Skocz do zawartości


Zdjęcie

Nie czytać o zmierzchu


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
147 odpowiedzi w tym temacie

#121

Gamdela.
  • Postów: 217
  • Tematów: 3
  • Płeć:Kobieta
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Odpowiedź jest prosta, a może nie. Ale postaram się to wyjaśnić. Można krótko ale wówczas może zostać to źle zrozumiane. Napisałam, że nawet największy wróg może stać się najlepszym nauczycielem.

Byłam wychowana w katolickiej rodzinnie, w katolickim otoczeniu i w przekonaniu, że człowiek jest marną istotą, pyłem, niegodnym stworzeniem w poczuciu winy za każde uchybienie od norm, nakazów itp. z brakiem poczucia własnej wartości. Byłam zamknięta w sobie. Gdy się modliłam, to często prosiłam o coś. Chciałam zostać zakonnicą. Wewnętrznie czułam się nieszczęśliwa aż do bólu. Niby miałam przyjaciół, ale było to bardziej na zasadzie, że oni zwierzali się mnie, ale ja - nikomu. Miałam inne spojrzenie na niektóre sprawy, czułam się wyobcowana. To jakby życie na dwóch płaszczyznach - zewn·ętrzna - przystosowana do życia, oczekiwań, wspólne spotkania i wewnętrzna filozoficzna, duchowa o której nie miałam z kim rozmawiać. Tak dosyć często bywa.

Gdy zaczynało się OOBE nie wiedziałam co to jest, to nie były czasy netu. W jednym z takich spotkań/wyjść postać powiedziała do mnie, że jestem zbyt silna i przyjdzie do mnie ktoś potężniejszy. To był początek zmian sposobu myślenia o sobie. Widocznie mam w sobie jakaś silę, której ktoś nie potrafi złamać.

Powiedział pewnego razu - "wierzysz, że świat jest dobry, a ja ci pokażę jaki naprawdę jest świat." Widziałam dużo złych rzeczy.

Czytałam też Biblię.

Później zrozumiałam, że zakon jest bez sensu - w każdym razie dla mnie, że pomagać ludziom mogę w całkiem inaczej, że prawdziwym poznaniem nie jest odcięcie od świata ale bycie w świecie.

Jak każdy młody człowiek zaczęłam marzyć o dobrach materialnych, karierze itp. Byłam sama, nie miałam wsparcia rodziny, znajomości i mimo wszystko nie miałam problemów z zarabianiem pieniędzy, spotykałam na swojej drodze takich ludzi, dzięki którym mogłabym wspinać się po szczeblach kariery - wiele razy ale wewnętrznie gdzieś odzywał się jakiś głos ostrzegawczy, przebłyski, że nie tędy droga i rezygnowałam. I wtedy jeszcze bardziej cierpiałam. Czułam, że tracę siebie. Zewnętrznie wszystko pięknie układało się, ale wewnętrznie czułam niemal fizyczny ból. Było jeszcze gorzej niż wcześniej. Zaczęłam z tym walczyć, zaczęłam czuć, że zmieniam się w kogoś bez skrupułów. Że nie jest to dobre - i im bardziej stawiałam opór tym bardziej sypało mi się życie i coraz mniej układało w życiu.

Nie chciałam tej całej duchowości ani przeczuć itd. Moim mężem został człowiek całkowicie zatopiony w świecie materii, bez żadnych duchowych dyrdymałów, podjęłam pracę w firmie, gdzie o etat walczyło trzech kandydatów - dostałam ją po próbach wymagających bardzo dużo ode mnie. Tym razem już nie w snach ani OOBE ale na żywo widziałam jak wyglądają ludzie po wypadkach, co robi z ludźmi śmierć, rozkład, jak ludzie wzajemnie wykorzystują się, jak traktują, niszczą. W końcu z kolegą z pracy mieliśmy wypadek. Zginęła jedna osoba. I wtedy okazało się, że nie mam z kim o tym porozmawiać a do czasu rozprawy osoby, które miały w tym interes opowiadały niestworzone historie na temat tego wypadku - choć z nami nie rozmawiały. Dowiedziałam się o tym po rozprawie - po roku. Oczywiście nie miały nic wspólnego z prawdą, ale nie o prawdę tu chodziło. I wtedy coś pękło. Zobaczyłam, że jestem całkiem sama, że wszyscy mają tak naprawdę głęboko gdzieś, co człowiek czuje. Małżeństwo też okazało się większą porażką niż myślałam - byłam tylko sposobem na osiągnięcie celów. Odeszłam z pracy, wiedziałam, że jeśli to ja złożyłam wypowiedzenie, to będę miała problem ze znalezieniem pracy. Chciałam rozwodu, ale to okazało się wtedy niemożliwe - miałam przeciwko sobie wszystkich. Mąż nie chciał o tym słyszeć, bo jak powiedział, za dużo wtedy straci. Wyprowadziłam się do rodziców. Zaczęłam pracować w odległym mieście, do domu przyjeżdżałam raz na tydzień. Pracowałam dniami i nocami a i tak nie przynosiło to ani ulgi, ani satysfakcji. To już czasy internetu, pracując sama w nocy zaczęłam rozmowę z pewnym człowiekiem z jednoczesnym zaznaczeniem, że nie wchodzi w opcję jakiekolwiek spotkanie - to zaznaczenie było z obu stron.  Po raz pierwszy spotkałam kogoś, kto doskonale mnie rozumiał. Rozmawialiśmy codziennie. Jednocześnie w moim życiu znowu musiałam podjąć decyzję. Mąż nie dawał za wygraną i zaczął podejmować wszelkie próby aby nie doszło do rozwodu - nie żadne kwiaty, próby naprawy relacji, ale groźby i szantaże, próby wymuszenia. Rodzina była przeciw rozwodowi, bo tak, bo nigdy w rodzinie rozwodu nie było. Wyjechałam do innego województwa i tam zaczęłam pracę. Pracowałam ze wspaniałymi ludźmi, którzy mieli bardzo otwarte umysły i sami byli byli otwarci, ciepli itd.

Wpadłam w depresję, chciałam umrzeć, miałam dosyć. I to był ten punkt zwrotny w moim życiu. Zaczęłam mieć różne sny - takie sny które pamięta się i w których były odpowiedzi na moje pytania. Zaczęłam wgłębiać się w siebie, zaczęłam siebie słuchać, czego naprawdę chcę w życiu. Pojawił się pewne kobieta, która poprosiła mnie o pomoc. Bardzo ją ;lubiłam, nie potrafiłam jej odmówić, tym bardziej, że chodziło o jej dzieci. Zrozumiałam, że jedyną szansą jest miłość. Nie - kochamy się wszyscy, jest super, wolna miłość i tak dalej - ale najgłębsza z możliwych, prawdziwa miłość. Spotkałam się z człowiekiem, z którym pisałam, rozwiodłam się, odcięłam się od dawnego życia, sposobu myślenia, miejsca, przyjaciół, znajomych, rodziny - od wszystkiego co znałam, zostawiłam wszystko co miałam. Ten człowiek zrobił to samo. Spędziliśmy trzy miesiące w ekstremalnie trudnych warunkach, wyprawa życia, bliski kontakt z przyrodą, zwykłymi ludźmi w oderwaniu od świata, telefonów, telewizji, internetu. Wtedy miałam bardzo dużo różnych snów - bardzo dla mnie ważnych i wtedy też wróciłam do początku - do dzieciństwa, do tego jak wtedy patrzyłam na świat, jak rozumiałam z dodatkiem wszystkich doświadczeń. Nigdy nie byłam dzieckiem jako dziecko, bo zawsze patrzyłam na świat szerzej, inaczej, tym rzem jednak nie czułam się obco, bo spotkałam ludzi, którzy patrzyli podobnie - z miłością i szacunkiem do wszystkiego co żyje. No może oprócz kleszczy. Zrozumiałam, że jedyną drogą do tego by samemu móc być szczęśliwym muszę wszystkim i sobie wybaczyć - wszystko. Ale wtedy wszystko się zmieniło, wszystko puściło. Dzisiaj z tym człowiekiem jesteśmy małżeństwem. Utrzymuję kontakty z rodziną - przyznali mi rację, że dobrze zrobiłam, utrzymuję kontakty z byłym mężem - ma nową rodzinę i wspaniałą córkę. Zrozumiałam, że nie ma dobra i zła - te wszystkie "złe" doświadczenia doprowadziły mnie do szczęścia. Jestem dzisiaj bardzo szczęśliwym człowiekiem - nie dorobiłam się dwóch willi z basenami i wczasów w najbardziej atrakcyjnych miejscach świata, zrezygnowałam z drogi kariery, ale mam największy skarb, którym jest miłość, szacunek i wzajemne zrozumienie - czego mogę chcieć więcej? Spotkałam i ciągle spotykam wspaniałych ludzi - ciepłych, otwartych, serdecznych, mądrych. Zrozumiałam też, że człowiek to potężna istota, jeśli tylko o tym wie, jeśli tylko wie, że prawdziwą siłę daje mu nie złość, ale miłość - do wszystkiego, taka wewnętrzna, ogromna siła. A teraz zmykam sobie i życzę miłego dnia :)


  • 2

#122

Oriana.
  • Postów: 36
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Jak czujesz się teraz gdy poruszyłas ten temat, myślisz o tej postaci częściej? Ja ostatnio mam coś podobnego, nagle przypomniało mi się zdarzenia z dzieciństwa i nie mogę przestać o nich myślec, mam wrażenie że coś się złego wydaży.
  • 0

#123

Gamdela.
  • Postów: 217
  • Tematów: 3
  • Płeć:Kobieta
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Ta historia wraca do mnie w okresie lipca i sierpnia często. Teraz dzięki tym wszystkim, którzy wyrazili swoje opinie, odezwali się, starali szukać wyjaśnień czuję się lepiej. O trudnych chwilach - jakichkolwiek - nie da się zapomnieć, historia wraca, uderza, ale gdy rozmawia się o tym, to po czasie rozmywa się, mniej boli. Dlatego najserdeczniej jak potrafię - wszystkim dziękuję.

Czasami więc warto porozmawiać, podzielić się, do czego zachęcam.


  • 0

#124

Oriana.
  • Postów: 36
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Miło jest czytać tak pozytywny post jak twój. Cieszy mnie ze są ludzie na tym świecie którzy nie dają się zdołować nawet niewyjasnonym straszydlem w kapturze. Może kiedyś też opiszę swoje perypetie ale nie wiem czy mam na tyle odwagi by się zmierzyć z użytkownikami tego forum.
Miło jest czytać tak pozytywny post jak twój. Cieszy mnie ze są ludzie na tym świecie którzy nie dają się zdołować nawet niewyjasnonym straszydlem w kapturze. Może kiedyś też opiszę swoje perypetie ale nie wiem czy mam na tyle odwagi by się zmierzyć z użytkownikami tego forum.
  • 0

#125

szmuglerz.
  • Postów: 2
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Cześć Gamdela. Czy postać, którą widywałaś kontaktowała się z Tobą jakoś przez te lata? Mówiła coś do Ciebie, próbowała rozmawiać?

 

I czy poza oczami i kapturem widziałaś jeszcze jakieś inne cechy wyglądu? Np wyraz twarzy, czy wiek?


  • 0

#126

Claire.
  • Postów: 294
  • Tematów: 12
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Gamdela przeczytałam cały temat... Piszesz składnie, wiarygodnie i przekonująco. Wszystko składa się w jedną całość. Nikt z tu obecnych nie przyłapał Cię na kłamstwie a nie jest to łatwe, kiedy wątek tak długo się ciągnie i kiedy forumowicze zadają tyle szczegółowych pytań a Ty na wszystkie odpowiadasz bez żadnej wpadki.

Jest to o tyle dziwne, że nawet jak ktoś pisze całkowitą prawdę i jest rzucony w ogień pytań to czasami sam myli fakty i wtedy zarzuca mu się kłamstwo. Twoja historia składa się z setek szczegółów, wątków.. trwała wiele lat ale jest tak opowiedziana rzetelnie, że nie sposób się przyczepić. Jednego jestem pewna na sto procent - Ty sama wierzysz w tą historię i jesteś przekonana, że to wszystko miało miejsce. Jeśli chodzi o samą w sobie historię i to, czy na prawdę się wydarzyła tego nie jestem pewna. Nie wykluczam tego  i nie chcę sprawić Ci w żaden sposób przykrości. 

 

Po dość długim rozmyślaniu na temat twojego wątku nasunęły mi się dwie opcje... pierwsza jest taka, że faktycznie, ktoś tam był, tylko, że był żywy. Może jakiś wariat.. może człowiek bardzo stary, dlatego sprawiał wrażenie, że sunie a nie idzie.. to jest dość mało prawdopodobne, ale dla mnie bardziej prawdopodobne niż duch w kapeluszu. Także ten ktoś bardzo mocno was wystraszył. Piszesz, że nie bałaś się tak bardzo.. ale czasami strach jest tak silny, że powoduje u nas taką adrenalinę, że przestajemy go chwilowo odczuwać. Sama tak miałam w paru ekstremalnych sytuacjach w moim życiu, że spotkało mnie coś tak bardzo przerażającego i w danym momencie, żeby nie oszaleć z tego strachu to obojętniałam na to a skutki odczuwałam przez wiele następnych lat. Może tak było i w Waszym przypadku? Coś, ktoś Was niesamowicie przeraził... wpadliście w zbiorową histerię, nakręcaliście się między sobą, nawet nic nie mówiąc, do tego wystarczą gesty, spojrzenie... człowiek głupieje... wystarczy, że jedno spanikuje w takiej sytuacji a cała grupa się zaczyna bać. To co was spotkało było niewątpliwie przerażające i nie chciałabym być tam z Wami. 

Te wydarzenia mogły odbić się na psychice was wszystkich, że przez wiele następnych lat śniło się wam to po nocach. 

Pisałaś też o śmierci wielu osób po tym zjawisku. Tyle tylko, że tych osób nie było aż tak dużo. Sama przez ostatnie 20 lat straciłam co najmniej 6 osób z rodziny, znajomych lub przyjaciół. To jest chyba normalna statystyka. Ludzie umierają tak samo jak się rodzą. Pomyśl ilu ludzi w twoim otoczeniu urodziło się w tym czasie? Pewnie wyjdzie na to samo. 

Druga opcja jest taka, że skojarzyło mi się to z filmem Piękny Umysł i ze schizofrenią. Nie miej mi za złe tego, ale ta choroba przybiera bardzo różne oblicza. Czytając twoje wypowiedzi przypomniał mi się pewien kolega z młodości, który przez wiele lat opowiadał wszystkim o swojej rodzinie, która mieszka nad morzem, że często tam jeździ, że ma tam psa i babcię i brata. Nawet pokazywał nam zdjęcia z nad morza, takie wywołane u fotografa. Jego nigdy nie było na zdjęciu ale był pies i babcia. Jego znajomi to potwierdzali, mówili, tak bardzo mu wierzyli, że pojadą niedługo nad to morze do tego kolegi... Pies miał na imię Józef i był już wtedy bardzo starym psem.  Przeżyłam wielki szok, kiedy spotkałam tego kolegę po 15 latach w autobusie i wspomniałam o Józefie... a on wyciągnął z portfela to samo zdjęcie i powiedział,  z całym przekonaniem, że Józef  czuje się źle, bo ma  już 10 lat i że on musi koniecznie jechać nad morze znowu, bo był tam z niedawno z naszym wspólnym znajomym (który już nie żyje od 10 lat) i musi znowu go zabrać... To było przerażające... i smutne.. bardzo smutne bo dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że ten człowiek od co najmniej 20 lat żył w swoim świecie, jeździł wszędzie z kim chciał, kiedy chciał... wszystko miał w głowie.


  • 1

#127

Gamdela.
  • Postów: 217
  • Tematów: 3
  • Płeć:Kobieta
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Xie_xie - na wszystko przychodzi czas :)

 

szmuglerz - tak mówiła, pokazywała, przekazywała. Widzieliśmy wiele razy całą postać, opisałam tylko pierwsze spotkanie.

 

Claire - Nie jest mi przykro, absolutnie i doskonale rozumiem. Widzieliśmy tę postać wiele razy, nigdy już razem - to znaczy widywaliśmy w różnych zestawieniach personalnych, albo osobno. Musielibyśmy mieć wszyscy schizofrenię. Nawet jeśli tak, to nieleczona chyba się pogłębia, albo przynajmniej zostaje. Ktoś, podobnie jak Ty u swojego kolegi, zapewne po tylu latach zauważyłby, że jesteśmy schizofrenikami i mamy swój własny świat. Jeśli o mnie chodzi - już go nie ma. Naprawdę nie chcę nikogo przekonywać, każdy ma wolną wolę i może wierzyć, albo nie :).

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i przepraszam, że nie odpisywałam na bieżąco, miałam bardzo dużo pracy.


  • 0

#128

Tolek.
  • Postów: 8
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Fajna opowieszcz niezle sie ja czytalo chac sam mielem kilka zdazen nad ktorymi sie ciagle zastanawiam czy to prawda kolezenka zrobila ostatnio zdj  tam gdzie pracujemy niby widac ducha sami zobaczcie

 

 

 

 


Użytkownik Tolek edytował ten post 29.10.2014 - 17:52

  • 0

#129

Oriana.
  • Postów: 36
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Fajna opowieszcz niezle sie ja czytalo chac sam mielem kilka zdazen nad ktorymi sie ciagle zastanawiam czy to prawda kolezenka zrobila ostatnio zdj  tam gdzie pracujemy niby widac ducha sami zobaczcie
 

 
 
 

Nie dodałeś zdjęcia
  • 0

#130

Tolek.
  • Postów: 8
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

http://imgur.com/HPLWkeL



Użytkownik Tolek edytował ten post 29.10.2014 - 18:55

  • 0

#131

Wszystko.
  • Postów: 10021
  • Tematów: 74
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

zaznasz kółeczkiem.


  • 0



#132

Tolek.
  • Postów: 8
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Na samym środku na dole widać niby dziewczynkę kiedyś to był szpital dziecięcy wiec jak się przyjrzeć to coś tam widać.
  • 0

#133

Ebola.

    sceptyczny sceptyk

  • Postów: 341
  • Tematów: 5
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Jakby żadnej niby dziewczynki tam nie widzę.
  • 0



#134

Oriana.
  • Postów: 36
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

3b396427f7ee383e363759dee6d7ebd2.jpg powiększone i oznaczone
  • 0

#135

Tolek.
  • Postów: 8
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Pracuje tam i mieszkam kiedyś obudziłem się w nocy a był środek lata i była 3 albo kolo. Obudziła mnie opadający koc i poczułem zimno i uczucie ze coś jest miałem tak parę razy. Choć sam jestem sceptyczny staram się to moja dziewczyna widziała postać dziewczynki i wielu pensjonariuszy tez..
  • -1


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych