Jesienią 1934 roku w jednej z kamienic w Saragossie wydarzyło się coś, co na kilka tygodni przyciągnęło uwagę nie tylko mieszkańców miasta, ale również policji, lekarzy, przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości i hiszpańskiej prasy. Wszystko zaczęło się od głosu dochodzącego z kuchennego paleniska. Początkowo można było potraktować go jako głupi żart albo rezultat dziwnej akustyki starego budynku, jednak z czasem tajemniczy rozmówca zaczął odpowiadać na pytania, reagować na obecność ludzi i komentować to, co działo się w pomieszczeniu.
Sprawa szybko przestała przypominać zwykłą opowieść o nawiedzonym domu. Głos miał być słyszany wielokrotnie i przez różne osoby, a kiedy zainteresowały się nim władze, zamiast zniknąć, zaczął pojawiać się również w obecności funkcjonariuszy. To właśnie ten element sprawił, że historia przetrwała do dziś. Nie była jedynie wspomnieniem jednego świadka ani legendą dopisaną wiele lat później. Wydarzenia opisywała już ówczesna prasa, a wokół domu rzeczywiście prowadzono dochodzenie.
Pierwsze głosy w kamienicy
Miejscem zdarzeń była kamienica przy ulicy Gascón de Gotor 2. W jednym z mieszkań pracowała szesnastoletnia służąca Pascuala Alcober, której nazwisko pojawia się w źródłach także w innych wariantach. Według późniejszych relacji już we wrześniu 1934 roku Pascuala i druga służąca, Ana Villagrá, zaczęły słyszeć w kuchni niezrozumiałe odgłosy i śmiechy. Początkowo sądziły, że ktoś z mieszkańców albo sąsiadów robi sobie z nich żarty. Z czasem jednak źródło dźwięków zaczęto wiązać z paleniskiem znajdującym się w kuchni.
To właśnie od niego wzięła się nazwa, która szybko pojawiła się w gazetach: Duende de la Hornilla, czyli mniej więcej „duszek z paleniska”. W hiszpańskiej tradycji słowo duende oznacza istotę z pogranicza domowego duszka, chochlika czy goblina. W późniejszych anglojęzycznych opisach przyjęło się określenie Zaragoza Goblin, dlatego historia znana jest dziś najczęściej jako „Goblin z Saragossy”. Warto jednak pamiętać, że żadnej istoty nigdy nie widziano. Całe zjawisko ograniczało się do głosu.
Głos, który odpowiadał
Z czasem głos miał zachowywać się coraz bardziej świadomie. Nie były to jedynie przypadkowe jęki czy stuki dochodzące z przewodów. Według świadków odpowiadał na pytania, żartował i reagował na czynności wykonywane przez ludzi stojących w kuchni. Gdy manipulowano przy palenisku, miał protestować. Kiedy próbowano ustalić, kim jest, odpowiadał w sposób sugerujący pełną świadomość prowadzonej rozmowy. Jedna z najbardziej znanych wypowiedzi przypisywanych tajemniczemu głosowi brzmiała: „Nie jestem człowiekiem.”
Oczywiście z takimi cytatami trzeba obchodzić się ostrożnie. Wydarzenia błyskawicznie stały się prasową sensacją i część najbardziej efektownych dialogów mogła zostać z czasem upiększona. Nie zmienia to jednak faktu, że sam fenomen był traktowany na tyle poważnie, iż do mieszkania weszła policja. Rozpoczęto poszukiwanie ukrytego urządzenia, przewodów, mikrofonu albo miejsca, z którego ktoś mógłby przesyłać głos do kuchni. Sprawdzano instalacje, ściany, przewody kominowe i inne elementy budynku.
Nie znaleziono prostego rozwiązania.
Co ważniejsze, głos mieli słyszeć również funkcjonariusze i inne osoby przybyłe na miejsce właśnie po to, aby ustalić jego pochodzenie. W tym momencie coraz trudniej było sprowadzać całą historię do wyobraźni jednej przestraszonej nastolatki. Nawet najbardziej sceptyczne podejście wymagało przyjęcia, że jakiś rzeczywisty dźwięk istniał. Spór dotyczył tego, kto albo co go wytwarzało.
Podejrzenia padają na Pascualę
Podejrzenia bardzo szybko skupiły się na Pascuali. Była obecna podczas wielu manifestacji, a głos często pojawiał się wtedy, gdy przebywała w pobliżu. Zaczęto więc brać pod uwagę możliwość brzuchomówstwa. Było to wyjaśnienie proste i wygodne: młoda dziewczyna urządza wszystkim rozbudowany żart, a resztę robi atmosfera i sugestia. W pewnym momencie Pascualę odsunięto od miejsca zdarzeń, a mieszkanie znalazło się pod kontrolą.
Głos na jakiś czas zamilkł.
Wydawało się, że to koniec historii. Skoro wraz z odejściem Pascuali zniknęło również zjawisko, można było uznać ją za najbardziej prawdopodobne źródło całego zamieszania. Problem pojawił się jednak kilkadziesiąt godzin później, kiedy głos miał powrócić mimo nieobecności dotychczasowych lokatorów.
„Tutaj jestem, tchórze”
Jedna z relacji prasowych z końca listopada 1934 roku opisuje sytuację, w której w mieszkaniu znajdowały się osoby pilnujące domu. Wtedy ponownie odezwał się głos. Miał powiedzieć bardzo wyraźnie: „Aquí estoy, cobardes” – „Tutaj jestem, tchórze.” Jeśli relacja ta odpowiada rzeczywistemu przebiegowi wydarzeń, bardzo komplikuje najprostsze wyjaśnienie przypisujące wszystkie manifestacje Pascuali.
Nie oznacza to oczywiście, że sprawa od razu staje się paranormalna. Możliwe, że za głos odpowiadał ktoś inny. W starej kamienicy istniały wspólne przewody, kominy i instalacje, które mogły przenosić dźwięk pomiędzy piętrami. Późniejsze testy miały wręcz pokazać, że głos wypowiedziany w jednym miejscu mógł być dobrze słyszalny w innym. W takim przypadku osoba stojąca w kuchni mogła być całkowicie przekonana, że głos wychodzi bezpośrednio z paleniska, podczas gdy rzeczywisty rozmówca znajdował się gdzieś indziej.
Tego rodzaju mechanizm rzeczywiście mógłby wyjaśnić lokalizację dźwięku. Nie wyjaśnia jednak całej reszty historii. Jeżeli ktoś świadomie wykorzystywał instalację budynku do robienia żartu, pozostaje pytanie, w jaki sposób potrafił przez tyle czasu uniknąć wykrycia mimo zainteresowania policji oraz mieszkańców. Jeszcze trudniejszy jest problem relacji, według których głos reagował na to, co działo się aktualnie w kuchni.
Głos, który wiedział za dużo
Z czasem zaczęto przypisywać „duende” coraz bardziej niezwykłe zdolności. Miał rozpoznawać, ile osób znajduje się w pomieszczeniu, komentować ruchy policjantów, odpowiadać na pytania dotyczące rzeczy, których teoretycznie nie mógł widzieć, i reagować na próby ingerowania w palenisko. Trzeba przyznać, że w tym miejscu historia staje się znacznie mniej pewna. Im większa była popularność sprawy, tym więcej pojawiało się plotek, nowych świadków i dodatkowych szczegółów. Nie wszystkie mają taką samą wartość jak relacje pochodzące bezpośrednio z listopada i grudnia 1934 roku.
Sama Saragossa żyła już wtedy sprawą niemal jak widowiskiem. Przed budynkiem gromadzili się ciekawscy, gazety regularnie publikowały kolejne informacje, a do historii zaczęli przyłączać się ludzie niemający prawdopodobnie nic wspólnego z pierwotnymi wydarzeniami. W pewnym momencie pojawił się nawet mężczyzna twierdzący, że jest brzuchomówcą i to on odpowiada za cały fenomen. Miał utrzymywać, że wszystko było swoistą akcją reklamową. Problem w tym, że jego wyjaśnienie nie zakończyło sprawy, a głos miał być słyszany również później.
Eksperyment z Pascualą
Na początku grudnia władze postanowiły jednak doprowadzić historię do finału. Przeprowadzono eksperyment z udziałem Pascuali oraz lekarzy i przedstawicieli władz. W czasie próby miał pojawić się charakterystyczny dźwięk. Nie wszyscy obecni interpretowali go jednak identycznie. Dla części osób był to głos „duende”, podczas gdy inni słyszeli jedynie niejasny, gardłowy odgłos.
Wkrótce ogłoszono teorię, według której Pascuala miała cierpieć na coś określanego jako „nieświadome histeryczne brzuchomówstwo”.
Dzisiejszemu czytelnikowi termin ten brzmi osobliwie i rzeczywiście pochodzi z zupełnie innej epoki medycyny. Według tej wersji dziewczyna miała wytwarzać głos bez pełnej świadomości, że sama jest jego źródłem.
Prasa bardzo szybko podchwyciła tę interpretację. W grudniu Pascualę przedstawiano już jako „duende z Saragossy” i można było odnieść wrażenie, że zagadka została rozwiązana. Sprawa nie jest jednak aż tak prosta. Wcześniejsze relacje opisywały bowiem pojawianie się głosu również pod jej nieobecność, a współczesne materiały miasta Saragossa nie przedstawiają tej wersji jako ostatecznego i bezspornego rozwiązania.
Możliwe, że władze w 1934 roku zwyczajnie chciały zakończyć coraz bardziej kłopotliwą aferę. Miasto miało już do czynienia z tłumami gapiów, naciskiem prasy i sprawą, która z lokalnej ciekawostki urosła do ogólnokrajowej sensacji. W takich warunkach nawet częściowe wyjaśnienie mogło zostać przyjęte z ulgą.
Czy wszystko można wyjaśnić oszustwem?
Nie oznacza to jednak, że Pascuala była niewinna. Jej udział pozostaje jedną z najbardziej oczywistych hipotez. Mogła posiadać niezwykłą zdolność manipulowania głosem, mogła celowo oszukiwać otoczenie, a niektóre późniejsze manifestacje mogły zostać wywołane przez innych ludzi albo zwyczajne odgłosy budynku. Możliwe jest również, że za zjawiskiem stało kilka różnych przyczyn, które z czasem połączyły się w jedną historię.
Istnieje też hipoteza czysto akustyczna. Stare przewody kominowe i rury mogły działać niczym rezonatory, przenosząc głos z innych mieszkań. Taki efekt nie byłby niczym nadprzyrodzonym, ale dla ludzi stojących w kuchni mógł być niezwykle przekonujący. Gdy źródło dźwięku nie jest widoczne, a głos dochodzi bezpośrednio z otworu w ścianie lub paleniska, mózg automatycznie lokalizuje go właśnie tam.
To jednak nadal nie odpowiada na pytanie, kto miałby mówić i dlaczego przez tak długi czas nikt go nie odkrył. Trudno również stwierdzić, czy jeden mechanizm odpowiadał za wszystkie odnotowane przypadki. Być może pierwsze głosy były celowym żartem, a późniejsze zdarzenia powstały już dzięki naśladowcom, sugestii albo błędnej interpretacji dźwięków instalacji.
A może było to zjawisko paranormalne?
Pozostaje również możliwość, która sprawiła, że historia od blisko stu lat pojawia się w publikacjach poświęconych zjawiskom niewyjaśnionym. W terminologii paranormalnej przypadek bywa porównywany do zjawisk poltergeist albo tzw. direct voice phenomena, czyli sytuacji, w których świadkowie twierdzą, że słyszą głos niewychodzący bezpośrednio z ust żadnej obecnej osoby.
Oczywiście nie istnieje dowód pozwalający stwierdzić, że wydarzenia miały rzeczywiście paranormalne pochodzenie. Nie zachowało się wiarygodne nagranie głosu, nie istnieje już stary budynek i nie można powtórzyć eksperymentów z jego instalacją. Nie możemy także ponownie przesłuchać świadków ani sprawdzić zdolności Pascuali.
Ale z drugiej strony nie ma również dowodu pozwalającego powiedzieć, że cały przypadek został bezspornie rozwiązany jako oszustwo.
To właśnie czyni Goblina z Saragossy interesującym. Nie jest to zwykła opowieść o duchu wymyślona dziesiątki lat później. Wydarzenia zostały opisane w prasie w czasie ich trwania, do sprawy rzeczywiście wkroczyły władze, a głos słyszeć mieli także ludzie przybyli do domu właśnie po to, aby wykryć mistyfikację.
Co wydarzyło się później?
Po latach pojawiali się również dawni mieszkańcy twierdzący, że fenomen nie zakończył się wraz z pierwszą falą zainteresowania. Jednym z nich był Arturo Grijalba, który jako dziecko mieszkał w kamienicy i wiele dekad później opowiadał, że również pamięta tajemniczy głos. Tak późne wspomnienia trzeba oczywiście traktować ostrożnie, ale pokazują one, jak mocno wydarzenia z 1934 roku zapisały się w pamięci mieszkańców.
Stary budynek ostatecznie rozebrano w 1977 roku. Na jego miejscu postawiono nowy. Historia „duende” była już jednak tak silnie związana z tym miejscem, że nowy budynek nazwano Edificio Duende.
Kto albo co mówiło z paleniska?
I być może właśnie tak należy tę sprawę zostawić. Nie jako dowód na istnienie ducha, ale również nie jako zagadkę, którą można zamknąć jednym zdaniem o nastolatce i brzuchomówstwie. Możemy wskazać kilka możliwych wyjaśnień: oszustwo, nietypową akustykę budynku, udział kilku osób, sugestię, zjawisko psychiczne albo coś, czego nie udało się wtedy rozpoznać.
Po niemal stu latach nie jesteśmy już w stanie przeprowadzić eksperymentu, który rozstrzygnąłby spór.
Pozostaje więc pytanie, które w listopadzie 1934 roku zadawała sobie niemal cała Saragossa:
kto – albo co – mówiło z kuchennego paleniska?








