Skocz do zawartości





Zapraszamy do kolejnego konkursu. Tym razem literackiego. Dla wszystkich! Pora zademonstrować swoją wenę twórczą :)


Zdjęcie

Jak dużo jeszcze możemy się dowiedzieć o Wszechświecie?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
6 odpowiedzi w tym temacie

#1

Nick
  • Postów: 427
  • Tematów: 158
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

55b030b6dc7bbf89.jpg

Najstarsza zarejestrowana supernova (październik 2011)/ źródło: NASA

 

 

 

Po moich wykładach z kosmologii najczęściej słyszę następujące pytania: „Co leży poza Wszechświatem?”, „Czy będzie się rozszerzał bez końca?”. To naturalne, że ludzi interesują podobne kwestie. Kryje się tu jednak drugie dno. Tak naprawdę ciekawi nas bowiem, czy nasza wiedza jest skończona i czy istnieją nieprzekraczalne granice poznania naukowego.

 

 

 

Oczywiście nie da się tego z góry stwierdzić. Nie dowiemy się, czy jest granica, póki nie spróbujemy jej sforsować. Na tę chwilę żadna nie majaczy na horyzoncie. Zdarzają się przeszkody, ale wszystko wskazuje, że prędzej czy później zostaną pokonane. Niektórzy mówią mi: „Nigdy nie poznamy początków Wszechświata” albo „Nie zdołamy ustalić, co było przed Wielkim Wybuchem”. W ten sposób jednak a priori przesądzają o czymś, czego tak naprawdę nie wiadomo. Zresztą do tej pory w historii nauki nie natknęliśmy się na żadną nieprzekraczalną granicę; kosmologia na przykład rozwinęła się w kierunkach, o których zaledwie pół wieku temu nikomu by się nie śniło.

 

Oczywiście natura ustanawia pewne ograniczenia. Zasada nieoznaczoności Heisenberga określa, co możemy wiedzieć na temat położenia i pędu cząstki w danym momencie. Prędkość światła wyznacza maksymalny dystans, jaki da się przebyć w określonym czasie. Jednak w obu przypadkach chodzi o to, co możemy zaobserwować, a nie o to, czego możemy się dowiedzieć. Mimo zasady nieoznaczoności coraz lepiej poznajemy mechanikę kwantową, coraz lepiej rozumiemy zachowania atomów i odkryliśmy tzw. cząstki wirtualne, które istnieją, choć nigdy nie widzimy ich bezpośrednio.

 

Stwierdzenie, że Wszechświat się rozszerza, zakłada jakiś początek, gdyż ekstrapolując wstecz, daleko w przeszłość, dojdziemy do momentu, gdy wszystko w obserwowalnym Wszechświecie było skupione w jednym punkcie. Moment ten określamy mianem Wielkiego Wybuchu. Prawa fizyki uległy wówczas załamaniu, bo ogólnej teorii względności, która opisuje grawitację, nie da się w pełni pogodzić z mechaniką kwantową. Większość uczonych nie widzi tu jednak fundamentalnego problemu, spodziewamy się bowiem, że ogólna teoria względności zostanie zmodyfikowana i wpisze się w uspójnioną teorię kwantową. (Teoria strun stanowi jedną z najważniejszych prób zrealizowania tego celu).

 

Będziemy wówczas mogli odpowiedzieć co – o ile cokolwiek – działo się przed Wielkim Wybuchem. Najprostsza odpowiedź jest zapewne najmniej satysfakcjonująca. Zarówno ogólna, jak i szczególna teoria względności wiążą czas i przestrzeń. Może więc czas, podobnie jak i przestrzeń, także powstał w Wielkim Wybuchu? Jeśli tak, nie było żadnego „wcześniej”, a pytanie okazuje się niezbyt wartościowe. W grę wchodzą jednak inne odpowiedzi; musimy poczekać na kwantową teorię grawitacji i jej eksperymentalne potwierdzenie, nim udzielimy którejś z nich.

 

A zatem drugie pytanie: „Co leży poza granicami Wszechświata?”. I w tym przypadku możemy zaryzykować odpowiedź. Jeżeli czasoprzestrzeń powstała spontanicznie – w mojej ostatniej książce Wszechświat z niczego uzasadniam, czemu ta opcja jest najbardziej prawdopodobna – jej energia całkowita wynosi zapewne zero. Energia w postaci materii jest całkowicie równoważona przez energię w postaci pól grawitacyjnych. Mówiąc prosto, coś może powstać z niczego, jeżeli owo coś sprowadza się do niczego. Obecnie jedyny Wszechświat, którego istnienia możemy być pewni, to zamknięty Wszechświat o zerowej energii całkowitej. Jest skończony, lecz nie ograniczony. Jeżeli poruszamy się po powierzchni kuli, nigdy nie dotrzemy do żadnej granicy. To samo dotyczyć może Wszechświata. Patrząc dostatecznie daleko w jakimś kierunku, ujrzysz tył własnej głowy.

 

W praktyce tak się nie stanie, prawdopodobnie dlatego, że obserwowalny Wszechświat to element większej całości. Przyczyną jest inflacja kosmologiczna. Większość powstających spontanicznie wszechświatów osiąga mikroskopijny rozmiar i znika po mikroskopijnie krótkim czasie. Niekiedy jednak pustej przestrzeni zostaje nadana energia, co powoduje rozszerzanie się wszechświata w wykładniczym tempie, przynajmniej przez krótki okres. Uważamy, że tego rodzaju inflacja zaszła w pierwszych chwilach Wielkiego Wybuchu, przez co nasz Wszechświat nie skurczył się od razu. Rozrósł się tak bardzo, że sprawia teraz wrażenie płaskiego i nieskończonego niczym pole kukurydzy w Kansas, które zdaje się ciągnąć bez końca, choć przecież w rzeczywistości zajmuje niewielką powierzchnię kuli zwanej Ziemią. Właśnie dlatego nie widzimy siebie od tyłu, kiedy patrzymy w dal, nawet jeśli Wszechświat jest ostatecznie zamknięty. Co do zasady moglibyśmy natomiast z czasem ujrzeć go w całości, inflacja bowiem się nie powtórzyła i nie powtarza w żadnych obserwowalnych przestrzeniach.

 

Może jednak zachodzić w regionach, których teraz nie jesteśmy lub nigdy nie będziemy w stanie obserwować. Przyjmowane obecnie teorie sugerują, że to najbardziej prawdopodobna opcja. Jeżeli mówiąc „nasz Wszechświat” ograniczymy się do fragmentu przestrzeni, którą kiedyś mogliśmy lub kiedyś będziemy mogli poznać, wówczas należy przyjąć, że inflacja tworzy po prostu inne wszechświaty. W naszej przestrzeni zachodziła przez krótki czas, później ustała. Natomiast pozostała przestrzeń zawsze będzie się rozszerzała wykładniczo. W niektórych jej regionach inflacja również ustanie. (Można to porównać do rzeki w mroźnym zakątku świata, na powierzchni której tworzą się osobne kry lodowe). Każdy wszechświat ma swój początek, wypadający w momencie, w którym inflacja w danej przestrzeni się zatrzymała. W takim przypadku początek naszego Wszechświata nie byłby równoważny z początkiem czasu, co stanowi kolejny powód, by odrzucić założenie, że nasza wiedza nigdy nie zdoła wyjść poza Wielki Wybuch.

 

W każdym wszechświecie mogą obowiązywać odmienne prawa fizyki zależnie od tego, jakie procesy odpowiadały za jego wydzielenie się z przestrzeni. Określa się to mianem „wieloświatu”. Idea ta zakorzeniła się w nauce nie tylko dlatego, że przemawiają za nią zjawiska w postaci inflacji kosmologicznej, lecz także dlatego, że istnienie różnych wszechświatów działających wedle różnych praw mogłoby tłumaczyć, skąd wzięły się na pozór niedające się wyjaśnić parametry Wszechświata, w którym żyjemy. W takiej interpretacji byłyby one po prostu losowymi wartościami, ustalonymi w momencie jego narodzin.

 

Jeśli inne wszechświaty istnieją, to znajdują się daleko od naszego i oddalają się z ogromną prędkością względną, więc nigdy nie zaobserwujemy ich bezpośrednio. Czy zatem wieloświat to koncepcja metafizyczna? Czy zweryfikowanie tej teorii przekracza granice naszego postrzegania? Niekoniecznie. Nigdy nie zaobserwujemy innego wszechświata, lecz możemy poddać testowaniu empirycznemu teorię o jego powstaniu, np. badając fale grawitacyjne będące skutkiem inflacji. Fale, na skutek których powstał nasz Wszechświat, będą podobne do tych, które odkrył niedawno detektor LIGO, lecz będą miały inne pochodzenie, nie są bowiem skutkiem wydarzeń typu zderzenie masywnych czarnych dziur w odległych galaktykach, ale tego, co działo się w pierwszych momentach Wielkiego Wybuchu, właśnie podczas inflacji. Jeśli zdołamy je zaobserwować bezpośrednio – np. dzięki rozmaitym prowadzonym obecnie eksperymentom, w ramach których poszukuje się śladu fal w postaci promieniowania – dowiemy się więcej o inflacji i ustalimy, czy jej wieczne zachodzenie jest nieuchronne. A zatem przekonamy się nie wprost, czy nieuchronne jest powstawanie innych wszechświatów.

Okazuje się więc, że nawet najgłębsze metafizyczne kwestie, które dotąd zdawały się nierozstrzygalne empirycznie – w tym kwestię wieloświata – da się prawdopodobnie rozstrzygnąć, jeśli tylko nie zabraknie nam pomysłowości. Na razie nie dotarliśmy do granic poznania rozumowo-eksperymentalnego.

 

Wieloświat to pociągająca idea, zachęcająca do dalszych poszukiwań. Czy jednak możemy być pewni, że nasza wiedza nigdy nie napotka żadnych ograniczeń? Niezupełnie.

 

Ograniczenia takie ustanawia sama inflacja. Chodzi tu o wiedzę na temat przeszłości. Inflacja w zasadzie resetuje wszechświat, niszczy informacje na temat dynamicznych procesów, które poprzedziły jego powstanie. Szybkie rozszerzanie się przestrzeni podczas inflacji sprawia, że to, co znajduje się w danej przestrzeni, ulega rozproszeniu. Inflacja mogła np. wymazać ślady po monopolach magnetycznych, cząstkach, których według teorii w początkach Wszechświata było bardzo dużo. Koncepcja inflacji jest użyteczna, gdyż pozwala pogodzić postulat istnienia takich cząstek z faktem, że nigdy ich nie widzieliśmy. Zarazem jednak inflacja usuwa pewne elementy naszej przeszłości.

 

Co gorsza, nie jest powiedziane, że proces usuwania już się zakończył. Wydaje się, że obecnie znów zachodzi inflacja. Pomiary prędkości oddalania się innych galaktyk wskazują, że Wszechświat przyspiesza. Gdyby energia grawitacyjna pochodziła z materii, a nie z pustej przestrzeni, Wszechświat by zwalniał. Na razie nie wiemy, skąd bierze się energia odpowiedzialna za przyspieszenie. Jednak każde możliwe wyjaśnienie sugeruje istnienie fundamentalnych granic rozwoju naszej wiedzy.

 

Ba, również nasze istnienie może mieć granice. Gdyby Wszechświat wszedł w fazę przejściowej zmiany, energia pustej przestrzeni mogłaby nagle zniknąć. W takim przypadku natura podstawowych sił mogłaby się zmienić. Wszystkie obserwowalne struktury, począwszy od atomów, stałyby się niestabilne lub zupełnie by zniknęły – a my wraz z nimi.

 

Nawet jeśli Wszechświat dalej będzie się rozszerzał, przyszłość wygląda niewesoło. Za mniej więcej 2 biliony lat (w skali kosmicznej to niezbyt długo) reszta kosmosu zniknie nam z oczu. Przyszli obserwatorzy będą sądzić, że żyją w jednej jedynej istniejącej galaktyce, otoczonej przez nieskończoną pustą przestrzeń. Po Wielkim Wybuchu nie zostanie nawet ślad. Rozszerzanie się Wszechświata będzie nie do zaobserwowania. Historia, którą my obecnie widzimy, stanie się niedostępna tak, jak dla nas niedostępne są monopole magnetyczne. (Z drugiej strony – nie popadajmy w poczucie wyższości – rozmaite zjawiska, których my na razie nie jesteśmy w stanie obserwować, mogą być dla owych przyszłych istot łatwo dostrzegalne).

 

Tak czy inaczej, powinniśmy dobrze wykorzystać naszą krótką chwilę pod słońcem i odkryć, co da się odkryć, póki starczy czasu. Naukowcy – do roboty!

Lawrence M. Krauss, tłum. Jan Dzierzgowski

źródło


  • 6

#2

Daniel.
  • Postów: 3086
  • Tematów: 51
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Pytań są dziesiątki...setki..jak powstał Wszechświat, kiedy powstał, jak duży jest, czy ma granicę, gdzie jest góra/dół/prawo/lewo, czym jest czas i przestrzeń, jaki to wszystko ma w ogóle sens...itp/itd. Moim zdaniem na te pytania nie ma odpowiedzi i być może nigdy nie będzie, bo przekraczają granice ludzkiego pojmowania.

Pomyślcie sobie kiedyś wieczorem nad tym tak dogłębnie. Jesteście "ja"...czym jest to "ja"? Czemu ja i moja świadomość jest właśnie moją świadomością, a nie kogoś tam, gdzieś tam, kiedyś tam. Co miało na to wpływ? Co w ogóle ma wpływ na to, że każdy z nas jest "sobą". I kim my w ogóle jesteśmy...i gdzie..jakaś przestrzeń, a w niej krążące po swoich orbitach jakieś gazowe kule, skalne kule...jedne krążą wokół innych kul, inne sobie latają gdzie chcą...tu jakaś kulka, tam kulka...o co tu w ogóle chodzi...chore, niepojęte, absurdalne, bezsensowne, jakim cudem to powstało, kto to stworzył, po co...jaki ma cel...zawsze wieczorem przed snem jak o tym pomyślę, ale tak naprawdę dogłębnie od środka, to czuje przerażenie, tylko do końca sam nie wiem czym..bezradnością? Niewiedzą? Bezsensem tego wszystkiego? Nie wiem, ale pomyślcie tak sobie kiedyś o tym wszystkim..


  • 2



#3

Nick
  • Postów: 427
  • Tematów: 158
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Bezradność, niewiedza, bezsens? Cóż, człowiek jako jednostka może tyle, ile może ;) Ale człowiek to także istota społeczna, jak powiedział pan A. (i prawdopodobnie miał rację). Jako gatunek możemy sporo. Fakt, mnóstwo czasu poświęcamy na robienie sobie krzywdy nawzajem, ale potrafimy też współpracować. Zwłaszcza pod wpływem większego zagrożenia.

Jest takie starutkie opowiadanie A. C, Clarke`a - Wyprawa ratunkowa. Otóż kosmici, zauważając, że nasze Słońce, trochę nieplanowo, bo jest XXI/XXII wiek, zamieni się w nową (za jakieś 7 godzin...tiaaa...), pędza na ratunek by ocalić choć kilkuset przedstawicieli ludzkości. Za późno. Ziemia już dymi i wszystko wskazuje na to, że mieszkańcy ukryli się gdzieś w głębi planety czekając na niechybny koniec. Trzeba wracać. Ale... oddajmy głos Clarke`owi:

 

–Oto jest rasa – rzekł bardzo spokojnie – która znała radio zaledwie przez dwa stulecia. Rasa, o której sądziliśmy, że czekając na śmierć ukryła się w głębi swojej planety.

 

Zbadałem ten obraz przy największym, jakie tylko można było osiągnąć, powiększeniu. Jest to największa flota, jaka kiedykolwiek istniała. Każda z tych kresek świetlnych oznacza statek większy od naszego. Oczywiście, są to statki bardzo pierwotne; na ekranie widzimy odrzut ich rakiet. Tak jest, mieli odwagę użyć rakiet dla pokonania przestrzeni kosmicznej!

 

Zdajecie sobie sprawę, co stąd wynika. Upłyną setki lat, nim dotrą do najbliższej gwiazdy. Cała rasa wyruszyły w tę podróż w nadziei, że po upływie pokoleń ukończą ją potomkowie. Aby ocenić rozmiar ich czynu, musicie pomyśleć, ile wieków myśmy zużyli na podbój przestrzeni, ile dalszych wieków minęło, nim spróbowaliśmy dosięgnąć gwiazd. Czy potrafilibyśmy uczynić tyle i w tak krótkim czasie, nawet gdyby nam groziła zagłada? Pamiętajcie, że jest to najmłodsza cywilizacja wszechświata. Czterysta tysięcy lat temu wcale nie istniała.

 

Jaka więc będzie za milion lat..?

 

To naiwne, ale bardzo lubię ten fragment. ;)

 

Zakończenie zaś... Czysta, clarke`owska ironia:

 

–Jakoś mi się zdaje – dodał – że to bardzo zdecydowana rasa. Musimy być dla nich uprzejmi. Ostatecznie jesteśmy od nich liczniejsi wszystkiego miliard razy.
Rugon roześmiał się z dziwacznego żarciku dowódcy.
W dwadzieścia lat później uwaga nie wydała mu się już tak zabawna.

 

Wiecie, sądzę, że Lawrence M. Krauss, autor przytoczonego artykułu, ma rację. Jesteśmy w stanie sporo zrobić, zanim namiesza nam inflacja i wszechświat zostanie zresetowany.

Na razie nie dotarliśmy do granic poznania. :)

 


  • 0

#4

Daniel.
  • Postów: 3086
  • Tematów: 51
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Nick

Nie do końca mnie zrozumiałeś. Mi nie chodzi o nasz rozwój technologiczno-społeczny. Mi chodzi o szerszy aspekt. Aspekt całego wszechświata. Dajmy na to minie te setki tysięcy lat, wybudujemy najlepsze bazy, statki kosmiczne, będziemy w stanie opuścić nasz US, a nawet całą galaktykę i...i właśnie co dalej? Będziemy podróżować między gazowymi kulami, skalnymi kulami, gdzieś tam minie nas jakaś zabłąkana kometa, a gdzieś tam planetoida i co? Jaki to ma sens? Po co to powstało, jak? O co tu w ogóle chodzi? Rozumiesz? To nie problem pochodzenia ziemskiego, mi chodzi ogólnie. Mijają miliardy lat, przepotężny ogrom czasu, niepojęty dla nas i co? I nic się nie dzieje..rodzą się jedne gwiazdy, inne umierają, przepadają jakby ich nigdy nie było, tu ktoś sobie żyje, tam ktoś sobie żyje..co to w ogóle jest to wszystko? To jest przerażające i bezsensowne. Wiadomo, że my tu na ziemi jako ludzie, postacie nic nie znaczące dla ogromu kosmosu, mamy swoje cele, plany, marzenia, itd. Mamy jakiś tam sens życia i do czegoś dążymy. Tak "regionalnie" patrząc wszystko się zgadza, ale patrząc "globalnie" to jest chore.


Użytkownik Daniel. edytował ten post 22.10.2017 - 02:12

  • 0



#5

Nick
  • Postów: 427
  • Tematów: 158
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Daniel.

 

Kurcze, teraz chyba rozumiem. Chyba. Bo wydaje mi się, że w sumie to pytasz o... Sens Życia. Taki globalny. Można nawet powiedzieć - Sens Istnienia.

Odwieczne pytanie zadawane przez ludzkość, na które odpowiedzi nie dają szamani, kapłani, filozofowie ani myśliciele. To znaczy, dają, ale każdy inną. ;)

 

No, bo w sumie - po co to wszystko? Nawet jeśli kiedyś sami będziemy zapalać gwiazdy czy galaktyki, przechadzać się po oceanie Multiwersum i błądzić dla frajdy po nieskończenie obcych wymiarach, pytanie może pozostać bez odpowiedzi.

 

A może nie? Może kiedyś znajdziemy odpowiedź? Może wszystko ułoży się w jeden zrozumiały, globalny, wzór, na widok którego ludzkość walnie się w czoło i zawoła: No, jaaasne! A może sami taki wzór stworzymy?

Może, nie wiem. Ale przyznam, że to nie wiem bardzo mi się podoba.:)


  • 1

#6

asbiel
  • Postów: 300
  • Tematów: 5
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Nie rozumiem. Już dawno padła odpowiedź na pytanie - Jaki jest sens życia? Otóż, 42.
  • 0

#7

Nick
  • Postów: 427
  • Tematów: 158
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

"Nie wiemy, skąd wziął się kosmos" – mówi uczeń Stephena Hawkinga

 

Christophe Galfard – francuski fizyk i współpracownik Stephena Hawkinga jest autorem wydanej niedawno w Polsce książki "Wszechświat w twojej dłoni". W rozmowie z Onet Strefa Tajemnic mówi o innych wymiarach, Wielkim Wybuchu, którego nie było oraz o tym, czy kosmos ma jakiś odgórny cel.

 

Tytuł pana książki mówi, że kosmos jest w naszych dłoniach. Co to oznacza dla nas – zwykłych zjadaczy chleba?

 

Oznacza to, że cała dostępna wiedza o wszechświecie jest dla człowieka na wyciągnięcie ręki i należy do nas wszystkich. Odkrycia naukowe to bowiem nasza wspólna własność. Prawa autorskie nie dotyczą wiedzy. Co więcej, jeśli ktoś spośród was uważa kosmos za, powiedzmy, pewnego rodzaju "abstrakcję" dowie się, że tak nie jest. Nie jest to żaden odległy wszechświat, ale tak naprawdę twój dom i należy on tak samo do ciebie jak i do innych.

 

Astronomia i kosmologia to jednak dziedziny dość skomplikowane. Czy przysłowiowy "szary człowiek" jest w stanie zrozumieć mechanizmy rządzące kosmosem?

Oczywiście. Prawdą jest jednak, że dla zrozumienia matematyki, będącej podstawą współczesnej fizyki teoretycznej, potrzeba wiele wysiłku i czasami nawet sami fizycy jej nie rozumieją. Mimo to wierzę, że każdy jest w stanie pojąć ogólne koncepcje i idee, jakie za tym stoją. Nawet jeśli obawiacie się, że i tak tego nie zrozumiecie, bo próbowaliście, ale nie wyszło, to nie wasza wina. Najwyraźniej ktoś wam to wszystko źle wytłumaczył.

 

Jednym z wielu celów, jakie postawiłem sobie w życiu jest pisanie książek popularnonaukowych po to, by każdy czytelnik mógł zatopić się w kontemplacji nad pięknem uniwersum. Współczesna nauka to sól świata, która dodaje mu piękna i poetyki, a WIEDZĄC człowiek czuje się lepiej ze sobą samym i wszystkim dookoła. W czasach, kiedy media serwują przeważnie złe wiadomości, dobrze jest mieć świadomość, że istnieje wielu mądrych ludzi, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, którzy, często usunięci w cień, pracują nie dla pieniędzy ani uznania, ale dla wiedzy i przyszłości. Dla ludzkości.

 

Od dawna wśród uczonych toczy się dyskusja na temat tego, jak narodził się kosmos. Niektórzy, jak prof. Roger Penrose zaprzeczają teorii Wielkiego Wybuchu. Skąd wziął się więc ten cały wszechświat? Jak się narodził, a może raczej jak wyewoluował?

 

Nie sądzicie chyba, że odpowiem na to pytanie w kilku zdaniach! (śmiech)

 

Ujmę to tak. Dysponujemy dziś dwiema teoriami niesamowicie trafnie wyjaśniającymi to, co wokół siebie widzimy, ale też to, czego nie możemy zaobserwować. Chodzi o ogólną teorię względności Einsteina, która objaśnia wszystkie "wielkie" sprawy (takie jak czas czy przestrzeń) oraz o fizykę kwantową, która dotyczy z kolei obiektów najmniejszych. Obie teorie funkcjonują i doskonale wyjaśniają wszystko w zakresie swoich domen, ale nie współgrają ze sobą. Przykładowo zupełnie inaczej patrzą na zagadnienia czasu i przestrzeni.

 

Innymi słowy, wszystko jest dobrze, kiedy na rzeczy wielkie i małe we wszechświecie patrzy się oddzielnie. Są jednak dwie sfery, które muszą być ze sobą połączone: czarne dziury i Wielki Wybuch. Dla ich wyjaśnienia potrzebujemy tzw. grawitacji kwantowej, która spaja je ze sobą. Nie stworzono jednak dotąd takiej teorii.

To, co nazywamy Wielkim Wybuchem to moment w przeszłości, kiedy wszystko znajdowało się w tak ekstremalnym stanie, że ani fizyka kwantowa, ani ogólna teoria względności nie są w stanie nam tego wytłumaczyć – niestety "wykładają się" one na Big Bangu.

 

Nie jesteśmy więc w stanie wyjaśnić za pomocą współczesnych koncepcji, co się wówczas wydarzyło. Potrzeba do tego grawitacji kwantowej. Teoria Penrose’a jest zatem tak dobra jak każda inna. Nie wiadomo, w jaki sposób pojawił się kosmos. Mamy natomiast całkiem dobre pojęcie o tym, jak później ewoluował.

 

A czy kosmos ma jakiś ogólny cel albo przeznaczenie, czy raczej jest to po prostu bardzo skomplikowany, chaotyczny "fenomen", który kiedyś skończy się Wielkim Kolapsem?

 

Nie da się odpowiedzieć na to pytanie, ale wydaje się, że kosmos nie ma żadnego odgórnego celu. Rolą fizyki jest odkrywanie praw natury, a nie zastanawianie się, skąd te prawa się wzięły. My (tzn. ludzkość) jesteśmy mistrzami w tej drugiej dziedzinie. Co do Wielkiego Kolapsu (Zapaści) to według dzisiejszej wiedzy nie ma pewności, że kosmos skończy się właśnie w ten sposób. Będzie on raczej wiecznie się rozszerzać. Odkryto ten fakt w roku 1998, kiedy zorientowano się, że ciemna energia ma działanie antygrawitacyjne i "odpycha" od siebie obiekty kosmiczne.

 

Co pan sądzi o teorii, która mówi, że świadome formy życia istnieją po to, by kosmos mógł obserwować i doświadczać samego siebie, gdyż bez nas nie miałby po prostu sensu?

 

To leży już poza granicami fizyki. O takich sprawach każdy może myśleć, jak mu się podoba.

 

No dobrze, a co z czarnymi dziurami – chyba najbardziej niezwykłymi obiektami w przestrzeni kosmicznej, które zgodnie z pewną teorią mogą stanowić bramy do innych wszechświatów. Czy gdzieś "obok" mogą istnieć inne kosmosy, podobne do naszego lub nie?

 

Niektóre teorie pozwalają na istnienie innych wymiarów, a nawet ich wymagają. Mówią one również o istnieniu wielu równoległych wszechświatów, do których można dostać się przez czarne dziury. Niestety w świetle tego, co o nich obecnie wiemy przechodzenie przez nie byłoby bardzo niepraktyczne. Jeśli ktoś próbowałby podróży przez czarną dziurę, zostałby totalnie unicestwiony, a na drugą stronę dostałyby się jedynie pozostałe po takim delikwencie cząstki elementarne. Nie zostało to jednak udowodnione eksperymentalnie – jest to czysta teoria, więc nie możemy być pewni, że jest to prawda.

 

A co z tzw. białymi dziurami – alter ego czarnych dziur. Czy udało się jakąś wykryć czy to jedynie kolejna teoria?

 

Z tego, co mi wiadomo białe dziury nie występują w naturze. Są przeciwieństwem czarnych dziur, z których, jak powiedziałem, nie można się wydostać. Do białej dziury nie można się z kolei dostać. Astronomowie nigdy takiej nie znaleźli. Czarnych dziur wykryli za to bardzo dużo.

 

Pański nauczyciel i mistrz Stephen Hawking często mówi o metafizyce, Bogu czy życiu po śmierci, którego jego zdaniem nie ma. Czy uważa pan, że w rozważaniach o kosmosie jest w ogóle miejsce dla Boga czy duszy?

 

Religia i nauka to dwa różne sposoby patrzenia na przyrodę, być może uzupełniające się. Nie uważam jednak, że są skonfliktowane (o ile w grę nie wchodzi ekstremizm). Poza sferą, którą bada nauka jest sporo miejsca dla wiary. Przykładowo Wielki Wybuch to pomysł belgijskiego księdza Georgesa Lemaître’a. Wiele osób z mojego wydziału w Cambridge było ludźmi wierzącymi i reprezentowało różne wyznania. Wszyscy mówiliśmy tam o kosmosie z punktu widzenia matematycznej fizyki i wszyscy podzielaliśmy fascynację pięknem wszechświata, a także tym, że jesteśmy w stanie zrozumieć pewną jego część.

 

To nie wszystko. Nie wiemy na przykład, jak działa intuicja. W odkrywaniu nowych rzeczy wszystkie drogi są dozwolone, łącznie z religią. Powinny one jednak dać się przełożyć na język fizyki z jednego prostego powodu: fizyka naprawdę działa.

 

Doktorze Galfard, jakie jest największe wyzwanie dla uczonych (nie tylko astronomów i fizyków) w XXI stuleciu?

 

Najważniejsze zadanie na nadchodzące lata to, moim skromnym zdaniem, ochrona naszej planety. To bardzo pilna kwestia. A jeśli mógłbym mieć jakieś osobiste życzenie, to chciałbym dożyć momentu odkrycia pierwszej obcej formy życia. To byłoby naprawdę niesamowite!

http://strefatajemni...hawkinga/7x2nn1


  • 1



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u