Skocz do zawartości




Okruchy prawdy - Bogowie przeszłości


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
4 odpowiedzi w tym temacie

#1 Gość_muhad

Gość_muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

Okruchy prawdy - Bogowie przeszłości
Wysłano Sunday, 31 July, godzina 00:01 przez neo

Paleoastronautyka Anonim napisał "Z naszych dotychczasowych notatek i obserwacji wynika, że w starożytności znajdują się rzeczy, które według powszechnie przyjętych wyobrażeń nie powinny w ogóle istnieć. Jest całkowicie zrozumiałe, że fantazja nie ma granic w opisywaniu wspaniałości niepojętych zjawisk. Pozostaje jednak zbyt wiele niedorzeczności by móc to wszystko zaakceptować. Mitologia powinna być indywidualną cechą każdej kultury mówiącą o podstawach jej tworzenia, o kształtujących ją czynnikach i obowiązujących w niej zasadach moralnych i duchowych. Czy jednak jest tak zawsze? W mojej pracy postaram się przybliżyć pewne zaskakujące informacje o tajemniczych nauczycielach siejących ziarno wiedzy, prawa i cywilizacji, występujących w większości mitologii starożytnego świata.

Co łączy ich z naszym światem? Czy czeka nas koniec jaki przewidzieli dla ludzkości Inkowie? I czy taki koniec już kiedyś nastąpił?


Idea poznawania nowych światów fascynowała ludzi od niepamiętnych czasów mobilizując ich do odkrywania nowych rzeczy, dlatego teraz wybieramy się w podróże do gwiazd, marzymy o kolonizowaniu innych światów i dlatego też w XVI w. Kolumb odkrył Amerykę, a hiszpańscy konkwistadorzy wyruszyli w celu szerzenia wiedzy i kultury do „innego” świata. Napotkali oni wówczas raczkujące cywilizacje, o niespotykanej wiedzy astronomicznej i matematycznej uprawiające kult czwartego słońca. W szale chrystianizacji i rozprzestrzeniania nowego „europejskiego ładu” zniszczyli praktycznie wszystko co było do zniszczenia, pozostawiając po cywilizacjach Azteków, Inków i Majów tylko ruiny opustoszałych miast i świadomość unicestwienia jedynych w swoim rodzaju kultur. Na szczęście znaleźli się ludzie próbujący uchronić je przed zniszczeniem zapisując ich historię i legendy. Jednym z nich był Garcilaso de la Vega, syn hiszpańskiego szlachcica i kobiety z królewskiego rodu Inków, rzetelny kronikarz, który sumiennie spisał wierzenia swojej matki; zrobił to w szesnastym wieku, gdy nie zostały one jeszcze skażone obcymi wpływami. La Vega potwierdza na piśmie głęboko zakorzeniony wśród Inków pogląd o „boskim” nauczycielu: ”Gdy wody potopu opadły, w Tiahuanaco pojawił się pewien człowiek”. Człowiekiem tym był Wirakocza. Odziany w płaszcz, silny i „z dumnym obliczem”, bez trwogi przemierzał najbardziej niebezpieczne zakątki kraju. Dokonywał cudownych uzdrowień i „potrafił przywołać ogień z nieba”. Wirakocza posiadał fizjonomię niespotykaną wśród ludów Ameryki Środkowej, był biały i nosił gęstą brodę. Przez Inków uważany był za twórcę cywilizacji, tego który zaprowadził pokój i dysponował wiedzą „największą z największych”. Nauczał o istniejących w pradawnych czasach ziemskich światach, „z których każdy był słońcem” i umierał w olbrzymim kataklizmie. Według Wirakoczy nasz świat jest piątym i zarazem ostatnim słońcem, zachodowi którego towarzyszyć będą trzęsienia ziemi i „ogień tryskający z wnętrza Ziemi”.
Wirakocza uważał siebie za nauczyciela przywracającego cywilizację po upadku czwartego słońca, które zginęło w „potopie ognia i krwi”. Pojawił się wynurzając się z jeziora Titicaca i obrał za swoją stolice miasto Tiahuanaco znajdujące się w Andach. Jego imię – Wirakocza – zostało nadane mu przez Inków i oznaczało „morska piana”, gdyż w tej właśnie pianie Wirakocza się pojawił i w tej pianie odszedł odpływając na tratwie w nieznane zapowiadając, że powróci. W mitologii Azteków również spotykamy się z potężnym brodatym białym mężczyzną imieniem Quetzlcoatl, który spełnia podobną misją cywilizacyjną wśród Azteków jaką Wirakocza spełniał wśród Inków.
Obaj nauczyciele propagowali pokój i szerzyli wiedzę wśród swoich ludów. Pozostawili po osobie wiedzę astronomiczną i kalendarz zdumiewający uczonych po dziś dzień swoją dokładnością, a przekazujący nam informację o końcu naszego świata! Dodajmy jeszcze, że współcześni astrologowie, którzy wyliczyli przewidywaną datę końca piątego słońca na dwudziestego trzeciego grudnia dwa tysiące dwunastego roku, ustalili, że dojdzie wówczas do wyjątkowego ustawienia planet, tak wyjątkowego, że zdarza się „raz na czterdzieści pięć tysięcy dwieście lat [...]. Po tej nadzwyczajnej koniunkcji możemy się spodziewać równie nadzwyczajnych efektów.”


Podobieństwo mitologii Nowego Świata praktycznie o niczym nie świadczy, gdyż cywilizacje te miały ze sobą bezpośredni kontakt, rozwijały się w tym samym czasie więc nie powinno to nikogo dziwić, że jedna cywilizacja zaczerpnęła motywy mitologiczne od drugiej adoptując je jako swoje własne. A jednak praktycznie dwadzieścia tysięcy kilometrów dalej, po drugiej stronie kuli ziemskiej w północnej Afryce napotykamy mit tego samego mężczyzny. Napotykamy go w Egipcie, a jego imię brzmi Ozyrys. Możliwość przypadkowego pojawienia się tych samych mitów, dysponujących na dodatek tymi samymi symbolami, w dwóch tak odległych zakątkach świata jest praktycznie niemożliwa, jeżeli nie są one oparte na autentycznych wydarzeniach.
Określany czasem jako „neb tem”, czyli „pan wszechrzeczy”, Ozyrys jest jednocześnie ludzki, cierpiący, a zarazem władczy. Jego postępowanie – tak jak postępowanie Wirakoczy i Quetzlcoatla – jest tajemnicze i pełne subtelności. Podobnie jak tamte postacie, przedstawia się go jako bardzo wysokiego mężczyznę z długą brodą, która znamionuje jego boskość. I choć potrafi panować nad mocami nadprzyrodzonymi, woli unikać użycia siły, jeżeli jest to możliwe. Król-bóg Meksykanów opuścił ponoć Amerykę Środkową na tratwie z węży. Trudno zatem uniknąć wrażenia deja vu, kiedy w egipskiej księdze umarłych czytamy, że kwatera Ozyrysa również unosiła się na wodzie, a jej ściany zbudowane były z „żywych węży”. Podobieństwo symboliki otaczające obie postaci jest co najmniej uderzające. Na tym analogie bynajmniej się nie kończą. Bóg ten – tak jak Quetzlcoatl i Wirakocza – upamiętnił się głównie jako dobroczyńca ludzkości, nauczyciel i cywilizator. To on zakazał ponoć ludożerstwa i nauczył Egipcjan rolnictwa. On także pokazał im jak wytwarzać narzędzia rolnicze. Oprócz tego Ozyrys sprawił, że ludzie porzucili „barbarzyńskie zwyczaje”, dając im kodeks prawny i wprowadzając kult bogów.
Wykonawszy swój plan, przekazał władzę w królestwie siostrze Izydzie, sam zaś wyjechał z Egiptu na wiele lat i wędrował po świecie z zamiarem, jak pisze Diodor Sycylijczyk:

„dotarcia do wszystkich ludów ziemi i nauczenia ich uprawy winorośli, pszenicy i jęczmienia. Wierzył, że jeśli zmieni na lepsze zwyczaje ludzi, okryje się wieczną chwałą ze względu na wielkość tego daru...”


Po raz kolejny nie sposób uniknąć skojarzeń z Quetzlcoatla i Wirakoczą. W czasach ciemności i chaosu – możliwe, że związanych z potopem – brodaty człowiek lub bóg zjawia się nieoczekiwanie w Egipcie (bądź w Andach czy w Meksyku). Dysponuje całą gamą praktycznych i naukowych umiejętności charakterystycznych dla wysoko rozwiniętych cywilizacji, które bezinteresownie wykorzystuje dla dobra ludzkości. Jest z natury łagodny, choć w razie potrzeby potrafi wykazać zdecydowanie. Niezachwianie dąży do wyznaczonego celu. Obrawszy sobie główną kwaterę w Heliopolis (bądź w Tiahuanaco lub Teotihuacan), wyrusza wraz z grupą dobranych towarzyszy, aby zaprowadzić ład i przywrócić światu utraconą równowagę. Odłóżmy rozważania, czy chodzi tu o bogów czy o ludzi, o twory prymitywnej wyobraźni czy o istoty z krwi i kości. Jedno jest pewne – mity zawsze opowiadają o grupie nauczycieli.


Zatrzymajmy się na chwilę przy monumentalnych budowlach starożytnego świata – schodkowej „Piramidzie Słońca” w Teotihuacan i „Wielkiej Piramidzie” na płaskowyżu w Gizie. Według współczesnych obliczeń i pomiarów obie te budowle zawierają w sobie wiedzę matematyczną, świadczącą o wysokiej wiedzy projektujących je budowniczych, a także o niespotykanych zdolnościach architektonicznych, biorąc pod uwagę precyzje wykonania tych budowli. Matematycy doszukali się w odpowiednich wielkościach obu tych piramid danych o obwodzie i promieniu ziemi, odnaleźli liczbę „pi”, która została ponoć odkryta dopiero przez Archimedesa. W jakim celu ci starożytni budowniczy pozostawili nam te informacje?


Wyobraźmy sobie taki oto scenariusz:
Na podstawie niepodważalnych dowodów naukowych obliczyliśmy, że nasza cywilizacja zostanie wkrótce zmieciona w wielkiej katastrofie geologicznej – przesunięciu skorupy ziemskiej lub w bezpośrednim zderzeniu z piętnastokilometrowym asteroidem żelazowo-niklowym, pędzącym z prędkością kosmiczną. Najpierw zapanowałaby rozpacz i panika. Potem jednak – gdybyśmy przewidzieli bieg wypadków z odpowiednim wyprzedzeniem – zmobilizowalibyśmy potężne środki techniczne i zaprzęglibyśmy najtęższe mózgi do opracowania sposobu ocalenia przynajmniej cząstki naszego gatunku oraz głównego rdzenia wiedzy naukowej, medycznej, astronomicznej, geograficznej, architektonicznej i matematycznej. Zdajemy sobie, rzecz jasna, sprawę, jak nikłe są nasze szanse osiągnięcia obydwu celów; mimo to, zmobilizowani widmem zagłady, z najwyższym wysiłkiem budujemy umocnione np. Arki mające chronić wybrańców, po czym skupiamy nasze pokaźne siły umysłowe na przekazaniu esencji wiedzy zgromadzonej przez pięć tysięcy lat udokumentowanej historii.
Przygotowujemy się na najgorsze. Zakładamy, że garstka ludzi przeżyje, lecz kataklizm rzuci ich z powrotem w mroki ery kamienia łupanego. Świadomi, że może upłynąć dziesięć lub dwanaście tysięcy lat, nim cywilizacja równa naszej odrodzi się ponownie, musimy znaleźć sposób porozumienia się z tą hipotetyczną przyszłą cywilizacją. Chcemy im przynajmniej powiedzieć BYLIŚMY TUTAJ! i mieć pewność, że zrozumieją naszą wiadomość bez względu na to, jakim językiem będą mówić, jaki system etyczny, religijny, ideologiczny, społeczny i filozoficzny będzie obowiązywał w ich społeczeństwie. Budujemy więc np. piramidy i tworzymy z nich coś w rodzaju wiecznych skarbnic wiedzy dla przyszłych pokoleń. Zakładając, że przetrwa tylko garstka ludzi, z których większość szybko zdegeneruje się do poziomu barbarzyńców, możemy mieć nadzieję że wśród ocalałych mniejszości znajdzie się grupa dobrze zorganizowanych wizjonerów, budowniczych, naukowców, inżynierów, kartografów, matematyków, lekarzy i innych specjalistów, którzy poświęciliby się uratowaniu tego co się da i opracowaniu sposobów przekazania wiedzy potomkom zdolnym ją przyswoić. Nazwijmy tych wizjonerów nauczycielami. Łącząc się w grupy – początkowo w celu przetrwania, potem dla nauczania i wymiany myśli – mogliby przyjąć pewne cechy systemu religijnego lub kultu, wzmacniającego ich poczucie wspólnoty i posłannictwa. Z pewnością skorzystaliby z wymowy pewnych łatwo rozpoznawalnych symboli do wyrażania wspólnego celu, do którego dążą.


Czy taki właśnie los spotkał Quetzlcoatla, Wirakoczę i Ozyrysa? Zostali nauczycielami pragnącymi przywrócić cywilizację po wielkiej katastrofie. Ich współbratankowie wybudowali piramidy, aby ich wiedza nie została zapomniana. Być może opowiadające o nich mity są tylko dziełem fantastycznej wyobraźni ich twórców, a może my je dotychczas źle interpretujemy. Czy to my teraz jesteśmy potomkami tej fantastycznej zaginionej cywilizacji, która teraz z otchłani czasu kontaktuje się z nami, aby przekazać nam swoją wiedzę i ocalić nas od zagłady? A może nie jesteśmy jeszcze na tą wiedzę przygotowani?




Fotonik(wb1@xl.wp.pl)"

zrodlo: http://ufo.dos.pl/article.php?sid=331
  • 0

#2

.
  • Tematów: 0
Reputacja

Napisano

Jest prawdopodobieństwo że w zamieszchłych czasch żyło kilkoro ludzi o niezwykłych zdolnościach... wykorzystując naiwność prymitywnych ludów zyskali nad nimi władze a ci okrzykneli ich jako swoich bogów
  • 0

#3 Gość_muhad

Gość_muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

niekniecznie...mazesz znalesc we wszystkich cywilizacjach zapiski ,malowidla ze Ci Twoi nadludzie mieli rozne statki, gadgety itp. ;)
  • 0

#4

.
  • Tematów: 0
Reputacja

Napisano

Czyli uważasz, że w zamierzchłych czasach przybyli na ziemie Obcy porządzili nią trochę, po czym odlecieli stąd, bo im się znudziło i teraz odwiedzają nas w swoich pojazdach i sprawdzają jak nam się widzie...

Nie mniej jednak jakbym wierzył w pozaziemskie cywilizacje powiedziałbym, że to ma jakiś sens... Gdyż zauważyć można w niektórych mitach np. "Puszka Pandory mogła być swego rodzaju bombą chemiczną lub bakteriologiczną" Tak czy siak dla mnie to zwykłe bajki :D
  • 0

#5 Gość_muhad

Gość_muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

bajki to masz kurcze w literaturze szkolnej...a i bajka Atlantyda Walta Disneya ktora lubisz :)

mysle ze obce cywilizacje moglby byc na ziemi jakies kilkanascie tys lat temu lub nawet wczesniej bo wiele na to wskazuje w zapiskach chocby sumerow a nawet zle interpretowanej Biblii...poczytaj troche to sie dowiesz... :lol :
  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u