Skocz do zawartości




Zdjęcie

Marihuana i inne narkotyki miękkie - debata zawieszona


  • Zamknięty Temat jest zamknięty
6 odpowiedzi w tym temacie

#1

Eury.

    Researcher

  • Postów: 3467
  • Tematów: 975
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 108
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Debata na temat: Marihuana i inne narkotyki miękkie

Czy powinny zostać zalegalizowane?

Forma debaty: 1 vs 1

Zasady debaty:

- Każdy uczestnik posiada prawo do 5 wpisów (przy czym pierwszy wpis powinien mieć formę wprowadzenia, a ostatni być konkluzją, czyli podsumowaniem)

- Na kolejne wpisy uczestnicy debaty mają maksymalnie 7 dni czasu

- Za każdy kolejny dzień zwłoki (po przekroczeniu limitu 7 dni) naliczane są 2 punkty karne.

- O kolejności wpisów zadecyduje rzut monetą


Uczestnicy debaty:

Dżekson - który opowie się za legalizacją tego typu używek

Aquila - jako przeciwnik legalizacji


Opiekun debaty:

cisz


Komisja oceniająca:

sędzia cisz
sędzia Ironmacko
sędzia mylo


  • 0



#2

cisz.

    Realizm Magiczny

  • Postów: 832
  • Tematów: 33
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Mieliśmy trochę poślizgu, lecz ostatecznie kontynuujemy debatę na temat ewentualności legalizacji Marihuany !!! Dyskutanci zdecydowali się rozpocząć debatę od pierwszego wpisu (wstępu), gdyż chcieliby od początku do końca zaproponować swoje własne koncepcje.


O legalizacji Marihuany dyskutować będą:



Dżekson - który opowie się za legalizacją tego typu używek
oraz
Aquila - jako przeciwnik legalizacji


- W rzucie monetą wyłoniono osobę, która rozpocznie debatę, a jest nią Dżekson. Debata rozpocznie się w dniu 21 lipca (środa) o godzinie 18:00. Wtedy to, temat zostanie odblokowany i od tej chwili Dżekson będzie miał 7 dni na pierwszy wpis.

- Debata jest dostępna publicznie, jednak bez możliwości komentowania w tym wątku dla osób postronnych. Za każdy wpis w tym temacie osoby, która nie bierze udziału w debacie przysługuje 1 ostrzeżenie. Debatę należy komentować wyłącznie w Kuluarach

- Po zakończeniu debaty komisja przyzna oceny zgodnie z systemem oceniania i odbędzie się podsumowanie.

- Skład komisji oceniającej:

sędzia cisz
sędzia Ironmacko
sędzia mylo

- Przypominam o zasadach prowadzenia debaty i ilości wpisów jaka przysługuje każdemu z debatujących.

Wytrwałości, jasności umysłów ;) oraz przede wszystkim

Powodzenia!!!


  • 0



#3

dżek.

    Muzyka Śnieżnych Pól

  • Postów: 1195
  • Tematów: 280
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 39
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Witam was wszystkich!!


Słowem wstępu to jest moja pierwsza debata i mam nadzieję, że stanę na wysokości zadania. Na początku chciałbym pozdrowic mojego oponenta Aquilę, opiekunkę debat cisz, zaszczytne grono sędziowskie oraz wszystkich czytających debatę. Tematem naszych rozmów będzie "legalizacja marihuany i innych miękkich narkotyków". Mam nadzieję, że uda nam się poruszyć różne kwestie związane związane z tym tematem, a nasze wypowiedzi zaspokoją i zadowolą tych co chcą sie dowiedzieć czegoś na ten temat. Z góry zaznaczam, że jak zwolennik legalizacji nie wrzuce filmu jak jaram trawę. Jeśli kogoś to uspokoi, a jeszcze przed rozpoczęciem debaty były takie głosy, że tylko palący mogą debatować.. to zapewnię, że miałem styczność z różnego rodzaju narkotykami miękkimi. To chyba tyle słowem wstepu, miłego czytania i powodzenia Aguila. Zaczynajmy..

Legalizacja marihuany i innych miękkich narkotyków.
Dołączona grafika



Zacznijmy od podstawowego pojęcia tematu jakimi są Marihuana i Haszysz wyrabiane z konopi indyjskich (Cannabis sativa L.), rosnących w południowo-wschodniej Azji, w rejonie Morza Śródziemnego, w Ameryce Środkowej i Południowej. Można je również hodować w klimacie umiarkowanym. Zawierają kilkadziesiąt aktywnych biologicznie substancji, z których najważniejszymi są tetrahydrokanabiole (THC). Jego działanie psychoaktywne jest efektem jego łączenia się z receptorami komórek nerwowych zwanych receptorami kannabinoidowymi. Jako że THC ani jego pochodne nie występują naturalnie w organizmie ludzi, podjęto badania jaki fizjologiczny sens ma istnienie tych receptorów i jakie związki naturalnie występujące w organizmie się z nimi łączą. W toku tych badań odkryto, że tym związkiem jest anandamid, który jest wytwarzany przez organizm w stanach letargu, snu lub głębokiego relaksu. Stosunkowo mała toksyczność THC wynika z faktu, że receptory kannabinoidowe nie występują we wszystkich komórkach nerwowych, lecz tylko w części kory mózgowej. Pień mózgu (który jest odpowiedzialny za kontrolę podstawowych funkcji życiowych takich jak czynność serca czy oddychanie) jest niemal pozbawiony tych receptorów. Są to najbardziej rozpowszechnione, a tym samym najczęściej używane narkotyki w Polsce i na świecie. W niektórych krajach preparaty konopi są legalizowane i dopuszczane do oficjalnego obrotu. Przykładem jest ustawodawstwo holenderskie. Powodem łagodnego podejścia do tych środków jest przekonanie o relatywnie niskich szkodach zdrowotnych i społecznych związanych z ich używaniem.

Dołączona grafika


Miękkie narkotyki – rzadko nazywane też "lekkie narkotyki" - potoczne określenie narkotyków, które z jakiegoś względu są mniej groźne od innych. Nie ma jednoznacznych kryteriów podziału narkotyków na miękkie i twarde, wiele osób w ogóle nie uznaje takiego podziału.

Ze względu na pochodzenie narkotyki dzielone są na te pochodzenia naturalnego (miękkie) i wytworzone, lub modyfikowane chemicznie (twarde). Przy tym kryterium do narkotyków miękkich zalicza się m.in. marihuanę, haszysz, grzyby halucynogenne i Salvia divinorum . Właśnie o tych rodzajach narkotyków (miękkich) chciałbym najwięcej napisać kładąc jednak największy nacisk na pierwszą marichuanę. Są one najpopularniejsze w Polsce i nielegalne. Można tutaj się rozpisywac o innych rodzajach, które w naszym kraju są nikle spotykane i zażywane, a zarazem nielegalne na podstawie nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii z dnia 20marca 2009, ale myślę, że to nie ma większego sensu. Kontynuując opisy, marihuanę i haszysz mamy za nami, więc czas na grzybki i szałwię.

Grzyby psylocybinowe (inaczej grzyby halucynogenne lub "magiczne grzybki") – grzyby, które po spożyciu wywołują u człowieka halucynacje. Określenie psylocybinowe pochodzi od związku chemicznego – psylocybiny, który występuje w tych grzybach i odpowiada za efekt halucynogenny. Grupa grzybów nie będąca taksonem. Zawierają psychodeliczne substancje psychoaktywne, które wpływają na świadomość, mogą wywoływać halucynacje i prowadzić do przeżycia tzw. doświadczenia psychodelicznego, czyli po angielsku trip. Są stosowane przede wszystkim eksperymentalnie, długotrwałe używanie jest spotykane sporadycznie. Za działanie psychoaktywne odpowiadają dwa związki chemiczne wytwarzane przez te grzyby: psylocybina (głównie odpowiedzialna za efekt działania, w organizmie ulega przemianie do aktywnej farmakologicznie psylocyny) i psylocyna (obecna w grzybie w mniejszych ilościach) oraz w niektórych przypadkach baeocystyna i norbaeocystyna, które uważa się za słabiej działające. Nie powodują wystąpienia uzależnienia fizycznego ani psychicznego. Grzyby o właściwościach halucynogenno-psychodelicznych występują w naturze. Większość z nich to małe, brązowe lub brązowo-żółte grzyby, które łatwo pomylić podczas zbierania w lesie z grzybami niezawierającymi psylocybiny lub niejadalnymi bądź trującymi. Ze względu na morfologiczne podobieństwo do innych gatunków (np. pieczarki dwuzarodnikowej) zdarzają się także niezamierzone przypadki konsumpcji grzybów o właściwościach psychoaktywnych. Cechą charakterystyczną dla gatunku Psilocybe jest zmiana zabarwienia miąższu grzyba na kolor niebieski lub zielony podczas krojenia lub miażdżenia. W klimacie umiarkowanym, w tym również w Polsce występuje łysiczka lancetowata. W Ameryce Południowej i Ameryce Środkowej znane są od tysięcy lat, ich "magiczny" efekt działania był wykorzystywany podczas obrzędów religijnych, jako ułatwiający kontakt z bogami. Termin grzyby halucynogenne odnosi się zwykle do grzybów psylocybinowych (zawierających psylocybinę i psylocynę), choć obejmuje też muchomory zawierające muskimol i kwas ibotenowy (zwykle chodzi o muchomora czerwonego, którego spożycie prowadzi do wystąpienia stanu delirium i towarzyszących mu halucynacji).

Dołączona grafika


Szałwia wieszcza (Salvia divinorum) – gatunek byliny z rodziny jasnotowatych (Lamiaceae Lindl.). Nazywany jest także szałwią proroczą, boską szałwią, szałwią czarownika. Występuje endemicznie w Sierra Mazateca w Meksyku na wysokościach 300–1800 m n.p.m. Pierwszy opis tej rośliny w zachodniej literaturze został sporządzony przez szwedzkiego antropologa Jean Basseta w 1939 r. Badał on grzyby psylocybinowe w otoczeniu Mazateków i jako pierwszy zanotował używanie przez nich szałwii na uroczystościach religijnych. Dokładniejsze informacje o szałwii zanotował Gordon Wasson i Albert Hofmann podczas podróży do Meksyku. Zdobyli materiał roślinny, który zidentyfikowano jako nowy gatunek, mianowicie Salvia divinorium. Gordon Wasson jako pierwszy biały człowiek zażył szałwię podczas obrzędu w 1961 roku. Mazatecka szamanka przygotowała mu napój, wyciskając do wody sok ze świeżych liści. Efekty opisał jako "tańczące kolory w wyrafinowanych trójwymiarowych wzorach". Jej główny składnik aktywny to salwinoryna A - stanowiąca ok. 96% składników psychoaktywnych, zawarta głównie w liściach; poza tym zawiera nieaktywną salwinorynę B (4%) i salwinorynę C (poniżej 1%) oraz szereg innych związków dwuterpenowych (m.in. salwinoryny D - G, diwinatoryny C - E, alkohol preskwalenowy i (E)-fitol[1]). W 2001 r. pojawiły się doniesienia o silnym działaniu salwinoryny C po wykonaniu badań na szczurach, czego nie potwierdziły późniejsze badania.

Jak wygląda działanie marihuany?
Otóż następująco. W krótkim czasie po przyjęciu THC oddziałuje na ośrodkowy układ nerwowy powodując umiarkowane zaburzenia percepcji, euforię oraz poczucie głębokiego relaksu. Ze strony układu krążenia występuje przyspieszenie akcji serca, zaś we krwi spada poziom cukru powodując zwiększenie łaknienia, tzw. "gastrofazę".
"Muzycy są przekonani, że grają swobodnie i w natchnieniu, gawędziarze że są bardziej dowcipni i interesujący, kochankowie że ich seksualne zdolności i doznania są mocniejsze niż zwykle, a pisarze że ich wyobraźnia nie zna granic." Erich Goode, amerykański socjolog, podkreślił, że prawie wszystkie przedstawione efekty działania konopi są fanaberyjne w swej naturze – człowiek staje się "wesoły, śmieszny, pełen euforii, odprężony".
Rzadko podczas palenia niektórych gatunków marihuany wystąpić może zjawisko synestezji. Synestezja polega na wzajemnym przenikaniu się wrażeń zmysłowych, dźwięk przybiera kształty, kolor zyskuje zapach, etc. W tym stanie Gautier Nota biograficzna, członek Club des Haschishchiens, pisał o wazonie z kwiatami: "Mój słuch stał się cudownie czuły. Naprawdę słyszałem dźwięki kolorów. Z ich błękitów, zieleni i żółci docierały do mnie dźwięki o doskonałej wyrazistości".


Najpopularniejsze sposoby przyjmowania?

Dołączona grafika
Skręt z marihuaną


Marihuana najczęściej przyjmowana jest drogą wziewną – poprzez palenie jej suszu w skrętach lub szklanych naczyniach, często z domieszką tytoniu. Wachlarz metod jest jednak rozpięty – od ciasteczek, po nalewkę i tabletki oraz przeróżne potrawy.

W Polsce popularne jest palenie marihuany przez lufkę. Można palić też przez tzw. fajke wodną. Błędnie myśli się, że joint to ręcznie skręcany papieros z marihuaną i tytoniem. Joint jest kręcony tylko i wyłącznie z suszu konopi, a skręt lub spliff z dodatkiem tytoniu.
Palenie jest prawdopodobnie najbardziej szkodliwym dla zdrowia sposobem zażywania, ze względu na zawartość substancji smolistych w dymie papierosowym. Palenie skrętów powoduje dodatkowy negatywny czynnik, gdyż obecność nikotyny pochodzącej z dodanego tytoniu może prowadzić do uzależnienia fizycznego (nikotynizmu), takiego jak w przypadku palenia papierosów.

Dołączona grafika


W XX w. opracowano waporyzator – urządzenie pozwalające odparować THC i inne psychoaktywne składniki bez spalania materii roślinnej, znacznie zmniejszając w ten sposób zawartość szkodliwych substancji przedostających się do organizmu. Waporyzator zazwyczaj wyposażony jest w podgrzewacz elektryczny, pozwalający na precyzyjną regulację temperatury. Jest on dość popularny wśród osób zażywających THC w charakterze lekarstwa.

Dołączona grafika


Jedzenie
Kannabinole dobrze rozpuszczają się w rozpuszczalnikach organicznych np. alkoholu i tłuszczach, będąc jednocześnie nierozpuszczalnymi w wodzie. Aby potrawa nie sprawiała problemów przy jedzeniu, nie powinna zawierać części roślinnych, które w przypadku konopi są bardzo włókniste. Dlatego też większość potraw z marihuaną oparta jest na tłustym mleku lub maśle, w którym uprzednio gotuje się części rośliny. Oprócz zwykłego mlecznego wywaru przyrządza się również budynie, czekolady, ciasta, rzadziej zapiekanki. Na internecie aż roi się od przeróżnych sposobów na przyrządzenie np kotlecików z trawką.

Dołączona grafika


Dlaczego marihuana naszym kraju nie może być powszechnie stosowana? Czy po legalizacji nagle wszyscy rzucą się na palenie i społeczeństwo ogłupieje? Oczywiście, że nie, bo marihuana nie uzaleznia fizycznie. Skąd to przekonanie u ludzi? Przecież narkotyk narkotykowi nie równy. Dlaczego porównujemy amfetaminę do marihuany? Osobiście jestem za legalizacją posiadania i uprawy marihuany dla własnych korzyści w ilościach niewielekich. Według mnie przyniosłoby to o wiele więcej plusów niz minusów. "Trochę pozytywu w negatywnym świecie. Czemu tego nie widzicie? legalizacji nie chcecie?"

Za pomocą wikipedii i kilku innych stron przybliżyłem wam czym jest marihuana i inne stosowane rośliny psychoaktywne, jak wygląda mniej więcej działanie (każda osoba inaczej odbiera doznania) i jakie są główne sposoby przyjmowania. w Kolejnych wpisach przyjrzę się bliżej marihuanie z innych stron i mam nadzieję, że zaciekawię spore grono osób. Póki co nie zdradzam nic, co by mój oponent przypadkiem nie był przygotowany. A na koniec jedna z piosenek propagujących legalizacje marihuany:

Zbyt pozytywna dlatego zakazana.
http://www.youtube.com/watch?v=gw3b0UDACWc

"Czemu ja nie mogę palić? oni mogą wódę chlać
Co to da i tak buraki dalej będą fetę ćpać
Demokratyczne zaprzeczenie podstaw demokracji
Chcecie wojny? ja będę bronił moich racji
Jawne dyskryminowanie, trzy lata za posiadanie
Co ganja jest wstępem? pewnie sranie w banie
Nie chce to nie weźmie - przecież swój rozum ma
Dajcie wreszcie spokój, dajcie spokój, dzieciom Jah
Panie sędzio nie rozumiem w czym cała sprawa?
Boskie dzieło, Boskie ziele, tym dla mnie jest trawa
To moja wiara, mój kult, mam dość poniżania
Gdzie sprawiedliwość? gdzie równość? gdzie wolność wyznania?
Gdzie wolność kultów w Konstytucji zapisana?
Chcecie rewolucji? ja wam ją dam
Z szarych bloków, proste, prosty Rastaman
(Pier****) nie będę głosował w waszych wyborach
Beze mnie wybierzcie swego władcę - potwora
Ja wierzę w Jah, żaden rząd tego nie ograniczy
Głupcy na grobie wolności nowy milion zniczy!"



Sadzić, palić, zalegalizować!.


Użytkownik dżekson edytował ten post 27.07.2010 - 15:11

  • 8



#4

Aquila.

    LEGATVS PROPRAETOR

  • Postów: 3221
  • Tematów: 33
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Dołączona grafika



Witam serdecznie.


To wyjątkowa dla mnie debata i mówię to jak najbardziej szczerze. Wyjątkowa, ponieważ dotychczas do tej pory stawałem po stronie nauki, twardych argumentów i rzeczy, które mogą mi się podobać lub nie – ale są po prostu obiektywną prawdą.

Tym razem przystąpiłem do tej debaty mając tak właściwie tylko zbiór własnych wartości i to, jak postrzegam świat. Dlatego debata ta nie będzie zatem prezentacją dowodów, ale wyrażaniem własnego zdania (które to każdy może mieć swoje i na rozmaity sposób je uzasadniać). Z racji tego przyznam też szczerze, że tym razem dość mało ważne jest dla mnie kto tutaj wygra ;)

Kolega Dżekson zapewnił nas, że miał styczność z tego typu środkami odurzającymi. Nie wiem, czy jest to akurat powód do dumy, w każdym razie na pewno uraczy nas opowieściami o swoich wyczynach jakich to się dopuszczał gdy jego mózg nie był tak właściwie sobą.

Ze swojej strony mogę zapewnić, że nigdy nie miałem styczności z tym świństwem i jestem z tego niezmiernie dumny. Nie musiałem nigdy sięgać po substancje które zaburzą działanie jednego z najważniejszych naszych organów aby tylko uzyskać krótką chwilę fałszywej radości/spokoju/rozluźnienia. Ogólnie mówiąc – aby na wstępie zaznaczyć i wykazać, że moje przekonania faktycznie idą w parze z moimi działaniami – moje doświadczenia można ująć w tej krótkiej wyliczance:

Alkohol – piwa nie dotykam, wino i szampana piję niezwykle rzadko (raz, może dwa razy na rok i to nigdy z własnej inicjatywy) w bardzo ograniczonej ilości (mniej jak kieliszek, bo przeważnie nie dopijam) a sam widok wódki budzi we mnie obrzydzenie.

Papierosy – nigdy nie miałem tego świństwa w ustach z czego jestem dumny. A gdy ktoś pali obok mnie, to albo odchodzę obok albo natychmiast proszę o zgaszenie go gdy jest to w miejscu w którym palenie jest zabronione.

Narkotyki – zero styczności poza jednym przypadkiem, gdy jedynie widziałem jak „koledzy” z gimnazjum w panice chowali swoje zapasy właśnie marihuany gdy rozeszła się plotka, że policja z psami robi właśnie u nas kontrolę (niestety w naszej klasie nie robili). Widok już prawie dorosłych ludzi, którzy zwykle zgrywali wielkich kozaków (kim to oni nie są i co oni by nie zrobili) a teraz w panice i strachu kryli się ze swoją „dorosłością” po kątach był naprawdę niesamowicie zabawny.

Raz tylko zdarzyło mi się nie być sobą i wyszła z tego dość zabawna, choć tak naprawdę bardziej żenująca sytuacja – ale skoro wzbudziło to pewne zainteresowanie, to wstrzymam się z wyjaśnieniem do ostatniego wpisu :)

Dlatego też, kolego _Silent_, nie musisz się obawiać – nie jestem zwolennikiem alkoholu ani papierosów. Jestem przeciwnikiem wszelkich tego typu substancji i najchętniej widziałbym zakaz sprzedaży i posiadania wszelkich środków odurzających, choć wiem, że niestety nasz gatunek jest jeszcze zbyt głupi na takie właściwe kroki. Po prostu siedzi w nas (lub, bardziej precyzyjnie, w dość sporej liczbie ludzi) coś takiego, że lubimy od czasu do czasu zrobić z siebie kretynów i jest to tak pociągające, że żadne prawo tego skutecznie nie zabroni.

Cieszę się też, że już w swoim wstępie Dżekson napisał prawdę:

Miękkie narkotyki – rzadko nazywane też "lekkie narkotyki" - potoczne określenie narkotyków, które z jakiegoś względu są mniej groźne od innych. Nie ma jednoznacznych kryteriów podziału narkotyków na miękkie i twarde, wiele osób w ogóle nie uznaje takiego podziału.


„Mniej groźne od innych” nie oznacza „bezpieczne”, „w porządku” lub „sadzić, palić, zalegalizować”. „Mniej groźne” oznacza, że mimo wszystko wciąż groźne.

A na koniec jedna z piosenek propagujących legalizacje marihuany


Ja bym określił ją piosenką zawierającą sprzeczności – co sugeruje, że pisaną zapewnie pod wpływem ;)

Parę cytatów:

Buh! po ciężkim dniu odprężenie
Buh! w dobrym towarzystwie upalenie
Boski chill-out mógłby trwać na wieki
Obserwacja faktów przez ciężkie powieki


Środki wpływające odurzająco na mózg raczej nie pomagają w trzeźwej ocenie rzeczywistości, choć z pewnością „palacze” czy też „pijący” myślą inaczej.

Na bok agresja, na bok społeczna presja


Węszą skurwysyny upraw szukając
Słudzy szatana narkotykiem nazywając


Chwała ci Selasie, niech Watykan się pali


Chcecie wojny? ja będę bronił moich racji


Chcecie rewolucji? ja wam ją dam


Oj tak, „na bok agresja” ;)

Palę co Jah dał, Jah błogosławił


Jah, Jah błogosław, a głupców pokaraj


Boskie dzieło, Boskie ziele, tym dla mnie jest trawa


Ja wierzę w Jah, żaden rząd tego nie ograniczy


„Jah” jest, według tego co udało mi się ustalić, skróconą wersją „Jahwe” – boga w judaizmie. Jest to więc o tyle ciekawe, że judaizm stanowczo zabrania palenia marihuany. Cóż, nie ma to jak przejąć coś od innych, przekręcić o 180 stopni i wierzyć w te swoje dyrdymały :) Marihuana z pewnością pomaga w „metafizycznym” wyjaśnianiu tej nieścisłości.


Ale przyznaję, że to tylko takie „czepianie się” z mojej strony, którego to nie mogłem sobie odmówić ;)


W swoich następnych wpisach postaram się wyjaśnić skąd bierze się mój niesłychanie wielki wstręt do tego typu substancji i dlaczego uważam, że marihuana powinna być zakazana. Jak już jednak wspomniałem jest to moja prywatna opinia, nie zdziwię się zatem jeżeli ktoś się z nią zgadzać nie będzie. Choć poruszę nieco medyczne kwestie związane z tym narkotykiem, to jednak moja postawa wynika bardziej z czegoś, co jest związane z tym, podanym przez Dżeksona, cytatem:

Czemu ja nie mogę palić? oni mogą wódę chlać


Który równie dobrze mógłby brzmieć na przykład:

Czemu nie wolno mi oglądać dziecięcej pornografii? Przecież oni mogą oglądać „zwykłą”

Czy też:

„Czemu nie mogę sprzedawać heroiny, przecież oni mogą sprzedawać alkohol.”

Ułomność tego argumentu (dość powszechnego wśród zwolenników marihuany) postaram się wykazać już w następnym wpisie ;)

Na koniec zaś mam jedną, aczkolwiek smutną wiadomość dla zwolenników legalizacji:





Dołączona grafika


Ci panowie się ze mną zgadzają.




I mając ich po swojej stronie mogę spokojnie powiedzieć:

Sadzić, palić, posiedzieć 3 lata za swoją głupotę.





#5

dżek.

    Muzyka Śnieżnych Pól

  • Postów: 1195
  • Tematów: 280
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 39
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Na wstępie drugiego wpisu chciałbym przeprosić wszystkich oczekujących na kolejne wpisy, ale niestety nie mogłem szybciej wrócić, dopiero nie dawno monitor wrócił z Czech gdzie był naprawiany przez Firmę Asus, i właściwie internet mam od kilku dni. Po formacie straciłem wszystkie materiały i prawie ukończony drugi wpis. Ale wracajmy do głównego tematu wpisu.. miłej lekturki!

Dlaczego władza blokuje

Dołączona grafika


i jest przeciwna legalizacji?


Drogi Aquilo nigdzie nie napisałem, że jestem dumny z palenia trawy, bo styczność nie koniecznie oznacza palenie, ale tak zapewnię Cię iż paliłem i gdy będę miał ochotę to znów zapalę. W związku z ostanią aferą Dopalaczy zaznaczę też, że od początku byłem przeciwny i odradzałem każdemu palenia tego gówna, dlaczego? Bo spróbowałem raz i mam pojęcie jak to działa, od tamtej pory wybijałem z głowy każdemu kto chciał to palić. Nie to nie jest wcale tak, że z marichuaną tak nie jest czy z czymś innym, bo odradzam zwłaszcza młodym wszystkich używek, ale obudźmy się! Żyjemy w takim świecie, gdzie ostatnio z domu niedaleko mnie, karetka zabrała młodego 11letniego dzieciaka, który miał 1,7 promila alkoholu. I jak tu nie być za legalizacją, gdy Marihuana jest w Europie mniejszym problemem niż zażywanie dopalaczy. Według unijnego Europejskiego Centrum Monitoringu Narkotyków i Uzależnień EMCDDA stopień zażywania marihuany w krajach europejskich ostatnio spada, choć ciągle ok. 12 mln Europejczyków zażywa ten narkotyk przynajmniej raz w miesiącu. Rośnie natomiast popyt na dopalacze, a największymi ich konsumentami, co mnie tutaj boli, jest młodzież.

Dołączona grafika


Jak grzyby po deszczu powstają sklepy internetowe z tego typu substancjami. Do sprzedaży wprowadzane są specyfiki zawierające nigdy nieprzebadane w Europie substancje chemiczne oraz preparaty na bazie ziół. W raporcie unijnym na temat konsumpcji narkotyków w Europie zwraca się głównie uwagę na mieszankę syntetycznych substancji chemicznych oraz ziół halucynogennych nazywaną roboczo "spice" (ang. "przyprawa"). Popyt na tę substancję rośnie najszybciej wśród europejskiej młodzieży. Polska jest jednym z szybko rozwijających się rynków tych substancji.

Do sedna. Jeszcze na początku napomnę coś o historii. Człowiek zna psychoaktywne własciwości marihuany od około 5000 lat, a już od blisko stu wieków używa włókna konopi do produkcji tkanin i sznurów. Jeszcze na przełomie XIX i XX wieku konopie uprawiano masowo na wszystkich kontynentach, a ich przetwórstwo było ważną gałęzią gospodarki w wielu krajach. Wielu lekarzy przepisywało marihuanę na najróżniejsze dolegliwości, a rzesze ludzi paliły ją dla przyjemności. Wówczas nikomu to jeszcze nie przeskadzało. Dlaczego więc w ciągu kilkudziesięciu lat sytuacja tak się zmieniła?

W 1917r. pojawiły się pierwsze sygnały o nadchodzącej rewolucji. Dwaj amerykańscy wynalazcy, Henry Timken i George Schlichten opublikowali projekt maszyny (ang. decorticator) pozwalającej na masowe oddzielanie włókna konopnego od miąższu. Dzięki temu produkcja tkanin i papieru miała stać się o wiele tańsza. Pierwsze eksperymenty dały rewelacyjne wyniki, a wynalazcy ogłosili że maszyna będzie niezwykle pożyteczna dla całej ludzkości, a przede wszystkim dla inwestorów. Nowy wynalazek zaniepokoił szefów firmy DuPont, która dzięki ogromnym zamówieniom ze strony rządu, była jednym ze strategicznych koncernów papierowo-włókienniczych w USA. DuPont, producent pierwszego włókna sztucznego - Rayonu i czołowy wytwórca papieru drzewnego, poczuł na plecach oddech konkurencji. Nowa technologia przetwórstwa konopi dawała możliwość produkowania większych ilości papieru za mniejszą cenę i przy użyciu mniejszej ilości szkodliwych dla środowiska substancji. W 1931r. Andrew Mellon, sekretarz skarbu oraz właściciel banku, z którego usług korzystał DuPont, zatwierdza kandydaturę swego przyszłego zięcia, Harry'ego J. Anslingera na stanowisko szefa nowopowstałego Federalnego Biura d/s Narkotyków.

Anslinger wypowiada wojnę marihuanie. Rozpętana przez niego propaganda pojawiała się w poczytnych brukowcach oraz na ulotkach rozpowszechnianych w całym kraju. Marihuanę nazwano "zabójczym narkotykiem", a postacią "przyjaznego nieznajomego" (ang. friendly stranger) wręczającego jointa, straszono zarówno młodzież, jak i rodziców. Wielkie plakaty głosiły, że "marihuana zamienia chłopców w bestie w 30 dni" i tym podobne bzdury. W rozpowszechnianiu plotek Anslingerowi pomagał William Randolph Hearst, właściciel wielkiego wydawnictwa płodzącego brukowce. W jego gazetach artykuły przeciwko marihuanie sąsiadowały z tekstami rasistowskimi, a nieraz łączono oba te wątki, ostrzegając przed "naćpanymi marihuaną czarnuchami gwałcącymi białe kobiety". Dziś trudno uwierzyć, że ludzie dali nabrać się na te wyssane z palca brednie (a najgorsze jest to, że część z nich jest nadal powtarzana). Faktem jest jednak, że w 1937r. w 46 stanach zdelegalizowano marihuanę. Jedyny głos sprzeciwu pochodził od Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego - dr James Woodward stwierdził, że w ten sposób pozbawia się społeczeństwo jednego z najbardziej obiecujących lekarstw. Niestety, emocje wygrały ze zdrowym rozsądkiem. Przez następne 2 lata około 3000 lekarzy zostało ukaranych za stosowanie konopi.

Dołączona grafika


W 1961r. prohibicja rozszerza się na prawie cały świat. 60 państw, członków ONZ, podpisuje "Uniform Drug Convention", przez co zobowiązują się do wycofania konopi z użycia w ciągu 25 lat. Ciekawe jest to, że Anslinger, choć osiągnął swój cel, nie zakończył wojny z trawką. Agenci Biura d/s Narkotyków na jego zlecenie śledzili muzyków jazzowych, by aresztować ich gdy tylko pojawią się podejrzenia, że są pod wpływem marihuany. Na szczęście przełożeni szybko powstrzymali Anslingera przed tym szaleństwem. Mimo to, nie dał on za wygraną i w 1948r. próbował przekonać kongresmanów, że kanabis nastraja ludzi pokojowo i może byc wykorzystywany przez komunistów do osłabienia ducha bojowego amerykańskiej młodzieży. A przecież jedenaście lat wcześniej ten sam człowiek, także przed całym Kongresem, głosił że "Marihuana jest jednym z narkotyków, które wywołują najsilniejszą agresję i przemoc.". Anslinger w 1962r zostaje wysłany na emeryturę przez prezydenta Kennedy'ego. Umiera w 1975r.

Wraz z końcem ery Anslingera, rozpoczął się powrót do normalnego stanu, sprzed czasów jego propagandy. W USA powoli liberalizowano przepisy dotyczące marihuany - w niektórych stanach pozwolono na posiadanie niewielkich ilości do własnego użytku. Niestety, "War on drugs" nadal trwa, a poziom represji zależy od tego, kto w danym momencie piastuje władzę. W 1972r w Kopenhadze na obszarze dzielnicy Christiania, opanowanej przez hippisowskie komuny, zezwolono na posiadanie miękkich narkotyków na własny użytek. W 1976r rząd Holandii zezwala na posiadanie i handel marihuaną i haszyszem. Nie jest to równoznaczne legalizacji - marihuana w Holandii nadal jest nielegalna, ale posiadanie do 30g i handel w wyznaczonych do tego celu miejscach są tolerowane przez policję i władzę.

O marihuanie powiedziano już wiele kłamstw, nie tylko w czasie propagandy Anslingera. Do dziś funkcjonują w mediach różne plotki, niektóre obalone przez naukę wiele lat temu. Niestety, większość ludzi czerpie informacje o narkotykach z telewizji i gazet, a dziennikarze, szukając dobrze sprzedającej się sensacji, notorycznie demonizują marihuanę (i nie tylko), przypisując zarówno jej samej, jak i palaczom najróżniejsze negatywne cechy. Tymczasem.. W 1920r. w USA wprowadzono całkowity zakaz sprzedaży alkoholu. Zwolennicy prohibicji twierdzili, że dzięki niej "Dzielnice slumsów wkrótce już będą tylko w pamięci. Więzienia zamienimy na fabryki, magazyny i zbożowe elewatory. Mężczyźni będą chodzić wyprostowani, kobiety będą się uśmiechać, a dzieci - śmiać. Piekło będzie odtąd na zawsze pustą przestrzenią do wynajęcia." (Bill Sunday, lider kościelnej koalicji antyalkoholowej). Życie pokazało jednak, jak bardzo się mylili. To właśnie w czasie prohibicji powstała w Stanach przestępczość zorganizowana - największe gangi (m.in. pod wodzą Ala Capone) kontrolujące czarny rynek i korumpujące policję. Dzięki fortunie zdobytej na handlu nielegalnym alkoholem, przestępcy szybko opanowywali inne gałęzie nielegalnej "gospodarki" - prostytucję, hazard, wymuszenia haraczy. Szybko okazało się, że mafia opływa w luksusy, a państwo nie może już nic zrobić, by przeszkodzić gangsterom.

Jednak mafia nie była jedynym problemem, z którym borykał się rząd. Zwyczajni obywatele, którzy dotychczas lubili sobie czasem wypić drinka, bez skrupułów łamali prawo i pili coraz więcej i, co gorsza, wszystko co dostali w ręce. Przed wprowadzeniem zakazu większość Amerykanów gustowała w piwie, a whisky nie cieszyła się zbytnią popularnością. Prohibicja odwróciła te proporcje, gdyż przemyt wysokoprocentowych trunków był po prostu bardziej opłacalny. Brak kontroli nad czarnym rynkiem sprawił też, że tysiące ludzi zatruło się śmiertelnie alkoholem metylowym, bądź przez pomyłkę, bądź za sprawą nieuczciwych handlarzy. Prohibicja skończyła się po 13 latach, ale jej skutki nie przeszły do historii. Zamiast obiecanego raju na ziemi, pozostawiła po sobie powszechny alkoholizm, potężne gangi i więzienia pełne ludzi skazanych tylko za to, że posiadali przy sobie butelkę whisky. Wtedy właśnie ludzie dowiedzieli się, że żadne zakazy i najsurowsze nawet kary nigdy nie zmuszą ludzi do odstawienia używki. W wielu państwach azjatyckich za posiadanie narkotyków grozi kara śmierci, a mimo to głównym źródłem dochodu dla tamtejszej biedoty jest produkcja haszyszu i opium.

===================================================================================

Dziś podobną sytuację mamy z marihuaną. Mimo zakazu uprawy, sprzedaży, a nawet posiadania, pali ją coraz więcej osób. Jeszcze w latach osiemdziesiątych mało kto o niej słyszał, a palaczy prawie nie było. Tymczasem anonimowe ankiety przeprowadzone przez Instytut Psychiatrii i Neurologii mówią, że w 1995r co szósty osiemnastolatek przyznał się, że przynajmniej raz w życiu zapalił trawkę. W roku 1999 okazało się, że marihuanę paliła już blisko jedna czwarta trzecioklasistów! Jak na razie nic nie wskazuje, żeby liczby te miały się zmniejszyć. Wręcz przeciwnie - rosną one nadal w oszałamiającym tempie.

Reguły ekonomii mówią, że za popytem idzie podaż. Oznacza to po prostu, że rosnąca liczba palaczy jest coraz atrakcyjniejszą klientelą dla dilerów. Ponieważ marihuana jest najpopularniejsza ze wszystkich nielegalnych używek, handel nią przynosi najłatwiejszy zysk. Dlatego mafia zajmująca się przemytem i rozprowadzaniem trawki zbija wielką fortunę i umacnia swoją pozycję, by podobnie jak amerykańskie gangi z czasów prohibicji, przejąć potem inne formy działalności. Przedsmak tego, co może nas czekać, widzimy już dzisiaj - gazety i telewizja codziennie donoszą o schwytanych przestępcach, którzy parali się przemytem lub uprawą marihuany, a zazwyczaj ich działaność nie ograniczała się tylko do tego. Niestety, ci złapani, to tylko wierzchołek góry lodowej, gdzyż policja po prostu nie jest w stanie śledzić reszty kryminalistów. Jednym ze sposobów na zmniejszenie tego problemu jest legalizacja marihuany. Dziś handlarze po opanowaniu nowego terenu, dyktują dowolne ceny, bo dobrze wiedzą, że palacze mogą kupić trawkę tylko u nich. Zjawisko konkurencji nie istnieje na czarnym rynku, bo wszystkie porachunki załatwia sie tu siłą. Gdy handel trawką zostanie objęty regułami wolnego rynku, po prostu przestanie być opłacalny dla mafii. W ten sposób możemy odciąć przestępcom główne źródło dochodów. To jednak nie koniec problemów. Mafia, choć żyje z przestępstw, przeciętnemu obywatelowi bezpośrednio nie szkodzi. Pora jednak zdać sobie sprawę, że koszty prohibicji i tak ponosimy wszyscy. To z naszych podatków płaci się policjantom, którzy łapią przestępców i sądom, które ich skazują. Co więcej, przestępcy odbywający kary w więzieniach też są utrzymywani z naszych wspólnych pieniędzy. Legalizacja mogłaby nie tylko zlikwidować wielką gałąź przestępczości, ale też zwolnić siły policji i sądów zajęte jej zwalczaniem, by mogły wziąć się za przestępstwa bardziej szkodliwe społecznie, takie jak morderstwa, napady i kradzieże.

Dołączona grafika


Naukowcy wysnuli teorie o niewielkiej szkodliwości trawki, a Holendrzy sprawdzili je w praktyce - legalnie dostępna marihuana nie wiąże się z żadnymi strasznymi konsekwencjami. Tymczasem w Polsce i wielu innych krajach na siłę walczy się z trawką, choć wojna ta jest z góry przegrana. Jak na razie zakazy dotyczące marihuany nie przyniosły żadnych pozytywnych skutków. Nie można nawet powiedzieć, że dzięki temu liczba palaczy jest mniejsza. Dziś każdy, kto ma ochotę, może bez problemu kupić marihuanę u jednego z wielu dilerów, często z błyskawiczną dostawą do domu. Nie łudźmy się też, że wielu ludzi ma taki szacunek dla prawa, że nie sięgnęło po trawkę tylko dlatego, że nie wolno. Wręcz przeciwnie! Wielu nastolatków pali marihuanę tylko dlatego, że jest nielegalna, bo przez lata stało się to swoistym symbolem buntu. Skoro doszliśmy do dość poważnego problemu palenia wśród młodzieży, warto się nad nim trochę zastanowić. Powszechnie wiadomo, że dilerzy największy zysk widzą w handlu w szkołach średnich. Nie oszukujmy się - teraz już w każdym liceum czy technikum jest przynajmniej kilku, jeśli nie klikunastu dilerów. W ogromnej większości przypadków, to sami uczniowie zajmują się sprzedażą marihuany, a ich kilentelą są zazwyczaj niepełnoletni rówieśnicy. Tak więc młodzież poniżej osiemnastego roku życia może kupić trawkę bez najmniejszych problemów, nie wychodząc nawet ze szkoły. W tej sytuacji nawet kupno alkoholu jest trudniejsze - trzeba przecież pójść do sklepu monopolowego, a tam coraz częściej zdarza się, że sprzedawcy sprawdzają wiek klienta. Wniosek jest prosty - rozwiązaniem, przynajmniej częściowym, dla tego problemu jest też legalizacja. Trzeba tylko legalny handel marihuaną obłożyć podobnymi do alkoholu ograniczeniami. Nawet jeśli nie uda się zmniejszyć liczby palaczy wśród młodzieży, możemy przynajmniej ustrzec wielu młodych ludzi przed tragicznymi konsekwencjami. Nieraz bowiem zdarza się, że dilerzy do sprzedawanej trawki dodają toksyczne chemikalia w celu "wzmocnienia towaru". Często też, nawet nieświadomie, rozprowadzają marihuanę z plantacji spryskanej szkodliwymi środkami owadobójczymi. Legalizacja nie pozwoliłaby na takie wypadki, gdyż kontrolą składu chemicznego zająłby się sanepid.

Najważniejsze w tym wszystkim nie są jednak pieniądze, które możemy zarobić, lecz tolerancja. Na jakiej podstawie wprowadza się przepisy, które decydują, co wolno zażywać, a czego nie? Z jakiej racji palacze trawki mają być traktowani jak przestępcy? Każdy z nas może pójść do sklepu i nabyć całkowicie legalnie wódkę lub papierosy, więc dlaczego nie mógłby też kupić trawki? Największym absurdem jest fakt, że obecne przepisy są bardziej szkodliwe niż samo palenie marihuany! Człowiek zatrzymany przez policję za palenie trawki, jest poddawany długotrwałym przesłuchaniom, a w jego domu przeprowadzana jest rewizja, mająca na celu sprawdzenie czy nie zajmuje się handlem. W razie jakichkolwiek podejrzeń, sprawa kierowana jest do sądu. Nawet jeśli okaże się, że podejrzenie o handel jest fałszywe i oskarżony zostaje uniewinniony, proces na pewno dezorganizuje jego życie. Niejeden młody człowiek stracił pracę, studia i sporo nerwów nie przez palenie trawki, ale przez nieżyciowe przepisy. Nie ma się co łudzić - obecne prawo nie zniechęca młodych ludzi do palenia, lecz jedynie podważa autorytet rządu i wydawanych przezeń przepisów. Respektu dla demokratycznej władzy nie można budować na bezpodstawnych zakazach.

Dotyczy to zwłaszcza konsumentów Cannabis, najmniej szkodliwej, kulturowo zintegrowanej używki, której konsumpcja nie stwarza większego zagrożenia dla jednostki i społeczeństwa, niż konsumpcja tytoniu, czy alkoholu. Stąd przewidziany w projekcie złagodzony reżim prawny i wyższy limit dopuszczalnej ilości, której posiadanie na własny użytek pozostaje poza zainteresowaniem państwa (do 30 gramów suszu lub żywicy oraz depenalizacja domowej uprawy). Projekt przewiduje dekryminalizację posiadania na własny użytek środków odurzających w ilości wystarczających na zaspokojenie własnych potrzeb konsumpcyjnych osoby zażywającej. Przypadki posiadania nieco większych ilości są traktowane jako wykroczenia, a dopiero powyżej pewnej granicy (powyżej 3 gramów, z wyłączeniem Cannabis) ustawa uznaje posiadanie za przestępstwo.

Wprawdzie niemożliwość zweryfikowania przeznaczenia posiadanej substancji w momencie zatrzymania sprawcy może budzić wątpliwości, jednak ustawowa rezygnacja ze ścigania „drobnicy” poprzez stworzenie pewnego domniemania, że narkotyki w takich ilościach posiadane są na własny użytek, pozwala uniknąć angażowania aparatu państwa tam, gdzie koszty interwencji aparatu państwowego w żaden sposób nie przekładają się na wzrost poziomu ochrony zdrowia publicznego, tj. w sytuacjach, w których kara wymierzona sprawcy zastępczo za samo posiadanie nie jest w stanie ani poważnie zakłócić nielegalnej podaży na określonym obszarze, ani nawet oddziaływać prewencyjnie na sprawcę, czy na inne osoby, których regulacja dotyczy.

Obowiązująca od blisko 10 lat regulacja nie sprawdza się w praktyce, jest krzywdząca dla osób używających z różnych prywatnych powodów zabronionych substancji. Obecna praktyka stosowania art. 62 jest wreszcie zbyt kosztowna dla budżetu państwa, ponieważ wymaga finansowania całych postępowań, które rocznie kosztują budżet państwa kilkadziesiąt milionów złotych, i na dodatek do niczego konstruktywnego nie prowadzą. Potrzeba uspokojenia kolektywnych emocji wynikających ze społecznej fobii rozpętanej wokół narkotyków, a szczególnie marihuany, nigdy nie powinna być przesłanką kryminalizacji określonej kategorii ludzi, gdyż jest to dyskryminacja zabroniona wyraźnie przez art. 32 Konstytucji.

Z uwagi na wysoką skalę zagrożenia zdrowia publicznego problemem narkomanii i towarzyszącymi jej rozmaitymi przejawami patologii społecznej, w tym patologicznej praktyki karania osób posiadających niewielkie ilości (por. M. Klinowski: Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii a konstytucyjna zasada proporcjonalności, Prokuratura i Prawo 2/2009), należy niezwłocznie wyeliminować z systemu prawa możliwość karania za posiadanie narkotyków w granicach własnego użytku, i zastąpić to pajacowanie rozwiązaniem opartym na redukcji szkód, z ustawowymi gwarancjami ochrony godności i wolności osób używających narkotyków.

Projekt Wolne Konopie!
Dołączona grafika


Stąd właśnie wziął się projekt nowelizacji ustawy:

POSTANOWIENIE NR 55
MARSZAŁKA SEJMU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
z dnia 7 października 2010 r.


O przyjęciu zawiadomienia o utworzeniu Komitetu inicjatywy ustawodawczej Wolne Konopie; projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.

Na podstawie art. 6 ust. 4 ustawy z dnia 24 czerwca 1999 r. o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli (Dz. U. Nr 62,poz. 688) postanawiam o przyjęciu zawiadomienia o utworzeniu Komitetu inicjatywy ustawodawczej Wolne Konopie; projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.


MARSZAŁEK SEJMU
Grzegorz Schetyna


Ustawa

o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii


Art. 1. W ustawie z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii (Dz. U. Nr 179, poz.
1485, z późn. zm1
.) wprowadza się następujące zmiany:

a) w art. 62:

i. ust. 3 otrzymuje brzmienie:

3. Jeżeli przedmiotem czynu określonego w ust. 1 są środki odurzające lub substancje
psychotropowe przeznaczone na własne potrzeby konsumpcyjne sprawcy, w ilościach
określonych w Załączniku nr 3 do ustawy, sprawca podlega grzywnie według stawek
nim określonych.

ii. dodaje się ust 4 i 5 w następującym brzmieniu:

4. Orzekanie w sprawach o których mowa w ust. 3 następuje w trybie przepisów o
postępowaniu w sprawach o wykroczenia.
5. W razie ukarania za wykroczenie określone w 62 ust. 3 orzeka się przepadek
przedmiotów wykroczenia, a także przedmiotów pochodzących bezpośrednio lub
pośrednio z wykroczenia, nawet jeżeli nie były one własnością sprawcy. Sąd,
orzekając przepadek przedmiotów, może zarządzić ich zniszczenie. Z czynności
zniszczenia sporządza się protokół.

b) w art. 63 dodaje się ust. 4, 5 i 6 w następującym brzmieniu:

4. w przypadku mniejszej wagi sprawca podlega grzywnie.
5. Nie podlega karze sprawca występku określonego w ust. 1, który uprawia roślinę
konopi w ilości nieprzekraczającej własnych potrzeb konsumpcyjnych.
6. Przepis ust. 5 stosuje się odpowiednio do sprawcy występku określonego w ust. 2.

c) w Załączniku Nr 1 do ustawy, w Tabeli 4. Środki odurzające grupy IV-N wykreśla
się następujące pozycje:

KONOPI ZIELE innych niż włókniste oraz wyciągi, nalewki farmaceutyczne, a także
wszystkie inne wyciągi z konopi innych niż włókniste,
ŻYWICA KONOPI.

d) dodaje się Załącznik 3 w następującym brzmieniu:
Tabela określająca wartości graniczne oraz stawki, o których mowa w art. 62 ust. 3 i 4.



Dołączona grafika


Art. 2. 1. Karę orzeczoną prawomocnym wyrokiem na podstawie art. 62 ust. 1 i 3 oraz art. 63
ust. 1 i 2 ustawy o której mowa w art. 1, przed dniem wejścia w życie ustawy, uważa się za
zatartą z mocy prawa z dniem wejścia w życie ustawy.
2. Postępowania w sprawach o występki, o których mowa w ust. 1 wszczęte przed dniem
wejścia w życie ustawy umarza się albo prowadzi na podstawie nowych przepisów.

Art. 3. Ustawa wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.


Projekt jest zgodny z prawem UE. Czyny popełniane w celu konsumpcji własnej w sposób określony w prawie krajowym nie są przedmiotem regulacji wspólnotowych. Prawodawstwo UE nie formułuje żadnych obowiązków dla państw członkowskich w zakresie ścigania konsumpcji środków odurzających. Najlepszym przykładem są przepisy wprowadzone ostatnio w Republice Czeskiej.

Koszty stosowania art. 62 obciążające budżet państwa sięgają blisko 80 mln. złotych rocznie. Wyniki badań przedstawione w raporcie Instytutu Spraw Publicznych z 2009 r. jasno pokazują bezmiar marnotrawstwa środków publicznych w wyniku patologicznej praktyki stosowania art. 62. Opierając się na danych przedstawionych w w/w raporcie, można założyć, że szybkie uchwalenie i wejście w życie regulacji pozwoli na następujące oszczędności w bieżącym roku budżetowym: - 5-10 milionów złotych z tytułu redukcji kosztów angażowania Policji w sprawy o posiadanie drobnych ilości środków odurzających, z czego największa grupa wydatków to ekspertyzy zlecane w trakcie postępowania; według w/w raportu średni koszt jednej ekspertyzy fizykochemicznej to 594 zł, warto mieć świadomość, że taka ekspertyza jest przeprowadzana dla każdej ilości środków odurzających. Ustawowo określony priorytet ścigania skieruje finansowanie na działania w sprawach większego kalibru. Kosztowny udział biegłych w sprawach błahych zostanie znacząco zredukowany; - ok. 10 milionów złotych z tytułu redukcji kosztów prowadzenia tych postępowań przez prokuratury, (według w/w raportu, roczny koszt samych zlecanych ekspertyz to blisko 20 mln.). Ustawowo określony priorytet ścigania pozwoli skierować środki finansowe na działania rzeczywiście mające związek z ochroną zdrowia i bezpieczeństwa. W myśl nowych przepisów, konsumenckie ilości środków odurzających nie podlegają do pewnych granic konfiskacie, co zmniejszy również koszty procedury ich magazynowania i niszczenia. Co jest istotne – największe objętościowo i najpowszechniej występujące są właśnie środki odurzające z grupy Cannabis, co stanowi kolejny argument przemawiający za wyższym limitem indyferentnej prawnie ilości posiadanego ziela.

Dochody z grzywien (według w/w raportu na poziomie ok. 4 mln. rocznie), utrzymają się w granicach w jakich ściągane są obecnie. Zmniejszą się natomiast koszty obsługi ich wymiaru. Wykreślenie przetworów z konopi indyjskich z tabeli IV-N będzie wyraźnym sygnałem dla producentów produktów leczniczych. W krótkiej perspektywie mogą pojawić się wpływy z opodatkowania obrotu tymi produktami, w szczególności z opodatkowania CIT i VAT.

Dołączona grafika


Amnestia przewidziana w art. 2 projektu może w znacznym stopniu rozładować napięcia społeczne, jako alternatywa wobec wypłacania rekompensaty finansowej osobom poszkodowanym przez wymiar sprawiedliwości, w razie zwrócenia się przez uprawniony podmiot do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności art. 62 z Konstytucją. Skutki finansowe ostatecznego rozstrzygnięcia Trybunału w tym przedmiocie najprawdopodobniej oznaczałyby dla budżetu państwa poważne obciążenie (według ostrożnych obliczeń, kwoty samych zadośćuczynień z art. 552. § 1 w zw. z art. 540 § 2 kpk mogłyby sięgnąć nawet kilkadziesiąt mln. zł).

Wejście w życie proponowanej regulacji nie obciąży dodatkowo budżetu państwa. W bieżącym roku budżetowym spodziewać się można pewnych oszczędności. Przyjęcie regulacji daje szansę uniknięcia finansowego rozliczenia bezprawia popełnionego pod rządami obecnej regulacji przez organy władzy publicznej wobec osób używających środków odurzających. Regulacja pozwoli położyć kres marnotrawstwu środków publicznych w dziedzinie przeciwdziałania narkomanii. Liberalizacyjny wydźwięk regulacji powinien pozytywnie wpłynąć na rynek produktów konopnych, z opodatkowania którego można spodziewać się dodatkowych wpływów budżetowych.

Na zakończenie kolejny chillout'owy kawałek, co by Aquila mógł sobie pocytować w następnym wpisie, bo narazie ciężko u niego z konkretnymi argumentami :)

http://www.youtube.com/watch?v=9e64a8INZuw


Użytkownik dżekson edytował ten post 11.10.2010 - 11:19

  • 2



#6

Aquila.

    LEGATVS PROPRAETOR

  • Postów: 3221
  • Tematów: 33
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Zatem wracamy do debaty ;)

Zacznę od końca:

Na zakończenie kolejny chillout'owy kawałek, co by Aquila mógł sobie pocytować w następnym wpisie, bo narazie ciężko u niego z konkretnymi argumentami


Dziękuję za okazję do „pocytowania”. Chcąc rzetelnie podejść do debaty przebrnąłem z trudem do końca tego „kawałka”. Można by trochę podyskutować nad jakością tej „piosenki” (z równym trudem przychodzi mi nazywanie tak zwykłego mówienia z monotonną muzyką lecącą w tle – no ale rozumiem, że dziś każdy chce być „artystą niosącym niesłychanie ważne przesłanie” ale niekoniecznie musi przy tym umieć śpiewać) i nad upadkiem kultury wywołanym błędnym przekonaniem, że każdy może być artystą, ale to trochę odbiegałoby od tematyki debaty. Skoro zaś jednak już podany został ten „utwór”, to podzielę się moją skromną i subiektywną uwagą (co do której wiem, że jest subiektywna i że absolutnie wcale nie musi się pokrywać z opiniami innych), że tekst taki:

Między jednym buchem, a drugim buchem
jest głowa, ja tu siedzę i kieruje ruchem.
Dopóki słuchasz mnie i częstujesz głowę buchem
ja będę w niej, nie ciałem ale duchem/ (x2)

Dobra spizgusie, otwiera się furtka,
Jestem już w środku, więc na wieszak kurtka,
Tak białasku, teraz jestem w twojej głowie,
I masz przemyśleć to co Rafi tobie powie.
A więc: na środku podwórka z rozrywki powtórka, więc zapraszam do mojego biurka.
Nie możesz mnie wydymać, ja nie jestem wiewiórka,
I doskonale wiem do czego służy laski dziurka.
Zaczynamy, marihuana jest dla ludzi,
Bo nikt dla kogoś innego aż tak by się nie trudził,
Żeby zrobić coś takiego, o czym piszą teraz sławy,
O czym robi się filmy. Co to wszystko dla zabawy?!
Nie kuzynie, natura była tak łaskawa,
Że na osłodę życia przed nami wyrosła trawa.
I zaczęła się zabawa i zaczęły się kłopoty,
Bo wszyscy zaczęli w tym węszyć jakiś podstęp złoty.
A to wszystko ploty, bo od ośmiu lat smażę,
I sram na wszystko inne, że się tak wyrażę.
Przypal, bo chyba dawno nie przypalałeś,
Trochę tutaj nudno, swoją głowę zaniedbałeś?!
Nie wkręcę się, bo dostanę tutaj kręćka.
Posłuchaj refrenu i najlepiej nic nie mów,
W tej części usłyszysz parę słów ze środka głowy,
No dobra, jesteś gotowy?!

Między jednym buchem, a drugim buchem
jest głowa, ja tu siedzę i kieruje ruchem.
Dopóki słuchasz mnie i częstujesz głowę buchem
ja będę w niej, nie ciałem ale duchem/ (x2)

luta, duka jak u szyksa pluta,
Jak trąba mamuta. Nie umiesz nawijać?
Poluta.
Taam! Ciągnie tobie druta jakaś dziwka zepsuta.
My mamy zielone, wiec chodź tutaj!
Jestem w twojej głowie, więc musisz mnie słuchać!
Szeptam ci zielone przykazania do ucha,
Skrucha - mile widziana.
Przed tobą zielona ściana i życiowa zmiana,
Musisz ją przeskoczyć, żeby do mnie wkroczyć.
Bo za łatwo można zajebiste rzeczy przeoczyć.
Jestem w twojej głowie, więc wiem o czym myślisz,
I myślisz, że możesz sobie przecież lufę przeczyścić.
Pamiętaj: laska będzie siedzieć w każdym rzędzie,
A ganja tylko raz w twoim życiu będzie.
A jak będzie to na zawsze, możesz powiedzieć to lasce,
Bo po co później masz przez całe życie chodzić w masce?
Straszne takie życie, wiem coś o tym.
Nie pozwól z siebie zrobić idioty.
Królu złoty, moje rady ci pomogą,
Pójść przez życie, zza kurii z sąsiadową krową

Między jednym buchem, a drugim buchem
jest głowa, ja tu siedzę i kieruje ruchem.
Dopóki słuchasz mnie i częstujesz głowę buchem
ja będę w niej, nie ciałem ale duchem/ (x2)


musiał powstać „pod wpływem” (gdy autorzy, wyglądający zapewne jak owe Smerfy z podanego klipu, wzięli do ręki słownik i zaczęli wybierać słowa na chybił trafił układając ten ambitny tekst albo po prostu pisali go w fazie „listkowych filozoficznych rozmyślań” które to sięgają intelektualnych wyżyn ), ponieważ jest dla mnie bezsensownym zlepkiem. Nie znam się? Zapewne. Nie mam pojęcia o „tej gałęzi sztuki wysokich lotów”? Z pewnością. Po prostu, czerpiąc radość z równoległego debatowania o Rzymianach, powiem: „de gustibus non est disputandum” – o gustach się nie dyskutuje. W domowym zaciszu wrócę jednak do bardziej melodyjnych piosenek lub tych, które zawierają jakiś (moim zdaniem) bardziej wartościowy przekaz (a już z pewnością sensowny ;) ).

I owszem – ciężko u mnie na razie z argumentami, ponieważ opublikowałem dopiero jedynie wstęp – a postanowiłem trzymać się schematu w którym wstęp jest niczym innym jak wstępem właśnie. Ba – dodałem nawet jasno i wyraźnie, że wyjaśnienie mojego „fenomenu” (jak widać w dzisiejszych czasach wśród młodych ludzi do których wciąż się zaliczam ;) ) „nie trawienia marihuany” podam w następnych wpisach.

Czyli, między innymi, w tym właśnie.

Zacznijmy zatem po kolei:

W związku z ostanią aferą Dopalaczy zaznaczę też, że od początku byłem przeciwny i odradzałem każdemu palenia tego gówna, dlaczego? Bo spróbowałem raz i mam pojęcie jak to działa, od tamtej pory wybijałem z głowy każdemu kto chciał to palić.


Przyznam, że ten fragment nieco mnie zbulwersował. Zwolennik legalizacji marihuany angażuje się w walkę z dopalaczami.

Ktoś, kto przekroczył dozwoloną prędkość o 50 km/h gani i poucza ludzi, którzy przekroczyli ją o 100 km/h.

Ktoś, kto właśnie wygłosił wykład o niezwykłej szkodliwości alkoholu zawartego w wódce, jego wpływu na społeczeństwo i żądał zamknięcia ich fabryk, poszedł z kolegami na piwo.

Zapalony ekolog (ekoterrorysta ;) ) obrzucił jajami dyrektora elektrowni atomowej a potem wyrzucił do lasu plastikową torebkę w której te jajka przyniósł.

Owszem, nikt z nas nie jest krystaliczny. Sam mam swoje wady i cechy, z których nie jestem dumny. Ale nie wiem, czy moralne prawo do walki z dopalaczami ma ktoś, kto nie odcina się od zażywania/wspierania innych środków zakazanych. Chwali się, że to robisz (odciągasz ludzi od dopalaczy), ale całość postawy (czyli plus stanowisko odnośnie marihuany) nie wygląda zbyt dobrze (w mojej subiektywnej ocenie). Przypomniało mi to też pewną sytuację, jaka w moim dzieciństwie miała miejsce. Ogłoszono kiedyś „sprzątanie świata” połączone z konkursem – kto przyniesie z lasu więcej śmieci – ten dostanie nagrody. Po zakończonym sprzątaniu i ściągnięciu z lasu wielu kilogramów żelastwa, plastiku a nawet całej wyrzuconej wersalki (!) dzieci dostały nagrody – zabawki, czipsy, batony i lody. Zadowolone od razu zabrały się do pałaszowania, a rzecz jasna wszystkie papierki wylądowały w... lesie.

Nie to nie jest wcale tak, że z marichuaną tak nie jest czy z czymś innym, bo odradzam zwłaszcza młodym wszystkich używek, ale obudźmy się! Żyjemy w takim świecie, gdzie ostatnio z domu niedaleko mnie, karetka zabrała młodego 11letniego dzieciaka, który miał 1,7 promila alkoholu. I jak tu nie być za legalizacją, gdy Marihuana jest w Europie mniejszym problemem niż zażywanie dopalaczy.


No i tutaj zabiłeś mi ćwieka. Gdybym przeczytał tylko ten cytat gdzieś na forum, to mógłbym uznać, że jesteś nawet przeciwnikiem marihuany, tylko świat zmusza Cię, abyś był za jej legalizacją. Tylko chwila – odradzasz stosowanie używek, ale głośno walczysz o ich legalizację? Czy elementem „odradzania” jest hasło „sadzić, palić, zalegalizować”? Jeśli tak – to przyznaję, że tej strategii nie rozumiem.

Poza tym – napisałeś, że powinno się zalegalizować marihuanę, ponieważ „mamy większe problemy”. Czy zatem wg Ciebie powinna zostać stworzona lista problemów według „powagi sytuacji” a potem wydzielona linia – „te są ważne, więc się nimi zajmujemy, te mniej, więc legalizujemy je”? Sądzę, że walka z drobnymi złodziejaszkami – którzy kradną tylko batonik albo butelkę piwa jest jeszcze mniejszym „problemem”. Owszem – właściciel ponosi drobne bo drobne, ale zawsze straty, no ale przecież państwo ma ważniejsze problemy! Czy zatem powinniśmy automatycznie umarzać wszelkie przestępstwa z tym związane? Czy mamy „prawnie uregulować dozwoloną ilość wynoszonego przez klienta towaru bez zapłaty” (no bo nie byłaby to przecież już „kradzież” ;) ) aby tylko oszczędzić pieniądze i przeznaczyć czas policji na „ważniejsze sprawy”?

Fakt istnienia poważniejszych problemów nie oznacza zgody na olewanie mniejszych

Swego czasu spotkałem się z żywą reakcją młodych ludzi na bodajże zamknięcie stron z napisami do filmów (oczywiście pirackich). Najbardziej oburzeni byli rzecz jasna właśnie ci, którzy te filmy „kradli” i oglądali na komputerze. Słyszałem chór wołający „nie mają się czym zajmować!?” (a to kuriozum – łamiący prawo oburzają się, gdy odcięło im się możliwość jego łamania a na dodatek „żądali” od policji zajmowania się egzekwowaniem swoich obowiązków, tyle tylko, że tych „ważniejszych” ;) ). Ano mają, ale noszenie odznaki wymaga walki z każdym łamaniem prawa. Wybieranie którego człowieka łamiącego prawo chce się ścigać, a którego nie, jest przejawem słabości, nie rozsądku.

Również kolejny fragment mnie niepokoi:

Według unijnego Europejskiego Centrum Monitoringu Narkotyków i Uzależnień EMCDDA stopień zażywania marihuany w krajach europejskich ostatnio spada, choć ciągle ok. 12 mln Europejczyków zażywa ten narkotyk przynajmniej raz w miesiącu. Rośnie natomiast popyt na dopalacze, a największymi ich konsumentami, co mnie tutaj boli, jest młodzież.


Około 12 mln europejczyków zażywa środek psychoaktywny (w tym wielu niepełnoletnich), ale boli Cię tylko to, że rośnie wśród młodzieży popyt na dopalacze. O tempora, o mores...

Ale dopalaczami zajmiemy się trochę później, ponieważ dobrze pasują do tematyki tej debaty.

Co do opisanej przez Ciebie historii „walki z marihuaną” – nie mam zastrzeżeń. Przyznaję z ręką na sercu, że nigdy mnie to nie interesowało i stanu tego zapewne nic nie zmieni. Z punktu widzenia współczesnego obserwatora odpowiedź na pytanie dlaczego na początku wieku XX zaczęto walczyć z marihuaną jest równie „ważna” jak wpływ autorów „Młota na czarownice” na mój dzisiejszy stosunek do tarota i rozmaitych „wróżek” ;)

Prohibicja skończyła się po 13 latach, ale jej skutki nie przeszły do historii. Zamiast obiecanego raju na ziemi, pozostawiła po sobie powszechny alkoholizm, potężne gangi i więzienia pełne ludzi skazanych tylko za to, że posiadali przy sobie butelkę whisky. Wtedy właśnie ludzie dowiedzieli się, że żadne zakazy i najsurowsze nawet kary nigdy nie zmuszą ludzi do odstawienia używki. W wielu państwach azjatyckich za posiadanie narkotyków grozi kara śmierci, a mimo to głównym źródłem dochodu dla tamtejszej biedoty jest produkcja haszyszu i opium.


Prohibicja w USA się nie udała. Nie tylko tam – w innych krajach tak zwanej „cywilizacji zachodniej” również. Wniosek jednak nie powinien brzmieć „w takim razie prohibicja jest beznadziejna i w ogóle do bani” – ale raczej „no cóż, ludzie są jednak idiotami”. Co ciekawe, jednym z argumentów zwolenników legalizacji marihuany jest slogan „alkohol i papierosy są przecież o wiele bardziej szkodliwe, a mimo to legalne” (do którego pewnie niejednokrotnie wrócimy).
Co z tego wynika? Ano „moralność Kalego” – chyba wielu z nas się zgodzi, że papierosy to samo zło. Nie dają nic w zamian, a zabierają wiele – wolną wolę (uzależnienie) i co gorsza – zdrowie. Słuchając więc tych ludzi (przeciętnych zwolenników legalizacji marihuany z którymi się spotkałem) mam czasem wrażenie, że (tak jak ja) mile widzieliby zakaz sprzedaży papierosów (no bo przecież są takie szkodliwe!). Czyli, mówiąc innymi słowami, zakaz sprzedaży papierosów byłby w porządku. Zakaz sprzedaży marihuany zaś... no niedobry, zły, beznadziejny, „usunąć go!!!!!!!!!!!!”

Czyli „to ma być legalne, co lubię”. Problem w tym, że nie zawsze to, co lubię jest dobre. No ale o tym później.

Nie zgodzę się też, że „żaden zakaz” nie zmusi ludzi do odstawienia używki. Jest bardzo wiele krajów na tym świecie, w którym zakazy takie działają bardzo dobrze. Pojedź do dowolnego kraju muzułmańskiego w którym ściśle przestrzega się prawo islamskie i znajdź mi grupy pijaków załatwiających się po kątach albo ćpunów leżących w zaułkach. Ludzie doskonale potrafią obejść się bez używek, ale muszą osiągnąć odpowiednio wysoki poziom świadomości. I nie – nie jest to puste paplanie o „poziomach gęstości”, „otwartym umyśle” itp – wszystko zależy od silnej woli. Skoro ja potrafię obejść się bez używek – to każdy również to może. A że nie chce – to inna sprawa. Powinieneś był więc napisać „żadne kary i zakazy nie zmuszą ludzi do przejrzenia na oczy i zaniechania głupiej chęci sięgania po używki, jeżeli oni sami tego nie zechcą”. Wtedy przyznałbym Ci rację.

Poza tym – argument z prohibicją w USA działa tak naprawdę na moją korzyść. Ukazuje bowiem brak sensu i swoiste „odmóżdżenie” jakie towarzyszy stosowaniu używek. Ludzie wciąż traktowali alkohol – coś absolutnie zbędnego i niepotrzebnego w życiu za rzecz niemalże niezbędną. Nie byli w stanie pogodzić się z obowiązującym prawem i porzucić spożywanie alkoholu. Można zaryzykować, że tenże alkohol ich... opętał ;)

Pytanie jakie w tej chwili rzucę brzmi: czy styl życia wyznaczony przez zwolenników prohibicji był zły, czy dobry?

Przejdźmy do niemalże utopijnej wizji świata – ludzie nie chcą pić alkoholu. Nie ma pijaków. Nie ma wypadków po spożyciu. Brak kłótni rodzinnych (i rozpadów rodzin) powodowanych przez alkohol. Nie uświadczysz nigdy pijanego jedenastolatka (którego to widok tak Tobą wstrząsnął). Przyznasz chyba, że taki świat byłby lepszy? Nie sądzę, aby znalazł się jakiś rozsądny człowiek, który uznałby, że taki świat byłby gorszy od naszego.

Dlaczego zatem ludzie nie chcą go realizować?

Nie – nie zwalajmy winy na „złych producentów”. Ludzie nie chcą go realizować, bo wolą od czasu do czasu zaspokoić swoje irracjonalne zachcianki niż zbudować zdrowe społeczeństwo (producenci nie mieliby nic do gadania, gdyby ludzie nie chcieli korzystać z ich produktów). Choć zakaz produkcji i sprzedaży alkoholu (jak i spożywania go) jest obiektywnie czymś dobrym i niezwykle wzniosłym, tak świat wyraźnie ukazuje niski poziom ludzi, którzy mają to gdzieś bo wolą się upić.

Idźmy dalej – skoro mamy zatem wizję lepszego życia i kompletny brak chęci ludzi do jego osiągnięcia, to znaczy, że najwyraźniej używka staje się ważniejsza od wszystkiego – zniekształca obraz świata i nie pozwala na trzeźwe wyciąganie logicznych wniosków. Dla „zagorzałych przeciwników prohibicji” (czyli ludzi, którzy uwielbiają się upić od czasu do czasu z przeróżnych powodów) świat w którym pijaki pałętają się po ulicach, pijani kierowcy zabijają niewinnych ludzi a dzieci odurzone alkoholem trafiają do szpitali (w tym także noworodki!) jest najwyraźniej... lepszy!

Do czego zmierzam – osoby zażywające jakieś używki nie są w stanie obiektywnie spojrzeć na sprawę tychże. Pijak nie zrozumie, dlaczego pijaństwo jest złe. Jeżeli lubi wypić to nigdy nie powie o alkoholu złego słowa na poważnie. Czy osoba obsesyjnie obżerająca się czekoladą (bo ją uwielbia ponad wszystko) powie o niej złe słowo? Można do tego „podczepić” i inne sprawy - czy zagorzały fan Star Treka spojrzy krytycznie na te filmy i przyjdzie mu kiedykolwiek do głowy, że to straszna chała?
Czy wielki fan Toma Hanksa napisałby kiedykolwiek petycję żądając zabronienia mu możliwości występowania w filmach?
I w końcu czy idiota pożerający dopalacze, bo są „super”, pomyślałby kiedykolwiek o ich delegalizacji?

Dlaczego zatem mamy uważać, że tak zwani „zwolennicy legalizacji” a zarazem jej miłośnicy potrafią obiektywnie spojrzeć na problem marihuany?

Zawsze wydawało mi się, że właściwej oceny danego zjawiska może podjąć się tylko osoba nijak nie powiązana z nim (w sensie „oceniam religię nie będąc jednocześnie jej ślepym wyznawcą”). Chyba zgodzimy się, że bardziej trzeźwy stosunek do religii i „cudów” ma ateista niż moherowa babcia. Dlatego też mam wątpliwości, czy przeciętny zwolennik legalizacji marihuany jest rzetelną stroną „konfliktu”. Jego nie interesują tak naprawdę skutki swych wystąpień i żądań – on chce po prostu sadzić i palić bez przeszkód.

Ot, daj pijakowi możliwość regulowania prawa dotyczącego produkcji i dystrybucji alkoholu w kraju.

Tak jak nie wierzę, że człowiek taki rzetelnie zająłby się wszystkim i poważnie podszedł do sprawy, tak nie wierzę, że intencje zwolenników marihuany są takie szlachetne (zwiększenie wpływów do budżetu, dbanie o „czystość” itp).

Wyobraźmy sobie bowiem coś, co uwielbiamy robić, bo daje nam niesłychaną przyjemność a możemy to robić bez wysiłku i problemu (nie sugeruję niczego ;) ). Jeżeli jesteśmy w stanie osiągnąć niezwykłą przyjemność bardzo tanim kosztem i praktycznie zerowym wysiłkiem to czy uda się nam nałożyć sobie jakieś restrykcje i się ich rygorystycznie trzymać? Uważam, że jest to bardzo mało prawdopodobne. Tak to już jest – gdy idzie o przyjemności (zwłaszcza te pewne i bardzo silne) to nasz umysł i silna wola przeważnie stają na przegranej pozycji.

Dlatego też, jeżeli komuś niezwykle podoba się idea zalewania mózgu substancjami, które sztucznie wywołają w nich uczucie zadowolenia a która będzie wymagać od nich jedynie zapalenia suszonych liści i wciągania dymu do płuc – to będzie to robił i nie sądzę, aby przejmował się rozmaitymi konsekwencjami. Przyjemność jest ważniejsza – tylko ona się liczy.

Ale do tematu prohibicji wrócimy w następnych wpisach, bo jest coś ciekawego z tym związanego.

Reguły ekonomii mówią, że za popytem idzie podaż. Oznacza to po prostu, że rosnąca liczba palaczy jest coraz atrakcyjniejszą klientelą dla dilerów. Ponieważ marihuana jest najpopularniejsza ze wszystkich nielegalnych używek, handel nią przynosi najłatwiejszy zysk. Dlatego mafia zajmująca się przemytem i rozprowadzaniem trawki zbija wielką fortunę i umacnia swoją pozycję, by podobnie jak amerykańskie gangi z czasów prohibicji, przejąć potem inne formy działalności. Przedsmak tego, co może nas czekać, widzimy już dzisiaj - gazety i telewizja codziennie donoszą o schwytanych przestępcach, którzy parali się przemytem lub uprawą marihuany, a zazwyczaj ich działaność nie ograniczała się tylko do tego. Niestety, ci złapani, to tylko wierzchołek góry lodowej, gdzyż policja po prostu nie jest w stanie śledzić reszty kryminalistów. Jednym ze sposobów na zmniejszenie tego problemu jest legalizacja marihuany


”Jednym ze sposobów” – owszem, ale czy najlepszym? Zbombardowanie miasta też jest przecież jakimś sposobem na zmniejszenie przeludnienia ;)
Ok - zastanówmy się teraz nad tym zarzutem „powiązania grup przestępczych z marihuaną”. Jednym z argumentów zwolenników legalizacji jest właśnie ten mówiący o tym, że „gdy zalegalizuje się marihuanę, to odetnie się mafię od tego biznesu”. Czy aby na pewno? Bo z tego co mi wiadomo alkohol i papierosy są legalne, a mimo to wciąż ich nielegalnym obrotem zajmuje się mafia. Na przykład w kwietniu 2009 roku policja amerykańska odnalazła magazyn w którym znaleziono nielegalne papierosy o wartości 20 milionów dolarów (w 2004 roku ustalono, że wystarczy przeszmuglować przez granicę jedną ciężarówkę papierosów, aby mafia zarobiła na niej 2 miliony).

A to fragment artykułu z independent.ie (irlandzkiego serwisu):

Customs officers seized nine million contraband cigarettes yesterday -- almost a seventh of the overall total for last year.

The seizure was made at Dublin Port following a container-profiling operation by officers and a scan by the Customs X-ray team.

The cigarettes, which were branded "Raquel" and had an estimated street value of €3.1m, were hidden in a 45-foot container that had arrived from Belgium.

The contents of the container were listed as "household goods" on the ship's manifest and were consigned to a fictitious company in Co Monaghan.

A Customs spokeswoman said the potential loss to the Exchequer was about €2.5m and investigations into the haul were ongoing.

The seizure brings the total seizures by Customs at Dublin Port and Dublin Airport this year to 9.6m cigarettes and 107 kilos of tobacco, in what officers describe as their continuing battle with Irish and Eastern European smuggling gangs.

Last year, Customs captured an overall total of 70m cigarettes, worth €24m, and 1,335kg of tobacco, worth €380,000.

Earlier this month, officers targeted passengers disembarking from a flight into Dublin from the Latvian capital, Riga, and seized some 112,000 cigarettes.

The operation was one of a series of strikes carried out by Customs against Eastern European gangs illegally bringing in cigarettes and tobacco through Dublin Airport.

Two days later, officers seized 167,800 cigarettes and 2.2kg of tobacco after a search of luggage on a flight from Tenerife in the Canary Islands.

They believe a Northern Ireland gang was behind that smuggling attempt and that the shipment was destined for sale on the black market on both sides of the border.

A further 27,000 cigarettes were taken from passengers on another flight from Tenerife.


I zdjęcie ukazujące przechwycony towar:

Dołączona grafika


Ups, a przecież papierosy są legalne...

A teraz coś z Belfast Telegraph:

Customs officers seized 95.8 million euro worth of smuggled tobacco last year - up almost 70% on 2008, it has emerged.

The bulk of the massive rise was down to Europe's largest-ever seizure of cigarettes in October - more than 120 million valued at 50 million euro - from a vessel docked at Greenore Port in Co Louth.

The record haul involved 80,000 Palace and Chelsea cigarettes stuffed into 1,489 animal feed bags in a vessel that sailed to Ireland from the Philippines.

Preliminary figures from the Revenue Commissioners for last year also reveal 96,532 litres of bootleg alcohol was found smuggled into the country.

Custom officers also recovered 30.2 million euro worth of cannabis, 2.3 million euro of cocaine and heroin, as well as 6.3 million euro of amphetamines, ecstasy and other drugs.


A to ciekawostka. Wygląda na to, że w roku 2009 (artykuł jest z 2010 roku i opisuje rok poprzedni) przeszmuglowano (nie wiem czy do tego rejonu – Belfastu, czy ogólnie do Wielkiej Brytanii, ale to w sumie nieistotne) nielegalne papierosy warte 95,8 miliona euro (plus prawie 100 000 litrów alkoholu, który to również jest legalny) i nielegalną marihuanę wartą „zaledwie” 30,2 miliony euro. Wygląda więc na to (zakładając równą wykrywalność nielegalnych papierosów i marihuany), że przechwycony przemyt przez mafię papierosów (które to są legalne) przyniósłby przestępcom trzykrotnie większy zysk niż przemyt nielegalnej przecież marihuany.

No i coś z naszego skromnego podwórka, czyli mały przegląd fragmentów artykułów:

Przemyt rekordowo dużego ładunku papierosów - blisko 400 tys. paczek o wartości prawie 2,3 mln zł - udaremnili w czwartek nad ranem funkcjonariusze Straży Granicznej na przejściu granicznym z Litwą w Budzisku.


Strażnicy odkryli kontrabandę podczas przeszukania magazynów i dwóch samochodów w Serocku. Znaleźli tam 10 392 600,00 szt. papierosów o szacunkowej wartości 4 131 058 zł. Gdyby papierosy trafiły na rynek skarb państwa straciłby ok. 7,3 mln zł.


Celnicy z Korczowej udaremnili rekordowy przemyt papierosów. Kierowca ukraińskiego TIR-1 próbował wwieźć do Polski 250 tysięcy paczek o rynkowej wartości przekraczającej 1,5 miliona złotych. Kontrabanda była starannie ukryta w transporcie węgla drzewnego.


Po dokładnym przeliczeniu okazało się, że to w sumie 650 tys. paczek (13 mln sztuk) papierosów bez znaków akcyzy. Zatrzymany kierowca twierdzi, że o ładunku nic nie wiedział. Grozi mu do 5 lat więzienia za przemyt. Wartość papierosów celnicy szacują na ok. 5 mln zł.


Funkcjonariusze straży granicznej w okolicach Świecka udaremnili rekordowy przemyt papierosów. Kierowca tira wiózł ponad osiem i pół miliona sztuk papierosów.
Ich wartość oszacowano na trzy i pół miliona złotych.


Czy w obliczu tych doniesień mamy podstawy aby wierzyć, że „legalizacja marihuany” naprawdę odetnie mafię od zysków z jej sprzedaży? Bo ja w to zwyczajnie nie wierzę.

Co więcej – nawet w Holandii istnieją takie bajery jak nielegalne plantacje, przemyt i ciemna strona tego biznesu. Ciekawe co by wyszło, gdybym poszukał więcej informacji rozwijającej krótką informację, że w latach 1988 – 1993 (już po „zalegalizowaniu” marihuany) w tym kraju ilość grup przestępczych wzrosła z 3 (trzech) do... 93 (dziewięćdziesięciu trzech).

Przypomnę - zalegalizowanie marihuany nie wyeliminuje „nielegalnej sprzedaży”. Nie chodzi tylko o przemyt (o czym pisałem przed chwilą). Nawet jeśli zalegalizuje się marihuanę dla osób powyżej 18 lat, to wciąż pozostanie dość spore zapotrzebowanie na marihuanę dla osób poniżej tego wieku. Grupy przestępcze po prostu dalej będą sprzedawać, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce od nich kupić towar, ponieważ nie może kupić go legalnie. Po drugie – wyobraźmy sobie, że marihuana staje się legalna i można ją kupić w sklepie. Ale produkt ten nie będzie „dowolny” – będzie kontrolowany przez państwo. A państwo będzie najprawdopodobniej wymagać od producentów, aby „towar” nie był zbyt silny. To również otwiera rynek dla grup przestępczych które od razu zajęłyby się rozpowszechnianiem mocniejszych środków od tej „cienizny” ze sklepów. Co więcej – oba scenariusze związane z ceną legalnej marihuany byłyby złe – tania legalna marihuana byłaby złem – bo gdy coś jest tanie, to więcej osób na to coś stać i więcej tej taniochy używa. Droga legalna marihuana byłaby równie zła – bo mafia sprzedawałaby ją taniej przez co wciąż miałaby znaczące wpływy i zyski.

Dlatego slogany zwolenników typu „legalizacja marihuany = brak nielegalnego handlu i zysku dla mafii” oraz cytaty takie jak ten z Twojego wpisu:

Gdy handel trawką zostanie objęty regułami wolnego rynku, po prostu przestanie być opłacalny dla mafii. W ten sposób możemy odciąć przestępcom główne źródło dochodów.


są puste. Owszem, fajnie brzmią dla tych, co chcą palić, bo... a bo chcą i pragną przekonać społeczeństwo aby przeforsować prawo dające im personalną rozkosz. Ale w rzeczywistości (po rozwianiu się dymu ;) ) sprawa ta nie wygląda już tak zielo... to znaczy różowo ;)

Legalizacja mogłaby nie tylko zlikwidować wielką gałąź przestępczości, ale też zwolnić siły policji i sądów zajęte jej zwalczaniem, by mogły wziąć się za przestępstwa bardziej szkodliwe społecznie, takie jak morderstwa, napady i kradzieże.


A ja uważam, że zadaniem policji jest ściganie wszystkich przestępstw. Konieczność ścigania morderców i gwałcicieli nie usprawiedliwia bierności wobec drobnych kradzieży albo złego parkowania. A stwierdzenia typu:

Pora jednak zdać sobie sprawę, że koszty prohibicji i tak ponosimy wszyscy. To z naszych podatków płaci się policjantom, którzy łapią przestępców i sądom, które ich skazują. Co więcej, przestępcy odbywający kary w więzieniach też są utrzymywani z naszych wspólnych pieniędzy.


Brzmią jak „nie stać nas na utrzymywanie przestępców w więzieniach, więc zmieńmy prawo tak, aby na przykład kradzieże nie były przestępstwem ściganym przez prawo polskie. To zaoszczędzi nam wiele pieniędzy każdego roku!”

Jak dla mnie to moralnie niedopuszczalne i dziwię się, że ktoś w ogóle wierzy w coś takiego. No ale jak widać chęć zapalenia marihuany potrafi czynić cuda ;)

Dziś każdy, kto ma ochotę, może bez problemu kupić marihuanę u jednego z wielu dilerów, często z błyskawiczną dostawą do domu. Nie łudźmy się też, że wielu ludzi ma taki szacunek dla prawa, że nie sięgnęło po trawkę tylko dlatego, że nie wolno. Wręcz przeciwnie! Wielu nastolatków pali marihuanę tylko dlatego, że jest nielegalna, bo przez lata stało się to swoistym symbolem buntu.


Czyli „zalegalizujmy, bo i tak mogę ją kupić kiedy zechcę.” Sam pamiętam swój dość niechlubny okres kiedy kupowałem pirackie płyty kiedy tylko naszła mnie na to ochota. Czy zatem mam rozumieć, że i piractwo powinno się zalegalizować? Albo przynajmniej z nim nie walczyć? W jaki sposób łatwość dostępu do zakazanej substancji ma być powodem na jej legalizację? Toż to tylko zachęta dla dilerów i mafii – dajmy ludziom dobry i łatwy dostęp do, powiedzmy, heroiny – a nuż też ją zalegalizują? ;) To nie legalizacja jest rozwiązaniem sprawy, lecz zaostrzenie walki z łamiącymi prawo. Legalizacja to moralny upadek wynikający z braku pomysłu na rozwiązanie problemu jak należy. Co już czyni legalizację rozwiązaniem najgorszym z możliwych ;) Poza tym – może jestem już „zbyt stary” – ale sam pamiętam epokę gimnazjum i te torebeczki z ową marihuaną. Sam miałem je w rękach – z ciekawości, bo nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy aby ją zapalić. I doskonale pamiętam to, że wśród moich znajomych świadomość tego, że jest zabroniona, dużo dawała do myślenia w tych jeszcze naiwnych i nierzadko głupiutkich główkach. Wiem, że to (moje prywatne doświadczenia i wspomnienia) nie argument przeciwko legalizacji. Wiem jednak też, że wciąż dla wielu ludzi słowo „zakazane” działa tak, jak działać powinno. Legalizacja zaś jest przeciwieństwem – jest jawnym przyzwoleniem. Gdy powiemy, że coś jest zakazane, wtedy zawsze dana część społeczeństwa zastosuje się do zakazu (tym większa, im większą skuteczność ma policja – co już dawno powinno zostać w końcu docenione przez rządzących). Gdy zaś coś się zalegalizuje, to wtedy otworzy się taką substancję dla wszystkich. To jest oczywiście postulat zwolenników, ale po raz kolejny nie wierzę w to, że kierują się oni troską o „biednych nastolatków w fazie buntu”. Co więcej - znam osobiście osoby, które kupują nielegalne (przeszmuglowane z Ukrainy) papierosy, bo są tańsze. Czym się kierują? Ano tym, że "są przecież legalne (papierosy ogólnie), a te są tańsze". Myślę, że młodzież miałaby mniejsze opory przed kupieniem (od dilerów) nielegalnej "zalegalizowanej przecież" marihuany niż kupienie od nich nielegalnej "nielegalnej marihuany". No ale to takie subiektywne przemyślenia.

Poza tym, paradoksalnie, słowa o „buncie” świetnie pasują do mojego sposobu myślenia. Ludzie, którzy czują potrzebę „buntu” robią rzeczy kretyńskie dla samej potrzeby buntowania się. Nie myślą – po prostu się buntują. A że w tej fazie bezmyślnego (i często szkodliwego dla nich samych) buntu sięgają po marihuanę – toż to idealne wpasowanie się w schemat ;)

Dołączona grafika


Dlatego, jeśli już myślimy o trosce o młodzież, nie możemy myśleć w kategoriach „kurcze, mogą to i tak sobie kupić, więc zalegalizujmy”. Jeśli nie chcemy, aby młodzież paliła (a wielu tego nie chce – młodzieży nie pytamy bo wiemy jak to z nią jest ;) ) to wystawienie gigantycznego szyldu „od dziś możecie kupić to w sklepie” nie jest chyba najlepszym pomysłem.

Idźmy dalej:

Powszechnie wiadomo, że dilerzy największy zysk widzą w handlu w szkołach średnich. Nie oszukujmy się - teraz już w każdym liceum czy technikum jest przynajmniej kilku, jeśli nie klikunastu dilerów. W ogromnej większości przypadków, to sami uczniowie zajmują się sprzedażą marihuany, a ich kilentelą są zazwyczaj niepełnoletni rówieśnicy. Tak więc młodzież poniżej osiemnastego roku życia może kupić trawkę bez najmniejszych problemów, nie wychodząc nawet ze szkoły. W tej sytuacji nawet kupno alkoholu jest trudniejsze - trzeba przecież pójść do sklepu monopolowego, a tam coraz częściej zdarza się, że sprzedawcy sprawdzają wiek klienta. Wniosek jest prosty - rozwiązaniem, przynajmniej częściowym, dla tego problemu jest też legalizacja. Trzeba tylko legalny handel marihuaną obłożyć podobnymi do alkoholu ograniczeniami. Nawet jeśli nie uda się zmniejszyć liczby palaczy wśród młodzieży, możemy przynajmniej ustrzec wielu młodych ludzi przed tragicznymi konsekwencjami. Nieraz bowiem zdarza się, że dilerzy do sprzedawanej trawki dodają toksyczne chemikalia w celu "wzmocnienia towaru". Często też, nawet nieświadomie, rozprowadzają marihuanę z plantacji spryskanej szkodliwymi środkami owadobójczymi. Legalizacja nie pozwoliłaby na takie wypadki, gdyż kontrolą składu chemicznego zająłby się sanepid.


Z tego fragmentu aż zieje propaganda zwolenników legalizacji. Maluje się z niego obraz dobroci jaka spłynie na młodzież po legalizacji narkotyku. Problem (jak zwykle...) w tym, że ponownie i tutaj nie mamy do czynienia z realną troską o młodzież. Mamy do czynienia z jak najbardziej pierwotną i prymitywną chęcią zaspokojenia swoich prywatnych potrzeb (chcę legalnie palić!) którą próbuje się argumentować rozmaitymi farmazonami – byleby ładnie brzmiały i stwarzały wrażenie „niesienia pomocy, aby świat stał się lepszy”. Przypomina mi to wmawianie nam w reklamach jakie to nasze życie jest żałosne i jak dramatycznie zmieni się na lepsze, kiedy kupimy ten zupełnie niepotrzebny nam bubel.

Ogólnie powyższy cytat można streścić następująco:

- dilerzy zarabiają na licealistach/uczniach technikum/zawodówek
- sprzedaje się marihuanę nieletnim
- dlatego należy ją zalegalizować
- to pomoże w dostarczaniu „zdrowego towaru” i tym samym uchroni młodzież

Czyli „zalegalizujmy, a nieletni nagle porzucą marihuanę!” Bajki, mości panie.

Sądzę, że nawet w przypadku legalizacji nie ma szans na legalizację „dla wszystkich”. Czyli – masz 18 lat? Możesz kupić. Nie masz? To do widzenia. Bo chyba nawet zwolennikom legalizacji nie przyszło do głowy dopuszczenie piętnastolatków do legalnego nabycia narkotyku.

Czy to załatwia problem nielegalnego zaopatrywania się przez nieletnich? Ależ skąd – oni wciąż nie byliby w stanie kupić marihuany legalnie – więc musieliby to robić nielegalnie. Jak wiemy nic nie stoi na przeszkodzie, aby małe dzieci kupowały sobie papierosy albo alkohol. Dlatego jakakolwiek próba sugerowania, że legalizacja w jakikolwiek sposób uchroni młodzież przed kupowaniem marihuany jest po prostu naiwna. No ale jak już mówiłem – w legalizacji nie chodzi o logikę. Chodzi o legalny dymek dla siebie ;)

Co więcej – w jaki sposób legalizacja miałaby odciąć dostęp ludzi do marihuany zmieszanej z bardziej szkodliwymi substancjami? Jak już mówiłem wciąż istnieliby ludzie, którzy dodawaliby domieszki aby nadać towarowi „moc”. I ten mix dalej istniałby z powodzeniem na rynku, bo uważam że wiele osób wolałoby go od „słabej” zieleniny ze sklepu.
Dodajmy do tego młodzieżową reklamę wirusową – „stary, nie kupuj tego szajsu, dam ci namiary na gościa który sprzeda ci taki towar, że ten ze sklepu to przy nim zwykłe siano”.

Faktycznie – spadek wszelkiego zła związanego z nielegalną sprzedażą marihuany jest po jej legalizacji murowany ;)

No i w końcu przyszedł ten moment. Czas na...

Najważniejsze w tym wszystkim nie są jednak pieniądze, które możemy zarobić, lecz tolerancja. Na jakiej podstawie wprowadza się przepisy, które decydują, co wolno zażywać, a czego nie? Z jakiej racji palacze trawki mają być traktowani jak przestępcy? Każdy z nas może pójść do sklepu i nabyć całkowicie legalnie wódkę lub papierosy, więc dlaczego nie mógłby też kupić trawki?


TADAM! :)

Ja mam nawet lepszy pomysł, któremu powinieneś przecież przyklasnąć – zalegalizujmy dopalacze! No bo idąc Twoim tokiem rozumowania:

- papierosy są szkodliwe, ludzie od nich umierają, a mimo to są legalne
- alkohol jest szkodliwy, umierają z jego powodu ludzie, a mimo to jest legalny
- dopalacze są szkodliwe, umierają z jego powodu ludzie, więc... mamy je zalegalizować? ;)

Rozumiesz, co mam na myśli? Z jednej strony jesteś wielkim przeciwnikiem dopalaczy – „świństwa”. Z drugiej strony jako argument za legalizacją marihuany podajesz coś ( zresztą strasznie oklepaną formułkę), co równie dobrze można wykorzystać do ich legalizacji.
To, że istnieją na rynku szkodliwe substancje, które są legalne nie jest absolutnie żadnym powodem, aby legalizować kolejne, choćby i mniej szkodliwe. To, że niektórzy ludzie są głupi i chcą niszczyć swe płuca papierosami jest naszą (ludzkości) porażką. Czy chcemy tę porażkę rozszerzać o kolejne „artykuły”? Poza tym w jakiej desperacji muszą być zwolennicy legalizacji, gdy sięgają nie tylko po (ich zdaniem) „pozytywne” skutki, ale żądają legalizacji chcąc jednocześnie dołączenia marihuany do grona zabójczych i niezwykle szkodliwych substancji...

Są rozmaite argumenty, których można użyć gdy się o coś walczy. Można wykazywać zalety swojej opcji. Można wytykać błędy obecnego systemu. Wszystko w porządku – o ile argumenty te są solidne, przemyślane i przede wszystkim – zgodne z prawdą.

Można też próbować przemówić do tłumu w ten sposób – substancja X jest szkodliwa, ale legalna. Substancja Y – szkodliwa, ale legalna. Więc żądamy, aby nasza (szkodliwa) substancja była również legalna! Zalegalizować! Legalize! Legalize! Legalize!

Choć dla zwolenników z pewnością taka argumentacja jest dobra (hej, przecież jest używana jako argument za, więc mnie nic więcej nie interesuje!), to jako „realny argument za” jest już dość nikłej wartości, ponieważ dla wszystkich normalych ludzi powinno być oczywiste, że

fakt istnienia legalnych szkodliwych substancji nie jest absolutnie żadnym argumentem przemawiającym za legalizacją kolejnych.

Co zaś do tolerancji - tolerancja nie jest furtką, którą możemy się posługiwać aby żądać od społeczeństwa zaakceptowania swoich czynów. Nikt nie może żądać dla siebie na przykład prawa do chodzenia nago po mieście jednocześnie argumentując „no ale przecież macie być tolerancyjni dla moich zachowań”. Rozumiem, że dla wielu pojęcia takie jak tolerancja albo demokracja znaczą coś zupełnie innego niż powinny, ale to nie mój problem (raczej tamtych osób). A argument ze słówkiem „tolerancja” brzmi jak przypadki jakie miały miejsce tuż po przemianie systemowej w naszym udręczonym kraju – kiedy to ludzie często postępowali jawnie niesprawiedliwie i godzili w innych a czuli się usprawiedliwieni wypowiadając formułkę „przecież mamy demokrację, więc mogę robić co chcę”. Niby jesteśmy już 20 lat po tym wszystkim, a wciąż mamy problemy z tą naszą demokracją i tolerancją...

Sytuacja w której każdy może robić co chce bardziej kojarzy mi się z anarchią niż z tolerancją. Rozumiem, że wszyscy, którzy chcą robić coś, na co raczej nie ma społecznego przyzwolenia, chcą powoływać się na tolerancję. Rozumiem, że zawsze znajdą się osoby, które na przekór innym wpadną na jakiś „genialny pomysł” i zażądają jego realizacji. Rozumiem, że jak mantrę powtarzać będą słowa „tolerujcie mnie!”. Ale nie znaczy, że osoba taka ma uzyskać to przyzwolenie.

Zresztą tolerancja to obosieczny miecz w tym przypadku – bo dlaczego zwolennicy marihuany zarzucają przeciwnikom „brak tolerancji” dla ich przekonań a jednocześnie sami wykazują zerową tolerancję dla naszych? To w końcu oni stoją po stronie sprzecznej z prawem. No i wyobraź sobie teraz zapalonych zwolenników tak znienawidzonych przez Ciebie dopalaczy - którzy zbierają się tutaj i mówią "jak możecie mówić nam co ma być zabronione a co nie?"

Zauważ - z jednej strony wstawiasz takie piękne obrazki:

Dołączona grafika


a z drugiej strony piszesz przy pomocy tych samych rąk:

Najważniejsze w tym wszystkim nie są jednak pieniądze, które możemy zarobić, lecz tolerancja. Na jakiej podstawie wprowadza się przepisy, które decydują, co wolno zażywać, a czego nie? Z jakiej racji palacze trawki mają być traktowani jak przestępcy? Każdy z nas może pójść do sklepu i nabyć całkowicie legalnie wódkę lub papierosy, więc dlaczego nie mógłby też kupić trawki?


Czy nie widzisz tego co i ja (i mam nadzieję wszyscy inni czytelnicy)? Tej wylewającej się w tej chwili z ekranu hipokryzji? Spójrzmy prawdzie w oczy - ta "tolerancja" to puste hasełko które ma tylko pomóc w drodze do celu. Stosowana jest tam, gdzie jest wygodnie - czyli "chcę palić marihuanę - więc żądam od was tolerancji! Jestem wolny i mogę palić/zażywać co zechcę i nikt nie może mi niczego zabraniać!" a jednocześnie sam chcesz zabraniać innym zażywania dopalaczy.

Uważam się za osobę tolerancyjną – nawet bardziej niż wielu moich znajomych. Nie znaczy to jednak, że zgodziłbym się na sprzedawanie narkotyków w sklepach. Też jestem obywatelem i mam prawo wymagać od państwa utrzymywania przez niego odpowiedniego poziomu moralnego.

Największym absurdem jest fakt, że obecne przepisy są bardziej szkodliwe niż samo palenie marihuany! Człowiek zatrzymany przez policję za palenie trawki, jest poddawany długotrwałym przesłuchaniom, a w jego domu przeprowadzana jest rewizja, mająca na celu sprawdzenie czy nie zajmuje się handlem. W razie jakichkolwiek podejrzeń, sprawa kierowana jest do sądu. Nawet jeśli okaże się, że podejrzenie o handel jest fałszywe i oskarżony zostaje uniewinniony, proces na pewno dezorganizuje jego życie. Niejeden młody człowiek stracił pracę, studia i sporo nerwów nie przez palenie trawki, ale przez nieżyciowe przepisy. Nie ma się co łudzić - obecne prawo nie zniechęca młodych ludzi do palenia, lecz jedynie podważa autorytet rządu i wydawanych przezeń przepisów. Respektu dla demokratycznej władzy nie można budować na bezpodstawnych zakazach.


Dołączona grafika


Komentując ten cytat zacznę od końca – od kiedy to respekt buduje się poprzez uleganie presji i żądaniom? Bo zawsze wydawało mi się, że to jeden z najgorszych sposobów na zyskanie szacunku i jedyne czym może skutkować, to lawiną nowych, coraz śmielszych żądań.

Poza tym – czym jest „respekt narkomana”? Dla mnie – niczym.

Co do „prześladowania palących marihuanę” – przypomniał mi się fragment programu w którym członkowie kabaretów „Ani Mru Mru” i „Kabaretu Moralnego Niepokoju” opowiadali jak to „niewinna osoba X (nie pamiętam już o kim była mowa, w każdym razie o jakiejś zdrowej artystce) zaparkowała nielegalnie na miejscu dla inwalidów i została potem, całkiem niezasłużenie, przez tych inwalidów zaszczuta”.

Tutaj mamy to samo – ach, jacy biedni są ci niewinni palący marihuanę! Jak to państwo się nad nimi pastwi, jakże niezasłużenie cierpią! Powyższy opis niemalże kreuje ich na bojowników o wolną Polskę, cierpiących w imię wyższych wartości.

Problem w tym, że nie ma co płakać ani współczuć „biednym zaszczutym”. Znają prawo. Wiedzą, że to co robią jest nielegalne. Mają tego z pewnością absolutną świadomość. Jeżeli zatem robią dalej to, co robią, to postępują na własną odpowiedzialność. Czy ktoś może mieć pretensje do obcych, że się sparzył jak z własnej i nieprzymuszonej woli dotknął czegoś, co było bardzo gorące a on o tym wiedział? Powyższy cytat zapewne wymagałby od nas takiej właśnie postawy. Jeżeli coś jest zabronione prawem i wiemy o tym – to albo tego nie dotykamy, albo dotykamy i liczymy się ze wszelkimi konsekwencjami. Marihuana nie jest ani niezbędna do życia, ani nie jest na tyle uzależniająca aby zmuszać ludzi do sięgania. Dlatego ludzie po nią sięgający nie robią tego „w ślepym amoku” – wiedzą co robią i czym to grozi. Jeżeli zaś wolą się bawić z wymiarem sprawiedliwości w kotka i myszkę – no to nie powinni płakać, gdy ich ten kotek w końcu wypatroszy. Tak jak osoba świadomie wkładająca rękę do wrzątku nie powinna mieć pretensji, gdy tę rękę oparzy, tak samo osoba ukarana za posiadanie marihuany nie powinna płakać:

Obowiązująca od blisko 10 lat regulacja nie sprawdza się w praktyce, jest krzywdząca dla osób używających z różnych prywatnych powodów zabronionych substancji.


Jacy to biedni są ci nasi zwolennicy legalizacji – mają przecież tylko nielegalną substancję której posiadanie jest ścigane przez policję a są tak bezpodstawnie krzywdzeni! ;)

Pierwsze słyszę, aby to osoba łamiąca prawo była „skrzywdzona” przez policję ;)

Po prostu – brak myślenia zawsze szkodzi. Więc wniosek – po prostu nie bądźmy głupi, a nie będziemy płakać gdy „coś” już się stanie. Ale że „mądry Polak po szkodzie”, to domyślam się, że nie możemy na to tak łatwo liczyć ;)

W Twoim tekście pojawił się też bardzo niepokojący fragment (być może nie Twój, ale skopiowany – taką mam gorącą nadzieję):

Potrzeba uspokojenia kolektywnych emocji wynikających ze społecznej fobii rozpętanej wokół narkotyków, a szczególnie marihuany


”Fobii”!? Rozumiem, że według autora narkotyki nie są wcale takie złe, a jedynie społeczeństwo jest ogarnięte jakąś głupią fobią? O zgrozo... A autorowi współczuję.

Idźmy dalej:

Opierając się na danych przedstawionych w w/w raporcie, można założyć, że szybkie uchwalenie i wejście w życie regulacji pozwoli na następujące oszczędności w bieżącym roku budżetowym: - 5-10 milionów złotych z tytułu redukcji kosztów angażowania Policji w sprawy o posiadanie drobnych ilości środków odurzających, z czego największa grupa wydatków to ekspertyzy zlecane w trakcie postępowania; według w/w raportu średni koszt jednej ekspertyzy fizykochemicznej to 594 zł, warto mieć świadomość, że taka ekspertyza jest przeprowadzana dla każdej ilości środków odurzających. Ustawowo określony priorytet ścigania skieruje finansowanie na działania w sprawach większego kalibru. Kosztowny udział biegłych w sprawach błahych zostanie znacząco zredukowany; - ok. 10 milionów złotych z tytułu redukcji kosztów prowadzenia tych postępowań przez prokuratury, (według w/w raportu, roczny koszt samych zlecanych ekspertyz to blisko 20 mln.).


Po pierwsze tych danych na temat zysków nie można traktować zbyt dosłownie. Ciekawi mnie bowiem czy wzięte pod uwagę zostały na przykład wydatki na leczenie osób uzależnionych. Ale mniejsza o to, bo nie o tym chciałem opowiedzieć.

Owszem – państwo prawdopodobnie zaoszczędziłoby na legalizacji. Problem w tym, czy powinno. Oszczędzać można na rozmaite sposoby – legalizacja jest jednym z nich. Tylko że moim zdaniem są pewne granice po przekroczeniu których zarobek jest zwyczajnie nieetyczny. Państwo na przykład zyskałoby więcej, gdyby zalegalizowało sprzedaż pornografii, papierosów i alkoholu dzieciom od lat 14. Byłoby zwiększenie wpływów? Byłoby. A że jest to wręcz szokujące moralnie?

Legalizując marihuanę państwo dałoby jasny sygnał – dla nas bardziej liczą się pieniądze niż wartości. Wolimy mieć legalnych narkomanów i więcej pieniędzy w portfelu niż walczyć z patologiami. Wolimy zarabiać na narkotykach, niż z nimi walczyć. Nie chciałbym żyć w takim kraju i nie chciałbym otrzymywać pensji której jakaś część pochodziłaby z legalnego handlu narkotykami.

To by było tyle na tę część, odniosę się jeszcze tylko do pewnego komentarza do debaty:

Lubię smak dobrej konopii, ale nie codziennie, na weekend żeby się pośmiać i posiedzieć gdzieś ze znajomymi w plenerze.


Mam dwie uwagi – siedzenie z kolegami w plenerze nie wymaga palenia oraz fakt, że musicie wspomagać się „rozweselaczami” sugeruje fatalny brak zdolności do uzyskania „wesołości” bez sztucznych pomocy ;) To jest bowiem coś, co szczerze mnie zastanawia. Uważam, że po środki sięga się, aby zaspokoić jakiś brak albo potrzebę. Jestem zestresowany a papieros mnie uspokaja – palę. Jestem zasmucony a wódka mnie rozwesela – piję. Problem w tym, że każdy taki przykład to szokujące świadectwo beznadziejności tej danej osoby. Nie muszę brać chemii, aby być wesołym i żartować/śmiać się ze znajomymi. Nie muszę faszerować mózgu chemią, żeby się odstresować. Przypomina mi to radiową reklamę, jaką dość często słyszę podczas jazdy samochodem a w której mała dziewczynka śpiewa coś w stylu „dostaję tabletki od mamy i dlatego jestem zawsze zdrowa i wesoła”. Biedne to dziecko, które musi brać tabletki aby być wesołe. Tak samo jak biedni i niezwykle smutni muszą być ludzie, którzy nie potrafią zrelaksować się i pośmiać bez odurzania się w tym celu środkami psychoaktywnymi.


A stwierdzenia takie jak te:

Palenie marihuany można oglądać w samych superlatywach (i w takich u mnie pozostaje) leczy 30% chorób, spowalnia proces rakotwórczy



Uważam za wysoce kontrowersyjne ;) Pierwsze słyszę, aby dym z palonej marihuany leczył 30% chorób albo spowalniał proces rakotwórczy.

Znikam więc zaszyć się w swojej złowrogiej norze skąd będę knuł kolejne niecne plany uciskania i zaszczuwania szlachetnych zwolenników legalizacji, a wszystkich zapraszam do minusowania ile wlezie i braku jakichkolwiek sensownych argumentów w zamian ;)

PS. Cisz - to prawie równo 15 stron ;)



#7

cisz.

    Realizm Magiczny

  • Postów: 832
  • Tematów: 33
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Z powodu baaardzo długiego braku aktywności dżeksona zawieszam tę debatę z niemałą przykrością. Bardzo pożądany jest następca dżeksona, a tym samym przeciwnik Aquili. Na zgłoszenia oczekujemy TUTAJ. Serdecznie zachęcam, cisz


AKTUALIZACJA:

Poszukiwani są obaj dyskutanci w tej debacie.

  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u