Skocz do zawartości




Zdjęcie

7 staropolskich słów, przez które na nowo zakochasz się w języku polskim


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
1 odpowiedź w tym temacie

#1

Nick
  • Postów: 1089
  • Tematów: 467
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

8a649a1849e25c91ff9951e1d95c3c219e428d63

 

 

Język polski na przestrzeni lat ulegał wielu przeobrażeniom. W konsekwencji czytając obecnie staropolską poezję uśmiechamy się widząc takie słowa jak „ochędóstwo” czy “giezłeczko”. Przypominamy siedem używanych w dawnych wiekach ciekawych określeń, które dzisiaj popadły już w całkowite zapomnienie.

 

Wiele z nich związanych jest ze specyficznymi zwyczajami naszych przodków, co pozwala nam lepiej poznać ich kulturę i sposób patrzenia na świat.

 

DARDAŃSKI OSIOŁ

 

Zwrot ten służył w XVIII wieku do określania ludzi cechujących się wyjątkowym brakiem inteligencji. Nawiązywał on do legendy o koniu trojańskim, którego w dawnej literaturze nazywno dardańskim (Dardania była częścią Troady), w którym ukryli się w czasie wojny trojańskiej greccy wojownicy, aby w ten sposób zdobyć miasto. Koń dardański kojarzył się naszym przodkom z olbrzymiością, dlatego kiedy chcieli nazwać kogoś wielkim osłem, nazywali go osłem dardańskim. W mowie potocznej używano również określenia „osioł dardanelski” od cieśniny Dardanele.

 

FACELET

 

Słowo pochodzące od starołacińskiego „faciletum” miało kilka znaczeń. Najczęściej używano go na określenie cienkiej delikatnej chusteczki do nosa, chociaż mogło też oznaczać welon lub opaskę na głowę. Z renesansowej poezji Jana Kochanowskiego, Mikołaja Reja i Szymona Szymonowica dowiadujemy się, że facelety służyły ocieraniu łez i potu z twarzy oraz jako element codziennej garderoby. Używano ich również w trakcie obrzędów pogrzebowych – miały przykrywać twarz zmarłego. Sporządzano je ze specjalnej białej tkaniny, którą niekiedy farbowano na kolor brunatny lub fiołkowy.

 

GĘDŹBA

 

To niezbyt przyjemne w brzmieniu słowo oznaczało po prostu muzykę i pochodziło od starożytnego ludowego instrumentu – gęśli. Gędzeniem dawniej określano granie, co znalazło swoje odbicie w staropolskim przysłowiu: “Która czyta, śpiewa, gędzie, z tej rzadko cnotliwa będzie”. Osobę, która lubiła gędać nazywano z kolei gędźcem lub gądkiem. Grajków, którzy chadzali ze swoją twórczością od karczmy do karczmy, nazywano również piszczkami. Ich muzykę uważaną za tę niższych lotów. Paweł Szczerbicz w 1581 r. pisał o nich z lekką pogardą: “Gądki i piszczki, którzy się nie zabawiają uczciwą muzyką, ale od karczmy do karczmy się tułają, albo z pieskami tańcują”.

 

LITKUP

 

Z języka niemieckiego przejęliśmy kilka słów związanych z alkoholowymi obyczajami, nie tylko słynny bruderszaft. W średniowiecznym prawie polskim, gdy wiele umów było zawieranych ustnie, trzeba było je w jakiś sposób oficjalnie potwierdzić. Swego rodzaju „podpisem” miało być wypicie napoju alkoholowego przez obydwie strony. Poprzedzało go stwierdzenie zawarcia umowy czyli tzw. sąd litkupu oraz błogosławieństwo litkupu. Litkup przez wieki miał ogromne znaczenie przy stwierdzaniu prawomocności umów, ale wraz z rozpowszechnieniem pisma jego znaczenie słabło. W niektórych częściach Polski nadal jednak uważa się, że alkoholowy poczęstunek gwarantuje pomyślność transakcji.

 

PODUSZKOWY TANIEC

 

Taniec poduszkowy, niekiedy nazywany też chmielowym, wiązał się ze staropolskimi obrzędami weselnymi. Po oczepinach bezżenni przyjaciele młodej pary nazywani swatami odprowadzali ją do sypialni przy dźwiękach uroczystego poloneza zwanego „chmielem”. Przypuszcza się, że tekst „chmiela” może pochodzić jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. Pierwsza noc często bywała dla nowożeńców bezsenna. Towarzyszył jej bowiem przesąd, że ten kto zaśnie jako pierwszy, ten pierwszy umrze. Ponadto w bogatszych rodzinach szlacheckich po poduszkowym organizowano jeszcze cukrową kolację. Zastawiano stół słodyczami, z których najważniejszy był marcepan migdałowy, oraz słodkimi napojami. Zwyczaj poduszkowego utrzymywał się na wiejskich dworkach do połowy XIX wieku.

 

SKOMOROCH

 

To słowiańskie określenie aktorów wędrownych i sztukmistrzów już w XVII w. zaczęło popadać na ziemiach polskich w zapomnienie i zostało wyparte przez słowo kuglarz. Skomorochy podróżowali po wsiach i miasteczkach ze swoimi przedstawieniami marionetkowymi, pokazami żonglerki i występami satyrycznymi. Największą popularność osiągnęli w Moskwie, gdzie mieli nawet swoją stałą siedzibę. Często żartowali sobie jednak z władzy carskiej i prawosławnego duchowieństwa, czym ściągnęli na siebie gniew cara. W 1648 r. zakazał on występów skomorochów. Określenia skomoroch używano też zamiennie ze słowem niedźwiednik na określenie osób, które opiekowały się niedźwiedziami i uczyły je… tańcować.

 

WACEK

 

Obecnie najczęściej przechowujemy nasze pieniądze w portfelu lub na koncie w banku, ale nasi przodkowie używali w tym celu kieszonkowych woreczków. Woreczki te nazywano wackami, a rzemieślników, którzy zajmowali się ich wyrabianiem – wackarzami lub wackowymi. Do wyrobu wacków stosowano zwykle płótno lub skórę. Pełniły one funkcję ozdobną – ściągano je rzemykiem lub zamykano na zamek i zawieszano sobie na szyi. Największy rozkwit tego rzemiosła miał miejsce w XVI i XVII w., potem wackarze przyłączyli się do cechu rękawiczników i stracili na znaczeniu.

https://www.focus.pl...u-wyszy-z-uycia


  • 3



#2

JennyMandeville
  • Postów: 23
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Świetny temat! Zapomniane znaczenia słów są bardzo ciekawe. Przypomina mi się teoria pewnego profesora od łaciny, który sugerował, że legenda o Wandzie, która nie chciała Niemca, związana jest z sytuacją, kiedy fala plemion Słowiańskich nie chciała poddać się (wypierała) plemiona Germańskie. W łacinie "fala" to "unda" i od tego słowa właśnie miało wziąć się imię "Wanda".


  • 1



Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u