bylo to okolo 6 lat temu mieszkalem w malej miejscowosci niecale 40 km od Wroclawia, gdzie wtedy pracowalem z bratem w jednej firmie. Wracalismy zawsze razem autem wyjezdzaja z Wrocka miedzy 19-20 godzina wieczorem (20 to maks i zdarzylo sie pare razy), a do domu jechalismy 30-45 min.
to byl piatek w domu czekaly na nas juz nasze dziewczyny - obecnie zony, wtedy mieszkalismy juz przed slubem razem.. w grzechu
no wiec jak zwykle wyjechalismy miedzy 19-20 do domu, przed wyjazdem moja (bede pisal jak juz obecnie) zona jak zwykle 5 razy juz dzwonila kiedy bede.. i wszystko bylo normalnie do czasu az w pewnym momencie za wroclawiem w "polach" ze tak sie wyraze zobaczylismy ze w lini prostej przed nami w gorze leci spory obiekt w nasza strone.. pomyslalem ze samolot.. ale obiekt zblizal sie i zaczelo byc widac ze on jest naprawde duzy i wcale nie tak wysoko. Brat zaczal wykrzykiwac "K.. co to jest?! K.. co to?" wiem bardzo inteligentnie jak na mgr ale to emocje.. ja zaczalem sie z niego strasznie smiac na glos (bo on rzadko takich slow uzywa i to smiesznie brzmialo) i mowilem "to samolot" ale gdy on dalej krzyczal w kolko "K.." mi przestalo byc do smiechu jak TO znalazlo sie juz blisko i zobaczylem ze to "bardzo duzy dziwny samolot ktory leci bardzo wolno" my jechalismy niech bedzie ze 90 a to przesuwalo sie tempem slimaczym w przeciwnym kierunku i to jest teraz cos w co mi ciezko uwierzyc..
zaczalem widzeic coraz wiecej szczegolow i przepraszam ale to wygladalo jak statek matka z Dnia Niepodleglosci.. tak to mozna sobie skojarzyc, duzy czarny obiekt, zaden taki typowy spodek tylko masywne wielgachne i mialo mnostow swiatel od spodu w tym poza glownymi na brzegach kílka wewnatrz takich przelatujacych z jednej do drugiej strony.. no absolutnie nierealna holywoodzka scena i to cos znalazlo sie bezposrednio nad nami na wysokosci okolo 100m! a my przyklejeni do przedniej szyby wpatrywalismy sie na to - mi autentycznie szczeka opadla, a brat dalej "K.. bez konca" zaczalem do niego krzyczec "zatrzymaj sie ja to chce obejrzec!!" a on "zwariowales.. w polu? nigdy!" i mam tu troche niejasnosci bo mysmy sie wkoncu zatrzymali na poboczu ale kiedy ja wysiadlem to lepiej zobaczyc to bylo juz daleko za nami i bylo znowu juz tylko swiatlem na niebie..
rozejrzalem sie czy ktos tam jeszcze mogl to widziec ale bylo pusto i odjechalismy do domu niegadajac o tym wogole.. a w sumie to malo pamietam z reszty powrotu do domu i dopiero w domu czekaly na nas kobitki przy wejsciu, na krzeslach z tel w reku i wystraszone i wk..ne "gdzie byliscie??" spojrzalem na zegarek i bylo po 23! czyli jechalismy ponad 3 godziny do domu!
robily straszna awanture ze nie mogly sie dodzwonic, ze sie martwily.. a my nie umielsmy tego wyjasnic.. poza tym bylem jakis taki zmeczony ze chcialem tylko isc spac..
Na drugi dzien rano zaczalem przy bracie opowiadac kobitkom o tym co widzielismy, ale brat jak poparzony wystrzelil "to byl samolot, tylko samolot" i nie dal mi tego wogole opowiedziec.. sam dziwnie sie poczulem i troche zmieszalem..
z tamtego wieczora pamietam to co opisalem, ale ciezko mi to przywolywac z pamieci bo jest to zamglone..
z bratem probowalem o tym jeszcze raz rozmawiac ale on absolutnie nie chcial..
sam nie wiem co o tym myslec, ten obiekt tyl tak realistyczny ze wiem ze TO widzialem, ale samemu ciezko mi w to wierzyc mimo ze juz widzialem w moim przekonaniu ufo wczesniej i nie mam watpliwosci co do ich istnienia..
no i teraz, co mnie meczy to ten pozny powrot do domu bo to jest cos co mialo miejsce napewno (czekajace kobietki, wiec nic sie mi nie pomylilo), a z kolei wydaje mi sie ze choc zamglony to powrot pamietam jako ciaglosc, nie ma tam jakby dziury w tym, poza tym ze po zatrzymaniu sie obiekt nie byl juz nad nami tylko daleko, a nie powinien bo przesuwal sie nad nami bardzo wolno, jakbysmy stali w miejscu a to gnaly troche szybciej chmury burzowe (takie tempo), no ale mogl przyspieszyc tylko te 3 godziny drogi mnie meczy dalej..
myslcie sobie co chcecie, ale to prawda i nie mam watpliwosci do tego co widzialem, bo widzialem to wyraznie nie jakies tam kropeczki na niebie.. wiec macie moje slowo na to ze tak to wlasnie bylo.. moze zwariowalem, ale to widzialem ja i moj brat ktory moze tez zwariowal.. wiec prosze jak nie macie wiary w moje slowo to powstrzymajcie sie od komentarzy, a jedynie jesli ktos przyjmuje ze ja mowie prawde moze to skomentowac, probowac wyjasnic jak chce, ale zakladajac ze ja mowie prawde bo ja za powazny jestem aby tracic czas na wymysly i pisze to dla tych co w to uwierza dla ICH wiadomosci, ciekawosci, a byc moze ktos mial podobne przezycie i zobaczy ze nie tylko on zwariowal..
mialem kilka dziwnych obserwacji w zyciu, ale ta byla najdziwniejsza i nie dajaca sie (dla mnie bo to widzialem na wlasne oczy) absolutnie wcale wyjasnic inaczej jak tak ze to bylo UFO.









