Skocz do zawartości




Zdjęcie
- - - - -

Ta jaskinia ma się podobno znajdować w Polsce. Jej poszukiwania trwają od 40 lat


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1

Endinajla.

    Empatyczny Demon

  • Postów: 2078
  • Tematów: 156
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Ta jaskinia ma się podobno znajdować w Polsce. Jej poszukiwania trwają od 40 lat

 

Sprawa Księżycowej Jaskini zaczęła się jak u Hitchcocka – od twierdzeń, które mogły wywołać naukowe trzęsienie ziemi. W trzecim numerze biuletynu amerykańskiego National Speleological Society (Krajowego Towarzystwa Speleologicznego) z 1965 r. opublikowano wspomnienia dr. Tony’ego Horáka – lingwisty, inżyniera górniczego i partyzanta, który po wojnie uciekł za ocean i osiedlił się w Kolorado. Opowiadał on o przedziwnej strukturze, jaką odkrył na końcu jaskini, gdzie ukrywał się wraz z dwoma towarzyszami w październiku 1944 r. – w ostatniej fazie antyfaszystowskiego powstania na Słowacji.

 

 

  • Pamiętnik powstańca z 1944 r. informuje, że na granicy polsko-słowackiej, na końcu skalnego korytarza znajduje się tajemnicza pradawna struktura
  • Jej metalowe zakrzywione ściany jednoznacznie wskazują, że jest to sztuczny twór
  • Jej poszukiwania trwają od ponad czterech dekad

 

Antonin Horák – bo tak się naprawdę nazywał – twierdził, że niejaki Slávek, słowacki baca ukrył go wraz z dwoma rannymi towarzyszami w dużej jaskini gdzieś w Tatrach Niskich. Rodzina traktowała ją najwyraźniej jako tajny "naturalny bunkier". Slávek zobowiązał się donieść im prowiant, przestrzegając jednocześnie, by nie zapuszczali się w głąb korytarzy.

"Powiedział mi, że byli tam jego ojciec i dziadek, że to wielki labirynt pełen przepaści, (…) że są tam trujące gazy i w ogóle jest to z pewnością miejsce nawiedzone" – wspominał Horák w pamiętniku.

Jurek i Martin, którzy mu towarzyszyli, byli dość poważnie ranni – pierwszy szrapnelem w nogę, drugi w brzuch. Nie byli więc zbyt ruchliwi. Sam Horák, będący w randze kapitana, miał również zranioną dłoń i głowę, ale był najbardziej sprawny i sprytny z całej trójki. Bojąc się zapuszczać samemu do lasu ze względu na niemieckie patrole i mając nadzieję, że w głębi jaskini zimują nietoperze (a opowieści o gazach i przepaściach miały tylko uśpić jego ciekawość), postanowił iść na mały speleologiczny zwiad.

Horák w najśmielszych snach nie przypuszczał, co znajdzie na końcu korytarza. I nie chodziło wcale o kolonie nietoperzy ani szatę naciekową…

 

 

Artefakt wbudowany w skałę

 

– Na temat Księżycowej Jaskini napisaliśmy z dr. Milošem Jesenským dwie książki: "Tajemnicę Księżycowej Jaskini" i "Powrót do Księżycowej Jaskini", w których staraliśmy się zebrać wszelkie dostępne informacje na ten temat – mówi Onet Strefa Tajemnic pisarz i badacz zjawisk z pogranicza nauki, Robert Leśniakiewicz. – Oczywiście zaczęliśmy od analizy relacji dr. Antonina Horáka. Według niego jaskinia ta była tworem sztucznym, pochodzącym sprzed co najmniej 20 tys. lat, na co wskazywały pewne przesłanki geologiczno-paleontologiczne – dodaje pan Robert. – Poza tym widać było ślady obróbki mechanicznej skały, w której był wykonany Księżycowy Szyb. Według mnie może to być pozostałość po jakiejś cywilizacji, którą nazywamy umownie "cywilizacją Atlantydy". Z drugiej jednak strony może to być jakaś formacja naturalna, powstała wskutek procesów tektonicznych, które cały czas przebiegają na obszarach południowej Polski i Słowacji.

Horàk podaje, że do końca korytarza jaskini Slávka doszedł popołudniem 23 października, oświetlając sobie drogę pochodnią i lampą. Nie wspomina o żadnych niebezpieczeństwach po drodze. Po kilkudziesięciu minutach dotarł do otworu wejściowego struktury, która – jak pisał – przypominała "wielki silos". Powstaniec uświadomił sobie, że patrzy na ewidentny wytwór rąk ludzkich. Jedna ze ścian była idealnie zakrzywiona, ponadto wydawała się zrobiona z metalu!

"Wziąłem to za dziwaczną naturalną ścianę z czarnej soli, lodu albo lawy, jednak zdumiałem się, zauważając, że jest to część tworu najwyraźniej ukształtowanego ludzką ręką. Pięknie zakrzywiona, wskazywała na wielkie ciało o średnicy ok. 25 m. W miejscu, gdzie stykało się ono ze ścianami, stalaktyty i stalagmity formowały lśniące białe obramowanie. Ściana była jednolicie niebiesko-czarna. Materiał, z którego była wykonana, miał właściwości stali, krzemienia i gumy. Ostrze nie robiło na nim śladów i odskakiwało" – pisał Horák, dodając, że wielki niczym wieża twór absolutnie nie pasował do podziemnego krajobrazu.

W dziwnej ścianie zauważył on wąskie, przebiegające z góry na dół pęknięcie. Zaskoczony, ale i piekielnie ciekawy, początkowo bał się zajrzeć do środka, choć wkrótce wybadał, że niczym to nie grozi. Lampa ze świeczką świeciła chybotliwym płomieniem, a pochodnia zgasła, kiedy wsunął ją w otwór. Postanowił więc wycofać się i korytarzem wrócił do rannych towarzyszy.

Ledwie żywy doszedł do obozowiska ok. 16. Zdążył jeszcze wymknąć się na zewnątrz i nazbierać chrustu. Wkrótce zjawił się Slávek z córką, przynosząc im nieco jedzenia. Czekając na poprawę stanu najciężej rannego Martina, Horák snuł plany eksploracji znalezionego tworu. Wziąwszy przyniesioną przez chłopa karbidówkę i linę (bo nie wiedział, czy za szczeliną nie rozciąga się przepaść), wybrał się tam następnego dnia. Kawałki stalaktytów wrzucane do otworu spadały i uderzały o ścianę, co znaczyło, że po drugiej stronie jest płytkie dno.

Przecisnąwszy się, Horák momentalnie osunął się i po chwili uświadomił sobie, że jest w miejscu jeszcze dziwaczniejszym…

 

 

Poszukiwania Szybu Księżycowego

 

Choć historia zaczęła się z "wysokiego C", wkrótce pojawiło się w niej mnóstwo zakrętów. Oczywiście najprostszym potwierdzeniem rewelacji Horáka wydawało się odnalezienie jaskini, a w zasadzie "Półksiężycowego Szybu". Tu pojawił się jednak problem.

– Relacja dr. Horáka myli ślady i tropy – mówi pan Leśniakiewicz, mieszkaniec Jordanowa u podnóży Beskidu Makowskiego. – Wedle niego, Księżycowa Jaskinia znajduje się na obszarze wschodnich Tatr Niskich na Słowacji. Takie podał orientacyjne współrzędne. Jednak w opisanym przez nie obszarze nie ma żadnej znanej jaskini! Inną wskazówką była podana nazwa miejscowości "Yzdar", czyli Zdziar, która znajduje się w Tatrach Bielskich, kilka kilometrów od Łysej Polany. Jednakże inne szczegóły nie pasują do tej lokalizacji.

Znanymi czechosłowackimi poszukiwaczami Księżycowej Jaskini byli Ivan Mackerle (1942–2013) – tamtejszy Indiana Jones oraz Michał Brumlik. Zaczęli od próby znalezienia bacy Slávka lub kogoś z jego rodziny, a także zdobycia informacji o szlaku bitewnym oddziału kpt. Horáka. Dwie wyprawy z 1982 i 1984 r. przyniosły ciekawe informacje. Zdaniem badaczy szyb był ukryty gdzieś na Lewockich Wzgórzach, gdzie do 2005 r. znajdował się poligon wojskowy.

Jednak, jak piszą Leśniakiewicz i Jesenský, w pobliskich wsiach oraz w Zdziarze nie udało się znaleźć bacy Slávka, jego córek (Hanny i Olgi) ani dalszych krewnych. Okazało się, że nikt też nie pamiętał żadnych partyzantów. Rezultatu nie przyniosły wywiady ani analizy ksiąg metrykalnych. Badacze mieli jednak na uwadze fakt, iż "Slávek" mógł nie podać Horákowi prawdziwego nazwiska, tylko pseudonim partyzancki lub przezwisko. Jednak, co gorsza, rozmowy z historykami i weteranami powstania narodowego, nie potwierdziły zapisanej w pamiętniku wersji.

Wątpliwości i nieścisłości rzuciły cień na tożsamość Horáka. Dopiero w 2003 r. Ted Phillips – amerykański poszukiwacz Księżycowego Szybu, zdobył jego życiorys pisany wraz z prośbą o azyl, z którego wynikało, że urodził się on w 1887 r., mieszkał w Pradze, przez wiele lat pracował jako inżynier i dyrektor w górnictwie, a w czasie wojny uciekł z niemieckiego obozu. Po wojnie na krótko wrócił do stolicy, gdzie był doradcą rządu ds. górnictwa. Z jakichś przyczyn w 1946 r., w okresie antydemokratycznych czystek, został zwolniony z pracy i zbiegł z rodziną na Zachód. Horák w okresie publikacji wspomnień mieszkał w Pueblo (Kolorado), gdzie prowadził restaurację.

Fakt pewnego zapętlenia w historii Księżycowej Jaskini może mieć kilka przyczyn. Po pierwsze, oryginalna wersja z biuletynu speleologicznego zawierała kilka redakcyjnych zmian. Po drugie, Horák prawdopodobnie spisał swoje wspomnienia po latach i nie był to wcale jego dziennik z 1944 roku. Wreszcie, mógł on mieć pewien interes w tym, by nie ujawniać położenia tajemniczego obiektu komunistom, przez których musiał uciekać z kraju.

Autorzy "Tajemnicy Księżycowej Jaskini" nie wykluczają również, że "nieoficjalne" jej poszukiwania już w latach 70. ub. wieku mogli prowadzić słowaccy grotołazi. W 1981 r. z nadania Ministerstwa Kultury szukał jej z kolei dr Stanislav Pavlarčik. Choć samego cudotworu nie znalazł, trafił na zagadkowy trop odnośnie do kpt. Horáka vel Ernesta Höniga. Dowiedział się, że miał on być… Żydem i samowolnym partyzantem – nie do końca pozytywną postacią, wciąż pamiętaną przez mieszkańców Mniszka nad Popradem. Nie wiadomo jednak na sto procent, czy tamten Horák Żyd był tym Horákiem od jaskini.

Robert Leśniakiewicz jest zdania, że odkrywca tajemniczej struktury (o której więcej za chwilę) nie powiedział wszystkiego. Jak dodaje, kandydatek na Księżycową Jaskinię jest kilka i to nie tylko po słowackiej, ale i po polskiej stronie.

– Trzecim miejscem jest góra Šip w masywie Wielkiej Fatry, gdzie znajduje się jaskinia, a w pobliżu miejscowości o nazwach brzmiących podobnie jak w relacji dr. Horáka – wyjaśnia pan Robert. – W okolicy znajduje się jeszcze jedna tajemnicza góra – Kopa, w której, jak się przypuszcza, znajduje się nieodkryty do dzisiaj system jaskiniowy. Kolejną lokalizacją jest któryś z masywów górskich na obszarze między Starą Lubowlą a Plavčem na południu, a rzeką Poprad na północy. Osobiście obstawiam jednak, że Księżycowa Jaskinia znajduje się w Polsce i to w południowej części Beskidu Sądeckiego, gdzie szukali jej także Niemcy. Konkretnie w masywie góry Zubrzyk, gdzie w partiach przyszczytowych znajduje się niewielka jaskinia. Nie znaleziono tam jednak śladów pobytu dr. Horàka ani jego towarzyszy. Według mnie chodzi nie o tę jaskinię, ale o zupełnie inną, znajdującą się bardziej na północ albo na wschód…

 

 

 

Co Horàk widział?

Powróćmy do tego, co znajdowało się za szczeliną w metalowej ścianie, którą Horák przebył, a następnie stoczył się po pochyłej posadzce. "Ze skórą przeciętą w kilku miejscach opadłem nieco i sturlałem się po ukośnej podłodze, zatrzymując się na ścianie, która była w dotyku tak samo satynowa jak ściana frontowa. (…) Zauważyłem, że jestem wewnątrz przestronnego czarnego szybu, którego nachodzące na siebie klifowe pionowe ściany tworzyły formę półksiężyca. Tunel, a raczej swego rodzaju szyb, był niemal pionowy. Nie potrafię opisać nieustającego szumu, trzasku i ryku oraz nienaturalnego echa, jakie wywoływały moje ruchy. Ukośne podłoże, po którym się zsunąłem, wydawało się twardym wapiennym brukiem" – wspominał.

Autor pamiętnika znalazł się w sierpowatej sali o gładkich metalowych ścianach. Rozpiętość między rogami półksiężyca wynosiła ok. 25 metrów, zaś szerokość komnaty dochodziła do ok. 8 metrów. Przy kolejnej ekspedycji Horák, nie mogąc dostrzec stropu, wystrzelił dwukrotnie w górę, co wywołało pojawienie się zielonych iskier na wysokości kilkunastu metrów. Towarzyszyło temu donośne echo. Następnie w rogach komnaty, gdzie wapienna skała była najsłabsza, postanowił wykopać "kontrolne" doły.

Relacjonował, że tuż pod powierzchnią (w lewym rogu) natknął się na kości jakiegoś zwierzęcia (kiedy Horák zabrał jego zęby do muzeum w Użhorodzie, okazało się, że należą do niedźwiedzia jaskiniowego). Zwierzę nie przecisnęłoby się przez szczelinę jak on, stąd wniosek, że musiało spaść tu w czasach, kiedy szyb był dostępny od góry. W niższych warstwach było jednak coś dużo bardziej zastanawiającego.

"Na głębokości ok. 1,5 metra pod posadzką znalazłem pionowy wyraźnie rzeźbiony falowany wzorek. Wydawał się cieplejszy od gładkiej powierzchni, co sprawdziłem wargami i płatkiem ucha. Rzeczywiście tak było" – wspominał Horák.

Swoim rannym towarzyszom kapitan nie powiedział, co znalazł na końcu korytarza, przynosząc im jedynie złapane nietoperze. O jego eskapadzie nie dowiedział się też baca Slávek. Kiedy 27 października umarł we śnie ranny w brzuch Martin, Horák podjął decyzję o opuszczeniu jaskini i dołączeniu do większego oddziału. Dzień później po raz ostatni odwiedził szyb, zostawiając tam po sobie pamiątkę.

"Czy jest tam coś więcej prócz tego półksiężycowego szybu?" – zastanawiał się we wspomnieniach. "W jaki sposób i kto wcisnął to coś w górską ścianę? Czy to skamieniały wytwór człowieka? Czy jest jakaś prawda w legendach, jak ta podana przez Platona, w której mowa o dawno zaginionych cywilizacjach dysponujących magicznymi technologiami?" – pytał.

 

 

Cud natury czy atlantydzki artefakt?

 

Co mógł odnaleźć enigmatyczny emigrant? Są dwie główne hipotezy. Pierwsza zakłada, że był to unikalny twór, niemal cud geologiczny, którego Horák nie rozpoznał. Panowie Leśniakiewicz i Jesenský w swojej książce przywołują opinię znanego podróżnika i speleologa, kierownika wypraw PAN, Macieja Kuczyńskiego, który był właśnie tego zdania.

Horák musiał być jednak świadomy, iż jego opowieść wzbudzi podobne komentarze, gdyż odnotował: "Księżycowy Szyb nie mógł powstać wskutek rozpuszczenia pokładu wapieni leżącego między równoległymi warstwami rogowca. Jestem do tego wniosku nastawiony sceptycznie, ponieważ ściany struktury miały charakter jednolity i homogeniczny" – pisał, stojąc na stanowisku, że ewidentnie wyglądało to na jakiś projekt inżynieryjny.

Właśnie to brała pod uwagę druga hipoteza zakładająca, że szyb jest dziełem zaawansowanej technicznie cywilizacji, która istniała na Ziemi w bardzo zamierzchłej przeszłości. Być może jest to pozostałość po jakimś magazynie, kopalni albo jeszcze innego typu instalacji.

Co ciekawe, w polskich górach, ale też innych miejscach kraju, występują liczne podania o pustych podziemnych przestrzeniach. Współczesne legendy mówią o takowych w okolicach Babiej Góry. Pan Leśniakiewicz przypomina także opowieść z XIX w., zgodnie z którą w paśmie magurskim miała zostać odnaleziona "bezdenna dziura", z której wydobywał się nieznośny smród. W podobne historie obfituje także Jura Krakowsko-Częstochowska. Legendarne podziemne korytarze, ponoć kiedyś dostępne dla ludzi, mają rozciągać się pod zamkiem Olsztyn, w pobliżu rezerwatu Zielona Góra i wsi Kusięta k. Częstochowy, a także Trzebniowa k. Żarek. W ostatnim przypadku legendy mogły narodzić się w związku z istniejącymi w pobliżu, najdłuższymi na Jurze, jaskiniami.

Czy Horák zasugerował się folklorem, tworząc swą opowieść, na której (jak to się zdarza w Ameryce), chciał zwyczajnie zarobić? Nie będzie odkrywczym stwierdzenie, że jego prawdomówność może potwierdzić jedynie znalezienie Księżycowego Szybu. Co ciekawe, w ostatnich latach rozchodziły się pogłoski, iż komuś udało się tego dokonać. Źródłem najciekawszych był wspomniany Ted Phillips – amerykański badacz zjawisk niezwykłych, specjalizujący się w naukowej analizie śladów pozostawionych przez UFO. Ten stroniący od uwagi człowiek przyznał, że znalazł wejście do jaskini podczas wyprawy w 2001 r.

– Twierdzi, że znalazł jaskinię na obszarze L’ubohnianskiej vrhoviny – mówi pan Leśniakiewicz. – Pokazał nawet zdjęcia. Zdjęcia jak zdjęcia – przedstawiają wejście do jaskini i stok, na którym się ono znajduje, ale nie ma żadnych fotografii z wnętrza. Przynajmniej ja takowych nie widziałem.

Phillips jest jednak człowiekiem dość enigmatycznym i powściągliwym. Twierdził, że w znalezieniu szybu pomogły mu prace czeskiego geologa, który miał wykryć anomalię magnetyczną na stoku pod komnatą. Amerykanin dodał, że do jaskini próbował wejść, ale wyglądała na niebezpieczną. Co więcej, według niego, pieczę nad tajemniczym zabytkiem sprawuje (prawdopodobnie rosyjski) wywiad.

Krótka historia z pamiętnika przerodziła się, jak widać, w dziwaczną i pełną dwuznacznych tropów epopeję, w której stawką jest odkrycie tworu mogącego zmienić historię ludzkości.

– Osobiście uważam, że jaskinia ta znajduje się w okolicach pomiędzy Muszyną, Piwniczną a Krynicą i że jest to któraś ze znanych jaskiń, a wszystkie te cudowności, które opisał dr Horák, są jedynie "upiększeniem" – stwierdza Robert Leśniakiewicz, który prowadzi poczytny blog. – Wskazują na to niektóre przesłanki w jego relacji pozwalające wysunąć hipotezę, że przedostał się on na tereny zamieszkane przez Łemków i tam się ukrywał. Tam też należy jej szukać.

Jeśli jakiś eksplorator–szczęśliwiec trafi kiedyś na pęknięcie w metalowej ścianie, czeka go nie tylko wieczna sława, ale i pozostawiona przez dr. Horáka butelka z podpisanym rzemykiem umieszczonym w zgiętej złotej blaszce zegarka. Co ciekawe, zaraz po wojnie Horák wrócił w okolice jaskini i skupił się na poszukiwaniu na stoku innych wejść do półksiężycowej komory, w której – jak pisał – dało się czuć tchnienie czegoś nieznanego.

"Jestem trzeźwo myślącą osobą z wykształceniem akademickim, ale muszę przyznać, że między tymi czarnymi satynowymi i zakrzywionymi z matematyczną precyzją ścianami czułem ducha niezwykle dziwnej i mrocznej siły…" – pisał.

Dojścia od góry jednak nie znalazł. Zmarł w Ameryce w 1976 r.

_____________________

Cytaty pochodzą z:

Horák A., The Moonshaft, NSS News, marzec 1965.

Leśniakiewicz R., Jesenskỳ M., Tajemnice Księżycowej Jaskini, Cockatoo/Warszawa 2006.
Autor: Piotr Cielebiaś

Źródło


  • 11



#2

Anunnaki.
  • Postów: 540
  • Tematów: 10
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

To chyba  jakiś fake news, nie wszystko trzyma sie kupy, brak zdjęć i dowodów że ta jaskinia faktycznie istnieje,gość może też zwodzić na manowce i ukrywać  właściwe znalezisko.

 

TT.


  • 0

#3

Zaciekawiony.
  • Postów: 7545
  • Tematów: 77
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Praktycznie nic w tej historii się nie zgadza. Dziwię się że Leśniakiewicz napisał o tym aż trzy książki. Kiedyś zresztą badałem temat - publikacja na której wszyscy się opierają w ogóle nie ukazała się w wymienionym czasopiśmie speleologicznym, co oznacza że pierwszym miejscem jej pojawienia się, jest książka francuskiego ufologa. Skoro skłamał w sprawie miejsca z którego ją wziął, to pewnie zmyślił całą resztę. Rzecz w tym, że łatwo się kłamie o dalekich krajach, z którymi nie łatwo się skomunikować. Słowacja za Żelazną Kurtyną była do tego idealna.

 

Podobnie wygląda sprawa lądowania UFO na Wolinie w latach 40.


  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u