Skocz do zawartości




Zdjęcie

Grzechy kościoła katolickiego w dobie średniowiecza


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
26 odpowiedzi w tym temacie

#1

Fredy.
  • Postów: 11
  • Tematów: 1
  • Artykułów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Na zaliczenie semestru zimowego (studiuje historię) przygotowałem pracę na temat grzechów kościoła w średniowieczu. Temat na tyle mnie pochłonął, że zamiast wymaganych 10-15 stron, wyszło cztery razy tyle. I tak zmuszony byłem się hamować, gdyż mocno gonił mnie czas. Dlatego też wiele problemów jest tylko zasygnalizowanych (jak chociażby wyprawy krzyżowe). Planuje rozwinięcie tego tematu, również pod kontem kolejnych epok. Tematów na pewno mi nie zabraknie.


GRZECHY KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO W DOBIE ŚREDNIOWIECZA





WSTĘP



(...) ja cesarz Konstantyn, i jak również ja, cesarz Licyniusz, (...) uznaliśmy za konieczne między innymi zarządzeniami, zdaniem naszym dla wielu ludzi korzystnymi, wydać przede wszystkim i to, które do czci bóstwa się odnosi, a mianowicie chrześcijanom i wszystkim dać zupełną wolność wyznawania religii, jaką kto zechce. W ten sposób bowiem bóstwo w swej niebieskiej siedzibie i dla nas, i dla wszystkich, którzy naszej poddani są władzy, zjednać będzie można i usposobić łaskawie. Ze zbawiennych więc i słusznych powodów postanowiliśmy powziąć uchwałę, że nikomu nie można zabronić swobody decyzji, czy myśl swą skłoni do wyznania chrześcijańskiego, czy do innej religii, którą sam za najodpowiedniejszą dla siebie uzna, a to dlatego, by najwyższe bóstwo, któremu cześć według swobodnego przekonania oddajemy, mogło nam we wszystkich okolicznościach okazać zwykłą swą względność i przychylność.

Tak brzmi fragment Edyktu Mediolańskiego, wydanego przez cesarza zachodniej części Imperium Rzymskiego Konstantyna Wielkiego oraz cesarza wschodniej części, Licyniusza w 313 r. Ogłaszał on wolność wyznania w Cesarstwie Rzymskim. Od tej pory chrześcijanie bez przeszkód mogli wyznawać swoją religię. Na mocy edyktu nastąpił zwrot budynków i gruntów kościelnych gminom chrześcijańskim. Był to pierwszy krok w formowaniu się struktur kościoła chrześcijańskiego, które wkrótce miały zawładnąć całą Europą. Sześć lat po ogłoszeniu Edyktu Mediolańskiego Konstantyn ustanowił prawo zwalniające kler od płacenia podatków, a w roku 355 jego syn, Konstantyn II, uwolnił biskupów spod nadzoru sądów świeckich. Wciąż były to jednak początki rozprzestrzeniania się władzy kościelnej. Konstantyn Wielki nie tylko został włączony w poczet świętych, ale również chrześcijaństwo przyznało mu miano „trzynastego apostoła”. Naturalnie taka wdzięczność jest zrozumiała, gdyż to właśnie on zapalił zielone światło chrześcijaństwu. Z drugiej jednak strony jego postać budzi wiele kontrowersji i wielu opisuje go jako: „zbroczonego krwią, skalanego niezliczonymi okropnościami i pełnego oszustwa, (…) odrażającego tyrana, odpowiedzialnego za potworne zbrodnie”. Nie ma miejsca by rozważać tu jego życiorys, nie ulega jednak wątpliwości, iż Konstantyn Wielki był władcą okrutnym, prowadzącym wiele wojen, na ogół przez siebie wszczynanych i prowadzonych pod hasłem „wojen krzyżowych”. Twierdził on na przykład: „Bóg jest sprawcą moich bohaterskich czynów”. Od początku więc kościół chrześcijański związany był ściśle z władzą świecką i ten mariaż tronu z ołtarzem trwać będzie przeszło półtora tysiąca lat. Jako ciekawostkę należy podać, że Konstantyn Wielki przyjął chrzest na łożu śmierci z rąk ariańskiego heretyka (!), chociaż przez całe życie marzył o chrzcie w wodach Jordanu.

W roku 380 dekret Teodozjusza uczynił chrześcijaństwo jedyną religią chrześcijańską, wyjmując spod prawa niechrześcijan, których obdarzył wdzięczną nazwą „obłąkanych szaleńców”. Mając taki oręż w ręku wielcy kościoła rozpoczęli podbój Europy (i nie tylko). Niestety główną bronią nie było Słowo Boże, a miecz i ogień.

Moim celem nie jest przedstawienie w pracy historii kościoła średniowiecznego. Chciałbym przede wszystkim, tak jak widnieje to w tytule, naświetlić największe błędy, niegodziwości i zbrodnie instytucji kościelnej. Z drugiej strony postaram się obalić kilka mitów, a także wyłowić dobre strony i intencje notabli kościelnych, głównie w średniowieczu. Nie da się jednak twardo trzymać ram „ciemnych wieków”, gdyż nieraz odwoływać się będę, podobnie jak we wstępie, do czasów starożytnych, ale również nowożytnych.

Prace podzieliłem na trzy duże części, z których każda posiada swoje rozdziały. Pierwsza część nosi nazwę „Papieże”, druga „Krucjaty”, zaś trzecia „Inkwizycje”. Nie siliłem się więc na wyszukane tytuły, ale na wstępie chciałbym również podkreślić, iż są to nazwy dosyć umowne, gdyż przecież historie z poszczególnych części pracy są ze sobą ściśle powiązane, wielokrotnie wręcz wynikają jedna z drugiej. Ponadto Kościół katolicki podobnie teraz jak i w średniowieczu ściśle podporządkowany był z biskupom Rzymu, chociaż oczywiście miało to zupełnie inny charakter. Ponadto w części drugiej skoncentrowałem się w zasadzie wyłącznie na wyprawach do Ziemi Świętej, a w części trzeciej znalazło się miejsce na opisanie „krucjaty albigeńskiej”, która miała bezpośredni wpływ na powstanie trybunałów inkwizycyjnych. Tego typu „mieszania” zagadnień można by się jeszcze doszukać, ale mimo wszystko sądzę, że obrana przeze mnie klasyfikacja będzie wystarczająco przejrzysta.

Bardzo pragnę by ten tekst nie miał charakteru tendencyjnego. Jak już wcześniej pisałem moją ambicją nie jest przedstawienie historii kościoła, a jedynie jego błędów. Spróbuje również przeanalizować w jakim stopniu kościół wyciągnął (lub też nie) wnioski z tychże. Oczywiście doceniam zasługi Kościoła katolickiego, także w okresie średniowiecznym, o jego „jasnych kartach” można by napisać drugą tego typu pracę, ale nie to jest moim celem.


CZĘŚĆ PIERWSZA: PAPIESTWO


Co więcej w tym cesarskim czy barbarzyńskim chrześcijaństwie, blisko powiązanym ze świecką polityką, władze dzierżyli ludzie, których doczesne aspiracje miały niewielkie wspólnego z duchem czy nawet literą chrześcijańską. Na kilku świętych iluż to przypadało okrutnych biskupów, rozwiązłych papieży czy żądnych władzy patriarchów (...) Otóż jedną z tendencji religii chrześcijańskiej, która spowodowała największą ilość masakr, było dążenie do stania się religią uniwersalną.


Od momentu wydania Edyktu Mediolańskiego rola papieża w świecie zaczęła systematycznie rosnąć. Była to najważniejsza postać, obok cesarzy i królów, w czasach średniowiecznych. Trudno jednak określić dzieje kolejnych biskupów Rzymu jako uświęcone, skoncentrowane na głoszeniu Słowa Bożego, przepełnione rozwagą, mądrością i pokojem. Zwłaszcza okres, w którym władza papieska miała największe znaczenie polityczne, należy uznać za najczarniejszy. Głowy kościoła w średniowieczu mają na swoim koncie wojny, romanse, morderstwa, intrygi, a nawet bezczeszczenie zwłok. Przeglądając materiały na temat papiestwa wiele z nich musiałem czytać kilkakrotnie nie mogąc uwierzyć w opisywane tam rzeczy, o wielu szukać potwierdzenia w innym źródle. Zabrzmi to być może okrutnie, ale największy problem miałem z wyborem historii oraz anegdot o średniowiecznych papieżach, gdyż ich liczba była przygniatająca, a „wyczyny” jeden okrutniejszy i obrzydliwszy od drugiego. Najbardziej przeraziło mnie jednak to, że większość biskupów Rzymu po śmierci wstąpiło w poczet świętych.


Rozdział I: Papieże walczący

Fakty historyczne nauczają, że wojna przynosi nam większe korzyści niż pokój.”


Aureliusz Augustyn z Hippony, znany jako św. Augustyn żył na przełomie trzeciego i czwartego wieku naszej ery, był teologiem i filozofem, zaliczony został do grona Ojców Kościoła. Sformułował on tzw. zasadę „wojny sprawiedliwej”, która co najważniejsze miała charakter nie tylko wojny obronnej. Dało to podwaliny pod teologię późniejszych „wojen świętych”. Proces chrystianizacji w średniowieczu przebiegał zresztą w przygniatającym stopniu pod dyktando wojen i najazdów lub gróźb tychże. Najlepszym przykładem tego jest chrystianizacja we wczesnym średniowieczu Sasów, dokonana przy błogosławieństwie Kościoła, przez Karola Wielkiego. 1/3 „nawróciła się”, m.in. zmuszona drakońskimi karami za niedopełnienie obowiązku ochrzczenia dzieci w ciągu jednego roku, niemal całą resztę wymordowano.

Często jednak sami papieże przejawiali chęci do wojaczki. Jednym z pierwszych takich biskupów Rzymu był Leon IV. Wstąpił on na tron wkrótce po najeździe muzułmanów na Rzym (846) i zdecydował się pełnić również funkcje wojskowe. Do historii zapisał się przede wszystkim jako ten, który zbudował mury oddzielające Watykan od reszty Rzymu, umocnił również Bazylikę Św. Piotra. Leon IV organizował oddziały wojskowe i co więcej sam nimi dowodził! Obiecywał także zbawienie dla żołnierzy frankońskich, którzy polegli w bitwie z Arabami, zresztą akurat ten zwyczaj wejdzie na stałe do kanonu postępowań średniowiecznych papieży.

W roku 915 Jan X osobiście stanął na polu walki, by wraz ze swymi wojownikami stoczyć zwycięski bój z Saracenami o ujście rzeki Garigliano. Niezwykle wojowniczy był również Jan XII, o którym będzie też mowa w innym rozdziale tej pracy. Od jego pontyfikatu rozpoczął się bardzo burzliwy związek papiestwa z cesarstwem niemieckim. W roku 962 za pomoc w odzyskaniu Benewentu oraz Kapui koronował on Ottona I na cesarza. Wkrótce jednak w obawie przed rosnącą siłą władcy niemieckiego sprzymierzył się z wrogami cesarza. W tej sytuacji Otton I w 963 roku skierował swoją armię na Rzym. Papież „przywdziany w zbroję, stanął na czele swoich wojsk i jak feudalny książę wjechał naprzeciw armii niemieckiej.” Potyczki tej nie miał jednak prawa wygrać i zmuszony został do wycofania się z Rzymu.

Jeszcze mniej szczęścia miał papież Leon IX, bardzo aktywny zarówno na polu duchowym, jak i politycznym oraz militarnym. Podjął on na terenie południowych Włoch walkę zbrojną z Normanami. W styczniu 1053 roku dwukrotnie liczniejsze wojska papieska przegrały z ofiarnie walczącymi Normanami, a sam Leon IX dostał się w niewolę. Skandynawowie wykazali się nie tylko wyśmienitym kunsztem wojennym, ale również doskonałą dyplomacją. Uznali oni zwierzchność swojego jeńca, stawiając pokonanego moralnie papieża w położeniu zmuszającym od uznania normańskich podbojów.

Rozdział II: Spór o inwestyturę

Kwestia stosunku między kościołem a cesarstwem była problemem wymagającym rozstrzygnięcia, i to problemem szczególnie trudnym, jako że usytuowanym nie tyle na terenie konstrukcji pojęciowych, ile na obszarze politycznej praktyki, zdeterminowanej przez stosunek sił. (...) W stosunkach z cesarstwem wschodnim program ten nie mógł być przez dłuższy czas realizowany, papiestwo było bowiem stroną słabszą, niezdolną do narzucenia swej woli, natomiast w kontaktach z królestwami barbarzyńskiego Zachodu idea wyższości papiestwa przybierała już w VI w. kształt decyzji politycznych. W ten sposób przekonanie, że kościół jest jedynym nosicielem jedności gatunku ludzkiego (...) przekształciło się krok po kroku z tezy teologicznej w wytyczną praktycznego działania papiestwa, które (...) uznało się za ostateczna i decydującą instancję postawioną ponad wszelką władzą świecką z cesarstwem włącznie. (...) w ten sam sposób myśleli również rzecznicy prymatu cesarstwa, którzy starali się znaleźć dla jego aspiracji uniwersalnych uzasadnienie o boskim pochodzeniu władzy cesarza (...) Oczywistą jest rzeczą, że obie teorie, zarówno papieska, jak i cesarska, były używane jako instrumenty bieżącej polityki, że służyły jako usprawiedliwienie doraźnych posunięć zmierzających do zapewnienia sobie supremacji...



Wydawałoby się, że idea uniwersalizmu średniowiecznego jest bardzo praktyczna. Władza świecka znajduje się w rękach cesarza, zaś duchowa, w rękach papieża. W pewnym sensie do uniwersalizmu dążymy również w czasach współczesnych. Niestety, gdy władza kościelna pragnie ingerować we władzę świecką i odwrotnie konflikt jest nieuniknione, a gdy dochodzi do tego fakt, że dzieje się to w średniowieczu musi zakończyć się on krwawo. Chociaż przyczyn walki papiestwa z cesarstwem doszukiwać się już można w X wieku, przede wszystkim od wspomnianego konfliktu Ottona I z Janem XII to jej apogeum należy umiejscowić od drugiej połowy XI wieku, do tak naprawdę 1245 roku. Oczywiście i później dochodziło do licznych waśni, ale nigdy już na taką skalę i tak istotnych dla losów świata.

22 kwietnia 1073 roku na pogrzebie Aleksandra II nowym papieżem wybrany zostaje Grzegorz VII. Postać, którą określić można by współcześnie jako bardzo barwną i bez wątpienia kontrowersyjną. Mówi się o nim, że na tron Piotrowy wyniosły go czary. Był karłem, domagał się, żeby książęta całowali jego stopy i zatrudnił rzeszę zdolnych fałszerzy, którzy produkowali „starożytne” dokumenty (będzie jeszcze czas o nich powiedzieć), udowadniające, że papieżom przysługują te akurat przywileje, których w danym momencie sobie zapragnął. Związany był z opactwem w Cluny, pod którego wpływem starał się wprowadzić celibat, próba ta jednak tym razem zakończyła się klęską.

Zarzewiem otwartego konfliktu pomiędzy Grzegorzem i cesarstwem był tzw. spór o inwestyturę, czyli przywilej wręczania nowo mianowanemu biskupowi pierścienia i pastorału, jako symbolu nadawania mu biskupstwa. Wiązało się to również z nadawaniem gruntów. Należy jednak też wspomnieć, że w X wieku autorytet papieski znacząco podupadł, na rzecz władzy cesarskiej. Gra toczyła się więc o panowanie nad światem, a przynajmniej nad Europą. Na synodzie w 1075 r. papież Grzegorz VII zabronił duchownym przyjmować inwestytury z rąk świeckich, jak również panującym nadawać godności kościelne. W istocie oznaczało to, że władza zwierzchnia będzie należała do papieża. Grzegorz VII zawarł swoje zamierzenia w dokumencie o nazwie Dictatus papae (pełna treść dyktatu znajduje się w załączniku nr 1), zawierającym 27 tez, poświęconych polityce i zasadom, którymi powinien kierować się kościół. Dwa z nich miały rolę dominującą. Po pierwsze władza papieska jest wyższa niż cesarska, wskutek czego papieżowi przysługuje prawo do zrzucenia cesarza z tronu, jeśli okazał się niegodnym tej godności (punkt 12) , a po drugie papież stoi również wyżej w hierarchii kościelnej od metropolitów. Co ciekawe Dictatus papae miał najprawdopodobniej charakter odręcznej notatki, nie przeznaczonej dla szerszego grona odbiorców i jako dokument watykański nigdy nie został wydany! Jest on też bez wątpienia doskonałym przykładem wielkiego zarozumialstwa i buńczuczności władzy kościelnej w średniowieczu. Oficjalnie Grzegorz VII nawoływał do „połączenia w jedności i zgodzie papiestwa i Cesarstwa”, porównując te dwie władze do dwojga oczu, kierujących ciałem człowieka. Jego czyny świadczyły jednak zupełnie o czymś innym.

24 stycznia 1076 roku Święty Cesarz Rzymski Henryk IV zwołał synod dwudziestu sześciu niemieckich biskupów, którzy mieli pozbawić papieża urzędu. W odpowiedzi 26 lutego 1076 Grzegorz ekskomunikował cesarza i nakazał jego detronizację. Otwarty konflikt stanął na ostrzu noża. Papież w pośpiechu rozpoczął tworzenie koalicji, do której należała m. in. Polska . Wyszukiwał on w archiwum papieskim starożytnych dokumentów, które dawały jakiekolwiek przesłanki, by dane państwo stało się lennikiem Stolicy Apostolskiej. Taką sytuację starali się wykorzystać również wrogowie Henryka IV wewnątrz samych Niemiec. „Książęta niemieccy z radością powitali tak nieoczekiwanie uświęcenie swego buntu, a jesienią mieli przyjemność sądzić Henryka na zjeździe w Triburze” . Cesarzowi zostało postawione tam ultimatum, że albo zostanie zniesiona ekskomunika, albo zostanie pozbawiony on tronu. Zagrożony na wschodzie przez Bolesława Śmiałego został „postawiony pod ścianą”. W styczniu 1077 roku Henryk udał się do zamku warownego Kanossie, gdzie ubrany tylko we włosiennicę po trzech dniach i nocach czekania przed bramą, publicznie wyraził skruchę przed papieżem, który 28 stycznia 1077 zdjął z niego ekskomunikę. W tym samym roku możnowładcy zdetronizowali Henryka IV, wybierając anty-królem Rudolfa ze Szwabii. Grzegorz poparł Rudolfa, który niedługo potem zginął w bitwie. Po tych wydarzeniach, król urósł w siłę na tyle, aby ponownie ogłosić detronizację papieża. Zwołał dnia 25 czerwca 1080 r. synod do Brixen w Tyrolu i nakłonił przychylnie mu nastawionych biskupów niemieckich i włoskich do ustanowienia nowego antypapieża Klemensa III. Tym samym nie musiał już obawiać się po raz kolejny klątwy Grzegorza VII i mógł przystąpić do zbrojnego podporządkowania sobie Rzymu. Nie przyszło mu to jednak łatwo, gdyż dopiero w 1084 roku wojska niemieckie zdołały wedrzeć się do Rzymu i dopilnować objęcia stanowiska przez antypapieża i koronacji Henryka IV na cesarza. Sukces okazał się nietrwały ze względu na Normanów, którzy pod wodzą Roberta Guiscarda uwolnili papieża i zmusili cesarza do odwrotu. Z tego konfliktu zwycięsko nie wyszedł jednak również Grzegorz VII, gdyż owi Normanowie złupili Rzym, a wina za to spadła naturalnie na papieża. W takiej sytuacji Grzegorz udał się na wygnanie do Salerno, gdzie zmarł w 1085 roku.

Śmierć Grzegorza VII nie zakończyła konfliktu. Pierwszy etap tegoż został sfinalizowany dopiero w 1122 roku, na synodzie w Wormacji (patrz załącznik nr 2). Cesarz zgodził się na wyrzeczenie inwestytury przez pierścień, rozumianej dotąd jako akt nominacji dostojnika kościelnego. Zatrzymał natomiast prawo nadawania wybranym przez duchowieństwo elektom przywiązanym do ich funkcji dóbr w charakterze lenna. Niewątpliwe był to kompromis. Stanowił jednak ważny krok emancypacji kleru spod władzy świeckiej.

Konkordat Wormacki przyniósł tylko chwilowe uspokojenie w stosunkach papiesko-cesarskich. XII i XIII wiek to wyraźna walka, głównie na szczeblu politycznym, ale kilkakrotnie również i na polu bitwy. 8 stycznia 1198 roku papieżem zostaje Lotario de' Conti di Segni, który przybiera imię Innocentego III. Uważany jest on za jednego z najwybitniejszych biskupów Rzymu w średniowieczu. Dążył on do idei teokratycznych. W 1202 roku wydał sławną bulle (Venerablem), w której kontynuuje myśl o zwierzchniej władzy kościelnej nad świecką. Za czasów jego panowania kościół chrześcijański wyraźnie zaczyna dominować na arenie politycznej Europy. Innocenty III dzięki swoim wybitny zdolnościom dyplomatycznymi podporządkował sobie między innymi Anglię, którą król zmuszony został oddać w papieskie lenno.

Ostateczny koniec konfliktu papiestwa z cesarstwem należy datować na rok 1245. Wtedy to papież Innocenty IV zwołał Sobór Lyoński I, na którym zdetronizował cesarza Fryderyka II i odsądził od korony cesarskiej całą dynastię Hohenstaufow. Był to największy upadek cesarstwa i stanowił preludium ponad dwudziestoletniego tzw. Wielkiego Bezkrólewia w Niemczech.

Rozdział III: Wielkie fałszerstwa

W poprzednim rozdziale wspomniałem już o fałszerstwach, jakich dokonywał kościół, a przede wszystkim Watykan, w celu legalizacji swojej władzy. Najsłynniejszym falsyfikatem jest na pewno „Donacja Konstantyna” (Consistutium Donatio Constantini). Fałszerstwo to powstało na podstawie legendy, która ukształtowała się ok. V wieku i nosiła nazwę Legenda sancti Silvestri. Według niej, Konstantyn wraz z żoną byli pierwotnie okrutnymi prześladowcami chrześcijan. Ówczesny papież (Sylwester I) musiał z tego powodu uciekać z Rzymu. Tymczasem Konstatnyn zachorował na trąd. Jego pogańscy kapłani doradzali mu kąpiel w sadzawce wypełnionej krwią dzieci (!). W nocy ukazali mu się jednak apostołowie Piotr i Paweł, którzy nakazali mu wezwanie z powrotem Sylwestra, który może go uzdrowić. I rzeczywiście tak się stało. Papież nałożył ręce na głowę cesarza, nakazał siedmiodniową pokutę i pobłogosławił wodę sadzawki. Konstantyn wykąpał się w niej, ujrzał Chrystusa i został całkowicie uleczony. Od tego momentu stał się zagorzałym chrześcijaninem. Dalsza część historii mówi o rzekomej darowiźnie Konstantyna na rzecz kościoła. Najstarsza z zachowanych do dzisiaj wersji dokumentu pochodzi z IX wieku i przechowywana jest obecnie w bibliotece Narodowej w Paryżu. Adresowana jest ona do papieża Sylwestra I. Dzieli się na dwie części. W pierwszej, zatytułowanej Confessio, cesarz opisuje, jak papież nauczał go wiary chrześcijańskiej, nawracał Rzym i jak wyleczył cesarza z trądu. W drugiej, stanowiącej podstawę roszczeń kościoła w średniowieczu, zatytułowanej Donatio, Konstantyn nadaje Sylwestrowi i jego następcom liczne dobra (pałac laterański, Rzym z jego prowincjami, dystryktami i miastami Italii oraz wszystkie regiony Zachodu, w tym też wyspy), tytuły (Biskup Rzymu, jako następca świętego Piotra, uznany zostaje za ważniejszego od biskupów Antiochii, Aleksandrii, Konstantynopola, Jerozolimy oraz wszystkich pozostałych biskupów świata) oraz insygnia (te same insygnia i odbiera te same honory, co cesarz, wśród nich prawo do noszenia korony cesarskiej, purpurowego płaszcza i tuniki. Sylwester miał jednak odmówić noszenia korony, w związku z czym cesarz przyznał mu prawo do noszenia wysokiej białej czapki, symbolu dzisiejszej władzy papieskiej).

Autentyczność tego dokumentu przez długi czas nie była kwestionowana. Jednym z papieży, który wykorzystał Donację Konstantyna był św. Leon IX (1049-1054). Uczynił to przy okazji sporu o prymat w chrześcijaństwie nad patriarchą Wschodu. W 1054 roku doszło jednak do rozłamu na wschodni kościół grecko-prawosławny oraz rzymsko-katolicki. „Po Leonie IX jeszcze dziewięciu papieży wykorzystywało dokument dla uzasadnienia wyższości swej władzy, chociaż uczony duchowny, Mikołaj z Kuzy, udowodnił, iż akt został sfałszowany. Podkreślał, że współczesny Konstantynowi historiograf, biskup Euzebiusz z Cezarei, nigdy nawet słowem nie wspominał o tak niezwykłym darze. Inna legenda głosi, że jako pierwszy fałszerstwo ujawnił uczony Lorenzo Valla, około roku 1440. Spory na ten temat trwały aż do końca XVII wieku. (...) Fałszerze nie byli aż tak sprytni, jak im się wydawało, gdyż przyznali Rzymowi zwierzchnictwo nad Konstantynopolem zanim zaczęto używać tej nazwy miasta. ” Kościół uznał jednak owy dokument za fałszerstwo w ... XIX wieku.

Donacja Konstantyna weszła w zbiór Isidorus Peccator (zbiór pseudo-Izydora). Przypisywany on był biskupowi Sewilli, Izydorowi, który ok. 636 roku miał zebrać wszystkie postanowienia papieskie. Zawierał dekrety papieskie od Klemensa I (88-97) do Damazego I (366-384), orzeczenia soborowe i synodalne ze sfałszowaną interpretacją, uzasadnienie niezależności i nadrzędności papiestwa w stosunku do władzy świeckiej oraz zasadę centralizacji władzy kościelnej, a także zmyślone orzeczenia Ojców Kościoła. Stał się on niewątpliwie inspiracją dla autora Dictatus papae. Wśród demaskatorów dekretaliów, wyróżnił się francuski pastor, Blondel, który w dziele „Pseudo-Isidorus et Turrianus vapulantes” (Genewa 1628 r.) w sposób drobiazgowy udowodnił oszustwo, dzięki czemu dostąpił „zaszczytu” wpisania na papieski indeks ksiąg zakazanych. Niektóre fałsze tego zbioru, na których opiera się prawo kanoniczne Kościoła oraz podstawowa część teologii dogmatycznej i moralnej, jak również bulla „Pastor aeternus” są aktualne po dziś dzień.

Rozdział IV: „Synod trupi”

Gdyby wyłącznie Duch Święty miał wpływ na wybór papieża, wielu by nim nie zostawało” (Kardynał Joseph Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI)


Bezdyskusyjnie jedną z najczarniejszych kart historii kościoła katolickiego jest tzw. „Synod trupi”, zwany również „Synodem kadawerskim”. W 891 roku papieżem został Formozus. Jego pontyfikat trwał pięć lat i na tle innych biskupów Rzymu specjalnie się nie wyróżniał. Formozus przeszedł do historii dopiero dzięki wydarzeniem mającym miejsce po jego śmierci. Jeden z jego następców, Stefan VII wytoczył mu proces pośmiertny, którego przebieg to jedna z najbardziej makabrycznych scen związanych z historią kościoła katolickiego.

Przyczyn takiej niewyobrażalnej sytuacji należy oczywiście szukać na arenie politycznej, chociaż w tym przypadku dochodzi również chorobliwa żądza zemsty. Pontyfikat Formozusa przypada na wyjątkowo burzliwy okres w historii Włoch. Italia był wówczas areną bardzo zaciekłej rywalizacji politycznej, przede wszystkim pomiędzy dwoma przedstawicielami frankijskiej arystokracji, cesarzem Berengarem z Friulu oraz antycesarzem Gwidonem ze Spoleto. Formozus starał się prowadzić politykę kompromisu, ale ten w owym czasie nie był możliwy. W końcu po jednym z kolejnych starć między Berengarem, a Gwidonem i próbą targnięcia się na państwo kościelne, papież zaczął działać . Sytuacja we Włoszech był na tyle patowa, że papież zaczął szukać sprzymierzeńców za granicą. Ostatecznie król Wschodnich Franków na wezwanie Formozusa ruszył na Włochy, zdominowane już przez Spoletańczyków. Sprzymierzony z Berengerem podbił Bergamo i Rzym, gdzie papież zdążył namaścić go na cesarza. W drodze do Spoleto dopadała go jednak ciężka choroba i został zmuszony do powrotu do Niemiec. Przy tak diametralnej zmianie sytuacji wpływy Spoletańczyków zaczęły rosnąć, a nad Formozusem rozpościerały się czarne chmury. Śmierć papieża 4 kwietnia 896 roku pokrzyżowały jednak plany jego wrogom o zemście, chociaż jak się okazało nie do końca.

Po krótkim pontyfikacie Bonifacego VI, w maju 896 roku papieżem został Stefan VII. Jego rządy w Stolicy Apostolskiej trwały co prawda zaledwie piętnaście miesięcy, ale historia nigdy o nich nie zapomni. Stefan VII był zagorzałym zwolennikiem Spoletan, a jak niektórzy twierdzą całkowicie im podporządkowany. W 897 roku zwołał Synod Rzymski, w którym oskarżonym miały być ... nieżyjący Formozus. Zarzut polegał na tym, że Formozus był biskupem Porto i zgodnie z decyzjami soboru nicejskiego (325) nie mógł zmienić diecezji, opuszczając jedno biskupstwo, by objąć drugie. Biskup był związany ze swoją diecezją do śmierci. To przekroczenie praw kościelnych nie dotyczyło tylko Formozusa. Pierwszym papieżem w dziejach, który jako biskup innej diecezji został wybrany na urząd biskupa Rzymu, był Marynus I. Sam oskarżyciel, papież Stefan VI, także był biskupem, nim został papieżem. Był do tego synem księdza. Stefan swoje biskupstwo Anagni otrzymał od nikogo innego jak od Formozusa.

Sam przebieg procesu to mieszanka kuriozum i makabry. Stefan VI zarządził najpierw odgrzebanie gnijących zwłok Formzusa, który w grobie spoczywał już od dziewięciu miesięcy. Następnie ciało wyjęto z trumny, przyniesiono na salę rozpraw, odziano w papieskie szaty pontyfikalne i osadzono na tronie, obok którego zasiadł „adwokat” oskarżonego! Sam proces trwał trzy dni, a Formuzus został oczywiście uznanym winnym wszystkich zarzucanych mu czynów. Wszystkie jego postanowienia oraz święcenie zostały anulowane, w tym przede wszystkim koronacja Arnfula na cesarza. Wbrew pozorom to jednak nie koniec tej „szopki”. Najpierw kat odrąbał Formozusowi trzy kikuty palców, którymi kiedyś udzielał błogosławieństw. Następnie został zrzucony z tronu, przyobleczony w zwyczajne szaty i wleczony ulicami Rzymu, po czym wrzucony do zbiorowego grobu z biedakami. Po kilku dniach papież Stefan doszedł do wniosku, że to mało i nakazał ponowne wydobycie szczątków Formozusa i wrzucenie ich do Tybru. Od wyświęcanych przez Formozusa egzekwowało się oświadczenia o nieważności święceń.

Skutki tej makabrycznej historii ciągnęły się jeszcze przez długie lata. Rzymskie tłumy zwróciły się przeciw Stefanowi VI, który został zmuszony do rezygnacji z tronu. Formozus zostaje uznany za męczennika, a kolejni papieże anulują postanowienia „trupiego synodu”, Formozus zostaje natomiast pochowany na brzegach rzeki Tybru. Jedynie Stefan VII, o którym jeszcze będzie mowa w kolejnym rozdziale, ponownie unieważnił święcenia oraz pozbawił urzędów dostojników kościelnych, którzy je otrzymali od Formozusa. Decyzję tą zmienił jego następca i zarazem syn Jan XI. Od „synodu kawaderskiego” kolejni biskupi Rzymu starali się również zatuszować całą sytuację i dopilnować, by kiedykolwiek nie doszło do podobnego horroru. Na soborze w Rawennie zakazano pozywania zmarłych przed sądy i spalono akta „trupiego synodu”. Frakcje formozjańska i antyformozjańska przez całe dziesięciolecia zwalczały się jeszcze w różnych formach, w tym na polu literatury i filipik pisanych. Pomimo spalenia akt nie zapomniano o tej sprawie. Nawet do dziś. W Zaduszki 2002 r. we wrocławskiej wieży ciśnień Grupa Artystyczna „Ad Spectatores” Pod Wezwaniem Calderóna wystawiła mroczną sztukę „Trupi synod" w reżyserii Macieja Masztalskiego. Sam kościół natomiast bardzo niechętnie wraca do całej sprawy, a najlepszym tego dowodem jest fakt, iż nikt nigdy więcej nie przyjął już imienia Formzous.

Rozdział V: Pornokracja

Pornokracja, nazywana również „rządami nierządu”, to esencja i pewien punkt kulminacyjny w obyczajach oraz sposobie sprawowania władzy przez biskupa Rzymu w średniowieczu. Za początek dziejów pornokracji przyjmuje się rządy Sergiusza III. Na tronie zasiadł on w 904 roku, dzięki bardzo szerokim wówczas wpływom Teofilatka, konsula Tusculum oraz przede wszystkim jego żony Teodory. Wpływ na to miały nie tylko względy polityczne, ale również romans Sergiusza z Teodorą. Sam Sergiusz również pomógł sobie w zdobyciu stanowiska najwyższego hierarchy kościelnego, zlecając zabójstwo jednego lub dwóch swoich poprzedników (papieża Leona V oraz antypapieża Krzysztofa, z czego bezdyskusyjna jest tylko popełniona zbrodnia na tym drugim). Sergiusz wkrótce uwiódł córkę swej kochanki, piętnastoletnią Marozję, która została jego stałą kochanką i która dała mu syna, przyszłego Ojca Świętego, Jana XI.

Okres pornokracji walnie przyczynił się do definitywnego rozpadu chrześcijaństwa na część wschodnią i zachodnią, a pontyfikat Sergiusza był tutaj jednym z punktów kluczowych. W tym czasie bowiem cesarz bizantyjski Leon XI doczekał się potomka z czwartą żoną. Patriarcha Konstantynopola odmówił jednak legalizacji tego małżeństwa, gdyż prawo zezwalało jedynie na dwie żony. W związku z tym władca zwrócił się do papieża rzymskiego o udzielenie stosownej dyspensy, które to życzenie papież spełnił skwapliwie. W odpowiedzi na to patriarcha obłożył papieża klątwą, czym ten nieszczególnie się przejął, wszak wyklinali go już i rzymscy papieże, jego poprzednicy na stanowisku. Wśród ludu rzymskiego cieszył się jednak Sergiusz sympatią, potrafił bowiem sprawnie zabiegać o jego względy hojnymi darami.

Następcami Sergiusza III byli Anastazy III (911-913), Lando (913-914) i Jan X (914-928). Cała trójka objęła tron Stolicy Apostolskiej za wstawiennictwem Teodory, najprawdopodobniej byli też jej kochankami. Jan X, o którym była już mowa przy okazji rozdziału „Papieże walczący” starał się uwolnić spod wpływów Rzymu, za co srogo zapłacił. W 928 roku został zabity jego brat, a on sam zmuszony do wyrzeczenia się tronu. Na skutek intryg Marozji trafił do więzienia, gdzie niespełna rok później został uduszony.

W 928 roku ginie Teodora, a „pierwsze skrzypce” gra już tylko jej córka. Za jej sprawą papieżami zostają po kolei Leon VI (928-928), Stefan VIII (928-931) i w końcu wspomniany wcześniej Jan XI, syn Marozji oraz Sergiusza III. Sytuacja w Rzymie zaczyna ulegać zmianie w roku 932, kiedy do władzy w stolicy Włoch dochodzi Alberyk II, młodszy syn Marozji oraz Alberyka I. Po kłótni z drugim mężem swojej matki, Gwidonem z Toskanii, królem Włoch, Alberyk II doprowadza do jego ucieczki z Rzymu i uwięzienia własnej matki. Tym samym przejmuje władzę nad wybieranymi kolejno papieżami: Leonem VII (936-939), Stefanem IX (939-942), Marynusem II (942-946) oraz Agapitem II (946-955). W roku 936 roku Alberyk II bierze za żonę swoją przyrodnią siostrę Aldę (córkę Gwidona), z którą ma syna Oktawiana. Na łożu śmierci Alberyk namaszcza go na papieża. Oktawian przyjmuję imię Jan XII.

Pontyfikat Jana XII zakończył historyczny okres pornokracji w Watykanie. Można by jednak ironicznie powiedzieć, że koniec ten miał „wielką pompę”. Jan XII objął tron papieski w wieku osiemnastu lat i jest najprawdopodobniej najmłodszym biskupem Rzymu w historii, sprawującym do tego zarówno władzę duchową, jak i świecką. Chociaż mówienie o władzy duchowej Jana XII nad ówczesną Europą wiąże się z dużą hipokryzją. Oktawian był oskarżany o to, że zamienił Watykan w dom publiczny, miał całą rzeszę metres, a najprawdopodobniej nawet stosunki seksualne z własnymi siostrami oraz matką. Istnieje legenda mówiąca, że zmarł w trakcie cudzołóstwa na udar mózgu lub atak serca, według innych podań miał zostać zabity przez męża kobiety, którą uwiódł. Chyba trudno wyobrazić sobie bardziej symboliczne wydarzenie dla końca pornokracji.

Rozdział VI: Komu odpust, komu?

W 1343 roku papież Klemens VI usankcjonował prawnie przekonanie, że Jezus wraz ze świętymi pozostawili na ziemi skarbiec zasług, z którego mogą czerpać członkowie Kościoła w celu odpuszczenia doczesnej kary za grzechy (tą kwestią zajmiemy się nieco później). Człowiek mógł zdobyć udział w zasługach przez odpust kościelny przyznawany przez papieża w zamian za dobry uczynek. Często była to po prostu darowizna pieniężna. Nauka ta zakładała ponadto, że uczynkowi musiała towarzyszyć wewnętrzna skrucha, niemniej jednak to najważniejsze przesłanie nauczania o odpustach było pomijane lub lekceważone.


Kościół, a Watykan przede wszystkim, zawsze obracał ogromnymi pieniędzmi. Głównym dochodem są oczywiście składki od wiernych. Nie ma w tym nic złego, jeżeli wierni wiedzą za co płacą. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych i charakterystycznych grzechów kościoła katolickiego w średniowieczu jest bez wątpienia sprzedaż odpustów. Praktyka ta miała bezpośredni wpływ na ogłoszenie 31 października 1517 roku przez Marcina Lutra 95 tez i początek reformacji. Pierwsza z tez brzmiała: „Gdy Pan i Mistrz nasz Jezus Chrystus powiada: ‘Pokutujcie’, to chce, aby całe życie wiernych było nieustanna pokutą. ” Jest to jedno z wydarzeń historycznych, które podaje się za koniec epoki średniowiecznej.

W katolicyzmie odpust oznacza darowanie kary doczesnej za popełnione grzechy. Podczas sakramentu pokuty odpuszczane są grzechy. Pozostaje natomiast otwarta kwestia kary, którą grzesznik musi odbyć w czyśćcu. Odpust jest darowaniem takiej kary (odpust zupełny) lub jej zmniejszeniem (odpust cząstkowy).

Do sprzedaży odpustów wybierano osoby duchowne, najczęściej członków zakonu, mówiono o nich wysłannicy Boga. Wyznaczał je wysoki hierarcha kościelny (niekoniecznie papież). Chodzili oni od miasta do miasta, a jeszcze częściej od wsi do wsi i żerowali na ówczesnej ciemnocie ludzkiej. Straszyli końcem świata, gniewem boskim, piekłem itp.

Najsłynniejszym sprzedawcą odpustów był dominikanin Tetzel, asygnowany do tej funkcji przez arcybiskupa mugunckiego Albrechta. Właśnie z jego działalnością wiąże się wystąpienie Lutra. Głosił on między innymi: „Nie ma widoków na to, aby, pokąd świat światem, powróciła kiedyś znowu chwila takiej szczodrobliwości stolicy apostolskiej względem Niemiec. Niech każdy korzysta ze sposobności, jaka się nadarza ku zbawieniu jego duszy i dusz jego zmarłych! Teraz oto jest dzień zbawienia, czas łaski. Niechaj nikt nie zaniedba szczęśliwości wiecznej dusz swoich ukochanych!

Dawanie odpustów za pieniądze nie było jednak najbardziej niegodziwą formą handlowania nimi. Wielokrotnie papieże obiecywali odpuszczenie grzechów za ... zabijanie! Taką gwarancje dawali zazwyczaj przy okazji wojen za Stolicę Apostolską, czy raczej dla Stolicy Apostolskiej. Najlepszym tego przykładem jest gwarancja odpuszczenia grzechów przy okazji krucjat do Ziemi Świętej, które będą tematem drugiej części pracy.

Kropka nad „i”

W części tej podałem tylko przykłady, najbardziej moim zdaniem reprezentatywne oraz najsłynniejsze, wykroczeń (delikatnie rzecz ujmując) biskupów Rzymu. W zasadzie zapoznając się z biografiami lub notkami biograficznymi kolejnych papieży znajdowałem informacje o całym szeregu grzechów, jakie mieli na koncie. Mówienie o grzechach głowy kościoła katolickiego może brzmi kuriozalnie, ale właśnie w takich okolicznościach rodziła się, a przynajmniej rozprzestrzeniała religia chrześcijańska w Europie. Naturalnie zupełnie inny charakter mają wykroczenia biskupów Rzymu w kontekście ich działań zbrojnych oraz na arenie politycznej, a zupełnie inne ich niegodziwości obyczajowe, które bardzo uderzają w autorytet moralny głowy kościoła. Można oczywiście powiedzieć, że średniowieczna Europa była całkowicie odmienna kulturowa i tego typu występki były na porządku dziennym we wszystkich grupach społecznych, a ich rozmiary uzależnione były wyłącznie od stopnia posiadanej władzy. Moim zdaniem akurat w przypadku instytucji kościelnej nie powinno to stanowić usprawiedliwienia. Słowo Boże przecież się nie zmieniło, a skoro duchowni sami o sobie mówili w wiekach średnich, że sprawują posługę boską i działają z inspiracji Stwórcy, to bez względu na epokę w której żyli powinniśmy wymagać od nich znacznie więcej. Współczesny kościół katolicki za wiele popełnionych przez siebie zbrodni przepraszał (głównie za sprawą naszego Jana Pawła II), ale jednocześnie wielu papieży i innych duchownych, którzy tak bardzo zgrzeszyli cały czas znajduje się w poczecie świętych i to właśnie chyba boli najbardziej.

Nie należy również zapominać, że i w okresie średniowiecznym nie brakowało papieży oddanych swojej posłudze w sposób należyty, nastawionych do ówczesnego świata ascetycznie. Takowi byli jednak zazwyczaj drygowani albo przez władzę świecką, albo też przez innych hierarchów kościoła. Takim przykładem może być Paschalis II (1099 – 1118), który panował w okresie walki kościoła o inwestyturę. Dążył on do kompromisu z cesarzem Henrykiem V, ale napotkał stanowczy opór duchownych, którym zależało na utrzymaniu swoich dóbr doczesnych, a także utrzymaniu swojej roli w Cesarstwie jako wielkich feudałów. Paschalis II, który nie był sprawnym intrygantem ugiął się pod żądaniami swoich podwładnych, za co został uwięziony przez Henryka V, a gdy ponownie dążył do ugody, został oskarżony przez gregorian o herezję i tak walka toczyła się dalej! Myślę, że jest to właściwy przykład papieża, który chciał być dobry, a nie mógł. Takich biskupów Rzymu w średniowieczu jeszcze kilku by się znalazło, chociaż są na pewno w mniejszości.

No właśnie, można zastanowić się, dlaczego większość papieży średniowiecznych zapracowała sobie na tak marną opinie. Odpowiedź wydaje się być bardzo prosta. Główny wpływ na to miał sposób wybierania biskupa Rzymu. Stanowisko to w średniowieczu było głównie przyznawane dzięki wpływom możnowładców, albo dziedziczone (!), a niejednokrotnie i kupowane.

Temat papieży w tej pacy na pewno nie jest zakończony. Będą się oni przewijać z oczywistych względów zarówno w części o krucjatach, jak i o inkwizycji.


CZĘŚĆ DRUGA: KRUCJATY


„Wprawdzie chrystianizm odszedł bardzo daleko od ewangelicznego potępienia walki zbrojnej, to jednak pojęcie „wojny świętej”, a więc nie tylko sprawiedliwej, lecz traktowanej zgoła jako swoisty obowiązek religijny, wiąże się na Zachodzie dopiero z walkami wyzwoleńczymi w Hiszpanii. Apel skierowany w 1063 r. do wszystkich narodów chrześcijańskich przez papieża Aleksandra II w sprawie udzielenia pomocy Hiszpanom jest przez dzisiejszych badaczy uważany za narodziny idei wojny świętej, czyli krucjaty. Papiestwo, uświęcając walkę z niewiernymi, nie zapomniało jednak o zagwarantowaniu sobie płynących stąd korzyści. Oto bowiem tenże sam Aleksander II uznał wyzwolenie spod jarzma saraceńskiego ziemie za własność papieską, obiecując nadać je w lenno zwycięzcom.”


W okresie średniowiecznym krucjaty prowadzone były praktycznie cały czas i to często nawet na kilku frontach. Najsłynniejsze z nich to: Rekonkwista (od X do XV wieku przeciwko Arabom na Półwyspie Iberyjskim), Krucjaty połabskie (zbrojne próby chrystianizacji Słowian połabskich podejmowane w XII wieku), Krucjaty pruskie (zbrojne wyprawy chrystianizujące pogańskich Prusów i Jaćwingów), Wojny husyckie (zbrojne działania prowadzone głównie przez Zygmunta Luksemburskiego przeciwko powstaniu czeskich husytów), Krucjaty antytureckie (ogłaszane przez papieży do walki z postępującym w Europie Imperium Osmańskim) oraz Krucjaty przeciwko Katarom, o których będzie mowa w trzeciej części pracy. Najsłynniejszymi i wydaje się najważniejszymi krucjatami były oczywiście Wyprawy Krzyżowe. I właśnie temu zagadnieniu poświęcę tą część pracy. Nie będę jednak pisał o przyczynach krucjat do Ziemi Świętej, czy opisywał kolejnych wypraw, gdyż charakter tej pracy mi na to nie pozwala. Skoncentruję się na największych błędach i zbrodniach wynikających z tych wydarzeń..

Rozdział I: Krucjata Ludowa

We wtorek 27 stycznia 1095 roku, w miejscowości Clermont we Francji, w której właśnie kończyły się obrady synodu, papież Urban II wygłosił historyczne oświadczenie. Nakreślił on wizję wielkiej wyprawy, która miałaby odzyskać dla chrześcijaństwa Ziemię Świętą. Mówił z taką werwą, w tak barwny i gorący sposób opisał ciężkie położenie chrześcijan na Ziemi Świętej, że jego apel o wyzwolenie Palestyny spod jarzma tureckiego, spotkał się z większą euforią i zainteresowaniem niż mógł to sobie wyobrazić sam papież. To przemówienie było jednak tylko początkiem rewelacyjnie przeprowadzonej propagandy. Wyznaczone osoby, wywodzące się zarówno z duchowieństwa świeckiego, jak i zakonnego, rozpoczęły wędrówkę po całej Europie. Ich słowa natrafiły na bardzo podatny grunt nie tylko warstwy rycerskiej, ale również chłopskiej. Oczywiście chęć wyzwolenia grobu Chrystusa nie była jedyną ideą przyświecającą ludowi. Chłopstwo w ogromnej sile zgłaszało się do wyprawy, zwłaszcza z pogranicza Francji i Cesarstwa, gdyż te rejony najbardziej narażone były na klęskę głodu. Nie zdawali sobie oczywiście spawy z niebezpieczeństwa i trudności wyprawy, a Ziemia Święta jawiła się im jako krajna „mlekiem i miodem płynąca”, bo przecież sam syn Boży wybrał ją sobie jako miejsce egzystencji na ziemi. Naturalnie nikt nie próbował im wyjaśnić co ich czeka. W perspektywie klęki głodu chłopi nie mogli i nie zamierzali czekać na termin ogłoszony oficjalnie przez papieża, jako wymarsz krucjaty do Ziemi Świętej (15 sierpnia 1096 r).

Wyruszyli więc oni już w połowie kwietnia 1096 roku, dowodzeni przez pustelnika, Piotra z Amiens. Jako kaznodzieja cechował się przede wszystkim talentem krasomówczym, charyzmą i ogromną wiarą w końcowy sukces, niestety brakowało mu zdolności organizacyjnych i przede wszystkim talentów wojskowych. Ich punktem wyjścia była Kolonia, natomiast istnieją bardzo rozbieżne informacje na temat ich liczebności, od 12 000 ludzi, do ... 180 000. Z ochotników chłopskich wyruszających na wschód do wyzwolenia Ziemi Świętej nikt nie osiągnął celu, a znaczna większość rozproszyła się już nad Renem z powodu grabieży i ekscesów antysemickich (w tradycji żydowskiej określonych mianem pierwszego holocaustu), których się dopuszczali. Dwa tylko oddziały i to z wielkimi stratami, dotarły do Konstantynopola w dniu 1 sierpnia 1096 roku. Tu rozpoczęły się jednak dalsze perturbacje. Cesarz Aleksy I Komnen, który liczył na wsparcie krucjaty rycerskiej, a nie chłopskiej, pragnął jak najszybciej pozbyć się tego problemu i przede wszystkim zdając sobie sprawę ze składu krucjaty, nie dopuścić do łupienia Konstantynopolu. Przetransportował więc całą eskapadę na drugi brzeg Bosforu. Oczywiście cała ta armia została kompletnie rozbita przez wojska Kilidż Arslana I, sułtana Nikei. Samemu Piotrowi Pustelnikowi udało się ujść z życiem z pogromu i wraz z garstką towarzyszy przedostał się do Konstantynopola, gdzie po kilku miesiącach przyłączył się do wyprawy rycerskiej.

Rozdział II: Krucjaty rycerskie

Krucjaty ludowe oraz krucjata dziecięca (patrz rozdział IV), chociaż niezwykle krwawo zapisały się w historii, to jednak były tylko mało znaczącym epizodem wśród wypraw krzyżowych. Prawdziwe znaczenie dla losów ówczesnego, a tak naprawdę i współczesnego świata miały krucjaty rycerskie. Trwały one od 1096 roku do 1291. Przyjmuje się że takich wypraw było siedem.

Tak jak już napisałem pierwsza krucjata rycerska wyruszyła 1096 roku. Papież Urban II obliczył zgromadzonych krzyżowców na 300 000! Liczba ta znacząco została jednak zawyżona, być może nawet dziesięciokrotnie. Mimo wszystko liczba śmiałków przekroczyła najśmielsze oczekiwania. Przywódcą duchowym tej potężnej eskapady został biskup Le Puy, Ademar. Do jego śmierci, która miała miejsce podczas oblężenia Antiochii w 1098 roku, jego osobisty autorytet studził pychę, zapał i ambicję poszczególnych wodzów. Krzyżowcy do Konstantynopola wyruszyli czterema różnymi szlakami więc dotarli na miejsce „zbiórki” w różnym okresie czasowym. Tu czekał na nich cesarz Bizancjum Aleksy. Co prawda liczył on na wsparcie chrześcijańskich wojowników z Europy, ale raczej w postaci podległych najemników. To co zobaczył musiało go wprawić w duży niepokój. Nie bez problemów zdołał on nakłonić krzyżowców do złożenia mu przysięgi lennej i czym prędzej przeprawił ich przez Bosfor. Od tego momentu wyprawie towarzyszył oddział bizantyjski, pod dowództwem generała Tatitikosa. Pierwszym sukcesem Krzyżowców było odbicie Nikei z rąk Kilidż Arslana, która została oddana cesarstwu. Następnie armia krucjatowa wyruszyła szlakiem przez Anatolię.

W październiku 1097 roku dotarła ona pod mury Antiochii, której żmudne oblężenie trwało ponad dziewięć miesięcy. W tym czasie armia krzyżowa odpierała kilkakrotnie próby odsieczy organizowane przez poszczególnych Emirów tureckich, do których garnizon Antiochii słał listy z rozpaczliwymi prośbami pomocy. W czasie oblężenia, obóz opuścił grecki generał Titikos, słusznie bojąc się zamachu na jego życie. Krzyżowcy, którzy i tak z nieufnością odnosili się do cesarza, po tym incydencie uznali, że nie obowiązuje ich przysięga złożona Aleksemu. Wywołało to pewien sprzeciw, ale jednak większość zwykłych żołnierzy uważała że postąpiono słusznie. Uważali, że w końcu należała im się większa pomoc ze strony cesarza, ponieważ walczą także w obronie Bizancjum. Nie rozumieli, że cesarz nawet gdyby chciał nie mógł zaoferować im większej pomocy. Poza tym zdawał sobie sprawę, że baronowie tylko czekają na możliwość wymigania się od przysięgi, gdyż w końcu w większości przybyli na wschód, żeby zdobywać ziemie dla siebie, a nie dla cesarza. Wracając jednak do oblężenia, Antiochia była potężnym miastem, które musiało zostać zdobyte, jeżeli krzyżowcy myśleli o podbiciu Palestyny. Ostatecznie w wyniku zdrady greka Firuza, dowódcy jednej z bram miejskich, którego żonę uwiódł pewien Turek, armia krzyżowa wdarła się do miasta. 3 czerwca 1098 doszło do straszliwej rzezi mieszkańców Antiochii, w tym także chrześcijan! Nikt nie pytał, jaką wiarę wyznawał mieszkaniec grodu.

Do podobnej rzezi doszło przy okazji zdobycia Jerozolimy 7 czerwca 1099 roku. W oblężeniu tego miasta udział brało tysiąc dwustu rycerzy oraz dwanaście tysięcy piechurów. W mieście, w którym znajdował się Grób Chrystusa żyło przynajmniej tyle samo chrześcijan co muzułmanów.

Krzyżowcy, pijani zwycięstwem odniesionym po tylu udrękach, rozbiegli się po ulicach i wdzierając się do domów i meczetów zabijali każdego, kto wpadł im w ręce, nie wyłączając kobiet i dzieci. Kiedy Rajmund z Aguilers wszedł do meczetu Al-Aksa, musiał się przedzierać przez stosy trupów i brodzić we krwi, która sięgała mu do kolan. „Nie można było bez przerażenia patrzeć na tę masę zabitych, na te członki odrąbane, walające się wkoło, na te strugi krwi zalewające ziemię…” – pisał Wilhelm z Tyru. Rzeź trwała trzy dni. Krew spływająca w wąskich uliczkach sięgnęła, jak mówiono, aż do kolan, a w mieście nie ostał się żywy ani jeden muzułmanin, ani jedna muzułmanka kobieta i dziecko. Nie było też w Jerozolimie Żydów, bo schronili się wszyscy w jednej synagodze i w niej zostali spaleni żywcem. Jest to jedna z tych zbrodnii, która najbardziej kładzie się cieniem na doktrynie Kościoła katolickiego. Co więcej chrześcijańska Europa przyjęła wiadomość o zdobyciu Jerozolimy jako ogromny sukces i powód do świętowania oraz modlitw dziękczynnych. Oczywiście trzeba pamiętać, że masmedia w średniowieczu nie istniały, a kościół zadbał o to, by cała historia została odpowiednio przedstawiona. Na szczęście świadkami tego byli niektórzy kronikarze, jako chociażby wspomniany już Wilhelm z Tyru, który notabene był arcybiskupem. Pierwszą krucjatę uznano za duży sukcesu. Na obszarach Palestyny utworzono Królestwo Jerozolimy.

Nawet jednak z punktu widzenia najwyższych hierarchów kościoła, czy świeckich przywódców Europy pierwsza krucjata nie zamknęła sprawy. Opanowanie Jerozolimy nie równało się przecież z wypędzeniem islamu z Palestyny, a krwawe rzezie nie odstraszyły „wrogów” kościoła, a wręcz przeciwnie, spotęgowały ich wolę oporu. I rzeczywiście w 1144 roku słynny władca Mosulu, Imad al-Din Zengi zdobył hrabstwo Edessy, założone przez krzyżowców podczas pierwszej krucjaty. To wydarzenie było głównym bodźcem do zwołania drugiej wyprawy krzyżowej. Jej inicjatorem był król francuski Ludwik VII. Największym propagatorem i wręcz organizatorem był jednak papież Eugeniusz III oraz niezwykle popularny i wpływowy wówczas zakon cystersów, którego Eugeniusz był zresztą członkiem. Zakon ten, pod kierunkiem najwybitniejszego przedstawiciela, Bernarda z Clairvaux, rozwinął ożywioną działalność propagandową. Zapewniła ona poza Francuzami udział w wyprawie również Niemców z królem Konradem III na czele. Wyprawa ta zakończyła się jednak całkowitą klęską, głównie ze względu na niechęć, a wręcz wrogość wobec siebie Konrada III oraz Eugeniusza III.

4 lipca 1187 toku doszło do bitwy pod Hattin pomiędzy wojskami Królestwa Jerozolimskiego, pod wodzą króla Gwidona z Lusignan, a wojskami muzułmańskimi sułtana Saladyna. Bitwa ta zakończyła się całkowitą klęską łacinników. Zginęło ok. 8000 krzyżowców, a ok. 12 000 wzięto do niewoli. Pod Hattinem zniszczona została największa armia, jaka kiedykolwiek została wystawiona przez Królestwo Jerozolimskie. Chrześcijanie utracili Relikwię Krzyża Świętego. Bitwa ta była największą klęską chrześcijan w walce z muzułmanami w Ziemi Świętej. Wkrótce po tym zwycięstwie Saladyn zdobył Jerozolimę i większość miast Królestwa Jerozolimskiego. Wieść o klęsce otarła się głośnym echem w łacińskiej Europie, a papież Grzegorz VIII ogłosił, że zdobycie Jerozolimy było karą za grzechy popełnione przez chrześcijan i dlatego konieczne jest zorganizowanie kolejnej krucjaty, aby odkupić grzechy i odzyskać Jerozolimę. Na to wezwanie odpowiedział król Anglii Henryk II i król Francji Filip II August. Zakończyli oni wojnę między sobą i obaj narzucili swoim poddanym nowy, 10% podatek, aby sfinansować wyprawę do Ziemi Świętej. Na Bliski Wschód ruszył również cesarz Fryderyk Rudobrody. Mimo takiej mobilizacji i tak nie można mówić o sukcesie III krucjaty. Przyniosła ona niewspółmierne efekty w stosunku do ogromu mobilizacji i ofiar (nie tylko na polu bitwy, ale również wskutek zarazy). Zakończyła się ona zdobycie miasta Akka (tym razem obyło się bez rzezi!) i podpisaniem ugody z Saladynem, która zapewniała pielgrzymom swobodny dostęp do Jerozolimy oraz przekazanie przez Turków pasa wybrzeża morskiego od Tyru do Jaffy.

Wyniki trzeciej krucjaty uważano w Europie za porażkę, a papież Innocenty III rozpoczął przygotowania do czwartej krucjaty, która ostatecznie sprowadziła cała ideę wypraw krzyżowych na dno. Po klęsce drugiej i trzeciej krucjaty propaganda Kościoła katolickiego nie zdołała porwać mas. Ulegli jej tylko feudałowie Lombardii oraz feudałowie wschodniofrancuscy. Plan nowej wyprawy zakładał zaatakowanie przez krzyżowców Egiptu, jako źródła potęgi Saladyna i jego następców. Za punkt zbiorczy obrano Wenecję, jednak gdy całe rycerstwo tam dotarło, okazało się, że nie ma wystarczający funduszy by flota przeprawiła krzyżowców do ujścia Nilu. W tym momencie na arenę wkroczył doża wenecki Dandolo, który zaproponował transport morski w zamian za pomoc w wojnie z dalmatyńską Zarą. Propozycja ta została przyjęta i krzyżowcy zdobyli miasto leżące na granicy ówczesnych Węgier, ale to był dopiero początek. Pod Zaurą zjawił się Alesky, syn zdetronizowanego cesarza bizantyjskiego, Izaaka Angelosa. Przy wydatnym wsparciu Dandolo przekonał on zdecydowaną większość krzyżowców do pomocy w odzyskaniu tronu.

W lipcu 1203 roku krzyżowcy bez przeszkód przepłynęli Dardanele i przypuścili szturm na mury miasta. Jednakże rewolucja pałacowa, podczas której Aleksy IV został uduszony, sprzątnęła im zwycięstwo sprzed nosa i w kwietniu musieli zacząć wszystko od początku. Tym razem miasto Konstantyna zostało gruntownie splądrowane, kościoły złupione, mieszkańcy wyrżnięci, ikony potrzaskane. Barbarzyństwo krzyżowców wobec Bizantyjczyków przeszło – jak pisze Steven Runciman - wszelkie wyobrażenia. Od dziewięciu stuleci to wielkie miasto było stolicą cywilizacji chrześcijańskiej. Przetrwało w nim mnóstwo pomników starożytnej sztuki greckiej, wszędzie też spotykało się arcydzieła znakomitych rzemieślników bizantyjskich. Wenecjanie znali się na wartości tych dzieł, więc korzystali z każdej możliwości grabieży bezcennych skarbów, które wywozili do siebie, by zdobić nimi tamtejsze pałace i świątynie. Natomiast Francuzów i Flamandów ogarnął szał niszczenia. Rozpasany motłoch rozbiegł się po ulicach, rabując wszystko, co błyszczało, a niszcząc to, czego nie można było zabrać. Zatrzymywano się zaś tylko po to, by mordować, gwałcić lub włamywać się do piwnic z winem. Nie oszczędzono ani klasztorów, ani kościołów, ani bibliotek. W kościele Bożej Mądrości pijani żołnierze zdzierali jedwabne zasłony, rozbili w proch srebrny ikonostas, deptali po świętych księgach i ikonach. W klasztorach gwałcono zakonnice. Ów rozlew krwi i grabież trwały trzy dni, aż w końcu piękne miasto obrócono w kompletną ruinę. Nawet Saraceni okazaliby więcej miłosierdzia – wołał z rozpaczą historyk Nicetas – i miał rację. Odtąd w pamięci chrześcijan wschodnich utrwaliło się barbarzyństwo łacinników. Nigdy też im go nie wybaczyli. Schizma w oczach wschodnich chrześcijan była już zupełna, nieodwracalna i ostateczna.

Krucjata piąta (1218-1221), szósta (1248-1254) i siódma (1270) zakończyły się w Egipcie i Tunisie, gdzie w wyniku zarazy zmarł król Francji Ludwik Święty. Efektem ekspedycji morskich krzyżowców były dewastacje śródziemnomorskich portów. Co prawda 17 marca 1229 roku cesarz niemiecki Fryderyk II Hobenstauf wjechał do Jerozolimy i miasto, o które próżno wojował Ryszard Lwie Serce, znów wróciło w chrześcijańskie ręce. Ale Fryderyk nie zdobył go mieczem. Wynegocjował je od potomka Saladyna, kalifa Al.-Kammila z Kairu, z którym od lat prowadził przyjacielską korespondencję na temat logiki Arystotelesa i nieśmiertelności duszy. Zresztą rychło, bo w 1244 roku, Jerozolima zostanie ponownie zajęta przez Turków i Królestwo Jerozolimy stolicę swą będzie zmuszone przenieść do Akki, która ostatecznie padnie w 1291 roku jako ostatni bastion chrześcijaństwa w Ziemi Świętej.

Rozdział III: Krucjata dziecięca


Jednym z najstraszniejszych wydarzeń, które miały miejsce pod wpływem średniowiecznego ruchu krucjatowego była tzw. „krucjata dziecięca”. Niestety nie jest to żadna metafora.

Niepowodzenia inicjatyw krucjatowych sprzyjały w Europie wystąpieniom mistycznym, świadczącym o masowej psychozie. Takim był ruch, który ogarnął w tym czasie młodzież różnych krajów. Szerzyła się wśród niej wiara, że wyzwolenie grobu Chrystusowego mogą dokonać jedynie niewinne dzieci.

W zasadzie były to dwa równoległe ruchy, pierwszy zainicjowany przez niemieckiego pastucha Nikolasa, który podawał się za nowego Mojżesza i obiecywał, że wody Morza Śródziemnego się rozstąpią. Gdy tak się nie stało „krucjata”, licząca około 7000 osób rozpadła się. Część pielgrzymów skierowała się do domów, inni powędrowali do Rzymu, jeszcze inni mogli powędrować doliną Renu do Marsylii, gdzie zostali prawdopodobnie sprzedani w niewolę. Do domów dotarło jednak niewielu, a do Ziemi Świętej nikt.

Przywódcą drugiego ruchu był francuski pastuszek Stephen de Cloyes. Twierdził on, że jest w posiadaniu listu od Jezusa do króla Francji. Przyciągnął tłum liczący około 30000 ludzi i poprowadził go do Saint-Denis, gdzie widziano jak czyni cuda. Jednak król Filip II August (któremu doradzał w tej sprawie uniwersytet w Paryżu) rozkazał tłumowi rozejść się do domów. Większość uczestników zajścia posłuchała rozkazu. Żadne z ówczesnych źródeł nie wspominają o planach udania się do Ziemi Świętej.

Należy jednocześnie dodać, ze ruchy pociągnęły za sobą tylko biedotę, wśród której dzieci stanowiły zdecydowaną większość. Nie chcę tutaj przedstawiać obrazu całkowitej ciemnoty ludzkiej średniowiecza. Naturalnie wystąpienia mistyczne, rzekome cuda itp. działały na niewykształcony motłoch, ale nie można również niedoceniać czynników ekonomicznych. Krucjata, a w zasadzie krucjaty dziecięce były traktowane przez wielu jako ostatnia deska ratunku, szansa na zbawienie nie tylko w życiu wiecznym, ale również i doczesnym. Powtarza się więc motyw z krucjaty ludowej, chociaż w przypadku krucjaty dziecięcej mamy do czynienia z jeszcze większą biedotą, by nie powiedzieć średniowiecznym marginesem.

Kropka nad „i”

Jak już wspomniałem we wstępie do tej części pracy moją ambicją nie było przedstawienie syntezy czy chronologii wydarzeń wypraw krzyżowych. Starałem się raczej naświetlić te czynniki, które wpłynęły na to, że idee odzyskania dla chrześcijan Jerozolimy, które odpowiednio interpretowane można nawet uznać za chwalebne, całkowicie zostały zmieszane z błotem. Być może będzie to teza nazbyt śmiała, być może naiwna, ale uważam, że idee te można było zrealizować w sposób pokojowy. Przykładem może być wyprawa (przez niektórych historyków nazywana krucjatą) cesarza Fryderyka II, w latach 1228-1229, o której pisałem w rozdziale trzecim. Niestety na powszechny charakter wypraw krzyżowych ponownie zaważyły ambicje polityczne oraz chęć wzbogacenia się, wielu zresztą ją zrealizowało. Można się w tym miejscu zastanawiać nad rolą papieża i w ogóle kościoła katolickiego. Co prawda osoby duchowne nie były bezpośrednimi autorami rzezi, jakie miały miejsce chociażby podczas pierwszej oraz czwartej krucjaty. Z drugiej jednak strony kolejni papieże i większość duchowieństwa była gorącymi orędownikami oraz inicjatorami kolejnych wypraw krzyżowych, a wojskom, które zabijało, grabiło i gwałciło, biskupi Rzymu gwarantowali odpust całkowity, więc według doktryny katolickiej każdy z nich znalazł sobie w niebie wygodną chmurkę.

Przy okazji ruchu krucjatowego należy pamiętać o zakonach rycerskich, które właśnie na fali wypraw krzyżowych powstawały. Zresztą ich powstawanie to bardzo ciekawa sprawa i bez wątpienia temat na inną obszerną pracę. Upraszczając sprawę, przekształciły się one z hospicjów oraz szpitali, które jeszcze przed okresem krucjat tworzone były dla pielgrzymów udających się do Ziemi Świętej. Wraz jednak z podbojem Palestyny organizacja schronienia dla pielgrzymów nie wystarczyła. Należało wędrowcom zapewnić ochronę. W tym celu powstały właśnie zakony rycerskie, które często swój początek miały przy szpitalach i hospicjach. Oczywiście z biegiem lat priorytety zakonników zaczęły ulegać zmianie, o czym przekonał się chociażby nasz kraj...
  • 0

#2

Patryczek.
  • Postów: 577
  • Tematów: 18
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Dobra dobra, ile jeszcze bedzie tematów oczerniających koscioł katolicki?... za przeproszeniem juz mnie to nudzi... tematy o Islamie są usuwane, a o katolicyzmie rozwijająsię że hoho... i o ateizmie nic nikt nie pisze... cóż dziwne...
  • 0

#3

Fredy.
  • Postów: 11
  • Tematów: 1
  • Artykułów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

CZĘŚĆ TRZECIA: INKWIZYCJA


To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze. Wyłączą was z synagogi. Owszem, nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu. Będą tak czynić, bo nie poznali ani Ojca, ani Mnie.” (Ew. Jana 16, 1-3)



Herezja – wyraz pochodzenia greckiego (hairsesis); w sensie przedmiotowym rozumie się przez herezję twierdzenie sprzeczne z dogmatem wiary, w znaczeniu zaś podmiotowym grzech przeciwny wierze, polegający na odrzuceniu jakiegoś dogmatu. Herezją formalną nazywa się świadome odrzucenie prawdy wiary, a herezją matrialną, gdy dzieje to się w sposób nieświadomy, a więc gdy ktoś wypowiadając jakąś opinie nie zdaje sobie sprawy z faktu sprzeczności z dogmatem. Odróżnia się ponadto herezję wewnętrzną, dokonującą się tylko w myśli, od zewnętrznej, która przejawia się na zewnątrz, np. w mowie lub piśmie. Herezję nazywa się również błędem w wierze (error in fide).

W początkowych wiekach chrześcijaństwa władza świecka (głównie cesarska) za sektę heretyków uważała sam Kościół. Już w I wieku naszej ery chrześcijaństwo uznawano za zbrodnie majestatu władzy cesarskiej (Crimen laese maiestatis), gdyż nie oddawała boskiej czci cesarzom . Sytuacja zmieniła się jednak , gdy chrześcijaństwo zostało zalegalizowane, a następnie ustanowione religią panującą w cesarstwie. Już od Konstantyna, władcy świeccy ingerowali w spory doktrynalne i przy użyciu swojej władzy starali się eliminować heretyków zagrażających jedności chrześcijaństwa. W 380 roku cesarz Teodozjusz wydał zakaz szerzenia się herezji, którą od tej pory przestano uważać wyłącznie za kwestię wiary, ale właśnie ze zbrodnię przeciwko majestatowi cesarskiemu. Tako oto na przestrzeni kilku wieków sytuacją się odwróciła o 360 stopni.

O sformalizowanej instytucji inkwizycyjnej możemy jednak mówić dopiero od XII wieku. Wcześniej Kościół bardziej skoncentrowany był na walce z cesarstwem o panowanie nad średniowieczną Europa, a ponadto ruchy heretyckie nie zagrażały poważnie autorytetowi duchowemu biskupa Rzymu. W XII wieku z jednej strony papieże uwolnili się w dużym stopniu spod wpływów władzy świeckiej, z drugiej jednak w tym czasie z coraz większą mocą rozprzestrzeniać zaczął się ruch Katarów i im podobne, które były bezpośrednim czynnikiem powstania zrębów Inkwizycji.

Rozdział I: Katarzy

W dobie kryzysu wartości moralnych Kościoła katolickiego, o którym można mówić tak naprawdę w okresie całego średniowiecza, a którego apogeum przypada na IX/X wiek, znacznie wzrosło znaczenie i wpływ na ludność, różnych ruchów odłamowych chrześcijaństwa, bądź też tworzących się zupełnie nowych doktryn, nawiązujących tylko pewnymi elementami do chrześcijaństwa. Były to często ruchy bardzo radykalne w swoich zasadach, zarówno jeśli chodzi o wartości i postępowanie na polu moralno-duchownym, jak i sposób ich rozprzestrzeniania się w średniowiecznej Europie. Wielokrotnie miały one charakter sekciarski i wykorzystywane były do celów politycznych. Wszystkie je Kościół Katolicki „wrzucał do jednego wora”, pod tytułem herezja.

Najpotężniejsze tego typu ruchy wywodziły się od Manicheizmu. Był to w zasadzie odrębny system religijno-filozoficzny, czerpiący nie tylko z chrześcijaństwa, ale również z mandaizmu, buddyzmu, gnostycyzmu itp. Religia ta oparta była na zasadzie dualizmu dobra, (dusza) i zła (świat materialny). Ruch ten od początku tępiony był bardzo zaciekle przez Kościół rzymski oraz cesarstwo. W 841 roku, w wyniku prześladowań wszczętych z rozkazu cesarzowej Teodory, śmiercią męczeńską zginęło ok. sto tysięcy manichejczyków. Spadkobiercami Kościoła manichejskiego, bo o takim można śmiało mówić, byli Bogomiłowie, którzy zamieszkiwali głównie Bułgarię oraz Katarzy.

Właśnie ci ostatni stanowili największe zagrożenie dla Kościoła katolickiego w XII i XIII wieku, gdyż to wokół nich zrodziło coś co można by określić „koalicją heretycką”, nazwaną Albigensami, przeciwko którym powstała krucjata, o której jeszcze więcej napiszę. Ruch katarski miał swoich wyznawców niemal w całej Europie, ale w jej północnej części od razu gwałtownie zwalczany był przez władzę świecką (nie muszę chyba pisać, że przy błogosławieństwu Kościoła). Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała nad Morzem Śródziemnym (głównie w północnych i środkowych Włoszech, Francji, Flandrii oraz wschodniej Hiszpanii). Stanowili oni tutaj grupę całkiem pokaźną (w największych ośrodkach ok. 5-10% ludności danego miasta). Nie jest przypadkiem, że doktryna katarów najbujniej rozkwitła w najlepiej rozwiniętych handlowo i kulturowo miejscach Europy. Wobec luksusów i władzy Rzymu, zarówno jako osoby prywatne, jak i jako Kościół Katarzy żyli w prawdziwym ubóstwie, bez majątków ziemskich, czy własności feudalnej. Takiemu sposobowi życia sprzyjała również szlachta, przychylnie spoglądająca na osoby kościelne rezygnujące z ziemskich dóbr.

Kościół katolicki z dużą ostrożnością podchodził do walki z Albigensami (od tego momentu będę używał tej nazwy, mając na myśli nie tylko Katarów, ale również inne sekty o podobnych założeniach, jak Petrobuzjanie, Henrycjanie, czy Waldensi). Dopiero na synodzie w Weronie, za sprawą papieża Lucjusza III podjęto zdecydowane kroki. Przede wszystkim nałożono na biskupów obowiązek poszukiwania winnych w celu przywiedzenia ich na łono Kościoła katolickiego lub też przykładnego ukarania. Po krótkim czasie zadanie to przekazano osobom specjalnie wyznaczonym do tego celu (głównie dominikanom oraz franciszkanom). Dało to początek trybunałom inkwizycyjnym, które zastąpiły procedurę karną, opierającą się do tej pory na ordaliach („Sądach Bożych”).

Drugim etapem próby zwalczania ruchów heretyckich była godna pochwały organizacja, pod koniec XII, wykładów i kazań, które w sposób pokojowy miały nawrócić na łono Kościoła „zbłąkane owieczki”. Misję te powierzono zakonowi cystersów, którego przedstawiciele wyruszyli na pokojową, niezbrojną krucjatę przeciwko Katarom, kierując się do ich głównego królestwa: południowej Francji. Wchodzili oni do miast, głosząc kazania, usuwając i zastępując lokalnych prałatów, organizując publiczne dysputy na użytek ludu, spowiadając i czasami też, choć rzadko, ogłaszając wyroki. Rezultaty tej działalności zawiodły jednak pokładane w cystersach nadzieje. Nieco większe sukcesy w tej materii odniósł Dominik Guzman, późniejszy założyciel zakonu dominikanów. Zrozumiał on, że aby być słuchanym należy wyzbyć się bogactw, gdyż właśnie to było największą barierą oddzielającą ówczesny Kościół katolicki od ludności. Jednak starania Dominika również nie odmieniły diametralnie sytuacji.

W 1208 roku zamordowany zostaje w Saint Gilles (Langwendocja) Piotr de Castelnau, jeden z legatów papieskich. Inicjatorem morderstwa, a być może nawet jego bezpośrednim sprawcą był hrabia Rajmund IV z Tuluzy, który był gorącym orędownikiem Katarów. Przyczyną poparcia tej sekty nie były jednak względy doktrynalne, a nadzieje na uniezależnienie się od papiestwa i zgarnięcie dóbr kościelnych, leżących na terenach jego włości. Tak oto chęć poszerzenia władzy i majątku, pod pretekstem religijnym po raz kolejny sprowokowała wojnę. Papież Innocenty III, który na długo przed owym morderstwem silnie naciskał na władzę świecką, by stłumiła ruch Albigensów, miał bardzo mocny argument. W efekcie w roku 1209 do Langwedocji wyruszyła prawdziwa krucjata. Jej dowódcami byli opat Arnaud z Citeaux oraz hrabia Szymon de Montfort. Powierzenie dowództwa Francuzom miało symbolizować pojednanie się stolicy biskupiej z tym krajem, gdyż istnienie Katarów na terenach Francji doprowadziło do znacznego ochłodzenia stosunków z Watykanem.

Wojna trwała aż dwadzieścia lat i niestety nie różniła się zbytnio od krucjat do Ziemi Świętej. Do historii przeszła zwłaszcza rzeź w Beziers, gdzie wymordowano wszystkich mieszkańców. Legenda głosi, że rozkaz dokonania tej masakry brzmiał następująco: „Zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna prawdziwych chrześcijan.” . Bardzo wymowny jest również list Arnaud z Citeaux do samego papieża: „Miasto Beziers zostało zdobyte, a ponieważ nasi nie zważali ani na rangę, ani na płeć, ani na wiek, prawie dwadzieścia tysięcy osób poległo pod mieczami. Po dokonaniu tak olbrzymiej rzezi miasto zostało ograbione i spalone, w ten sposób dosięgła je kara boska.” Jakikolwiek dalszy komentarz jest nie tyle zbędny, co nawet nie na miejscu.

W 1229 roku padła Tuluza, a sam Szymon de Montfort zginął zraniony w skroń z kuszy. Traktat pokojowy podpisany w Meaux przez Rajmunda VII, syna hrabiego, miał konsekwencje zarówno polityczne, jak i religijne. Poddał Tuluzę pod panowanie króla Francji, ale z punktu widzenia tematu tej pracy najważniejsze jest, że porozumienie to otworzyło wrota do działania inkwizycji w dzisiejszym rozumowaniu funkcjonowania tej instytucji. Właśnie słowo instytucja jest tutaj kluczowe, gdyż do momentu krucjaty albigeńskiej inkwizycja miała charakter dosyć dowolny, a od zlikwidowania głównego przyczółku Katarów stawała się coraz bardziej sformalizowana, ale o tym więcej jeszcze napiszę w kolejnym rozdziale. Wracając natomiast do likwidacji Albigensów to od pokoju w Meaux zostawali oni systematycznie unicestwiani. Na tereny gdzie mogli dotąd spokojnie egzystować wkraczać zaczęli przedstawiciele biskupa Rzymu. Ci, którzy pragnęli kontynuować swoje religijne praktyki musieli żyć w strachu, w obawie przed tym, że ktoś na nich doniesie. Właśnie donosicielstwo stało się jednym z głównych narzędzi inkwizycji i w jakimś stopniu jej przekleństwem, gdyż wielokrotnie doprowadzało to do tego, że instytucja ta, przez fałszywe donosy, kompromitowała się, a co gorsza popełniała straszne błędy, by nie powiedzieć zbrodnie.

Ruch katarski stopniowo wygasał, nie tylko ze względu na działania inkwizycji, ale również na izolację religijną. To był jednak dopiero początek walki z herezją...

Rozdział II: Przebieg procesu inkwizycyjnego

Tak jak już pisałem w rozdziale poprzednim, zadanie walki z herezją spoczywało pierwotnie na barkach biskupów, jednak wkrótce uznano, że ich działania są zbyt mało zdecydowane, konsekwentne, a przede wszystkim skuteczne. Biskup Rzymu zaczął więc powoływać specjalne osoby do wykonywania tych zadań. W ten sposób rozpoczął się proces formowania trybunałów inkwizycyjnych, a także opracowywanie systemu ich działań.

Był to proces długotrwały, który do dziś nie został w pełni wyjaśniony. O ile jego początku należy szukać w buli Ad Abolendam Lucjusza III z 1184, i o ile kanon trzeciego soboru laterańskiego z 1215 r., zobowiązujący wiernych do denuncjowanie podejrzanych o herezję, wyznaczył kolejny etap tego procesu, to zasadniczym momentem dla funkcjonowania inkwizycji okazało się wsparcie, jakiego Fryderyk II po swojej koronacji w 1220r. udzielił papieżowi w jego walce z herezją, rozpoczynając w ten sposób współpracę Kościoła i władz publicznych („świeckiego ramienia”). Grzegorz IX w 1231 r. skodyfikował procedurę inkwizycyjną, a w 1252 r. Innocenty IV streścił ją i pogłębił w bulli Ad extripanda, która ustanowiła tortury. W bulli tej biskup Rzymu przyrównał wszystkich chrześcijan niekatolików do zabójców, co dało władcom świeckim zielone światło do wydawania wyroków śmierci za herezję. To jest zresztą interesujące. Inkwizycja wydawała różne wyroki, ale nie mogła nikogo skazać na kary okaleczające lub śmierci, ze względu na obowiązujące zasady, że Kościół brzydzi się krwią! W sytuacji jednak, gdy Kościół chciał kogoś okaleczyć lub przede wszystkim uśmiercić oddawał taką osobę w ręce sądów świeckich. Te przewidywały za herezję ... karę śmierci. Żeby nie dość było tej hipokryzji, trybunał inkwizycyjny prosił o łagodne potraktowanie heretyka (oczywiście mając świadomość jaki wyrok zapadnie).

Działania inkwizytora miały jasno określony proces postępowania, co w średniowiecznym systemie sądowniczym było ewenementem. Po przybyciu do danej miejscowości jeden lub kilku inkwizytorów zwoływało miejscową ludność do kościoła. Po wygłoszeniu uroczystego kazania na temat wiary inkwizytor ogłaszał „okres łaski”, w czasie którego heretycy dobrowolnie mogli się zgłaszać, wyznawać swoje błędy i przede wszystkim wyrzekać się herezji, a w efekcie liczyć na łagodniejszą karę. Stwarzało to możliwość dla jawnych heretyków uniknięcia kary śmierci, konfiskaty mienia itp. Okres łaski trwał zwykle od czternastu do trzydziestu dni. Wraz z tym okresem ogłaszano również „edykt wiary”, który zobowiązywał wszystkich chrześcijan do informowania inkwizytora o heretykach.

Po okresie łaski zaczynała się właściwa praca trybunału inkwizycyjnego. Podejrzani na podstawie donosów lub złej sławy wzywani byli ustnie lub pisemnie na przesłuchania. Odmowa stawiennictwa się skutkowała wyrokiem zaocznym. Przesłuchiwania wykonywane były zazwyczaj w obecności dwójki inkwizytorów, a także protokołowane przez notariusza lub duchownego. Osoba przesłuchiwana miała prawo mówić tak długo jak chciała. W późniejszym okresie miała również prawo zapoznać się z zarzutami oraz zeznaniami świadków, przy czym ci pozostawali anonimowi. Sporadycznie pojawiała się osoba obrońcy, ale zazwyczaj w osobie jednego z inkwizytorów. Obrona człowieka oskarżonego o herezję wiązała się z ryzykiem, że również samemu zostanie się oskarżonym o tego typu praktyki.

Kluczowym dowodem winy oskarżonego było jego przyznanie (consessio est regina probationum). W tym miejscu pojawia się temat tortur. Praktyki takie były jasno sprecyzowane przez prawo. Jak już wspomniałem wcześniej tortury dopuszczono w 1252 roku, na mocy bulli Ad extripand. Nie mogły one jednak okaleczać trwale i tym bardziej zagrażać życiu oskarżonemu. Ponadto miały odbywać się tylko jeden raz i nie dłużej niż pół godziny. Zwykle jednak obchodzono te przepisy przez „przerywanie” i „dokańczanie” w późniejszym terminie. Do 1264 r. Inkwizytorzy nie mogli asystować przy przeprowadzaniu tortur, ale potem to oni byli za ich przeprowadzenie odpowiedzialni. Należy też podkreślić, że praktyka tortur stosowana była często tylko na zasadzie „straszaka”, oskarżonemu pokazywano salę tortur, licząc, często słusznie, że to zmusi go do powiedzenia „prawdy”. Ponadto zeznania złożone podczas tortur musiały zostać potwierdzone przez oskarżonego.

Treść wyroku inkwizytorzy zobowiązani byli konsultować z biskupem lub odpowiednią komisją mieszaną (świecko-duchową). W praktyce starali się jednak unikać tej konieczności, konsultując tylko wyroki więzienia oraz wydania władzy świeckiej. Wyroki ogłaszane były publicznie podczas ceremonii zwanej Auto-da-fé (z portugalskiego „akt wiary”) lub pod łacińską nazwą sermo fidei. Obok wymienionych już kar więzienia oraz wydania władzy świeckiej istniały również kary pokuty (np. dyscypliny – pojawienia się co jakiś czas w celu poddania się chłoście, pielgrzymki do miejsca świętego, czy noszenie oznakowanej odzieży – naszyte żółte krzyże). Stosowano również często kary pieniężne lub konfiskaty dóbr. Różny charakter miały kary więzienia. Zależnie od stopnia winy skazany odbywał karę w więzieniu zwykłym (Murus largus), tj. w celi z innymi więźniami lub też w odrębnej celi (Murus strictus), w przypadku zaś najcięższego murus strictissimus więźnia dodatkowo przykuwano do ściany łańcuchem. Długość „odsiadki” wynosiła zazwyczaj trzy lata (carcer perpetuus) lub osiem (carcer perpetuus irremissible). Na kary dożywotniego więzienia skazywano heretyków, którzy przyznali się do winy w ostatnim momencie, po przekazaniu władzy świeckiej.

Ciekawym tematem są podręczniki dla inkwizytorów (wzorowane na podręcznikach dla spowiedników), które odegrały dwuznaczną rolę. Z jednej strony z pewnością ułatwiły i jeszcze bardziej ulegalizowały prześladowania, z drugiej jednak dzięki zawartym w nich pytaniom pomagały odróżnić heretyków od nieheretyków, określić charakter herezji, a uczciwym inkwizytorom pozwalały uniknąć pomyłki. Pierwszy znany podręcznik powstał w latach 1241-1242, a jego autorem był aragoński dominikanin, kardynał Rajmund z Penafort. Za najpełniejsze i najbardziej znany uważany był podręcznik dominikanina Bernarda z Gui, inkwizytora z Tuluzy, napisany około 1321 roku. Stanowi on obecnie główne źródło informacji o przebiegu procesu inkwizycyjnego.


Rozdział III: Joanna d’Arc

Nigdy nic nie łączyło mnie z duchami złymi. /Lecz wy, zbrukani waszą rozwiązłością. /Napiętnowani czystą krwią niewinnych, /Zgnili, spaleni tysiącami występków, Nie znając łaski, którą znają inni, /Sądzicie, ze tak zdarzyć się nie może, /By czynił cuda ktoś bez wsparcia diabłów.” (William Szekspir wkłada te słowa w usta Joanny d’Arc na krótko przed jej egzekucją przypomnianą w sztuce Król Henryk Szósty –część Pierwsza)


Joanna, urodzona w 1412 roku w chłopskiej rodzinie Domremy w Lorraine, odegrała krótką, ale znaczącą rolę w wojnie stuletniej. Mając ok. 13 lat Joanna twierdziła, że słyszy głosy i ma wizje. Była przekonana, że różni święci, jak św. Michał, św. Małgorzata i św. Katarzyna przemawiają do niej (św. Małgorzata i św. Katarzyna były w tym czasie obiektem nabożnego kultu, a św. Michał symbolizował Francję w sposób, jaki św. Jerzego kojarzono z Anglią). W 1429 roku, kiedy armia angielska zagrażała Orleanowi, Joanna pojawiła się przed delfinem (następcą tronu) Karolem, twierdząc, że została przez niebiosa wyznaczona do ocalenia Francji od Anglików, którzy kontrolowali niemal połowę kraju, dzięki posiadłościom feudalnym, aliansom z lokalnymi władcami i militarnym podbojom. O swojej misji przekonała też władze kościelne i przy ich aprobacie Karol powierzył jej żołnierzy, zbroję, broń oraz charakterystyczną, białą flagę. Prowadzeni przez Joannę Francuzi zwyciężyli oblegających Anglików. Karol mógł teraz przeciwstawić swe prawo do tronu pretensjom zgłaszanym przez króla Anglii Henryka VI i został koronowany na króla Francji. Podczas uroczystości Joanna stała w pobliżu. Jednak wojna trwała nadal i w 1430 roku, po dziewięciomiesięcznej karierze wojskowej Joanna została pojmana przez żołnierzy Burgundii (dzisiaj część Francji, wówczas jej książę był jednak sprzymierzeńcem Anglii). Joannę przekazano Anglikom, a później sądowi kościelnemu, który miał ją ukarać za herezję i czary.

Można sobie zadać pytanie, dlaczego Joanna d’Arc oddana została pod osąd kościelny, a nie świecki, czy po prostu zgładzona na polu walki. Była jednak ona przywódcą nie tylko wojskowym, ale przede wszystkim duchowym. Chodziło więc o zgładzenie ducha walczących Francuzów, odebranie im nadziei. To osiągnąć można było oskarżając Joannę o herezję i zmuszając do wyznania winy. Właśnie taki cel postawiono przed biskupem Piotrem Cauchonem, doradcą króla Anglii, który prowadził proces inkwizycyjny.
Proces Joanny d'Arc, który rozpoczął się w grudniu 1430 roku, był wielkim skandalem: na rozkaz Cauchona od razu naruszono prawo, osadzając ją nie w więzieniu kościelnym, a cywilnym, gdzie narażona była nawet na próby gwałtu.

Pierwsze przesłuchanie ma miejsce 21 lutego 1431 roku. Dotyczy ono standardowych tematów, jak pochodzenie dziewczyny, jej znajomość podstaw wiary chrześcijańskiej oraz zażądanie obietnicy, iż nie będzie podejmować prób ucieczki. Joanna zaskakuje przesłuchujących ją teologów jasnością umysłu oraz błyskotliwością, co w i jej sytuacji było rzeczywiście niewiarygodne. Na drugim przesłuchaniu Dziewica Orleańska opowiada sędziom historię „głosów” (patrz załącznik nr 3), które wielokrotnie słyszała. Z dnia na dzień przesłuchujący są coraz bardziej natarczywi i wymuszają z Joanny coraz więcej zeznań, które oczywiście odpowiednio zinterpretują. Akt oskarżenia, liczący siedemdziesiąt punktów kończy pierwszą fazę procesu. Główne zarzuty dotyczą czarów. Kolejne przesłuchania przybierają często charakter tragikomiczny, pytania dotyczą np. długości włosów na głowie świętych i aniołów, którzy się jej objawili; obecności koron na ich głowach, czy nagości Michała Anioła.

Wraz z kolejnymi przesłuchaniami Joanny jej sytuacja staje się coraz bardziej tragiczna, dziewczyna z Domremy osamotniona i wycieńczona setkami pytań „pułapek”, powoli zaczyna tracić wiarę, że „głosy” ją ocalą. W końcu 27 marca odczytany zostaje akt oskarżenia. Wstęp uczyniony przez Cauchona (patrz załącznik nr 3) stanowi doskonały przykład mentalności, z jaką inkwizycja podaje do wiadomości wynik swoich działań. W poniedziałek 2 kwietnia trybunał decyduje się na streszczenie punktów oskarżenia w dwunastu artykułach, które zostają wysłane do skonsultowania na uniwersytet w Paryżu. Chodzi tu oczywiście o współdziałanie władzy duchowej ze świecką, a więc o uprawomocnienie wyroku śmierci. Sędziowie wciąż jednak liczą na „złamanie” dziewczyny. 9 maja w centralnej wieży zamku przygotowana zostaje sala tortur, tym razem jednak tylko jako „straszak”. Dziewica Orleańska chociaż schorowana i bliska utraty zmysłów wciąż się nie podporządkowuje trybunałowi.

24 maja, przy cmentarzu opactwa Saint-Ouen w Rouen odczytany zostaje wyrok. Podczas gdy Cauchon rozpoczyna odczytywanie wyroku, Joanna z wysiłkiem podnosi rękę i mówi: „Będę posłuszna” – poddaje się.” Akt oskarżenia zostaje oddalony, co zamyka Joannie drogę na stos, ale oczywiście nie zwalnia jej od pokuty. Dziewica Orleańska skazana zostaje na dożywotnie więzienie. Jednak w cztery dni po złagodzeniu wyroku Joanna odzyskuje siły, przywdziewa ponownie męskie szaty, a gdy przybywa do jej celi Cauchon mówi mu: „...to wszystko, co poprzednio uczyniłam, zrobiłam jedynie ze strachu przed ogniem. To, czemu zaprzeczyłam, było wbrew prawdzie. Wolę odpokutować jednorazowo, niż całe życie cierpieć tu, w więzieniu... Nie zrozumiałam nawet jednego słowa z tego, co było napisane w wycofaniu oskarżenia. Jeśli chcecie, założę niewieście szaty. Co do reszty – nie mam nic do powiedzenia.” Tym razem nie ma już odwrotu, następnego dnia słychać wyrok, w którym poświadcza się, że oskarżona wycofała się z wyrażonej skruchy. Joanna prosi jeszcze o drewniany krzyż i możliwość ujrzenia kościoła w Rouen. Prośby te zostają spełnione, poczym kat przywiązuję Joannę d’Arc do słupa pośrodku stosu, który zostaje podpalony.

Rozdział IV: I znowu ta polityka...

O świcie, w piątek 13 października 1307 r., królewski doradca Wilhelm z Nogaret na czele uzbrojonych podwładnych prewota Paryża wdziera się do komandorii templariuszy. Wywleka z łoża Wielkiego Mistrza Jakuba de Molay, zatrzymuje wszystkich jego towarzyszy i zajmuje dobra zakonu. W tym samym czasie identyczne, doskonale zsynchronizowane operacje policyjne zostają przeprowadzone w pozostałych komandoriach Francji (a jest ich około pięciuset, sześciuset!). Wszyscy templariusze zostają aresztowani i osadzeni w więzieniu, po czym, w trybie natychmiastowym, poddani przesłuchaniom i torturom; najpierw przez urzędników świeckich, potem przez inkwizytorów. Większość z nich przyznaje się do winy: herezji, apostazji i najszpetniejszych możliwych czynów — choć potem odwoła swoje zeznania, tłumacząc je załamaniem w obliczu tortur. W październiku 1312 r. papież Klemens V na soborze w Vienne zarządza kasatę zakonu templariuszy (choć bez formalnego wyroku skazującego; nie mogąc rozwiązać zakonu na drodze prawnej, papież kasuje go „ze względu na ogólne dobro”). O zmierzchu 18 marca 1314 r. na małej wysepce na Sekwanie płonie na stosie ostatni Mistrz templariuszy, Jakub de Molay, zwrócony twarzą ku wieżom katedry Notre-Dame, z modlitwą na ustach.



Przy okazji drugiej części pracy o krucjatach wspomniałem o zakonach rycerskich i ogromnej roli, jaką odgrywały one nie tylko w kontekście wypraw krzyżowych do Ziemi Świętej, ale również na kontynencie. Jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym, a już na pewno najsłynniejszym był zakon Templariuszy. Ich legenda spotęgowana została jeszcze przy okazji książki Dana Browna „Kod Leonarda da Vinci” i kilku innych „baśni”. Oczywiście nie temu będzie poświęcony ten rozdział, tak samo jak nie będę tu pisał o historii tego zgromadzenia. Chciałbym się tylko skoncentrować na zagładzie Templariuszy, gdyż właśnie ta ma bezpośredni związek z działaniem trybunału inkwizycyjnego.

O historii (tej prawdziwej) zakonu Templariuszy, jak i oczywiście jego zagładzie powstał cały szereg książek i artykułów, często różniących się zasadniczo od siebie, chociaż zawsze zgodnych co do absurdu stawianych zakonnikom zarzutów. Ale po kolei.

Zakon Templariuszy w roku 1291 stracił swój ostatni przyczółek w Ziemi Świętej, miasto Akka. Wielu zakonników wówczas zginęło, ale „Ubodzy Rycerze Chrystusa” wciąż byli bardzo potężni w Europie. Po tej klęsce swoją główną siedzibę przenieśli oni na Cypr, prowadząc jednocześnie liczne akcje dyplomatyczne w całej Europie, w celu zwołania kolejne krucjaty do Ziemi Świętej. Ich apele spełzły jednak na niczym. Jednocześnie pojawia się coraz więcej głosów nakłaniających do połączenia się zakonów Templariuszy oraz Szpitalników (Joanitów). Jedni i drudzy jednak się temu stanowczo sprzeciwiają. We współczesnej świadomości ludzkiej zakon Templariuszy pojmowany jest, jako posiadacz wielkich majątków, wręcz jako „bankier” średniowiecznych władców. Jest w tym sporo przesady, chociaż ich majątki ziemskie w całej Europie oraz skarbiec, spędzały sen z powiek królom, a zwłaszcza jednemu z nich. Mowa o władcy francuskim Filipie IV (zwanym Pięknym). Był on na przełomie XIII i XIV wieku najpotężniejszym z królów europejskich, a jego autorytet, czy raczej należałoby powiedzieć siła, skutecznie oddziaływała również na papieża.

13 października przeprowadzona zostaje perfekcyjnie akcja pojmania na terenie Francji zakonników, na czele z Wielkim Mistrzem Jakubem de Molay’me (patrz wyżej). Postawiono im szereg zarzutów, wiązały się one głównie z obrzędem przyjmowania nowych braci podczas tajnych obrad kapituły: zaparcie się Boga i splunięcie na krzyż, bluźniercze uczynki popełniane podczas wkładania stroju (nowicjusz miałby całować preceptora — lub też na odwrót — w pośladki lub w pępek), nakaz uprawiania sodomii. Poza tym oskarżenia dotyczyły niewłaściwego konsekrowania hostii, bezprawnego udzielania rozgrzeszenia, no i wreszcie bałwochwalstwa. W tej ostatniej kwestii jednak ani oskarżyciele, ani więźniowie zdają się nie wiedzieć, o co chodzi.

Dopóty dopóki sposobem przesłuchań nie były tortury Templariusze odrzucali zdecydowanie wszystkie zarzuty, jednak zmuszeni siłą lub groźbą użycia tejże do wszystkiego się przyznawali, również de Molay. Filip IV wystosował ponadto list do wszystkich władców europejskich z nakazem aresztowania zakonników, postąpili tak jednak tylko monarchowie zależni od króla Francji. Sytuacja uległa dopiero zmianie 22 listopada 1307 roku, kiedy papież Klemens V zobligował władców do dokonania aresztowań. Przetrzymywani jednak poza Francją Templariusze mieli o niebo lepsze warunki od „zakładników” Filipa IV, nie było wobec nich stosowanych również tortur więc nie przyznawali się oni do winy.

Skoncentrujmy się jednak teraz na roli papieża w całej historii, gdyż ta była bardzo dwuznaczna. O planach aresztowania Templariuszy Klemens V nie wiedział .Dowiedział się o tym dopiero po fakcie. Wysłał wówczas list protestacyjny w tej sprawie, ale należy pamiętać, że w tym okresie „siła przebicia” biskupa Rzymu była znikoma i Filip IV taki protest po prostu zlekceważył. Ministrowie króla Francji dowodzili, że królewski obowiązek ochrony ludu wymagał od niego działania. W kontekście tak ciężkich zarzutów wystosowanych wobec „Ubogich rycerzy Chrystusa” papież nie mógł jednak zachować biernej postawy lub tym bardziej stanąć jednoznacznie po stronie Templariuszy, stąd list wystosowany 22 listopada 1307. Jednocześnie Klemens V zażądał, by proces o herezje zgodnie z prawem prowadzony był przez sąd kościelny. Na wieść o tym większość Templariuszy, łącznie z de Molay’em odwołała swoje zeznania. W lutym 1308 roku Klemens V, nie będąc w stanie stwierdzić jakiejkolwiek winy Templariuszy, dochodzenie zawiesił.

Filip IV nie daje jednak za wygraną. W maju 1308 roku przekonuje on papieża (oczywiście głównym argumentem była oręż zbrojna) do wznowienia procesu. Uległy papież nie miał wyboru, zgodził się na to w lipcu. Sprawa przeszła w ręce duchowieństwa. Wyznaczono komisję składającą się z biskupów (inna sprawa, że byli to głównie dostojnicy kościelni zależni lub spokrewnieni z królem francuskim). Ostatecznie o losie „Ubogich Rycerzy Chrystusa” miał zadecydować sobór w Vienne, wstępnie zaplanowany na rok 1310.

Komisja zakończyła swoją działalność w czerwcu 1311 roku. Przesłuchała w tym czasie 212 templariuszy spośród, których jednak tylko 87 gotowych było bronić swego zakonu. Pozostali albo odwoływali swą gotowość, albo też wracali do swych poprzednich zeznań obciążających zakon, a nawet wbrew protokołom twierdzili, że nigdy nie chcieli być jego obrońcami. (Wielu z nich ubarwiało swe dawne, powtarzane teraz zeznania nowymi szczegółami: do nich należał Hugo de Narsac, który opowiedział komisji historię pokojowca Jakuba de Molaya, Jerzego, którego „mistrz bardzo kochał”, kiedy paź ten utonął, sądzono, że była to boska zemsta za grzech sodomii). Jeden z zeznających, preceptor Lagny-le-Sec i Sommereux, Raul de Gizy, potwierdził oskarżenie zakonu, jakoby przywódcy, nie będący przecież kapłanami, udzielali templariuszom odpuszczenia nie wyznanych grzechów.

16 października 1311 roku zwołano sobór w Vienne, na którym między innymi rozstrzygnięta miała zostać sprawa Templariuszy. Dopiero w marcu 1312 przybył nań, z pokaźną „obstawą” wojska, Filip IV. Pod tak zdecydowanym naciskiem Klemens V wydał bullę Vox in Excelso, w której ostatecznie rozwiązał zakon Templariuszy.

Od tamtego dnia Templariusze formalnie przestali istnieć. Jednak coś trzeba było zrobić z całą rzeszą zakonników przebywających w więzieniach. Postanowiono, że ci którym nic nie udowodniono lub udowodniono, ale pogodzili się z Kościołem (przyznali się do winy i wykazali skruchę), wrócą do domów klasztornych, by tam w spokoju dożyć swoich dni. Nie wolno im jednak było wrócić do życia świeckiego. Natomiast winni oraz zatwardziali heretycy mieli zostać, średniowiecznym zwyczajem, spaleni na stosie. Wśród tych ostatnich znalazł się mistrz zakonu Jakub de Molay. Egzekucji dokonano 18 marca 1314 roku.

Bogactwa zakonu teoretycznie przekazano Kawalerom Maltańskim, ale król Filip i król Anglii Edward II wiele zatrzymali we własnych królewskich skarbcach.

Oczywiście można się zastanawiać, czy całą tą tragiczną „szopkę” uznać za grzech Kościoła katolickiego. Z pewnością sytuacja nie jest tak jednoznaczna, jak we wcześniejszych przytaczanych przeze mnie wydarzeniach, jednak proces Templariuszy w sposób bardzo klarowny pokazuje moim zdaniem przywarę instytucji papiestwa w średniowieczu, jaką była dbałość na pierwszym miejscu o własne interesy i własną „skórę”. Na próżno szukać w wiekach średnich prawdziwych męczenników w osobach biskupa Rzymu, stąd takie miano przypisuje się chociażby Formozusowi, opisywanemu przeze mnie w pierwszej części pracy.

Rozdział V: Działania inkwizycji na ziemiach polskich

Inkwizycja w Polsce odegrała nieznaczną rolę. Należy pamiętać, że nasz kraj stosunkowo późno przyjął chrześcijaństwo (966r.) i przez pierwsze wieki walka toczyła się raczej o chrystianizację kraju, niż z odłamami tejże chrystianizacji, ponieważ takich do XII wieku żadne źródła nie odnotowują.
Dopiero w 1260 roku rozprzestrzenia się na naszych terenach ruch biczowników. Było to bractwo religijne, znane również pod nazwą Flagelanci, pierwotnie pozytywnie oceniane przez kościół, które przyjmowało biczowanie jako formę pokuty. Z czasem przyjęło ono jednak coraz bardziej radykalne formy, włącznie z aktami seksualnymi. Kościół w obawie przed ekscesami oraz utratą kontroli nad tymi ruchem (niektórzy biczownicy odrzucali sakramenty) zakazał działalności bractwa. Z ich działalnością w Polsce, poprzez groźby więzienia oraz konfiskaty mienia, stosunkowo szybko się uporano.

Papiescy inkwizytorzy w Polsce ustanowieni zostali przez Jana XXII dopiero w roku 1318. Papież powołał wtedy na inkwizytora diecezji wrocławskiej wybitnego dominikanina, Peregryna z Opola, a w diecezji krakowskiej franciszkanina Mikołaja Hospodyńca z Krakowa. Nie wiemy jednak prawie nic o istnieniu heretyków w odrodzonym Królestwie Polskim w XIV wieku. Tylko jedna wzmianka mówi o występowaniu w roku 1318 beginów i begardów w Polsce. Heretycy pojawili się na silnie zurbanizowanym Śląsku, który jednak pozostawał poza granicami Królestwa Polskiego w. Za czasów biskupa wrocławskiego Henryka z Wierzbna, w roku 1315 spalono na stosie około 50 heretyków w Świdnicy oraz kilku we Wrocławiu i innych miastach, a w roku 1332 miał miejsce proces beginek w Świdnicy.

Nieco szerzej rozprzestrzenił się w naszym kraju ruch husycki (ruch religijny i polityczny uczniów oraz zwolenników czeskiego reformatora religijnego Jana Husa, istniejący na przełomie XIV i XV wieku, odrzucał między innymi władzę polityczną i autorytet papieża, doprowadził on do wojen husyckich w latach 1419-1434, które przybrały charakter wojny o niepodległość Czech od domu luksemburskiego). Herezja ta zyskała sobie stosunkowo sporą sympatie także ze względów politycznych, jednak do jej szerszego rozprzestrzenienia się nigdy nie doszło. Stało się tak głównie dzięki antyhusyckim prawom. Odpowiednie zarządzenia znalazły się w statutach synodalnych arcybiskupa Mikołaja Trąby (1420 rok), a w 1424 Władysław Jagiełło w edykcie wieluńskim (patrz załącznik nr 4) zagroził zwolennikom nauki Husa bardzo surowymi karami.

Również w reformacji możemy mówić w zasadzie o nielicznych epizodach działania inkwizycji i to tylko w zakresie biskupów. Za panowania Zygmunta Augusta inkwizycja w Polsce ostatecznie przestała działać, a wkrótce potem konfederacja warszawska z 1573 roku zapewniła szlachcie swobodę wyznania.

Kropka nad „i”

Historia Inkwizycji to mieszanina faktów i legend, z czego te drugie w zdecydowanie większym stopniu przechodzą do świadomości ludzkiej. Są to legendy stawiające tą instytucje w zdecydowanie czarnych barwach, co widać chociażby w wielu książkach, czy filmach, gdzie działania trybunału inkwizycyjnego się przewijają. Jest w tych legendach na pewno sporo prawdy, ale jednocześnie trzeba pamiętać, że inkwizycja zrobiła również wiele dobrego dla średniowiecznej Europy. Dlaczego więc przeniknęła do świadomości ludzkiej tak jednoznacznie źle? Odpowiedzią wydają mi się właśnie takie historie, jak Joanny d’Arc, czy zakonu Templariuszy, które są jednymi z najpowszechniej znanych epizodów średniowiecza, a przez to na ich podstawie uogólniamy pewne zjawiska. Chciałbym pokreślić, że działania inkwizycji, w przeciwieństwie do kwestii opisywanych w dwóch pierwszych częściach pracy, nie oceniam jednoznacznie gdyż tak po prostu się nie da.

Z jednej strony faktem są setki tysięcy ofiar (!), które padły ofiarą działań trybunału. Ja wspomniałem w tej pracy przecież tylko o przypadkach, tych najsłynniejszych, funkcjonowania inkwizycji. Należy też pamiętać, że między XIV, a XVII wiekiem śmierć poniosło ok. 70 tysięcy kobiet i mężczyzn oskarżonych o czary, a niektóre źródła podają nawet liczbę 300 tysięcy! W pracy tej nie wspomniałem również o działaniach tzw. Inkwizycji hiszpańskiej, gdyż ta zaczęła swoją działalność dopiero w XV wieku i oderwana była od zwierzchnictwa papieża, a przeznaczona głównie do wykonywania zadań politycznych. Należy pamiętać jednak, że była to jedna z brutalniejszych, jeśli nie najbardziej brutalna tego typu instytucja.

Z drugiej jednak strony inkwizycja pełniła role swoistego „czyściciela” Europy z wszelakiego rodzaju zwyrodnialców i po prostu zboczeńców. Przykładem takich działań może być historia „potwora z Tiffauges”. W 1432 roku, w kaplicy zamku Tiffauges jego właściciel Giles de Rais (jeden z najpotężniejszych baronów Francji), w obecności Francesco Prelatiego, Florentczyka podającego się za kapłana Lucyfera, złożył przysięgę: „Wyrzekam się krzyża! Zapieram się Boga, Chrystusa i wszystkich świętych, a poddaję we wszystkim twej potędze, szatanie, nie uznaję innego boga, prócz ciebie! Przyjmij mnie w poczet sług twoich, wymaż z księgi żyjących i wpisz do rejestru zmarłych”. Przyprowadzono ofiarę - małego chłopca. Baron de Rais zabił go ciosem noża... Potem były następne mordy, w trakcie „czarnych mszy” i szalonych orgii. Koszmar trwał całe 8 lat. Wieści o wyczynach de Raisa zaczęły powoli rozchodzić się po kraju, baron kpił jednak z bezsilnego prawa. Jego wpływy sięgały nawet królewskiego dworu. Wydawał się nietykalny, dopóki nie rozprawił się z nim trybunał inkwizycyjny, który skazał go na śmierć. 24 października 1440 roku w Nantes baron i jego wspólnicy spaleni zostali na stosie. Jest to z pewnością jeden z drastyczniejszych przykładów zwyrodnialstwa, ale w średniowieczu na pewno nie odosobniony i właśnie takie sprawy potrafił najlepiej rozstrzygnąć trybunał inkwizycyjny.

Należy ponadto pamiętać, że system prawny, na podstawie którego działali inkwizytorzy, wniósł wiele do późniejszego sądownictwa karnego.


(TRUDNE) ZAKOŃCZENIE

„Rozum, przestając być prawem i autorytetem dla siebie, zostaje uzależniony nie tylko od objawienia bożego, ale i od postanowień magisterium zwierzchności wyznaniowej; rozum nie powinien niczego podejmować poza nią, ani niczego, co z nią niezgodne. Rozum, na tej samej zasadzie jak i wszystko, co ziemskie, poddany wymogom teokracji, nie może sam jako taki niczym się kierować ani niczego sam dla siebie określać, bo pozbawiony jest wszelkich uprawnień, które nie byłyby mu przydawane z zewnątrz z woli uniwersalistycznego teo-magisterium.”


Zastanawiam się, czy jest coś co łączy te wszystkie największe błędy Kościoła katolickiego. Doszukuję się tu jednego takiego podmiotu, a mianowicie władzy świeckiej. Mariaż tronu z Kościołem, do którego nawiązywałem też przy okazji pierwszej części pracy, bez wątpienia wpłynął na średniowieczne zwyrodnienia tej instytucji. Z drugiej strony przewrotna wydaje się kwestia, czy Kościół katolicki bez tego ciągłego dążenia do władzy, do bycia autorem „niepodważalnej prawdy”, byłby w stanie rozprzestrzenić swoją doktrynę po całym świecie w tak dużym stopniu, jak ma to miejsce obecnie. Na tą, jakże trudną sprawę każdy odpowiedzieć musi sobie indywidualnie. Smutne, by nie powiedzieć tragiczne, jest na pewno to, że chrześcijaństwo „startowało” jako jedna wielka religia, a w tak dużym stopniu się rozcząstkowało. Najwięcej podziałów miało miejsce właśnie w średniowieczu, a także renesansie. Dlaczego tak się stało? Myślę, że część odpowiedzi można znaleźć w tej pracy.

Zmierzenie się z ciemnymi kartami kościoła katolickiego, a w średniowieczu były one najciemniejsze, nie jest z pewnością rzeczą łatwą ani przyjemną. Od trudnych i bolesnych tematów nie można jednak uciekać i trzeba się z nich „wyspowiadać”. Do całkowitej „spowiedzi” współczesny Kościół chyba jeszcze nie dojrzał więc i nie ma co liczyć na „odpust zupełny”. Bardzo dużym krokiem w tym kierunku był na pewno pontyfikat Jana Pawła II, który za wiele błędów Kościoła przeprosił, ale potrzebuje On godnych kontynuatorów swego dzieła. Za wcześniej jeszcze by oceniać działania Benedykta XVI, ale jest to z pewnością osoba odpowiednia do kontynuacji „spowiedzi” Kościoła katolickiego.



BIBLIOGRAFIA:

Książki:
Jacques le Goff, Apogeum Chrześcijaństwa ok.1180-1330, Warszawa 2003
Ernst Wilhelm Wies, Cesarz Fryderyk II. Mesjasz czy Antychryst, Warszawa 2002
Natale Benazzi, Matteo D’Amico, Czarna Księga Inkwizycji. Najsłynniejsze procesy, Kraków 2003
Chas S. Clifton, Encyklopedia herezji i heretyków, Poznań 1996
Jan Legowicz, Historia filozofii średniowiecznej, Warszawa 1986
Christophe Brooke, Europa Średniowieczna (962 – 1154), Warszawa 2001
Tadeusz Manteuffel, Historia Powszechna. Średniowiecze, 1995 Warszawa
Jadwiga Krzyżaniakowa, Koncyliaryści, heretycy i schizmatycy, Kraków 1989
Stuart Gordon, Księga oszustw, 1996 Warszawa
Jerzy Prokopiuk, Proces Templariuszy, Warszawa 2005
Billd Dodds, Przewodnik po niebie, piekle i czyśćcu, Kraków 2002
Herve Masson, Słownik herezji w Kościele katolickim, Katowice 1993
Peter Partner: Wojownicy Boga, Warszawa 2000


Książki „cyfrowe” (tzw. „e-booki”):
Robert A. Haasler, Tajne sprawy papież, 1999 Kraków
Rober A. Haasler, Zbrodnie w imieniu Chrystusa, Katowice 2000


Portale internetowe:
Alternatywa.com (http://www.alternatywa.com)
-Bogdan Motyl, W imieniu Boga...(I) (http://www.alternaty...article&sid=577)

GNOSIS (http://gnosis.art.pl)
- Jerzy Prokopiuk, Proces Templariuszy, fragmenty książki (http://gnosis.art.pl...mplariusze1.htm)

Historia Krucjat (http://www.republika.pl/kruc/)

INQUISITIO (http://www.inquisitio.info/)
- Nizam al-Mulk, Inkwizycja a władza świecka (http://www.inquisitio.info/laic.html)
- Nizam al-Mulk, Inkwizycja hiszpańska (http://www.inquisitio.info/espana.html)
- Nizam al-Mulk, Przebieg procesu inkwizycyjnego (http://www.inquisitio.info/proces.html)
- Nizam al-Mulk, Zarys historii inkwizycji (http://www.inquisiti...inkwizycji.html)

Luter.pl (http://www.luter.pl/)
- ks. Adolf Rondthaler, Ksiądz doktor Marcin Luter (http://www.luter.pl/zycie.htm)
Magazynu historyczno-kulturalny Histmag (http://www.histmag.org)

Magazyn historyczno-kulturalny Histmag (http://www.histmag.org)
- Piotr Hamarnik, Templariusze: chwała i upadek (http://www.histmag.o...mplariusze.html)

Opoka (http://www.opoka.org.pl)
-Czytelnia (http://www.opoka.org..._niebie_00.html)

Racjonalista.pl (www.racjonalista.pl)
- Mariusz Agnosiewicz, Darowizna Konstantyna (http://www.racjonali...pl/kk.php/s,455)
- Mariusz Agnosiewicz, Horror Vaticanus (http://www.racjonali...l/kk.php/s,4825)
- Mariusz Agnosiewicz, Imperium św. Piotra (http://www.racjonali...pl/kk.php/s,456)
- Eugeniusz Obarski, Konstantyn Wielki: pierwszy chrześcijański cesarz (http://www.racjonali...l/kk.php/s,3303)
- Mariusz Agnosiewicz, Pierwsi książęta Kościoła i gwardie mnisze (http://www.racjonali...l/kk.php/s,4714)
- Mariusz Agnosiewicz, Pornokracja czy feminizm? (http://www.racjonali...l/kk.php/s,4856)
- Mariusz Agnosiewicz, Szamotaniny papieskie (http://www.racjonali...l/kk.php/s,4756)
- Mariusz Agnosiewicz, Święta profanacja (http://www.racjonali...l/kk.php/s,4725)
- Joanna Żak-Bucholc, Wprowadzenie do historii kościoła (http://www.racjonali...pl/kk.php/s,678)

uStronie (http://www.rumburak.friko.pl/index.php)
- POCAŁUNEK ŚMIERCI, czyli jak umierali papieże (http://www.rumburak....wo/formozus.php)

Wikipedia (http://www.wikipedia.pl)
Wikisource (http://wikisource.org)


Artykuły:

Miesięcznik katolicki list (http://www.list.media.pl)
- Joanna Gorecka-Kalita, Dlaczego dziś nie ma templariuszy? (http://www.opoka.org...mplariusze.html)

Wiedza i życie (http://www.wiz.pl/)
- Jerzy Besala, Tajemnica Joanny d’Arc (http://archiwum.wiz..../00050700.aspnr 5/2000)

Wzrastanie (http://www.wzrastanie.pl/)
- Andrzej Solak, Potwór z Tiffauges (http://www.wzrastani...0105&article=18)
  • 0

#4

Macha.

    Ciekawski

  • Postów: 2267
  • Tematów: 76
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Patryczku, co można o ateizmie powiedzieć ?? Ooo oni są źli, bo nie wierzą w nic...

AAAaaaaa !!!!! ATEIZM !!!
  • 0



#5

snemies.
  • Postów: 645
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Patryczku, co można o ateizmie powiedzieć ?? Ooo oni są źli, bo nie wierzą w nic...

AAAaaaaa !!!!! ATEIZM !!!



:aaa: :wow: :aaa: :wow:

Jeśli chodzi o islam to nie zauważyłem żeby tematy były usuwane. Poza tym jak pisał Przemo na tym forum niema się co dziwić że najwięcej tematów jest o katolicyzmie bo żyjemy w takich realiach i chcąc nie chcąc mamy z tą religią najwięcej do czynienia. Tego artykułu/pracy jeszcze nie czytałem bo strasznie tego duuużo ale postaram się przeczytać ;)
  • 0

#6

metody11.
  • Postów: 317
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Właściwie nie wiele się zmieniło. Fredy czuje się ograniczającą Cię presje mimo to. Ale można rzec zbrodnicza organizacja. W tym przypadku jeden grzech stawia ją w takim świetle, a tych grzechów mają miliony.
  • 0

#7

angelo.
  • Postów: 386
  • Tematów: 18
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Fredy

Zabrzmi to być może okrutnie, ale największy problem miałem z wyborem historii oraz anegdot o średniowiecznych papieżach, gdyż ich liczba była przygniatająca, a „wyczyny” jeden okrutniejszy i obrzydliwszy od drugiego. Najbardziej przeraziło mnie jednak to, że większość biskupów Rzymu po śmierci wstąpiło w poczet świętych.

Coraz więcej okropności dowiaduję się o chrześcijaństwie.Teraz nie dziwię się ,dlaczego w Ewangelii Jezusa i Objawienach Vassuli Ryden, jest tak bardzo ono krytykowane,a Chrystus mówi,że nie ma z nim nic wspólnego.
  • 0

#8

snemies.
  • Postów: 645
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Średniowiecze było kulminacją potęgi, osiągnięcia władzy niemal absolutnej przez kościół. Zaczęło się to psuć wraz z oświeceniem, gdy ludzie zaczęli więcej myśleć co nie znaczy, że KK się w związku z tym jakoś dramatycznie zmienił.
  • 0

#9

Borte Czino.
  • Postów: 431
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Fredy, praca ciekawa, przyjemnie się czytało. Mam jednak kilka zastrzeżeń.
Reagujesz zbyt emocjonalnie, te wszystkie wykrzykniki są niepotrzebne. Historyk powinien opisywać wszystko rzetelnie i chłodno.
Nie mogę się zgodzić z opisanym przebiegiem kilku wydarzeń. IV krucjata choćby, wypadałoby dodać, że Innocenty III rzucił na krzyżowców klątwę za wyprawę na Zadar. Dokładniej opisać dlaczego złupili Konstantynopol (Izaak i Aleksy nie potrafili wywiązać się z obietnic finansowych).
Sprawa Joanny d' Arc miała czysto polityczny wymiar, nie powinno się moim zdaniem winić za to kościoła.
Fryderyk II zdobył Jerozolimę drogą układów z Al-Kammilem, ale przede wszystkim dlatego, że ożenił się z Izabelą, która była dziedziczką Królestwa.
Nie zgodzę się, że Kościół Katolicki to "zbrodnicza organizacja". Powinniście spojrzeć na tamte czasy z perspektywy ludzi średnich wieków. Papież taki jak dziś byłby bez autorytetu, byłby marionetką w rękach cesarzy niemieckich (często tak było).
Poza tym, trzeba pamiętać, że dogmat o nieomylności papieża pochodzi dopiero z 1870 roku, wcześniej mógł być omylny.
  • 0

#10

angelo.
  • Postów: 386
  • Tematów: 18
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Borte Czino

Sprawa Joanny d' Arc miała czysto polityczny wymiar, nie powinno się moim zdaniem winić za to kościoła.

Nie wiem jak inni,ale ja widzę tu główną winę kościoła.
  • 0

#11

Borte Czino.
  • Postów: 431
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Jaką winę kościoła? Przerażeni Anglicy widzący w Joannie czarownicę i wiedźmę, przez którą uciekło im, wydawałoby się, pewne zwycięstwo pragneli tego, aby została spalona na stosie. Biskupi podporządkowani Anglikom, całkowita bierność Karola VII. W którym tu miejscu zawinił Kościół Katolicki?
  • 0

#12

Fredy.
  • Postów: 11
  • Tematów: 1
  • Artykułów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Jedną z myśli przewodnich tej pracy i głównym zarzutem jest mieszanie się kościoła i polityki (swoją drogą jaki ten problem jest na czasie w naszym kraju). W zdecydowanej większości zarzuty o herezję miały podtekst polityczny. Pierre Cauchon i pozostali duchowni wchodzący w skład trybunału byli naturalnie kupieni przez Henryka, ale przecież to tylko kolejny zarzut w stronę średniowiecznego kościoła.

Ponadto cały proces inkwizycyjny odbywał się przy pełnej aprobacie Rzymu. Szczerze mówiąc jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe jak można nawet próbować „wybielić” kościół ze spalenia na stosie Joanny D’Arc.
  • 0

#13

Borte Czino.
  • Postów: 431
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Fredy. Joanna musiała zostać uznana za heretyczkę. W momencie przekazania jej Anglikom przez Burgundczyków wyrok właściwie zapadł. Trzeba było pokazać ludziom, że jest ona czarownicą, wiedźmą, nie świętą.
Cała jej sprawa toczyła sie od początku do końca z pobudek politycznych, nawet rehabilitacja w 1456.

Kościół mieszał się do polityki. Powiem więcej, musiał mieszać się do polityki. Papież wtedy był władcą, logicznym jest, że na arenie międzynarodowej chciał znaczyć jak najwięcej. Gdyby tylko siedział cicho i próbował nauczać zbłąkane owieczki pewnie Rzym padłby już w wyniku najazdów Longobardów.
  • 0

#14

Fredy.
  • Postów: 11
  • Tematów: 1
  • Artykułów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Chcesz powiedzieć, że kościół musiał palić ludzi, by teraz stać na straży moralności, by decydować co jest dobre, a co złe? To może zrównajmy Joannę D’Arc i innych tego typu męczenników z Jezusem, przecież oni cierpieli nie mniej, by chrześcijaństwo stało się religią dominującą na świecie, by biblia uznana została za słowo boże.

Przesłanki działania kościoła w średniowieczu są myślę dla wszystkich oczywiste, chęć władzy, bogactwa, no i rozprzestrzenienia się religii w całej Europie i to wszystko udało się im zrealizować. Pytanie tylko, czy na podstawie całej historii tej instytucji (moja praca poświęcona jest wyłącznie średniowieczu, a przecież w kolejnych wiekach nie brak równie dramatycznych występków kościoła) należy się jej taki autorytet? Moim zdaniem nie.

Abstrahuje już od całego szeregu występków obyczajowych, które w średniowieczu przybierały często scenariusza horroru. Zresztą tych współcześnie też nie brakuje, z tą różnicą, że nie są w nie „zamieszani” papieże.
  • 0

#15

Borte Czino.
  • Postów: 431
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Dzisiejszy Kościół Katolicki i średniowieczny różnią się. Wtedy były inne priorytety niż teraz. Głowami Kościoła zostawali nawet ludzie świeccy (jak choćby w czasach pornokracji). Nie znaczy to jednak, ze trzeba przekreślać całą instytucję. Kościół zrobił wiele dobrego.
Jan Paweł II nawet przeprosił za " podziały, jakie nastąpiły wśród chrześcijan, za przemoc, jaką niektórzy z nich stosowali w służbie prawdy, oraz za postawy nieufności i wrogości, przyjmowane nieraz wobec wyznawców innych religii. Tym bardziej też winniśmy wyznać, że jako chrześcijanie ponosimy odpowiedzialność za zło występujące dzisiaj." *
Będę uparcie trwał przy swoim, oprócz czarnych kart Kościół ma także wiele jasnych i nie powinno się go dyskredytować.

*Fragment Homilii Jana Pawła II wygłoszonej w Bazylice św. Piotra, 12.03.2000.
  • 0


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u