Skocz do zawartości




Zdjęcie

Dolores Cannon - Kosmiczni Ogrodnicy


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
13 odpowiedzi w tym temacie

#1

Eury.

    Researcher

  • Postów: 3467
  • Tematów: 975
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 108
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Dolores Cannon - Kosmiczni Ogrodnicy

Fragmenty książki:
Kosmiczni Ogrodnicy
(Keepers of the Garden / wyd. orygin. 1993)


Dołączona grafika




~~~~~

:arrow: Wstęp

:arrow: Część 1

:arrow: Część II

:arrow: Część III

:arrow: Część IV


  • 0



#2

Eury.

    Researcher

  • Postów: 3467
  • Tematów: 975
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 108
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Wprowadzenie


Istoty pozaziemskie żyją na Ziemi, wśród nas. Nie możemy już uważać ich za Obcych zamieszkujących odległe gwiazdy, czy też krążących wokół naszej planety w statkach kosmicznych. Są tutaj, pośród naszych przyjaciół, sąsiadów, nawet wśród naszych krewnych. Wszyscy jesteśmy spokrewnieni, ponieważ to właśnie istoty pozaziemskie były naszymi przodkami. Ich krew płynie w naszych żyłach. Jesteśmy braćmi istot z gwiazd, tak samo jak jesteśmy braćmi zwierząt i wszystkich istot żyjących na Ziemi. Do powyższych wniosków doszłam po roku intensywnej pracy, prowadzonej właśnie z taką gwiezdną istotą. Nawiązałam z nią kontakt dzięki hipnozie. Zajmuję się bowiem regresją hipnotyczną. W swej pracy regularnie podróżuję w czasie i przestrzeni, by poznać przeszłość Ziemi oraz jej historię. Jednak do momentu rozpoczęcia pracy z Philem D. nie odwiedzałam – w trakcie regresji hipnotycznej – innych planet. Muszę przyznać, że zawsze tego pragnęłam. Wydawało mi się, że taka podróż jest nie mniej prawdopodobna niż to, czego już doświadczyłam w mej pracy. Byłam niemal pewna, iż niektórzy ludzie żyli kiedyś gdzieś indziej, poza Ziemią, i że pamiętają tamte wcielenia. Ta idea fascynowała mnie. Niestety, na mej drodze poznania nie pojawił się obiekt badań, do którego tęskniłam. Sądziłam zresztą, że ludzie z doświadczeniami życia pozaziemskiego to rzadkość. Nie rezygnowałam jednak ze swych dążeń. Zakładałam, iż pracując z wieloma osobami wreszcie trafię na tę dla mnie właściwą albo to ona mnie odnajdzie (to przypuszczenie okazało się trafne). Niełatwo bowiem rozpoznać gwiezdną istotę. Ludzie tego typu są doskonale zakamuflowani. Sami nie zdają sobie sprawy ze swej prawdziwej natury. Chroni ich (i maskuje) własna podświadomość.

W momencie rozpoczęcia mej niezwykłej i zaskakującej podróży byłam negatywnie nastawiona do istot pozaziemskich. Zakładałam, jak my wszyscy zresztą, że Obcy są istotami złymi i przerażającymi. Taki sposób myślenia jest dla nas naturalny. Boimy się bowiem wszystkiego, czego nie możemy zrozumieć. W trakcie pracy jednak, z zaskoczeniem odkryłam, iż obraz Obcych wykreowany przez kino, telewizję, prozę fantastycznonaukową jest z gruntu fałszywy. Po prostu, przez lata byliśmy poddawani praniu mózgów. Zrozumiałam to i przezwyciężyłam strach oraz negatywne emocje. Powinniśmy bowiem zrozumieć, że tak naprawdę, w naszych wnętrzach, w duchu i umyśle, nie ma różnic między ludźmi i istotami pozaziemskimi. Nie ma różnic, jest tylko brak zrozumienia.

Moja praca z Philem rozpoczęła się przez przypadek, o ile oczywiście cokolwiek można nazwać przypadkiem. Jako specjalistka w sferze regresji hipnotycznej, spotykałam się z wieloma osobami, które w trakcie seansu hipnozy pragnęły poznać swe życie w przeszłych wcieleniach. Z doświadczenia wiem, iż nie istnieje jakiś szczególny typ ludzi, z którym pracuje się najlepiej. Prowadziłam sesje z bardzo różnymi osobami, wywodzącymi się z różnych środowisk oraz warstw społecznych. Łączyło ich pragnienie zweryfikowania możliwości reinkarnacji, -choć każdy miał ku temu własne powody.

[...]

Phil okazał się przystojnym, ciemnowłosym, 28-letnim mężczyzną. Był spokojny i – jak przypuszczałam – raczej nieśmiały. Później przekonałam się, że ta pozorna nieśmiałość jest po prostu spokojną pewnością siebie. Zajmował się naprawami sprzętu elektronicznego. Prowadzi* własny warsztat, na który przeznaczył garaż przy domu rodziców. Pochodził z rodziny wielodzietnej, był jednym z pięciorga dzieci, i mieszkał z rodzicami. Wyjątkowe w nim było tylko to, że miał brata bliźniaka. Później, w trakcie naszych spotkań, dowiedziałam się o nim znacznie więcej. Nie interesował się dziewczętami i nie wszedł w żaden poważny, stały związek partnerski. Dziwiło mnie to, gdyż był atrakcyjnym mężczyzną. Jakiś czas służył w marynarce wojennej, gdzie poznał tajniki elektroniki. Większość ludzi pyta mnie, jaki system wierzeń wyznaje ten niezwykły pacjent. Niektórzy twierdzą, iż osoba o tak zadziwiających możliwościach musi być nieortodoksyjna. Jest to dalekie od prawdy. W mej pracy zetknęłam się z ludźmi różnych wyznań. Rodzaj religii pacjenta ma niewielki wpływ na informacje, które uzyskuję w trakcie regresji hipnotycznej. Na przykład Phil został wychowany w tradycji katolickiej. W dzieciństwie był ministrantem w kościele parafialnym, aktywnie uczestniczył w mszach świętych, pogrzebach oraz uroczystościach religijnych. Do czternastego roku życia uczył się w katolickiej szkole prowadzonej przez siostry zakonne i świetnie poznał katechizm. Trzeba przyznać, że tak ukształtowanemu człowiekowi dość trudno jest myśleć o reinkarnacji jako o realnej idei. Phil jednak interesował się sprawami duchowymi, był otwarty na nowe idee, dużo czytał i z czystej ciekawości chciał spróbować regresji hipnotycznej. Był dla mnie bardzo miły i pozytywnie nastawiony do hipnozy.

Pierwsza sesja z Philem przebiegła dokładnie tak, jak przypuszczałam. Dosyć łatwo wszedł w trans, średniej głębokości, ale nie był zbyt komunikatywny. Mówił, a właściwie mamrotał, niewyraźnie. Nie mogłam nawet zrozumieć, czy na moje pytanie odpowiada “tak" czy “nie". Nie byłam tym zaskoczona, gdyż taka sytuacja powtarzała się w mojej pracy bardzo często. Zrelaksowani pacjenci mówią wolno i niewyraźnie, jakby we śnie. Są zaabsorbowani tym, co widzą i czują. Trzeba na siłę wyciągać z nich informacje. Dlatego wolę pracować z somnambulikami, którzy są bardziej komunikatywni i chętni do współpracy.

W czasie pierwszej sesji Phil doświadczał nudnego i monotonnego życia człowieka wędrującego po pustyni w poszukiwaniu wody. Kiedy wyszedł z transu powiedział, że naprawdę czuł pragnienie, upał, uciążliwości suchego klimatu. Dla mnie, były to typowe cechy pierwszej sesji. Pacjenci odkrywają wspomnienie zwykłego, prostego życia, jakie kiedyś prowadzili. Według słów Phila, jego wrażenia podczas transu były bardzo żywe, realistyczne, ale był tak zrelaksowany, że mówienie do mnie sprawiało mu trudność. Po seansie stwierdził też, iż wie, co oznacza starość, ponieważ czuł zbliżający się koniec życia, wielkie zmęczenie, swój podeszły wiek.

Phil był zafascynowany swymi doświadczeniami i chciał powtórzyć sesję. Skłamałabym, jeślibym powiedziała, że równie entuzjastycznie chciałam kontynuować tę współpracę. Trudno było uzyskać od niego jakieś informacje. Wolałam pracować z ludźmi, którzy są bardziej spontaniczni i rozmowni. Jednak zgodziłam się na kolejną sesję, ponieważ nie chciałam zniechęcać go do duchowych poszukiwań. Nie odmawiam nikomu następnej szansy. Przecież nie wiem, co tak naprawdę kryje się wewnątrz danego człowieka. Tak więc, ustaliliśmy termin drugiego spotkania. Przypuszczałam, że ciekawość Phila zostanie zaspokojona po kilku sesjach i wtedy będę mogła rozejrzeć się za bardziej obiecującym pacjentem.

[...]

W trakcie drugiej sesji Phil był bardziej rozmowny. Opowiadał o życiu w Monachium, podczas II wojny światowej. Wraz z innymi Żydami pracował w cywilnej służbie rządowej. Ich rodziny zostały wymordowane. Grupę Żydów pozostawiono przy życiu ze względu na szczególne umiejętności, przydatne Rzeszy. Musieli nosić opaski, które identyfikowały ich jako Żydów. Phil uważał te opaski za zniewagę i upokorzenie. W tamtym życiu był kreślarzem i nazywał się Karl Brecht. Zajmował się tajnymi projektami baz łodzi podwodnych. Były to informacje ściśle tajne, więc nie mówił o nich zbyt dużo. Chociaż grupa Żydów pracowała dla Niemców, ci traktowali ich bardzo okrutnie – bili i poniżali przy każdej okazji. Phil czuł się upokorzony i rozgoryczony. Opowiedział też o swym spotkaniu z Hitlerem. Widział go na paradzie. Phil stwierdził, iż Hitler sprawiał wrażenie człowieka szalonego. Alter ego Phila, Karl, zginął wraz z innymi podczas lotu samolotem w pobliżu granicy z Francją. Zostali zestrzeleni przez francuskie siły obrony powietrznej. Samolot, którego miejscem docelowym była baza łodzi podwodnych, rozbił się w centrum jakiejś wioski.

[...]

W czasie trzeciej sesji doświadczał życia jako kobieta. Opowiadał o starożytnej kulturze, koncentrującej się wokół wielkiej piramidy, zlokalizowanej prawdopodobnie gdzieś w Ameryce Południowej. Wiele informacji dotyczyło kapłanów i rodzaju kultu tam rozpowszechnionego. Phil opisał mi interesującą ceremonię związaną ze śmiercią królowej. Kobietom ze świty królowej podano narkotyki, a potem każdą z nich pchnięto nożem w serce. Kobiety dobrowolnie godziły się na śmierć, gdyż uważały za zaszczyt pochowanie wraz z królową. Pragnęły też podążyć za swą panią po śmierci. Podczas tej sesji Phil doświadczył także macierzyństwa. To naprawdę niezwykłe uczucie oglądać mężczyznę, który przeżywa wszystkie uczucia i emocje, jakich doznaje kobieta w czasie porodu. Phil zginął (zginęła?) w trakcie inwazji Hiszpanów na osadę.

Obserwowałam Phila, jego ekscytację, cierpienie, lecz dla mnie były to typowe zachowania i reakcje. Jednakże na początku trzeciej sesji zdarzyło się coś niezwykłego. Jak wspominałam, w pracy wykorzystywaliśmy metodę windy. Na początku trzeciej sesji, gdy winda się otworzyła, Phil zobaczył jakiś nieznany krajobraz; jakieś kontury na horyzoncie. Były to ciemne, spiczaste, masywne kształty, wyraziście odcinające się na tle czerwonego nieba. Kiedy Phil ujrzał ten krajobraz, odczuł silny dyskomfort psychiczny. Poczuł niepokój i chciał uciec z tego piętra. Stwierdził, że chce wrócić do windy i pojechać na inne piętro. Nie zmuszam nikogo do poznawania poszczególnych poziomów, więc pozwoliłam mu wrócić. W ten sposób buduję zaufanie między mną i pacjentami. Pozwalam im robić to, czego pragną, iść tam, gdzie czują się najbezpieczniej. Pacjenci sądzą wówczas, że to oni mają kontrolę nad przebiegiem sesji. Wiem z doświadczenia, że jeśli pacjent wyczuwa istotność jakiegoś elementu przeszłości, to do niego wróci, ale z własnej woli. Byłam jednak bardzo ciekawa, w jakim miejscu znalazł się Phil. Jego opis nie pasował do żadnego znanego mi miejsca. Kiedy wyszedł z transu, zapytałam go, dlaczego nie chciał badać tego poziomu.


Dołączona grafika


Phil nie wiedział, gdzie przebywał. W tym krajobrazie było coś dziwnego, obcego; coś, czego nie rozumiał. Pamiętał ostre, spiczaste kontury. Po prawej stronie zauważył strzelisty szczyt, jakby iglicę, na którym znajdował się jakiś kolisty element. Przychodziło mu do głowy tylko jedno porównanie: ogromny donut (pączek z dziurką w środku) nałożony na szczyt masywnej skały (patrz rysunek). Phil powiedział też: “Coś mnie zaniepokoiło. Nie chciałem tam być. Miałem takie dziwne uczucie, mroczne... Ogarnęła mnie jakaś ciemność... ciemność, której nie można zmienić. Dziękuję, że nie zmuszałaś mnie, bym badał ten poziom, że pozwoliłaś mi wrócić do windy. Nie wiem dlaczego, ale poczułem się w niej bezpieczniej."

Według mnie, w tej scenie było coś nieziemskiego. Gdzie był Phil i dlaczego ta scena, tak go poruszyła? Prawdopodobnie, jego podświadomość na ułamek sekundy odsłoniła przed nim inny świat. Dopiero kilka tygodni później odkryliśmy znaczenie tej sceny i powody, dla których Phil nie chciał badać nieznanego krajobrazu.

[...]

Tak więc, kontynuowałam sesje z Philem, nie zarzucając jednocześnie pracy z innymi pacjentami. Przeczuwałam, że we wspomnieniach Phila kryje się coś niezwykłego, nad czym warto pracować. Nie przypuszczałam jednak, jak niezwykła przygoda nas czeka...
  • 0



#3

Eury.

    Researcher

  • Postów: 3467
  • Tematów: 975
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 108
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Zapis z sesji regresyjnej #1


Po kilku tygodniach pracy, w trakcie sesji, Phil znowu stanął przed dziwnym, niepokojącym krajobrazem. Zobaczył pustkowie oraz ostre, ciemne zarysy na tle czerwonego nieba. Jego podświadomość uznała widocznie, że nadszedł czas, by stanął twarzą w twarz ze wspomnieniami, których przebłyski pojawiły się podczas wcześniejszych sesji. Tym razem, Phil zdecydował się na wyjście z windy. Na poznanie tego poziomu i odnalezienie przyczyny odczuwanego niepokoju. Wiedział, że jeśli nie będzie czuł się dobrze w tym otoczeniu, to pozwolę mu wrócić do windy. Dawało mu to poczucie bezpieczeństwa w tym obcym środowisku. Tak więc, wszedł na niezwykły teren i natychmiast przytłoczyło go uczucie wielkiego smutku. Opisał mi oglądany krajobraz:

P: Wieje wiatr... jest tu piasek i pył. Czuję to i widzę. Niebo ma czerwono-pomarańczowe zabarwienie. Stoję na zewnątrz statku kosmicznego. W miejscu naszego lądowania powietrze jest przejrzyste. Patrzę na szczyt, po mojej prawej stronie.

Z powyższego opisu wywnioskowałam, że nie dotyczy on żadnego miejsca na Ziemi. Miał dla mnie definitywnie pozaziemski charakter. Wzmianka o statku kosmicznym upewniła mnie, że Phil doświadcza życia poza naszą planetą. Chyba wreszcie spełniło się moje marzenie o poznaniu innych światów.

Szczyt wspomniany przez Phila był oczywiście tym dziwnym monolitem, jaki zauważył podczas poprzednich sesji. Wyróżniał się spośród reszty charakterystycznym, okrągłym obiektem otaczającym jego wierzchołek.


Phil kontynuował opowiadanie:


P: Po prawej stronie widzę jakieś budynki, jakby chaty. To były magazyny... (smutnym tonem) teraz są puste.

D: Czy jest z tobą ktoś jeszcze?

P: (Jego głos wciąż wyrażał głęboki smutek) Tylko ci w statku kosmicznym. Przylecieliśmy tu, by uzupełnić zaopatrzenie i sprawdzić kondycję grupy naukowców, którzy przebywali na tej planecie. Byli kolonistami z naszej planety. Kursujemy po ustalonych szlakach handlowych, a ta planeta leży przy “bocznej drodze" – by tak powiedzieć – w odległej i odizolowanej części galaktyki. Naukowcy przebywali tu w celach poznawczych. Nie była to kolonia w ścisłym znaczeniu tego słowa.

D: Czy wiesz, jak długo naukowcy przebywali na tej planecie ?

P: Nie mierzymy czasu w ziemskich latach. Oni byli tu przez siedem chronometrów. Nie potrafię wyjaśnić, czym są chronometry.

D: Czy to długo?

P: Gdy żyje się na tej planecie – tak.

D: Ile czasu minęło od waszej ostatniej wizyty na tej planecie ?

P: Przylatujemy z zaopatrzeniem co dwa chronometry.

D: Czy ci naukowcy byli ochotnikami?

P: Tak, sami zgłosili się do tej pracy. Nikt ich nie zmuszał.

Chociaż chciałam usłyszeć historię naukowców i odnaleźć przyczynę smutku, który gnębił Phila, z czystej ciekawości

zapytałam o wygląd istot ze statku kosmicznego. Powiedział, że są niewysokie, mają nieproporcjonalnie duże i łyse głowy, słabą muskulaturę oraz jasną skórę.

D: Czy te istoty przypominają ludzi pod względem fizycznym? Czy mają, na przykład, system krążenia?

P: Są podobne do ludzi, tak. Mają dwie ręce i dwie nogi, oczy, uszy i usta, chociaż nie mają nosa. Nie potrzebują nosa. Jego brak to wynik ewolucji. Ich usta są wąskie i trochę przypominają rurki. Przede wszystkim służą do wciągania powietrza. Nie mają języka ani aparatu głosowego, ponieważ porozumiewają się telepatycznie.

Opis ten brzmiał nieco niepokojąco, ale Phil nie wydawał się niespokojny. Po sesji powiedział, że w towarzystwie obcych istot czuł się bezpiecznie.

D: Czy ci ludzie się odżywiają?

P: Tak. Wciągają pożywienie przez usta.

D: Czy są wśród nich mężczyźni i kobiety? Czy są dwupłciowi?

P: Jesteśmy androgyniczni, wszyscy przedstawiciele tej rasy.

Nie do końca zrozumiałam tę wypowiedź. Nie wiedziałam, czy są to istoty mające cechy dwu płci, hermafrodyci, czy też nie mają zdefiniowanej płci. Na pewno jednak istoty rozmnażały się w inny sposób, niż ludzie.

P: Jesteśmy czymś więcej niż zwykłą kombinacją obu płci, zestawieniem żeńskich i męskich cech charakterystycznych.

D: Intryguje mnie to. Jak przebiega proces reprodukcji istot androgynicznych? A może żyją tak długo, że nie muszą się rozmnażać?

P: Faktycznie, żyją dość długo, ale nie wiecznie. Dlatego istnieje potrzeba prokreacji. Po prostu, odgrywamy określone role. Podział na płcie nie jest jednak tak ostateczny i wyraźny, jak na Ziemi.

Moja ciekawość została tymczasowo zaspokojona, wiec wróciłam do historii Phila.

D: Powiedziałeś, że celem waszego przybycia na planetą było uzupełnienie zapasów w bazie naukowców. Gdzie są ci naukowcy?

P: (Ze smutkiem) Wszyscy, z wyjątkiem jednego, zostali pochowani. Było ich dwunastu. A teraz wszyscy, poza jednym, leżą w ziemi. Ten, który przeżył wszystkich, wziął na siebie obowiązek pogrzebania ciał kolegów. On jednak też zmarł. Jego szczątki leżą na powierzchni, przy grobach innych naukowców.

D: Czy wiesz, co im się przydarzyło?

P: Tak. Monolit, szczyt, zawiera telepatyczne zapisy wydarzeń, które rozegrały się w bazie. Zmarli z głodu i pragnienia, by posłużyć się ziemskimi kategoriami. To była powolna i bolesna śmierć.

Dlaczego te wspomnienia wzbudzały kiedyś w Philu niechęć i niepokój? W trakcie opowiadania tej historii widziałam jego cierpienie, słyszałam smutek i ból w jego głosie. Zasugerowałam mu, że nie będzie odczuwał niepokoju związanego z tymi doświadczeniami. Takie zapewnienie często pomaga odkryć równie bolesne wspomnienia.

D: Czy ci naukowcy mogli sami zdobyć pożywienie, korzystając z bogactw naturalnych planety?

P: Na tej planecie nie ma nic, co mogłoby utrzymać ich przy życiu. Wyobraź sobie bazę na pustyni. Tam było podobnie. Tylko skały i jałowa gleba, tak jałowa, jak najbardziej nieurodzajne obszary Ziemi. Naukowcy poszukiwali tam złóż minerałów. To był cel ich pracy.

D: Powiedziałeś, że umarli z głodu i pragnienia. Innymi słowy, na tej planecie nie znaleźli wody czy też innych płynów?

P: Dokładnie tak. Nie mieli niczego. Nigdy by do tego nie doszło, gdybyśmy przylecieli w wyznaczonym czasie. Ale nasz statek miał awarię. Zepsuł się zaraz po wyjściu ze stacji kosmicznej. Awaria była bardzo poważna. Tak poważna, że nie mogliśmy dokonać naprawy we własnym zakresie, na miejscu. Musieliśmy wrócić na stację. Z tego powodu mieliśmy spore opóźnienie. Pracowaliśmy wtedy “na odległość", tak jak ty na Ziemi, czyli wyruszaliśmy ze stacji w różne rejony kosmosu. Oczywiście, prędkość, jaką rozwija nasz statek jest nieporównanie większa niż możliwości waszych pojazdów, pokonujemy więc większe odległości w krótszym czasie. Posługuję się kategoriami przynależnymi do 1984 roku. Określam w ten sposób zarówno czas, jak i przestrzeń. Muszę jakoś zintegrować te dwa czasy, rozumiesz, ponieważ wciąż jestem osobą, która przebywa w tym pokoju, razem z tobą. Muszę określić i wyjaśnić różnice dotyczące pojęć czasu i innych zjawisk. Uczę się tego.

Zdziwiła mnie ta wypowiedź. Jeszcze nigdy, żaden pacjent w stanie regresji hipnotycznej nie był w stanie porównywać czasu, którego doświadczał w trakcie hipnozy, z teraźniejszym życiem (chyba że pozostawał w lekkim transie). Nie zdarza się to w głębokim transie, byłam więc zaskoczona słowami Phila. Zazwyczaj moi pacjenci pogrążeni w tak głębokim transie, jak Phil podczas tej sesji, całkowicie oddają się przeżyciom poprzednich wcieleń. Nie istnieje dla nich teraźniejszość. Dopiero później, w ciągu następnych sesji z Philem, odkryłam, że stykam się z zupełnie innym typem energii niż dotychczas. Z każdą następną sesją zjawisko to stawało się bardziej wyraziste. Stwierdziłam nawet, że podobne porównania mogą być pomocne dla mnie i Phila. Gdyby nie to, mogłabym zagubić się w opowieściach, których fragmenty są dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Tego aspektu podróży na inne planety nie wzięłam wcześniej pod uwagę. Nie pomyślałam, że pacjent nie będzie w stanie przekazać mi swoich doznań, ponieważ nie odnajdzie odpowiedniego klucza komunikacji: porównań czy przenośni.

D: Nawet jeśli opóźnienie waszego statku spowodowało śmierć naukowców, to przecież nie możesz się za to winić. Nie można było temu zaradzić.

P: Wiem o tym, ale wcale nie jest mi lżej. Nie mam poczucia winy. Czuję natomiast głęboki smutek. Żal i smutek.

D: Co teraz zamierzacie zrobić?-

P: (Z westchnieniem) Dyskutujemy, czy zostawić ciała naukowców na tej planecie, czy też zabrać je do domu. Chyba je zostawimy. Pozwolimy im leżeć w tej ziemi. Sądzimy, że takie byłoby życzenie tych naukowców. Według nas, poświecili swoje życie tej misji. Decydujemy się pozostawić ich szczątki na planecie. Dokonujemy pochówku dwunastego członka misji, którego ciało leżało na powierzchni. Zabieramy ze sobą zapisy telepatyczne zawarte w monolicie oraz próbki zgromadzone przez naukowców. Wszyscy zgadzamy się w jednej sprawie: nie powinno się lokalizować baz i kolonii w tak odizolowanej części galaktyki. Podobna tragedia nie może się powtórzyć.

D: Wiesz jednak, jacy są odkrywcy i pionierzy. Zawsze chcą dążyć jak najdalej.

P: Nie moglibyśmy nikomu zabronić prac badawczych na odległych planetach. To naukowcy podejmują decyzję; robią to, czego pragną, a my zapewniamy im wsparcie. Ale jako osoby zajmujące się zaopatrzeniem sądzimy, że bazy nie powinny być zakładane dalej, niż to konieczne.

Nie chciałam, by Phil przeniósł poczucie winy do teraźniejszego życia. Zawsze się staram, aby żadne uczucia z poprzednich wcieleń nie wywarły negatywnego .wpływu na teraźniejszość.

D: Chcę, abyś zrozumiał, że nie jesteś winny tej tragedii. Nie ponosisz winy za to, co się wydarzyło. Wiesz to, prawda? Nie ponosisz żadnej odpowiedzialności za to zdarzenie.

P: Rozumiem.
  • 0



#4

Eury.

    Researcher

  • Postów: 3467
  • Tematów: 975
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 108
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Zapis z sesji regresyjnej #2


Praca z Philem wydawała mi się coraz bardziej obiecująca. Wiedziałam, że robimy postępy. Odkrył już swoje życie jako członek załogi statku kosmicznego, który wylądował w wymarłej bazie naukowców, badających nie zamieszkaną planetę. W końcu pozwolił wyjść swym wspomnieniom z ukrycia. Jego podświadomość przekonała się, że te wspomnienia nie czynią mu krzywdy, więc nowe informacje napływały szybko i gwałtownie, a nie tak, jak na początku. Miałam wrażenie że Phil przełamał wszelkie bariery i nie może się doczekać, by opowiedzieć mi o wszystkich swoich doświadczeniach. Nic go już nie wstrzymywało – konsekwentnie parł do przodu.

Tak więc, kiedy podczas następnej sesji znalazł się w obcym, dziwnym mieście ze strzelistymi budynkami, natychmiast postanowił poznać ten poziom. Zdecydowanie wyszedł z windy na spotkanie innego świata. Wykorzystałam to, by nawiązać rozmowę z obcym i poznać szczegóły jego życia na innej planecie.

P: Znowu stoję u granic miasta. Otacza mnie zielona trawa; miasto widzę wyraźnie. Widzę centrum. Mieszka tu wiele osób. Żyłem i mieszkałem tu już wcześniej, wiele razy, w poprzednich wcieleniach. Budynki mają kształty okrągłych wież – to nadrzędny motyw architektoniczny. Mają jednak różne rozmiary i wysokości. Łączą się w grupy, jakby osiedla. Budynki mają okna na różnych poziomach. Nie są takie same. Niektóre spełniają funkcje magazynów czy sklepów. Są okrągłe i niskie (patrz rysunek). Wyższe budynki to domy mieszkalne. Zewnętrzne ściany zrobiono ze srebrnego metalu wydobywanego na tej planecie. To nie jest srebro, tylko wygląda jak srebro, dlatego mówią “srebrny metal". Jest srebrzysty i dzięki temu ściany domów lśnią i błyszczą w promieniach słonecznych. Kiedy ten metal jest oczyszczony do tego stopnia, jak w konstrukcjach mieszkalnych, wykazuje się niezwykłą giętkością. Łatwo go kształtować, nawet w temperaturze pokojowej, jakbyśmy to powiedzieli na Ziemi.

Dołączona grafika


D: Czy ten metal ma jakiś odpowiednik na Ziemi?

P: Składnikiem tego metalu mogłoby być aluminium. Ma on jednak takie składniki, minerały, jakie występują na tej planecie, a nie ma ich na Ziemi. Ale aluminium jest pewnym odpowiednikiem. Ten metal pokrywa tylko zewnętrzne ściany domów. Rdzeń konstrukcji, szkielet domu, zbudowany jest ze sztywniejszych i twardszych metali. Ten stop przypomina stal. Z niego budowane są ściany, podłogi, sufity. Dopiero na końcu budowy, na zewnętrznych stronach budynków kładzie się srebrzysty, błyszczący metal.

D: Dlaczego zewnętrzne ściany powinny błyszczeć?

P: Właściwie, nie ma ku temu powodu. Taki jest styl architektoniczny i tutejszym mieszkańcom się podoba. W tym społeczeństwie panuje zgodność. Zasada jest taka, że jeśli coś jest akceptowane przez większość, to tak się robi. Nie każdy musi się na to zgodzić; ale zazwyczaj panuje tu niemal jednomyślność.

D: Brzmi to pięknie, ale może jednak mają jakieś funkcjonalne powody, by wykładać ściany domów srebrzystym metalem.

P: W tym wypadku funkcjonalność jest drugorzędna. Chodzi o estetykę.

Stwierdziłam, że nadszedł czas, by dowiedzieć się czegoś więcej na temat tej planety. Zapytałam Phila, czy widzi słońce.

P: Tak, widzę. Tu jest podobnie, jak na Ziemi. Chociaż, nie ma zbyt wielu wzgórz. Przeważającą część planety stanowią równiny. Narodziny tej planety nie były tak gwałtowne, jak Ziemi. Ma ona dwa księżyce. Niebo jest lekko zielonkawe. Mamy tu wodę i wiatr, i rośliny, i drzewa. I strukturę społeczną (słowo niejasne: nefer). Mieszkańców planety można by nazwać ludźmi. Właściwie, oni należą do rasy ludzkiej, choć nie wyglądają jak Ziemianie. To znaczy, chodzi mi o to, że są fizycznymi istotami, mają fizyczne, materialne ciała i mieszkają na fizycznej, materialnej planecie. Są fizycznie, nie żyją w planie duchowym czy energetycznym. Chodzą w pozycji wyprostowanej, mają podobny do ludzkiego system krążenia i oddychania.

D: Czy mają ramiona, dłonie i nogi?

P: Tak, mają dwie nogi, dwie ręce i po pięć palców u każdej z dłoni. Ich palce są podobne do ludzkich, tylko znacznie dłuższe i bardziej smukłe. Istoty te różnią się jednak od nas wyglądem. Są wysokie i smukłe, mają inne uszy – a raczej coś w rodzaju uszu – ich ciała są nieowłosione. Ich skóra jest lekko błyszcząca; w porównaniu z ludzką – twarda i gruba, ale jednocześnie bardzo giętka. Mają bardzo jasną karnację, bardzo jasną. Wydaje mi się, że mają większe mózgi, bo ich czoła są wysokie, a część mózgowa czaszki jest zdecydowanie większa, niż u człowieka. Być może, rozwój mózgu wiąże się z rozwinięciem zdolności psychicznych, wykorzystywanych przez te istoty. Mają one okrągłe, blisko siebie osadzone oczy. Dobrze widzą w ciemności.

D: Czy mają źrenice, jak ludzie?

P: Tak, brązowe, okrągłe jak koraliki. W zasadzie, działają podobnie do ludzkich.

D: Będę nazywać ich ludźmi. W jaki sposób komunikują się ci ludzie? Czy mówią?

P: Znają słowa, ale zazwyczaj porozumiewają się mentalnie. Najlepszym terminem na określenie tego zjawiska będzie “empatia". Polega na wzajemnym wyczuwaniu wibracji. Niektórzy ludzie na Ziemi zaczęli już posługiwać się tą umiejętnością. Mieszkańcy tej planety posługują się telepatią, są świadomi wszystkich swoich zmysłów, szczególnie zaś – dotyku.

D: Czy to znaczy, że ich dłonie są szczególnie wrażliwe?

P: Tak, ale nie tylko ich dłonie są wrażliwe. Ich skóra jest znacznie bardziej wrażliwa, niż Ziemian. Poza tym, na ich dłoniach znajdują się obszary, dzięki którym przekazują energię. (Zapytałam o wyjaśnienie.) Energia jest przekazywana i przyjmowana przez dłonie. To przypomina działanie czakr, ale tutaj przekaźnikami energii są dłonie.

D: W jakich celach wykorzystują tę energię?

P: W bardzo różnych – do uzdrawiania, komunikacji, ruchu.

D: Powiedziałeś “komunikacja przez dłonie". Czy to znaczy, że komunikacja mentalna odbywa się za pośrednictwem dłoni?

P: Niezupełnie. Porozumiewają się dzięki telepatii, dzięki umysłom. Jednakże, wyczuwanie na odległość dokonuje się za pomocą dłoni. Istoty te umieją także poruszać przedmioty na odległość, też dzięki energii przepływającej przez dłonie.

D: Czy przypomina to lewitację?

P: Tak. To telekineza, mówiąc ściślej.

D: Czy potrafią tak działać także na bardzo duży dystans?

P: Tak, chociaż ta metoda przekazu jest najbardziej efektywna na krótkie dystanse. Przy odpowiednim treningu, doskonaleniu umiejętności, można przekazywać myśli i energię na duże odległości, nawet poza planetę.

D: Mówiłeś, że układ oddechowy tych istot jest podobny do naszego.

P: Tak, to prawda. System oddechowy jest podobny, lecz nie identyczny z ludzkim, ponieważ istoty te oddychają inną mieszanką gazów. Na Ziemi, ludzkie płuca pobierają z powietrza tlen, a przy wydechu oddają dwutlenek węgla. Na mojej planecie układ oddechowy ma inną strukturę, gdyż panuje tu inna atmosfera. Jednak istota mechanizmu oddychania jest podobna.

D: Czy gazy, którymi oddychają mieszkańcy planety mają swe ziemskie odpowiedniki?

P: Tak. W skład powietrza wchodzą: hel, azot, tlen, dwutlenek węgla. Proporcjonalny udział tych gazów w powietrzu jest jednak inny, niż na Ziemi. W ziemskiej atmosferze jest więcej helu. Gaz wydychany przez mieszkańców tej planety nie jest znany na Ziemi. Nie znam się zbyt dobrze na tych zagadnieniach, ponieważ wybrałem sobie inny zakres działalności, nie naukę.

D: Przypuszczam, że człowiek z Ziemi nie mógłby oddychać na tej planecie.

P: Zgadza się. Udusiłby się z powodu braku tlenu.

D: Czy funkcje organizmu tych istot są podobne do ludzkich?

P: Tak. Istoty te przyswajają pożywienie, trawią je i wydalają produkty przemiany materii. Mają system rozrodczy. Wiele funkcji ich organizmów przypomina sposób działania ludzkich ciał.

D: Czy dostrzegasz jakieś różnice w funkcjonowaniu organizmów obcych istot i Ziemian?

P: Nieco inaczej przebiegają procesy biochemiczne, ale nie ma jakichś znaczących różnic. Istniejące różnice wynikają z odmiennej atmosfery oraz minerałów budujących tę planetę, bo te właśnie czynniki zadecydowały o wyglądzie i funkcjonowaniu organizmów tutejszych mieszkańców.

D: Jakiej płci są ci ludzie? Męskiej, żeńskiej, a może istnieją tam jakieś odpowiedniki tego podziału?

P: Są tu kobiety i mężczyźni. Mieszkańcy planety to istoty płciowe. Dzięki prokreacji podtrzymują gatunek.

D: Czy dzieci rodzą się w podobny sposób, jak na Ziemi? Czy przebiega u nich wyrazisty proces dojrzewania?

P: Tak. My jesteśmy ludźmi i oni są ludźmi.

D: Czy “humanoidzi" nie byłoby trafniejszym określeniem?

P: Właściwie... są podobni do ludzi, poza drobnymi różnicami. Należą jednak do rasy ludzkiej – wszyscy do niej należymy. Chociaż, przedstawiciel tego gatunku wzbudziłby u człowieka przerażenie. To byłoby niesamowite i straszne zobaczyć, jak jeden z nich chodzi po ulicy ziemskiego miasta.

D: Z powodu ich wysokiego wzrostu, czy...

P: Z powodu ich wzrostu, zachowania, sposobu, w jaki się poruszają. Są zupełnie inni pod względem mentalnym. Stoją na tak wysokim szczeblu rozwoju umysłowego, rozwoju świadomości, że nie mają żadnych mechanizmów obronnych, które u nas przejawiają się w zachowaniu i gestykulacji. Na Ziemi wciąż używamy “języka ciała", co jest wyrazem głęboko zakorzenionych w świadomości mechanizmów obronnych. Nie czulibyśmy się dobrze w towarzystwie kogoś, kto jest całkowicie pozbawiony tych mechanizmów.

D: Innymi słowy, oni są absolutnie otwarci na ludzi oraz ich wibracje? Czy to właśnie miałeś na myśli?

P: Są otwarci na siebie – całkowicie otwarci.

Trudno było mi zrozumieć tę koncepcję. Widocznie, te istoty miały umiejętność dostrzegania we wszystkim prawdy. W takim razie, bez sensu byłoby udawanie czy maskowanie się. W kontaktach z tego typu osobą głównym wymogiem byłaby całkowita szczerość i uczciwość. Nic nie można by przed nią ukryć. Faktycznie, wzbudzałoby to w nas strach. Nie jesteśmy bowiem przyzwyczajeni, że ktoś zna nasze najskrytsze myśli. Uznalibyśmy taką istotę za przerażającą.

D: Sądzę, że rozumiem twoją wypowiedź. Jak długo żyją humanoidzi?

P: Średnia długość życia to 120 lat. Niektórzy żyją dłużej, inni krócej. Wciąż borykamy się z pewnymi chorobami, choć nie w tak szerokim zakresie, jak na Ziemi.

D: Czy wraz z procesem starzenia pojawiają się zmiany w wyglądzie zewnętrznym tych istot?

P: Tak. Skóra staje się cieńsza i ciemniejsza. Kości tracą wapno. Można zachorować na pewien rodzaj artretyzmu. Nie przypomina on jednak ziemskiej choroby, gdyż grawitacja na tej planecie wynosi około jednej szóstej siły przyciągania ziemskiego. Jak więc rozumiesz, waga ciał humanoidów jest inna, niż u ludzi.

D: Wspomniałeś coś o chorobach, które nękają społeczność planety. Czy wśród nich są jakieś szczególnie niebezpieczne?

P: Czy chodzi ci o przeszłość czy teraźniejszość?

D: Cóż, powiem inaczej. Czy w czasie, gdy przebywałeś na tej planecie, zagrażały ci jakieś poważne choroby?

P: Tak, panowała choroba przyniesiona z jednej z kolonizowanych przez nas planet. Nasz system odpornościowy nie potrafił się przed nią bronić. Dobra jedna trzecia – a na pewno jedna czwarta – populacji zmarła w strasznych mękach. A wszystko to przez zwykłą nieostrożność i brak dokładności. To była straszna lekcja. Wyodrębniono przyczynę choroby: zarazek z innej planety. Tamtejsze światło słoneczne miało inne spectrum, niż na naszej planecie. Zarazek był praktycznie niewykrywalny i na dobre zagnieździł się w organizmach badaczy tej planety.

D: A ich system odpornościowy nie potrafił się przed nim obronić? Czy na twojej planecie przedsięwzięto środki ostrożności, by taka tragedia nie powtórzyła się więcej?

P: Tak, oczywiście! Oczywiście!

D: Powiedziałeś, że trapią was także inne choroby.

P: To prawda. Większość z nich wynika z braku ostrożności, niewłaściwej diety i zaniedbania zdrowia. Jeśli ktoś zwraca uwagę na dietę i ćwiczy – jakbyśmy tu powiedzieli, jeśli prowadzi zdrowy tryb życia – zachowa zdrowie.

D: I zwracając uwagę na te sprawy, wszyscy dożywacie niemal 120 lat?

P: Tak, taka jest średnia długość życia.

D: Czy macie tam szpitale, stosujecie medycynę?

P: Tak. Mimo naszych największych wysiłków, wciąż chorujemy, niektóre organy odmawiają nam posłuszeństwa, zdarzają się wypadki. To wymaga stosowania środków medycznych oraz promocji zdrowego trybu życia.

D: Czy stosujecie szczepionki przeciw określonym chorobom?

P: Tak. Inny jest sposób dostarczania organizmowi pewnych substancji, ale sama idea.., innymi słowy, wstrzyknięcie lub umieszczenie w organizmie danego medykamentu opiera się na identycznym założeniu.

D: Wspomniałeś, że zawodzą was organy wewnętrzne – czy praktykujecie transplantację organów?

P: Nie, nie czynimy tego. Nie rozpatruje się takich możliwości. Nie wiem, czy istnieje tu technologia, pozwalająca na transplantację. Nie wiem też, czy pod względem moralnym byłoby to możliwe. Po prostu, nie podejmuje się takich prób.

D: A co z wykorzystywaniem sztucznych organów?

P: Istnieją urządzenia, które wspomagają pracę uszkodzonego organu. Nie wiem natomiast nic na temat wszczepiania sztucznych organów, implantów.

D: Czy macie tam lekarzy i pielęgniarki?

P: Tak, ekwiwalent tych funkcji. Tych, którzy przy wyborze zawodu zdecydowali się na działalność medyczną, można nazwać lekarzami i pielęgniarkami. Ale nie są oni dokładnymi odpowiednikami ziemskiej służby zdrowia. Na Ziemi lekarz wydaje się być otoczony aurą boskiego powołania. Na tej planecie nie znamy tego zjawiska. Po prostu, u nas niektórzy ludzie wybierają sobie ten rodzaj działalności i kształcą się w tym kierunku. To wszystko.

Byłam ciekawa, czy te istoty – porozumiewające się telepatycznie – wykorzystują siłę umysłu do uzdrawiania.

P: Oczywiście, posługujemy się uzdrawiającą energią, która jest dostępna dla każdego. Ale nie udzieliłem zbyt ścisłej odpowiedzi. Uzdrawianie energią jest jedną z metod, nie jedyną. Używamy jej, kiedy możemy i kiedy powinniśmy to zrobić. Chodzi o to, że nikt nie będzie próbował leczyć siłą umysłu, na przykład oderwanej dłoni. Poziom rozwoju świadomości mieszkańców tej planety, przynajmniej teraz, nie pozwala jeszcze na uleczenie takiego przypadku uzdrawiającą energią. Jeszcze nie rozwinęliśmy takich zdolności.

D: Mówiłeś, że mieszkańcy planety są istotami śmiertelnymi. Co dzieje się z ich ciałami po śmierci?

P: Ciała zmarłych zostają pochowane, zwrócone rodzimej ziemi. W przeciwieństwie jednak do powszechnych ziemskich praktyk, nie budujemy grobowców. Uważamy za zaszczyt możliwość oddania ziemi tych minerałów, substancji chemicznych, tych elementów, które od niej “pożyczyliśmy" w trakcie życia. Po prostu, oddajemy planecie swoje materię i energię, by mogły zostać ponownie wykorzystane.

D: Czy praktykujecie kremację zwłok?

P: Tak, choć czynimy to rzadko. Niekiedy kremacja zwłok jest po prostu pożądana. Chorujemy na pewne choroby zakaźne, których zarazki mogą przeżyć w glebie. By uniknąć kumulacji zarazków w ziemi, kremujemy ciała zmarłych na te choroby.

D: Rozumiem. Opowiadałeś mi o metalowych konstrukcjach mieszkalnych. Czy przy budowie domów używacie drewna?

P: Nie. Nie mamy tu drzew. Owszem, są różne rośliny, lecz nie wykorzystujemy ich do budowy. Ich drewno nie jest wystarczająco gęste, ścisłe; nie wytrzymałoby dużych obciążeń. Takie ukształtowanie roślin wynika z niewielkiej – w porównaniu z ziemską – siły grawitacji. Nasze drzewa, jeśli mogę je tak nazwać, są wysokie i gęsto ulistnione, ale mają takie “gąbczaste" drewno. Poza tym, bardzo przypominają ziemskie rośliny. Zachodzi w nich proces fotosyntezy, czyli produkcja składników odżywczych przy udziale światła słonecznego i wody.

Opis drzew przedstawiony przez Phila nasunął mi na myśl porównania tych roślin z bananowcami. Rosną one bardzo szybko, lecz konsystencja ich drewna eliminuje je jako materiał budowlany.

D: Czy drzewa dostarczają wam jakiś typ pokarmu?

P: Te, które akurat opisałem, nie. Ale mamy tu owoce i warzywa, jak na Ziemi. Wiele naszych roślin to pnącza. Są jakby wyróżnikiem tej planety. Jemy również warzywa i owoce importowane z innych planet.

D: Czy wasze warzywa przypominają ziemskie?

P: Kilka gatunków znalazłoby swoje ziemskie odpowiedniki. Znamy tu warzywa przypominające w smaku pomidory. Większość naszych warzyw nie ma ziemskich ekwiwalentów. Na naszej planecie istnieją ogromne farmy, na których uprawia się warzywa i owoce. My w ogóle nie jemy mięsa. Po prostu, nie jemy. Dietę mięsną uważamy za niezdrową, dlatego jemy wyłącznie dania wegetariańskie.

D: Czy przyswajacie jakieś płyny?

P: Tak. Często pijemy soki niektórych roślin. Są one bardzo zdrowe i odżywcze. Na Ziemi nie ma takich roślin, ale na podobnej zasadzie wykorzystujemy krowie mleko. Ten sok roślinny jest bardzo smaczny.

D: Jedynymi materiałami budowlanymi, jakie używacie, są te wydobyte z ziemi?

P: Nie. Używamy też pewnego ekwiwalentu szkła. Z pewnego materiału tworzymy druty. Jest on dobrym przewodnikiem prądu. Przypomina trochę ziemską miedź i służy do podobnych celów. Na tej planecie nie używamy miedzi. Nie mamy odpowiednich złóż takiego surowca.

D: A więc znacie i macie elektryczność?

P: Tak, oczywiście.

Phil bardzo chętnie odpowiadał na wszystkie pytania, szczegółowo opowiadał o życiu na planecie. Nic go nie hamowało. W pewnej chwili jednak dość dziwnie zareagował na pytanie, które wydawało mi się bardzo zwyczajne.

D: Czy w mieszkaniach macie meble, jak my, na Ziemi?

P: (Pauza) To nie jest odpowiedni temat do dyskusji. Nie chcę przekazywać tych informacji. To nie jest dobry pomysł.

Wydawało mi się dziwne, że wewnętrzna cenzura Phila zareagowała w ten sposób w kwestii zwykłych mebli.

D: Hmmmm. Ciekawa jestem, dlaczego tak sądzisz. Dlaczego nie możesz o tym mówić? Czy wiesz, dlaczego?

P: Po prostu, nie mogę.

D: Nie naciskam. Zastanawiam się. tylko, dlaczego temat mebli cię niepokoi. (Bez odpowiedzi.) Ale jeśli nie chcesz o tym mówić, to w porządku.

P: O to mi chodziło.

Byłam nieco zdziwiona, ale nie mogłam nic poradzić na jego opór. Zmieniłam więc temat.

D: Czy praktykujecie jakieś rozrywki?

P: Oczywiście. Mamy podobne rozrywki, jak na Ziemi – różne gry i zabawy, opowieści, piosenki, sztuki teatralne. A właściwie, pewien ekwiwalent tych ostatnich.

D: Czy sądzisz, że przebywałeś na tej planecie już we wcześniejszych wcieleniach ?

P: (Sformułowanie zdania zajęło mu dość dużo czasu.) Ta istota (Phil) czuje się zakłopotana słowem “sądzisz". Ona naprawdę była mieszkańcem tej planety i to kilkakrotnie, w różnych okresach przeszłości.
  • 0



#5

Eury.

    Researcher

  • Postów: 3467
  • Tematów: 975
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 108
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Zapis z sesji regresyjnej #3


D: Czy waszą, planetą rządzi jakiś rząd?

P: Nie w takim znaczeniu, jak na Ziemi, gdzie każdy podlega jakimś regulacjom prawnym, politycznym. Prawa naszej planety nie są spisane, nikt także o nich nie mówi. Po prostu, każdy wie, co robić, a czego nie. Dlatego też nie mamy ekwiwalentu ziemskich polityków, polityki czy wymiaru sprawiedliwości. Mamy natomiast pewne struktury związane z handlem.

D: Czy kieruje wami jakiś przywódca?

P: Nie mamy pojedynczego przywódcy ani wiodącego narodu. Jesteśmy społecznością globalną. Powołujemy radę, której członkowie zajmują się dyplomacją. Radę wybieramy podczas powszechnego głosowania.

D: Czy więc nie jest to rodzaj instytucji politycznej?

P: Niezupełnie. Na Ziemi, głosowanie jest tylko jednym z elementów polityki, fragmentem obrazu, że się tak wyrażę. Natomiast u nas stanowi ono istotę “polityki"; zgoda społeczna to cały obraz, a nie tylko jego fragment. Oczywiście istnieje współzawodnictwo, rywalizacja, ale nie jest... – szukam słów, by to wyjaśnić. Cała praca, wszystkie zamiary, rywalizacja, leżą we wspólnym dobru, zmierzają ku wspólnemu, powszechnemu celowi. Nie mamy partii politycznych. Dlatego nie ma ostrych, brutalnych kampanii wyborczych, wzajemnego podgryzania i wyciągania osobistych spraw na forum społeczności. Społeczne przyzwolenie jest najważniejsze i wszyscy szanują dokonany wybór. Rozumiesz?

D: Staram się zrozumieć tę ideę. Czy członkowie rady służą społeczeństwu przez określony czas?

P: To zależy od pozycji, jaką zajmują. Niektórzy są, jakby to powiedzieć – ,,na urzędzie" aż do momentu, w którym zdecydują, że uczynili już wystarczająco dużo albo po prostu, chcą zająć się czymś innym.

D: Czy zdarzyło się kiedyś, że ludzie chcieli usunąć kogoś z urzędu?

P: To niezwykle, naprawdę niezwykle rzadkie wypadki. Taka sytuacja jest niemal niemożliwa, ze względu na proces głosowania, ale chyba się zdarzyła.

D: A więc, planetą rządzi rada. Czy używacie w tym wypadku słowa ,,rządzić" A może rada ,,kieruje" społeczeństwem?

P: “Rządzić" to nieodpowiednie słowo. Bardziej precyzyjne jest właśnie: “prowadzić, kierować".

D: Czy nie mieliście nigdy problemów z kimś, kto nie akceptuje tego “przewodnika"?

P: Chodzi ci o społeczny sprzeciw, niezadowolenie? O to pytasz? Być może, ktoś – osobiście – nie jest do końca zadowolony z rady. Jednakże, prawa, niemówione prawa naszej społeczności i każdego organizmu społecznego dyktują, że jednostka “nie obali systemu", by tak powiedzieć. Powszechna zgoda społeczna uwzględnia dobro wszystkich, a więc, jeśli ktoś wyrażałby swoje niezadowolenie, czyniłby to wbrew własnym interesom.

D: Dość trudno mi zrozumieć, że społeczność działa tak zgodnie, harmonijnie, daje się tak łatwo prowadzić. Na Ziemi wzbudza to wiele konfliktów.

P: Bo u nas, na tej planecie, panują prawa serca, a nie głowy. Dlatego idea wspólnego dobra przemawia do wszystkich i łatwo ją realizować.

D: Czy wyznajecie jakąś religię?

P: Nie znamy pojęcia “religia". Nie mamy ani religii, ani polityki. Przynajmniej w tym sensie, w jakim funkcjonują one na Ziemi. Nie mamy religii i polityki, bo na tej planecie nie ma takiej potrzeby. Ukształtowanie religii i polityki to tylko odpowiedź na określone potrzeby. Jeśli nie ma takich potrzeb, nie powstają idee i instytucje.

D: Dobrze, zapytam inaczej. Czy wierzycie w Boga, Stwórcę?

P: Oczywiście. To więcej niż wiara. W naszym wypadku można mówić o wiedzy, pełnej świadomości istnienia Boga. Być może, niektórym przypomina to zjawisko, jakie na Ziemi nazywacie “religią". Ale na Ziemi religia jest zdominowana przez politykę. Wiara w Stwórcę, wiedza i świadomość dotyczące istnienia Nadrzędnej Istoty, nie ma przecież nic wspólnego z tym, czy ktoś jest demokratą czy republikaninem. A teraz na Ziemi religia wiąże się z polityką. Na naszej planecie nie ma takiego zjawiska.

D: Czy to znaczy, Że jesteście bliżej Boga?

P: Nie tyle bliżej... Nie chodzi o to, czy ktoś jest bliżej czy dalej od Boga. Najważniejszą kwestią jest świadomość. Jego obecności i istnienia.

D: Czy ta wiedza i świadomość wiążą się z waszymi umiejętnościami komunikacji mentalnej?

P: Te możliwości stanowią ważny element naszej postawy, ale między nimi i tym, o czym rozmawialiśmy, nie zachodzi związek przyczyny i skutku.

D: No, dobrze. Czy na twojej planecie są szkoły?

P: Oczywiście. Tworzymy specjalne grupy osób, które pragną się uczyć. Członkowie tych grup są w różnym wieku; chętnych nie selekcjonujemy pod względem wieku. Po prostu, osoby o wspólnych zainteresowaniach łączymy w grupy i nauczamy. Pracują u nas nauczyciele z innych planet oraz systemów. Mamy świetnie wyszkoloną kadrę. Prowadzimy zajęcia z bardzo różnych dziedzin: obcych kultur, historii, procesów produkcji, wielu gałęzi nauki.

D: Czy nauka jest obowiązkowa? Na Ziemi istnieje obowiązek nauczania. Dziecko w określonym wieku musi pójść do szkoły.

P: Taka koncepcja jest nam obca. Przecież chęć nauki jest naturalnym pragnieniem każdej istoty. Pragnienie nauki stanowi element osobistego rozwoju. Każdy chce się uczyć, ponieważ nauka oznacza rozwój. Mamy inne zapatrywania na kwestię edukacji, niż Ziemianie. Dlatego nie stawiałbym znaku równości między naszym i ziemskim systemem nauczania.

D: A jeżeli ktoś nie chce się uczyć, to nie musi tego robić?

P: Nie, nauczanie nie jest obowiązkowe. Ale taka sytuacja nie mogłaby zaistnieć. To kwestia świadomości wyboru. Gdyby ktoś na tej planecie zadał sobie pytanie: uczyć się czy nie, stanąłby przed wyborem, typu (w kategoriach ziemskich): czy chcę być częścią społeczności, czy kimś, kto nie może nawiązać kontaktu z innymi. Wybór w takiej sytuacji wydaje się jasny i oczywisty. Każdy chce mieć przyjaciół, być lubiany i szanowany. Na Ziemi, dążenie do bycia częścią społeczeństwa jest tak naturalne, jak u nas pragnienie nauki. Oczywiście, zdarzają się u nas jednostki, które nie podejmują intensywnej nauki. Ale nie czynią tego z własnego wyboru, tylko z powodu defektów umysłu. A przecież taka przypadłość nie jest ich winą. Są to osoby, by tak rzec, “opóźnione", upośledzone umysłowo. I u nich dążenie do wiedzy nie jest tak ewidentne, jak u pozostałych.

D: Czy ludziom tego typu pozwala się na życie w normalnym społeczeństwie, czy są gdzieś przetrzymywani, czy...

P: To zależy od stopnia ich upośledzenia. Niektórzy mogą znaleźć własne miejsce w społeczności i tych zachęcamy do samodzielnego działania. Niestety, są i tacy, którzy nie potrafią się odnaleźć w codzienności. Ich otaczamy troskliwą opieką w specjalnych domach. Nad wyeliminowaniem defektów umysłu pracujemy od wielu, wielu lat. Od tysięcy lat ulepszamy rasę poprzez selekcję nasienia, by nie zdarzały się tragiczne przypadki upośledzenia umysłowego.

D: Nie jest to więc planeta ludzi doskonałych. Czy funkcjonuje u was policja? Jakieś organy egzekwujące prawo?

P: Nie, nie mamy policji ani jej odpowiednika. Nie potrzebujemy armii i policji, ponieważ każdy sam się pilnuje i kontroluje. Każdy stoi na straży własnych zachowań, jest własnym policjantem.

D: Czy nie macie problemów ze “złymi" ludźmi, preferującymi negatywne zachowania?

P: Tak, czasami mamy problemy z ludźmi na niższym szczeblu rozwoju. Zdarza się też, że ktoś dotąd dobrze funkcjonujący zaczyna szwankować. Nie tyle, że staje się “zły", ale jego funkcjonowanie jest upośledzone. Staje się jakby chory. Ziemskim odpowiednikiem tego stanu jest choroba psychiczna lub zaburzenia emocjonalne. Takie osoby w pewnych okolicznościach mają skłonności auto-destrukcyjne.

D: Czy to znaczy, że w tym stanie mogą zranić lub skrzywdzić innych ludzi?

P: Nie tyle innych, co siebie. Pomagamy im, jak tylko możemy. Dajemy im wiele miłości i akceptacji, by mogli zrozumieć swój... błąd. Wtedy pomagamy im wrócić do codzienności.

D: Nie macie na swojej planecie więzień ani aresztów?

P: Nie, ale ekwiwalentem tych instytucji są szpitale. Ci ludzie, ci biedni nieszczęśnicy, są hospitalizowani i otaczani specjalną troską. Nie karzemy ich, ponieważ nie czynili źle ze złej woli, tylko z braku zrozumienia.

D: Czyli nie zdarzają się u was wypadki działania ze złej woli?

P: Zdarzają, ale tak rzadko, że w ogóle można by je pominąć. Ja nawet nie znam takiego przypadku.

D: Czyli, mieszkańcy planety ewoluowali ponad ten poziom.

P: Tak, to kwestia stopnia rozwoju.

D: Czy na planecie żyją też inne rasy?

P: Jest tu pewna kategoria niższych istot, używanych do podstawowych prac, nie wymagających kwalifikacji. Właściwie, one nie są gorsze, ale po prostu uważane za słabiej rozwinięte. Stoją na niższym szczeblu rozwoju umysłowego i mentalnego, lecz są bardzo pożyteczne. Istoty te zajmują się pracami górniczymi, wydobywają metale, które wykorzystujemy przy budowach i produkcji. Wedle kategorii ziemskich, można by je uznać za “służebne" względem nas, za naszą “służbę". My jednak troszczymy się o nie i otaczamy opieką. To rdzenni mieszkańcy tej planety. Byli tu przed przybyciem wyżej rozwiniętej rasy i zostali jakby “zasymilowani" i włączeni w program rozwoju świadomości. Wyglądem przypominają zwierzęta. Istoty te pokryte są włosami, mają długie ramiona i osiągają niewielki wzrost. Ci mali ludzie – jak ich czule nazywamy – otoczeni są miłością i troską.

D: Ale wykorzystujecie ich do różnych zadań i prac?

P: Nie tyle “wykorzystujemy", co... (pauza, jakby Phil szukał właściwego słowa). Trudno to wyjaśnić, ponieważ na Ziemi nie istnieje podobna idea. Najbliższe słowo, oddające sens tej relacji to “niewolnik", ale ono nie jest właściwe. Nasze społeczeństwo jest całkowicie zintegrowane. “Mali ludzie" znają swoje miejsce w społeczności, my znamy ich miejsce. Obie strony akceptują tę sytuację. Panuje między nami absolutna harmonia, o którą tak trudno na Ziemi. “Mali ludzie" zachowują godność. Czasami miewają złe chwile – jakbyśmy powiedzieli na Ziemi: załamują się – ale nie dzieje się tak z powodu ich złej woli. Negatywne zachowania nie są intencjonalne. Po prostu, oni chorują, jak inni. Niekiedy w ich zachowaniu przejawia się pierwotna natura, popychająca do stosowania przemocy. Dlatego należy postępować z nimi bardzo uważnie i troskliwie. Uważamy, że użycie przemocy jest w ich wypadku reakcją na pewne okoliczności – to emocjonalna reakcja na określoną sytuację. Jeśli wyeliminujemy okoliczności, wywołujące taką reakcję, “mali ludzie" nie będą stosować przemocy. Sytuacje, które opisuję należy zaliczyć wyłącznie do sfery potencjalności. Chodzi o to, że mogą się wydarzyć. Tak naprawdę, zdarza się to nadzwyczaj rzadko.

D: W takim razie, nie używacie żadnego rodzaju broni?

P: Nie, nie mamy tu żadnej broni, wykorzystywanej -jak na Ziemi – w konfliktach międzyludzkich. Jednak i u nas niekiedy zachodzi potrzeba obrony własnego życia. W lasach żyją ogromne, dzikie zwierzęta. Mają prawie 30 stóp wzrostu i przypominają dinozaury, żyjące niegdyś na Ziemi. Jeśli ktoś przebywa w dziczy, musi zapewnić sobie ochronę przed tymi zwierzętami. Nie chodzi o to, że te stworzenia są bardzo agresywne, ale w pewnych sytuacjach mogą okazać się niebezpieczne. Na przykład, gdy ktoś zbyt blisko podejdzie do ich gniazda, to zaatakują w obronie młodych. W takich wypadkach stosujemy broń obezwładniającą, jakbyśmy to powiedzieli na Ziemi. Wykorzystujemy w tym celu ładunki elektryczne. Nie czynimy zwierzęciu krzywdy, tylko lekko porażamy prądem, by powstrzymać atak. Ta broń ma zdecydowanie defensywny charakter. Służy wyłącznie do obrony. Nie zabijamy zwierząt. One bardzo szybko uczą się, by nie podchodzić zbyt blisko do człowieka. Wystarczy jedna sytuacja z użyciem broni obezwładniającej, by takie zwierzę nie ponowiło próby ataku. Po kontakcie z czymś, co sprawia im ból, zwierzęta uciekają. Oczywiście, mówię wciąż o tych największych stworzeniach. Nie wszystkie zwierzęta są tak duże. Większość jest wielkości człowieka. Ale także potrafią zaatakować i wtedy musimy użyć naszego “pręta" elektrycznego. Zwierzęta żyją w dziczy, na terenach nie zamieszkanych, z dala od miast. W większości to gady, ale nie wszystkie reprezentują tę grupę. Mamy tu także inne, dość agresywne zwierzęta, pokryte sierścią. Nasz “pręt" działa na nie równie dobrze, jak na gady.

D: A więc, nigdy nie zabijacie innych stworzeń?

P: Potrafilibyśmy to zrobić, lecz zawsze próbujemy odegnać zwierzę, zniechęcić je do ataku. Zresztą, nasze pręty elektryczne nie mają mocy potrzebnej do zabicia. Na planecie mamy jednak pewien ekwiwalent broni palnej, na kule. Ale używamy jej tylko w razie konieczności.

D: W jakim celu ludzie chodzą na tereny, gdzie żyją dzikie zwierzęta?

P: Wciąż poznajemy naszą planetę i badamy ją. Poza tym, niektórzy wybrali życie w środowisku naturalnym, z daleka od miast.

D: Czy zwierzęta, które opisałeś, to jedyni reprezentanci dzikiej fauny?

P: Nie. Mówiłem tylko o tych najbardziej niebezpiecznych. Mamy tu zwierzęta wszelkich rozmiarów: od maleńkich po te ogromne. Fauna planety jest bardzo zróżnicowana, choć może nie aż tak, jak ziemska. Większość stworzeń zamieszkujących obszary leśne to gady roślinożerne. Żyją tu także zwierzęta wodne, ekwiwalent ryb, oraz stworzenia, które wykształciły zdolność latania.

D: Czy udomowiliście jakieś zwierzęta?

P: Tak. Do różnych prac wykorzystujemy konie, czy też ich odpowiedniki. To jedyny gatunek zwierząt, jaki wykorzystujemy przy różnych pracach. Poza tym, mamy tu domowe zwierzątka, podobne nieco do ziemskich małpek. Ich wygląd wydawałby się Ziemianom przerażający, lecz są niezwykle łagodne. Kochamy je, a one także okazują nam przywiązanie. To nasi mali przyjaciele. Cała nasza fauna różni się bardzo od ziemskiej. Oczywiście, można też zauważyć pewne podobieństwa, lecz nie są one tak istotne i wyraźne, jak różnice między zwierzętami tutejszymi i ziemskimi. Oczywiście, nie jest to kategoryczna opinia, ponieważ nie poznałem wszystkich ziemskich zwierząt i nie znam wszystkich ich zachowań. Ale o ile wiem, na tej planecie nie ma ścisłych odpowiedników ziemskich zwierząt. Nasze konie są nieco podobne do tutejszych, lecz nie ma, na przykład, żadnego odpowiednika ziemskich krów.

D: Nie znacie więc mleka?

P: Niektóre zwierzęta dają mleko, lecz nie wykorzystujemy go w celach spożywczych.

D: Czy te zwierzęta to rdzenna fauna planety?

P: Niektóre były tu jeszcze przed pierwszymi kolonizatorami, inne przywieziono z różnych systemów. Tu jest podobnie, jak na Ziemi. Mamy miasta i tereny wiejskie, mamy wodospady i ptaki, i drzewa. Urządzamy wycieczki i pikniki. Nie używamy jednak samochodów, nie zanieczyszczamy powietrza, wody i gleby. Te elementy ziemskiego życia na tej planecie po prostu nie istnieją.

D: Jakiego rodzaju środków transportu używacie?

P: Pojazdów naziemnych, powietrznych i wodnych.

D: Jakiego paliwa używacie? Jaki jest napęd tych pojazdów?

P: Obiekty latające wykorzystują moc kryształów oraz zasadę pola magnetycznego. Pojazdy naziemne zrobione są z metalu podobnego do aluminium. Mają niewielkie rozmiary i “ślizgają się" po obiegach energii, czyli po tutejszych drogach. Owe drogi nieco przypominają współczesne ziemskie autostrady.

D: Czyli, te pojazdy nie mogą zboczyć z drogi, skoro obieg elektryczny powoduje ich ruch.

P: To nie tak. Istnieje możliwość poruszania się niezależnie od drogi. Wymaga to jednak uruchomienia innego źródła energii. Dlatego najbardziej efektywny jest ruch po obiegach elektrycznych, jak to określiłaś, choć “elektryczny" ma nieco inne znaczenie, niż “energetyczny".

D: Rozumiem, pojazdy te “płyną z prądem", a jeśli chcą zjechać z drogi, przełączają się na alternatywne źródło energii? Jakiego typu jest to alternatywne źródło energii?

P: To pojemniki magazynujące energię, ekwiwalent ziemskich baterii. Dzięki tym pojemnikom uzyskujemy energię niezbędną do polaryzacji pojazdu i poruszania się wzdłuż pola magnetycznego, liniami ciągnącego się we wszystkich kierunkach, do wyboru.

D: Czy tymi pojazdami można kierować, czy sterowane są automatycznie ?

P: Utrzymujemy nad nimi kontrolę ręczną. Działa tu podobna zasada, jak w ziemskich współczesnych samochodach. Wkrótce, w niedalekiej przyszłości, Ziemianom zostaną przekazane informacje dotyczące szczegółów konstrukcyjnych naszych pojazdów. Ich ziemska wersja będzie opierać się na mocach i energiach przypisanych planecie. Nie mówię tu o nieodnawialnych zasobach, źródłach energii typu węgiel czy ropa naftowa. Mówię o energiach, których J zasoby nigdy nie ulegną wyczerpaniu. O energiach, których użycie nie spowoduje dalszego zanieczyszczenia środowiska. Informacje na temat tego uniwersalnego źródła energii Ziemianie otrzymają w bliskiej przyszłości.

D: Czy na obcej planecie macie pory roku?

P: Nie. Stopniowe zmiany klimatyczne, charakterystyczne dla okresu kilku lat, uwarunkowane są znacznie większą orbitą, niż ziemska. Obieg planety wokół Słońca trwa znacznie dłużej. Nasze pory roku nie są zbyt wyraziste,' nie znamy ekstremów klimatycznych, skoków od zimna do gorąca. U nas jest ciepło lub gorąco. To tak, jakby na Ziemi temperatury przechodziły od wczesnoletnich od późnoletnich i z powrotem.

D: Czy to znaczy, że nie znacie zimna, mrozów, charakterystycznych dla ziemskich zim?

P: Zgadza się, nie znamy. Zawsze jest tu ciepło albo gorąco. Łatwo to przełożyć na ziemskie doświadczenie, prawda?! Mieszkańcy planety są zadowoleni z klimatu. Muszę jednak wyjaśnić, że na planecie jest różny rozkład temperatur. Nie ma różnych pór roku, lecz pewne obszary planety; mają charakterystyczny dla siebie klimat. Stała pogoda!

jest wynikiem zmian, wprowadzanych od lat przez mieszkańców planety. Ale nie chcieliśmy zmieniać całej planety. Dlatego właśnie pozostawiliśmy obszary zróżnicowane pod względem klimatycznym. Nasza planeta ma ciemną i jasną stronę, jak ziemski księżyc. Ciemna strona jest dzika i nie zamieszkana. Zdecydowana większość populacji żyje na jasnej stronie planety.

D: Czy po ciemnej stronie panują niższe temperatury?

P: Nieco niższe, lecz nie skrajnie niskie. Mamy wewnętrzne źródło ciepła, które zapewnia odpowiednią temperaturę całej planecie.

D: A więc, temperatura na planecie nie jest uzależniona od światła słonecznego ?

P: Zgadza się.

D: Czy kiedyś byłeś na ciemnej stronie?

P: Tak, zaryzykowałem taką podróż. Widziałem tam gęstą roślinność. Ukształtowanie terenu nie różni się od tego, jakie poznałem po jasnej stronie planety. Tam też nie ma wysokich gór, nawet wzgórz czy wzniesień.

D: Zastanawia mnie, jak rośliny mogą rozwijać się bez słońca, po ciemnej stronie planety?

P: A czy na Ziemi nie ma roślin żyjących w ciemnościach? Na dnie oceanów? Rośliny rosnące na ciemnej stronie planety nie są uzależnione od światła słonecznego. Rozwijają się dzięki gazom atmosfery oraz składnikom, które uzyskują z gleby. Światło nie jest im potrzebne do życia.

D: Jak ukształtowała się. fauna ciemnej strony?

P: Tamtejsze zwierzęta w ciągu ewolucji przystosowały się do życia w ciemnościach. Siłą rzeczy, są inne, niż te z jasnej strony planety. Istnieją pewne gatunki zwierząt, które mogą żyć zarówno po ciemnej, jak i po jasnej stronie planety.

D: Czy obydwa księżyce planet wschodzą na niebo w tym samym czasie?

P: Z tym bywa różnie. Czasami pojawiają się jednocześnie, a niekiedy na niebie nie widać żadnego z nich.

D: A co z deszczem? Czy macie tam jakieś opady?

P: Nie, nie tak, jak na Ziemi. Ziemski deszcz uwarunkowany jest działaniem siły grawitacji. Jak już powiedziałem, tutejsza grawitacja równa się jednej szóstej siły przyciągania ziemskiego. Na tej planecie pojawia się co najwyżej gęsta mgła z dużymi kroplami – nie mogę znaleźć innego porównania. Wtedy panuje u nas najwyższa wilgotność powietrza. Zdarza się to podczas zmiany kierunku wiatrów. Chociaż pogodę mamy raczej stabilną, to jednak podlega ona pewnym zmianom. Taka mgła może zepsuć wycieczkę albo piknik. Uwielbiamy pikniki. Bawimy się, mamy czas wolny, wokół ptaki i mrówki...

D: A więc, na planecie żyją też owady. Czy są tam również rzeki i oceany?

P: Tak. Mamy rzeki i duże obszary wodne, choć nieporównywalne z ziemskimi. Panuje tu bardziej suchy klimat, więc i zbiorniki wodne są mniejsze, niż na Ziemi.

D: Czy funkcjonuje u was podział na dzień i noc? Na Ziemi jest uwarunkowany rotacją planety.

P: Nie, nie mamy takiego podziału. Jest tu tylko dzień. Chyba czuję smutek z tego powodu. Jedna strona jest zawsze jasna, a druga strona planety – zawsze ciemna. Wynika to ze sposobu narodzin i drogi rozwoju planety.
  • 0



#6

Eury.

    Researcher

  • Postów: 3467
  • Tematów: 975
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 108
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Zapis z sesji regresyjnej #4


D: Czy chcielibyście udzielić mi informacji dotyczących spraw, o które nie zapytałam?

P: Chcielibyśmy powiedzieć, że istoty z kosmosu widziano na Ziemi – i to wielokrotnie. Przybywały tu na pokładach statków kosmicznych. Odwiedzały Ziemię od zarania dziejów tej planety, od samego początku ewolucji życia.

D: Czy byt to ten sam typ istot, który wspomagał proces zasiewania życia na Ziemi?

P: Nie przynależały do tej samej rasy, ale miały – jakby to powiedzieć – podobną naturę. Niektóre istoty z kosmosu stacjonują na Ziemi, mają tu bazę. Niewiele osób zna ich tożsamość – tylko ci, którzy przebywają na Ziemi w celu wspomagania waszego rozwoju.

Zaskoczyła mnie informacja, że istoty z kosmosu mają na Ziemi swą bazę.

D: Byty te uznały, iż lepiej mieć stałą bazę na Ziemi, niż przylatywać tu z wizytami?

P: Tak, masz rację.

D: Czy możecie mi powiedzieć, gdzie znajduje się ta baza?

P: Nie mamy na to pozwolenia.

D: Jest na Ziemi czy na księżycu?

P: Zlokalizowano ją na tej planecie. W kilku miejscach Ziemi znajdują się bazy, czy też – kolonie, istot pozaziemskich, jak powszechnie określa się te byty. One po prostu tu są, choć wielu, a właściwie większość ludzi nie uświadamia sobie ich obecności.

D: Ale baza... Myślę sobie, że gdyby wyglądała na obiekt pozaziemski, tak obco, na pewno zwracałaby uwagę ludzi. Czy jest to obiekt, jaki możemy oglądać na co dzień, nie domyślając się jego funkcji?

P: Bazy są dobrze ukryte. Na pierwszy rzut oka ich przeznaczenie nie jest dla ludzi oczywiste. Odkrycie baz przed odpowiednim czasem nie leży w niczyim interesie. Dlatego utajniono ich istnienie i dokładnie ukryto, zamaskowano.

D: Będę zgadywać: znajdują się na odizolowanym terenie, gdzieś na obszarze naszego kraju (USA)?

P: Niekoniecznie leżą na terenie Stanów Zjednoczonych, ale na pewno znajdują się na odludnych obszarach. To prawda, że do twojego kraju przybywa wielu gości z kosmosu, ale żyją oni nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Bazy utrzymywane są z dala od wielkich skupisk ludzkich.

D: A czy te istoty przebywają także na silnie zaludnionych terenach ?

P: Tak. Odwiedzają raczej małe miasta, zazwyczaj unikają skupisk, które nazywasz metropoliami. Takie wizyty są bardzo krótkie, niezauważalne i odbywają się przeważnie nocą.

D: No, tak. Jeśli obcy różnią się od ludzi wyglądem, to na zaludnionych obszarach zwracaliby na siebie uwagę.

P: Zgadza się.

D: Z jakiego powodu przybywają do miast, metropolii?

P: Aby obserwować, wspomagać, towarzyszyć, zrozumieć. Jest wiele powodów.

D: Kiedyś rozmawialiśmy o istotach z rzeczywistości cztero-wymiarowej. Czy byty, nazywane przez nas “ufonautami", “załogami latających spodków", przybywają z czwartego wymiaru?

P: Czasami. One nie są bytami fizycznymi, ale formami duchowymi, czy też energetycznymi, które komponują swe ciała. Wśród ludzi żyją jednak istoty fizyczne z kosmosu, ich bazy są trójwymiarowe i znajdują się na ziemskim, fizycznym planie.

D: Niektórzy twierdzą, iż bazy UFO znajdują się we wnętrzu Ziemi. Czy to prawda?

P: Nie. To błędne rozumowanie. Musimy jednak powiedzieć, że faktycznie, obszary pod powierzchnią waszej planety są zamieszkane. Funkcjonuje tam, pod powierzchnią “wewnętrzna cywilizacja". Teraz nie możemy udzielić ci bardziej szczegółowych informacji na ten temat.

D: Czy są to istoty fizyczne czy duchowe?

P: Posiadają obydwa aspekty, podobnie jak wy.

D: Czy są nam wrogie, czy przyjazne?

P: To istoty bardzo subtelne i delikatne. Pod względem społecznym są od nas wyżej rozwinięte. Gdyby jednak ktoś je zaatakował, to na pewno podjęłyby obronę. Tak więc, w wypadku spotkania waszych społeczeństw może nastąpić eskalacja przemocy.

D: Czy postrzegalibyśmy te istoty jako obcych, czy różnią się od ludzi? A może wyglądają tak, jak my?

P: Ogólnie mówiąc, są one nieco słabszej budowy, niż ludzie. Poza tym, osiągają wzrost powyżej przeciętnego wzrostu człowieka. Mają także bardzo bladą, wręcz białą karnację.

D: Czy kiedykolwiek nastąpiło spotkanie przedstawicieli naszych społeczeństw? Czy mieszkaniec powierzchni Ziemi spotkał reprezentanta “wewnętrznej cywilizacji"?

P: Można powiedzieć, że tak. Badacze, naukowcy, kilkakrotnie napotykali w ziemi tunele, będące drogami istot spod powierzchni. Mogli więc spotkać przedstawicieli ich cywilizacji. Po powrocie na powierzchnię nie opowiadali jednak o swych doświadczeniach – ze strachu przed posądzeniem o chorobę umysłową. Wiedza o tej cywilizacji nie pochodzi od osób, które się z nią zetknęły bezpośrednio, lecz od poszukiwaczy prawdy, stojących na jej straży. Niektórzy członkowie twojej grupy metafizycznej mogliby być określeni mianem poszukiwaczy prawdy. W swych bibliotekach możecie znaleźć wiele książek mówiących prawdę; pisma traktujące o tamtej cywilizacji. Wiedza w nich zawarta nie pochodzi z bezpośredniego doświadczenia. Jej źródło leży w pragnieniu poznania.

D: Dlaczego owa cywilizacja zamieszkała pod powierzchnią Ziemi?

P: Stało się to w czasach zagłady Atlantydy. Podczas przesunięcia skorupy ziemskiej powstała głęboka szczelina w powierzchni i mieszkańcy Atlantydy uciekli w głąb planety. Posiadali niezwykłą wiedzę, mądrość swej cywilizacji, co pozwoliło im przetrwać w podziemnych grotach. Tak więc, istoty te nie są potworami, bestiami, zwierzętami, lecz praprzodkami ludzkości, którzy przenieśli się kiedyś w inne rejony.

D: Dlaczego nie powrócili na powierzchnię po ustabilizowaniu się warunków na Ziemi?

P: Nie chcieli wracać na powierzchnię, doświadczać braku harmonii i zagubienia. Życie pod powierzchnią stało się dla nich źródłem nauki, bodźcem rozwoju intelektualnego oraz społecznego. Osiągnęli bardzo wysoki poziom tego rozwoju.

D: Czy możecie mi powiedzieć, gdzie dokładnie zlokalizowana jest ta cywilizacja?

P: Geograficznie: pod dnem Zatoki Meksykańskiej. Tam właśnie żyją istoty będące spadkobiercami Atlantów.

D: Czy Trójkąt Bermudzki stanowi wejście, bramę do tego obszaru ?

P: Nie tyle jest wejściem, ile konsekwencją tego, co znajduje się pod powierzchnią Ziemi. Wydarzenia rozgrywające się w Trójkącie Bermudzkim to skutek uboczny prac prowadzonych pod powierzchnią Ziemi.

D: Czy kiedykolwiek nawiążemy kontakt z tą cywilizacją?

P: Nawet teraz, w tej chwili możesz się z nią porozumieć. Trzeba tylko dostroić się, dostosować do ich poziomu.

D: Czytałam gdzieś, że niektórzy członkowie rządu Stanów Zjednoczonych są świadomi istnienia innych cywilizacji. Czy to prawda?

P: Zgadza się. Nie stworzono jeszcze żadnej agencji, zajmującej się tą kwestią, ale kręgi rządzące posiadają informacje na temat innych cywilizacji.

D: Nie wiem, dlaczego, ale wyobrażam sobie, że pod naszym światem istnieje ogromna, wielka cywilizacja. Czy pod powierzchnią Ziemi są warunki do podtrzymania i rozwijania się licznej populacji?

P: Tak. Nie tak licznej, jak ludzka, gdyż przestrzeń życiowa tej cywilizacji jest mniejsza. Ale wystarczy jej dla całkiem sporej populacji.

D: Wracając do kwestii UFO. Powiedzieliście, że ludzie widywali UFO. Czy jednak kiedykolwiek wchodzili w bezpośredni, fizyczny kontakt z istotami pozaziemskimi?

P: Jak już powiedzieliśmy, na Ziemi żyją osoby, będące strażnikami wiary, strażnikami światła. Ludzie ci – w swej naturze – przypominają znanych ci Esseńczyków, którzy byli strażnikami prawdy. Współpracowali oni z Chrystusem. Swe działania utrzymywali w głębokiej tajemnicy, aż do nadejścia czasu najodpowiedniejszego dla głoszenia prawdy i przesłania.

Dzieje Esseńczyków poznałam w trakcie zbierania materiałów do mojej książki Jezus i Esseńczycy. W swej pracy dość ostrożnie postawiłam tezę, że podczas pobytu Jezusa w Qumran nad Morzem Martwym, miejsce to odwiedzili obcy. Tak zwani Obserwatorzy byli bardzo zadowoleni z faktu, iż Esseńczycy starają się ochronić i zachować starożytną wiedzę.

P: Mówiliśmy też, że na Ziemi żyją ludzie wspomagający rozwój planety, asystujący przy naszym przedsięwzięciu. Są fizycznymi, zwykłymi osobami, nie wyróżniającymi się w tłumie. Pracują, mają sąsiadów, prowadzą spokojne życie. Ludzie ci współpracują z istotami pozaziemskimi. Sami są istotami pozaziemskimi, a jako ludzie pomagają w realizacji naszych celów.

D: Słyszałam wiele opowieści o kontaktach z obcymi. Na przykład, że samochody zostają zatrzymane na drodze, a ich kierowcy i pasażerowie są zabierani na pokład statku kosmicznego i tam podlegają badaniom. Czy wspomniany przez was typ istot pozaziemskich ma swój udział w rozpowszechnianiu tych historii?

P: Zgadza się. Jest to sposób na upowszechnienie informacji, na dotarcie z nią do ludzi. Czynimy to, aby w delikatny sposób spowodować przebudzenie waszej cywilizacji; przebudzenie w niej świadomości, że istnieje życie, inteligentne życie na innych planetach. Nasze działania są bardzo ostrożne, staramy się nie wywoływać ogólnoświatowej paniki.

D: Osoby, które doświadczyły “wzięcia" na pokład UFO twierdzą, że istoty pozaziemskie oddziaływały na ich umysły.

P: To prawda. W ten sposób odwracano ludzką uwagę od ciała, od fizyczności, a koncentrowano się na planie mentalnym.

D: Niektóre osoby “wzięte" na pokład UFO nie pamiętały swych doświadczeń. Wspomnienia z tych przeżyć powracały dopiero po sesjach regresji hipnotycznej.

P: Zgadza się. Doświadczenia te najpierw musiały być prze-' tworzone i przyswojone przez podświadomość. Dopiero później mogły przebić się do świadomości.

D: Owi “porwani" wspominają paraliżujący strach związany z przeżyciami. Podczas badań sądzili, że grozi im niebezpieczeństwo.

P: Tak, to prawda, że ludzie postrzegają swe doświadczenia z UFO jako przerażające. Sama więc widzisz, że istnieje konieczność bardzo delikatnych, subtelnych działań z naszej strony.

D: Dlaczego ludzie są zabierani na pokłady statków kosmicznych? Dlaczego poddaje się ich badaniom?

P: Należy stwierdzić, w jaki sposób środowisko wpływa na ludzkie ciało. W jaki sposób związki chemiczne i inne czynniki środowiskowe wpływają na systemy ludzkiego organizmu.

Czyż to nie naturalne? Dlaczego istoty pozaziemskie nadal nie miałyby być zainteresowane ludzkim rozwojem? Czyż nie troszczą się o nas od zarania życia na Ziemi? Wypowiedź rady wydawała mi się bardzo racjonalna i wiarygodna. Oczywiście, że istoty pozaziemskie od czasu do czasu mogą sprawdzać, jakim przemianom ulega ludzkie ciało pod wpływem zmian środowiska i zanieczyszczeń. Raport o tych zmianach prawdopodobnie jest przekazywany do bazy głównej, gdzie uzupełnia zapisy dotyczące naszej cywilizacji. Wreszcie znalazłam – mam nadzieję – sensowne wytłumaczenie zachowań obcych wobec ludzi.

D: Co owe istoty sądzą o promieniowaniu przenikającym ziemską atmosferę? Czy może ono powodować mutacje?

P: Nie postrzegamy zmian w ludzkich organizmach jako manifestacji przemian środowiskowych. Jak sama wiesz, coraz częściej zdarzają się zachorowania na raka. Nie twierdzimy, iż fakt ten można prosto wytłumaczyć intensywnością promieniowania. Jego przyczyna jest bardziej złożona. Większa zachorowalność na raka to nie tylko skutek promieniowania, ale również przeniknięcia do ludzkich systemów życiowych rozmaitych związków chemicznych. Rak stanowi wyraz protestu, buntu ludzkiego ciała. W ten sposób daje ono do zrozumienia, że nie jest w stanie przyswajać związków chemicznych i substancji negatywnie wpływających na metabolizm. Ciało mówi: “Nie mogę przyjąć tego bagażu, nie udźwignę go".

D: Czy według was, organizmy przyszłych generacji będą miały zwiększoną tolerancję na te substancje?

P: Możemy powiedzieć, że ten “bagaż" będzie pozostawał pod kontrolą i taki protest ciała, czyli nowotwór złośliwy, straci rację bytu.

D: Jednak któreś z istot z -jak je nazywamy – “latających spodków" stanowią dla ludzi zagrożenie? Według niektórych, a właściwie większości, to co obce, jest na pewno złe. Boimy się każdej odmienności, inności.

P: Cóż, taki typ myślenia prezentujecie. Możemy cię zapewnić, że nikt nie ma wobec was złych intencji. To po prostu nie leży w naturze świetlistych istot.

D: Ofiary “wzięć" twierdzą, że były obezwładnione przez światło, że to światło ich raniło, parzyło. Nie wiem, na ile prawdziwe są te relacje. Może właśnie owe uderzenia silnego światła powodują, że ludzie boją się UFO?

P: Zgadza się. Podczas spotkania z nami dochodzi czasem do wyładowania energii. Może ono spowodować lekkie oparzenie lub zaczerwienienie skóry. Te znaki mają być fizycznym dowodem spotkania. Bez nich, wszelkie raporty czy opowieści ludzi, którzy przeżyli takie spotkanie byłyby mniej znaczące. Co do szkód odnoszonych przez te osoby podczas zetknięcia się z istotami pozaziemskimi, to funkcjonują na ten temat mylne opinie. Oparzenia czy zaczerwienienia, będące wynikiem spotkania, ustępują bardzo szybko. Nie są bardziej bolesne czy uciążliwe od tych, jakie pozostają, na przykład po zbyt długim opalaniu na plaży.

D: Sądzicie więc, że istoty z UFO czynią to intencjonalnie?

P: W niektórych wypadkach, tak. Niekiedy jest to wynik przypadkowego zetknięcia człowieka z tą energią.

D: Słyszałam również, że widywano statki kosmiczne w okolicach elektrowni i innych skupisk energii. Istnieje teoria, że być może UFO wykorzystuje naszą energię.

P: To błędna teoria. Statki nie potrzebują waszej energii. Nie są od was zależne. Ich źródła energii są dla was jeszcze niedostępne i niewyobrażalne. Załogi tych statków – widywanych wokół elektrowni – obserwowały warunki środowiskowe. Przelot w okolicach tych obiektów bywa także rodzajem demonstracji. Sposobem na ujawnienie się ludziom, bez wzbudzania niepotrzebnego strachu.

D: Oni chcą być zauważeni?

P: Zgadza się. Takie zachowanie ma na celu podniesienie globalnej świadomości oraz wzbudzenie akceptacji dla tych istot. Nadszedł czas na otwarte działania.

D: Wyobrażam sobie, że istnieje jakaś kosmiczna armada, wręcz armia istot, które nas obserwują i przygotowują się do kontaktu.

P: Bo to faktycznie jest armada. Używamy jednak tego słowa w innym kontekście, niż ty. W twoim ujęciu, słowo “armada" kojarzy się ze sferą wojskowości, z działaniami militarnymi. A jak sama widzisz i słyszysz, jesteśmy absolutnie pacyfistycznymi stworzeniami. Nie uznajemy przemocy. Nie krzywdzimy innych. Nie czujemy potrzeby zadawania bólu i nie chcemy tego. Chcemy przekazać waszej planecie energię miłości oraz uniwersalną wiedzę. Przekażemy swą wiedzę wszystkim, którzy będą jej spragnieni. Przybywamy pełni miłości i poświęcenia. Jesteśmy pełni pokory, tak jak pokorny był Jezus.

D: Wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego istoty pozaziemskie po prostu nie wylądują w Waszyngtonie, obok Białego Domu, i nie nawiążą kontaktu z rządem.

P: Wywołałoby to panikę, a za wszelką cenę należy jej uniknąć. Kontakt musi zostać nawiązany bardzo ostrożnie, delikatnie. Ludzie nie znajdują w sobie tolerancji dla tego, czego nie rozumieją.

D: A więc, istoty pozaziemskie ujawniają się ludziom tylko na odizolowanych obszarach?

P: Tak. Dzięki temu, stopniowo wzrasta świadomość istnienia innych cywilizacji. Od ludzi zależy, czy wierzą w to, czy nie.

D: Czy kiedyś ujawnicie się całej ludzkości? Pozwolicie, by każdy was ujrzał?

P: Tak. Tak właśnie będzie. Czynimy ku temu przygotowania. Wypełniamy plan, a pełny kontakt z ludźmi jest częścią planu. To na pewno się wydarzy i będzie kolejnym krokiem w rozwoju człowieka, prowadzącym do uzyskania uniwersalnej świadomości. Nie uczynimy nic, czego ludzie by nie chcieli. Respektujemy waszą wolną wolę. Wolna wola to fundamentalna zasada Uniwersum.

D: To znaczy, że istoty pozaziemskie mogą wysyłać nam pozytywną energię, idee i informacje, ale od nas zależy, czy z nich skorzystamy?

P: Zgadza się. Przeznaczenie ludzkości zależy od decyzji wszystkich jej jednostek.

D: Czy gdyby na Ziemi działo się coś złego, np. wybuchła wojna nuklearna, czy te istoty wylądowałyby na Ziemi? Mogłyby zapobiec nieszczęściu.

P: To dyskusyjna teza. Lądowanie mogłoby pogorszyć sytuację.

D: Dlaczego tak sądzicie?

P: Ludzie nie znaliby naszych intencji i mogliby potraktować nas jak intruzów, agresorów. Skierowaliby przeciwko nam swą najskuteczniejszą broń. Eksplozja nuklearna i tak by więc nastąpiła, choć broń wycelowano by w innego – pozaziemskiego – wroga.

D: Ale istoty pozaziemskie mogłyby podjąć obronę. I, jak sądzę, całkiem skuteczną.

P: Nie musiałyby się bronić. Po prostu, w momencie wybuchu nie byłoby ich już na ziemskim planie. Zmaterializowałby się na innej płaszczyźnie egzystencji. Zresztą, to czyste spekulacje, nie widzimy potrzeby kontynuowania tego tematu.

D: Istoty te z natury są tak dalekie od stosowania przemocy, że uwzględniają nawet możliwości zaistnienia takiej sytuacji?

P: Nie zagłębiają się w czcze spekulacje i przewidywania.

D: Jakiego rodzaju wiedzę przekazywałyby one ludziom, gdyby ci ich słuchali?

P: Kiedy osiągniecie poziom uniwersalnej świadomości, przekażemy wam lekcje na temat miłości i zrozumienia, w ujęciu znacznie szerszym, niż możecie to sobie wyobrazić. Uniwersalną wiedzę dotyczącą polityki, spraw społecznych, roli jednostki i tym podobne.

D: Czy ludzie nie uznają za ingerencję kontaktu i układów z politykami?

P: Nie będzie wówczas takich polityków, jacy rządzą współcześnie. Ci dzisiejsi nie realizują założeń uniwersalnej polityki. Ci, którzy nastąpią, otworzą się na nowe koncepcje oraz idee, przełamią uprzedzenia i obalą stare poglądy.

D: A więc, istoty pozaziemskie pomogą nam ustanowić nowe rządy?

P: Tak, będą was wspomagać w tym przedsięwzięciu. W ustanowieniu rządu światowego, globalnego. Ujrzycie konieczność pójścia nowymi drogami, porzucenia starych ścieżek rozwoju. Jeśli taka będzie wasza wola, pomożemy wam odnaleźć te nowe drogi.

D: Sądzę, że ustanowienie rządu globalnego będzie trudnym zadaniem. Nasi politycy zbyt różnią się poglądami, by dojść do kompromisu.

P: Jak już powiedzieliśmy, porzucicie stare drogi, dawne sposoby myślenia, a otworzą się przed wami nowe możliwości.

D: Ludzie podejmowali już próby utworzenia globalnego rządu. Powstała w tym celu Organizacja Narodów Zjednoczonych, ale nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Podobne działania trafiają na wiele przeszkód.

P: Zgadza się. Możemy tylko powiedzieć: bądźcie czujni i zachowajcie otwarte umysły. Bądźcie gotowi zaakceptować nowe drogi i możliwości.

D: Zawsze znajdą się jednak tacy, którzy będą opierać się zmianom. Pomyślą, że konieczność zmiany ich stylu życia jest równoznaczna z agresją, przejawem wrogich sił.

P: Niestety, masz rację. Wskazuje na to historia waszej planety. Tacy ludzie znajdują się w dość trudnej sytuacji, znacznie trudniejszej, niż osoby otwarte na nowe idee. Przyjdą dla nich ciężkie czasy, gdyż rozwój tej planety nie zostanie powstrzymany, bez względu na ich postawę.

D: Właśnie. Według mnie, ludzie myślą, że obcy są... źli – by tak powiedzieć – ponieważ mają zamiar zmienić nasze życie.

P: Przemiana jest przeznaczeniem tej planety, a istoty pozaziemskie tylko ją wspomagają. Ludzie, którzy odmówią uczestnictwa w przemianie doświadczą ciężkich czasów; trudniejszych, niż ci, którzy przemianę zaakceptują.

D: A co się stanie, jeśli większość społeczeństwa odrzuci nowe idee?

P: Wtedy dla większości społeczeństwa nadejdą ciężkie czasy. Jak już powiedzieliśmy, przeznaczenia nie można zmienić, tak jak ciężarna kobieta, która nie pragnie dziecka, nie może powstrzymać porodu. Owszem, powstrzyma poród o dziesięć, jedenaście godzin, ale dziecko i tak się urodzi. Lepiej więc wspomagać takie narodziny, zaakceptować je, niż z nimi walczyć.

D: Według mnie, ludzka niechęć do zmian może być powodem wojny. Wybuchnie przemoc.

P: Nie masz racji. Żadne zmiany nie będą wprowadzane na siłę. Nie będzie więc powodu do wszczynania wojny. Działania zmierzające do wprowadzenia zmian są bardzo subtelne, ostrożne. Wszystko dzieje się bardzo powoli. To ewolucja, a nie rewolucja.

D: Tak, teraz lepiej to rozumiem. Sadziłam, że istoty pozaziemskie będą próbowały dokonać radykalnych, gwałtownych zmian. W takiej sytuacji znalazłoby się wielu ludzi przeciwdziałających tym poczynaniom.

P: Nie, nic nie jest czynione na siłę.

D: Czy istoty pozaziemskie będą miały wpływ na ziemskich przywódców?

P: Już teraz wpływają na ich decyzje.

D: A czy mogą powstrzymać ich przed użyciem broni nuklearnej?

P: Po części. Przywódcy otrzymują telepatyczną sugestię, by nie użyć broni nuklearnej.

D: A więc, istoty pozaziemskie nie wchodzą z nimi w bezpośredni, fizyczny kontakt. Potrafią oddziaływać mentalnie...

P: Zgadza się. Tę umiejętność posiadają wszyscy ludzie, nie tylko istoty pozaziemskie.

D: Czy mogę przekazać ludziom informacje, które od was uzyskałam ?

P: Oczywiście, choć z jednym zastrzeżeniem. Jeśli ktoś w nie nie uwierzy, nie naciskaj go. Nie przekonuj, że to “najprawdziwsza prawda". Prawdą jest to, co czynią jednostki. Nie próbuj zmieniać czyichś przekonań wbrew jego życzeniom. Wiem, że ty nie forsowałabyś tych koncepcji na siłę, wbrew czyjejś woli. Ale są tacy, którzy tak właśnie by postępowali.

D: W takim razie, opiszę nasze spotkania, spiszę rozmowy i przekażę je ludziom. Pozostawię im wolny wybór: uwierzą w to lub nie. Cóż, czy chcielibyście przekazać nam coś jeszcze?

P: Najważniejszą sprawą dla tej planety jest rozwój ludzkiej świadomości. Wojny toczące się na Środkowym Wschodzie są doskonałą ilustracją tego, co teraz dzieje się na Ziemi. I nie chodzi tu tylko o wojny. Zwróćcie uwagę na wydarzenia rozgrywające się w Afryce Południowej, w waszych krajach, w waszych miastach. Wszędzie zauważycie zobojętnienie na los drugiego człowieka, brak troski o innych. Uczyńcie choć jeden krok, by zmienić tę sytuację. Ten jeden krok jednego człowieka może być przykładem dla innych. Za tym jednym człowiekiem podążą następni.










Dużo więcej zapisów sesji regresyjnych i innych informacji znajdziecie w książce "Kosmiczni Ogrodnicy" - zachęcam do zakupu


  • 0



#7

Ano.
  • Postów: 309
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Jeśli Admin wyrazi zgodę to umieszczę link do całej ksiązki za darmo w tym temacie, dodam że książka jest bardzo ciekawa i napisana z sensem - wiele tłumaczy ale zarazem zadaje kolejne pytania
  • 0

#8

Raziel.
  • Postów: 405
  • Tematów: 6
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

no ciekawa opcja wychodzi na to ze moge miec w rodzinie kosmite i niejestem tego świadom a moze sam jestem kosmitą :P
  • 0

#9

Ringëril.
  • Postów: 589
  • Tematów: 24
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Bardzo fajne teksty. Przeczytałem od deski do deski ;) , ale wciąż czuję się zagubiony wśród tylu rożnych opcji naszej przyszłości, pochodzenia nas itd.
  • 0

#10

Eury.

    Researcher

  • Postów: 3467
  • Tematów: 975
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 108
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

]Jeśli Admin wyrazi zgodę to umieszczę link do całej ksiązki za darmo w tym temacie, dodam że książka jest bardzo ciekawa i napisana z sensem - wiele tłumaczy ale zarazem zadaje kolejne pytania


Nie wyrazam zgodny, nie jest to legalne.
  • 0



#11

Raziel.
  • Postów: 405
  • Tematów: 6
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Bardzo fajne teksty. Przeczytałem od deski do deski ;) , ale wciąż czuję się zagubiony wśród tylu rożnych opcji naszej przyszłości, pochodzenia nas itd.


no mi ten text zamieszał jeszcze bardzie tyleopcji odnosnie powstania naszej rasy i niewiadomo która jest prawdziwa ale ten text jest naprawde zaskakujacy i niby wyjasnia wiele rzeczy ale równie duzo jak nie wiecej zostawia pod znakiem zapytania :surprised: :smile:
  • 0

#12

Likelost.
  • Postów: 64
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Gemialma książka, nie mogę uwierzyć, że tak szybko to się czyta. Polecam ;)
  • 0

#13

NeVeR.
  • Postów: 50
  • Tematów: 3
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Jeśli Admin wyrazi zgodę to umieszczę link do całej ksiązki za darmo w tym temacie, dodam że książka jest bardzo ciekawa i napisana z sensem - wiele tłumaczy ale zarazem zadaje kolejne pytania


wiesz... jak ktos jest tak bardzo zainteresowany a Ty chetny by zalatwic, zawsze na pm mozesz mu wyslac ten link ^^
  • 0

#14

Marchewa.
  • Postów: 536
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

nie przeczytałem jeszcze wszystkiego ale i tak moge stwierdzić że super ksiązka ;] ciekawe dlaczego nie chciał mówić o meblach... (może są zrobione z Ziemian z Ziemi 0.o )
  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u