Napisano
17.12.2011 - 20:30
Dobrze, że to odświeżyłeś - raz, bo przeglądam forum dość pobieżnie (chroniczny brak czasu), i tylko przez to przeczytałem temat, po drugie bo jest bardzo ciekawy. Aczkolwiek jakoś specjalnie go nie rozpracujemy, bo chyba miszyn nie pojawia się na forum i będą to tylko spekulacje.
Historia jest nadzwyczaj ciekawa, i budzi rzeczywiście uczucie grozy. Samotne podróże nocą po pustych drogach zawsze mają jakiś ładunek tajemniczości. Raz, że poza snopem naszych świateł rozciąga się przepastna ciemność, w której nie bardzo wiadomo, co może się kryć - aczkolwiek logika podpowiada, że nic. Z drugiej - świadomość, że gdyby coś się stało, czy to drogowego, czy paranormalnego - w zasadzie znikąd pomocy. Nie dziwię się autorowi tematu, że nie otworzył okna by posłuchać, co się za nim dzieje. Sam bym nie otworzył, i raczej dodał gazu żeby te ciemne i odludne miejsca minąć. Stawiam, że to psychika tak działa, ale nienawidzę takich podróży i jak tylko mogę wybieram kolej. Współpasażerowie, drużyna konduktorska i jakoś tak raźniej...
Co do ścisłego tematu. Światła drogowe świecą na bardzo znaczną odległość, i możliwe jest odbijanie się ich w lusterkach bez widzenia konturów emitującego je auta. Samo zanikanie tych świateł da się wytłumaczyć faktem, że na obszarze zabudowanym oświetlonym świateł drogowych się nie używa, a świateł mijania po prostu nie widać z odległości w jakiej znajdował się rzekomy pojazd widmo. Również zanikanie światła kiedy jechał ktoś z naprzeciwka świadczy, że kierowca samochodu widma po prostu przełączył je na mijania, wskutek czego znikły. Zanikanie świateł można również wytłumaczyć zmieniającym się wzajemnym usytuowaniem aut - zawsze jedno jest troszkę wyżej, itp., nawet na równej drodze, a wraz ze wzrostem odległości te nierówności rosną. Motocykle wykluczam, byłoby je słychać. Również moim zdaniem odpadają halucynacje - autor opisuje szczegółowo sytuację, a więc nawet jeśli nie był wypoczęty, to początkowe zdarzenia rozbudziły go i z większym zapałem obserwował kolejne.
Przeciw mojej koncepcji świateł drogowych przemawia ich nieobecność przez długie okresy drogi, również nieoświetlonej. Być może szaleniec wyłączający światła, jak było wyżej zauważone. Za moją koncepcją - niknięcie światła na obszarze zabudowanym i przy wymijaniu innych aut - a wtedy właśnie gasimy światła drogowe.