trésors à qui saura comprendre!”



Można to przetłumaczyć w przybliżeniu jako “Mój skarb należy do tego, kto to zrozumie!”.

Ten zwitek papieru zawierał zaszyfrowaną wiadomość utworzoną przez samego Levasseura. Można domniemywać, że dotyczy ona lokalizacji pozostałości łupów zdobytych przez Francuza... domniemania te wynikają z tego, że do dziś wiadomości tej nie udało się nikomu rozszyfrować. Rzecz jasna przez 300 lat podejmowano mnóstwo prób, jednak bez większych skutków.


kryptogram.jpg
Oryginalny wygląd kryptogramu Oliviera Levasseura.




Sam kryptogram do dnia dzisiejszego nie został choćby w lekkim stopniu naruszony. Składa się z 17 linii zawierających symbole stanowiące odniesienia do loży masońskiej, znaków Zodiaku, dwunastu prac Herkulesa i grymuarów Salomona. Sama ta symbolika stanowi nie lada orzech do zgryzienia dla miłośników łamigłówek, jednak do dziś nie wykryto żadnych poszlak mogących sugerować jakieś ukryte znaczenie użytego przez Levasseura alfabetu.

O wiele ciekawiej wygląda sprawa samej treści kryptogramu. Przez blisko 300 lat podejmowano niezliczone próby jego rozszyfrowania, naturalnie każdym, kto się za to zadanie zabrał, kierowała wizja gigantycznej fortuny ukrytej “gdzieś” w sekretnym miejscu, którego lokalizacja miała rzekomo być ukryta w kryptogramie. Do dziś nie został on jednak odszyfrowany, niemniej jednak można wskazać kilka interesujących ciekawostek będących skutkiem tych wysiłków.

Prawie 300 lat poszukiwań rozwiązania

Pora się więc nimi zająć, zaczynając od tych najsilniej działających na wyobraźnię, a na tych najbardziej przyziemnych kończąc.

Kamienie na plaży Bel Ombre

W 1923 roku wyjątkowo niski poziom wody podczas odpływu ujawnił 12 zagadkowych znaków wyrytych na skałach na plaży Bel Ombre na największej wyspie Szeszeli, Mahé (warto pamiętać, że właśnie na Seszelach Levasseur ukrywał się przez prawie dwa lata). Ktoś bardziej spostrzegawczy skojarzył, że znaki te były identyczne z występującymi w kryptogramie legendarnego pirata. Drobiazgowe przeszukanie dostępnych archiwów przyczyniło się do odnalezienia mapy części tej samej wyspy wraz z plażą Bel Ombre sporządzonej przez nieznanego autora i wydanej w 1735 roku.


bel-ombre.jpg
Fragment znaków znalezionych na plaży Bel Ombre.



Naniesiono na niej te same znaki w różnych lokalizacjach, jeden z nich znajdował się dokładnie w miejscu odkrytej skały. Na samej mapie widniała także informacja o treści “ziemia należąca do la Buse”… w domyśle “Myszołowa”, a więc Levasseura. Rzecz jasna przeszukano gruntownie pozostałe lokalizacje oznaczone tajemniczymi symbolami na mapie, jednak bez jakichkolwiek rezultatów.

Zaszyfrowany testament Bernardina Nageona de L’Estanga

Inną interesującą poszlaką okazał się być testament innego pirata, zmarłego w 1800 roku Bernardina Nageona de L’Estanga, który zawierał zaszyfrowaną wiadomość do jego brata i bratanka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że do zaszyfrowania testamentu pirat wykorzystał alfabet łudząco podobny do zastosowanego przez Levasseura. Jego odszyfrowanie okazało się jednak bardzo proste, a w samym testamencie Bernardin Nageon de L’Estang stwierdził, że odnalazł niewielką część skarbu Oliviera Levasseura, podzielił go na cztery części i ukrył we miejscach oznaczonych symbolami podobnymi do odkrytych na skale na plaży Bel Ombre. Potomkowie de L’Estanga zdołali znaleźć dwie z czterech skrytek. Zawierały one jednak pewną ilość złotej i srebrnej biżuterii, nie dało się jednoznacznie stwierdzić, że pochodziła one z portugalskiego galeonu złupionego przez Levasseura.

Dziwne teorie Reginalda Cruise-Wilkinsa

W 1947 roku pewien Anglik, Reginald Cruise-Wilkins zabrał się za gruntowną analizę kryptogramu i wszystkich dostępnych na jego temat dokumentów. Aż do swojej śmierci w 30 lat później nie zdołał choćby zbliżyć się o krok do jego pełnego rozszyfrowania, poczynił jednak sporo interesujących spostrzeżeń. Niektóre z nich brzmiały bardziej, inne mniej sensownie, jednak rzuciły nieco światła na sam kryptogram.

To właśnie Wilkins wskazał na wspomniane przeze mnie nieco wcześniej odniesienia zastosowanej przez Levasseura symboliki do loży masońskiej, dwunastu prac Herkulesa, grymuarów Salomona i znaków Zodiaku. Doszedł do wniosku, że cały kryptogram stanowią trzy odrębne wiadomości. Do poprawnego odszyfrowania treści należałoby według Wilkinsa przestrzegać kolejności dwunastu prac Herkulesa (sam twierdzi, że doszedł do dziesiątej pozycji). Nie wiadomo jednak w jaki sposób należałoby to zalecenie zrealizować. Odszyfrowana treść miałaby się natomiast składać z opartego o symbolikę masońską i Zodiak wyjaśnienia dotyczącego lokalizacji skarbów (część pierwsza kryptogramu), rebusa wskazującego na sposób dotarcia do kryjówki (część druga) oraz opisu pułapek i niebezpieczeństw czyhających na śmiałka (część trzecia). Wilkins twierdził również, że zdołał częściowo rozszyfrować środkową część kryptogramu, dzięki której miejsce ukrycia skarbu przez Levasseura miałoby znajdować się przez cały czas pod wodą, a dostęp do niego broniony rzekomo jest przez silne i niebezpieczne fale.


wilkins.jpg
Sztucznie utworzone wejście do jaskini odkrytej przez Reginalda Cruise-Wilkinsa



Wilkins odwiedził także wyspę Mahé i po drobiazgowych poszukiwaniach zdołał nawet odkryć jaskinię o podobnych cechach, jakie opisywał. Była ona ukryta pod wodą, bez dostępu od strony lądu. Po przebiciu się przez strop i przeszukaniu ku rozczarowaniu Wilkinsa okazało się, że nie ma w niej śladu po skarbie Levasseura. Ale nie oznaczało to, że jaskinia była zupełnie pusta. Wilkins znalazł w niej trochę drobiazgów świadczących o tym, że pomimo dostępu wymagającego pokonania wyjątkowo złośliwych fal, a następnie nurkowania, była ona odwiedzana przez piratów - znajdowały się w niej stare pistolety, monety, szpady, fragmenty odzieży, a nawet usypany przez kogoś niewielki grobowiec kryjący wewnątrz trumnę ze zwłokami anonimowego pirata.

Charles Bourrel de la Roncière i jego fałszywka

W 1934 roku francuski historyk i zamiłowany marynista, Charles Bourrel de la Roncière opublikował książkę zatytułowaną “Le Flibustier mysterieux : Histoire d'un trésor caché Broché” (w wolnym tłumaczeniu Piracka tajemnica: opowieść o ukrytym skarbie”), w której dokonał gruntownej analizy zagadki, zdołał przypisać litery większości symboli widniejących na kryptogramie i uznał, że potrafi odszyfrować ukryty tekst.


alfabet.jpg
Klucz do kryptogramu opracowany przez Roncière’a.



Oto dosłowne brzmienie tekstu według Roncière’a:
aprè jmez une paire de pijon tiresket
2 doeurs sqeseaj tête cheral funekort
filttinshientecu prenez une cullière
de mielle ef ovtre fous en faites une ongat
mettez sur ke patai de la pertotitousn
vpulezolvs prenez 2 let cassé sur le che
min il faut qoe ut toit a noitie couue
povr en pecger une femme dhrengt vous n ave
eua vous serer la dobaucfea et pour ve
ngraai et por epingle oueiuileturlor
eiljn our la ire piter un chien tupqun
lenen de la mer de bien tecjeet sur ru
nvovl en quilnise iudf kuue femm rq
i veut se faire dun hmetsedete s/u dre
dans duui ooun dormir un homm r
esscfvmm / pl faut n rendre udlq
u un diffur qecieefurtetlesl
Nie trzeba biegle znać francuskiego, by dostrzec brak sensu w powyższym tekście (pomimo dodania do niego spacji zwiększających nieco czytelność). Roncière doszedł także do wniosku, że zdoła także rozpracować cały szyfrogram i w swojej książce zaprezentował także jego treść:
"Prenez une paire de pijon, virez
les 2 coeurs...tête de cheval... une kort
fil winshient écu prenez une cuillière
de mielle... outre vous en faites une ongat
mettez sur le passage de la...
...Prenez 2 liv cassé sur le chemin
Il faut... toit à moitié couvé
pour empêcher une femme... vous n'avez
qu'à vous serrer la... pour veni
... épingle ...juillet...
.. faire piter un chien turc un
... de la mer... bien sécher et sur
... qu'une femme qui
veut se faire d'un...
dans... dormir un homme
... faut en rendre...
qu'un diffur..."
Ci z Was, którzy znają dobrze francuski, mogą sami ocenić sensowność przesłania, natomiast wszystkim pozostałym oszczędzę fatygi i wrzucę na szybko sklecone tłumaczenie z wykorzystaniem Google Translate:
"Weź parę pijonów, skręć
dwa serca ... głowa konia ... kort
wygrywający ekwipunek wziąć łyżkę
mielle ... poza tym sprawisz, że to ongat
umieścić na przejściu ...
... weź 2 drogi zniszczone po drodze
Musisz ... na wpół rozkopany dach
aby zapobiec kobiecie ... której nie masz
niż potrząsać ... dla veni
... przypnij ... Lipiec ...
... ułóż tureckiego psa siusiu
... od morza ... suche i suche
... że kobieta, która
chce być ...
w ... spać z mężczyzną
... muszę oddać ...
że diffur ... "
Jednak należy wspomnieć tutaj o tym, że efekty pracy Roncière’a opierają się na tak zwanej drugiej wersji kryptogramu, rozbudowanej o kilka szkiców oraz parę dodatkowych linii zakodowanego tekstu. Problem jednak polega na tym, że jest to stuprocentowa fałszywka wykonana około 150 lat później, zaś dodatkowy tekst wprawdzie wykorzystuje alfabet Levasseura, ale jest zakodowany prościutkim algorytmem zwanym szyfrem Cezara (opartym o proste przesunięcie i podstawianie znaków).

Uwaga, schodzimy na ziemię.

Nadeszła pora na pozostawienie legend, bogactw oraz całej tej niezwykle pociągającej otoczki za progiem i skupienie się na samym szyfrze. Pierwsza, dość istotna kwestia wiąże się z alfabetem użytym przez Levasseura - jest to element tzw. szyfru masońskiego (stąd właśnie odniesienia do wolnomularstwa), w którym każdej literze odpowiada symbol, a klucz do szyfru podawany jest w postaci figur geometrycznych. Poniższy przykład powinien najlepiej zaprezentować całą ideę szyfru masońskiego.


przyklad.jpg
Klucz do klasycznego szyfru masońskiego oraz zaszyfrowana tą metodą wiadomość.



Biorąc pod uwagę tę możliwość, Charles Bourrel de la Roncière odtworzył klucz i przypisał odpowiednie litery każdemu z symboli. Efekty tego widzieliśmy powyżej. Niezbyt imponujące, nieprawdaż?

Kamień z Reunion

W 1994 roku na wyspie Reunion dokonano ciekawego odkrycia. Mieszkaniec wyspy, Joseph Guy Germain Tipveau wędrując ścieżką prowadzącą przez Wąwóz Nieszczęść (Ravine à Malheur) znalazł pewien nietypowy kamień. Po bliższych oględzinach okazało się, że wyryte zostały na nim trzy symbole występujące także na sławnym kryptogramie.


kamien.jpg
Kamień znaleziony na Reunion



Kamień ten jest o tyle ciekawy, że wyryto na nim literę A, która jest jedynym symbolem spoza szyfru masońskiego, jaką znaleźć można na kryptogramie. Co więcej, występuje ona trzykrotnie w jego treści, z pewnością jej użycie w kryptogramie i na kamieniu nie jest przypadkowe. Niestety nieznane jest oryginalne położenie kamienia (nikt nie postarał się o jego zapamiętanie).

Na zakończenie parę mniej lub bardziej absurdalnych rozkminek mojego autorstwa :)

Oczywiście do dziś pojawiają się głosy podające w wątpliwość istnienie samego skarbu i twierdzące, że Levasseur po prostu zrobił sobie niezwykle wyrafinowany kawał... niemniej jednak dostępne zapiski i informacje stanowią dość istotne poszlaki przemawiające za tym, że zaszyfrowana wiadomość pirata nie musi wcale być dowcipem. Problem jednak polega na tym, że wokół samego kryptogramu Oliviera Levasseura narosło mnóstwo mitów i hipotez, z których większość jest bzdurna już na pierwszy rzut oka, a spora część opiera się dodatkowo na niesprawdzonych informacjach. Oddzielenie ziarna od plew było zatem dość czasochłonnym zajęciem. Niemniej jednak postanowiłam dołożyć swoją cegiełkę do tej całej historii i zaprezentować własne przemyślenia. Są to luźne gdybania, bez żadnych dowodów mogących stanowić poparcie dla ich słuszności.
  • Faktem niepodważalnym jest to, że Levasseur wraz z kompanami zagarnęli łup o niezwykłej wręcz wartości. Nawet po wypłaceniu należnej doli członkom załogi wciąż około 90% jego wartości pozostało pod kontrolą francuskiego pirata.
  • Nie ma żadnych doniesień o jakichkolwiek większych wydatkach lub inwestycjach poczynionych przez Levasseura, ani w rejonie Reunion, ani gdziekolwiek indziej na świecie. Zakup kawałka plaży (widniejącego na mapie z 1735 r.) na zapomnianym przez wszystkich odludziu to groszowa sprawa. Zakładając, że Levasseur w ogóle zaprzątał sobie głowę zakupem ziemi, zamiast po prostu ją zająć bez pytania.
  • Levasseur doskonale wiedział, co się święci po zerwaniu przez niego negocjacji z gubernatorem Reunion. Miał blisko trzy lata na ukrycie skarbu gdzieś w dogodnym miejscu. Warto tutaj wspomnieć o tym, że po Oceanie Indyjskim poruszał się równie sprawnie, co każdy z nas po własnym przedpokoju, a dodatkowo nie stanowiły dla niego żadnej tajemnicy akweny położone bliżej Europy. W każdym razie nikt nie wie, co stało się z ogromną fortuną zrabowaną z Nossa Senhora do Cabo.
  • Z dostępnych informacji wiadomo, że Levasseur był człowiekiem wysoko wykształconym o ponadprzeciętnej inteligencji. Dodatkowo cechował się znakomitą znajomością matematyki. Warto w tym momencie wspomnieć, że żeglowanie i nawigacja na początku XVIII wieku wymagała regularnego dokonywania wielu żmudnych obliczeń matematycznych (i to z gatunku tych nietrywialnych), choćby w celu prawidłowego określenia pozycji geograficznej. Olivier Levasseur znany był z tego, że obliczenia, które typowemu oficerowi nawigacyjnemu zajmowały co najmniej godzinę z wykorzystaniem do tego celu papieru i ołówka, on wykonywał błyskawicznie w pamięci. Oznacza to, że był osobą, która jak najbardziej była zdolna do opracowania skomplikowanego szyfru, tym bardziej nudząc się w więziennej celi.
  • Sam kryptogram może być po prostu formą wyrafinowanego kawału będącego rodzajem zemsty pirata na tych, którzy... no właśnie, na kim? Nie oddał kryptogramu swoim prześladowcom, tylko losowym ludziom obserwującym jego egzekucję.
  • Litera A wyryta na kamieniu i występująca w kryptogramie ma kształt trójkąta. Być może precyzyjnie dobrana lokalizacja kamienia pozwalała jego odkrywcy na wyznaczenie kierunku (“kursu”) lub azymutu, w którym należy się udać po skarb. Oczywiście w połączeniu z informacjami dostępnymi po odkodowaniu kryptogramu.
    Warto jednak zwrócić szczególną uwagę na prawą stronę kamienia (na zdjęciu zamieszczonym nieco wcześniej). Jak widać, spora część została odłamana zamazując nieco ostatni z symboli, jednak jest on na tyle widoczny, że jego pierwotny kształt A✟Γ wydaje się być oczywistym wnioskiem. Nasuwa to na myśl dwie możliwe interpretacje tego znaku. Pierwsza z nich to odniesienie do Krzyża Południa oraz dwóch jego najważniejszych gwiazd, czyli Alfa Crucis (Acrux - A) oraz Gamma Crucis (Gacrux - Γ). Jak pewnie większość z Was wie doskonale, Krzyż Południa był jednym z najważniejszych obiektów nawigacyjnych na półkuli południowej, nic więc dziwnego, że doświadczony żeglarz jakim był Levasseur automatycznie wykorzystał go jako punkt odniesienia. Druga interpretacja odnosi się bezpośrednio do loży masońskiej, jako że A można potraktować jako symbol Cyrkla, zaś Γ jako Węgielnicę.
Jedziemy po bandzie...

Pora na coś naprawdę abstrakcyjnego. A jeśli Olivier Levasseur był geniuszem na miarę Leonardo da Vinci lub Alberta Einsteina? W takim przypadku można byłoby wysuwać daleko idącą hipotezę, na mocy której pirat użył szyfru z kluczem jednorazowym (ang. one-time pad) lub techniki szyfrowania zaprzeczalnego (ang. Deniable encryption). Nie wdając się w zbędne szczegóły, obie powyższe metody pozwalają na zaszyfrowanie wiadomości tak, że dwa różne klucze deszyfrujące pozwalają odkodować dwie różne (!) wersje oryginalnego tekstu. Używając przejrzystego (mam nadzieję) przykładu:

Niech W1 i W2 oznacza oryginalne wiadomości o różnej treści, K1 i K2 - klucze szyfrujące, a Sz - wiadomość zaszyfrowaną.

Szyfrowanie wiadomości W kluczem K oznaczamy jako Sz = W * K.

Zatem zabieramy się do dzieła:

Sz = W1 * K1 (szyfrujemy pierwszą wiadomość W1 kluczem K1)
K2 = Sz * W2 (szyfrujemy uprzednio zaszyfrowaną wiadomość W1, czyli Sz kluczem W2 generując w ten sposób klucz K2)

Zakładając w takim razie, że nasze szyfrowanie działa w obie strony, proces dekodowania możemy zapisać w następujący sposób:

Sz \ K2 = W2 (dekodujemy zaszyfrowaną wiadomość używając klucza K2 uzyskując w ten sposób wiadomość W2)


oraz

Sz \ K1 = W1 (dekodujemy zaszyfrowaną wiadomość używając klucza K1 uzyskując w ten sposób wiadomość W1)


Brzmi niejasno? Oto wyjaśnienie - mając zaszyfrowany tekst i znając dwa klucze, możemy z tego uzyskać dwie oryginalne wiadomości o różnej treści, używając raz jednego klucza, raz drugiego.

Czemu służyć mają powyższe wynurzenia teoretyczne? Wyjaśnienie jest bardzo proste. Załóżmy mianowicie, że jeden z kluczy jest bardzo skomplikowany, a drugi banalnie łatwy do odgadnięcia (na przykład opierający się na zwykłym podstawieniu liter pod symbole). Osoba, która zabiera się za odkodowywanie tak spreparowanego szyfrogramu dość szybko znajduje pasujący klucz, odczytuje wiadomość i z rozczarowaniem stwierdza, że nie ma w niej nic interesującego - żadnej lokalizacji skarbu, metody jego odnalezienia itp. Ale szyfrogram zawiera jeszcze drugą wiadomość, do odczytania której należy najpierw odkryć drugi klucz.…

Brzmi fascynująco, nieprawdaż? No to teraz kubeł zimnej wody na głowę (sama sobie funduję Ice Bucket Challenge :szczerb:) - szyfrowanie z kluczem jednorazowym zostało wynalezione dopiero w 1917 roku. Czy działający w pierwszej połowie XVIII wieku francuski pirat był w stanie samodzielnie opracować tak zaawansowaną technikę szyfrowania, mimo niewątpliwie ogromnej wiedzy matematycznej?



Autor: D.K., opracowano dla serwisu paranormalne.pl.  
Wyrażam zgodę na powielanie artykułu w innych serwisach internetowych
wyłącznie po zaopatrzeniu w przypis zgodny z poniższym wzorem:



VRP.png
Artykuł powstał dla serwisu paranormalne.pl, autor: D.K.


  • 6



#2

Staniq

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 4470
  • Tematów: 610
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 22
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Będąc harcerzem, używałem kodowania masońskiego, ale... był to kod znany wielu i postanowiliśmy go sobie zmodyfikować. Podczas harcerskich zabaw nikt go nie mógł rozgryźć, pomimo jego prostoty i analogii do masońskiego. Klucz wyglądał tak:

 

Untitled.png

Grafika/Staniq

 

Jak łatwo zgadnąć, kropka wskazywała jaka to litera, czyli słowo Paranormalne napisane w modyfikacji wyglądało tak:

 

Untitled1.png

Grafika/Staniq

 

Taki klucz nietrudno nauczyć się na pamięć, więc jego wykradzenie jest prawie niemożliwe, bo się go nie nosi ze sobą, a odtworzyć go można patykiem na piasku.

Takie tam zabawy za małolata....


  • 2



#3

Kilroj
  • Postów: 32
  • Tematów: 7
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Bardzo interesujący wpis, naprawdę przeczytałem całość z zaciekawieniem. Parę rzeczy chciałbym jednak uściślić albo się dopytać :-)

1. "Chłodny lipcowy piątek" to chyba przeoczenie?
2. Brygantyna to w rzeczywistości nie jest rodzaj statku, ale ożaglowania. Brygantyny mają żagle prostokątne na foku i gaflowe na grocie. Wiem, że to nieistotny drobiazg, ale sądzę, że warto to doprecyzować zanim się ktoś przyczepi.
3. Co do skomplikowanych obliczeń, to sądzę, że lepszym przykładem będzie nie sama astronawigacja, ale trym okrętu. Na przykład przy strzelaniu z dział trzeba było szybko dokonywać obliczeń uwzględniających siły odrzutu i zmianę masy statku - wystrzelone pociski, które sporo ważyły. Błędny trym mógł w teorii położyć okręt na burcie przy salwie. Trzeba wiec to blyskawicznie i na bieżąco obliczać

Ale poza tym uważam, że historia tego pirata i jego zagadki to jedna z lepszych rzeczy jaką przeczytałem w Internecie przez ostatnie miesiące.


Użytkownik Kilroj edytował ten post 17.09.2018 - 18:01

  • 1

#4

D.K.

    Semper invicta

  • Postów: 1642
  • Tematów: 1141
  • Płeć:Kobieta
  • Artykułów: 15
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

1. "Chłodny lipcowy piątek" to chyba przeoczenie?

 

Nie. Wyspa Reunion leży na półkuli południowej, w związku z czym lipiec to jeden z miesięcy zimowych. Średnia temperatura w lipcu wynosi tam około 18 stopni Celsjusza, według różnych danych w XVIII wieku było tam nieco chłodniej (widywano góry lodowe 100 mil morskich na południe od Reunion), myślę, że można przyjąć zakres od 10 do 15 stopni Celsjusza za prawdopodobny. Stąd też takie sformułowanie.

 

Nie ukrywam przy tym, że "chłodny lipcowy piątek" to taki mały wabik mający na celu wskazać, czy ktoś dokładnie czyta moje wypociny. Okazuje się, że tak :)

 

2. Brygantyna to w rzeczywistości nie jest rodzaj statku, ale ożaglowania. Brygantyny mają żagle prostokątne na foku i gaflowe na grocie.

 

Nie bardzo. Obecnie rzeczywiście brygantyna to typ ożaglowania (przy czym na grotmaszcie znajdują się raczej żagle skośne -- gaflowe też, ale jest to raczej odstępstwo od kanonu), ale dawniej była to po prostu osobna kategoria statków/okrętów. Zyskała sobie popularność wśród piratów, stąd też między innymi jej nazwa. Potem dopiero nazewnictwo się rozmyło. Jeśli więc chodzi o czasy współczesne, to masz rację, ale jeśli mowa o XVIII wieku, to niestety nie :P

 

3. Co do skomplikowanych obliczeń, to sądzę, że lepszym przykładem będzie nie sama astronawigacja, ale trym okrętu. Na przykład przy strzelaniu z dział trzeba było szybko dokonywać obliczeń uwzględniających siły odrzutu i zmianę masy statku - wystrzelone pociski, które sporo ważyły. Błędny trym mógł w teorii położyć okręt na burcie przy salwie. Trzeba wiec to blyskawicznie i na bieżąco obliczać

 

Tutaj to się nie zgodzę. Wprawdzie to niekoniecznie forum na takie dyskusje, ale mam nadzieję, że nie dostaniemy po uszach od moderacji :szczerb:. Masa wystrzelonych pocisków jest zbyt mała, żeby w jakikolwiek istotny sposób wpłynąć na trym okrętu, tym bardziej podczas salwy całą burtą. Odrzut też nie jest istotny, bo działa nie są zamocowane na sztywno, tylko na ruchowych łożach. Po strzale "wjeżdżają" do wnętrza okrętu, siła odrzutu nie przenosi się więc praktycznie wcale na kadłub.

 

Trym w przypadku bitwy morskiej nie ma więc właściwie znaczenia. Liczy się natomiast podczas samej żeglugi. Okręt musi być inaczej wytrymowany podczas płynięcia z falą, (żeby co większe fale nie zatapiały rufy), a także płynąc pod falę (żeby dziób nie nurkował). To także wymaga obliczeń, ale raczej nie ma potrzeby dokonywania ich na bieżąco. No i wytrymowanie wpływa na przykład także na manewrowość okrętu, np. trym na rufę ułatwia znacznie wykonanie zwrotu przez sztag. To może się z kolei przydać podczas potyczki na morzu. I tak dalej.

 

Ale poza tym uważam, że historia tego pirata i jego zagadki to jedna z lepszych rzeczy jaką przeczytałem w Internecie przez ostatnie miesiące.

 

Dziękuję za miłe słowa :)


  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u