Skocz do zawartości




Zdjęcie

WHISKY

Panowie i Panie

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
13 odpowiedzi w tym temacie

#1

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 6127
  • Tematów: 733
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 25
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Whisky, trunek owiany legendą jak mało który, do tego zapewne mający tyle samo zwolenników, jak i przeciwników. Dla mnie to garniec ze skarbem irlandzkich torfowisk i dar szkockiego Pogórza. Pora więc nalać sobie szklaneczkę i dowiedzieć się czegoś o jej zawartości.

Przeciwnicy zapewne dziwią się, jak ''bimber'' może budzić tyle emocji. A emocji jest niemało, bo nie ma chyba trunku, którego picie związane by było z podobną ilością rytuałów i którego nazwa budziłaby tyle skojarzeń. Dla zwolenników picie whisky jest w dobrym tonie, ale niewielu z nich wie o tym napoju więcej niż to, że robią go Szkoci. Jeżeli macie na podorędziu jakąś butelczynę, proponuję, abyście nalali sobie miarkę ''płynnych promieni słońca'' – tak George Bernard Shaw określał whisky, bo czas na krótką historię tego destylatu.

Genesis.

Należy pominąć informacje, o próbach destylacji między Eufratem, a Tygrysem, co do tego zgodni są wszyscy badacze i takie wątki uważają za mało prawdopodobne. Wychodzi więc na to, że historia whisky rozpoczyna się w miejscu, które należy uznać za Mekkę wszystkich napojów wysokoprocentowych – w Aleksandrii, czyli wynalezienie tego procesu zawdzięczamy Grekom. Sam proces destylacji jednak, pierwotnie służył innym celom, gdyż nie wpadli oni na najbardziej użyteczne jego zastosowanie, czyli produkcję alkoholu. Dopiero Arabowie przejęli spuściznę po Grekach w postaci ich myśli technicznej i rozwinęli ją do postaci użytkowej. Jest przyjęte, że tym, któremu ludzkość zawdzięcza wynalezienie destylowanego alkoholu, jest Muhammad ibn Zakariyā Rāzī, znany też jako Razes. Bardzo kuszącą wydaje się być teoria, jakoby złaknieni porządnego drinka Arabowie kierowali się chęcią obejścia narzuconego przez Koran zakazu owego drinkowania, lecz prawda okazuje się bardziej malownicza. Spirytus jest efektem prac alchemików arabskich, usiłujących znaleźć i stworzyć eliksir życia. Spadkobiercami tego wynalazku okazali się chrześcijanie, do tego byli świadomi jego pierwotnego przeznaczenia, dlatego gorzałkę nazwali ''wodą życia'', z łacińska ''aqua vitae'', od czego też pochodzi polska ''okowita'', a jakże.

Z piasków Bliskiego Wschodu do szkockiego Pogórza.

Nadszedł czas, aby spirytus pokonał Morze śródziemne. W XII wieku chrześcijańscy alchemicy odkryli wartość spuścizny arabskich kolegów i się nią zainteresowali na serio. Do roboty zabrali się: Robert z Chester, Gerard z Cremony, Roger Bacon i wielu innych. Mozolnie tłumacząc arabskie traktaty, min. autorstwa Razesa, w XIII wieku zorientowano się, że procesowi destylacji można poddać szeroko dostępny trunek, jakim było wino. W ten sposób znaleźliśmy się na drodze, która miała nas zaprowadzić prosto do skutecznego wynalezienia koniaku, jak też i brandy. Pierwotny cel był nad wyraz zbożny, gdyż ów prymitywny wynalazek miał służyć wyłącznie do celów leczniczych i jak wszyscy podkreślają, istnieją wątpliwości, czy jego picie dawało jakąkolwiek przyjemność. No cóz, technologia była dopiero w powijakach i trudno wymagać, aby początkujący bimrownicy znaleźli od razu drogę do wysublimowanego smaku. Mimo to, dzięki rozbudowanej sieci dystrybucyjnej w postaci chrześcijańskich klasztorów, destylat zaczął rozprzestrzeniać się po Europie, zdobywając przyczółki pod przyszłe wynalazki.

Wyspiarze przystępują do pracy.

Pędzenie alkoholu z wina ma niezaprzeczalny feler: potrzebna jest do tego spora jego ilość. Trunek ten w kontynentalnej części Europy powszechnie dostępny, na skrytej we mgle i smaganej sztormami Szmaragdowej Wyspie stanowił rarytas. Potrzeba było pomysłu na inny sposób i choć nie wiadomo jaki był ciąg przyczynowo skutkowy, bo ginie on w mrokach dziejów i ludzkiej niepamięci, efekt jednak znamy. Sięgnięto do tego, co było pod ręką: Irlandyczy i Szkoci wynaleźli recepturę destylowania alkoholu ze zboża, a dokładniej z jęczmienia. Udowodnili przy tym, że przy odpowiedniej determinacji można dokonać rzeczy niemożliwych. W owym to czasie, nie wiedziano jeszcze, że zboże może służyć do czegoś innego niż wyrób chleba.
Oprócz samego trunku, Góralom szkockim zawdzięczamy również jego nazwę. To, co pierwotnie wymawiano mniej więcej jako: ''łuszkiy baha/baa'', jest Gaelickim terminem: ''uisge beatha'' i stanowi dokładne tłumaczenie wspomnianego wcześniej łacińskiego określenia ''aqua vitae''. Prawdopodobnie, po dłuższej balandze w obecności tego trunku i jego niepohamowanej degustacji, wypowiedzenie tego zwrotu zabrzmi zaskakująco podobnie do jego gaelickiej wersji. Z biegiem czasu i w toku biesiadowania, uporano się z drugim wyrazem, stanowiącym prawdopodobnie przeszkodę w zamawianiu tegoż na stoły i zwrot ''uisge'' rozpoczął samodzielny żywot z czasem ewoluując w ''whisky''.

Królowie, prezydenci, premierzy i ich ministrowie się zmieniają, ale Urząd Skarbowy jest nieprzemijający i to właśnie jemu, zawdzięczamy pierwszą wzmiankę, potwierdzoną źródłowo, mówiącą cokolwiek o produkcji whisky. Natrafiono na nią w rejestrach skarbowych z 1494 roku. Wtedy to mnich John Cor z opactwa Lindores, otrzymał od króla Jakuba IV zgodę na zakup ośmiu miar słodu jęczmiennego, celem produkcji ''aqua vitae''. Osiem tychże miar, to w oryginale ''eight bolls'', a ''1 boll'', równa się sześciu buszlom i jest dawną szkocką miarą objętości. Czyli mówimy tutaj o prawie 1 tonie słodu, przeznaczonego do fermentacji, a później do produkcji whisky, szacowanej na około 500 butelek. Możemy śmiało przypuszczać, że nasz szlachetny w charakterze trunek, był już wtedy szeroko znany i konsumowany, choć charakter miał raczej szorstki i bliżej mu było do wódki, jak do bursztynowego napoju kusząco mieniącego się w promieniach słońca.

Rok 1707.

Akt Unii tworzy Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii, lecz dla Szkotów oznacza nie tylko utratę części niepodległości. W owym czasie Szkocja stała nad przepaścią z opaską ''bankrut'' na oczach. Nie powiodły się próby kolonizacyjne i do tego kosztowały majątek, więc wybór Szkotów był oczywisty. Lecz to nie wszystko co ich czekało.

Articles_of_Union_1707.jpg
Akt Unii 1707 roku.

Łapę na nich położy również angielski system podatkowy. W rezultacie produkcja whisky została nim obłożona. Urzędnicy koronni dość szybko zdali sobie sprawę z żyły złota, którą odkryli. Zaczęli więc sukcesywnie podnosić podatki. Szkoccy górale nie byliby godni swych kitlów, gdyby godzili się na zasilanie skarbca Korony zagarniętymi im w taki sposób pieniędzmi. Szacuje się, że ponad połowa whisky produkowanej w XVIII i XIX wieku pochodziła z nielegalnych gorzelni.
Owych destylarni istniało wówczas na Pogórzu całe mrowie. Pozwalało na to zarówno ukształtowanie terenu, jak i prawie wszędzie dostępna woda, również dostawy surowca w postaci słodu można było dość łatwo ukryć przed wzrokiem wścibskich. Destylację uruchamiano w nocy, aby w mroku nikt nie dostrzegł słupów dymu z palenisk, stąd też narodził się termin ''księżycówka'', którym określano kiedyś wyroby pochodzące z takich gorzelni. Do dziś w wielu regionach świata, w ten sposób określa się bimber.
Do prawie codziennych elementów procederu, należały poranne ucieczki z beczkami na plecach, bowiem właśnie z mgieł poranka wynurzały się patrole eskorty brytyjskich urzędników skarbowych. Uciekinierzy zmuszeni do pozbycia się balastu, czynili to w sposób najszybszy z możliwych, lokując trunki w różnych zakamarkach terenu i schowkach. Wyciągano je nieraz po bardzo długim czasie z różnych powodów: albo przez zapomnienie, albo z powodu zbyt częstych wizyt patroli w danym rejonie. Koniec końców, okazywało się, że daje to dość nieoczekiwany efekt. Smak przebywającej w drewnianych beczkach okowity zmieniał się w dość znaczny sposób. Prawdopodobnie w ten sposób wynaleziono, choć w niezamierzony sposób, proces, znany dzisiaj jako leżakowanie whisky. Zaś sam trunek wreszcie zaczął przypominać to, co pod nazwą whisky jest znane.

Droga na salony.

Kiedy podatki obniżono do akceptowalnych poziomów, w 1823 roku wojna między nieprzejednanymi Szkotami a koronnymi urzędnikami dobiegła końca, niestety niektórzy gorzelnicy pozostali wierni starym, tradycyjnym, lecz nielegalnym sposobom, co przydawało im nieco romantyzmu, jakkolwiek dochodowości również, pomimo wzmiankowanych biegów z beczółkami przez urocze wrzosowiska i wąwozy Pogórza Szkocji.
Jednym z pierwszych, którzy postanowili zalegalizować swoją produkcję był George Smith, który wraz ze swoim synem Johnem Gordonem Smithem, dali podwaliny pod cenioną do dziś wytwórnię The Glenlivet.
by5i.jpg

owu8.jpg

bejh.jpg

Wściekłość jego kolegów po fachu wywołana decyzją o zalegalizowaniu produkcji, zmusiła Smithów do spania z dwoma pistoletami pod poduszką, aby zapewnić bezpieczeństwo sobie i swojej fabryczce. Z czasem coraz więcej gorzelni przechodziło na legalną produkcję. Ich podatki do dzisiaj są ważną pozycją w brytyjskim bilansie płatności. Nawet wzrost produkcji nie był w stanie zapewnić tego, co przyniósł wszechmocny przypadek.
Na początku lat 60 – tych XIX wieku, po cichutku, bez fanfar przybyła do Europy niszczycielska Daktulosphaira vitifoliae, alias filoksera (pol.).

6esm.jpg

Pod tą nazwą kryje się niesamowicie żarłoczny gatunek mszyc, żerujący na winnej latorośli. Dla przemysłu winiarskiego oznaczało to niemal zagładę, gdyż mszyca ta rozmnażała się szybko, a sposobów walki z nią wówczas nie znano.
Dla właścicieli europejskich winnic rozpoczął się koszmarny okres. We Francji produkcja wina spadła z 84,5 milionów hektolitrów w 1875 roku, do 23,4 milionów hektolitrów w roku 1889. Owada w końcu powstrzymano, jednak z braku surowca, prawie zatrzymano produkcję koniaku, a jego cena zaczęła sięgać niebotycznych pułapów. Jego dotychczasowa konkurentka bezskutecznie walcząca o należne miejsce na salonach, teraz otrzymała swoją wielką szansę aby tam się znaleźć i nigdy już ich nie opuścić.

Koronacja i panowanie.

Historia whisky, to przykład tego, że zakazy przynoszą często skutek odwrotny od oczekiwanego, a dzieje się tak według znanej jeszcze z Biblii zasady, która mówi: jeśli chce się, by ludzie coś zrobili, najlepiej im tego zakazać.
Niepomny tej zasady premier David Lloyd George popełnił błąd swoim działaniem. Ten zaprzysięgły abstynent, a do tego Walijczyk ( nacja uważana przez Anglików za mającą inklinacje do abstynencji ), usiłował podczas I wojny światowej zakazać produkcji, a co za tym idzie również i konsumpcji whisky.

0c9a.jpg

Społeczeństwo zaprotestowało, jednak niezrażony protestami George nie chciał się poddać i postanowił za wszelką cenę postawić na swoim. Utrudnienie życia smakoszom tego trunku nastąpiło 12 lipca 1915 roku. Wtedy to weszła w życie Immature Spirits ( Restriction ) Act, na mocy którego zakaano sprzedaży whisky single malt młodszej niż dwa lata, oraz whisky blended ( mieszanki różnych gatunków i roczników ) młodszej niż siedem lat. Co było trudno przewidzieć, ale jest logicznym rezultatem jego działań, zakaz ten nie zmniejszył ani trochę spożycia trunku, a nawet spowodował jego wzrost, bowiem każdy gatunek był teraz z konieczności leżakowany, co poprawiło jego smak.

Przykład drugi, to powszechnie znana amerykańska prohibicja, gdzie olbrzymi rynek, chłonny nad wyraz, pozbawiony został wtedy rodzimych producentów.

cqhu.jpg

Luka została dość szybko zagospodarowana przez masowy przemyt, pochodzący przede wszystkim z Kanady. Szmuglowano wtedy w dużej mierze głównie szkocką whisky, która w taki właśnie sposób opanowała Nowy Świat i zadomowiła się w najlepsze.

Wygodny fotel i szklaneczka.

Generalnie, ten artykuł miał być opisem smaków i doznań podczas picia. Dla mnie, entuzjasty dobrej whisky, to niemal duchowe przeżycie. Magia whisky bardzo łatwo się udziela, wystarczy bowiem szklaneczka The Macallan, The Glenlivet, Bowmore, czy mojego ulubionego The Singleton albo Jura z całą paletą smaków, od miodowego, poprzez klasyczny drewniano – dębowy, wiśniowy lub śliwkowy, aż po egzotyczny, pachnący przyprawami wschodu i wanilią, by człowiek zaczął się rozglądać się za podręcznikiem do nauki gaelickiego i roztkiliwiać nad urokami Pogórza, choćby znał je tylko z książek, bądź filmów. Wszystko to, jest efektem otoczki kulturowej, jaka narastała wokół whisky przez dziesiątki lat. Zapomniano z czasem, skąd się biorą jej niektóre elementy, jak na przykład picie whisky z lodem. Sam tego nie praktykuję, choć początki miałem właśnie ''z lodem'', a podyktowane to było li tylko obawą o gardło, wszak moc trunku to zawsze około 40%. Określający ten haniebny proceder angielski termin brzmi ''on the rocks'' i jest dalekim echem czasów, gdy w celu schłodzenia destylatu, wrzucano doń kilka kamyczków z zimnego, górskiego strumienia.
To, że whisky zagościła w kulturze masowej, wiemy od dawna. Stało się to dzięki muzyce, literaturze, filmowi oraz osobistościom takim jak Winston Churchil, czy Humphrey Bogart. Tak jak z każdą legendą, tak i ta jest nieco podrasowana, wiąże się z pewną pozą i manierą. Każdemu puryście, który chciałby się na to stwierdzenie obruszyć, proponuję wykrzesać z siebie trochę dobrej woli, uśmiechnąć się i pozwolić nalać sobie porządną miarkę ''złocistej krwi Szkocji'', wznieść któryś z tradycyjnych toastów, jak ''Alba gu brath!'', tudzież ''Éirinn go Brách!'', czy ''Sláinte mhór!'' i pozwolić ponieść się magii zacnego trunku. Poczuć na podniebieniu pierwotną moc bimbru, która następnie przechodzi w cierpkość drzewa w którym leżakowała ta partia, aby dalej oddać smak zawartości zacieru i smaków, jakie zostały zadane na wczesnym etapie fermentacji, a więc owoców, przypraw oraz krystalicznie czystej wody z górskich źródeł. Dalej jest tylko lepiej, bo nasze kubki smakowe dotykają brzegu wrzosowisk i zapachu górskich łąk, kończąc smakiem lekko odymionej kory i miodu.
Usiądźmy więc wygodnie i niech doznania przeniosą Was na Szkockie Pogórze...

Opracowanie własne - Staniq


  • 3



#2

szczyglis.
  • Postów: 1174
  • Tematów: 23
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Mam kilku kumpli, którzy bez "szklaneczki" nie przeżyją.
Dla mnie natomiast whisky może w ogóle nie być.
Od biedy się napiję, ale generalnie nie lubię, bo śmierdzi mi bimbrem.
Wolę już nawet najtańszą czystą z gwinta, niż whisky.

Użytkownik szczyglis edytował ten post 05.12.2013 - 00:21

  • 1



#3

MEfi..
  • Postów: 412
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Uwielbiam łyskacza. Najbardziej lubię, kiedy zostanie tak z 1/3 butelki, taka lekko zwietrzała, zredukowana (?), jak postoi kilka miesięcy, no po prostu nektar :D
Bardzo lubię też rum. Z kolei czysta wódka nieco zalatuje mi spirytusem, ale też lubię ;)

Z wiekiem zwiększa się u mnie zamiłowanie do alkoholi wysokoprocentowych, kosztem np. piwa, lub wina.

Poza tym bardzo też lubię alkohole na bazie miodu :D

Na zdrowie!


  • 0



#4

Mr. Saturday.
  • Postów: 147
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Łyski jest spoko, jakoś wolę Tullamora, czy Bushmillsa od czystej wódki (chociaż wśród moich znajomych jestem osamotnimy z takim przekonaniem). Mimo wszystko, jednak jestem piwoszem i na szczęście istnieje kilka piw które mają w sobie coś z whiskey np. Smoky Joe.
  • 0

#5

Scypion.
  • Postów: 38
  • Tematów: 7
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Whisky jest okej, dam radę wypić. Jednakże mi bardziej odpowiada Gin który wprost uwielbiam :D
  • 0

#6

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 6127
  • Tematów: 733
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 25
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Najbardziej ''bimrowe'' smaki mają whisky gatunku blended, czyli te mieszane. Osobiście preferuję gatunek single malt - speyside. Indywidualny smak, to kwestia gustu.

 

edit: literki


Użytkownik Staniq edytował ten post 08.10.2014 - 09:01

  • 0



#7

Kelt.
  • Postów: 147
  • Tematów: 9
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Whiskey lubię, zarówno w smaku jak i w specyficznym stanie upojenia który powoduje ;) A tak przy okazji dwa pytania do znawców:
1) Gdzie się zaopatrujecie? Czasami ciężko znaleźć dobry sklep z alkoholami, szczególnie z tymi które nie są jakoś super popularne w Polsce.
2) Możecie polecić coś smacznego w niezbyt wygórowanej cenie?
  • 0

#8

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 6127
  • Tematów: 733
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 25
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Kelt@
Z zasady, bywając w Polsce nie pijam whisky. Dlaczego? Dlatego, że nie mogę trafić na wyrób w klasie dostępnej w UK w zwykłym markecie. Co gorsza, ten sam wyrób, rozlewany w Polsce zalatuje zwyczajną wódą, czyli klasycznie. W lokalach nie ryzykuję, bo nie lubię trunków na bazie bejcy. W dobrej klasy delikatesach, powinieneś trafić na jako taki wybór. Nie polecam, bo nie lubię whisky blendowanej, tylko single malt. Reszta, to Twój wybór.

edit.
Napisałeś whiskey? Pomyłka, czy mówisz o łyskaczu, tzn. burbonie? To dwie różne rzeczy.
Aha, jeszcze jedno: im starsza, tym lepsza. Nie pij nic młodszego niż 10 lat.

Użytkownik Staniq edytował ten post 05.12.2013 - 22:17

  • 0



#9

Mr. Saturday.
  • Postów: 147
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Whiskey o ile mi wiadomo to pisownia irlandzka i amerykańska, nie spotkałem się (przynajmniej w Polsce) z tym żeby na irlandzkiej było napisane whisky, ale mogę się mylić (jak już mówiłem wolę piwo).

Użytkownik Mr. Saturday edytował ten post 05.12.2013 - 22:24

  • 0

#10

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 6127
  • Tematów: 733
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 25
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

To nie kwestia pisowni, lecz innego, bo przystosowanego do amerykańskich warunków sposobu destylacji, jak i użytego surowca, oraz sposobu leżakowania i rodzaju beczek. Jedno się zgadza, to amerykański wyrób, znacząco różniący się od pierwowzoru. No i Irlandczycy zwą swoją whisky właśnie whiskey i taki rodzaj destylatu zawędrował do Ameryki wraz z irlandzką emigracją.

Użytkownik Staniq edytował ten post 05.12.2013 - 22:48

  • 0



#11

Kelt.
  • Postów: 147
  • Tematów: 9
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

To jeszcze jedno pytanko, orientujecie się może czy wydestylowanie whisky lub whiskey jest jakoś szczególnie skomplikowane w warunkach domowych? Nie oczekuję, że stworzę jakieś cuda ale chętnie bym spróbował samemu coś przyrządzić, dla własnej satysfakcji ;)
  • 0

#12

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 6127
  • Tematów: 733
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 25
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Kelt@
Sama destylacja nie jest skomplikowana, potrzeba tylko bezpiecznej aparatury. Przygotowując zacier, musisz wiedzieć, jaki zestaw smaków będziesz chciał otrzymać. Po destylacji, czeka Cię jeszcze kilka lat oczekiwania, aby whisky nabrała smaku, leżakując w beczce do której ją przelałeś po destylacji.
  • 0



#13

MEfi..
  • Postów: 412
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

(...)
1) Gdzie się zaopatrujecie?
(...)


Czekam na info od kogoś znajomego wybierającego się do Ojczyzny z Wysp i proszę żeby mi "coś" przywiózł, najlepiej z jakiejś mało znanej fabryczki :D
  • 0



#14

Morningstar.

    לוציפר

  • Postów: 412
  • Tematów: 25
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Wpisuje "łyżkę" wyskakuje że mnie KAC I  WHISKY. NIE RAZ SIĘ TU SPOREJ LICZBIE OSÓB zdarzyło dziabnąć i coś tam mocą klawiaturki wystuka. 

 

Co to za paskuda? <3

 

Wśród osób, którym nie dane było dotąd odkryć uroku naszego ulubionego trunku, panuje przekonanie, że (a) whisky jest paskudną "rudą wódą na myszach", która nawet do pięt nie dorasta naszej gorzale, lub (b) jest drogim trunkiem, którym zachwycają się jedynie pozerzy, a i tak muszą jej smak (lub brak tegoż) rekompensować sobie dodatkiem coli, lub przynajmniej lodu. Z kolei osoby, które odkrycie iż obie te teorie mają się nijak do rzeczywistości, i uważają whisky za najwspanialszy trunek stworzony kiedykolwiek przez człowieka, dość łatwo dochrapują się etykiety co najmniej bufona.

Picia whisky zwykle albo zwyczajnie unikamy, a jeśli już okoliczności zmuszają nas do jej konsumpcji, nalewamy do niej jak najwięcej coli i z miną twardziela wlewamy w siebie zawartość szklaneczki, wstrzymując przy tym oddech.

Jak to więc jest - czy wszyscy tak zwani koneserzy to tak naprawdę banda zapyziałych bufonów, dla których swojska gorzałka nie jest już wystarczająco "cool", czy też może w tym szaleństwie jest jednak jakaś metoda, i może warto przyjrzeć się whisky bez uprzedzeń i wstępnych założeń? Być może to, co zwykle kojarzymy ze słowem "whisky" ma z prawdziwą whisky niewiele wspólnego? Być może jednak da się odkryć dla siebie radość z degustacji tego wspaniałego trunku? Proponuję by - przynajmniej wstępnie i z pewnym kredytem zaufania dla autorów tego portalu - odpowiedzieć "tak" na powyższe pytania.

Jedno jest pewne - whisky trzeba polubić, i na pewno nie przychodzi to od razu. To trochę jak z jazdą na nartach - pierwsze próby zjazdu przynoszą więcej siniaków niż przyjemności. A jednak ci, którzy nie poddają się za pierwszym razem, dość szybko odkrywają jaką frajdę może dać opanowanie szusów. I z każdym razem są coraz w tym lepsi, a frajda coraz większa. Podobnie jest z whisky. Owszem, bardzo łatwo się zrazić, ale wtedy warto zaufać tym, którzy pierwsze siniaki mają za sobą i zapytać co robimy nie tak. Do tego celu służyć może nasze forum dyskusyjne, gdzie - zaręczam - żadne pytanie nie jest zbyt lamerskie. Zacznijmy jednak od lektury tej sekcji. A tu zacznijmy od definicji o czym my w ogóle mówimy. Zacznijmy od whisky nie-szkockich.

Mianem "whisky" lub "whiskey" określamy też kilka rodzajów trunków wytwarzanych poza Szkocją, lecz żaden z nich nie może używać określenia "Scotch Whisky". Nie jest to jedyna różnica. Whisky czy whiskey produkowane w Irlandii, USA, Kanadzie, czy Japonii różnią się w sposób znaczny zarówno pod względem stosowanych surowców, jak i reżimu produkcyjnego stosowanego podczas ich wytwarzania. Różnią się także sposobem i długością dojrzewania. Dość paradoksalnie, produktem najbliższym whisky szkockiej jest... whisky japońska. Nic w tym dziwnego, jeśli zważymy, że pionierzy gorzelnictwa japońskiego szlify zdobywali właśnie w destylarniach w Szkocji, a bywało, że do Japonii importowano szkocki torf i jęczmień, czy kopiowano konstrukcję alembików służących do destylacji alkoholu.

Utarło się, że trunek produkowany w Irlandii nazywany jest "whiskey", z tym "e" odróżniającym go od szkockiej. Irlandczycy twierdzą, że to właśnie oni opracowali metody produkcji whisky, która następnie zawędrowała do Szkocji, gdzie szkoccy górale - ukrywając się przed poborcami podatkowymi - doskonalili sztukę wytwarzania uisge beatha aż do osiągnięcia dzisiejszego poziomu i popularności. Generalnie irlandzka whiskey różni się od szkockiej tym, że w jej produkcji stosuje się potrójną destylację (oszczędni Szkoci najczęściej destylują whisky tylko dwukrotnie - wyjątek stanowią niektóre gatunki pochodzące z Lowlands, np. Auchentoshan) oraz faktem, że Irlandczycy nie stosują torfu podczas suszenia słodu jęczmiennego. Efektem jest whisky o bardziej zaokrąglonym smaku, łagodniejsza, bez charakterystycznego dla szkockiej posmaku torfu - stąd jest doskonałym dodatkiem do kawy i bazą do produkcji likierów typu Baileys czy Carolans. Nie polecam dolewania do kawy whisky szkockiej - wyraźny torfowy aromat kłóci się z aromatem kawy dając w efekcie napój dziwaczny i zwyczajnie niesmaczny. Najbardziej znane gatunki irlandzkiej whiskey to Tullamore Dew, Jameson, Bushmills (doskonały w wersji 16-letniej single malt), Tyrconnell, Paddy.

Whiskey amerykańska, zwana także burbonem (choć te dwie nazwy nie zawsze da się stosować wymiennie) jest trunkiem produkowanym głównie na bazie kukurydzy i innych zbóż. W odróżnieniu od whisky, burbon leżakuje w świeżych beczkach dębowych - tak stanowi prawo, jak również profil samego destylatu oraz klimat, w jakim produkcja się odbywa. Efektem jest cierpki, stanowczo zbyt wytrawny smak, w którym wyraźnie dają się wyczuć soki ze świeżych desek dębowych, z których zrobione są beczki. Jest tylko jeden gatunek whiskey produkowanej w Stanach Zjednoczonych, na etykiecie którego widniało swego czasu słowo "whisky" - bez literki "e". Mowa tu o Maker's Mark, którego producenci postanowili użyć słowa whisky jako wyróżnika spośród wszystkich innych gatunków amerykańskiego burbona. O czymś to świadczy, prawda? Najpopularniejsze gatunki amerykańskiej whiskey to Jack Daniel's, Jim Beam, Four Roses, Old Forrester.

Whisky (bez "e") produkowana w Kanadzie nie zasługuje na uwagę, choćby tylko ze względu na fakt, że jej luksusowa wersja, 12-letnia Canadian Club smakowo do pięt nie dorasta nawet kiepskiemu blendowi ze Szkocji (choć to oczywiście kwestia gustu). Jeżeli chodzi o proces produkcji i smak, niewiele różni się ona od amerykańskiego bourbona. Najbardziej znane gatunki to wspomniana Canadian Club, Black Velvet czy luksusowa Crown Royal.

A co ze szkocką? Whisky szkocka to przede wszystkim trunek, który spełnia wymagania ustawy zwanej The Scotch Whisky Act, uchwalonej w 1909 roku, a przyjętej przez Parlament Europejski w roku 1989. Na jej mocy "whisky szkocka" to:

produkt szkockiej destylarni, wyprodukowany ze szkockiej wody i zesłodowanego jęczmienia (do którego dodać można tylko całe ziarna innych zbóż), przy czym całość musi zostać:
przetworzona w destylarni na zacier,
przetworzona na substancję fermentacyjną tylko i wyłącznie przy użyciu endogennego systemu enzymów,
poddana fermentacji tylko przez dodanie drożdży,
produkt, który nie może utracić aromatu i smaku surowców, dlatego też nie może być destylowany do poziomu zawartości alkoholu większego niż 94,8%,
produkt poddany dojrzewaniu w zapieczętowanych magazynach celnych w beczkach dębowych o pojemności nie większej niż 700 litrów każda przez okres co najmniej 3 lat,
produkt zachowujący kolor, aromat i smak pochodzący od surowców użytych w produkcji i samego procesu produkcji oraz dojrzewania,
produkt, do którego nie dodano żadnej innej substancji poza wodą i karmelem.

 

http://www.bestofwhi...wiedza/coto.php

 

Whisky vs. wódka! whisky WIN - whisky. skoro istnieją tematy, grzybki, marihuana co osobiście mnie się nie podoba. Od tak dla pewnych powstaje o to takie zwarcie. Kto co woli. Moją kochanką jest jedna o to wersja Jack Daniels - piękna drewniana wersja whisky, komandos alkoholu :) Pozdrawiam! 


Użytkownik スパイ edytował ten post 06.10.2014 - 01:35

  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u