Skocz do zawartości




Ciągle trwa jeszcze głosowanie w kolejnej edycji Złotych Szaraków! Kliknij tutaj i zagłosuj w tej jakże prestiżowej imprezie!


Zdjęcie

Tajemnica bitwy pod Grunwaldem. Kto zabił wielkiego mistrza Ulricha von Jungingen?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

#1

Nick.
  • Postów: 1474
  • Tematów: 739
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

1.jpg

Po bitwie pod Grunwaldem. Jagiełło ogląda ciała zabitych Krzyżaków
Foto: domena publiczna

 

O chwili, w której złamana została buta niemieckich rycerzy zakonnych, opowiadał Sienkiewicz w sławnych Krzyżakach i Aleksander Ford w głośniej ekranizacji jego dzieła. Wydarzenie ukazał też niezastąpiony Jan Matejko i to olbrzymim obrazie, wysokim na 4 metry i szerokim na niemal 10. Czy którykolwiek z nich miał rację?

 

Sławne artystyczne wizje muszą budzić wątpliwości, bo też brakuje dla nich twardych źródłowych podstaw. O tym, kto i jak zabił Ulricha von Jungingen milczał kronikarz bitwy pod Grunwaldem, Jan Długosz. Żadnych wzmianek nie przechowano też w dokumentach ani tradycji.

 

Osaczony i zabity

 

Jakie fakty nie ulegają wątpliwości? Wybitny znawca tematu, prof. Stefan M. Kuczyński, tłumaczył, że „wielki mistrz Ulrich został osaczony na polu bitwy i zginął wraz z otaczającymi go dostojnikami i rycerzami”.

 

Co ważne, o jego śmierci długo nic nie wiedziano. Nawet król dostał raport dopiero późną nocą 15 lipca 1410 roku, gdy bitewny zgiełk dawno ucichł.

 

2.jpeg

Śmierć Ulricha von Jungingen w wyobrażeniu Jana Matejki
Foto: domena publiczna

 

Zdaniem prof. Kuczyńskiego ze zgonu mistrza zdawali sobie sprawę tylko… ci rycerze zakonni, którzy zginęli razem z nim. Co jednak z wojownikami, którzy ich zgładzili?

 

„Wielki mistrz pruski poległ”

 

Popularną teorię zaproponował na początku lat 90. XX wieku wybitny ekspert od wojskowości średniowiecznej, Andrzej Nadolski. Wskazał on konkretnego człowieka, który jego zdaniem mógł położyć trupem wielkiego mistrza. Oparł się na doskonale znanej relacji Jana Długosza.

 

Kronikarz o okolicznościach śmierci nieprzyjacielskiego wodza nie pisał, ale podał kto poinformował o tym fakcie Władysława Jagiełłę. To małopolski rycerz: Mszczuj ze Skrzynna doniósł królowi, że wielki mistrz pruski poległ i na dowód jego śmierci pokazał złoty pektorał ze świętymi relikwiami, który sługa wspomnianego Mszczuja imieniem Jurga zdarł z zabitego.

 

Tożsamość zabójcy

 

Ustalenia nieżyjącego już profesora streszcza w nowej książce Średniowiecze. Obalanie mitów Jacek Kowalski:

 

Andrzej Nadolski zasugerował, że okoliczności wskazywałyby „na Mszczuja jako na zabójcę Ulryka von Jungingen”, tym bardziej, że ów „Mszczuj był przedchorągiewnym chorągwi nadwornej, a ta właśnie chorągiew brała udział w walce z odwodowym hufcem krzyżackim, prowadzonym osobiście przez Wielkiego Mistrza”.

 

A zatem nieprawdziwa byłaby Matejkowa wizja półnagich Litwinów mordujących Ulryka, nieprawdziwy opis z Sienkiewiczowskich Krzyżaków i obraz idącego za nimi filmu Aleksandra Forda, na którym widzimy, jak „Mistrz, uderzon ostrzem litewskiej sulicy w usta […] pchnięty rohatyną w szyję, zwalił się jak dąb na ziemię”. Nie: Ulryk padł z ręki polskiego rycerza.

 

3.jpeg

Ulrich von Jungingen na XVII-wiecznej rycinie
Foto: domena publiczna

 

Czy tak było istotnie? Sam Andrzej Nadolski podkreślał, że jego propozycja to nawet nie hipoteza, ale co najwyżej domysł. Luźna myśl, niemożliwa do sprawdzenia.

 

Wydało mu się rozsądne, że o śmierci Ulricha najwcześniej wiedział ten, kto go zgładził. Przytoczył też opowieść Długosza, zgodnie z którą szatę wierzchnią wielkiego mistrza przekazano kościołowi parafialnemu w Kijach. Świątyni związanej z rodowcami Mszczuja (Mściwoja) i uważanej za miejsce chrztu rycerza.

 

„Zginął trafiony w głowę”

 

Poszlaki mimo wszystko nie wydawały się Nadolskiemu wystarczająco mocne. Pomimo tych zastrzeżeń, pomysł zaraz podchwycili inni naukowcy i publicyści.

 

Na wyjątkowo wątłych podstawach dowodzili zasług Mszczuja. Rychło zniknęły znaki zapytania i przypuszczenia.

 

Przykładowo Witold Mikołajczyk, autor amatorskiej książeczki Grunwald 1410. O krok od klęski stwierdził wprost: „Zginął wielki mistrz trafiony w głowę przez Mszczuja ze Skrzynna herbu Łabędź”.

 

Inni autorzy okazywali się równie stanowczy. A zarazem skuteczni, bo po paru latach już wszędzie pisano, że „zgodnie z tradycją” (sic!) rycerz Mszczuj uśmiercił Ulricha von Jungingena.

 

„Zbyt dowolna interpretacja”

 

Dopiero ostatnio do głosu znowu zaczęli dochodzić sceptycy. Dr hab. Krzysztof Kwiatkowski, współautor monumentalnego kompendium Wojna Polski i Litwy z Zakonem Krzyżackim w latach 1409-1411,podał w wątpliwość szereg założeń Nadolskiego, a zwłaszcza jego entuzjastycznych następców.

 

O twórcy pierwotnej koncepcji napisał, że jego „dywagacje w wielu miejscach nie tylko opierają się na zbyt dowolnej interpretacji dość oszczędnego w szczegółach opisu Długoszowego, ale też zawierają nieprawdziwe stwierdzenia z zakresu liturgiki” (odnośnie możliwego wykorzystania kirysu).

 

4.jpeg

Alphonse Mucha, obraz Po bitwie pod Grunwaldem z 1924 r.

Foto: domena publiczna

 

Jeszcze ostrzej został potraktowany Dariusz Piwowarczyk, autor popularnonaukowej sylwetki Mszczuja ze Skrzynna. Zdaniem Kwiatkowskiego ten badacz spłodził tekst pełen „niedopuszczalnych uproszczeń” i „anachronizmów”.

 

Zgubione ciało

 

W ocenie Krzysztofa Kwiatkowskiego – adiunkta na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu – cała sprawa w żadnym razie nie jest oczywista.

 

„Z dalszego przekazu Długoszowego wiadomo, że nazajutrz poszukiwano ciała wielkiego mistrza i zadanie to powierzono bynajmniej nie Mściwojowi, ale pokojowcowi (kemerer) wielkiego mistrza Stanisławowi z Bolumina” – podkreśla mediewista.

 

Wygląda na to, że wiadomości Mszczuja nie zostały przyjęte za pewnik. Rycerz i jego sługa nie byli zdolni wskazać miejsca, gdzie rzekomo poległ mistrz. Zdaniem Kwiatkowskiego nie tyle zgubili drogę wśród ciał, co raczej… nigdy nie widzieli zwłok Ulricha. A tylko ciało jakiegoś ważnego Krzyżaka, którego wzięli za wrogiego dowódcę.

 

Wydaje się, iż [wspomniany sługa] Jurga zdobył pektorał niekoniecznie należący do Ulryka von Jungingen, ale do innego z dostojników zakonnych, choćby wielkiego marszałka Fryderyka von Wallenrode czy któregokolwiek z braci krzyżackich noszący w bitwie pektorał.

 

Można powątpiewać, że Mściwój był w stanie rozpoznać, z którym spośród braci zakonnych miał w ferworze walki do czynienia, jeśli nie było miejsca na stoczenie zwyczajowego pojedynku z wyzwaniem. Ponadto noszonych przez dostojników zakonnych na ich kropierzach znaków herbowych pochodzący z Małopolski Mściwój mógł nie znać.

 

Nie ma zatem nadal jednoznacznych przesłanek dla ustalenia, kto zabił Ulryka von Jungingen.

 

Natomiast jest bardzo prawdopodobne, iż poległ on w trakcie starcia konnego, a więc w typowo kawaleryjskim boju, na co wskazywałby przekaz o dwóch ranach, jakie otrzymał, jednej (prawdopodobnie pierwszej) w czoło i drugiej, zapewne śmiertelnej, w pierś.

 

Dlaczego się nie pochwalił?

 

Według dr hab. Jacka Kowalskiego, autora książki Średniowiecze. Obalanie mitów, to nie tożsamość człowieka, który zgładził wielkiego mistrza jest najciekawsza, ale raczej… sam fakt, że po bitwie nikt nie próbował jej ustalić.

 

„Dlaczego nie tylko Mszczuj, ale i żaden inny polski rycerz nie pochwalił się zwycięstwem nad tak zacnym przeciwnikiem?” – słusznie dopytuje specjalista z Uniwersytetu Adama Mickiewicza.

 

Dlaczego „polskie relacje o bitwie grunwaldzkiej dokładnie informują, kto wziął żywcem najwybitniejszych jeńców ze strony pokonanej, natomiast nie wymieniają imiennie nikogo, kto położył trupem któregokolwiek z przywódców wojsk krzyżackich”?

 

Wszyscy szli pod miecz

 

Odpowiedź kryje się, jak można przypuszczać, we wstydzie, a zwłaszcza – w politycznych czy wręcz propagandowych kalkulacjach.

 

Jak tłumaczył już Andrzej Nadolski, po nim zaś Krzysztof Kwiatkowski, „fakt zabicia na polu bitwy, a nie wzięcia do niewoli znacznej części starszyzny zakonnej miał być dla opinii chrześcijańskiej na tyle bulwersujący, że imion sprawców nie należało rozgłaszać”.

 

Polacy, głodni odwetu za wszystkie zbrodnie i łajdactwa, nie okazywali litości nawet poddającym się rycerzom wroga.

 

Pamiętali Krzyżakom mordy na ludności cywilnej, na kapitulujących załogach polskich twierdz. Pod Grunwaldem więc – że znów zacytuję nową pracę Jacka Kowalskiego – brali do niewoli „jedynie krzyżackich sojuszników, a wszyscy bracia zakonni szli pod miecz”.

 

Spośród dostojników zakonu obecnych pod Grunwaldem nikt nie przeżył. I w interesie Władysława Jagiełły nie leżało, by ktokolwiek próbował dociekać przyczyn takiego stanu rzeczy. O imiona bohaterów, którzy odesłali Ulricha von Jungingen na łono Abrahama król wolał więc w ogóle nie pytać.

 

źródło

 


  • 2



#2

Biedronka.
  • Postów: 153
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Wielki Mistrz mógł zostać szybko pomszczony, zanim jego zabójca zdążył się komukolwiek pochwalić...


  • 1

#3

noxili.
  • Postów: 2651
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Powiem szczerze: witki , , macki i  inne organy  nie przeznaczone do  tej czynności padaja jak sie takie dyrdymały czyta, a jak sie dowiaduje że te bzdury są rozpowszechniane przez historyków  to i kudły z łba rwać się chce.

Po pierwsze fakt nie znania z imienia zabójcy władcy ne jest niczym nie zwykłym.
Ba! to nawet standard w historii.Nie wiemy kto ubił z łuku pod Hastings króla brytyjskiego Harolda II co zmieniło bieg historii Anglii. Podobnie znakomity snajper, który ustrzelił zatrutą strzałą cesarza  w 1017r o Henryka Iipod Głogowem co ostatecznie doprowadziło klęski pod Niemcza i nieprwdopodobnie niekorzystnego dla cesarstwa pokoju w Budziszynie. Niesamowite zwycięstwa miały swoich zabójców króli mimo to nie znamy ich imion . Dlaczego? To proste. Śmierć na polu bitwy dość rzadko była zadawana przez pojedynczy cios. Poza tym  bezwzględna większość wojowników na polu walki to wcale nie rycerze a ludzie z gminu. Kmiecie, gburzy, sołtysi wójtowie- bogaci chłopi którzy w zamian za ziemię lub stanowiska musieli sami albo nawet z z pokażnym zbrojnym pocztem stawić się w armii u boku dziedzica czy nawet w przypadku gbura na osobiste żadanie władcy.Uzbrojeni w kordy , kopie ,kusze zabijali nie tylko innych "ludzi gminnych" ale też rycerstwo.Również dostojników. Chłopstwo walczyło bo musiało i dla... zysku. Nie miało uznanych rodów więc i nie chwaliło się ubiciem znacznego wroga, co nie znaczy że nie obrobiło zwłok dla zysku. Zysk z chwalenia się ubiciem szlachcica jest żaden a straty spore. Dla porównania znamy przynajmniej jeden przypadek słynnego zabójcy króla .Sam Ryszard Lwie Serce został ubity przez dzieciaka.Za wiki:

„..umierający król rozkazał przyprowadzić przed swoje oblicze łucznika, który wystrzelił feralną strzałę. Człowiek ten, nazywany przez kronikarzy Peterem Basilim, Johnem Sabrozem lub Bertranem de Gurdun, był jeszcze chłopcem. Zapytany przez króla, dlaczego strzelił do niego, chłopak miał odpowiedzieć, że był to akt zemsty za śmierć jego ojca i braci. Ryszard wybaczył mu, uwolnił i obdarował 100 szylingami. Niedługo później wyruszyli gońcy z ostatnią wolą króla. Kronikarz napisał, że król zmarł śmiercią lwa zabitego przez mrówkę. Kiedy król umarł, kapitan najemników imieniem Mercadier aresztował niefortunnego łucznika i powiesił go na drzewie[7].

 

Zemsta rodowa , vendetta.Sami rycerze postrzegali gburów jako odważnych lecz nietrzymajacych się kultury rycerskiej(stad dziś to określeniegbura jako kogoś nieokrzesanego).
Często śmierć była w efektem przypadku.Kupa ludzi z kuszami, ostrą bronia, nerwowe, podkute konie(często oszalałe po trafieniu bronią). Wszystcy  równo ochlapani błotem ,pokryci kurzem, brak mundurów,Znaczna część ciosów to  „friendly fire” Hełmy zsuwaja się na oczy (hełm po staropolsku to szłom chyba nie muszę tumaczyc słowa oszołomiony), uderzenia broni o broń, wrzask ludzi i zwierząt. Statystycznie wiece prawdopodobna jest walka z własnymi towarzyszami. Pod Anzincourt jazda francuska stratowała w zamęcie całe własne  łucznictwo, by po chwili ugrzeznąc w bagnie i dać się wziąć w niewolę wrogim łucznikom.a następnie po rozbrojeniu  dać się im wyrżnąc w pień. :) Śmierć na polu bitwy często była wypadkiem .Ostatni Jagiellon na tronie węgieskim utopił się w małej mulistej rzeczce gdy próbowął wycofać się naszpikowany strzałami po bitwie pod Mohaczem (1526).Ilość władców i wodzów którzy się utopili jest całkiem imponująca.Utopił się Fryderyk Barbarossa w czasie krucjaty, Podobnie  27 grudnia 1428 w bitwie pod Starym Wielisławiem utopił się piast Jan Ziębicki.Trudno też ustalić konkretnego zabójce gdy ktoś przygnieciony koniem był rozdeptny przez konnicę lub po prostu zciukany pałkami  przez okolicznych chłopów lub ciury obozowe obojga płci rabujacych co się dało na pobojowisku.
Gdy pozbawiony rumaka słynny Ryszard II pod Bosworth(Królestwo za konia)padł ba polu bitwy naliczono 12 ran  różnych broni.

Polacy, głodni odwetu za wszystkie zbrodnie i łajdactwa, nie okazywali litości nawet poddającym się rycerzom wroga.

 

Bzdura!!!

Dla porównania kronika Jana długosza. Długosz tworzył wśród ludzi pamietajacych z autopsji Grunwald.

Prowadzono ich [jeńców] zatem i przedstawiono najpierw królowi, a potem pisarzom, osobno Krzyżaków z Zakonu, osobno rycerzy pruskich, osobno chełmińskich, osobno Inflantczyków, osobno mieszczan z miast pruskich, osobno Czechów, osobno Morawian, osobno Ślązaków, osobno Bawarczyków, osobno rycerzy z Miśni, osobno Austriaków, osobno rycerzy z Nadrenii, osobno Szwabów, osobno Fryzów, osobno Łużyczan, osobno Turyngów, osobno Franków i osobno Westfalczyków. Zebrało się zaiste tyle narodowości i plemion, ogromna masa dla zniszczenia narodu i imienia polskiego. I chociaż ze wszystkich wymienionych wyżej narodów było mnóstwo ludzi, to jednak liczba ludzi z Czech i Śląska przewyższała pozostałe''

 

(Jan Długosz, ''Roczniki'', księga Xi
Znamy nawet miejsce gdzie zgromadzono zacznych jeńców krzyżackich.Jest to miejscowość Prusy pod Krakowem gdzie trzymano ich aż do otrzymania okupu.
Ilkanaście lat wcześniej krzyżacy walczyli po naszej stronie np. z wojskami Tamerlana pod Worsklą. Raczej nie było osobistej nienwiści.
Jakie więc  „nie okazywali litości nawet poddającym się rycerzom” zwłaszcza że zwyczajowy okup to prawdziwa fortuna. :).Często rycerstwo z róznych przyczyn przechodziło na służbe biorącego w niewole.
p

okazuje to przypadek Bartosza z Wezenborga. W roku 1380 wziął on do niewoli kilkunastu rycerzy z Burgundii, uzyskując za nich okup w wysokości aż 27 tys. florenów. Za takie pieniądze zastawiano wówczas całe księstwa.

Po Grunwaldzie Krzyżacy zobowiązali się zapłacić zryczałtowany okup za wykup jeńców w kwocie 100 tys. kop groszy praskich (równowartość ok. 200 tys. florenów). Kwota horrendalna. Wstrząsnęła finansami państwa zakonnego, które już do końca istnienia nie podniosło się z kryzysu.

 

Nie ścięto nawet księcia oleśnickiego Konrada który walczył po stronie krzyżackiej a był wychowany na dworze Jagiełły !!!
Jedyny przypadek ścięcia na polu walki pod Grunwaldem jeńca to natychmiastowa egzekucja dowódcy choragwii krakowskiej który próbował zdradzić.

„Dlaczego nie tylko Mszczuj, ale i żaden inny polski rycerz nie pochwalił się zwycięstwem nad tak zacnym przeciwnikiem?” 

 

Bo na polu walki po rozbiciu zakonu niedobitków dożynali również rusini(Litwa,Żmudź , Białoruś),Czesi(husyci),Tatarzy,Ślazacy i inni. Przez następne ponad 100 lat będziemy budowac własna Unie Europejską zwana Rzeszą Jagiellońską.A to były tego poczatki.
Część zródeł „niemieckich”, średniowiecznych twierdziła że Wielkiego Mistrza zabił poganin. Czyli rusin albo tatar. Z drugiej strony niezła wskazówka:

Legendy wokół przebiegu bitwy tworzyli również potomkowie tatarskich wojowników. Według jednej z nich, taktyka zarzucania arkanów na ciężkozbrojnych rycerzy była główną przyczyną krzyżackiej porażki. Według innej, wielki mistrz Ulryk von Jungingen zginął, gdy odsłoniętą szyję przebił mu spisą tatarski wojownik Bahadur-ed-Din.
Grunwaldzkie zwycięstwo stało się "mitem założycielskim" dla społeczności tatarskiej w Polsce i Litwie, liczącej obecnie kilka tysięcy członków. Wiele tatarskich rodzin potrafi do dzisiaj wywodzić swoje pochodzenie od uczestników bitwy.

 


  • 2



#4

Książe Zła.
  • Postów: 492
  • Tematów: 57
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Noxilli pięknie wyjaśnił. Ty patrz Nick co wrzucasz bo to woła o pomste do nieba


  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u