Skocz do zawartości




Zdjęcie

Tybetanscy Mnisi


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
5 odpowiedzi w tym temacie

#1

Henoch.
  • Postów: 62
  • Tematów: 10
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Tybetańscy mnisi w zdumiewający sposób pokonują ograniczenia własnego ciała. Czego my możemy się od nich nauczyć?
Ta sesja medytacyjna nie przypominała żadnej z tych, które tybetański mnich odbywał do tej pory. Był uczniem w zakonie pielęgnującym nauki mędrca Naropy i musiał przebyć długi okres prób, zanim dopuszczono o do udziału w rytuale "tumo", jogi mistycznego żaru w ciele. Wcześniej rozwinął w sobie biegłą umiejętność oddechu jogicznego niezbędną w tej dyscyplinie. Potrafił osiągać stany głębokiej medytacji i transu, praktykował też wizualizację. Ogromną ilość czasu spędził medytując samotnie na szczytach gór o wysokości przekraczającej 3 tyś metrów, tak jak nakazał mu jego nauczyciel - lama, który go szkolił i który przekazał mu moc podczas ceremonii. Jak co dzień przez ostatnie sześć lat, mnich usiadł na gołej ziemi w pozycji lotosu i rozpoczął seans wizualizacji tumo. Wkrótce pogrążył się w umysłowym obrazie kwiatu lotosu, promieniejącym niczym słonce, który zawierał mistyczną sylabę "ram", wibrującą w jego ciele.
Wzrastający żar.

Funkcjonowanie organizmu mnicha monitorowane było przez całą pajęczynę dziwnych urządzeń. W okolicach lędźwi, pępka, na czole, na sutku, na palcach lewej dłoni i stopy, na lewym przedramieniu i na lewej łydce przytwierdzone były termistory dyskowe, służące do pomiaru temperatury. Na jednym z kciuków znajdował się licznik pulsu. Nawet w odbyt, 10 cm powyżej zwieracza, wetknięta była sonda cewnikowa, mierząca temperaturę wewnątrz ciała. Plątanina kabli biegła od badanego do teletermometru szerokozakresowego, połączonego z centralnym przełącznikiem. Elektroniczne przyrządy pomiarowe mogły się mnichowi wydawać dziwaczne, jednak niczym nie zrażony wprawił się w stan transu medytacyjnego równie łatwo, jak gdyby znajdował się sam w odludnej, górskiej okolicy. Pozwolenia na eksperyment udzielił sam Dalaj Lama, najwyższy autorytet duchowy tybetańskich buddystów, tak więc mnich wiedział, że nie ma się o co martwić. Instrumenty naukowe zarejestrowały wzrastanie temperatury jego palców u rąk i nóg, w miarę jak medytacja osiągała dalsze stadia.
Tajemnicze moce.

Relacje o podobnych zdolnościach nie są niczym nowym. Milarepa, XI-wieczny mnich, uznawany za największego w Tybecie mistrza medytacji i adepta sztuki tumo, tak opisywał swe przeżycia: "Na lśniącobiałym szczycie trwała zaciekła walka śniegu i mroźnego wiatru z mym cienkim, bawełnianym ubiorem. Sypiący na mnie śnieg topniał, tworząc potoki wody, wyjący wicher załamywał się bezsilnie na cienkiej warstwie bawełny, która okrywała me ogniste ciepło". Już od ponad stulecia podróżnicy z Zachodu powracali z opowieściami na temat tybetańskich mnichów, którzy dysponowali nadnaturalnymi mocami. Niektórzy, w dziwnym transie, potrafili iść bez przerwy przez wiele dni, przemierzając ogromne dystanse. Inni ujawniali niewiarygodne zdolności telepatyczne i porozumiewali się między sobą mimo dużych odległości, przesyłając wiadomości "zapisane na wietrze". Jeszcze inni korzystali ze specjalnych technik medytacji w celu przetrwania lodowatej tybetańskiej zimy, znacznie zwiększając naturalną ciepłotę swego ciała. W języku tybetańskim tajemnicze słowa "g tum-mo" oznaczają dosłownie "dziką kobietę" i odnoszą się do matki zdecydowanej na wszystko w obronie swych dzieci. Mając w myślach ten ideał, mnisi praktykujący jogę żaru uczą się wizualizować całe gorąco wszechświata, która wypala wszelką słabość i wytwarza ochronny, wewnętrzny płomień.
Himalajski trening.

Jednym z pierwszych obserwatorów z Zachodu, którzy przynieśli wieści o tumo, była francuska podróżniczka Alexandra David-Neel. Z jej opisów wynikało, że niektóre z tych zdolności są rezultatem celowego szkolenia ezoterycznego, połączonego z utrzymaniem dyscypliny życia. Pewnego razu, podczas jednej z podróży po Himalajach, natknęła się na trzech mnichów, zdolnych w transie pokonywać pieszo wielkie odległości. Zapewnili oni, że umiejętność ta ma swoje źródło w psychice, a nie w fizycznej mocy ciała: jest ona kwestią znajdowania się w odpowiednim stanie umysłu. David-Neel odbyła całe lata treningów buddyjskich i jogicznych w Himalajach po to, że zyskać osobiste doświadczenie w dziedzinie zjawisk, które Zachodowi znane są jedynie z legend przynoszonych przez podróżników oraz z dawnych tekstów tybetańskich. Po chińskiej inwazji na Tybet w 1950 roku Dalaj Lama emigrował do Indii, wraz z wieloma wiernymi. W 1981 roku zaprosił do siebie grupę naukowców, którzy pragnęli przeprowadzić badania naukowe na trzech spośród jego mnichów biegłych w sztuce tumo. Badania odbywały się w mieście Upper Dharamsala u stóp Himalajów, pod kierunkiem Herberta Bensona, kardiologa i docenta z Harvard Medical School.
Stan transu.

Mimo laboratoryjnego otoczenia, trzech doświadczonych mnichów bez kłopotów osiągnęło stan głębokiej medytacji. Była to dla nich rutyna, wypraktykowana przez wiele lat. Benson i jego współpracownicy badali trzech mnichów, każdego z osobna. Okresy ich medytacji trwały od 40 do 80 minut, po których każdy miał 30 minut na odpoczynek. Co pięć minut naukowcy odczytywali wyniki pomiarów temperatury i pulsu. Temperatura odczytywana przez większość termistorów dyskowych niewiele odbiegała od normy, ale termistory umieszczone na palcach rąk i nóg umieszczone na palcach rak i nóg wykazywały znaczne zmiany. Jeden z mnichów zdołał zwiększyć temperaturę swego palca u ręgi o 7,1 stopnia Celsjusza, zaś palca u nogi o 5,9 stopnia. Ciepłota palca innego mnich wzrosła aż o 8,3 stopnia. Był on zarazem jedynym z badanych, u którego stwierdzono znaczące różnice w szybkości bicia serca. Tuż przed wejściem w stan medytacji jego serce uderzało 90 razy na minutę. Pod koniec czasu przeznaczonego na odpoczynek szybkość spadła jednak do 60 uderzeń na minutę. Naukowcy stwierdzili też, że mnich potrafił wytwarzać zjawisko tumo gdy tylko usiadł, nawet bez przystępowania do medytacji.
Naga medytacja.

Wyniki uzyskane w Upper Dharamsala były wystarczająco zdumiewające dla naukowców amerykańskich, lecz wypadały dosyć blado w porównaniu ze spektakularnymi osiągnięcia adeptów tumo, o których opowiadali podróżnicy wracający z Tybetu. W ramach swoistego egzaminu połączonego z zawodami niektórzy z młodych mnichów spędzali całą noc, medytując nago na brzegu rzeki lub zamarzniętego jeziora. Pomocnik owija takiego ucznia w bawełniane nakrycia, które zamoczono wcześniej w lodowato zimnej wodzie. Ćwiczenia w medytacji tumo polegały na wysuszeniu tkaniny ciepłem własnego ciała. W miarę jak nakrycie wysycha, jest natychmiast zastępowane następnym, równie zimnym i mokrym jak poprzednie. Następnie mnisi potrafili podobno wysuszyć 40 nakryć w ciągu jednej nocy. Podczas swej próby inicjacyjnej David-Neel zanurzyła się w lodowatym górskim strumieniu 3 tyś metrów nad poziomem morza i medytowała całą noc, nie wytarłszy się i nie nałożywszy ubrania. Oddani adepci powinni spędzić resztę życia nie nakładając nigdy ubrań z wełny ani futra. Ponadto nie powinni się zbliżać do ognia, aby się ogrzać. Posługiwanie się jogą żaru było techniką bezcenną dla pustelników, którzy całymi latami mieszkali w jaskiniach lub kamiennych schronieniach, na szczytach Himalajów. Jednak wzrost temperatury ciała jest tylko efektem ubocznym praktyki tumo. Prawdziwym celem medytacji wymagającej długoletnich szkoleń i rytuałów, jest mistyczne pobudzenie ognia duchowego i osiągnięcia oświecenia umysłu.
Kontrola umysłu.

Być może istnieje naukowe wyjaśnienie przynajmniej niektórych spośród niezwykłych zdolności mieszkańców Himalajów. Bez wątpienia większość naukowców gotowa jest uznać, że umysł wywiera bezpośredni wpływ na ciało/ lekarze wiedzą już, że stres lub wyobraźnia mogą być źródłem aż nadto rzeczywistych schorzeń psychosomatycznych. Ponadto znane są eksperymenty, podczas których udowodniono możliwość wpływania na automatyczne czynności naszego organizmu, na przykład na zmienianie szybkości bicia serca lub nawet temperatury ciała, chociaż skala tych zmian nie była nawet w przybliżeniu tak duża, jak wyniki uzyskane wśród mnichów w Upper Dharamsala. Benson jest zdania, że techniki stosowane przez mnichów mogą tłumaczyć relacje o hinduskich joginach, którzy po zakopaniu ich żywcem w ziemi potrafią przeżyć nawet kilka dni. "Jogini utrzymują się przy życiu, znacznie obniżając tempo metabolizmu - do tego stopnia, że do oddychania wystarcza im tlen pobierany z gleby" - twierdzi Benson. Szeroko znane ćwiczenia oddechowe i techniki wizualizacji buddystów są interesującymi metodami kontrolowania ludzkiego ciała. Możemy sobie wyobrazić chorych na raka, którzy osiągają stan głębokiej medytacji i wytwarzają w umyśle obraz krwinek i przeciwciał atakujących nowotwór. Wiele alternatywnych metod leczenia raka już ucieka się do tego rodzaju terapii, w połączeniu z sesjami medytacji i radykalną zmianą diety. Samoleczenie jest pojęciem raczej nowym dla większości lekarzy z Zachodu. Adepci nauk mnichów tybetańskich dowiedli, że dla poszukujących dostępne są wszelkie nadzwyczajne moce. A czy ludzie z Zachodu będą potrafili posługiwać się tymi mocami bez wieloletnich treningów w wysokich partiach Himalajów, o to już zupełnie inna historia.
NOTATNIK - transowe marsze.

Inną techniką ezoteryczną na rozległych przestrzeniach północnego Tybetu i Chin, jest chodzenie w stanie transu. Tak jak w przypadku tumo, adepci tej niezwykłej umiejętności muszą najpierw poświęcić całe lata ćwiczeniom specjalnych technik oddechu. Praktyka ta jest znana pod nazwą "lung-gom". Biegli w niej mnisi potrafią przemierzać wielkie odległości bez odpoczynku, czasem przez kilka dni i nocy z rzędu. Ich marsz charakteryzuje się niezwykłym, skocznym krokiem, a ich wzrok jest utkwiony na wprost ku celowi podróży i nic nie wskazuje na to, aby byli świadomi swego otoczenia. Zanim uczeń "lung-gom" uda się w drogę, musi wprawić się w stan transu za pomocą ściśle określonego sposobu oddychania. Idąc, powtarza w myślach formułę przekazaną mu przez mistrza. Jego oddechy muszą być zgodne w rytmie z powtarzaną formułą, a kroki muszą wtórować oddechowi. Wzrok skupiony jest na odległym obiekcie, którym czasem jest określona gwiazda. Światło gwiazd jest zresztą uważane za szczególnie sprzyjające nauce "lung-gum".
ANALIZA - wewnętrzny ogień.

W zakresie nauki technik jogi adepci sztuki tumo wizualizują w swym umyśle serię obrazów. Po oczyszczeniu dróg oddechowych za pomocą ćwiczeń oddechu i po przystąpieniu do medytacji, uczeń wyobraża sobie na wysokości własnego pępka złoty kwiat lotosu, zawierający magiczne symbole, z których następnie emanuje żeńskie bóstwo, Dorjee Nadlorma. Z bóstwem tym uczeń osiąga zespolenie. Oddychając głęboko i powoli jakby operował miechem, uczeń dostrzega niewielki płomyk, który roznieca swym oddechem, aż wzniesie się on na wskroś jego ciała poprzez mistyczny "kanał nerwowy". W trakcie kilku etapów wizualizacji kanał ten rozszerza się, aż wypełni całe ciało ogniem i żarem. Mnich podtrzymuje w sobie ten obraz, aż do całkowitej utraty poczucia swej osobowości. Czuje się wtedy jak płomień w szalejącym morzu ognia. Po osiągnięciu tego etapu mnich powtarza całą sekwencję wizualizacji w odwrotnej kolejności. Płomień kurczy się i w końcu znika, a wraz z nim znikają wszystkie inne obrazy. Mnich znajduje się wtedy w stanie głębokiego transu, bez jakiejkolwiek świadomości świata zewnętrznego.

zrodło http://cidernet.pl/~...ny/srodek27.php
  • 0

#2

PTR.
  • Postów: 958
  • Tematów: 135
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

mysle ze jeszcze bedziemy mogli sie wiele nauczyc od niektorych urzeczywistnionych z Tybetu czy Indii.
Naprawde, niektorzy osiagneli bardzo duzo i robia wiele dobrego dla innych
  • 0



#3

Sensensum.
  • Postów: 5
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Choc na pozór jesteśmy tak bardzo rozwinięci i inteligentni to i tak jest bardzo duzo rzeczy , technik czy zjawisk na świecie których nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć , udowodnić bądz powturzyć. Mnisi nie używają mikroprocesorów , telefonów komórkowych , kamer cyfrowych czy wielu innych dla nas normalnych rzeczy ,a my nie potrafimy opanować własnego ciała i umysłu
  • 0

#4

Tiamat.
  • Postów: 3048
  • Tematów: 29
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Mnisi nie używają mikroprocesorów , telefonów komórkowych , kamer cyfrowych czy wielu innych dla nas normalnych rzeczy


Polemizowal bym :lol
  • 0

#5

Sensensum.
  • Postów: 5
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

To Polemizuj ;p

A wie ktoś że w temperaturze 42'C ścina się białko z któergo są zbudowani Tybetańscy Mnisi ? =]

Edited by SP-TBZ
  • 0

#6

SP-TBZ.
  • Postów: 88
  • Tematów: 7
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

A wie ktoś że w temperaturze 42'C ścina się białko z któergo są zbudowani Tybetańscy Mnisi ? =]
Edited by SP-TBZ

albo że bialko scina sie tez w alkocholu? :P

Wiem jedno, moja mam wyprowadzilaby z rownowago niejednego mnicha tybetanskiego :P
  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u