Skocz do zawartości




Zdjęcie

W razie mobilizacji


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
52 odpowiedzi w tym temacie

#31

Robakatorianin.
  • Postów: 1732
  • Tematów: 41
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

CO GROZI DEZERTEROM?

Nie możesz się nawet spóźnić z przyjazdem do jednostki. Już za to grozą 2 lata więzienia. A ci którzy postanowią czmychnąć mogą za kratami spędzić nawet 5 lat!
 

Art. 339. Dezercja

§ 1. Żołnierz, który w celu trwałego uchylenia się od służby wojskowej opuszcza swoją jednostkę lub wyznaczone miejsce przebywania lub w takim celu poza nimi pozostaje,

podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Powyższe dotyczy żołnierzy a nie cywilów będących "kandydatami" na powyższe. 

 

 

Z CZEGO BĘDZIESZ ŻYŁ?

W wojsku dostaniesz mundur, wikt i opierunek. Będzie wypłacany też żołd. Prawdopodobnie nie będzie to więcej niż 150 złotych dziennie tyle dziś dostaje się maksymalnie na ćwiczeniach.

My żołdu dostawaliśmy 120 zł na miesiąc i tu niewiele więcej będzie. Dają ci wikt i opierunek oraz mundurek a to kosztuje...więc pozostają ci grosze i na więcej bym nie liczył. 

 

A jak to wygląda z kategorią D? 

Kategoria D jest zwolniona z poboru w czasie pokoju. Podczas wojny zasuwa jak pozostali.

Ciekawe jest podejście do kredytu, w lasach będą ukrywać się kredytobiorcy, łupić podróżnych aby zarobić na ratę i posyłać rodzinie, z drugiej strony żołnierz myślący o kredycie niezbyt się przyda, ot współczesny świat.

Z tego co pamiętam to wojsko zamraża/zawiesza spłacanie kredytu lub sami płacą odsetki.

 

Co z pacyfistami? Co z niepełnosprawnymi?

Ci pierwsi do więzienia a drudzy w zależności od stopnia niepełnosprawności.

 

 

A jak to wygląda z kategorią D? 

 

Z tego co pamiętam to kategoria D oznacza "Niezdolny do służby wojskowej w czasie pokoju" i jest tam adnotacja, że w razie wojny zostaniesz powołany do wojska. Sam posiadam taką kategorię, w sumie ciekawe, bo skoro teraz nie nadaję się do normalnej służby to co dopiero w czasie wojny  ;p

Będziesz w odwodzie siedział, ziemniaki obierał, samochody reperował, na cieciówie siedział, gacie wymieniał itd.

 

Jak będzie wojna to niech narodowcy i posłowie zwłaszcza z prawicy  idą na pierwszy front skoro uważają się za wielkich patryjotów.

//
upomnienie.gif
Ciutkę za mocno przegięte w stronę polityki. 
CW

Panie CW-pozwolę sobie pociągnąć zagadnienie w miarę nie politycznie...

Sami politycy pewnie mają takie choroby że nikt ich do armii nie weźmie ale ich synowie...Jak Tusk będzie żądał od nas wskoczenia w kamasze to niech najpierw swego syna pośle. 

 

 

Nie. Każdy zmobilizowany jest pod ochroną i pracodawca nie ma prawa go zwolnić. Twoje miejsce ma czekać na ciebie.

 

Kobiet w ciąży też "nie wolno" zwalniać. 

I takiej nie zwolnisz podobnie jak pracownika będącego na L4 za chodzenie na "zielony druczek"

Pracodawcy zabezpieczają się przed ciążą wprowadzając badania lekarskie i kandydatek z ciążą nie przyjmują.

 

 


Czym jest wolność w wolnym państwie, jeżeli nie będąc żołnierzem w chwili zagrożenia stajesz się żołnierzem i jakikolwiek sprzeciw utożsamiany jest z dezercją i podlega karze.

Aby państwo dalej istniało należy go bronić. Samo się nie obroni i dlatego wprowadza się takie metody.

 

 Coś sie najwyraźniej zmieniło albo to nieprawda. Jak ja miałem nieprzyjemność mieć kontakt z  wojskiem(Początek lat 90) to przepisy były jednoznaczne: wojsko bierze "kredyciarza" (i to nie miało znaczenia czy mobilizują na unitarke czy na później manewry itp) to płaci za niego raty kredytu przez cały okres mobilizacji. Jak chciałeś wziąść kredyt w banku to pokazywałeś książeczkę wojskową , jak nie było tam wbitego "uregulowany stosunek do służby wojskowej " to kredytu nie dostawałeś.Koniec kropka.

Taka sytuacja była dla banków wyjątkowo niekomfortowa i generowała straty. Z tego co pamiętam to dotyczyło to jedynie kredytów hipotecznych. Podobnie było ze złapaniem stałej pracy-mogłeś ją dostać dopiero jak sobie uregulujesz stosunek do wojska.

O ile pamietam równiez zwolnieni sa jedyni mężczyźni na gospodartstwie rolnym.

Tzw jedyny żywiciel rodziny-ale tak było w czasie pokoju. Podejrzewam że w czasie wojny to nie będzie obowiązywało. 

 

A jak ktoś nie posiada książeczki wojskowej to co? I co z kobietami?

 

Jestem kobietą i nikt mi nigdy żadnej książeczki nie zakładał ale mieszczę się w przedziale 18-60lat i nie mam dzieci na wychowaniu a do tego jestem bezrobotna i raczej zdrowa więc teoretycznie się nadaję. Mogą mnie powołać? Bo na podstawie tego dokumentu nie mogą - musiałabym najpierw mieć książeczkę której numer mogliby wpisać w odpowiednią rubrykę.  :D

Normalnie raj dla feministek. Kobiety będą miały dostęp do większości stanowisk pracy, parytety nie będą musiały być wdrażane...cud miód i orzeszki...

 

 



... co z tego, skoro nigdy, ale to NIGDY w życiu nie będę w stanie strzelić do drugiego człowieka? Prawdopodobnie zginąłbym w pierwszym dniu wymiany ognia...ale cóż, jaki mam wybór? ŻENADA!!

Jeżeli Cię to pocieszy (w co wątpię - niemniej spróbuję) to czytałem, czy oglądałem program (nie pamiętam już) o badaniach przeprowadzanych na żołnierzach biorących udział w walkach w trakcie II wojny światowej bodajże - po stronie aliantów. Z badań tych wynikało, że przeważająca większość (mowa była o liczbie około 80 % bodajże) z nich wogóle nie trafiała do wroga. Nie pamiętam czy wynikało to z niechęci do celowania w drugiego człowieka, czy raczej z braku umiejętności ale stawiałbym raczej (o ile moja pamięć nie szwankuje AŻ tak bardzo) na tą pierwszą przyczynę.

Cud, że tą wojnę wogóle wygraliśmy.

Porównywali skuteczność snajpera do zwykłego żołnierza. Wychodziło że snajper potrzebował trochę ponad 1 pocisk na zabicie przeciwnika a zwykły "marins" 50.000 sztuk amunicji. 

Spotkałem się z ciekawą analizą historyczną dotyczącą wojny secesyjnej. Historycy analizując znalezione karabiny ze zdziwieniem zauważyli że znaczna część z nich miała w lufie wiele ładunków i pocisków. Oni szli w szeregu z innymi i jedynie symulowali oddawanie strzału a następnie ponownie ładowali broń. Chyba wynikało to z niechęci do strzelania do drugiego człowieka który de facto mógł być naszym kuzynem. To była wojna domowa, bratobójcza-trochę inna motywacja. 


  • 0

#32

pishor.

    sceptyczny zwolennik

  • Postów: 4740
  • Tematów: 275
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 16
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Porównywali skuteczność snajpera do zwykłego żołnierza. Wychodziło że snajper potrzebował trochę ponad 1 pocisk na zabicie przeciwnika a zwykły "marins" 50.000 sztuk amunicji. 

Nie, nie. I ZDECYDOWANIE- nie.

Jak wspomniałem - pamiętam to trochę "po łebkach" - bo było to chwilę temu ale JESTEM PEWIEN  (na 100%), że nie o takie porównanie chodziło.

Mowa była tylko i wyłącznie o "skuteczności" zwykłego, szeregowego żołnierza. Bez żadnych porównań uwarunkowanych jego "specjalizacją".

Konkluzja była jednoznaczna.

Olbrzymi odsetek uczestników walk nie potrafił albo (i tak to zapamiętałem) nie chciał trafić we wroga.


  • 0



#33

Robakatorianin.
  • Postów: 1732
  • Tematów: 41
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

 

 

Olbrzymi odsetek uczestników walk nie potrafił albo (i tak to zapamiętałem) nie chciał trafić we wroga.

50.000 tysięcy sztuk wywalonej amunicji na zabicie przeciwnika-to daje do myślenia. Można się spierać czy on nie chciał zabić szkopa czy też nie potrafił. Widziałem osoby które z broni krótkiej nie potrafiły trafić w tarczę (50cm x50cm) oddalonej o 5m ładując w nią oba magazynki. Tu nie doszukiwałbym się pacyfizmu "tarczowego"

 

Zapomniałem odnieść się do wspomnianej kwestii-służyłem i tego absolutnie nie żałuję. Obierałem ziemniaki, pełniłem warty, jeździłem na poligony, byłem "wnuczkiem" i "dziadkiem" widziałem różne kretynizmy i debilizmy. Służba była przeważnie podła i nudna. Jednak nie ma lepszego sposobu aby zobaczyć taki przekrój zachowań społecznych, reakcji ludzkich, konsekwencji działań i zaniechań. Służba wojskowa powinna być obowiązkowa-szczególnie dla psychologów, przestaliby truć te swoje nadęte farmazony.


  • 0

#34

ultimate.

    Animam debeo !

  • Postów: 498
  • Tematów: 46
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Ostruda ;) Całe życie w logistyce :D





#35 Gość_c✪nvers

Gość_c✪nvers.
  • Tematów: 0

Napisano

 

 

 

Olbrzymi odsetek uczestników walk nie potrafił albo (i tak to zapamiętałem) nie chciał trafić we wroga.

50.000 tysięcy sztuk wywalonej amunicji na zabicie przeciwnika-to daje do myślenia. Można się spierać czy on nie chciał zabić szkopa czy też nie potrafił. Widziałem osoby które z broni krótkiej nie potrafiły trafić w tarczę (50cm x50cm) oddalonej o 5m ładując w nią oba magazynki. Tu nie doszukiwałbym się pacyfizmu "tarczowego"

 

Zapomniałem odnieść się do wspomnianej kwestii-służyłem i tego absolutnie nie żałuję. Obierałem ziemniaki, pełniłem warty, jeździłem na poligony, byłem "wnuczkiem" i "dziadkiem" widziałem różne kretynizmy i debilizmy. Służba była przeważnie podła i nudna. Jednak nie ma lepszego sposobu aby zobaczyć taki przekrój zachowań społecznych, reakcji ludzkich, konsekwencji działań i zaniechań. Służba wojskowa powinna być obowiązkowa-szczególnie dla psychologów, przestaliby truć te swoje nadęte farmazony.

 

 

To był dokument na kanale HISTORY o żołnierzach amerykańskich walących  w wojnie Koreańskiej. Pamiętam jak facet opowiadał jak część jego kolegów tłukła w powietrze byle nie trafić wroga ( przez co często ginęli ).


  • 0

#36

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 5050
  • Tematów: 671
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 23
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Wojsko nie jest takie złe, ale nie na dwa lata tak jak ja służyłem, bo to się mija z celem. Ja zaliczyłem swoje z dosługą do służby zasadniczej +172 dni ( w nagrodę za "szczególnie dobre sprawowanie..."  :roll:  ), nie znosiłem fali i walczyłem z nią fizycznie.

Wojska Ochrony Pogranicza, na najbardziej wówczas paskudnym odcinku tj, granica zachodnia i południowa. Na szczęście prochu się nawąchałem, bo tam ołów latał w powietrzu dość często. Przy najbliższej mobilizacji mogą mnie nie wziąć z dwóch powodów:

1. Przydział. WOP podlegał Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i razem z Jednostkami Nadwiślańskimi i WSW był tworem dziwnym, bo po staremu to jak stare Wojska Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Generalnie, bajzel na kółkach, bo nigdy nie było wiadomo przed kim kadra oficerska ma wpadać w panikę, czy przed ministrem spraw wewnętrznych, czy przed ministrem obrony narodowej. Profilaktycznie, wpadano w panikę w obu przypadkach, choć przed szefem sztabu generalnego już nie, co skutkowało jakąś niespodziewaną kontrolą. Dzisiaj WOP nie istnieje, a spadkobierca tradycji, czyli Służba Graniczna, nie podlega rozporządzeniu o mobilizacji, tak samo jak Policja. No to gdzie?... Żandarmeria Wojskowa to pozostałość po WSW i nie obchodzą ich stare podziały, więc raczej mnie nie wezmą do siebie na pewno. Wojsko Polskie chętnie by skorzystało z mojego wyszkolenia, ale problem się zaczyna na poziomie regulaminu. Musiałbym się go nauczyć od nowa, bo WOP'owski był inny, a szczególnie warunki użycia broni. Ewentualnie, byłbym dobrym materiałem do służby wartowniczej, ale niestety nie widnieję jako rezerwista MON'owskiego przydziału. Kiedyś planowano coś z tym zrobić, ale skończyło się na "planowano".

2. Wiek. Dla człowieka urodzonego w 1965roku, niewiele już zostało czasu na ew. powołanie, bo 50-tka w przyszłym roku, a tylko kadra oficerska i podoficerska (od chyba plutonowego do góry ) musi trząść portkami do 60-tki. W dodatku siedzę w UK z rodziną i jak znam życie, żona raczej na patriotyzm mi nie pozwoli.


  • 0



#37

pishor.

    sceptyczny zwolennik

  • Postów: 4740
  • Tematów: 275
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 16
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

To był dokument na kanale HISTORY o żołnierzach amerykańskich walących  w wojnie Koreańskiej. Pamiętam jak facet opowiadał jak część jego kolegów tłukła w powietrze byle nie trafić wroga ( przez co często ginęli ).

 

Być może właśnie to ten dokument oglądałem - dzięki za podpowiedź. :beer:

 

Znalazłem w sieci artykuł, w którym jest wzmianka o tym problemie:

 

cyt.

"Piąte przykazanie, nie zabijaj...

Jednak nasza historia nie kończy się na tych, co cudem uniknęli poboru. Przeniesiemy się teraz na front. Z dokumentów wynika, że nie każdy żołnierz strzelał, by zabić. Niejaki porucznik George Roupell mówił, że miał z tym problem. Jednak miał na to sposób. Oficer chodził po okopach z mieczem i każdego podkomendnego uderzał płazem miecza w tyłek. Przy okazji mówił takiemu żołnierzowi, że ma strzelać niżej.

Podobne przypadki odnotowano podczas amerykańskiej wojny secesyjnej. 90 procent muszkietów, które odzyskano po bitwie pod Gettysburgiem było wielokrotnie nabitych. To oznacza, że żołnierze przez większą część bitwy udawali, że są zaangażowani w walkę, a nie strzelali. Wystarczy rzucić okiem na statystyki, by mieć pewność, że rzeczywiście nikt nie chciał nikogo zabijać. W bitwie w której uczestniczyło 160 tysięcy osób zginęło 6 tysięcy żołnierzy.

Z biegiem czasu skuteczność amerykańskich wojskowych się poprawiała. Naukowcy, którzy zbadali kilka konfliktów odkryli, że w II Wojnie Światowej 20 procent strzałów leciała w kierunku wroga. Podczas wojny koreańskiej tylko połowa naboi została wystrzelona w powietrze, zaś w Wietnamie większość żołnierzy próbowała zabić wroga. Z drugiej strony można znaleźć takie statystyki odnośnie ostatniego konfliktu, które mówią, że na jednego zabitego wroga przypadało kilkadziesiąt tysięcy naboi."

 

źródło


  • 0



#38

Zaciekawiony.
  • Postów: 7562
  • Tematów: 78
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Różnica  między snajperem a zwykłym żołnierzem jest taka, że ten drugi nie musi zabijać - wystarczy że zajmie wyznaczone pozycje, zdobędzie zaplanowany teren, rozbroi przeciwnika itp. W związku z czym duża ilość kul idzie na postrach albo w ramach uniemożliwienia przeciwnikowi przemieszczania się (gdy nad okopem świszczą kule, nie bardzo jest jak robić wypad). Stąd tak duże dysproporcje.


  • 0



#39

pishor.

    sceptyczny zwolennik

  • Postów: 4740
  • Tematów: 275
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 16
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

To chyba jednak zbyt duże uproszczenie i nie do końca zgodne ze stanem faktycznym.

Cele taktyczne to jedno, a sposób ich osiągnięcia to zupełnie co innego. Często ich realizacja wymaga właśnie wyeliminowania / zabicia przeciwnika (niekoniecznie przy użyciu snajperów).

 

Poza tym trochę wypacza problem, który dotyczy nie tego, że się nie zabija - bo się nie musi, a tego, że się nie zabija - bo się nie chce / nie potrafi.

 

Rzeczywiście, masz rację, że "efektywność" snajpera jest dużo większa w przeliczeniu na ilość wystrzelonych pocisków, niż efektywność zwykłego piechociarza ale wynika to głównie ze specjalizacji tego pierwszego i sposobu walki przypisanej dla niej.


  • 0



#40

Robakatorianin.
  • Postów: 1732
  • Tematów: 41
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Powinno się rozgraniczyć podejście do walk i wyciągnąć wnioski z różnych konfliktów oraz spojrzeć na całą sytuacje z punktu widzenia każdej ze stron. Możemy zestawić ze sobą żołnierzy walczących w bratobójczej wojnie domowej z żołnierzami dokonującymi ofensywy na Normandię. Ciekawie wyglądałoby zestawienie wyników żołnierzy atakujących dane państwo z obrońcami broniącymi się przed najeźdźcami. Może ktoś natknął się na zestawienie ilości wystrzelonej amunicji na jednego zabitego w kampanii wrześniowej-podejrzewam że tam wynik byłby max 100:1.

 

P.S.

Dla przykładu taka bitwa:


  • 0

#41

Sventer.
  • Postów: 240
  • Tematów: 36
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

A jak to wygląda jak już na przykład zostanie się wzięty do woja, a ktoś nigdy nie miał z tym styczności, przechodzi się jakieś szybkie szkolenie w obsłudze broni itd.? Ja w wojsku nie byłem bo jestem z rocznika 92 więc mi się upiekło. Z bronią miałem tyle wspólnego, że raz na strzelnicy ze znajomymi byłem i mile to wspominam. Strzelanie z broni nie jest takie proste jak mogłoby się wydać jak prezentują to choćby na filmach. Najbardziej co mnie zaskoczyło to strzał z kałacha(vel AK 47) nie wyobrażam sobie jak komuś kto nie miał z taką bronią styczności dać karabin i iść na wojenkę. Niestety nasz kochany rząd od dekad stosuje ciągle restrykcje w dostępie do broni niby to dobre ale też złe bo gdy dojdzie do wojny to partyzantka czym ma walić? Bananami w czołgi? No proszę Was.

 

Dla przykładu jakby ktoś chciał podbić USA to by przegrał, tam ludzie mają ogromny dostęp do broni i nawet gdyby byli zagrożeni to mogą czuć się bezpiecznie, a tutaj? Co przyjdzie wojna, a nowoczesna wojna jest o wiele gorsza od tego co było 70 lat temu i czym się będziemy bronić? Pozostaje bananowy szwadron przeciwpancerny podziękowania dla tych co prowadzą taką politykę. Nie jestem za wojowaniem ale broń zawsze odstrasza wroga, a naszego narodu nie można się bać. Tyle.


  • 0



#42

Robakatorianin.
  • Postów: 1732
  • Tematów: 41
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

A jak to wygląda jak już na przykład zostanie się wzięty do woja, a ktoś nigdy nie miał z tym styczności, przechodzi się jakieś szybkie szkolenie w obsłudze broni itd.? 

Wystarczą trzy miesiące na obycie się z bronią, poznanie hierarchii, współdziałania, reakcji na komendy-w formie podstawowej, reszta zostanie doszkolona na froncie.

Niestety nasz kochany rząd od dekad stosuje ciągle restrykcje w dostępie do broni niby to dobre ale też złe bo gdy dojdzie do wojny to partyzantka czym ma walić? Bananami w czołgi? No proszę Was.

Tak jak nasi (i większość innych krajów) partyzanci-sprzętem zdobycznym lub kupionym ("podarowanym") z zagranicy. Zresztą po co ci GLOCK w domu skoro na ulicach będą jeździć ruskie czołgi?

 

 

Dla przykładu jakby ktoś chciał podbić USA to by przegrał, tam ludzie mają ogromny dostęp do broni i nawet gdyby byli zagrożeni to mogą czuć się bezpiecznie, a tutaj?

To zależy-jak by u nich walnęły bomby z EMP to ta szlachetna i uzbrojona ludność USA sama by się tą bronią powybijała. Nam EMP nie jest takie straszne.

 

 

Nie jestem za wojowaniem ale broń zawsze odstrasza wroga, a naszego narodu nie można się bać. Tyle.

Każdy okupant kituje w gacie przed lokalną partyzantką. Weźmy USA vs. Irakijczyków czy Afgańczyków. Młode chłopaczki wyjechały sobie i myślały że będą sobie strzelać jak do kaczek a po chwili wracają w plastikowych workach lub ze zrytą psychiką. 


  • 0

#43

mjr Tsu.

    Brak już słów

  • Postów: 682
  • Tematów: 30
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Weźmy USA vs. Irakijczyków czy Afgańczyków.

 

Albo bardziej pasujący do kontekstu - wojny w terenie zabudowanym - łomot jaki Rosjanie dostali w Groznym :). Przydała by się nam Obrona Terytorialna i nauczanie o koncepcji wojny asymetrycznej w razie konfliktu.


  • 0



#44

Robakatorianin.
  • Postów: 1732
  • Tematów: 41
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Wojna na wyniszczenie nawet największe potęgi przeraża i czyni takie ataki nieopłacalnymi. 


  • 0

#45

pishor.

    sceptyczny zwolennik

  • Postów: 4740
  • Tematów: 275
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 16
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Powinno się rozgraniczyć podejście do walk i wyciągnąć wnioski z różnych konfliktów oraz spojrzeć na całą sytuacje z punktu widzenia każdej ze stron. Możemy zestawić ze sobą żołnierzy walczących w bratobójczej wojnie domowej z żołnierzami dokonującymi ofensywy na Normandię. Ciekawie wyglądałoby zestawienie wyników żołnierzy atakujących dane państwo z obrońcami broniącymi się przed najeźdźcami. Może ktoś natknął się na zestawienie ilości wystrzelonej amunicji na jednego zabitego w kampanii wrześniowej-podejrzewam że tam wynik byłby max 100:1.

Trochę sam sobie odpowiedziałeś. :szczerb:

Myślę, że takiej statystyki nikt nie prowadzi, bo obarczona byłaby ona dużym ryzykiem błędu albo raczej - zbyt wiele różnych uwarunkowań trzeba by było wziąć pod uwagę. Stosunek ilości strzałów do ich skuteczności zależy min od tego:

- jaką bronią dysponuje dana strona - w zależności nie tylko od rodzaju ale nawet od modelu broni, jej skuteczność może być większa lub mniejsza

- czy strona atakuje, czy jest atakowana - w zależności od tego albo bardziej narażona jest na celny strzał albo mniej

- jakie są warunki na polu bitwy - w przypadku strony atakującej istotne jest ukształtowanie terenu, a w przypadku strony broniącej się jakość fortyfikacji

- czy jest i jaka jest przewaga liczebna stron -  w zależności od tego, siła ostrzału skierowana na dany fragment pola walki jest większa lub mniejsza

- jaka jest "stawka" pojedynku / bitwy - w zależności od tego stopień determinacji walczących może przekładać się na "jakość" ich walki

itd. itp

A także wszystkie powyższe czynniki wymieszane między sobą w różnych wariantach.

W przypadku cytowanej przez Ciebie bitwy nad Wizną trudno nawet oszacować straty po stronie polskiej i niemieckiej (określane są one szacunkowo), a co dopiero mówić o tak drobiazgowej statystyce jak  skuteczność ostrzału.


  • 0




 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 2

0 użytkowników, 2 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u