Skocz do zawartości




Zdjęcie

Pan Jan NN


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1

Zaciekawiony.
  • Postów: 7563
  • Tematów: 78
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Pamięta, że ocknął się na żwirze, obok torów. - O Boże - powiedział do siebie. Wstał z trudem. Bolała go głowa, krwawiła z lewej strony (okolica skroniowo-ciemieniowo-potyliczna). Do dzisiaj ma tam pionową bliznę, długą na dziesięć centymetrów. Bolało go również w piersiach, szczególnie kiedy oddychał, miał chyba połamane żebra. Ruszył jakoś z miejsca, szedł prosto przed siebie, nie pamięta jak długo. Doszedł na dworzec (wtedy jeszcze nie wiedział, że jest to Dworzec Centralny w Warszawie). Spostrzegł punkt medyczny, pomyślał, że tutaj ktoś mu pomoże, ale się pomylił. Przepędzono go. Chciał zmyć krew z twarzy, z rąk, z ubrania. Wszedł do łazienki, spojrzał w lustro, zdziwił się. Nie znał człowieka w lustrze.

fsdergdfrtert.JPG

Był głodny. Szybko nauczył się, że za jedzenie trzeba płacić pieniędzmi, które ludzie wyjmują z toreb, torebek, aktówek albo z kieszeni. Miał kieszenie, więc sięgnął do nich, ale pieniędzy tam nie znalazł. Tylko zapalniczka była i metalowy aniołek. Tyle zostało z jego poprzedniego życia, od którego w jakiś niezrozumiały sposób jakaś okrutna siła postanowiła go odgrodzić, odizolować, odciąć. Nie miał dokumentów. Nie pamiętał niczego: ani swojej twarzy, koloru oczu, ani imienia, nazwiska, wieku, ani zawodu, adresu, wyglądu domu, ani twarzy matki, ojca, żony, dzieci (jeśli żonę i dzieci miał). Żadnych faktów z przeszłości, cienia jednego wspomnienia. Nie wiedział, gdzie jest, po co jest i dokąd ma iść. Widelec, kubek, grzebień - musiał sobie przypomnieć, do czego to wszystko służy. Jadł to, co podróżni zostawiali w barze na talerzach. Spał w poczekalniach, jeśli dworcowi policjanci mieli dobry humor. Bo kiedy mieli zły - wylatywał na mróz.

Kiedy to było? Kiedy Janek wstał z torów? Sześć, może osiem lat temu? Tego nie wiemy, bo Jan z trudem zapamiętuje i to, co działo się po przebudzeniu na żwirze.

 

Człowiek ma wiele rodzajów pamięci: jest pamięć świeża i pamięć dawna, długotrwała i krótkotrwała; deklaratywna (autobiograficzna i semantyczna) i proceduralna. Można mówić o pamięci operacyjnej, emocjonalnej. Jankowi wysiadły niemal wszystkie. Amputacja. Pamięta jedynie jakieś urywki, fragmenty, ścinki. Ale ma kłopoty z umiejscowieniem ich w czasie, przestrzeni. Nie zawsze wie, co było przed, a co było po. Czy było to blisko dworca, czy daleko. Bywają w pamięci Janka fragmenty dłuższe, nasycone nawet barwami, smakami, zapachami, w których jest upał albo jest ostry mróz. I są emocje. Janek pamięta jedynie te kawałki życia po przebudzeniu, które wiążą się z mocnymi uczuciami: strachem, niepokojem, lękiem, napięciem, upokorzeniem, brakiem nadziei, brakiem drugiego człowieka. Nie z radością, w życiu Janka nie było radości.

 

Na Dworzec Centralny przyjechali jacyś górale w poszukiwaniu pomocników na budowę. Spytali Janka, jak ma na imię, ale on wtedy jeszcze nie miał imienia: - Nie wiem - odpowiedział. - Nie wiesz? - zdziwił się któryś. - To niech ci będzie Jan.

Tamtą chwilę dobrze pamięta. Poczuł, że wreszcie coś ma: imię. Trzy litery, niby niewiele, a pozwalają człowiekowi poczuć się kimś. Za to Janek jest wdzięczny nieznajomym góralom.

Górale wyjaśnili Jankowi (a może już dowiedział się o tym wcześniej), że za pracę człowiek dostaje pieniądze. Chętnie się zgodził, kiedy mu ją zaproponowali. Wsiedli do samochodu, pojechali gdzieś pod Warszawę. Nosił tam cegły, siał piasek, mieszał cement, więcej nie potrafił. Po dwóch miesiącach (może po miesiącu, może po pięciu - tego nie jest pewny) budowa się skończyła.

Wrócił na dworzec. Niewiele z tamtego czasu może sobie przypomnieć, znowu jakieś strzępy, fragmenty. Na niedalekim placu (może dalekim - tego nie pamięta) właściciele sadów patrzyli na bezdomnych mężczyzn, wskazywali palcem: ty, ty i ty. Nie sprawdzali dowodów osobistych, nie pytali o nazwiska. Ładowali ludzi na żuka i do roboty.

Zrywał jabłka, spał gdzieś pod drzewem. Ale miał co jeść. Pieniędzy nie dostawał, widać pracodawca zorientował się, że z Jankiem jest coś nie tak: jąkał się, mówił cicho, nieskładnie, patrzył w ziemię. I nie pamiętał, kim jest. A takiemu można nie płacić. Wiele razy, kiedy prosił o zarobione pieniądze, szczuli go psami, grozili policją (wiedział z dworca, że policja to nic dobrego), kopali w tyłek: - Wypierdalaj! Te urywki Janek dobrze pamięta: narobił się w sadzie, na jednej budowie, drugiej, czwartej. Czasem tydzień, czasem miesiąc, półtora. Spał na podwórku bez dachu nad głową albo na skrawku betonu w jakiejś ciemnej komórce. Albo na dykcie, styropianie - to już wielki luksus. Koca nikt mu nigdy nie dał - byłby to dowód wielkiej ludzkiej dobroci, takie wzruszenie Janek by zapamiętał.

Pamięta co innego: - Weź wiadro i przynieś prądu - robotnicy na budowie wydawali mu takie polecenia. Janek brał wiadro, wychodził za płot, pytał ludzi we wsi, gdzie może prąd znaleźć, bo kazali mu przynieść całe wiadro. Ludzie śmiali się, aż przewracali się z tego śmiechu, nie wiedział dlaczego. Szedł dalej i dalej pytał. Czuł coraz większą rozpacz, tak to wspomina, coraz większe cierpienie duszy. Tak wielkie, jakiego dotąd nie znał: nie dało się go porównać z żadnym cierpieniem fizycznym. Według Janka był to dowód na to, że dusza istnieje.

 

Nie pamięta, kiedy znowu trafił na budowę. Znowu nosił cement, cegły, siał piasek. Przyglądał mu się właściciel firmy budowlanej. Spostrzegł, że Janek jest punktualny, sumienny, solidny, pracowity i - w przeciwieństwie do wielu innych robotników - nie pije. Ani łyka piwka, wódki, nic. Postanowił Janka przyuczyć do bardziej skomplikowanych prac. Postawił go przy murarzu i pod jego okiem kazał murować. Przy glazurniku - kłaść glazurę. Ciężko szło. Wyszło źle, nierówno, musiał wszystko rozwalać i jeszcze raz stawiać. Dziś potrafi murować, jak mało kto. Bo u Jana, cokolwiek się stało z jego głową, zachowana została zdolność uczenia się. Dlatego dziś całkiem nieźle czyta (a miał z tym kłopoty), z pisaniem wciąż nie najlepiej, za to dobrze mu idzie z liczeniem.

Właściciel firmy załatwił Jankowi mieszkanie pod Warszawą - pokój u samotnej starszej pani. Dał stałą pracę. Na czarno, no bo jak zatrudnić kogoś, kto ma tylko imię (nadane przez jakichś nieznajomych górali), nie ma nazwiska, adresu, PESEL-u, NIP-u i wszystkich innych numerów, które czynią człowieka kimś.

(...)

Szef dał Jankowi numer telefonu do ITAKI. Michał zrobił Jankowi zdjęcie. Sprawdziliśmy, czy nie jest jednym z tych, których poszukujemy. Nie był.

Sprawdziliśmy, czy poszukuje go policja: jako zaginionego. Nie.

Jako przestępcę? Nie, w rejestrach linii papilarnych nie ma odcisków jego palców (ucieszył się, odetchnął).

Policjanci zarejestrowali Janka jako mężczyznę N.N. Włosy krótkie, proste; sylwetka szczupła, wysmukła; nos duży; uszy duże, przylegające itd. Obiecali wyjaśnić, kim jest.

I my się staramy. Pokazaliśmy Janka w "Gazecie Wyborczej", w telewizji, na naszej stronie internetowej www.zaginieni.pl. Byliśmy przekonani, że szybko rozwiążemy sprawę: zgłoszą się jacyś bliscy, dalsi krewni, sąsiedzi. Tak zwykle bywa z ludźmi o nieznanej tożsamości: ktoś ich szuka, ktoś się o nich martwi, ktoś na nich czeka.

Tymczasem Michał postanowił pomęczyć Jana kilkugodzinnym badaniem neuropsychologicznym. Zadawał mu wiele pytań, robił rozmaite testy, kazał układać klocki, powtarzać cyfry, porządkować obrazki. Liczył Jankowi sekundy, odpowiedzi poprawne, błędy. Postawił wnioski, które w skrócie brzmiały tak: uraz głowy mógł doprowadzić do lewostronnego lub obustronnego uszkodzenia przyśrodkowych części płatów skroniowych i wzgórza. Prawdopodobne uszkodzenie struktur hipokampa. Prawdopodobne uszkodzenie bocznej kory skroniowej. Wszystko to, zdaniem Michała, powinien zweryfikować neurolog, po specjalistycznych badaniach.

Chcieliśmy o tym wszystkim powiedzieć rodzinie Janka, ale nikt się po niego nie zgłosił.

 

Pojawiła się ważna informacja: Janek mógł być kierowcą Miejskich Zakładów Autobusowych w Warszawie. Tak się wydaje człowiekowi, który kiedyś był instruktorem jazdy w MZA. Instruktor - nazywa się Adam Piekarski - dostał od nas zdjęcie Janka, sam obiecał je zeskanować i przygotować plakaty. Powiesił je w zajezdniach, w dyspozytorniach, w biurach.

Poprosiliśmy o zgodę na przejrzenie archiwów MZA, do pomocy zgłosili się chętni wolontariusze. Ale szybko musieliśmy zrezygnować z naszych zamiarów: archiwum jest niekompletne, częściowo zalane, w aktach osobowych zwykle brakuje zdjęć.

Kierowcy autobusów pozwolili Jankowi usiąść za kierownicą ikarusa. Usiadł, odpalił, ruszył. I to jak! Prowadził przegubowego kolosa bez żadnego problemu, zatrzymał go, zaparkował, zaciągnął hamulec. Wiedział, że w ikarusie dźwignia hamulca ręcznego jest za fotelem z lewej strony, a nie - jak zwykle - po stronie prawej. Zrobił to odruchowo, nikogo o to nie pytał.

Ważny ślad, który zaprowadził nas donikąd. Ślepa uliczka - nikt w MZA Janka nie poznaje.

(...)

Teraz musimy iść do sądu. Janek nigdy nie był w sądzie, przynajmniej tego nie pamięta. Musimy tam iść, bo wszelkie próby ustalenia prawdziwego imienia i nazwiska nie przyniosły dotychczas rezultatu. A Janek chce mieć dowód osobisty, zarabiać legalnie, płacić podatki, mieć konto w banku. Musi mieć nazwisko. Nowe nada mu sąd. Janek musi tylko powiedzieć, jak chce się nazywać, jak mieli na imię jego rodzice, kiedy i gdzie się urodził. Wszystko to może sobie wymyślić:

Jan, lubi to imię. Man, nazwisko proste, krótkie, wygodne do zapisania i zapamiętania. I europejskie: bez żadnego ś, ć, ż. Syn Jana i Marii, całkiem ładnie. Urodzony w Warszawie, kiedy? Dobrze byłoby mieć okrągły rok urodzenia, prosty, żeby nie zapomnieć. 1950? Miałby dzisiaj pięćdziesiąt trzy lata, trochę dużo. Wolałby być młodszy, nie ma co się dziwić, każdy by wolał.

Skoro tak rzadko człowiek może decydować o roku swego urodzenia, więc dlaczego przy tej okazji nie odmłodzić Janka? Janek chce jak najdłużej pracować, a nie siedzieć na emeryturze.

Ma rację, prosimy sąd o datę urodzenia: 1 stycznia 1960. I sąd się zgadza. Dostajemy postanowienie sądu, idziemy do urzędu stanu cywilnego, gdzie w pokoju z tabliczką Rejestracja narodzin Janek otrzymuje akt urodzenia. Dziewczyny w ITACE stawiają tort. Teraz urząd miasta, ewidencja ludności. Urzędnicy się dziwią, ale są mili, nie robią problemów. Jan Man otrzyma dowód osobisty za miesiąc.

 

fsdertertergdfg.JPG

(...)

Przechodzi podstawowe badania (morfologia krwi, rentgen płuc, EKG), ale także badania specjalistyczne: EEG, rezonans magnetyczny, PET. Nigdzie indziej w Polsce nie ma takiej maszyny jak PET. Tylko na bydgoskiej onkologii - to Pozytonowa Emisyjna Tomografia, prawdziwe cudo, najbardziej zaawansowana technologicznie metoda medycyny nuklearnej, najnowocześniejszy i najdokładniejszy sposób diagnozowania wczesnych stanów nowotworowych. Perfekcyjnie lokalizuje ogniska patologiczne. Super! Nasz kiedyś bezdomny Janek leży w maszynie za pięć milionów dolarów. Trochę się denerwuje, jest już zmęczony, ale nie narzeka.

 

Rozpoznanie: obustronne zaniki korowe płatów skroniowych. I uszkodzony układ hipokampa. Stąd u Janka całkowity deficyt pamięci autobiograficznej. Pamięć semantyczna działa częściowo: Janek mówi, zna słowa, choć niektórych mu czasem brakuje. Pojęcie Hitler jest mu obce, ale potrafi się uczyć. Kładzie wzorowo glazurę, bo się tego nauczył. Pamięć proceduralna odpowiedzialna za odruchy ma się całkiem nieźle, powraca: nie wiedział, do czego służy widelec, ale potrafił to sobie przypomnieć. Pamiętał doskonale, gdzie w autobusie jest hamulec ręczny. Gorzej z pamięcią operacyjną - to pamięć krótkotrwała, odpowiada za szybkie włączanie informacji, które pozwalają nam orientować się w sytuacji: kiedy prowadzimy samochód, potrafimy kontrolować wszystko, co się dzieje wewnątrz i na zewnątrz, a jednocześnie możemy uważnie słuchać audycji w radiu.

Kiedy jednak na drodze dzieje się coś niespodziewanego, natychmiast na to reagujemy. Hamujemy albo przyspieszamy, kręcimy kierownicą. Radio w tej chwili nie ma znaczenia, nie słyszymy go. Reagujemy adekwatnie do sytuacji, a Janek nie. Bo ma uszkodzone okolice czołowe mózgu, które za ten rodzaj pamięci odpowiadają. Wszystko to lekarze o Janku już wiedzą, ale nie wiedzą, jak do tego doszło.

Nie ma dowodu na mechaniczny uraz mózgu. Rana, z którą Janek wstał z torów, była prawdopodobnie niegroźnym skaleczeniem.

W mózgu nie ma po niej śladu, ani nawet na kościach czaszki. Nie są to kłopoty z pamięcią spowodowane piciem alkoholu (jeśli Janek pił), ich objawy są inne. Docent Alina Borkowska ma dwie hipotezy: są to uszkodzenia toksyczne, skutek działania jakiejś silnej trucizny. Czy ktoś chciał Janka otruć? Może nie, może Janek ma kłopoty z pamięcią w wyniku długotrwałego stresu. I to jest druga hipoteza. Taki stres zmniejsza objętość hipokampa i powoduje zaburzenia lękowe. Może być i trzecia przyczyna - jakaś choroba mózgu uwarunkowana genetycznie. Trudno nam to wszystko pojąć, ale wspólnie z lekarzami będziemy się starali ułatwić Janowi życie - poradzimy sobie może z bólami głowy, z lękami, z poczuciem bezsensu. Janek dostaje od profesora Rybakowskiego recepty, a od docent Borkowskiej testy do ćwiczenia pamięci. Będzie je robił pod opieką Michała.

 

Wojciech Tochman
Źródło: "Duży Format" (Gazeta Wyborcza) 2003/12/22

https://www.vismaya-...al_z_torow.html

 

Os tamtego czasu minęło 16 lat, pan Jan nadal ma profil wśród osób NN w Fundacji Itaka, więc prawdopodobnie nie udało się stwierdzić kim jest.

www.zaginieni.pl/jak-pomagamy/poszukiwanie-zaginionych/zagineli/profil-osoby/?o=15336

 


  • 10





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u