Skocz do zawartości




Zdjęcie

Zaginięcie Dorothy Scott

Dorothy Scott zaginięcie

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
1 odpowiedź w tym temacie

#1

Dagmii.
  • Postów: 109
  • Tematów: 49
  • Płeć:Kobieta
  • Artykułów: 3
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Dorothy Scott była 32-latką samotnie wychowującą 4-letniego syna. Mieszkała w domu swojej ciotki w Stanton w Kalifornii, a pracowała jako sekretarka w sklepie w oddalonym o 20 minut drogi Anaheim, gdzie mieszkali jej rodzice. Była spokojną i sympatyczną domatorką, która bardzo ceniła sobie chrześcijańskie wartości.

 

Dorothy-Scott.jpg

Dorothy Scott, fot/google

 

Jej życie byłoby całkiem normalne, gdyby nie tajemniczy mężczyzna, który od pewnego czasu wydzwaniał do jej pracy. Podczas niektórych rozmów wyznawał jej miłość, a podczas innych groził. Dorothy początkowo nie traktowała tego poważnie, ale telefony stawały się coraz częstsze, a groźby coraz poważniejsze. Mężczyzna powiedział, że napadnie ją, gdy będzie sama, a następnie zamorduje ją i poćwiartuje, żeby nikt nigdy jej nie znalazł. Potrafił podać dokładny plan dnia kobiety i opisać w co jest ubrana. Jego głos wydawał się znajomy, jednak Dorothy nie potrafiła powiedzieć skąd.

 

W maju 1980 roku kobieta rozważała zakup broni i zapisała się na kurs karate. Tydzień później, 28 maja, podrzuciła syna do swoich rodziców i wybrała się na spotkanie pracownicze. Zauważyła, że Conrad Bostron (jeden z jej współpracowników) ma dziwny ślad na ramieniu i źle się czuje. Razem z Pam Head zawiozły go do szpitala, gdzie okazało się, że ukąsiła go czarna wdowa.

 

Conrad został wypisany około 23:00. Pam poszła z nim do apteki, a Dorothy w tym czasie miała iść po samochód i czekać na nich przed wejściem do szpitala. Jednak gdy para wyszła po kilku minutach, Dorothy jeszcze nie było. Dopiero po jakimś czasie jej samochód minął ich z piskiem opon. Nie widzieli kto prowadził, auto skręciło w prawo i ktoś wyłączył światła. Pam i Conrad uznali, że może coś się stało z synem Dorothy i musiała szybko jechać do domu. Postanowili poczekać na nią w szpitalu. Gdy jednak minęło kilka godzin, a kobiety dalej nie było, zadzwonili do jej rodziców. Okazało się, że Dorothy nie dotarła do domu. O zaginięciu poinformowano policję.

 

Wkrótce odnaleziono jej samochód. Został porzucony i podpalony około 15 kilometrów od szpitala. Wokół nie było żadnego śladu Dorothy ani porywacza. Policja nie miała żadnego punktu zaczepienia. Nie wiadomo kto wydzwaniał do kobiety, kto mógł mieć motyw ani co mógł z nią zrobić.

 

Niedługo po zaginięciu anonimowy mężczyzna zadzwonił do redakcji lokalnej gazety i powiedział, że zabił Dorothy, ponieważ przyłapał ją na zdradzie. Podał wiele szczegółów, między innymi kolor jej szalika w dniu zaginięcia i powód, dla którego była tego wieczoru w szpitalu. Policja uznała, że faktycznie mógł być zamieszany w jej zaginięcie.

 

Wszyscy, którzy potencjalnie mogli być odpowiedzialni na porwanie mieli alibi. Przesłuchano jej współpracowników, jednak nie przyniosło to żadnych rezultatów. Dorothy nie miała kontaktu z klientami, a więc nie mógł być to żaden z nich.

 

Od czasu zaginięcia co środę do matki Dorothy dzwonił tajemniczy mężczyzna. Niekiedy pastwił się pytając „czy Dorothy jest w domu?”. Czasami opowiadał, że zabił a czasami, że porwał i przetrzymuje kobietę. Dzwonił tylko, gdy matka była sama, a więc prawdopodobnie obserwował jej dom i znał plan dnia domowników. Połączenia nigdy nie były na tyle długie, aby można było go namierzyć. Dzwonił co tydzień aż do kwietnia 1984 roku (przez 4 lata!), gdy telefon odebrał mąż matki. Wtedy tajemniczy mężczyzna rozłączył się i telefony ustały.

 

Zwłoki Dorothy znaleziono 6 sierpnia 1984 roku w rowie przy drodze. Zwłoki to dużo powiedziane, ponieważ z kobiety został sam szkielet. Nie można było określić przyczyny ani czasu zgonu. Znaleziono też jej pierścionek i zegarek.

 

Sprawca nigdy nie został ujęty. Jest jednak jeden podejrzany. Mike Butler znał Dorothy, ponieważ jego siostra pracowała z nią w sklepie. Podobno, gdy tylko poznał Dorothy, zaczął mieć obsesję na jej punkcie. Butler mieszkał w górach Santiago i według wielu ludzi był bardzo niestabilny emocjonalnie i mocno zaangażowany w różne kulty. Policja nie miała jednak dostatecznych dowodów, aby postawić mu jakiekolwiek zarzuty. Mężczyzna zmarł w 2014 roku.

 

 

Źródło:  https://www.wykop.pl...tt-byla-32-lat/


  • 4



#2

Agnieszka81.
  • Postów: 302
  • Tematów: 29
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Takie morderstwa są najgorsze, ponieważ rodzina nigdy nie zazna spokoju i sprawiedliwości. Nie wyobrażam sobie, jak można żyć, mając świadomość, że bliska osoba zostaje zamordowana, a jej oprawca chodzi sobie wolno po świecie. Człowiek chyba by oszalał... Dziś już marne szanse na rozwiązanie tego morderstwa, tym bardziej, że główny podejrzany nie żyje. Ciekawe czy potem komuś chwalił się, że to on przykładowo zabił kobietę. Z czasem tacy psychopaci po prostu paplają ludziom o swoich wyczynach, więc i ten może się wygadał (świadomie bądź też nie). 

 

Wracając jednak do sprawy zaginięcia, czy wpierw porwania Scott, zastanawiam się, jak się to napastnikowi udało? Albo był to ktoś, kogo znała i dobrowolnie wpuściła do auta (choć z uwagi na pośpiech związany z chorym kolegą wydaje się to mało prawdopodobne) albo też -  i tu wersja bardziej prawdopodobna -  została sterroryzowana już po wejściu do auta - napastnik mógł ją wepchać do jej własnego samochodu, ogłuszyć, a potem samemu prowadzić, bądź też pod groźbą użycia broni kazać kobiecie prowadzić (wszak kierowca nie był widoczny). Ciekawa jestem czy zwłoki (szkielet) znajdowały się daleko od wcześniej znalezionego samochodu?


Użytkownik Agnieszka81 edytował ten post 25.07.2018 - 12:43

  • 0




Inne tematy z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: Dorothy Scott, zaginięcie

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u