Skocz do zawartości




Zdjęcie

Koleją na dach świata

kolej tybet chiny pociąg kolej transtybetańska pociąg na dachu świata

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
1 odpowiedź w tym temacie

#1

Alis

    "Zielony" uspokaja ;)

  • Postów: 668
  • Tematów: 170
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Wsiądź do pociągu na dach świata. Podróż koleją transtybetańską to przeżycie ekstremalne

 

 

 

1.png

 

 

Pociąg przejeżdża przez 8 chińskich prowincji, a najwyższy punkt na trasie położony jest na wysokości 5072 m n.p.m. Za oknem piętrzą się ośnieżone góry, na łąkach pasą się włochate jaki, a ja wraz z innymi pasażerami przyklejam nos do szyby.

 

 

 

TRASA: 3757 km
Pekin – Lhasa
Czas podróży: 41 godzin

 

 

0.png

 

Dworzec Pekin Zachodni wypełniony jest ludźmi do granic możliwości. Przepycham się w stronę tablicy świetlnej. Jest! Z21, mój pociąg relacji Beijing Xi – Lhasa. Mam jeszcze 2 godz. do odjazdu, dokładnie tyle czasu, ile trzeba na znalezienie poczekalni, ustawienie się w gigantycznej kolejce do kontroli biletu – razem ze mną czeka kilkaset osób – przejście na peron i znalezienie właściwego wagonu. W kolejce dostaję do wypełnienia druczek po chińsku: dane osobowe, dane adresowe, skąd i dokąd jadę, nr miejsca oraz najważniejsze – oświadczenie, że zdrowie pozwala mi podróżować na wysokości powyżej 3 tys. m n.p.m. Na koniec podziękowania za współpracę i życzenia udanej podróży.

 

 

Mam najtańszy bilet na tzw. hard seat – 40 godz. na krzesełku. Cudzoziemcy podróżują zazwyczaj wagonami z miejscami leżącymi, rzadko który zabłąka się do 3 klasy. Zdziwieni współpasażerowie wskazują mi miejsce, bo trudno mi się zorientować, gdzie powinnam usiąść. Zasypują mnie gradem pytań: Skąd jesteś? Gdzie jedziesz? Podróżujesz sama? Ile masz lat? Masz męża? A dzieci? Jesteś bogata? Ktoś wskazuje mi automat z wrzątkiem, ktoś inny częstuje wędzonymi świńskimi uszkami pociętymi w grube paski.

 

 

Chińczycy lubią, jak jest „renao”, czyli jak byśmy to potocznie powiedzieli „dzieje się”. W wagonie jest więc tłoczno i głośno. Pasażerowie poznają się ze sobą, ustalają, kto jest z jakiego miasta, dokąd jedzie, skąd pochodzi jego rodzina i gdzie te wszystkie miejscowości są na mapie Chin. Ktoś wyjmuje karty, ktoś inny otwiera baijiu – chińską wódkę. Pytam, dlaczego jadą do Lhasy? Niektórzy jadą na wakacje, wiele słyszeli o pięknie Tybetu i chcą je podziwiać na własne oczy. Odkąd rok wcześniej otwarto linię kolejową, na Dach Świata można dotrzeć o wiele taniej niż samolotem i dużo wygodniej niż podskakującym na wertepach rozklekotanym autobusem. Inni jadą do pracy – władze Chin dają Hanom osiedlającym się w Lhasie preferencyjne warunki. Pojadą, zarobią trochę juanów i sprowadzą rodziny. – A one? – pytam, wskazując na młode dziewczyny w błyszczących pantoflach i kolorowych sukienkach. „One też jadą do pracy, no wiesz…”. Chyba się domyślam. W Tybecie stacjonuje największy w Chinach garnizon wojskowy, przeszło 40 tys. żołnierzy. Tajemnicą poliszynela jest, że święte miasto Lhasa jest jednym z najbardziej rozpustnych miejsc w Państwie Środka – aż 9 proc. dorosłych mieszkanek trudni się najstarszym zawodem świata.

 

 

Jedziesz, jak chcesz

 

O 22 godz. gwar powoli cichnie, układamy się do snu; jak kto potrafi. Jakiś mężczyzna ze skrzyżowanymi nogami siedzi na oparciu fotela, plecami opierając się o półkę na bagaże; wygląda, jakby lewitował. Ktoś inny wczołgał się pod siedzenia, w przejściu wystają tylko czarne lakierki. Mam jet lag i z trudem udaje mi się zasnąć. O 6 rano z głośników rozbrzmiewa muzyka, trzeba wstać, umyć się – o dziwo na całej trasie jest woda – ustawić z kubkiem w kolejce po wrzątek na herbatę. Pociąg mknie przez zachodnie Chiny, a monotonię krajobrazu przerywają jedynie krótkie postoje na stacjach Zhongwei, Lanzhou, Xining. Pasażerowie czytają gazety, rozmawiają, grają w karty. Raz na jakiś czas przez korytarz przepycha się pan z wózkiem „Warsu”, sprzedaje parówki, napoje, przekąski, łamigłówki, a w porze posiłków zestawy obiadowe – ryż, warzywa i coś, co wygląda jak nasza mortadela. Decyduję się na wyprawę do wagonu restauracyjnego. Wagon jest pusty, pomijając pokładających się na stołach kucharzy i kelnerów. Najwyraźniej jest przerwa, podobnie jak godzinę wcześniej i jeszcze godzinę później.

 

 

Palec pod żebrem

 

Mija kolejny dzień w pociągu. Tym razem dwóch miłych dżentelmenów ustępuje mi swoje miejsca, bym mogła wygodnie położyć się na krzesełkach i przetrwać jakoś noc. Nad ranem budzi mnie ból głowy – przejeżdżamy właśnie przez najwyżej na świecie położoną stację kolejową Tang La – 5068 m n.p.m., a ból i zawroty głowy to pierwsze symptomy choroby wysokościowej. Mam uczucie, jakby świat wokół mnie falował i drgał. Zapadam się w ciemność. Kilka godzin później budzi mnie czyjś palec wbity w moje obolałe żebra – „obudź się i patrz”.

 

 

Mili chińscy panowie, którzy poprzedniego wieczora użyczyli mi swoje miejsca, właśnie wrócili i nieco się niecierpliwią. Za oknem piętrzą się ośnieżone góry, na łąkach pasą się włochate jaki. Nad jeziorem Nam Co pociąg nieco zwalnia, a ja wraz z innymi pasażerami przyklejam nos do szyby. Mijamy zielone łąki, niewielkie osiedla otoczone żółtymi poletkami kwitnącego rzepaku. Pociąg co chwila znika w wydrążonych w skale tunelach albo wspina się na kolejny z ponad 600 wysokich wiaduktów. Trzeba przyznać Chińczykom, że kolej tybetańska, nazywana przez nich „podniebną drogą”, jest arcydziełem inżynierii. Do budowy użyto 6 tys. specjalistycznych maszyn, a przeszło 20 tys. robotników musiało poradzić sobie nie tylko z dużymi wysokościami, ale i z bardzo niestabilną wieczną zmarzliną oraz niebezpieczeństwem trzęsień ziemi.

 

W nocy w Golmudzie do pociągu dosiedli się Tybetańczycy. Na pierwszy rzut oka różnią się od Chińczyków – ich twarze są ciemniejsze, ogorzałe od słońca i wiatru. Są też spokojniejsi, bardziej zatopieni w sobie. Czuję, że coś mnie do nich przyciąga. Wędruję po pociągu, przyglądając się ludziom.

 

 

W jednym z wagonów siedzi na oko 40-letni mnich ze swoją starą matką. Łamanym angielskim mówi mi, że jadą odwiedzić dalajlamę – matka chciałaby przed śmiercią zobaczyć raz jeszcze Jego Świątobliwość. Zamierzają nielegalnie przejść przez Himalaje – z Lhasy jest bliżej do granicy. To niebezpieczne zadanie, rok wcześniej na przełęczy Nangpa chińskie wojsko otworzyło ogień do grupy 75 uchodźców, w tym kobiet i dzieci. Zastrzelono 17-letnią mniszkę. Całość zdarzenia nakręciła i nagłośniła w mediach rumuńska ekipa himalaistów. Na filmie widać rząd skulonych postaci wolno brnących przez śnieg, słychać pojedynczy strzał – ktoś upada, potem kolejny strzał i kolejny.

 

 

W pociągu jedzie też Tenzin, młody lekarz. Rozmawiamy o muzyce, która od rana sączy się z głośników. – To jest piosenka o chińskiej partii komunistycznej i o dobrych rzeczach, jakie zrobiła w Tybecie – słyszę i wytrzeszczam z niedowierzaniem oczy; Chińczycy i pomaganie Tybetowi nie idą raczej w parze z moimi wyobrażeniami na ten temat. – Wiesz – mówi Tenzin – urodziłem się w rodzinie nomadów. Mój ojciec był nomadą, mój dziadek był nomadą i jego ojciec też. Ja poszedłem do szkoły, dostałem stypendium i jestem lekarzem. Wcześniej, przed Chińczykami, nie byłoby to możliwe. – Pamiętam, że uznałam go wtedy za kogoś, kto zaparł się Tybetu. Dopiero wiele kolejnych lat podróżowania po Dachu Świata i zajmowania się prawami człowieka sprawiło, że zrozumiałam, że nic tu nie jest tak proste, jak się wydaje.

 

 

Pociąg wolno wtacza się na dworzec w Lhasie. Jeszcze tylko ostatnia kontrola biletów przy wyjściu z peronu, szalona jazda taksówką i już jestem w tzw. tybetańskim getcie – starej części miasta. Na Barkhorze pielgrzymi spalają wonny jałowiec. Niektórzy z nich przyjechali tak jak ja pociągiem, inni rozklekotanymi autobusami, a jeszcze inni pokonali drogę, przemieszczając się o długość swoich ciał – w padach modlitewnych. Jutro staną przed złotym obliczem Dzioło Rinpoczego. To będzie zakończenie ich podróży. Dla mnie to będzie dopiero początek.

 

 

2.png

 

3.png

 

4.png

 

5.png

 

6.png

 

7.png

 

 

 

 

autor tekstu: Iwona Bartoszcze

źródło





#2

The Truth Is Out There

    Mistrz Jedi

  • Postów: 220
  • Tematów: 34
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Ależ bym się przejechał :)

 

Tutaj film z National Geographic:

 

 

Info co i jak:

 

Jak się zabrać za organizację podróży?

 Po pierwsze trzeba załatwić formalności związane z uzyskaniem permitu, czyli pozwolenia na wjazd do Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (TRA).

 

Copy-of-Tybet-512x768.jpg

 

 Po drugie, najlepiej na dwa miesiące przed planowaną podróżą – kupić bilet. Bilety do Tybetu, zwłaszcza w sezonie od maja do października, schodzą jak ciepłe bułeczki i trzeba się śpieszyć. Najłatwiej to zrobić albo przez Internet, albo przez biuro, które załatwia Ci permit.

 Lepiej zrezygnować z podróży w okolicach 1 maja (Święto Pracy) i 1 października (święto narodowe) oraz w sierpniu (Chińczycy mają wakacje). Kupienie biletów w tych terminach jest bardzo trudne. Warto też pamiętać, że w marcu i kwietniu Tybet zawsze jest zamknięty.

 Dobrze też zastanowić się, czy chce się spędzać w pociągu ponad 40 godzin (np. z Pekinu, czy Chengdu), czy nie lepiej ograniczyć podróży do 20 godzin i zacząć w Xiningu. Ma to jeszcze jeden plus. Xining położony jest na wysokości 2275 m n.p.m. (Pekin na 143 m n.p.m.), co daje szansę na lepszą aklimatyzację do późniejszych wysokości na Dachu Świata.

 Nieporozumieniem jest przekonanie, że podróż pociągiem ułatwia aklimatyzację. Pociąg posiada instalację, która uzupełnia poziom tlenu, co powoduje, że cały czas „jesteśmy na nizinach” i nie odczuwamy tak bardzo zmian wysokości, ale też nie przystosowujemy się do niej.

 

D%C5%82ugo%C5%9B%C4%87-podr%C3%B3%C5%BCy

 

 Ceny biletów z Pekinu do Lhasy:

Miejsca siedzące – 360 CNY
Hard sleeper – 812,5 CNY  (cena nieznacznie różni się w zależności od miejsca – górne miejsca są tańsze).
Soft sleeper – 1295 CNY  (górne miejsce jest nieco tańsze)

Bilety sprzedawane są z 2-miesięcznym wyprzedzeniem.

 

 Rodzaje miejsc:

Hard seat / miejsca siedzące – 98 miejsc, w rzędach po 5 (2 po jednej stronie przejścia i 3 po drugiej). Miejsca na bagaż znajdują się nad oknami, wzdłuż ścian pociągu.
Hard sleeper – półotwarte przedziały z 6 miejscami leżącymi. Miejsca na bagaż znajdują się pod dolną leżanką, albo nad oknem w korytarzu.
Soft sleeper – zamykane przedziały z 4 miejscami sypialnymi w każdym. Leżanki są większe i bardziej wygodne niż te w wagonach hard sleeper. Miejsce na bagaż znajduje się pod dolnym łóżkiem.

 

Mam już bilet, co dalej?

 W dniu wyjazdu na dworzec kolejowy trzeba przyjść ok. 2 godzin wcześniej. Pociąg mieści około 1000 osób i większość z nich będzie stała razem z Tobą w kolejce do kontroli dokumentów.

 

Bilet-na-pociag-do-Lhasy-1-1.jpg

 

 Pamiętaj, żeby mieć ze sobą:

 

- Paszport
- Imienny bilet na pociąg
- Pozwolenie na wjazd do Tybetu – tzw. „permit”

 W poczekalni dostaniesz do wypełnienia oświadczenie o stanie zdrowia.

 

 Co przyda się w pociągu?

Kubek – w każdym wagonie jest automat z darmowym wrzątkiem. Pasażerowie robią sobie tutaj herbatę, albo zalewają „chińskie zupki”.
Kawa – Chińczycy piją zazwyczaj kawę rozpuszczalną typu 3 w 1 (z cukrem i śmietanką); jeśli jesteś smakoszem– koniecznie weź kawę ze sobą.
Stopery do uszu.
Ciepłe ubrania – wagony są klimatyzowane, czyli jest zimno – zazwyczaj temperatura ustawiona jest na ok. 17oC.
Papier toaletowy.

 

Pociag-do-Lhasy-baga%C5%BC_wyprawy-do-Az

 

 Co zjeść?

- Zupy chińskie – najtańsza opcja – ok. 5 CNY – łatwe danie do przygotowania w pociągu, można je kupić na dworcu drożej) lub w każdym sklepie spożywczym (taniej).
- Zestawy obiadowe sprzedawane z wózka – ryż, warzywa, mięso – ok. 25 CNY
- Dania a la carte w wagonie restauracyjnym – potrawy kuchni chińskiej i tybetańskiej – 20 – 50 CNY za danie. Średni rachunek dla 2 osób to około 100 CNY .

 

 Zdrowie w podróży

 W przedziałach oraz w korytarzu, a w przypadku wagonów z miejscami siedzącymi – pod każdym siedzeniem znajduje się instalacja z tlenem. W przypadku trudności z oddychaniem, należy poprosić obsługę pociągu o jednorazową rurkę (za darmo), którą można podłączyć się do instalacji. W pociągu pracują też lekarze i pielęgniarki, do których można zwrócić się w razie poważniejszych problemów.

 

 Toalety i łazienki

 W wagonach znajdują się toalety (w większości kucane, ale w pociągu są także toalety typu zachodniego) oraz umywalnie. Warto pamiętać o zabraniu własnego papieru toaletowego i ręcznika. Toalety są regularnie sprzątane przez obsługę pociągu, mimo to po całym dniu jazdy są dość brudne. Rada: najczystsze toalety są zazwyczaj w wagonie soft sleeper.

 

Źródło


  • 1






Inne tematy z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: kolej, tybet, chiny, pociąg, kolej transtybetańska, pociąg na dachu świata

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u