Skocz do zawartości




Zdjęcie

Naukowy bełkot, czyli mądrze brzmiące bzdury


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1

Tiga.
  • Postów: 257
  • Tematów: 27
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Jak często zdarza nam się, że coś, czego nie rozumiemy, oceniamy jako intrygujące i głębokie? Kto jest podatny na to, by nonsensowne wzniosłości brać za dobrą monetę?

Żyjemy w wieku informacji, co paradoksalnie oznacza też bezlitosny zalew dezinformacją. W rzeczy samej: każdy z nas tylko w tym tygodniu zmierzył się z większą ilością bzdur, niż człowiek żyjący 1 tys. lat temu napotkał przez całe swoje życie! Trudno się dziwić - gdybyśmy zliczyli wszystkie słowa użyte we wszystkich pracach naukowych, jakie ujrzały światło dzienne do epoki oświecenia, liczba ich będzie o kilka rzędów wielkości niższa niż liczba bzdurnych słów publikowanych każdego dnia w internecie. 

Niezłe, prawda? Jesteś pod wrażeniem? Jeśli czytając powyższy akapit, w milczeniu potakujesz, opamiętaj się. To wciskanie kitu, bełkot. Skąd niby ktokolwiek miałby wiedzieć, ile bzdur napotkał "każdy z nas" w tym tygodniu? Co to w ogóle znaczy "w tym tygodniu"? Przez ostatnie siedem dni? A może od zeszłej niedzieli? I skąd u licha mielibyśmy wiedzieć, w jakim stopniu wystawieni na nonsensowne gadanie byli ludzie dziesięć wieków temu? 

Jedną z paskudniejszych odmian bełkotu jest bełkot pseudonaukowy. Przykład? Bardzo proszę. W jednym z artykułów o kosmetykach, zamieszczonych niedawno w jednym z magazynów "Gazety Wyborczej", czytamy: 

"Żywa" woda Nutrivi to w 99,9 proc. czysta woda o uporządkowanej strukturze i mniejszej cząsteczce niż woda przemysłowa, zbita w duże klastry. Jako nośnik i rozpuszczalnik substancji aktywnych, przenikając do najgłębszych warstw komórek skóry, doskonale je nawilża i pobudza procesy autoregeneracji (...)". 

Woda o mniejszej cząsteczce? Niby jak? Złożona z mniejszych atomów? Jakim cudem zachowuje uporządkowaną strukturę w stanie ciekłym? Co to znaczy "woda przemysłowa"? Kto ją zbijał w klastry - i co to są klastry wody? To nic innego jak pseudonaukowy bełkot. Który niestety nie wzbudził krytycznych odruchów ani u autora, ani - przyznajmy to szczerze - w redakcji. 

Według profesora Harry'ego Frankfurta, filozofa z Princeton, autora świetnej książki o wciskaniu kitu, bełkot (ang. bullshit) to wypowiedź stworzona bez przykładania najmniejszej wagi do jej prawdziwości. Służy nie temu, by przekazać informację, lecz by wywrzeć na odbiorcy wrażenie. Należy odróżniać go od kłamstwa, które przecież konstruowane jest - paradoksalnie - z głęboką troską o prawdę. W kłamstwie chodzi o to, by prawdę ukryć albo wypaczyć. Nie sposób kłamać, nie będąc świadomym prawdy. Bełkot to zupełnie co innego. 

Dla autora bełkotu prawda i fałsz nie mają najmniejszego znaczenia. Liczy się tylko zwrócenie na siebie uwagi. 

Generator nonsensu 

Choć bełkot jest wszechobecnym zjawiskiem, to rzadko kiedy poddawany jest czysto naukowej analizie. Na ile łatwo ludzie są w stanie stwierdzić, że ktoś wciska im kit? Kto się najłatwiej nabiera? Na te pytania spróbował odpowiedzieć Gordon Pennycook, doktorant University of Waterloo z Ontario w Kanadzie, w swojej pracy (jaka to praca znajdziecie państwo w oryginalnym linku na dole strony).

Na potrzeby badań Pennycook posłużył się dwoma internetowymi generatorami bełkotu. Pierwszy, dostępny pod adresem Wisdomofchopra.com, konstruuje bezsensowne, lecz poprawne składniowo frazy (np. "Wyobraźnia leży wewnątrz ekspotencjalnej czasoprzestrzeni zdarzeń"). Wykorzystuje słowa używane najczęściej w aforyzmach autorstwa Deepaka Chopry. Ten Amerykanin hinduskiego pochodzenia specjalizuje się w produkcji książek z dziedziny duchowości i medycyny naturalnej. Drugi, "The New Age Bullshit Generator" ze stronySebpearce.com/bullshit , działa na tej samej zasadzie, ale żongluje nieco innym zestawem słów kluczowych, zebranych przez twórcę strony Seba Pearce'a ("celem istnienia czterowymiarowych superstruktur jest wytworzenie nasion pokoju, nie cierpienia"). 

Wygenerowane nonsensy Pennycook przedstawił grupie 300 studentów. Mieli oni oceniać ich "głębię" w skali od 1 (brak głębokiego znaczenia) do 5 (bardzo głębokie stwierdzenie). Brednie uzyskały średnią ocenę na poziomie 2,6, znamionującą, że studenci uznali je za dość głębokie, a jedna czwarta badanych nawet za bardzo głębokie. W kolejnym teście oceniane były prawdziwe aforyzmy ze strony Chopry (np. "Natura jest samoregulującym się systemem świadomości"). Uzyskały one wynik niemal identyczny z generowanymi losowo frazami. W trzecim i czwartym badaniu studentów proszono o opinie na temat prostych, banalnych zdań typu "większość ludzi czerpie przyjemność z jakiegoś rodzaju muzyki", "noworodki wymagają troskliwej opieki" oraz aforyzmów powszechnie uważanych za znaczące, ale podanych prostym i zrozumiałym językiem ("kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym padaniem"). 

Wyniki były dość zaskakujące - zrozumiałe aforyzmy oceniono niżej, czyli uznano za mniej głębokie, od mętnych sformułowań pozbawionych znaczenia! 

Dlaczego ludzie widzą głębię w mętnych, bezsensownych frazach? Niektórzy być może nie uświadamiają sobie, że powodem, dla którego coś wydaje im się niezrozumiałe, jest to, że... naprawdę nie ma tam niczego do zrozumienia. Inni po prostu podchodzą do rzeczy, których słuchają, mniej sceptycznie. 

Studenci badani przez Pennycooka odpowiadali na pytania testowe, mierzące ich zdolności poznawcze, umiejętność analitycznego myślenia, zrozumienie kategorii ontologicznych, a także przekonania religijne, stosunek do teorii spiskowych i wiarę w zjawiska paranormalne. Chodziło o to, by znaleźć czynnik najmocniej skorelowany z umiejętnością "detekcji bełkotu". 

Jak się okazało, najbardziej podatne na wciskanie kitu (oceniający bełkot jako twierdzenia z głębokim przesłaniem) były osoby o niższej inteligencji, gorzej radzące sobie z analitycznym myśleniem i rozróżnianiem kategorii ontologicznych. Podatność na "bullshitting" okazała się też silnie skorelowana z religijnością, wiarą w zjawiska paranormalne i rzeczy, dla których brak jest dowodów empirycznych (np. wiarę w to, że modlitwą można wyleczyć chorobę), teorie spiskowe i skuteczność medycyny alternatywnej. Mniej podatne na wiarę w bzdury były osoby o wyższej inteligencji, sceptyczne, racjonalne. Co ciekawe, zdolności matematyczne i łatwość liczenia nie przekładały się w żaden sposób na umiejętność oddzielania ziarna od plew. 

Praca o bełkocie to... bełkot 

Praca Pennycooka nie jest wolna od uproszczeń. Wiele zarzucić można samemu materiałowi badawczemu, czyli próbkom bełkotu. Samo użycie internetowego generatora nie gwarantuje wcale, że otrzymane zdania będą pozbawione znaczenia. 

"Nauka mówi nam dziś, że istotą natury jest radość". To zdanie, uzyskane z generatora bełkotu i użyte w badaniach, bełkotem przecież nie jest! Można mu bez trudu przypisać wartość logiczną - zdanie to jest zrozumiałe i w oczywisty sposób nieprawdziwe. Ba, po prostu głupie. Przykładów takich można znaleźć więcej w tej pracy. Oznacza to być może, że Pennycook nie badał bełkotu, a wynik przez niego uzyskany jest w istocie banalny. Pokazuje jedynie, że ci, którzy skłonni są dobrze oceniać głupie wypowiedzi, są - statystycznie rzecz ujmując - głupsi od tych, u których głupie wypowiedzi budzą sprzeciw. 

Inna słabość pracy leży w niedocenianiu tego, że żywy język jest silnie kontekstowy i nie sposób sprowadzać go wyłącznie do zdań rządzących się prawami logiki formalnej. Co jest bzdurą, a co nie - nie sposób oceniać na wyrwanych z kontekstu przykładach. Przytoczmy tu Wittgensteinowskie stwierdzenie: "Róża ma zęby w paszczy bestii". Wyrwane z kontekstu brzmi jak bełkot - w tekście filozofa ma dobrze określone i jasne znaczenie. 

Prowokacja Sokala 

Wyrwania z kontekstu nie można zarzucić opracowaniu prof. Alana Sokala pod tytułem "Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji". Nowojorski fizyk opublikował artykuł w 1996 r. na łamach "Social Text", prestiżowego pisma poświęconego naukom społecznym. Z tekstu nie sposób było zrozumieć nic, ale nie dlatego, że dotyczył on głębokich i wysoce abstrakcyjnych teorii współczesnej fizyki. W istocie nie dotyczył zupełnie niczego. Tekst złożony był z przypadkowo połączonych fragmentów wypowiedzi i tekstów postmodernistycznych myślicieli, doprawionych luźno powtykanymi pojęciami z dziedziny fizyki kwantowej i matematyki. 

Artykuł Sokala odniósł sukces i był gorąco dyskutowany. Po ujawnieniu jego prawdziwego znaczenia (tj. braku jakiegokolwiek znaczenia) redaktor naczelny "Social Text" stracił pracę, zaś Alan Sokal został wpisany przez redakcję na listę autorów, których prace nie będą publikowane. 

Prowokacja Sokala wstrząsnęła środowiskiem naukowym. Choć nie była pomyślana jako badanie, to dała do myślenia o mechanizmach wykrywania nonsensów. Niestety, nie ograniczyła częstości ich występowania. 

Efekt guru 

Dlaczego tak często gotowi jesteśmy przyznać: "Coś w tym jest", czytając czy słuchając niejasnych i mglistych wypowiedzi? Czemu szybciej uznamy, że to my jesteśmy winni niezrozumienia głębi, niż zażądamy od bełkocących precyzji i wyjaśnień? Nie bez winy jest nasz system kształcenia. W szkole poświęca się wiele uwagi podawaniu gotowych faktów, które uczeń powinien sprawnie przyswoić. Zazwyczaj przyswoić na wiarę, nie poddając ich krytycznej analizie. 

Na pierwszym roku studiów na fizyce wykładowca zażądał od nas, byśmy udowodnili twierdzenie Pitagorasa. Wywołało to spory popłoch. Twierdzenie znali i pamiętali wszyscy - ale udowodnić? Jak niby udowodnić? Nikomu do głowy nie przyszło, żeby podawać w wątpliwość i sprawdzać to, czego trzeba było w szkole wyuczyć się na pamięć. 

Inna sprawa to "efekt guru", czyli głęboka akceptacja dla całkowicie niezrozumiałych kwestii wygłaszanych przez osoby cieszące się autorytetem. Zamiast domagać się wyjaśnienia, kładziemy uszy po sobie i - udając zrozumienie - potakujemy. Jednak niezrozumiałe nie znaczy przecież mądre. To znaczy tylko niezrozumiałe. To znaczy też, że ktoś się nie przyłożył do porządnego wyjaśnienia. Może nawet wobec tego sam autor nie jest taki mądry, za jakiego by chciał uchodzić? 

W końcu sam Einstein twierdził: jeśli nie potrafisz czegoś wytłumaczyć sześciolatkowi, to znaczy, że sam tego porządnie nie rozumiesz.

 

źródło


  • 2

#2

kamilbarcinski.
  • Postów: 15
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

"Klastry wody" są to zbite cząsteczki H2o, wodę "deklastrowaną" otrzymuje się poprzez działanie na wodę Mikrogeneratorem Plazmy. Woda deklastrowana ma mieć lepsze wchłanianie przez komórki ciała, lepiej absorbuje azot co ma mieć pozytywny wpływ na wzrost roślin podlewanych taką wodą.

 Czyli pseudonaukowe bzdury.


  • 1

#3

Panjuzek.
  • Postów: 2086
  • Tematów: 16
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Mikrogenerator Plazmy. WTF.? 

 

 

Na pierwszym roku studiów na fizyce wykładowca zażądał od nas, byśmy udowodnili twierdzenie Pitagorasa. Wywołało to spory popłoch. Twierdzenie znali i pamiętali wszyscy - ale udowodnić? Jak niby udowodnić? Nikomu do głowy nie przyszło, żeby podawać w wątpliwość i sprawdzać to, czego trzeba było w szkole wyuczyć się na pamięć.

 

Twierdzenie Pitagorasa samo w sobie zawiera dowód. Wykładowca pewnie chciał sprawdzić kto jest studentem, a kto debilem. Gdyby było inaczej, wykładowca zapytałby o przeprowadzenie dowodu, wykazującego, iż twierdzenie Pitagorasa jest błędne.  


  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u