W nocy z 27 na 28 kwietnia (w sumie to był już 28, godzina jakoś między północą a drugą w nocy) siedziałem sobie z sąsiadem na ławce, popijając piwko. Raz po raz zerkałem co tam się na niebie dzieje, lubię poobserwować.
Tak to było raczej standardowo, całkiem dobra widoczność, kilka przelatujących satelitów. Jednak jedno zjawisko zwróciło moją uwagę. Chwilę wcześniej właśnie opowiadałem sąsiadowi jak widziałem kiedyś NOSS (czyli te satelity niby do wykrywania okrętów podwodnych, latają po dwa i trzy) w formacji potrójnej, a tu po chwili lecą sobie takie dwa obiekty właśnie.
Dokładnie nie określę ich jasności. Były jasne jak przeciętne gwiazdy na niebie, trochę inne bo barwę miały bardziej pomarańczową. Leciały idealnie obok siebie, dosyć szybko. Tak przez kilka sekund, zdążyłem powiedzieć sąsiadowi, żeby spojrzał bo prawdopodobnie widzimy to o czym mówiłem przed chwilą. No i sobie tak obserwowaliśmy.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, tyle, że po chwili te obiekty się rozdzieliły; wystrzeliły jeden w prawo, drugi w lewo i znikły
Mniej więcej tak wyglądał ich tor lotu:

Leciały mniej więcej na wschód. No i co to mogło być?
Użytkownik endl3ss edytował ten post 03.05.2012 - 16:29








