Skocz do zawartości





Zapraszamy do kolejnego konkursu. Tym razem literackiego. Dla wszystkich! Pora zademonstrować swoją wenę twórczą :)


Informacje o artykule

  • Dodany: 24.06.2011 - 17:00
  • Aktualizacja: 26.06.2011 - 10:09
  • Wyświetleń: 7824
  • Odnośnik do tematu na forum:
    http://www.paranormalne.pl/topic/948-z-dziennika-admirala-byrda/

    Podyskutuj o tym artykule na forum
 


* * * * *
3 Ocen

Z dziennika Admirała Byrd'a

Napisane przez Eury dnia 24.06.2011 - 17:00
Komentuj na forum

Od tego wszystko się zaczęło...

Admirał Richar Byrd - dziennik (luty, marzec 1947 rok)
Lot badawczy ponad biegunem północnym

Muszę napisać ten pamiętnik w sekrecie i potajemnie. Dotyczy on mojego arktycznego lotu 19 dnia lutego w roku 1947. Przyszedł czas, kiedy racjonalność mężczyzny musi zamienić się w nicość a ten musi zaakceptować konieczną prawdę. Dokumentacja ta... prawdopodobnie nigdy nie ujrzy światła dziennego, ale muszę spełnić swoją powinność i zarejestrować tu coś dla wszystkich, do przeczytania pewnego dnia. W świecie zachłanności i wyzysku rodzaju ludzkiego nie można nadal tłumić tego co jest prawdą...

DZIENNIK LOTU: BAZA - OBÓZ ARKTYCZNY 2/19/1947

0600 h

Wszystkie przygotowania do naszego lotu na północ zakończone. Zabieramy się z pełnymi zbiornikami paliwa o 0610 h.

0620 h

Mieszanka paliwowa w głównym silniku wygląda na zbyt "bogatą", zostały wprowadzone poprawki i teraz Pratt Whittneys pracuje gładko.

0730 h

Testowanie radia z bazą naziemną. Wszystko w porządku i odbiór radiowy normalny.

0740 h

Zanotowano mały wyciek oleju z silnika, jakkolwiek ciśnienie oleju w normie według odczytów wskaźnika.

0800 h

Mała turbulencja zanotowana na wysokości 2321 stóp, nadeszła ze wschodu. Korekcja lotu na 1700 stóp, brak dalszych turbulencji ale wzmaga się tylny wiatr, drobne dostosowanie przepustnicy i samolot zachowuje się teraz bardzo przyzwoicie.

0815 h

Test połączenia radiowego z bazą. Wszystko w normie.

0830 h

Kolejne turbulencje, zwiększam wysokość do 2900 stóp, znów wszystko wydaje się być w porządku.

0910 h

Rozległy obszar lodu i śniegu pod spodem. Żółtawe zabarwienie natury, przechodzące w liniowy wzór widoczny w dole. Obieram nieprzyjazny kurs, aby tylko przyjrzeć się tym wzorom poniżej. Zanotowałem czerwony i purpurowy kolor. Okrążyłem obszar dwa razy i powróciłem na dawny kurs według odczytów kompasu. Zgłaszam pozycję do bazy i przekazuję informacje o zabarwieniu lodu i śniegu pod spodem.

0910 h

Oba kompasy - magnetyczny i żyrokompas zaczynają wirować, nie jesteśmy w stanie utrzymać aktualnego kursu według instrumentów. Kierujemy się według słońca, jak na razie wszystko w porządku. Przyrządy stały się ociężałe, ciężko reagują ale nie mamy informacji o oblodzeniu ze wskaźnika!

0915 h

W oddali widać coś co wygląda na góry.

0949 h

29 minut minęło od momentu kiedy zaobserwowałem góry, to nie iluzja. Są tam góry.

0955 h

Wysokość lotu 2950 stóp, silne turbulencje odczuwalne znowu.

1000 h

Przekraczamy małe pasmo górskie i ciągle kierujemy się na północ najlepiej jak tylko umiemy się zorientować. Poza pasmem górskim widać coś co wygląda jak dolina z małą rzeką lub strumieniem. Nie powinno tam na dole być zielonej doliny! Coś bez wątpienia jest nie tak, coś nienormalnego się tutaj dzieje! Powinniśmy być ponad lodem i śniegiem! Z przodu widać wielkie lasy porastające zbocza górskie. Nasze instrumenty nawigacyjne ciągle wirują. Żyroskop oscyluje do tyłu i do przodu bez ustanku.

1005 h

Schodzę na wysokość 1400 stóp i wykonuję ostry skręt w lewo, aby lepiej przyjrzeć się dolinie poniżej. Jest zielona, pokryta bądź to mchem bądź niską trawą. Światło tu jest zupełnie inne. Nie widać słońca. Wykonuje kolejny zwrot w lewo i widzę coś co wydaje się być wielkim zwierzęciem, to... słoń! NIE!!! wygląda bardziej jak mamut! To jest niesamowite! Teraz, jest tam! Zmniejszam wysokość do 1000 stóp i biorę lornetkę aby lepiej ocenić to zwierzę. Potwierdzam - to bez wątpienia mamut! Zgłaszam to do bazy.

1030 h

Coraz większe połacią zielonych wzgórz. Wskaźnik zewnętrznej temperatury pokazuje 74 stopnie Fahrenheita (23 st. Celsjusza). Ciągle zmierzam na wprost, instrumenty nawigacyjne wydają się już działać normalnie. Jestem tym wszystkim rozbity. Próbuje skontaktować się z bazą. Radio nie działa!

1130 h

Krajobraz pod spodem wydaje się być już bardziej płaski. Na wprost widzimy coś co zdaje się być miastem!!! To jest niemożliwe! Samolot zaczyna się jakby świecić i dziwnie zachowywać. Wskaźniki kontrolne nie odpowiadają! Mój BOŻE!!! Widzę dziwny typ samolotu. Kilka. Zbliżają się szybko. Są w kształcie dysków. Są na tyle blisko, że widzę na tych samolotach znaki. To rodzaj swastyki. Fantastyczne!!! Gdzie my jesteśmy!? Co się stało. Spoglądam na wskaźniki kontrolne, nie odpowiadają! Zostaliśmy złapani w jakiś niewidzialny uchwyt!

1135 h

Nasze radio zatrzeszczało i wydobył się głos, mówiący po Angielsku z Nordyckim lub Niemieckim akcentem! Wiadomość brzmi: "Witaj, Admirale na naszej posiadłości. spodziewamy się Ciebie dokładnie za siedem minut! Zrelaksuj się Admirale, jesteś w dobrych rękach." Zanotowałem, że silniki naszego samolotu przestały pracować! samolot jest pod wpływem jakiejś dziwnej siły, kontrolki są bezużyteczne.

1140 h

Kolejna wiadomość radiowa. Zaczynamy lądować i za moment samolot zadrży delikatnie i rozpocznie schodzenie. Ruch w dół jest nieodczuwalny, jakby samolot był przyczepiony do jakiegoś niewidzialnego dźwigu.

1145 h

Wykonuję pośpiesznie ostatni wpis w dzienniku lotu. Kilkunastu mężczyzn podąża na piechotę w kierunku samolotu. są wysocy z blond włosami. W oddali jest iskrzące pulsujące kolorami tęczy miasto. Nie wiem co teraz się wydarzy. Słysze głos rozkazujący mi abym otworzył właz ładunkowy. Przystaję na to polecenie.

Koniec dziennika pokładowego

Od tego miejsca napisałem wszystkie kolejne wydarzenia z mojej pamięci. Wspomnienia nie są wynikiem mojego obłędu. Radiowiec (obsługujący radio) i ja zostaliśmy zabrani z samolotu i odebraliśmy bardzo życzliwe powitanie. Zostaliśmy potem posadzeni na małej platformie - coś w rodzaju środka transportu ale bez kół! Zawiozła nas z wielką prędkością prosto do lśniącego miasta. Kiedy byliśmy na miejscu, miasto wyglądało tak jakby zrobione było z kryształu. Wkrótce przybyliśmy do dużego budynku, rodzaju jakiego nigdy nie widziałem. Wyglądał jak wyjęty z pod deski kreślarskiej Franka Lloyda Wrighta (przyp. admina - wielki projektant modernistyczny). Dostaliśmy coś w rodzaju ciepłej strawy, która smakowała jak nic co kiedykolwiek jadłem wcześnie. To jest pyszne.

Po około 10 minutach, dwaj gospodarze przyszli do naszych pokoi poinformowali abym im towarzyszył. Nie miałem wyboru i zgodziłem się. Zostawiłem swojego radiowego i poszliśmy przez krótki korytarz do czegoś co wyglądało jak winda. Zjeżdżaliśmy w dół przez pewien moment, maszyny zatrzymały się a drzwi bezgłośnie otworzyły się do góry! Potem schodziliśmy lekko w dół długim holem wypełnionym przez różowe światło co wyglądało tak jakby ściany nim emanowały! Jeden z gospodarzy poprosił nas abyśmy się zatrzymali przed wielkimi drzwiami. Ponad nimi była jakaś inskrypcja której nie mogłem przeczytać. Wielkie drzwi rozsunęły się i mogłem wejść do środka. Jeden z gospodarzy powiedział "Nie miej strachu, Admirale, jesteś tu na audiencji u Mistrza..."

Wszedłem do środka a moje oczy przykuło przepiękne zabarwienie wypełniające cały pokój. Wtedy zacząłem rozglądać się dookoła. To co przykuło mój wzrok było najpiękniejszym widokiem w całej mojej egzystencji. W samej rzeczy było to zbyt piękne aby to opisać. To jest doskonałe, subtelne. Myślę, że nie ma takiego terminu który mógłby to opisać w jakimkolwiek szczególe, lecz to było prawdą! Moje myśli zostały przerwane w bardzo życzliwy sposób przez ciepły głęboki głos o melodycznym brzmieniu "Witam serdecznie w naszym dziedzictwie, Admirale".

Widzę mężczyznę o subtelnych kształtach z oznakami upływu czasu na jego twarzy. Siedzi przy długim stole. Prosi abym usiadł na jednym z krzeseł. Po tym jak usiadłem złączył on swoje palce razem i uśmiechnął się. Znów mówi w uprzejmy sposób i przekazuje mi co następujące.

"Pozwoliliśmy Ci wejść tutaj bo jesteś szlachetną postacią i dobrze znaną w świecie na powierzchni, admirale"

Zewnętrzny świat, zaparło mi dech w piersiach!

"Tak", odpowiedział "Mistrz" z uśmiechem na twarzy. "Jesteś w dziedzictwie Aryjczyków (Arianni), w wewnętrznym świecie Ziemi. Nie będziemy dłużej przedłużać Twojej misji i zostaniesz bezpiecznie eskortowany z powrotem na powierzchnię i daleko poza nią. Ale teraz Admirale, powinienem powiedzieć Ci, dlaczego zostałeś tutaj przywołany.

Nasze interesy wobec was rozpoczęły się zaraz po tym jak wasza rasa wywołała eksplozję bomby atomowej nad Hiroshimą i Nagasaki w Japonii. W tym czasie wysłaliśmy nasze latające pojazdy zwane "Flugelrads" (termin niemiecki - przyp. tłum.), na powierzchnię aby zbadać co zrobiła wasza rasa. To jest oczywiście przeszła historia drogi Admirale ale muszę kontynuować. Widzisz... nigdy nie interesowaliśmy się wcześniej waszymi rasowymi wojnami, barbarzyństwem ale teraz musimy. Ta energia nie jest dla ludzi, mówię tu o energii atomowej. Nasi emisariusze dostarczyli wiadomości do największych z Twojego świata i wciąż nie zwróciło to ich uwagi. Teraz ty zostałeś wybrany aby zaświadczyć, że nasz świat istnieje. Widzisz... nasza kultura i nauka jest wiele tysięcy lat poza waszą rasą Admirale".

Przerwałem: "Ale dlaczego akurat ja, sir?"

Oczy "Mistrza" wydawały się penetrować głęboko mój umysł, by po chwili odpowiedział "Twoja rasa osiągnęła teraz punkt bez powrotu, są tacy wśród was, którzy mogliby zniszczyć twój prawdziwy świat zamiast zrezygnować ze swojej władzy jaką mają".

Skinąłem głową, a on ciągnął dalej:

"W 1945 roku i w latach późniejszych próbowaliśmy skontaktować się z waszą rasą, ale nasze starania spotkały się z wrogością. Nasze Flugelrady były ostrzeliwane, a nawet złośliwie tropione przez wasze myśliwce. Muszę ci to oznajmić, mój synu: w twoim świecie zbiera się na wielką burzę, czarną wściekłość, która nie ustanie przez wiele lat. Nie pomogą wam wasze armie, wasza nauka nie zapewni wam bezpieczeństwa. Może się srożyć dopóki nie zniknie nawet najmniejszy ślad waszej kultury i dopóki wszyscy ludzie nie zginą we wszechogarniającym chaosie. Wasza ostatnia wojna była jedynie preludium tego, co spadnie na waszą rasę. Z każdą godziną coraz bardziej zdajemy sobie z tego sprawę… Czyżbyś uważał, że się mylę?".

-Nie – odpowiedziałem – to już się zdarzyło, gdy nadeszły Ciemne Wieki, trwające ponad 500 lat.

"Tak, mój synu – odpowiedział Mistrz – Ciemne Wieki, które teraz nadejdą dla waszej rasy, przykryją Ziemię niczym całun, ale wierzę, że część z was przeżyje tę burzę. W oddali widzimy nowy świat powstający ze szczątek waszej rasy, poszukujący zaginionych i legendarnych skarbów, które będą, mój synu, strzeżone przez nas w bezpiecznym miejscu. Gdy nadejdzie ten czas, pojawimy się, aby pomóc w odrodzeniu waszej kultury i waszej rasy. Być może do tej chwili zdołacie się nauczyć o bezsensie wojen i konfliktów… a potem kultura i nauka zostanie wam zwrócona, abyście mogli na nowo rozpocząć swój rozwój. Twoją misją, mój synu, jest powrócić na Powierzchnię z tym przesłaniem…"

Wyglądało, iż jest to koniec naszego spotkania. Przez chwilę stałem oszołomiony, jak we śnie… ale zdawałem sobie sprawę, że to rzeczywistość i z jakiegoś dziwnego powodu pokłoniłem się, nie wiem, czy dla wyrażenia szacunku, czy pokory.

Nagle ponownie zdałem sobie sprawę, iż dwójka gospodarzy, którzy przyprowadzili mnie w to miejsce, pojawiła się przy mnie. -Tędy, Admirale – powiedział jeden z nich. Przed wyjściem odwróciłem się jeszcze raz, aby spojrzeć na Mistrza. Po jego delikatnej, starożytnej twarzy błąkał się łagodny uśmiech. – Żegnaj, mój synu – powiedział, po czym ułożył piękną, wiotką dłoń w geście pokoju. Taki był koniec naszego spotkania.

Prędko przeszliśmy przez wielkie drzwi komnaty Mistrza i ponownie weszliśmy do windy. Drzwi w ciszy przesunęły się w dół. Podczas jazdy w górę jeden z przewodników przemówił raz jeszcze:

"Musimy się spieszyć, Admirale, gdyż Mistrz pragnie, abyśmy ciebie więcej nie opóźniali w twoich planach. Musisz wrócić z jego przesłaniem do twojej rasy."

Nic nie mówiłem... wszystko to było nie do uwierzenia i raz jeszcze moje myśli zostały przerwane jak tylko się zatrzymaliśmy. Wszedłem do pokoju i znów byłem razem ze swoim radiooperatorem. Miał niespokojny wyraz twarzy. Gdy do niego wróciłem powiedziałem "Wszystko w porządku Howie, wszystko jest w porządku". Dwaj gospodarze poprosili abyśmy udali się do czekającego transportu. Wsiedliśmy i wkrótce byliśmy już w samolocie. Silniki były w gotowości.

Kiedy drzwi ładowni zamknęły się samolot został nagle wyniesiony przez niewidzialną siłę na wysokość 2700 stóp. Dwa z dziwnych pojazdów towarzyszyły nam przez jakiś czas podczas naszej podróży powrotnej. Muszę tutaj zaznaczyć, że wskaźnik prędkości nie działał, choć my poruszaliśmy się z dużą prędkością.

0215 h

Nadchodzi komunikat radiowy "Opuszczamy Cię teraz Admirale, twoje systemy kontroli lotu są już sprawne. Auf Wiedersehen!!!" Patrzyliśmy przez chwilę jak flugelrads znikają w błękicie nieba. Samolot nagle zachował się jakby wpadł w ostre nurkowanie. Szybko jednak odzyskaliśmy kontrolę. Nie rozmawialiśmy przez pewien czas, każdy z nas miał swoje myśli...

0220 h

Znów byliśmy ponad obszarem śniegu i lodu, około 27 minut od naszego obozu. Za pomocą radia wywołaliśmy bazę, odpowiedzieli. Zgłosiliśmy, że wszystko jest w porządku... W porządku. Baza odpowiedziała, że czują ulgę, że znów nawiązaliśmy kontakt.

0300 h

Wylądowaliśmy bezproblemowo w obozie. Mam misję...

KONIEC DZIENNIKA

11 marca, 1947r.

Przed momentem spotkałem się z zarządem w Pentagonie. Zdałem relację w całości z mojego doświadczenia i przekazałem wiadomość od "Mistrza". Wszystko jest nagrywane. Prezydent został powiadomiony. Zostałem zatrzymany na kilka godzin (sześć godzin, trzydzieści dziewięć minut - dokładnie). Jestem dokładnie przesłuchiwany przez ściśle tajne służby i zespół medyków.

To było jak sąd boży!!! Zostałem umieszczony pod ścisłą kontrolą przez stróżów bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych Ameryki... Jestem...

ZMUSZANY DO SIEDZENIA CICHO W ODNIESIENIU DO WSZYSTKIEGO CZEGO SIĘ DOWIEDZIAŁEM, W IMIENIU LUDZKOŚCI !!!

Niesamowite! Przypomniano mi, że jestem żołnierzem i muszę wykonywać rozkazy...

30 grudnia 1956 r.
OSTATNI WPIS:


Ostanie kilka lat, które upłynęły od 1947 roku nie były życzliwe... Czynię teraz mój ostatni wpis w tym pamiętniku, a na zakończenie, muszę ogłosić, że dokładnie zachowałem znaczenie tego sekretu. Był kompletnie poza moimi wartościami praw moralnych, choć teraz, wydaje się że jest sens aby nadeszła długa noc, a sekret ten nie zginie razem ze mną, ale jak cała prawda powinien... Będzie! tryumfował.

To może być jedyna nadzieja dla ludzkości. Widziałem prawdę która ożywiła mojego ducha i uwolniła mnie. Spełniłem swój obowiązek postawiony na przeciw potwornych militarnych kompleksów. Teraz długa noc zaczyna nadchodzić, jednak nie powinno być złego jej końca. Tak jak kończą się długie noce na krańcach Arktyki, przepiękny wschód słońca - wschód prawdy powinien znowu nadejść... i Ci, którzy są ciemnością powinni upaść w tym świetle..

ZA TO CO ZOBACZYŁEM NA LĄDACH POZA BIEGUNEM, CENTRUM WIELKIEGO NIEZNANEGO

Admirał Richard E. Byrd
Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych
24 grudnia 1956



Opracowanie i tłumaczenie: Eurycide
Podziękowania dla Jaro za tłumaczenie fragmentów
Paranormalne.pl
źródło: http://www.angelfire.com
  • 0

stat4u