Skocz do zawartości




Zdjęcie

Czy małżeństwa przestaną istnieć?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1

Nick.
  • Postów: 1414
  • Tematów: 691
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

0f40d96b2a79fa0f.png

Foto: Shutterstock

 

- Ślub był w 1957 roku. Jej mama powiedziała: "spotykacie się już od roku, więc może w końcu zdecydujecie o tym, żeby na stałe się połączyć". Stwierdziliśmy, że nie widzimy ku temu żadnych przeszkód i wyznaczyliśmy termin ślubu. Nie było wielkich oświadczyn, nikt się tak wtedy nie wygłupiał - wspomina 85-letni pan Henryk.

 

Wiele osób roztacza wizję idealnych związków i miłości, z jaką miały do czynienia minione pokolenia. Obrazują to krążące w internecie memy, na których widzimy pary staruszków trzymających się za ręce i z podpisem: "Urodziliśmy się w czasach, kiedy jak coś się psuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucało do kosza".

 

69bd35dc8fd2d7df.jpg

Foto: Demotywatory.pl

 

Czy sto lat temu małżeństwa były trwalsze?

 

Czy rzeczywiście dłuższy staż małżeński i przy okazji bardzo niski poziom rozwodów sto lat temu świadczy o tym, że dawniej ludziom łatwiej było o porozumienie, mocniej się kochali? I czy rzeczywiście tworzyli lepsze, niż współczesne, związki?

Prawda jest, niestety, nieco mniej romantyczna...

 

Nieszczęśliwy w małżeńtwie? Nie masz wyjścia

 

Prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego, jako pierwszą przyczynę większej trwałości małżeństwa sto lat temu wskazuje brak odpowiedniego systemu prawnego, który umożliwiałby rozwody w tamtych czasach. W okresie międzywojnia w Polsce istniały trzy odmienne systemy prawne pochodzące z okresu zaborczego. Liczbę rozwodów w dużej mierze determinowało więc miejsce urodzenia (zamieszkania) i wyznanie małżonków. Różnice sprawiały, że formalnie rozwody były rzadkością.

 

Przykładowo, jeśli ktoś urodził się w Poznaniu, to chcąc zawrzeć związek małżeński, musiał iść do Urzędu Stanu Cywilnego, niezależnie od tego, jakiego był wyznania. Zgodnie z prawem mógł się także rozwieść. Podobnie, jeśli ktoś się urodził w Krakowie, zgodnie z prawem austriackim również mógł się rozwieść.

 

Ale jeśli ktoś urodził się w Warszawie czy w Łodzi, czyli w zaborze rosyjskim, mógł zawrzeć małżeństwo w kościele, cerkwi czy synagodze i mógł się rozwieść tylko wtedy, jeśli jego wyznanie dopuszczało taką możliwość.

 

- Katolicy, którzy również wówczas dominowali w Polsce, mieli więc utrudnione zadanie, bo mieli jedynie możliwość uznania małżeństwa za nieważne - wyjaśnia prof. Szukalski i dodaje. Problem dotknął samego Marszałka Piłsudskiego, który chcąc rozwieść się z żoną Marią Piłsudską, a był katolikiem mieszkającym na terenie dawnego Królestwa Polskiego (Sulejówek pod Warszawą), musiał zmienić wyznanie. Dopiero, gdy z katolika stał się ewangelikiem, mógł się rozwieść i wstąpić w kolejny związek małżeński.

 

a1d73c9a7c30c00e.jpg
Fragment uroczystości ślubnej Edwarda Raczyńskiego
z Cecylią Jaroszyńską (08.1932 r.)
Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Jednolity system prawny w Polsce wprowadzono dopiero po II wojnie światowej, dlatego startowaliśmy z bardzo niskiego pułapu - pod koniec lat 40. występowało ok. 10 tys rozwodów w skali rocznej. Dla porównania, dziś dochodzi do ponad 60 tys rozwodów rocznie. Rozpada się więc co trzecie małżeństwo.

 

Po wojnie rozwodów wciąż było mało, bo - jak tłumaczy prof. Szukalski - katolicka większość dawnej Kongresówki po prostu nie była przyzwyczajona do możliwości, jaką były rozwody. Ludzie musieli się z nimi dopiero oswoić, a prawo musiało podążyć za zmianami obyczajowymi i społecznymi. Robiło to jednak z opóźnieniem, czym skutecznie utrudniało zmianę położenia tym mniej szczęśliwym w małżeństwie.

 

9400e6a09f034e78.jpg
Młoda para w otoczeniu gości opuszcza kościół św. Floriana w Krakowie, 02.06.1936 r.
Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

"Panienka pozwoli", czyli na "ty" dopiero po ślubie

 

W Polsce międzywojennej ewidentnie traciły na znaczeniu tzw. małżeństwa aranżowane, co szczególnie widoczne było w miastach. Prof. Szukalski uważa, że miało to związek z faktem, iż kobiety coraz częściej wychodziły na rynek pracy, nie były już jedynie gospodyniami domowymi. A im mniej czasu spędzały w domach, tym więcej spotykały ludzi, miały coraz więcej możliwości poznawania mężczyzn - nie tylko już tych, których wskazała im rodzina.

 

Ogromny wpływ na poszerzanie grona kandydatów na mężów miało także - tak niedoceniane, jak uważa prof. Szukalski - upowszechnienie się szkół koedukacyjnych.Prof. Szukalski wskazuje też na desakralizację małżeństwa. - Małżeństwo przestało być postrzegane w kategoriach sakramentu - mówi. - W miejsce czegoś, co było nierozerwalne, powstaje coś, co jest umową wiążącą nas do momentu, aż przestajemy być zadowoleni z realizowania tej umowy. Małżeństwo zaczęło być zawierane z którąś z kolei osób, z którą dobrze nam się układa i którą znamy w miarę długo.

 

Małżeństwo poprzedzały zaręczyny symbolizowane pierścionkiem zaręczynowym, a ten upoważniał m.in. do wspólnego, publicznego pokazywania się. Narzeczeni uzyskiwali status osoby stanu "już nie wolnego", upoważniającego tym samym do większej zażyłości.

 

44f5bed24b17a105.jpg
Zaręczyny siostrzenicy hrabiego Stanisława Czarneckiego (08.1938 r.)
Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

- Dobrze opisuje to rodzinna anegdota opowiadana przez mą - urodzoną w 1914 r. - stryjenkę - czytamy w książce "Małżeństwo - początek i koniec", prof. Szukalskiego. - Gdy brat mego ojca starał się o jej rękę, wszelkie spotkania - zarówno te w zamkniętych pomieszczeniach, jak i na wolnej przestrzeni - odbywały się w obecności innych osób, przede wszystkim członków rodziny. Po oświadczynach narzeczeni mieli nieco więcej możliwości spędzania czasu razem, dopuszczono np. wspólne wyjście do kina bez towarzystwa "przyzwoitek" (zazwyczaj młodszego rodzeństwa narzeczonej). Narzeczeni wciąż używali - zwracając się do siebie - form grzecznościowych (Pan, Panna), zaś "na ty" przeszli po wypowiedzeniu ślubnej przysięgi.

 

Partner nie był jednak poszukiwany ze szczególnym pośpiechem, młodzi mogli i chcieli decydować sami, a przy okazji rosła akceptacja dla alternatywnej formy życia - w pojedynkę.

 

- Życie w pojedynkę stało się po prostu łatwiejsze w realizacji dzięki emancypacji ekonomicznej, niezależności od rodziny, pochodzenia czy od męża - tłumaczy dr Julita Czernecka z Uniwersytetu Łódzkiego w artykule "Od starej panny i starego kawalera do singla". - Małżeństwo i założenie rodziny przestało być jedyną możliwością funkcjonowania w społeczeństwie.

 

Po II wojnie światowej Polacy zaczęli jednak masowo wstępować w związki małżeńskie w wieku młodszym, niż miało to miejsce kiedykolwiek wcześniej. - Osób bezżennych w stosunku do tych pozostających w związkach małżeńskich było w owym czasie bardzo niewiele - pisze dalej dr Czernecka. - Do zawierania formalnych związków skłaniał ludzi ogólny optymizm i poczucie szczęścia po zakończeniu czasów kryzysu i wojny.

 

Od biznesu do uczuć

 

W ciągu ostatnich stu lat zaczęło zanikać (szczególnie na terenach wiejskich) instrumentalne traktowanie małżeństwa. Małżeństwo przestało być narzędziem umożliwiającym ekonomiczne funkcjonowanie rodziny. Na początku XX w. małżeństwo było wymianą dóbr - co świetnie obrazują ogłoszenia matrymonialne z tamtych lat.

 

- W miejsce instrumentalnego traktowania małżeństwa pojawił się dzisiejszy model związków - mówi prof. Szukalski. - W miejsce "miłości" do pozycji/statusu pojawia się miłość do osoby. Instrumentalne traktowanie związku przechodzi w traktowanie afektywno-uczuciowe.

- Ślub był w 1957 r. - wspomina pan Henryk, 85-latek z Warszawy. - Jej mama powiedziała: "spotykacie się już od roku, więc może w końcu zdecydujecie o tym, żeby na stałe się połączyć’". Stwierdziliśmy, że nie widzimy ku temu żadnych przeszkód i wyznaczyliśmy termin ślubu. Nie było wielkich oświadczyn, nikt się tak wtedy nie wygłupiał.

 

d1aeb0afd8aca38a.jpg

Ślub, lata 50. Foto: Shutterstock

 

Aż do połowy lat 70. model zawierania małżeństw był, według prof. Szukalskiego, bardzo prosty, co potwierdzały ówczesne badania antropologiczne. - Ludzie zaczynali się ze sobą spotykać i w ciągu kilku spotkań stwierdzali, że to "nie to", albo szybko wikłali się w znajomość, o czym szybko dowiadywało się ich całe otoczenie. Krótko mówiąc, jeśli ludzie wiedzieli, że być może to jest "to" - to zwykle kończyło się to małżeństwem.

 

9c421f50ff6ce5bf.jpg

Zawarcie ślubu kościelnego. Państwo młodzi i księża (Warszawa, data wydarzenia:
1967-1970) Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

- Pary, które żyły na tzw. kocią łapę, były napiętnowane, nie tylko przez rodzinę, ale i przez sąsiadów - wspomina pan Henryk. - Toteż w zasadzie wszyscy moi koledzy, którzy się z kimś spotykali, szybko legalizowali takie związki.

Pan Henryk żonę poznał w pracy. - Oczywiście nie mówiliśmy sobie na "ty"! - zaznacza. - Któregoś dnia zaprosiła mnie na swoje imieniny i tak zacząłem ją odwiedzać. Pomyślałem, że to bardzo sympatyczna, miła, grzeczna i kulturalna osoba. Potem zacząłem przyjeżdżać po nią do pracy i odwozić, żeby sama przez lasek nie musiała chodzić. I tak to się zaczęło.

 

2a09cda64694cb9d.jpg

Ewa Kaszuba i jej mąż podczas przyjęcia weselnego w mieszkaniu
(Warszawa: data wydarzenia: 1967-1970) Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Co z tymi, którzy długo nie mogli znaleźć kandydata do wspólnego życia?

 

- Jak kobieta była ładna i inteligentna, to wcześniej czy później znajdowała sobie męża, trudniej było tym przeciętnym, ale w tym względzie sytuacja dawniej i dziś się wcale w moich oczach nie zmieniła - śmieje się pan Henryk. - Istniały oczywiście próby swatania takich samotnych osób. Jak ktoś wiedział, że znajomy szukał partnera, był często zapraszany w gości czy do rodziny, bo z protekcji zawsze łatwiej było kogoś poznać. Można powiedzieć, że ludzie znajdowali partnerów po znajomości.

 

Młoda para - coraz starsza

 

Dziś, jak przyznaje prof. Szukalski, związki nieformalne coraz bardziej wygrywają z tymi sformalizowanymi, zwłaszcza wśród młodszych Polaków. W ostatnich latach nastąpił też znaczący wzrost liczby orzekanych rozwodów, przy czym nie zwiększyła się liczba małżeństw powtórnych, co jest kolejnym dowodem preferowania mniej zobowiązujących form życia rodzinnego przez Polaków.

 

Czy czekanie na odpowiedni moment i odpowiedniego partnera powoduje, że wiek małżonków na ślubnym kobiercu jest coraz wyższy? I czy coraz starsi małżonkowie to cecha charakterystyczna dla naszych czasów i przyszłych pokoleń? Nie do końca.

 

Według demografa, wiek obecnych małżonków jest bardzo zbliżony do tego w międzywojniu, gdy o wiele trudniej było osiągnąć samodzielność ekonomiczną. Wiek małżonków w latach 20. czy 30. XX wieku był więc bardzo zbliżony do obecnego i dużo wyższy niż, np. w okresie PRL, kiedy sytuacja ekonomiczna i pewność pracy pozwalała na to, by ludzie decydowali się na zawieranie związków małżeńskich nawet w bardzo młodym wieku.

 

d8e340e94ba063af.jpg
Foto: Shutterstock

 

Nadchodzi epoka bez małżeństw?

 

Przekonanie, że instytucja małżeństwa chyli się ku upadkowi jest, według prof. Szukalskiego, przekonaniem błędnym. Zdaniem demografa chyli się jednak ku upadkowi idealistyczny, bazujący na dalekiej przeszłości model małżeństwa. Czyli taki, w którym mamy do czynienia z miłością od pierwszego wejrzenia, najlepiej z pierwszą osobą w życiu, z którą się jest do końca życia, dzieląc troski i zmartwienia.

 

- Taki model małżeństwa bez wątpienia przechodzi do historii, a na naszych oczach wyłania się model małżeństwa jako dynamicznej, dostosowującej się do okoliczności instytucji. Proszę zobaczyć, jak zmienił się stosunek ojców do wychowywania dzieci. Jak na naszych oczach zmienia się podejście do tego, kto jest głównym przedstawicielem źródeł utrzymania w rodzinie. Każdy zna choć jedną parę, gdzie to kobieta zarabia więcej, co samoistnie, chcąc nie chcąc, wpływa na relacje. To jest ta wielka rzecz, która dokonuje się na naszych oczach już od jakichś 30 lat…

 

Profesor twierdzi, że o ile jest w stanie sobie wyobrazić sytuację, w której ludzie nie widzą powodu, żeby zawierać małżeństw z uwagi na zanik funkcji usługowych małżeństwa (łatwiej się żyje, dzielimy się pewnymi rzeczami czy obowiązkami domowymi), o tyle nie uciekniemy od wagi małżeństwa jako czegoś, co daje zabezpieczenie psychiczne.

 

- Można powiedzieć, że w związkach formalnych jest dokładnie tak samo, jak w tych nieformalnych - mówi. - Ale jednak nie jest. Fakt, że wypowiadamy przysięgę w obecności świadków, że człowiek zdecydował się na ten krok, to samoistnie zmienia sposób myślenia o relacji między dwiema osobami. Człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że rozstanie już nie będzie takie łatwe.

 

Podczas badania "Pokolenie singli" na zlecenie portalu Sympatia, zapytano osoby bez pary o to, co ich zdaniem wpływa na trwałość związku. Małżeństwo, a więc formalizację związku, wskazał co trzeci badany (37 proc. mężczyzn i 22 proc. kobiet).

 

- Na dłuższą metę, w pewnym stopniu oczywiście, małżeństwo łagodzi nasz krytycyzm i zmniejsza szanse na rozpad związku, ludzie wiedzą, że gdzieś tam za nimi jest prawne zobowiązanie - tłumaczy prof. Szukalski.

 

- Oświadczyłem przyszłej żonie, żeby się dobrze zastanowiła, czy jej odpowiadam, bo ślub bierzemy tylko raz i nie ma mowy o żadnym rozwodzie - zaznacza z uśmiechem pan Henryk. - I tak przeżyliśmy wspólnie prawie 60 lat. Kobieta szanowała mężczyznę, a mężczyzna szanował kobietę. Było wśród moich kolegów paru rozwodników. Głównie dlatego, że kobiety chciały ich angażować do wszystkich domowych obowiązków, nawet tych, które im nie odpowiadały. Stąd wiem, że drugie małżeństwo nigdy nie jest lepsze od pierwszego.

 

Z badania "Pokolenie singli" wynika, że współcześni single szukają związku "zdecydowanie trwałego" (73 proc.). Żaden z respondentów nie wybrał odpowiedzi "jakiegokolwiek" czy "przelotnego". Czy koniecznie zalegalizowany? Prawdopodobnie nie, ale jak ocenia prof. Szukalski, zdecydowana większość Polaków, wcześniej czy później, zdecyduje się na zawarcie formalnego związku...

źródło


  • 4



#2

DawidRegelnicki.
  • Postów: 1
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Małżeństwa nie przestaną istnieć, jednak będzie więcej rozwodów. Teraz już jest tego pełno, a ten znany mem ze staruszkami pokazuje, że kiedyś było lepiej. Taki ten świat jest :(


  • 0

#3

Zuzełka.
  • Postów: 191
  • Tematów: 2
  • Płeć:Kobieta
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Śluby będą, bo ludzie lubią robić tego typu imprezy i bywać na nich. Przynajmniej w tej części Europy :D 


  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u