Skocz do zawartości




Zdjęcie

Krzysztof Jackowski


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
46 odpowiedzi w tym temacie

#1

BlueBoy.
  • Postów: 159
  • Tematów: 28
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Krzysztof Jackowski - zajmuje się jasnowidzeniem. Zasłynął ze współpracy z policją i udziału w programie telewizyjnym "Eksperyment jasnowidz" emitowanym od października 2004 w telewizji Polsat. Specjalizuje się w poszukiwaniu ciał zaginionych osób. Utrzymuje, że w ciągu piętnastu lat rozwiązał 600 spraw kryminalnych. Z jego usług korzystało wiele znanych osób. Fundacja Nautilus uważa również, że posiada on inne zdolności paranormalne w tym telekinezę.

Po ukończeniu szkoły zawodowej pracował jako tokarz. Ożenił się w wieku 21 lat, mieszka w Człuchowie z żoną i dwójką dzieci.

Wstąpił do Samoobrony w roku 2003 po tym, kiedy posłanka Danuta Hojarska, szefowa pomorskiego oddziału partii, poprosiła go o pomoc w odnalezieniu zaginionego męża. Samoobrona przyznała mu tytuł honorowego członka partii.

W kwietniu 2004 zapowiedział, że zdobędzie nagrodę fundacji Randiego by udowodnić swoje zdolności. W odpowiedzi na zgłoszenie wysłane w imieniu Krzysztofa Jackowskiego James Randi odparł, że zgłaszający powinien osobiście przysłać zgłoszenie i sam dostarczyć odpowiednie materiały do wstępnego testu, a jego fundacja przysyła jedynie obserwatora. Więcej o tym.

Zamierza też wystąpić na drogę sądową przeciwko Komendzie Głównej Policji, która w 2001 wydała raport stwierdzający, że nie jest możliwe określenie miejsca znajdowania się zwłok lub żywej osoby na podstawie opinii jasnowidza. W tym celu gromadzi dokumentację prowadzonych przez siebie spraw. Więcej o tym.

WYWIAD NR.1 (AUDIO)
LINK

WYWIAD NR.2

Część wywiadu z założycielem Fundacji NAUTILUS na temat największego obecnie jasnowidza w Polsce.
Anna Górska (AG):
Robert Bernatowicz (RB):

AG: Często Pan wspomina w wywiadach o Jackowskim, wiem, że w Pana książce też będzie o nim sporo. Co takiego jest w tym mieszkańcu Człuchowa?
RB: Bo to jest tak – spotyka Pani w życiu wiele osób. I niektórzy wydają być się dla Pani ważniejsi, inni mówią, że są mądrzejsi, lepiej ustawieni i tak dalej. Ale proszę zwrócić uwagę, że na swojej drodze życia spotyka też Pani osoby, z których emanuje niezwykła siła. One nic nie muszą mówić, nie muszą być dowcipne, atrakcyjnie ubrane, obyte i wykształcone – to w ogóle nie ma żadnego znaczenia. Ta siła bije od nich z innego poziomu, przez inny kanał... To jest coś, co nazywa się siłą duszy lub ducha, albo duchowością. Co z tego, że ktoś non-stop plecie, pisze i trąbi o swoim wielkim rozwoju duchowym, skoro... Wytłumaczę to Pani na przykładzie. Proszę od czasu do czasu poobserwować jakąś zbiorowość w sali. Zdarza się, że nagle „ktoś” wchodzi do sali i wszyscy milkną. I nie jest to wcale osoba atrakcyjna fizycznie ani nie zachowuje się w żaden szczególny sposób. Ludzie milkną, bo intuicyjnie czują, że wszedł ktoś wyjątkowy. Tak działa aura, tak działa ta moc, której się nie kupi za żadne pieniądze i która budzi tyle zawiści i zazdrości u ludzi jej pozbawionych... Taką siłę ma Krzysztof Jackowski. Ona z niego wręcz bije.
AG: Kiedy Pan go spotkał pierwszy raz?
RB: To był początek lat 90-tych. Przyjechałem do Człuchowa, aby nagrać o nim materiał do Radia ZET, jeszcze nawet nie prowadziłem Nautilusa. Przeczytałem gdzieś przedruk z małej lokalnej gazety o człowieku obdarzonym talentem jasnowidczym. Zaproponowałem reportaż i redakcja zgodziła się. Jechałem bez wielkich nadziei i emocji, ot, kolejny temat. Ale już pierwsze sekundy w Człuchowie dały mi znak, że mam do czynienia z fenomenem...
AG: ...co się stało?
RB: W pierwszych słowach opisał mi, co się działo podczas podróży, że miałem awarię samochodu i tak dalej. Nie było szans, żeby mógł się w jakikolwiek sposób dowiedzieć, że miałem awarię silnika... w głowie mi się to nie mieściło. Podawał szczegóły, opisywał miejsce, gdzie popsuł mi się samochód, a nawet warsztat, gdzie został zreperowany. Wystraszyłem się nie na żarty!
AG: Czy wcześniej spotkał Pan jakiegoś jasnowidza, czy to był pierwszy raz?
RB: To był pierwszy raz. Spotykałem takich tam, co mówili, że mogą odczytać przyszłość lub przeszłość, ale co innego mówić, a co innego naprawdę... w każdym razie pierwsze spotkanie z Jackowskim było jak uderzenie obuchem w łeb.
AG: Jakie zrobił na Panu wrażenie?
RB: Po pierwsze papierosy. Odpalał jednego od drugiego. Wtedy miał też większą tuszę niż teraz, dłuższe włosy. No i ten głos, ma coś w głosie, głos niepokoi, zapada w pamięć. Bo widzi Pani, głos człowieka jest bardzo ważny. On czasami jest sygnałem do tego, że spotkała Pani tego „Kogoś”. Warto się wsłuchiwać w głos i patrzeć w twarz. Twarz to zwierciadło duszy, a twarz Jackowskiego jest intrygująca. Ciekawe, że coraz bardziej Jackowski upodabnia się do tybetańskiego mnicha. Może powinien zostać mnichem? Jego talent pochodzi od Boga, on daje taką moc tylko wybranym. Kto wie, co się z nim stanie w przyszłości...
AG: Mówi Pan z taką pewnością o jego talencie do jasnowidzenia, a może ulega Pan złudzeniu, może Pana oszukał. Myślał Pan o tym?
RB: Znam człowieka tyle lat, a Pani mówi, że mnie oszukał... (śmiech) Opowiem Pani jedną historię. Zdarzało mi się, że do Jackowskiego zabierałem przyjaciół, aby mogli na własne oczy przekonać się, że to co mówię o nim od lat jest prawdą. Kiedyś przyjechałem z moją znajomą, która szukała zakopanych przedmiotów. Równie dobrze mogła szukać męża, dzieci lub ukradzionego samochodu. W trakcie spotkania Jackowski poprosił ją o okulary, zaczął je wąchać, przykładać do czoła. Potem wziął kartkę papieru i coś napisał. Kiedy przeczytałem tekst po prostu ugięły się pode mną nogi. „Chodzi o zakopane cenne przedmioty. Człowiek, który je zakopał nie żyje. Był ze wschodu.” Wszystko zgadzało się co do joty.
AG: Pytał go Pan, jak to zrobił?
RB: Tak, od razu go o to spytałem. Powiedział, że to jest prosta sprawa, bo on z tych okularów „wyciągnął myśli tej kobiety”. Rozumie Pani? W każdym przedmiocie, który posiadamy, są w jakiś sposób zakodowane nasze myśli, także nasze losy. Wystarczy mieć moc i może Pani czytać jak z książki.
AG: To niesłychane. Czy mu się to zawsze udaje?
RB: Nie wiem, czy zawsze, ale wyraźnie nie sprawia mu to żadnego problemu. Zwracam Pani uwagę, że dotyczy to tego, co się już zdarzyło. Przewidywanie przyszłości to inna sprawa, Jackowski robi to zupełnie inaczej...
AG: Zaraz do tego przejdziemy, ale najpierw muszę Pana zapytać o jego występy w Japonii. W polskiej prasie była wzmianka, że podobno odniósł tam sukces, że kogoś odnalazł. Czy to prawda?
RB: Jackowski podbił Japonię. Nie ukrywam, że mam wiele satysfakcji, bo w sumie to ja go poleciłem telewizji japońskiej. Wiedziałem, że rzuci ich na kolana.
AG: Proszę opowiedzieć!
RB: Mój znajomy z japońskiej telewizji poprosił mnie, abym wybrał jakiś temat dla takiego programu w Japonii, w którym są dziwne historie i niezwykli ludzie. Najpierw pojechali do Człuchowa, ale tam Jackowski wyciął im jakiś numer, mówili o tym potem w Japonii. I wtedy wpadli na ten szalony pomysł pojedynku jasnowidzów.
AG: Pojedynku?
RB: A tak. Pomysł był prosty. Do Tokio przyjeżdża dwóch najlepszych na świecie jasnowidzów, Krzysztof Jackowski z Polski i jakiś Amerykanin. Mieszkają w dwóch różnych dzielnicach, nie wiedzą nic o sobie. Dostają tę samą sprawę do wyjaśnienia, a spotykają się dopiero podczas nagrywania programu. Dobry pomysł, prawda? I tak zrobili. Jackowski poleciał do Japonii, został zakwaterowany w hotelu. Powiedzieli mu tylko tyle, że będzie się zajmował sprawą zabójstwa rodziny Noriko. To był makabryczny mord, ktoś mieczem samurajskim zaszlachtował piątkę ludzi... Od lat śledztwo było w martwym punkcie. Jasnowidz z Ameryki zażądał dostępu do akt, jak największej ilości zdjęć, zeznań świadków i tak dalej. Krzysztof Jackowski miał tylko jedną prośbę, która zresztą wprawiła w zdumienie ekipę japońskiej telewizji...
AG: Proszę mówić dalej!
RB: ...poprosił o trochę ziemi w woreczku. Ziemi wykopanej tuż przy domu, gdzie dokonano morderstwa. Japończycy kompletnie zgłupieli, ale spełnili jego prośbę. Dodam, że wszystko się działo w nocy, tuż po przylocie Jackowskiego do Japonii! Jackowski wziął woreczek z ziemią, zaczął wąchać, przykładać sobie do czoła i nagle powiedział: „ubierajcie się, idziemy do tego domu!”. Opis tego wydarzenia znam od tłumacza, który mu tam towarzyszył. Wyglądało to jak w czeskiej komedii: Jackowski z woreczkiem w ręku przemierza samotnie miasto, a za nim samochodem podążą ekipa z kamerami co i rusz naruszając przepisy. Dobrze, że była noc... Po godzinie wszyscy stali przed domem, gdzie dokonano morderstwa.
AG: Niesamowite... A może wiedział z gazet, gdzie jest ten dom?
RB: Jakich gazet, japońskich sprzed 10 lat? Nonsens. A przy okazji – jak będzie Pani w Tokio proszę spróbować trafić bez mapy do hotelu oddalonego o 1000 metrów. Szanse ma Pani mnie więcej takie, jak 10 razy z rzędu obstawić prawidłowe numery na ruletce! Nie ma o czym mówić, Japończycy po prostu nie wiedzieli, co robić. Talent Polaka z Człuchowa przerósł ich wyobraźnię. No a potem było już tylko gorzej i gorzej, bo Jackowski zaczął mówić. I wtedy pojawił się problem...
AG: Co mówił?
RB: Zaczął opisywać szczegóły zbrodni, nawet te najmniejsze. Jak napastnik wszedł do środka, co czuł, kogo z rodziny Noriko uderzył jako pierwszego, a nawet gdzie zaparkował samochód. Było tak, jakby miał przed sobą otwarte akta śledztwa. Kiedy Jackowski wejdzie w fazę takiej mocy, to może wszystko. Wiem coś o tym. Zaproponował ekipie, że zaprowadzi ich do mordercy, tam, gdzie mieszka. I wtedy Japończycy przestraszyli się nie na żarty!
AG: Dlaczego? Przecież mogli w ten sposób schwytać mordercę!
RB: Pani redaktor, Japonia to demokratyczne państwo, tam prawo jest przestrzegane. Ta sytuacja ich przerosła, zaczęli pracować prawnicy, co z tym fantem zrobić. Wyraźnie myśleli, że Jackowski będzie jak ten pajac z Ameryki. Widowiskowe wizje, postękiwanie, na koniec mętne słowa i wymądrzania się. Nic z tego – Jackowski wali prosto w pysk. I nie jakieś tam wersje, tylko mówi „to było tak i tak, ten gość zabijał tak i tak, a teraz jest tam i tam”. Wierzę, że jak ktoś ma słabe nerwy, to może tego nie wytrzymać. Sam byłem świadkiem takiej sceny...
AG: Ale co dalej z tym morderstwem w Japonii? Wygrał ten pojedynek z Amerykaninem?
RB: Pojedynku wreszcie nie było, to Amerykanin się wycofał w popłochu. Został sam Jackowski. Program pobił wszelkie rekordy popularności, nasz najlepszy jasnowidz został bohaterem. Jest jednak pewna okoliczność tej historii, o której mało kto wie. Pierwszej nocy do hotelu, gdzie mieszkał Jackowski, przyszedł duch jednej z zamordowanych osób. Jackowski zdenerwował się nie na żarty!
AG: Pan mówi poważnie, czy ze mnie żartuje?
RB: Nie mam dziś nastroju na żarty. Po powrocie do hotelu w pokoju Jackowskiego zaczęły się przemieszczać przedmioty. Duch jednej z ofiar chciał zmobilizować Jackowskiego do szybszego działania i wskazania mordercy. Jackowski spał w pokoju ze swoimi dziećmi. Kiedy przedmioty zaczęły się przemieszczać w pokoju, dzieciaki zaczęły krzyczeć. Jackowski rzucił się do windy, a tam nieznana siła zaczęła wciskać wszystkie możliwe guziki.... tę noc rodzina Jackowskich spędziła w holu hotelu. Jasnowidz od razu wiedział, kto do niego przyszedł i po co. To się czasami zdarza, ale on tego wyraźnie nie lubi. Trudno mu się dziwić zresztą...
AG: Czy prosił go Pan o numery totka?
RB: Nawet Pani nie przypuszcza, ile osób go o to pyta... Rozmawiałem z nim kiedyś o tym, ale on stanowczo odpowiedział, że odgadnięcie numerów totka jest poza jego zasięgiem. I podaje nawet ciekawe wyjaśnienie. Twierdzi bowiem, że wygrana szóstki w totka mogłaby sprawić, że dramatycznie zmieniłby się jego los. Może nawet odechciało by mu się robić wizje... Jackowski wierzy w Boga. Tłumaczy, że Bóg dał mu ten dar, ale narzucił pewne reguły gry. Ciekawe, że nie może dojrzeć własnej przyszłości... To typowe dla wielkich jasnowidzów, że widzą przyszłość innych, a nie widzą swojej. To go tylko uwiarygodnia.
AG: A właśnie, miałam zapytać o widzenie przyszłości. Cały czas Pan mówi o tym, że Jackowski prawidłowo odgadł, jak coś się „zdarzyło”. A czy on może zobaczyć także przyszłość?
RB: Bez problemu i powiem Pani więcej – ten talent u niego zaczyna przybierać na sile. Identycznie miał Stefan Ossowiecki, który najpierw miał wizje dotyczące przeszłości, a potem coraz bardziej widział przyszłe zdarzenia. O przypadkach jasnowidzenia przyszłych zdarzeń w wykonaniu Jackowskiego mógłbym opowiadać godzinami...
AG: Proszę opowiedzieć jakiś przykład, moi czytelnicy by mi tego nie darowali, panie Robercie...
RB: Dobrze. Czy wie Pani, że Jackowski odegrał fenomenalną rolę w historii związanej z kręgami zbożowymi w Wylatowie?
AG: Przewidział, że tam powstaną?
RB: ...nawet wskazał pole, gdzie będą kręgi! Jackowski opowiada bardzo ciekawe rzeczy o UFO. Sam widział taki obiekt, podobnie jak ja wierzy, że... Ale opowiem Pani historię, która po prostu ścięła mnie z nóg. I gdyby nie to, że mówił ją w obecności świadków, to nie wiem czy sam bym w to uwierzył. Kiedyś przyjechałem do niego z kamieniem, który według świadków miał zostać pozostawiony przez obiekt UFO. Kamień był zapakowany w szczelne pudełko, jasnowidz nie miał pojęcia, co jest w środku. Wziął do ręki pudełko i praktycznie natychmiast zaczął opisywać miejsce, gdzie ten kamień został znaleziony, a następnie obiekt, który go pozostawił. Mówił nawet o jego napędzie, że jest tam szybko poruszająca się rtęć. Na koniec zaczął wypowiadać słowa w niezrozumiałym języku... nawet teraz, jak przypomnę sobie ten moment, to zaczynają mi chodzić ciarki po krzyżu. Ale najciekawiej było na sam koniec mojego pobytu w domu Jackowskiego. Wtedy, a było to wiosną 2003 roku Jackowski zaczął w pewnym momencie opisywać, co się będzie działo w Wylatowie, mówił o konkretnych osobach, wydarzeniach, o których nie mógł mieć pojęcia. Opisałem to w mojej książce. Myślę, że dla wielu osób będzie to szok, zwłaszcza dla moich przyjaciół z Bazy Nautilusa... Ja w każdym razie po tym, co mówił Jackowski uważam, że ten dziwny człowiek potrafi przewidzieć nawet najdrobniejsze szczegóły dotyczące przyszłości, a także wiernie opisać osoby, które będą w danym wydarzeniu uczestniczyć. Ich prawdziwe intencje, charaktery, jakieś kompleksy, skrywaną głęboko zawiść... jak on to robi – nie mam pojęcia.
AG: Obiecał mi Pan wspomnieć o tym, jak jasnowidz coś Panu zrobił i Pan sam przez jakiś czas miał wizje, dobrze mówię?
RB: No tak, ale... naprawdę mówiłem Pani o tym?
AG: Tak, wspomniał Pan przez telefon. Jak to było?
RB: Fakt, chyba rzeczywiście coś takiego powiedziałem... To było wiele lat temu. Jak zawsze przyjechałem do niego do Człuchowa, ale on był jakiś dziwny, tak jakby chciał mi coś powiedzieć, tylko nie wiedział jak. I wtedy postawił krzesło pośrodku pokoju i powiedział: siadaj i zamknij oczy!
AG: I zrobił Pan to?
RB: Byłem tak zaskoczony, że to zrobiłem. Wiem, że stał za moimi plecami w całkowitym milczeniu. Chyba trzymał ręce nad moją głową, ale pewien nie jestem. Trwało to kilka minut, po czym powiedział: „Już koniec, możesz otworzyć oczy.” Zapytałem go, co mi zrobił, ale on tylko się uśmiechał i coś tam napomknął, że na jakiś czas otworzył mi kanał czy coś takiego. W każdym razie zaczęło się to po moim powrocie do Warszawy.
AG: Co się zaczęło?
RB: Trudno mi o tym mówić, bo... to było jak błysk flesza przelatujący przez moją głowę. Nagle w moim umyśle pojawiła się osoba, której nie widziałem od czasu mojej obrony dyplomu na uniwerku, a którą kilka godzin po tym fleszu spotykałem w sklepie. To było niesamowite. Zacząłem rozumieć, na czym polegają te jego wizje... coś mi odblokował. Następnego dnia chyba dzięki temu ocaliłem życie...
AG: O czym Pan mówi?
RB: Redakcja Radia ZET była na ulicy Pięknej w Warszawie. Siedziałem do późna w nocy przygotowując się do programu, który prowadziłem, który nazywał się „O tym mówi świat”, zdaje się że tematem tej audycji miał być reżim Fidela Castro. Pamiętam, że... nieważne. W każdym razie miałem wtedy nowego zielonego Fiata Brava, który zaparkowałem tuż pod redakcją. Była noc, pusto na ulicach, ruszyłem bardzo ostro w kierunku ulicy Chałubińskiego. Przed sobą miałem zielone światło na skrzyżowaniu Piękna/Emilii Plater, wszędzie wysokie budynki, nie widać czy ktoś jedzie po prostopadłej ulicy czy nie, ale miałem zielone światło, ostro przyspieszałem... I wtedy pojawił się ten niezwykły wspomniany błysk, po prostu zobaczyłem w mojej głowie samochód, był tak wyraźny, wydawało mi się, że... trudno mi znaleźć właściwe słowo... ale tak, jestem pewien, że w tym jednym ułamku sekundy zobaczyłem dwoje ludzi siedzących na przednim siedzeniu. Całowali się podczas jazdy, tak potem sobie to przypominałem... I naprawdę bez racjonalnego powodu wcisnąłem z całej siły pedał hamulca, zatrzymałem się z piskiem opon pośrodku skrzyżowania. Przede mną z ogromną prędkością przeleciał potężny Jeep, pamiętam przerażoną twarz kierowcy, który wleciał na skrzyżowanie na czerwonym świetle pędząc z prędkością ponad 100 kilometrów na godzinę... Wiem, że nawet nie zdążył wcisnąć pedał hamulca, nie wyszedłbym z tego wypadku. Gdyby nie ta niezwykła wizja, to...
AG: Czyli Jackowski w pewien sposób uratował Panu życie?
RB: No comments.
AG: Czy te wizje, o których Pan wspomniał, czy ma Pan je cały czas?
RB: Nie. Skończyły się tak samo szybko jak się zaczęły. Powiedzmy, że to było najdziwniejsze 48 godzin w moim życiu.
AG: Mówił Pan o tym Jackowskiemu?
RB: Nie mówiłem. Czasami zastanawiam się, na ile on kontroluje to, co robi. Czy ma świadomość, jakie konsekwencje mają jego czyny. Obaj zresztą w tym jesteśmy podobni, bo to, co robimy, wpływa na tysiące, jeśli nie miliony osób w Polsce... Podobieństw jest zresztą więcej, ale dość o tym. Mój czas dobiega końca. Czy ma Pani jeszcze jakieś pytanie?
AG: Nawet Pan nie przypuszcza, ile mam pytań! Mówił coś o Pana przyszłości?
RB: Tak, bardzo dokładnie. To, co powiedział, bardzo mnie zmotywowało do działania. No cóż, czekają nas wspaniałe czasy, wielkie zmiany...
AG: Widzę po moich znajomych, jak bardzo popularny jest Wasz serwis internetowy i w ogóle jaki sukces odniosła Fundacja NAUTILUS. Czy kilka lat temu Jackowski mówił Panu o tym?
RB: Mówił. Zresztą on się bardzo identyfikuje z nami, powtarza, że „jest z naszej bandy”... (śmiech) Ale to wszystko to jedynie wstęp do naprawdę dużej historii. Będzie moment, kiedy wspólnie zagramy w jednej drużynie. Wizja tego, co się będzie działo w przyszłości jest tak fascynująca, że... Chociaż oczywiście proszę pamiętać, że wizja ma to do siebie, że jest tylko jedną z możliwych wersji wydarzeń, nie musi się wcale sprawdzić. Może, ale nie musi. To też pokazuje jakąś zagadkę związaną z czasoprzestrzenią. Lecąca piłka może rozbić szybę, ale może się też od niej odbić... Dwie wersje, obie prawdopodobne. I jedna, i druga pociąga za sobą cały ciąg wydarzeń, które doprowadzają do zupełnie innego finału. I musi być coś, co decyduje o tym, czy szyba wytrzyma, czy też rozleci się na milion kawałków. I tak dochodzimy do mistyki, wpływu absolutu na nasze życie. Ciekawe, prawda?
AG: Pan wydaje się być bardzo szczęśliwym człowiekiem. Czy to dlatego, że zna Pan swoją przyszłość?
RB: To nie tak, że znam przyszłość... Znam wersję przyszłości, a to nie to samo. A szczęście? Proszę Pani, do bycia szczęśliwym niepotrzebna jest wiedza, co się wydarzy. Po co to Pani? Już Budda nauczał ludzi, że ważne jest tylko „tu i teraz”. Nie ma przyszłości ani przeszłości, po prostu nie ma. Moi przyjaciele wiedzą, że moją drugą pasją jest historia ubiegłego wieku, najbardziej krwawy i nikczemny okres w dziejach kuli ziemskiej. I czytałem o ludziach, którzy byli przetrzymywani w obozach, bez nadziei, a jednak potrafili zachować godność i być szczęśliwym.

Inne teksty dotyczące Krzysztofa Jackowskiego LINK

Źródła: Nautilus.org.pl, Wikipedia.org.
  • 0

#2

Artur Gutowski.
  • Postów: 308
  • Tematów: 73
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Do tego osobnika odnosze się dość zwolenniczo :) Z tego co pamiętam dawniej w TV był program, kiedy to Jackowski pomagał naszym milicjantom :]
  • 0



#3

rybciu.
  • Postów: 31
  • Tematów: 4
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Choć Krzysztof Jackowski pomógł odszukać już wiele zaginionych zwłok, nie dorobił się na swoich wizjach

Tajemnica jasnowidza

Po Pershingu została mu kurtka, którą schował tu po ostatnim spotkaniu. Przyjeżdżał co tydzień. Tego wieczoru, wychodząc, powiedział: "Niech zostanie u ciebie. Będę miał po co wracać". Następnego dnia zginął. Po Gołocie zostało rozczarowanie, po Lepperze tęskne spojrzenie, gdy podsuwał zdjęcie z pytaniem "A ta kobieta?", po politykach - złość, że go nie słuchają. Po rodzicach zaginionych dzieci, którym mówi "co łaska", zostaje mu około 20 zł. Piotr Żak dziękował mu, że przewidział rozpad AWS. Nie wiadomo, za ile. Był u niego Jerzy Hoffman. Czy pytano go o morderców Papały? Milczy.
Krzysztof Jackowski - skuteczny i popularny. Najbardziej znany polski jasnowidz. Najlepszy? Najszczęśliwszy?
- Płacę za to wszystko k...ą cenę! - Jackowski jest wzburzony. Jakby dusił się w domowej meblościance. - Chyba zaraz zwinę interes. Po 11 latach moja rodzina ma dość.

Nienawidzę much

Człuchów. Średnie mieszkanie w szarym blokowisku. Jackowski został jasnowidzem, gdy stracił pracę ("fizycznym byłem") w zakładzie, który zlikwidowano. Od dwóch lat bez zajęcia jest także jego żona. Wychowują córkę licealistkę i syna ucznia gimnazjum. W okolicy bezrobocie, więc jasnowidzenie to jedyne źródło utrzymania.
Kiedyś rodziny zaginionych, popłakując, słabnąc i modląc się, przesiadywały na klatce schodowej. Dziś jest telefon i faks, ale i tak trudno uznać, że to spokojny dom, jeśli przyjeżdżał tu Pershing (i kto jeszcze z mafii?), jeśli rodziny przez próg podają córce Jackowskiego rzecz należącą do zaginionego. Ona potem, też przez próg, ten przedmiot oddaje. W środku jest kartka z informacją, gdzie znajduje się ta osoba. Przeważnie nieżywa.
Mieszkanie Jackowskiego. Zapach placków, zupy, domowa krzątanina. Za progiem rozpacz nad kartką.
Jego syn zapytany przez dziennikarza przygotowującego książkę o jasnowidzu, kim jest ojciec, odpowie: "Bogiem".
Stukają talerze. W domu rządzi żona. On ciągle coś gubi i nie umie znaleźć.
Na ścianach dyplomy zapewniające, że Jackowski jest w czołówce światowej. W teczkach stosy zamówień. Około 600 było od policji. W innych teczkach podziękowania w stylu: "Komenda powiatowa w Z. informuje, że ciało Jana B. znaleziono we wskazanym miejscu. Jan B. został zamordowany, a jego zwłoki w celu ukrycia zostały zatopione w rzece San między miejscowością Wapowca a Łętownia".
Komenda w Radomiu: "Chcę panu serdecznie podziękować za dokładne wskazanie miejsca ukrywania się groźnego przestępcy".
"Wyrażam gorące podziękowania za udzieloną pomoc w sprawie dotyczącej zabójstwa czteroosobowej rodziny, jakie miało miejsce w styczniu 1996 r. w Siennicy".
"Proszę o przesłuchanie Krzysztofa Jackowskiego, który dokładnie wskazał miejsce spoczywania zwłok Jerzego W."
Jest samotnikiem. Nie utrzymuje kontaktów z innymi jasnowidzami. Dobrze rozmawia mu się z dziećmi. Parę razy przyjeżdżał do niego pan X. z Warszawy, obiecywał wielkie sumy, jeśli Jackowski swoim nazwiskiem ozdobi wspólną firmę. Odmówił. Teraz boi się zemsty.
Człuchów nie zrobił sobie z niego maskotki, takiej jak Świecie z Janusza Dzięcioła. Na 650-lecie miasteczko miało swoje wejścia w telewizji. O jasnowidzu ani słowa.
Nienawidzi much. Kojarzą mu się z ciałami, które znalazł wraz z policją.
Każdą wizję przeżywa. - Nie chodzi o to, czy ten ktoś żyje, większość jest martwa - wyjaśnia. - Paraliżuje mnie strach, czy trafnie określiłem, gdzie leżą zwłoki. Ważny jest mój sukces, choć oczywiście lubię zmarłych. Mam wśród nich więcej znajomych niż wśród żywych.
90% wizji wskazuje, że człowiek nie żyje. Coraz więcej odnajdywanych ciał to ekonomiczni samobójcy. Biedę widać i w pracy jasnowidza.
- Kiedy moja wizja okazuje się trafna, czuję się, jakbym wygrał w totolotka. A obok płacze matka - dodaje Jackowski. - Ale proszę mnie dobrze zrozumieć - cieszę się z wizji, nie ze śmierci człowieka.

Wącham wspomnienia

Rodzice - robotnicy, pięcioro rodzeństwa. W dzieciństwie matka się na niego złościła, bo obsesyjnie układał noże w jednym kierunku, poza tym odruchowo pocierał wszystkie kanty. Jakby chciał je złagodzić. Ten gest odziedziczyła córka.
Chodził do technikum rolniczego, ożenił się zwyczajnie, z dziewczyną poznaną dzięki koledze. Pewnego dnia na człuchowskim rynku rozegrała się scena, która zmieniła jego życie. Obcy mężczyzna poprosił o ogień. Jackowski dał mu odpalić, patrzył za odchodzącym i w silnym, niekontrolowanym widzeniu zobaczył ciężarówkę i jakąś parę staruszków na wozie. - Gdyby mężczyzna był z kimś - wspomina - nie odważyłbym się go zaczepić. Ale był sam. Nie zdziwiło go moje widzenie. Przyjechał z południa Polski. Tam przed laty był kierowcą. Dziadkowie zajechali mu drogę. Mężczyzna zginął. To wspomnienie jest nie do usunięcia.
Od razu poniosła go ambicja. Żadnych wróżb, czy ktoś kogoś kocha. Przyjmuje tylko sprawy najtrudniejsze. Pytania o ludzi, którzy zniknęli.
Pierwszą głośną sprawą było dwóch chłopców, którzy utonęli w jeziorze. Dokładnie wyrysował rów i zamulone dno, w którym były ciała. - Gdybym się wtedy pomylił, zrezygnowałbym - podkreśla. Tymczasem zapłakani rodzice przekazywali sensacyjną wieść: jasnowidz z Człuchowa odnalazł ciała ich dzieci.
Rozpacz, bezradność i kolejne, trafne wskazania zaczęły nakręcać jego sławę. Wizja jest olśnieniem, do którego musi się przygotować. Potrzebuje przedmiotu należącego do zaginionego, najlepiej ubrania z jego zapachem. Pociera, dotyka, przystawia do czoła. Przesiąka tamtym człowiekiem. A potem wykonuje codzienne czynności. Miejsce nie ma znaczenia. Błysk. To, co zobaczył, zapisuje na kartce. Nigdy nie rozmawia z rodzinami. Boi się sugestii i żebrania o życie. To zakłóca myśli. Najciekawsze wizje miał w kuchni.

Dostaję grosze

Rodziny rzadko dzwonią, by podziękować lub potwierdzić trafność wizji. Jakby miały żal, że nie było cudu. Czasem sprawy są tak głośne, że z gazet Jackowski dowiaduje się o tym, że miał rację. Czasem wizja jest nieprecyzyjna. - Pamiętam historię chłopca z Łodzi - wspomina. - Byłem zaszokowany, bo czułem, że jest w jakieś rurze, w przybudówce. Potem okazało się, że w tym miejscu jego ciało było zawinięte w dywan. Na taki pomysł wpadli koledzy, którzy go zabili.
Czasem ludzie nie chcą dopuścić do siebie tragedii. Oto biznesmeni, którzy zaginęli na Ukrainie. Jackowski wie, że mają poderżnięte gardła. Wyjątkowo przyjął ich rodziny. Matki, żony, bracia. Wyśmieli go: "Wróżka w Warszawie powiedziała, że balangują. Wrócą". Po kilku tygodniach znaleziono zwłoki. Miał satysfakcję.
"Dźgali ją czymś, nie nożem. Jest rozebrana, leży koło torów" - to powiedział matce studentki z Zielonej Góry. Z pretensjami zadzwonił dziennikarz z miejscowej prasy. - Kobieta ledwo na serce nie umarła - krzyczał. - A dziewczynę widział kierowca autobusu. Jest podejrzenie, że uciekła z sektą. Ale żyje. Ciało znaleziono przy torach.

Inna sprawa. Pracownik urzędu skarbowego zamordowany przed swoim garażem w Łomży. Pojechał na jego grób, ale nie wyczuł mordercy, bo było za dużo głosów z tamtego świata.
Z lękiem wspomina sprawę dwóch zagubionych studentek, które weekendy spędzały w spokojnej leśniczówce. Uległ błaganiom, pojechał do podpoznańskiego lasu. - Czułem zwłoki, a nie potrafiłem ich zlokalizować - wspomina. - Wąchałem łóżka, na których spały. Były koło mnie, a jednocześnie nie znalazłem śladu. Powiedziałem tylko rodzinom, że nie żyją, nie uciekły do Niemiec, jak się łudzono.
Poćwiartowane szczątki dziewcząt znaleziono w różnych punktach lasu. Mordercą okazał się młody człowiek z pobliskiej wsi.
Jackowski znalazł też ciało 3-letniej Magdy, która przewędrowała przez Kraków, żeby utonąć.

Niechętnie wspomina o porażkach. Ze złością mówi o nim matka Sylwii Iszczyłowicz, która przed paroma laty nie wróciła z kościoła do domu w Zabrzu. - Wszystkie jego wizje były fałszywe - mówi. - Policja przeczesywała wskazane miejsca i nic.
Lubi marzyć o bogactwie, którego się nie dorobił. W rozmowie często przywołuje piękne wyspy, apartamenty w stolicy i lokaja z chłodnymi drinkami. To wszystko byłoby, gdyby nie brał najtrudniejszych spraw. No i nie ustalał ceny "co łaska". Twierdzi, że klienci życie swoich najbliższych wyceniają na parędziesiąt złotych. Raz dostał 500, a ktoś podarował mu wspaniały telewizor, gdy odnalazł transport takich samych. I tyle. Mieszkanie jest wygodnie i dostatnio umeblowane, ale tylko jak na Człuchów. Samochodu nie ma. Zdarzają się jednak klienci, którzy wynajmują mu samochód z kierowcą, by dojechał do Warszawy. Bieda miesza się z luksusem.
Uwielbia rozmowy o nicości, duszy i wszechświecie. Dużo czyta. - Nie jestem wybrańcem - zapewnia. Mówi, że siłę ma od Boga, choć Kościół nie chce jego wizji.
- Nie boję się wizji, boję się ludzi - to doświadczenie Jackowskiego po 11 latach. Dziś nauczył się odmawiać. W czasie pierwszej rozmowy stara się wyczuć ewentualną agresję. Nic nie poradzi na tych, którzy, jakby mszcząc się za śmierć najbliższej osoby, opowiadają o nim jak o szatanie. - Nie ma spraw zamkniętych - kończy spotkanie. - Wracam do moich zmarłych. Zaprzyjaźniam się z nimi.
  • 0

#4

RedHousePainters.
  • Postów: 182
  • Tematów: 7
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Naprawdę wporządku człowiek. Nie wywyższa się, mówi otwarcie o wszytskim, nie ukrywa swojego pochodzenia.
Więcej takich ludzi na świecie.

P.S. Fantastyczna Audycja ... u pana Berentowicza. Niestety nie mogłem jej sledzić na żywo ale odsluchałem jej dzisiejszego dnia i jestem nią zachwycony.

Pozdrawiam ;)
  • 0

#5

bini.
  • Postów: 163
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Nie długo na stronach nautilusa ma być zamieszczona notka w sprawie wizji o obiektach ufo. Więc warto czekać, może wkońcu dowiemy się czegoś ciekawego :]
  • 0

#6

Tiamat.
  • Postów: 3048
  • Tematów: 29
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Tak, z Nautilusa napewno dowiemy sie czegos ciekawego, a juz napewno wiarygodnego :lol
  • 0

#7

Loirin.
  • Postów: 3
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Bez urazy Vin ale twoje podejście jest lekko patetyczne. Nautilus jest tu tylko pośrednikiem w umieszczeniu wypowiedzi K.Jackowskiego. Nie rozumiem więc skąd u Ciebie ta ironia. Wracając do osoby samego jasnowidza uważam, iż jest ona godna uwagi. Człowiek ten nie probuje na siłę udowadniać wszystkim na około o swoich umiejętnościach. Często jego przypuszczenia są trafne i trafiają w sedno sprawy. Z wielką ciekawością czekam na jego wypowiedz odnośnie Zdanów. ;)
  • 0

#8

bini.
  • Postów: 163
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Popieram w pełni mojego poprzednika. A tak poza tym to dlaczego krąży jakaś dziwna opinia o nautiliusie :hmm: Przecież to jest taki sam serwis jak każdy inny. Równie dobrze ktoś może powiedzieć, że forumowicze strony paranormalne.pl to jacyś nawiedzeni ludzie którym się w głowach poprzewracało i wypatrują w niebo za ufoludkami i duchami. Na pewno jestem bardziej wiarygodny zamieszczanym informacjom na polskich stronach niż zagranicznych. Uważam też, że serwisy takie powinny ze sobą współpracować i nawzajem się uzupełniać.
  • 0

#9

Tiamat.
  • Postów: 3048
  • Tematów: 29
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Bez urazy Vin ale twoje podejście jest lekko patetyczne. Nautilus jest tu tylko pośrednikiem w umieszczeniu wypowiedzi K.Jackowskiego.

Moja wypowiedz odnosnie Nautilusa nie dotyczyla dzialalnosci jackowskiego, tylko ogolnej ich dzialalnosci, jesli lykacie bezkrytycznie wszystko co Nautilus publikuje to tylko wspolczuc, bo tym ludziom zalezy tylko i wylacznie na rozglosie. Po ich "latajacych psich miskach" to ja bym na ich miejscu zachowal honor i zwinal interes.
  • 0

#10

David.
  • Postów: 29
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Mam takie szczęście, że mieszkam w miarę blisko (jakieś 25km) od Jackowskiego, pewnego dnia razem z wujkiem i kuzynem pojechaliśmy do niego by odnalazł rzeczy skradzione z domu wujka. Faktycznie mieszka w jakiejś szarej kamienicy a wokół bieda. Gdy dojechaliśmy do niego on sam otworzył nam drzwi. Szybkie przywitanie, wyjaśnienie o co chodzi i podarowanie jakiejś części z jednego ze skradzionych przedmiotów. Kazał przyjechać za jakiś czas (juz nie pamiętam czy to było 30min, godzina czy dłużej). Po wskazanym czasie przyjechaliśmy ponownie pod jego kamienice. Przed próg dał oddał podarowany przedmiot oraz zupełnie zapisaną jedną czy dwie kartki papieru. Oczywiście na pytanie "Ile jesteśmy winni?" padła odpowiedź "Co łaska". Nie czytałem co dokładnie było napisane na tej kartce/kartkach ale była tam zarówno nazwa miejscowości gdzie miały się znajdować skradzione rzeczy jak i nazwisko osoby, która miała się dopuścić kradzieży. Nie bardzo wiem co się potem stało, chyba Policję nie za bardzo zainteresował opis wizji. To było kilka lat temu i stąd nie wszystko już pamiętam.
  • 0

#11

insi.
  • Postów: 97
  • Tematów: 3
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Jestem pod dużym wrażeniem audycji, w której wystąpił K Jackowski, a szczególnie pod wrażeniem jego osoby(link kilka postów wyżej). Ten człowiek w trakcie audycji powiedział kilka niesamowitych rzeczy, z którymi osobiście sie identyfikuję. Chociaż ja swoją wiedzę musiałem zdobywać mozolnym ,,odkopywaniem książek, czasopism, mozolnym szukaniu w internecie, tak jak wielu z nas- on wiedzę zdobywa głównie poprzez proces jasnowidzenia, czy jak to tam nazwać. Powiedział, że dla niego Bóg to wiedza- jakie to jest głębokie? Nie chciał wypowiadać się na temat objawień maryjnych, gdyż wie doskonale, że społeczeństwo katolickie nie zaakceptowałoby jego punktu wiedzenia. Co musiałby zatem powiedziec o tych ,,matkach boskich", które od czasu do czasu się ukazują?- Ano to, że są holograficznym obrazem stworzonym przez istoty, które nas kontrolują w celu siania zamętu, wątpliwości i strachu wśród ludzi. Wierzę, że posiada wiedzę o tym kto np zabił gen Papałę, gdyż miał w domu wizytę nieznanych mężczyzn, którzy ostrzegali go by nie zastanawiał się nad tym kto go zabił. Osobiście uważam, że za śmiercią Papały stoi konglomerat osób związany ze służbami specjalnymi (cywilnymi lub wojskowymi), dużymi grupami przestępczymi i niewykluczone politykami. Te trzy grupy przenikają się wzajemnie i w zasadzie ich role odgrywane sa na przemian tzn. ludzie służb wykorzystując bandytów czasami zamieniaja się rolami. Ludzie służb i bandyci mają swoich ludzi w Parlamencie, administracji wojskowej i administracji rządowej.
Jackowski zadeklarował w audycji publicznie, że zacznie medytować oryginalny kamień z piramidy Cheopsa. Może się okazać, że piramidy zostały zbudowane przez Atlantów 10 000 lat temu, a nie 4 000 lat temu przez Egipcjan. Ponadto powtarza ciągle, że wcale nie jest kimś wyjątkowym, gdyz wszyscy ludzie potencjalnie maja takie umiejętności jak on, tylko nie wszyscy zdołali je rozwinąć.
Ciekawy jestem co jeszcze kryje się w umyśle tego człowieka?
  • 0

#12

rybciu.
  • Postów: 31
  • Tematów: 4
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

23 maja odbyła się wizja z udziałem Krzysztofa Jackowskiego, który zrobił wizję na podstawie zdjęć ze Zdanów!!! Już wiemy, jaki był cel misji tego obiektu! Krótki list do czytelników od Fundacji NAUTILUS.

Drodzy przyjaciele Fundacji Nautilus,

Dziękujemy Wam za wszystkie ciepłe słowa, maile, opinie, także uwagi i sugestie. Wszystkie Wasze słowa są uważnie czytane i analizowane. Wiemy, że bardzo chcecie mieć dostęp do naszych materiałów, brać udział w naszych pracach, także nam pomagać. Musicie nam wybaczyć, że strony są cały czas pełne niedoskonałości i nie jesteśmy Wam w stanie prezentować tyle materiałów, ile powinniśmy. Tak naprawdę codziennie powinno być 5-6 aktualnych materiałów, czy też „niusów”, jak to my zwykliśmy nazywać… to się zmieni. Także sprawa forum, które jest oczywiście brane przez nas pod uwagę i będzie na nowych stronach. Będzie to forum moderowane, które na pewno spełni Wasze oczekiwania. Jesteśmy także za tym, aby prezentować Wasze teksty i aby każdy z Was mógł być autorem. System, nad którym w tej chwili trwają prace, będzie dawał taką możliwość. Siłą naszych stron jest to, że wszystkie teksty są selekcjonowane i sprawdzane. I nie zmienimy tego!
Traktujemy Was jak naszych przyjaciół, z którymi razem wiele lat temu wyruszyliśmy w pewną niezwykłą podróż. Wiemy, jak wielu z Was zaczyna dzień od lektury stron „Nautilusa”. Czasami jest nam przykro, że nie możemy zagwarantować Wam kilku wiadomości dziennie, ale jest to wyłącznie spowodowane naszymi ograniczeniami związanymi z czasem, a raczej jego brakiem… Marzymy, że kiedyś będziemy mogli skoncentrować się tylko i wyłącznie na Fundacji NAUTILUS. I wtedy będzie prawdziwa redakcja stron WWW, zrobiona w sposób profesjonalny, którego od nas możecie oczekiwać.

Musimy podzielić się z Wami czymś, co nas bardzo poruszyło i czego nie możemy zapomnieć. Chodzi o to, co się stało 23 maja o godzinie 21.00 w warszawskim budynku „Złote Tarasy”. Odbył się tam eksperyment z udziałem naszego jasnowidza, Krzysztofa Jackowskiego.

Jackowski wykonał wizję na podstawie zdjęć ze Zdanów, a także innych fotografii UFO z naszego archiwum. Ten tekst piszemy w kilka godzin po tym wydarzeniu i – uwierzcie nam – nie jest to przypadek, że tak szybko Was o tym informujemy… Po prostu i tak nikt z nas nie zaśnie po tym, co usłyszał w ten niezwykły wieczór! Jasnowidz dokładnie i precyzyjnie opisał osoby z owego samochodu, który został zatrzymany przez obiekt UFO 8 stycznia 2006 roku. Opisywał okoliczności wykonania zdjęć, o których wiedziało tylko kilka osób w Polsce. Następnie skoncentrował się na samym obiekcie. Potwierdziły się nasze przypuszczenia, że była to jedynie sonda, która wyleciała z innego, większego statku-matki. Jasnowidz miał wizję, która trwała kilkadziesiąt minut! W jej trakcie powiedział, jaki był cel działania tego obiektu (!) i co on wykonuje w ziemi. To, co powiedział Jackowski, przerosło naszą wyobraźnię. Musimy opracować ten materiał i zajmie nam to dłużej, niż początkowo przypuszczaliśmy (nowy materiał "jedynkowy" chcieliśmy Wam pokazać już w ten weekend). To oznacza, że musicie jeszcze kilka dni zaczekać na materiał „Jackowski i UFO”, którego publikację Wam obiecaliśmy. Jesteśmy świadomi, że będzie to najważniejszy materiał ze wszystkich, jakie kiedykolwiek ukazały się na stronach NAUTILUS-a w temacie zjawiska UFO. W czasie wizji Jackowskiego wyjaśniło się wiele zagadek związanych z wydarzeniem w Zdanach, które nas nurtowały od samego początku. Potraktujcie ten nasz krótki list jedynie jako prośbę o wyrozumiałość dla nas i cierpliwość.

Ten tekst piszemy w chwili, kiedy powoli dociera do nas waga tego, co w swojej wizji zobaczył Jackowski. W tej chwili można jasno powiedzieć, że jest realizowany wobec Ziemi bardzo precyzyjny plan. Stoi za tym obca, wyżej stojąca od nas inteligencja. Piszemy te słowa z pełną odpowiedzialnością. Z działaniami tej „obcej kultury” mają także wiele wspólnego owe otwory w ziemi, o których pisaliśmy na stronach. Zapamiętajcie tę datę: 23 maja 2007 roku.
Bierzemy się teraz do pracy, bo jest przed nami opracowanie materiału wideo i napisanie tekstów do tej publikacji. I tylko szkoda, że Krzysztof Jackowski włączył się w badanie tego przypadku tak późno. Przez to straciliśmy mnóstwo czasu, a nasze poszukiwania na drodze rozwiązania zagadki incydentu ze Zdanów poszły – wiemy to teraz - w niewłaściwym kierunku. Teraz już wiemy, czego szukać i gdzie. Bardzo będziemy liczyli na Waszą pomoc, akurat w tej sprawie nie wolno nam popełnić błędu.

Cały zespół przesyła Wam serdeczne pozdrowienia z pokładu NAUTILUS-a!

Fundacja NAUTILUS


Tekst: Fundacja NAUTILUS
  • 0

#13

Marok.
  • Postów: 129
  • Tematów: 12
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Chcialbym wyrazić oburzenie zachowaniem fundacji Nautilus. Rzucają chasło "mamy rewolucyjny materiał" zaraz go opublikujemy tylko trzeba nam czasu. Czas ten jest potrzebny na obróbkę materiału (czyt. cenzurę) a tu narazie nic. Nie można w ten sposób nas traktować, to jak kiełbasa zawieszona wysoko na sznurku, przynęta kóra nakazuje: czakajcie a będzie wam dane. Zachowują sie jak cnotka niewydymka która sie zastanawia dac czy nie dać. Sorryy za ostre słowa, ale ta krytyka jest konstruktywna. Ten temat to wygląda jak kolejne roswell. Najpierw przyznają sie że mają coś rewolucyjnego a potem powiedzą że to był balon metereologiczny, albo zachowają najciekawsz fragmenty wizjii P. Krzysztofa dla siebie.

Wiecie, coś jest w tej naszej ludzkiej pogmatwanej psychice. Niewiem czy to nie jest przypadkiem pogoń za sławą, kasą... dla mnie wiarygoność Nautilusa kurczy sie bardzo szybko.

Apeluję do Fundacji Nautilus niech komercja nie przysłania wam powiek, gdybym miał ciekawy materiał, wiarygodne zdjęcia NOLi itp. to napewno bym sie nie zastanawiał gdzie najpierw dzwonić do której gazety tylko od razu Ctrl_C Ctrl_V, bo to zbyt poważne sprawy.

P.S.
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin dla P. Krzysztofa Jackowskiego
  • 0

#14

Tiamat.
  • Postów: 3048
  • Tematów: 29
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Następnie skoncentrował się na samym obiekcie. Potwierdziły się nasze przypuszczenia, że była to jedynie sonda, która wyleciała z innego, większego statku-matki. Jasnowidz miał wizję, która trwała kilkadziesiąt minut! W jej trakcie powiedział, jaki był cel działania tego obiektu (!) i co on wykonuje w ziemi. To, co powiedział Jackowski, przerosło naszą wyobraźnię.

No comment, jesli to prawda, to tym stwierdzeniem Pan Jackowski pograzyl sie podobnie jak Daniken swoja przygoda z pzryjacielem, ktory zmaterializowal sie z wody.
  • 0

#15

PTR.
  • Postów: 958
  • Tematów: 135
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

zobaczymy jakie atrakcje zafunduje nam nautilus i Pan Jackowski...

jak narazie to wyglada na szukanie sensacji. ciagle staraja sie zdobywac dowody wszelkimi mozliwymi sposobami. a dowody tak naprawede nie sa tu najwazniejsze ;p
  • 0




 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u