Skocz do zawartości


Zdjęcie

Komandosi Ojca Świętego


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
8 odpowiedzi w tym temacie

#1

kananod.
  • Postów: 90
  • Tematów: 15
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Dołączona grafika


Tajne archiwa Watykanu to 85 kilometrów akt. Podzielone na 630 zespołów archiwalnych, opisują w najdrobniejszych szczegółach działania papieży od VIII wieku do dziś. Działania, których ostatecznym celem było zawsze dążenie do jedności Kościoła na całym świecie – bez względu na koszty

W maju minionego roku zmarł w Rzymie 93-letni kardynał Luigi Poggi. Na mszy żałobnej w Bazylice Świętego Piotra żegnali go nie tylko hierarchowie Watykanu i mieszkańcy Rzymu. Wśród żałobników znaleźli się też przedstawiciele największych służb wywiadowczych z całego świata. Z amerykańską CIA i izraelskim Mosadem na czele. Oficjalnie Poggi był watykańskim dyplomatą – papieskim nuncjuszem do specjalnych zadań, a przez ostatnie 6 lat przed emeryturą (na którą przeszedł w wieku 81 lat) – Bibliotekarzem i Archiwistą Świętego Kościoła Rzymskiego. Tylko wtajemniczeni wiedzieli, że kardynał kierował jednymi z najbardziej skutecznych służb wywiadowczych na świecie – Świętym Przymierzem i Sodalitium Pianum, na których czele postawił go papież Jan Paweł II. Chociaż enklawa Watykan ma niecałe pół kilometra kwadratowego, to właśnie stąd zarządza się najstarszą i największą organizacją na świecie – Kościołem katolickim. Liczy on dziś 1 mld 200 milionów ludzi, rozsianych po całym globie, prawie 5 tysięcy biskupów, 400 tysięcy księży i 800 tysięcy zakonników i zakonnic. Kierowanie taką organizacją nigdy nie było łatwe, a utrzymanie jej jedności – czasem niemożliwe. A jednak papiestwo – najstarsza instytucja świata – przetrwało do dziś i nigdy nie pogodziło się z podziałem chrześcijaństwa.

Święte Przymierze

W 1566 r. nowo wybrany papież Pius V stanął przed wieloma wyzwaniami. Mimo ponad 350 lat działalności Świętej Inkwizycji ruchy heretyckie szerzyły się w Europie na wielką skalę. Władcy, którzy niegdyś musieli błagać papieża o zgodę na koronację, teraz prowadzili politykę coraz bardziej niezależną. Niektórzy z nich zgadzali się na równouprawnienie w swoim kraju różnych wyznań (Polska), a inni doprowadzili do całkowitego zerwania z papiestwem i utworzenia Kościoła narodowego (Anglia). Rzucanie klątw już nie pomagało. Potrzebne były inne metody. Mijały właśnie 34 lata od zerwania więzi z Rzymem przez króla Anglii Henryka VIII i 8 lat od nieudanej restauracji katolicyzmu na wyspach przez królową Marię Tudor (nazwaną przez współczesnych „Krwawą Mary” z racji mordowania protestantów). Nowa królowa Elżbieta I ogłosiła powrót protestantyzmu w Anglii, jednak jej siostra, królowa Szkocji Maria Stuart, pozostała katoliczką. W niej właśnie Pius V, czyli kardynał Giovanni Michele Ghislieri, były generał Świętej Inkwizycji, dostrzegł nadzieję dla Kościoła.

W Rzymie powstał plan tajnej operacji, której celem było restaurowanie katolicyzmu na Wyspach Brytyjskich. Jej kierownictwo objął 45-letni arcybiskup (przyszły kardynał) Marco Antonio Maffei. Jego zadaniem było stworzenie tajnych służb, zdolnych do akcji we wszystkich miejscach, w których zagrożone byłyby interesy Kościoła, i bezwzględnie posłusznych papieżowi. Od nazwy porozumienia z Marią Stuart nazwano je Świętym Przymierzem. Pierwszym ruchem nowej organizacji było ulokowanie w otoczeniu szkockiej królowej papieskiego agenta Davida Rizzio. Szybko zdobył zaufanie Marii Stuart i został jej prywatnym sekretarzem. Wkrótce wsparło go kilku innych agentów przysłanych z Rzymu. Pomogli królowej m.in. zdemaskować inspiratorów buntu szlachty przeciwko niej oraz ujawnili ich związki z wywiadem Elżbiety I. Jednak zażyłość władczyni z papieskim szpiegiem zaczęła niepokoić szkocką szlachtę. Rizzio został zamordowany w wyniku spisku, na którego czele stał małżonek królowej lord Darnley.

Zabójstwo agenta Świętego Przymierza wymagało natychmiastowej reakcji: do Szkocji została wysłana 4-osobowa grupa mścicieli. Na jej czele stał 34-letni Lamberto Macchi, jezuita, który już w wieku 14 lat przywdział zakonny habit i szybko stał się jednym z najlepszych „żołnierzy” papieża. Macchi był doskonałym szermierzem, a w oddziale – złożonym wyłącznie z jezuitów – znajdowali się też specjaliści od duszenia, trucizn i ładunków wybuchowych. Jedenaście miesięcy po zabójstwie Rizzia lord Darnley został uduszony w łóżku, a następnie jego pałac wyleciał w powietrze. Cztery miesiące później drugiego spiskowca otruto w tawernie. Trzeci został powieszony, czwarty zasztyletowany, piąty zmuszony do samobójstwa, szósty przybity do drzewa, siódmy i ósmy zginęli od rapierów. Na ich czołach mściciele narysowali krwią znaki krzyża. Chociaż nie udało się doprowadzić do restauracji katolicyzmu w Szkocji, Święte Przymierze pokazało swoją siłę. Szpiedzy papieża zaczęli budzić lęk w całej Europie.

Na pomoc Krzyżakom

Klęski zadawane Krzyżakom przez Łokietka, Jagiełłę i Kazimierza Jagiellończyka w XIV i XV wieku oznaczały koniec planów stworzenia wielkiego państwa zakonnego na wschodzie Europy. W zamierzeniach Rzymu miało być ono bazą dla krucjat ewangelizacyjnych bałtyckich pogan i nawrócenia na katolicyzm mieszkańców Litwy i Rusi. Do ratowania Krzyżaków papieże używali wszelkich środków. Mianowali biskupów, wspierających sprawę krzyżacką, takich jak Bernard, powołany w 1357 r. przez papieża Innocentego VI dla diecezji płockiej mimo protestów Kazimierza Wielkiego. Wydawali bulle, popierające żądania zakonu. Zaczęli też posyłać do Polski najtwardszych negocjatorów. Chociaż polscy władcy wciąż prowadzili wobec zakonu niezależną politykę, interwencje papieskich wysłanników mocno ją komplikowały. Legat Rudolf z Rudensheim w 1411 r. przyczynił się do zawarcia pośpiesznego i niekorzystnego dla Polski pokoju toruńskiego, który uniemożliwił zdobycie Malborka. Pod naciskiem Rzymu odwołano kampanię w 1419 r. Król Kazimierz Jagiellończyk aż dwukrotnie został obłożony ekskomuniką w czasie wojny 13-letniej z Krzyżakami.

Ratowaniu zakonu krzyżackiego służyło też wymuszanie na polskich władcach kampanii antytureckich. W 1443 r. Władysław III podjął wyprawę przeciwko Turcji, zakończoną zwycięstwem i 10-letnim rozejmem w Segedynie. Jednak pod wpływem legata papieskiego Juliana Cesariniego, który obiecał 20-letniemu władcy pomoc floty burgundzkiej i weneckiej w kolejnej wyprawie, król zerwał rozejm. W 1444 r. poprowadził źle przygotowaną krucjatę chrześcijańską. Wyprawa 25 tys. wojsk węgiersko-polsko-wołoskich zakończyła się klęską i śmiercią Władysława III pod Warną. Głowę polskiego króla sułtan jeszcze przez wiele lat przechowywał w słoju z miodem jako trofeum.

Rosyjska ruletka

Kiedy jednak w XVI w. zakon krzyżacki upadł, relacje z Rzymem zmieniły się. Teraz to Polska w papieskiej polityce miała stać się narzędziem obrony i zjednoczenia Kościoła. Służyły temu nie tylko kolejne antytureckie kampanie, ale także tajne operacje, przygotowywane wspólnie przez polskie i watykańskie służby. Jedną nich było osadzenie na carskim tronie w Moskwie Dymitra Samozwańca, rzekomego syna Iwana Groźnego. Po przybyciu do Polski zdobył poparcie papieskiego nuncjusza Klaudiusza Rangoniego. Operację przeprowadzoną w 1605 roku wspierał zakon jezuitów i agenci Świętego Przymierza. Nie powiodła się: Dymitr i 5 tysięcy towarzyszących mu Polaków zostało zabitych w wyniku powstania po trwającym zaledwie 11 miesięcy panowaniu w Moskwie. Jednak cel, jakim jest podporządkowanie wschodnich chrześcijan Rzymowi, nie zmienił się przez stulecia. Zmieniały się tylko sojusze i narzędzia, którymi posługiwali się kolejni papieże.

Wybuch rewolucji bolszewickiej w Rosji w 1917 r. nastąpił w momencie wielkiego kryzysu papiestwa. W 1870 r., w wyniku rewolucji i zjednoczenia Włoch, przestało istnieć Państwo Kościelne, obejmujące sporą część Półwyspu Apenińskiego: Kampanię, Umbrię, Marchię, Ankonę, Romanię, Bolonię i Patrymonium Świętego Piotra. Papież, pozbawiony władzy państwowej, stał się „więźniem Watykanu”. Upadek Państwa Kościelnego dowodził wielkiej porażki Świętego Przymierza, które nie potrafiło go przewidzieć. Dlatego w 1909 roku papież Pius X powołał nowe tajne służby Watykanu – Sodalitium Pianum. Ich zadaniem były działania kontrwywiadowcze, zarówno wobec tajnych działań obcych państw, jak i wewnątrz samego Kościoła, w którym coraz częściej słychać było żądania reform. Początkowo Watykan przyjął upadek rosyjskiego cara z nadzieją – udzielił nawet bolszewikom 10 mln USD kredytu. Szybko jednak okazało się, że nowa władza jest wroga każdemu wyznaniu i religii. Prześladowania objęły księży katolickich i były porównywalne z najbardziej traumatycznym okresem w nowożytnych dziejach Kościoła – terrorem Wielkiej Rewolucji Francuskiej, kiedy to na gilotynę skazano ośmiu biskupów i setki księży, a dwa tysiące duchownych zostało zmuszonych dla ratowania życia do zawarcia ślubu, by ukryć swój stan. Coś podobnego działo się teraz w Rosji, gdzie struktury Kościoła katolickiego popadały w stan całkowitego rozpadu. Potrzebne były zdecydowane działania.

11 lutego 1929 r. Watykan podpisał z faszystowskim rządem Benito Mussoliniego konkordat, znany jako traktaty laterańskie. Pozwoliły na stworzenie państwa-miasta Watykan, niezależnego od Włoch. Papieże zostali zwolnieni z płacenia podatków i kontroli finansowej. Jednocześnie Mussolini podarował Watykanowi 750 mln lirów oraz obligacje i akcje włoskich przedsiębiorstw wartości miliarda lirów. Niespełna pół roku po podpisaniu konkordatu Pius XI powołał nowy oddział watykańskiego wywiadu o nazwie Russicum. Zaaprobowany przez papieża program szkoleń obejmował doskonałe opanowanie języka rosyjskiego, historii, kultury, kuchni, a także skoki spadochronowe. Ponieważ wielu katolików w Rosji miało polskie korzenie, a szefowi Russicum biskupowi Michaelowi Josephowi d’Herbigny bardzo zależało na realizowaniu tajnych operacji z terytorium Polski, w sprawę zaangażowane były także służby II Rzeczypospolitej. To właśnie polska policja doprowadziła w 1932 roku do zatrzymania Jana Deubnera, sowieckiego szpiega w Watykanie. Niestety komunistyczne specłużby okazały się bardzo sprawne w walce z przerzucanymi do Rosji księżmi, których zadaniem było tworzenie tajnych parafii. Do 1933 r. większość z nich została zamordowana lub trafiła do łagrów.

Pakt z diabłem

20 lipca 1933 roku, niespełna pół roku po dojściu do władzy Adolfa Hitlera, Watykan podpisał konkordat z Niemcami. Był to prawdziwy pakt z diabłem. Z jednej strony Kościół uzyskał w Rzeszy swobodę działania i sojusznika w walce z komunizmem. Z drugiej – szybko stało się jasne, jakie poglądy reprezentuje nowy reżim w tak wrażliwych dla Watykanu kwestiach jak kontrola urodzin, sztuczne zapłodnienie czy eutanazja. W 1937 r. do Rzymu dotarł raport niemieckiego agenta Świętego Przymierza Gunthera Hessnera, któremu udało się przeniknąć do nazistowskiej instytucji Rasse-Heirat-Institut. Jej zadaniem było utrzymywanie czystości aryjskiej rasy. Raport opisywał, jak na polecenie nazistowskiej partii kobiety w wieku od 16 do 21 lat utrzymują stosunki seksualne z wybitnymi członkami NSDAP, SS i SA. Wszystko odbywało się pod kontrolą lekarską, a celem było wyhodowanie idealnego aryjskiego potomstwa. Część kobiet była sztucznie zapładniana. W kolejnych raportach Hessner opisywał zamek Hartheim koło Linzu, w którym dokonywano eutanazji. Był to poligon doświadczalny dla członków SS, którzy później mieli obsługiwać komory gazowe w obozach koncentracyjnych.

Ani Pius XI, ani jego następca Pius XII – kardynał Eugenio Pacelli, który wcześniej negocjował konkordat z Niemcami – nie odnieśli się wprost do tych faktów. Dla Watykanu hitlerowskie plany podboju ZSRR i likwidacji komunizmu były ostatnią nadzieją na odbudowę katolicyzmu w tym kraju. Dlatego m.in. papieski nuncjusz w Warszawie Filippo Cortesi naciskał na polski rząd, by ustąpić Hilterowi w sprawie Gdańska i korytarza, a po 1 września 1939 r. Watykan nie potępił agresji Niemiec na Polskę. Jednak kilka miesięcy później watykańskie tajne służby ostrzegły rządy Belgii i Holandii przed planowaną agresją III Rzeszy. Utrzymywano też kontakty z członkami opozycyjnego wobec nazistów tzw. kręgu z Krzyżowej, do którego należał Claus von Stauffenberg, wykonawca zamachu na Hiltera, a także wielu oficerów niemieckiego wywiadu – Abwehry. Była to niebezpieczna gra. Przekazywanie wojskowych informacji z Niemiec i Włoch krajom alianckim przez papieski wywiad mogło – w przypadku wykrycia źródła informacji – oznaczać koniec watykańskiej neutralności.

Kiedy 22 czerwca 1941 r. niemieckie wojska uderzyły na ZSRR, watykańskie tajne służby i departament misji zostały postawione w stan najwyższej gotowości. Plan przygotowany przez kardynała Eugene Tisseranta zakładał, że duchowni będą podążali za Wehrmachtem w głąb Rosji przebrani za handlarzy lub jako stajenni. Kiedy znaleźliby się już w rejonach misji, mieli się odłączyć i działać na własną rękę. Ich celem było nawiązanie kontaktu z ludnością, jej ewangelizacja i utworzenie tajnych wspólnot parafialnych. Mieli też rekrutować księży wśród wojskowych kapelanów. „Plan Tisseranta” był jedną z największych akcji Watykanu. Zginęło w niej co najmniej 216 członków Russicum. Polował na nich zarówno Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy, jak i służby sowieckie. Tylko nielicznym udało się przeżyć.

Korytarz watykański

Po upadku III Rzeszy do Rzymu zaczęły napływać tysiące osób, ściganych przez aliantów za zbrodnie wojenne. Pierwsi dotarli chorwaccy ustasze Ante Pavelicia, którzy znaleźli schronienie w rzymskim kolegium San Girolamo. Tam watykańskie służby dostarczały im fałszywe paszporty i organizowały drogi ucieczki. Jedną z nich była tzw. Droga Klasztorów – trasa Rzym–Neapol (lub Genua) – Buenos Aires. Skorzystali z niej m.in. Adolf Eichmann i Ante Pavelić oraz tysiące innych osób. Nazwano ją Korytarzem Watykańskim. Nie ma dowodów na to, że papież Pius XII wiedział o operacji. Raporty amerykańskich służb wywiadowczych wskazują, że szefował ej kardynał Eugene Tisserant, zaciekły antykomunista. Był przekonany, że jeśli ZSRR uderzy na Europę Zachodnią, to napór komunistów będą w stanie powstrzymać tylko dawni nazistowscy dowódcy. Dlatego w sprawie Korytarza Watykańskiego Święte Przymierze współpracowało z wywiadami aliantów. Wieu uchodźców zostało przejętych przez tajne służby USA czy Wielkiej Brytanii, szczególnie ci, którzy mieli wiedzę na temat nowych rodzajów broni lub cenne informacje wywiadowcze o ZSRR.

Przede wszystkim jednak Korytarz Watykański służył ratowaniu katolików przed komunistycznym wymiarem sprawiedliwości. Ale nie tylko – Pavelić nie został również wydany przez Watykan przedstawicielom brytyjskich tajnych służb. Dla Watykanu Ante Pavelić był walczącym katolikiem, który zbłądził, walcząc o katolicyzm. Ostatecznie Poglavnik (Pavelić) w asyście dwóch wysłanników Świętego Przymierza wsiadł w 1948 roku na statek w Genui i odpłynął do Ameryki Południowej. Agenci pozostali przy nim w charakterze ochrony jeszcze przez 2 lata. Wywieziony przez niego z Chorwacji tzw. skarb ustaszów, czyli złoto, diamenty i waluty, warte wówczas 350 mln franków szwajcarskich, został podzielony na kilka części. Jedną otrzymali Brytyjczycy za wypuszczenie na wolność innych chorwackich dygnitarzy, druga posłużyła do bieżącego finansowania Korytarza Watykańskiego, reszta została złożona na dwudziestu dwóch kontach w czterech szwajcarskich bankach. Pieniądze te posłużyły również jako „dowód wdzięczności” dla przywódców katolickich krajów Ameryki Południowej, takich jak Juan Antonio Peron z Argentyny, za zgodę na przyjęcie uchodźców.
Operacja „Polska”

16 października 1978 roku papieżem został kardynał Karol Wojtyła. Jedną z jego pierwszych nominacji było powołanie biskupa Luigi Poggi na szefa Świętego Przymierza. Papieską służbą kontrwywiadu – Sodalitium Pianum – kierował wówczas słowacki kardynał Josef Tomko. Jan Paweł II połączył wkrótce obie służby, stawiając na ich czele biskupa Poggi i powierzając im ambitne zadania w ramach nowej watykańskiej „geopolityki wiary”. Rozpoczęła się ścisła współpraca watykańskiego wywiadu z amerykańską CIA. Stało się jasne, że celem nowego pontyfikatu będzie doprowadzenie do upadku komunizmu w Europie Wschodniej. Jedną z pierwszych wspólnych akcji Świętego Przymierza i CIA była operacja o kryptonimie „Otwarta Księga”, polegająca na masowym dostarczaniu – za pośrednictwem duchownych – antykomunistycznej literatury do krajów Europy Wschodniej, na Ukrainę i do krajów bałtyckich. Jednak dopóki prezydentem USA był Jimmy Carter, Ameryka niezbyt chętnie angażowała się w te działania. Wtedy właśnie Zbigniew Brzeziński, doradca Cartera, napisał w swoim pamiętniku zdanie: „Było jasne, że to Jan Paweł II powinien zostać wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych, a Jimmy Carter na papieża”.

Sytuacja zmieniła się, gdy w 1981 roku prezydentem USA został Ronald Reagan, syn irlandzkiego katolika, uważający – podobnie jak Jan Paweł II – komunizm za zło, które należało całkowicie wykorzenić. Jeszcze w tygodniach poprzedzających zaprzysiężenie Reagana zostały nawiązane kontakty między prezydentem Stanów Zjednoczonych a Janem Pawłem II oraz między biskupem Poggi a Williamem Caseyem, szefem CIA. Był to jeden z najbardziej skutecznych tandemów politycznych w historii. Święte Przymierze oraz amerykańskie CIA wymieniały stale informacje dotyczące działalności sowieckiego KGB i służb innych krajów komunistycznych. Zapobiegły w ten sposób m.in. planowanemu we Włoszech zamachowi na Lecha Wałęsę, pośredniczyły też w przekazywaniu funduszy na opozycyjną działalność „Solidarności” w Polsce. Nawet niewykrycie przez watykańskie służby przygotowań do zamachu na papieża, dokonanego w 1981 roku przez Turka Ali Agcę, nie podważyło zaufania Jana Pawła II do biskupa Poggi. Póki trwała operacja „Polska”, kierownictwo Świętego Przymierza pozostało w jego rękach. Papież przyjął dymisję szefa swego wywiadu dopiero po 14 latach służby, w kwietniu 1992 roku, gdy komunizm w Europie był już tylko

wspomnieniem.

źródło: focus.pl


  • 9

#2

Wykrzyknik.
  • Postów: 7
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Niesamowity artykuł, a w szczególności pod koniec. Ciekaw jestem jak daleko i głęboko sięgają macki watykanu.
  • 0

#3 Gość_Aton

Gość_Aton.
  • Tematów: 0

Napisano

Fascynująca sprawa. Jestem zachwycony rozmachem polityki Watykanu. Może nie mają tak skutecznych szpiegów jak Żydzi ale i tak są mocni.
  • 0

#4

Erik.
  • Postów: 927
  • Tematów: 106
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Bardzo dobre, kiedyś byłem w Watykanie, ale pomimo pozornie pobożnej atmosfery, nie uważam, że to jest zbyt przyjazne miejsce.
Też uważam, iż Watykan posiada swoją tajną placówkę szpiegowską i terrorystyczną, z czym między innymi może być związana sprawa, o której wspominasz, a mianowicie, domniemana śmierć Warneńczyka i to wszystko co się z nią wiąże.
Z oficjalnych tureckich zapisów dziejopisarza Hodży Effendiego poznajemy nawet nazwisko domniemanego zabójcy króla. A miałby nim być Kodża Chazer, który „dzielnym natarciem ranił mu konia, zwalił na ziemię wychowańca piekła, uciął nikczemną głowę i, przynosząc ją padyszachowi, pochwały, względy i hojną nagrodę osiągnął”. Głowę Warneńczyka sułtan zakonserwował w miodzie i przechowywał jako cenne trofeum. I tu pojawia się pierwszy zgrzyt w historii o śmierci – lub śmierci rzekomej – polskiego króla. Zgrzyt, który dał początek żyjącej od połowy XV wieku legendzie, którą Manuel Rosa wykorzystał w swojej książce „Kolumb: Nieopowiedziana historia”.

Według ówczesnych pogłosek głowa, która spoczęła w sułtańskim słoju, nie należała do króla. Wątpliwości budziły włosy. Władysław miał ciemne loki, a ze słoja wyzierała twarz okolona jasnymi kędziorami. Nigdy nie znaleziono też ciała władcy.
Zważywszy, iż istnieją poszlaki, że Kolumb miałby być synem Kazimierza III, a on z kolei miałby również sfingować swą śmierć i właśnie z pomocą Watykanu udać się na swą ostatnią zatajoną wyprawę, której ukoronowaniem było dotarcie do Indii, myślę, że z tą szpiegowsko-konspiracyjno-terorystycznmą działalnością Watykanu to jest najszczersza prawda.
Erik.
  • 0



#5 Gość_Aton

Gość_Aton.
  • Tematów: 0

Napisano

Też uważam, iż Watykan posiada swoją tajną placówkę szpiegowską i terrorystyczną,


Litości!


Nigdy nie znaleziono też ciała władcy.


No patrz, a mnie w podstawówce jeszcze uczono, że króla ciało rozpoznano po sześciu palcach u stóp.

Zważywszy, iż istnieją poszlaki, że Kolumb miałby być synem Kazimierza III, a on z kolei miałby również sfingować swą śmierć i właśnie z pomocą Watykanu udać się na swą ostatnią zatajoną wyprawę, której ukoronowaniem było dotarcie do Indii,


Uważam, że to tak marny scenariusz, że Hollywood odrzuciłby go na wstępie.

myślę, że z tą szpiegowsko-konspiracyjno-terorystycznmą działalnością Watykanu to jest najszczersza prawda.


Myślę, że to najbardziej nieszczere kłamstwo ... no coment.
  • 0

#6 Gość_radoslaw

Gość_radoslaw.
  • Tematów: 0

Napisano

Fascynująca sprawa. Jestem zachwycony rozmachem polityki Watykanu. Może nie mają tak skutecznych szpiegów jak Żydzi ale i tak są mocni.


Gdybyś chciał poszerzyć swą wiedzę w temacie znalazłem szersze opracowanie

pozdrawiam
  • 4

#7

Zdzislaw.
  • Postów: 20
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

"Watykan zdemaskowany - mafia, zbrodnie, pieniądze", Książka Autor: Paul L. Williams,

Tłumacz: Andrzej Dominiczak
Dołączona grafika


Opis książki: "Autor to postać iście renesansowa: pisarz, filozof, historyk Kościoła i wieloletni konsultant amerykańskiego Federalnego Biura Śledczego (FBI) ds. międzynarodowego terroryzmu i przestępczości zorganizowanej. Posiada tytuł magistra teologii i doktorat z filozofii. Jest wykładowcą teologii, nauk humanistycznych, historii średniowiecznej i filozofii w University of Scranton w USA. Jego pisarski talent, wszechstronna wiedza i dostęp do archiwów amerykańskich tajnych służb sprawiły, że powstała książka niezwykła, zawierająca niepublikowane wcześniej dowody na bliskie powiązania Watykanu z najciemniejszymi siłami świata polityki i podziemia przestępczego.
Williams krok po kroku odsłania przed nami najskrytsze tajemnice Watykanu; wyjaśnia, w jaki sposób - dzięki układom z państwami faszystowskimi - z bankruta przedzierzgnął się on w bogacza i stał się wielce dochodowym przedsiębiorstwem, zaangażowanym m.in. w produkcję broni i środków antykoncepcyjnych; ujawnia kulisy współpracy Kościoła z międzynarodową mafią, tajniki gigantycznych oszustw finansowych i niepokojące fakty towarzyszące śmierci Jana Pawła I. Przedstawia wreszcie nieznane dotąd szczegóły afery pedofilskiej w Kościele amerykańskim oraz najnowsze rewelacje na temat uwikłania Watykanu w handel narkotykami i nielegalne składowanie toksycznych odpadów przemysłowych na terenie Polski.
Poznajemy całą mroczną historię Państwa Watykańskiego, od konkordatu z Mussolinim, po ostatnie lata pontyfikatu Jana Pawła II, gdy Spółka Watykan bez przeszkód prowadziła swoje często nielegalne, a zawsze moralnie dwuznaczne interesy."



LINK: http://www.racjonali...l/ks.php/k,1494



TYTUŁ FILMU: Kto rządzi światem 01/7 (lektor PL)



LINK DO FILMU:



CZAS TRWANIA: 9, 57 minut.

Użytkownik Zdzislaw edytował ten post 13.02.2011 - 05:17

  • 1

#8

Maja.
  • Postów: 78
  • Tematów: 4
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Tajemnica Banco Ambrosiano

WŁOCHY Tajemnica Banco Ambrosiano Ta śmierć fascynuje i rozpala wyobraźnię od niemal ćwierćwiecza. W aferę, jak w superdreszczowcu, zamieszani są oprócz Watykanu masoni i mafia. Co roku ktoś pisze demaskatorską książkę, powstają filmy. Media łączą tę sprawę z domniemanym morderstwem Jana Pawła I, wyborem Karola Wojtyły, "Solidarnością" czy nawet próbą zamachu stanu we Włoszech © JANUSZ KAPUSTA

Za dziesiątkami pisarzy, dziennikarzy śledczych, łowców sensacji, prywatnych detektywów i filmowców ruszyli wreszcie sędziowie. Mają rozwikłać tajemnicę morderstwa, o którym bez przerwy mówi się i pisze od lat. Chodzi o śmierć "bankiera Pana Boga" Roberto Calviego, dyrektora potężnego Banco Ambrosiano. Na przydomek Calvi zasłużył sobie licznymi i podejrzanymi transakcjami z watykańskim bankiem IOR - Istituto per le Opere Religose. Na ławie oskarżonych na razie zasiadają dwie osoby w taki lub inny sposób związane z mafią. Trzy inne prokuratura oskarża zaocznie, bo zapadły się pod ziemię. Chce przesłuchać aż 177 świadków. Lista na razie jest tajna, ale spekuluje się, że zeznania będą składać ludzie z pierwszych stron gazet. Ponad 300 dziennikarzy z całego świata złożyło już wnioski o akredytację na co najmniej dwuletni spektakl.

Ciało Roberta Calviego znaleziono w Londynie 19 czerwca 1982 roku zwieszone z rusztowania pod mostem Blackfriars. W kieszeniach miał 5 kg cegieł, 15 tys. dolarów i fałszywy paszport. 62-letni Calvi był otyłym, niewysportowanym człowiekiem, a powieszenie się w tak ekstrawagancki sposób oprócz wyobraźni wymagało nie lada sprawności. Poza tym, schodząc z mostu na rusztowanie i rzucając się w wody Tamizy, musiałby pokonać wrodzony lęk wysokości. Mimo to brytyjska ława przysięgłych uznała tę śmierć za samobójstwo. Dopiero ekshumacja zwłok, prywatny detektyw najęty przez rodzinę i badania z użyciem najnowszych metod skłoniły sądy Wielkiej Brytanii i Włoch w 2003 roku do zmiany zdania. W Italii śledztwo ruszyło na nowo.

Wszystko zaczęło się w 1971 roku, gdy Calvi został prezesem Banco Ambrosiano (BA) i rozpoczął współpracę z watykańskim IOR, któremu dyrektorował abp Paul Marcinkus z Chicago. Calvi wykorzystując prestiż Watykanu i to, że IOR jako bank suwerennego państwa nie był kontrolowany przez włoski bank centralny, wyprowadzał via Watykan pieniądze za granicę, stworzył sieć na pierwszy rzut oka niezależnych spółek w rajach podatkowych, zakładał konta w bankach szwajcarskich, prowadził zakrojoną na wielką skalę działalność kredytową w Ameryce Południowej, by samemu zaciągać jeszcze większe pożyczki w Europie i USA. Jak ponad wszelką wątpliwość wykazało późniejsze dochodzenie, BA był jedną wielką pralnią pieniędzy. Prała w nim swoje brudne zarobki mafia (księgowy cosa nostry Pippo Calo siedzi za to do dziś) i włoskie elity z loży masońskiej Propaganda Due. Jej wielki mistrz Liccio Gelli dostał 8 lat. Przez BA via IOR wracały ze szwajcarskich kont łapówki płacone przez biznesmenów włoskim partiom politycznym i politykom.

Jednak pod koniec lat 70. genialny szarlatan finansów przeinwestował pieniądze tych wszystkich potężnych mężów. W 1980 roku w kasach BA zionęła dziura na zawrotną sumę 1,4 mld dolarów. Na razie Calvi ratował się "kreatywnym księgowaniem", ale po piętach oprócz wierzycieli deptał mu już włoski bank centralny. W 1981 roku za łamanie przepisów walutowych zabraniających transferowania pieniędzy za granicę został skazany na 4 lata więzienia i nawet trafił na krótko za kratki, ale wyszedł za kaucją, oczekując na wyrok wyższej instancji zakazujący opuszczania Włoch. W "pożyczonym" od losu czasie usiłował wyjść z opresji. Biznesowy partner, abp Marcinkus, w imieniu IOR wystawił Calviemu watykańskie poręczenie długów BA. Nie był to czysty interes, bo równocześnie Calvi podpisał Marcinkusowi dokument zwalniający IOR z wszelkich zobowiązań. Pokazano go dopiero pukającym do Spiżowej Bramy wierzycielom, gdy BA upadł, a Calvi już dawno nie żył. Watykańskie poręczenie pozwoliło Calviemu utrzymać się na powierzchni przez 9 miesięcy. Ale w czerwcu 1982 r. usunął mu się grunt spod nóg. Został sam z długiem 1,4 mld dolarów na głowie i stał się zwierzyną łowną. 12 czerwca wysłał rodzinę do Zurychu, każąc tam jej na siebie czekać. Sam zgolił wąsy, zaopatrzył się w fałszywy paszport, zapakował do walizki dokumenty i chcąc zmylić pogoń prywatnym samolotem poleciał do Wenecji. Stamtąd samochodem do Triestu. Z Triestu motorówką do Jugosławii, pociągiem do Austrii, by wreszcie z Innsbrucku dotrzeć do Londynu. Calviemu w tych peregrynacjach towarzyszył osobisty ochroniarz, a zarazem mafijny przemytnik Silvano Vittor, a także i Flavio Carboni, człowiek prowadzący podejrzane interesy. To on zorganizował ucieczkę. Po drodze do towarzystwa dołączyła austriacka przyjaciółka Carboniego, Manuela Kleinszig.

Teraz całą trójkę wraz z byłym szefem rzymskiego gangu Ernesto Diotallevim i odsiadującym wyrok Pippo Calo jako zleceniodawcą prokuratura oskarża o udział w zamordowaniu Calviego. Oskarżenie opiera się na zeznaniach skruszonych mafiosów oraz niejawnych jeszcze wynikach śledztwa we Włoszech i Wielkiej Brytanii. Na pierwszej, wstępnej rozprawie w sądzie stawił się Carboni, a Calo odpowiadał na pytania dzięki połączeniu telewizyjnemu z więzieniem.

Tyle wiadomo. Wszyscy liczą, że zakrojona na ogromną skalę rozprawa rzuci przynajmniej trochę światła na sprawę złożoną z samych zagadek.

Oczywiście najwięcej emocji budzi rola Watykanu i IOR. A jest dość dwuznaczna. Watykan twierdził, że jest ofiarą Calviego, ale wypłacił zbankrutowanym akcjonariuszom BA 250 mln dolarów. Jak się okazało, abp Marcinkus był na przykład w radzie nadzorczej filii BA na Bahamach, za co IOR pobierał 0,8 proc. wszelkich zysków i opłat. Podejrzeń i oskarżeń było o wiele więcej, ale Marcinkus skrył się za watykańskimi murami i nigdy, mimo obietnic, nie złożył żadnych wyjaśnień. Włoski sąd w 1987 roku wydał nawet bezprecedensowy nakaz aresztowania hierarchy. Cofnięto go jednak w wyższej instancji, tłumacząc, że jest niezgodny z paktami laterańskimi od1929 roku regulującymi stosunki między Watykanem a państwem włoskim. Arcybiskup Marcinkus mieszka teraz w USA.

Calvi wyjechał w swoją ostatnią podróż z teczką pełną dokumentów. Można założyć, że była swego rodzaju polisą ubezpieczeniową i narzędziem do szantażowania potężnych ludzi. Teczka znikła. Ale pojawiła się w 1985 roku. Ponoć Carboni usiłował sprzedać ją mieszkającemu w Rzymie słowackiemu arcybiskupowi Pavlovi Hnilicy za 2 mln dolarów. Płacić miał IOR. Obaj zostali za to najpierw skazani, a w 2002 roku uniewinnieni. Do dziś nie wiadomo, co było w teczce.

Równie zagadkowa jest sama postać Carboniego. Był wielokrotnie skazywany za ciemne interesy i związki z mafią (raz nawet na 15 lat), ale zawsze sąd wyższej instancji go uniewinniał. Trzy lata temu Carboniemu odebrano majątek o wartości kilku milionów euro, bo był owocem mafijnej działalności, ale sam Carboni chodzi wolno. Jest wieloletnim przyjacielem obecnego ministra spraw wewnętrznych Giuseppe Pisanu. Obaj pochodzą z Sardynii i znają się od dziecka. To Carboni sprzedał Silvio Berlusconiemu na Sardynii nadmorski teren, gdzie ten wybudował sobie imponującą Villa Certosa. Berlusconi, przesłuchiwany w 1988 roku w jednym z procesów, przyznał: "Z Carbonim robiłem interesy".

Trzy lata temu w Mediolanie w sejfie banku Nuovo Banco Ambrosiano odnaleziono skrytkę Calviego z dokumentami. Prokuratura określa znalezisko jako "bardzo interesujące".

Tyle wiadomo. Reszta to najdziksze czasem domysły i spekulacje. Potężny impuls dała w 1984 roku książka "W imieniu Boga?" Davida Yallopa. To klasyk i ozdoba księgozbioru każdego antyklerykała. Autor wywodzi, że poprzednika Jana Pawła II zamordował Marcinkus, bo ten przejrzał jego machinacje z BA. Z kolei nasz papież miał chronić Marcinkusa, bo dzięki niemu mógł przekazać "Solidarności" 200 mln dolarów.

Te wątki wracają do dziś jak bumerang. Przesłuchiwany w areszcie domowym wielki mistrz loży masońskiej P2 Liccio Gelli powiedział, że morderców Calviego należy szukać w Polsce. Naturalnie w związku z milionami dla "Solidarności", które gdzieś znikły. Gdzieś też mają istnieć taśmy z potajemnie nagrywanymi przez Carboniego rozmowami z Calvim. Kilka osób przysięga, że je przesłuchało. Calvi miał tam powiedzieć, że jeśli ujawni zawartość swojej teczki, to: "Adieu Marcinkus, adieu Wojtyła, adieu "Solidarność"".

Ba! W 1992 roku "La Repubblica" opublikowała dokument z teczki Calviego. Miał to być napisany niedługo przed śmiercią list Calviego do Jana Pawła II, w którym pobrzmiewał szantaż. List był fałszywką, ale do dziś mówi się, że morderstwo Calviego mógł zlecić Watykan.

Równie często pisze się, że Calviego zabili masoni z P2. Wskazywać mają na to, oprócz związków P2 z Banco Ambrosiano, cegły w kieszeniach Calviego i nazwa mostu, pod którym go znaleziono (Blackfriars, czyli Czarni Bracia). Masonożercy są w ogóle przekonani, że Karola Wojtyłę wybrano papieżem pod naciskiem przeżartej masonerią kurii rzymskiej z obawy, że główny konkurent, kardynał Benelli, zrobi z tym porządek. Naturalnie te sensacje żyją już własnym, niezależnym życiem jako prawdy objawione w tysiącach artykułów i publikacji.

Pierwsze przesłuchania świadków sąd zaplanował na 23 listopada, więc z całą pewnością już niebawem pojawią się nowe książki i nowe wątki. Najnowsza historia Włoch daje asumpt do wszelkich spekulacji. W 1984 roku włoska komisja parlamentarna ustaliła, że wiele ważnych dla Włoch decyzji zapadało w loży masońskiej P2, do której należało 59 posłów, 3 ministrów, 176 wyższych oficerów, w tym szefowie służb specjalnych, 128 potężnych przedsiębiorców, m.in. Roberto Calvi i Silvio Berlusconi. W ogrodzie wielkiego mistrza Gellego w doniczkach znaleziono 164 kg złota w sztabkach.

8 lat później okazało się, że cały włoski system polityczny przeżarty jest korupcją, bo partie i politycy finansowali się z łapówek. Nazwiska bohaterów obu superskandali często powtarzały się. Nie wyjaśniono ich do końca i dlatego Włochów ciągle straszą upiory niedawnej przeszłości. Gdy dodać do tego strzegący swych tajemnic Watykan, kontrolującą do dziś południe kraju mafię, trudno się dziwić, że zgodnie z włoską ontologią o ludzkich losach przesądza złowrogie i tajemnicze "Palazzo". Tam niedostępne śmiertelnikowi włoskie elity jak Parki przędą i podcinają nić żywota. Zmiany na szczytach władzy, wyroki sądów, a nawet wysokość podatków, domiar urzędu skarbowego czy tytuł futbolowego mistrza Włoch to emanacja nieprzeniknionych decyzji "Palazzo".

Niewyjaśnione przez 23 lata, tajemnicze zabójstwo Calviego w tę wizję świata wpisuje się świetnie.

PIOTR KOWALCZUK z Rzymu



Tajemnica Banco Ambrosiano LINK: http://new-arch.rp.p...Ambrosiano.html

LINK: http://www.racjonali...l/kk.php/s,1746

Bank Ambrosiano LINK : http://niniwa2.cba.p..._pana_boga.html
  • 1

#9

Erik.
  • Postów: 927
  • Tematów: 106
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Tak Maju masz rację, właśnie nie dalej jak wczoraj oglądałem „Ojca Chrzestnego III”, tam jest to wszystko o czym piszesz.
A jak już jesteśmy przy Watykanie to może też coś tutaj wkleję.

Pozdrawiam, Erik.



Najmniejsza armia świata
Jeśli za miarę potęgi militarnej państwa przyjęlibyśmy liczbę żołnierzy przypadających na hektar bronionego terenu, to najbardziej zmilitaryzowanym państwem świata okazałby się Watykan.
Najmniejsza armia świata

Każdego hektara watykańskiej ziemi broni mniej więcej czterech gwardzistów. Gdyby Polska chciała osiągnąć taki stan „nasycenia wojskiem”, nasza armia musiałaby liczyć blisko 120 milionów żołnierzy... Takie porównania to oczywiście tylko igraszki ze statystyką. W rzeczywistości papieska gwardia jest najmniejszą armią świata. Obecnie w służbie Watykanu pozostaje 110 gwardzistów. Jest wśród nich komendant w randze pułkownika, podpułkownik jako zastępca, kapelan wojskowy, 10 starszych kaprali, 10 kaprali, 78 halabardników, dziewięciu werblistów i doboszy. Członkowie Gwardii Szwajcarskiej pełnią wartę przed czterema wejściami do Pałacu Apostolskiego, przed bramą dziedzińca św. Damazego, bramą Konstantyna, łączącą bazylikę z Pałacem Apostolskim, przed gabinetem sekretarza stanu (jeśli akurat jest w Watykanie) i prywatnymi apartamentami papieża.

Nie mniej niż 174

Gwardia została wymyślona przez Giuliano della Rovere, późniejszego papieża Juliusza II w czasie kiedy był on jeszcze doradcą swego poprzednika Sykstusa VI. Giuliano był pod takim wrażeniem sprawności, waleczności i oddania szwajcarskich żołnierzy, że w 1478 roku podsunął swemu zwierzchnikowi pomysł zawarcia z kantonami szwajcarskimi wojskowego przymierza i ściągnięcia do Watykanu szwajcarskich najemników. W zamyśle Szwajcarzy mieli stanowić główny trzon papieskiej armii w walce o utrzymanie suwerenności Państwa Kościelnego. Niestety, okazało się, że szwajcarskie kantony nie mogą dostarczyć odpowiedniej liczby żołnierzy. Giuliano della Rovere został papieżem w 1503 roku i natychmiast powrócił do swego planu. Już jako Juliusz II po prostu wynajął 150 Szwajcarów do obrony własnej osoby. Opłacony przez niego regiment stawił się w Watykanie w 1506 roku. Jednak, choć rok ten uważa się oficjalnie za datę utworzenia papieskiej gwardii, to w kształcie, w jakim istnieje dziś, powstała ona dopiero w 1527 roku, kiedy papież Klemens VII postanowił, że Szwajcarzy stworzą stałą gwardię opłacaną z kasy Watykanu. Co prawda kilka miesięcy później, na mocy układu między papieżem a Karolem V gwardia została rozwiązana, ale już w 1548 roku reaktywował ją papież Paweł III.

Przysięga na trzy palce

Wtedy też ustalono jej liczebność na 150-200 żołnierzy i określono warunki, na jakich ochotnicy mogą wstępować w jej szeregi. Otóż członkiem Gwardii Szwajcarskiej może zostać tylko mężczyzna urodzony w Szwajcarii, mający minimum 25 lat i wzrost nie mniejszy niż 174 centymetry. W 1970 roku ustalono, że watykański gwardzista musi legitymować się minimum średnim wykształceniem. Ma też być kawalerem i praktykującym katolikiem. O ile jednak wyznania gwardzista zmienić nie może, to zmiana stanu cywilnego jest dopuszczalna. Tyle że dopiero po upływie trzech lat służby, uzyskaniu stopnia podoficerskiego i akceptacji związku przez papieża. Potem kandydat na małżonka musi już tylko cierpliwie poczekać na to aż zwolni się jeden z apartamentów małżeńskich w wojskowych koszarach. Przyszły gwardzista musi odbyć półroczne przeszkolenie wojskowe. Jeśli przejdzie je bez zarzutu i nadal będzie miał ochotę być w gwardii, może stanąć do złożenia przysięgi. Gwardia Szwajcarska jest jedyną europejską armią, w której składając przysięgę, zamiast dwóch unosi się w górę trzy palce lewej ręki. Trzy palce symbolizują Trójcę Świętą.
Po złożeniu przysięgi papiescy żołnierze podpisują dwuletnie kontrakty. Można je oczywiście przedłużyć, ale nie wszyscy się na to decydują, bo służba ta jest dość uciążliwa, a przy tym niezbyt intratna. Przez pierwsze dwa lata pensja gwardzisty wynosi 1350 euro brutto i 6 euro za każdą nadgodzinę obowiązkowej służby. Przez następne trzy lata prócz pensji gwardzista otrzymuje roczny dodatek w wysokości 4000 franków szwajcarskich (czyli nieco ponad 2500 euro) „za wierność”. W ankiecie przeprowadzonej w 2004 roku Szwajcarzy utyskiwali na nieregularność służby, brak wolnych weekendów, nocne patrole, konieczność ciągłego szkolenia, nieustanne zmiany procedur, trudny dostęp do papieża i małe zarobki. Jakby tego wszystkiego było mało, służbę muszą odbywać odziani w niezbyt wygodne mundury, hełmy pamiętające czasy odrodzenia i nieco przyciężkie półpancerze.

Gaz pod mundurem

Według legendy barwny mundur – w kolorach złotym, białym, czerwonym, żółtym i błękitnym – został zaprojektowany przez samego Michała Anioła. W rzeczywistości jednak w 1914 roku na prośbę papieża Benedykta XV (1914-1922) wymyśliła go i uszyła jedna z watykańskich zakonnic. Na hełmie gwardzisty widnieje herb Juliusza II i pióropusz w odpowiednim kolorze. Białym (na hełmie komendanta), czerwonym (na hełmie oficera lub halabardnika) lub żółto-czarnym (na hełmie werblisty). Po zakończeniu pięcioletniej służby każdy z gwardzistów może zachować swój uniform, ale chodzić może w nim tylko na terenie Szwajcarii. Wyjątek stanowi ceremonia ślubu, na którą były gwardzista ma prawo włożyć mundur bez względu na kraj, w którym ta ceremonia się odbywa. Przeciętny turysta zwiedzając Watykan, dostrzega w uzbrojeniu członka Gwardii Szwajcarskiej jedynie halabardę, ale warto wiedzieć, że pod mundurem każdy z papieskich żołnierzy ma pistolet i pojemnik z gazem łzawiącym. W razie potrzeby może też obezwładnić przeciwnika za pomocą wschodnich sztuk walki, takich jak kung-fu czy karate, które ćwiczy przez cały okres obowiązującego go kontraktu.

Jak ekonomia broni tradycji

W wolnym czasie każdy gwardzista ma prawo wyjść poza obręb Watykanu, pod warunkiem, że wróci przed północą. Pięć razy w miesiącu ma prawo przedłużyć ową „podróż zagraniczną” do pierwszej w nocy. Na podstawie umów między Watykanem a Włochami gwardzista nie musi w czasie takiej wyprawy mieć przy sobie paszportu. Służba w Gwardii Szwajcarskiej nadal odbierana jest jako ogromny zaszczyt, ale zmieniające się dookoła warunki życia sprawiają, że kandydatów do wstąpienia w szeregi tej formacji jest coraz mniej i papież Benedykt XVI zastanawia się, czy nie nadszedł już czas, by rekrutację do służby przeprowadzać też wśród szwajcarskich kobiet. Pomysł ten, jak na razie, napotkał ostry sprzeciw licznych duchownych, którzy obawiają się, że złamanie ponadpięciowiekowej tradycji może stać się pretekstem do inwazji kobiet na inne funkcje w Watykanie. Dyskusje trwają, ale i tak najskuteczniejszym obrońcą tradycji stała się… ekonomia. Watykan nie dysponuje wolnymi funduszami i miejscem na budowę oddzielnych koszar dla kobiet. Wszystko więc wskazuje na to że szybciej Gwardia Szwajcarska zostanie rozwiązana, niż zobaczymy w niej gwardzistę w spódnicy.
JERZY GRACZ

Użytkownik Erik edytował ten post 26.02.2011 - 08:43

  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych