Skocz do zawartości




Zdjęcie

Samobójstwa w Tatrach

#samobójstwo #tajemnicze

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1

Ni_Ka172.
  • Postów: 16
  • Tematów: 16
  • Płeć:Kobieta
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

121326174_728427761076757_2057297872561474040_n-300x251.jpg

–Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego przerwałeś swoje młode życie? Nie ty jeden. Przecież dopiero co młoda kobieta wybrała Giewont na swoją rozprawę z sobą – czytamy w książce „Wołanie w górach”, stanowiącej swoistą kronikę wypadków tatrzańskich, autorstwa Michała Jagiełły, ratownika TOPR i pisarza.

 

„W ubiegłym roku najczarniejszy dzień w Tatrach wypadł 22 sierpnia, gdy od uderzeń piorunów zginęły cztery osoby, a 157 zostało rannych. Rzadko, ale jednak, w zestawieniu zgonów w górach pojawiają się też przypadki, jakich nie sposób połączyć z nieszczęśliwymi wypadkami. To samobójstwa”.

 

Raz na jakiś czas media obiega wiadomość o samobójczej śmierci w Tatrach. Są dwa szczyty, które szczególnie upodobały sobie osoby planujące zakończyć swoje dotychczasowe życie. Giewont i Nosal mają ich przyciągać niczym magnes.

Statystyki policji i służb ratowniczych odnotowują „wypadki” śmiertelne lub z ciężkimi obrażeniami ciała, których przyczyną było rzucenie się z tych właśnie szczytów. Co łączy te miejsca? Mają jedną wspólną cechę: urywają się przepaścistą ścianą lub zerwami…

 

Samobójstwa w górach to nie żadna moda, ani trend. Zjawisko nie nasila się, ale jak słynne mosty samobójców, rozbudza naszą wyobraźnię. Jak wiele trzeba mieć zaparcia i siły woli, aby myśląc o swojej śmierci, iść szlakiem godzinę, dwie, nawet cztery, wspinać się krok po kroku w pocie czoła, a potem rzucić się w przepaść?

 

– Jednego roku może być kilka takich zdarzeń, innego wcale, ale się zdarzają. Najczęściej jesienią, choć nie ma reguły. Wiek też nie ma znaczenia, choć najczęściej są to podobno młodzi ludzie. Przerażające… – mówią ratownicy TOPR.

W naszych górach większość osób, które decydują się na tak drastyczne odebranie sobie życia, to osoby przyjezdne. Chociaż zdarzają się odstępstwa od tej reguły.

 

Zakopiańczyków i mieszkańców Podhala też to dotyczy – przyznaje ratownik TOPR Adam Marasek.

Inny ratownik opowiada, że do przypadków samobójstw najczęściej dochodzi, gdy wieje halny.

„Halny wieje, diabeł gałęzie kołysze”…

 

Jeżeli rzuca się kobieta to najczęściej owija głowę jakimś swetrem czy kurtką. Z 8 czy 10 lat temu, pamiętam, jak już zobaczyliśmy z góry, że jest owinięta, to już było wiadomo, że to będzie kobieta – opowiada Ryszard Gajewski, doświadczony himalaista i ratownik TOPR.

 

Giewont

 

Od zawsze przyciągał samobójców, jeszcze przed I wojną światową – mówi Ryszard Gajewski.

 

O Giewoncie zawsze krążyły niesamowite legendy, historie i opowieści. Żelazny krzyż ściąga pioruny, co niedawno się potwierdziło. Na szczycie giną ludzie, a okoliczności ich śmierci nie są wyjaśnione, ciała często się nie odnajdują. Wypadków ma tu być więcej niż gdzie indziej. Giewont jest naznaczony krwią. Nie ma roku, w którym nie zebrałby krwawego żniwa.

 

Ma prawie pionowe ściany. I też jest w miarę blisko. Jak wiadomo, skąd taka osoba skoczyła, to jest pewność, po co się idzie – dodaje Adam Marasek.

 

We wrześniu 2017 roku turystka, schodząc z Kondratowej do Kuźnic, spotkała mężczyznę (31 lat), który oświadczył, że zamierza popełnić samobójstwo. Kobieta natychmiast zawiadomiła odpowiednie służby. Ratownicy spotkali niedoszłego samobójcę pod kopułą szczytową Giewontu. Udało im się przekonać go, aby tego nie robił.

 

W kwietniu 2002 roku z wyprawy na Giewont nie powrócił Paweł (20 lat). Ratownicy poszukiwali go za pomocą śmigłowca. Niestety odnaleźli tylko ciało. Przyczyna wypadku pozostaje nieznana, turysta najprawdopodobniej skoczył z Giewontu.

Takich i innych historii Giewont kryje więcej… Tajemnicze i niewyjaśnione. Najwięcej amatorów gór straciło życie właśnie na nim. Ilu z nich tak naprawdę popełniło samobójstwo?

 

Nosal

 

„Na Nosalu diabeł tańczy”…

 

To góra samobójców, ciągle słychać, że ktoś z niej skoczył – intryguje znajomy. Snuje opowieść o tym, że przed laty skoczył z niej nawet jeden z przewodników tatrzańskich.

 

Ciągle ten Nosal, sprawdź w Internecie – mówi ratownik TOPR Adam Marasek.

 

W sierpniu 1949 roku na Nosal z myślą o popełnieniu samobójstwa udała się Maria Jarycht (22 lata). W pokoju domu wczasowego zostawiła list pożegnalny. Ktoś na niego szybko trafił i powiadomił TOPR. Poszukiwania kobiety, zorganizowane przez ratowników, początkowo spełzły na niczym, ale wkrótce natrafiono na trop kobiety…

 

“Marię Jarycht znaleźli funkcjonariusze MO tegoż dnia wieczór nieprzytomną w Jaszczurówce. Samobójczynię, która zażyła większą ilość luminalu, odratowano w szpitalu” – podaje w swej kronice TOPR.

 

Październik 2019 roku. Księgowa (51 lat) z zakopiańskiego hotelu Mercure Kasprowy kochała chodzić po górach. To w nich postanowiła odebrać sobie życie…

„Wyszła z pracy, wsiadła w taksówkę, podjechała do Alei Przewodników Tatrzańskich. Krótkie wejście szlakiem na Nosal. Potem krok w przepaść. Pakujący ciało do plastikowego worka znaleźli przy niej pożegnalny list i pracowniczy identyfikator hotelu Mercure Kasprowy” – opisywał „Tygodnik Podhalański”.

 

Tyle lat mieszkam w Zakopanem, dopiero teraz, w tak dramatyczny i tragiczny sposób dowiedziałam się, że to góra samobójców – stwierdziła dyrektor hotelu, gdy TOPR zawiadomił ją o tragedii.

 

Jeśli jest sygnał o śmiertelnym zdarzeniu na Nosalu, to zakłada się prawie na 100 procent, że jest to samobójstwo. Na Giewoncie łatwiej o wypadek, można się np. poślizgnąć. Skąd ta popularność Nosala wśród osób planujących odebrać sobie życie w górach?

 

Bo jest blisko. Były też przypadki, że np. młody chłopak powiesił się po prostu na Nosalu, na drzewie – mówił Ryszard Gajewski.

Śmierć w górach

„Góry nie wybaczają błędów”

 

Śmierć w górach zdarza się wszędzie. Nie tylko na tych owianych złą sławą szczytach. Chociaż ich historia może wydawać się jak z gotyckich opowieści. Ludzie obierają sobie życie na całym terenie Tatr. Zarówno przez skok z urwiska, jaki przez powieszenie…

 

Wrzesień 2005 roku. Dwoje Słowaków odpoczywa na wierzchołku Świnicy. Nagle nadchodzi młody mężczyzna. Rzuca ku nim: „serwus” i – tak po prostu – skacze w przepaść. Wstrząśnięci tym świadkowie zawiadomili TOPR, który z trudem wydobył jego ciało…

 

W czerwcu 2018 roku ciało mężczyzny (42 lata) zostało dostrzeżone przez dwójkę turystów w rejonie drabinki na Orlej Perci. Najpierw znaleźli tam plecak i ubranie. Szukając ich właściciela, dokonali makabrycznego odkrycia – w Żlebie od strony Dolinki Pustej leżały zwłoki rozebranego mężczyzny. W jego rzeczach znajdował się list…

 

„Jedno z pierwszych odnotowanych samobójstw w Tatrach nie zostało wcześniej zaplanowane. Było konsekwencją dramatycznych wydarzeń, do których doszło w 1914 roku. Tragedia rozegrała się w Żlebie Drege’a opadającym najpierw łagodną trawiastą pochyłością, a potem urwanym pionowym kominem z masywu Granatów.

 

Rodzeństwo Bronisław i Maria Bandrowscy oraz narzeczona Bandrowskiego Anna Hackbeilówna zabłądzili i zaczęli schodzić zdradliwym żlebem, aż utknęli. Hackbeilówna zginęła, szukając drogi wyjścia z pułapki. Bandrowscy doszli do progu, z którego nie mogli wydostać się z powrotem w górę. W dół była już tylko przepaść.

Bronisław popełnił samobójstwo czwartego dnia oczekiwania na pomoc na wąskiej półce skalnej. Maria Bandrowska ocalała, uratowana przez ratowników”.

 

W czerwcu 2019 roku policja zawiadomiła TOPR o młodym mężczyźnie (26 lat) z Ukrainy, który wyruszył w Tatry, aby tam popełnić samobójstwo. Rysopis mężczyzny przekazał jego kolega. Wieczorem ratownicy z pokładu helikoptera zauważyli całego i zdrowego mężczyznę w Dolinie Buczynowej. Dotarli do niego i przetransportowali na lądowisko do Zakopanego, gdzie Ukraińca przejęła policja.

 

W czerwcu 1949 roku, w ciągu zaledwie 72 godzin, odnotowano dwa przypadki samobójstw. Pierwsze wezwanie dotyczyło wisielca znalezionego w pobliżu Kalatówek. Obok ciała znajdowała się nieprzytomna dziewczynka…

 

“Dwu członków Pogotowia udało się natychmiast motocyklem na Kalatówki i zwiozło nieprzytomną do szpitala. Wisielca, którego później zidentyfikowano jako Stanisława Dutka z Kędzierzyna, znieśli członkowie TOPR na Kalatówki. Dziewczynką była jego córka (8 lat), którą prawdopodobnie usiłował otruć środkami nasennymi. Odratowano ją w szpitalu” – czytamy w kronice TOPR.

 

Kolejne wezwanie dotyczyło Eugenii Zajęcek (22 lata) z Kielc. Turyści znaleźli list w okolicy Hali Kasprowej Niżnej. Z treści listu wynikało, że kobieta chciała popełnić samobójstwo. Natychmiast rozpoczęto poszukiwania.

 

“Po drodze dowiedziano się, że juhasi z Hali Kasprowej natknęli się już na zwłoki samobójczyni, która rzuciła się z wysokości ok. 60 metrów z Zawratu Kasprowskiego. Wieczorem dotarto do zwłok, lecz ze względu na spóźnioną porę odłożono transport do dnia następnego” – możemy przeczytać w kronice TOPR.

 

Słów kilka o opisanym fenomenie samobójstw w górach

 

W roku 1969 ukazała się publikacja pt. „Samobójstwa w Tatrach” autorstwa prof. Zdzisława Ryna z kliniki psychiatrycznej Akademii Medycznej w Krakowie. Profesor nauk medycznych, lekarz psychiatra, dyplomata i podróżnik, zajmujący się w m.in. zagadnieniami dotyczącymi psychiki ludzkiej w warunkach górskich, ekstremalnych, podaje, że od 1945 do 1969 roku w Tatrach Polskich odnotowano 12 samobójstw, w tym 2 usiłowane i 8 dokonanych.

 

„Góry jako miejsce zamachu samobójczego wybrało 8 kobiet oraz 4 mężczyzn. Uderza tu wysoki odsetek samobójstw dokonanych w porównaniu z usiłowanymi, zarówno w grupie kobiet, jak i mężczyzn, gdyż według Waltera, na każde udane samobójstwo przypada ok. 8-11 zamachów samobójczych. (…) Wszyscy mężczyźni oraz 6 kobiet miało wykształcenie wyższe.

 

Aż 4 osoby były lekarzami (3 kobiety i 1 mężczyzna), pozostali to prezes sądu, ksiądz, adiunkt zakładu higieny, urzędnik, technik, ekspedientka. Tylko jedna osoba pochodziła z Zakopanego, pozostałe z dala od gór, na ogół z Polski centralnej.

 

Znaczna większość z nich uprawiała turystykę górską. Nikt z samobójców nie był taternikiem (…) Ani jednego samobójstwa nie dokonano w Tatrach Wysokich, skalistych, lecz w dolinkach reglowych, bądź w Tatrach Zachodnich. Szczególnym upodobaniem samobójców cieszył się Nosal i Giewont. Udało się ustalić, że 5 osób chorowało psychicznie, w tym 2 na depresję i jedna na padaczkę (…)”.

 

Na zakończenie…

 

To nie wszystkie tego typu przypadki, do których doszło w Tatrach. Na szczęście, niektórych ludzi udało się uratować, zanim wykonali ostateczny krok. Samobójstwo zawsze jest ogromną tragedią, wykraczającą daleko poza cierpienie zdesperowanej jednostki.

Nie bądźmy na nie obojętni!

 

„Większość z nas chce żyć – pomimo mniejszych czy większych przepaści otwierających się w naszych umysłach” – Michał Jagiełło, fragment książki „Wołanie w górach”.

 

Czujesz, że jesteś w sytuacji bez wyjścia, masz myśli samobójcze, przeżywasz kryzys? Nie jesteś sam – zgłoś się po pomoc. Jeśli chcesz porozmawiać z psychologiem, dzwoń pod bezpłatny numer 800 70 2222 całodobowego Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie.

 

Możesz też napisać maila lub skorzystać z czatu, a listę miejsc, w których możesz szukać pomocy, znajdziesz tutaj:

http://samobojstwo.pl/

 

W sytuacji zagrożenia życia dzwoń pod numer 112 albo jedź na izbę przyjęć najbliższego szpitala psychiatrycznego.

 

Źródło

https://anatomiazla....stwa-w-tatrach/


  • 3

#2

Legendarny..

    King of Nothing, Slave to No One

  • Postów: 961
  • Tematów: 186
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Piękna śmierć. Na pewno lepsza od powolnego dogorywania przy wsparciu lekarzy w trakcie którego życie i tak z człowieka uchodzi, ale razem z godnością. Zabawne, że widzę ten artykuł akurat niedługo po tym jak sam myślałem o tym w jaki sposób chciałbym odebrać sobie życie gdyby koleje tego życia i moje poczucie honoru do tego doprowadziły i również pierwsze co mi przyszło do głowy to Tatry. Jeśli mam umrzeć to jako człowiek wolny i świadomy, w miejscu pięknym, a nie jako niewolnik lub roślina. Mam nadzieję, że to przekonanie i siła by je urzeczywistnić pozostanie ze mną do końca jeśli śmierć nie przyjdzie do mnie sama i niespodziewanie.

 

 

W sytuacji zagrożenia życia dzwoń pod numer 112 albo jedź na izbę przyjęć najbliższego szpitala psychiatrycznego.

 

Litości. Moja matka trafiła do takiego szpitala po nieudanej próbie przecięcia sobie żył i widziała jak ludzi z jej podobnymi problemami upychają tam jak bydło (łóżka na korytarzach, niemal zero prywatności) i traktują jak więźniów, przynajmniej w tym konkretnym szpitalu (bo nie twierdzę, że gdzieniegdzie nie może być lepiej - ale skoro może być tak źle to znaczy, że nie ma wygórowanych standardów które narzucano by wszystkim placówkom tego typu). Gdyby nie samorefleksja po tej nieudanej próbie i wsparcie rodziny takie warunki spotęgowałyby tylko depresję i doprowadziły do następnej próby. Jeśli w samych sobie lub w ludziach których darzymy szacunkiem lub miłością nie znajdujemy motywacji do trwania przy życiu to nie da nam jej nikt obcy. Stany samobójcze najczęściej nie wynikają z żadnych zaburzeń, samobójcy decydują się na pożegnanie z życiem przy pełni władz umysłowych, to nie jest choroba którą można ot tak wyleczyć lekami lub praniem mózgu. Z perspektywy samobójcy to właśnie uporczywe trwanie przy życiu jawi się jako obłęd, a wolność do odebrania sobie życia jest nieodłączną, fundamentalną częścią człowieczeństwa.

 

Z drugiej strony, pomyślmy o tym jak wielu musiało być potencjalnych samobójców którzy wybrali się na taką wspinaczkę z intencją pożegnania się z życiem, ale z niej wrócili. Bo właśnie ten trud wspinaczki, pięcia się w górę, zmagania się z przeciwnościami i poczucie siły płynące z przezwyciężania ich, być może także wszechobecne piękno takiego środowiska, przypomniały im dla czego warto żyć. Takie osoby może wspomną o tym kiedyś w jakiejś prywatnej rozmowie, może napiszą na jakimś blogu, ale nie ma w tym nic spektakularnego więc nie przeczytamy o tym w wiadomościach ani poczytnych książkach, a jest to bardziej warte uwagi.


Użytkownik Legendarny. edytował ten post 08.12.2020 - 13:11

  • 4



#3

pawaw1.
  • Postów: 596
  • Tematów: 29
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Samobójstwo to taka nielegalna eutanazja. Myślę, że wielu samobójców wybiera takie miejsca związane z matką naturą, są majestatyczne i mają taką aurę tajemniczości, więc przyciągają takich ludzi, chyba to taki trochę nawet naturalny czy też instynktowny wybór. Tyczy się to również miejsc już legendarnych np. Aokigahara ( japoński las samobójców) , most Golden Gate w San Francisco czy urwisko Beachy Head w Anglii, a takich miejsc są pewnie setki na całym globie. Na szczęście mnie życie nie doprowadziło do takiego stanu, że musiałem rozważać taką opcję, ale powiem szczerze, że myślałem o tym w sposób czysto teoretyczny i doszedłem do wniosku, że jak miałbym to zrobić to w sposób jak najmniej bolesny, ale na pewno z przytupem i widowisko. Kiedyś nawet ze znajomymi przy piwku dywagowaliśmy nad takimi "nietypowymi" sposobami popełnienia samobójstwa, co przerodziło się w hipotetyczny pomysł na ciekawy film bądź scenariusz, coś w rodzaju challenge'u dla samobójców, który miałby polegać właśnie na odebraniu sobie życia w jak najbardziej wyszukany i wyrafinowany sposób, ale ktoś napomknął o nagrodach Darwina i czar prysł. 


  • 0






Inne tematy z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: #samobójstwo #tajemnicze

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u