Skocz do zawartości




Zdjęcie

Zdarzenie w Jerzmanowicach - "polska Tunguska" (1993)

Jerzmanowice Tunguska katastrofa tunguska

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
4 odpowiedzi w tym temacie

#1

Legendarny.
  • Postów: 934
  • Tematów: 177
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Najpierw niebo rozświetlił intensywny błysk, potem w niezbyt wyniosły ostaniec uderzyła ognista kula, wreszcie rozległ się przerażający grzmot. Potem drugi, słabszy. I jak gdyby nigdy nic na powrót zapadła noc. Tylko nieliczni dostrzegli świecące kule, które po ułamku sekundy odskoczyły od skały. Były dwie, małe. - Zjawisko trwało dość długo, jego czas świadkowie oszacowali na powyżej kilku sekund. Sam błysk miał trwać dwie sekundy - mówi dr Tomasz Ściężor, miłośnik astronomii, fizyk z Politechniki Krakowskiej.

 

Jerzmanowice.jpg

Skała w pobliżu Jerzmanowic / onet.pl

 

Był czternasty stycznia 1993 r., czwartek, dzień, w którym na Morzu Bałtyckim zatonął prom "Jan Heweliusz", a w Kolumbii doszło do erupcji wulkanu Galeras. Dochodziła dziewiętnasta. Ów dziwny błysk widać było wyraźnie nawet na płycie Rynku Głównego w Krakowie. Ponad dwadzieścia kilometrów w prostej linii od Jerzmanowic, gdzie COŚ uderzyło w skałę zwaną Babią. Do dzisiaj nie ustalono co.

 

Dom Bieniów stoi kilkadziesiąt metrów od Babiej Skały, w przysiółku Kolonia Wschodnia, przy zakręcie szosy do Łazów, niecały kilometr od centrum wsi Jerzmanowice. Akurat pełen był ludzi; wszyscy siedzieli przed TV - leciał odcinek popularnego serialu "Pokolenia".

 

Nagle błysk, grzmot, poderwali się więc na równe nogi. Jerzy Bień wspomina: - Nie wiem, do czego to porównać. Może do petardy hukowej, ale musiałaby być fest. Sąsiedzi krzyczeli: "Gaz wybuchł!".

 

Naoczny świadek (anonimowo): - Nie byłem na wojnie, ale tak to właśnie musi wyglądać. Pamiętam strach.

 

- Huk był tępy, jakby dudnienie; nie ciach prach jak od pioruna. I nic więcej. Cisza - mówi z kolei Zygmunt Ferdek, który mieszka ponad 2 km od Babiej Skały. Miał szczęście, że tak daleko - bo nie doświadczył tego, co jej bliscy sąsiedzi.

 

Po wybuchu na ich zabudowania runął bowiem grad wapiennych kamieni. Sypał się piasek i spadały głazy wielkości wiadra: tak ciężkie, że nie mogli sobie potem poradzić z nimi rośli mężczyźni. Tych większych były setki, małych tysiące. Spadały na podwórka (w momencie zrobiło się od nich biało), dachy domów, stodół, garaży. Eternit trzaskał, leciała szyba za szybą, drzewa traciły wierzchołki, topiły się druty telefoniczne. Tragedia, makabryczny widok...

 

Natychmiast zgasło światło. W domach w pobliżu epicentrum zdarzenia przepaliły się żarówki, telewizory, magnetowidy, lodówki, inny sprzęt AGD. Wszystko, co było wpięte do prądu, zostało zniszczone. Tryskały ogniem nawet niezaświecone lampy. Na krawędziach metalowych przedmiotów tańczyły płomyki zwane ogniami św. Elma. Tak spektakularne efekty obserwowano również w domach sporo oddalonych od wapiennego ostańca.

 

Na Babiej, gdzie co odważniejsi poszli zaraz z latarkami, także widać było działanie niszczycielskiej siły, choć nie tak wielkie, jak się spodziewano. Uderzenie odłupało wierzchołek skały; przeryta, jakby przez krety, była wokół gleba; powstały bruzdy w miejscach, którymi energia szukała ujścia do ziemi. Można było odnieść wrażenie, że Babią Skałą wstrząśnięto...

 

Mieszkańcy wioski zapamiętali, że chwilę przed zdarzeniem niebo zasnuła ciemna chmura. Dziwne to było odczucie, bo świat spowijała noc, a śniegu, od którego mogła bić poświata, nie było za wiele. Niektórzy zapamiętali też, że po uderzeniu czuć było w powietrzu charakterystyczny smród, jakby azotoksu albo innego środka chemicznego (Ferdek: - Kiedyś piętnaście metrów ode mnie uderzył piorun i czuć było siarkę. Przy tak wielkiej sile nie mogło być inaczej...). Znajomy dra Ściężora, który przechodził akurat przez krakowski Rynek, siarki nie poczuł, ale był przekonany, że właśnie wybuchła bomba jądrowa...

 

Około północy pod Babią Skałą roiło się już od wojskowych. Naoczny świadek: - Zjawili się znikąd i nie wiadomo po co.

 

Żandarmi otoczyli ostaniec, a zwykłym żołnierzom (nie wiadomo skąd byli, bo nikt nie pytał o szczegóły) przypadło w udziale dokładne przeszukanie terenu. Zniknęli wszyscy rano. Przez dwa dni we wsi nie zaszczekał żaden pies. Tak wielkie było przerażenie także wśród zwierząt.

 

Samorzutnie powstała interdyscyplinarna grupa naukowców m.in. z UJ, AGH, WSP, IMiGW, PAN, która zajęła się badaniem incydentu jerzmanowickiego - bo tak nazwano to zdarzenie. Prym wiódł mineralog prof. Andrzej Manecki. Założono wstępnie, że w Jerzmanowicach upadło ciało niebieskie. Może meteoryt. Skałę dokładnie obwąchano, zbadano mikroślady, itp. Wyniki były zaskakujące.

 

Nie stwierdzono działania wysokiej temperatury i śladów promieniowania. Badania fizykochemiczne wykluczyły upadek meteorytu. Nie było też krateru, nadmiernego zagęszczenia pyłu kosmicznego. Przelotu meteorytu, co okazało się potem, nie odnotowała działająca w Czechach i na Słowacji Europejska Sieć Bolidowa, nie dostrzegli go obserwatorzy nieba z Pentagonu (przynajmniej takie zapewnienie złożyli Amerykanie). Łowcy meteorytów przekopali okolicę - i nic.

 

Zaczęto więc rozpatrywać hipotezę meteorologiczną. Stanęło na tym, że być może w Babią Skałę uderzył najpierw tzw. piorun gigantyczny (zdarza się kilka takich wyładowań na świecie co roku, choć jak dotąd - tylko w terenach niezamieszkanych); później kanałem próżniowym po nim zszedł piorun kulisty, a małe kule, które odskoczyły od skały - to pioruny wykrzesane ze skały. - Ale to tylko gdybanie. Nigdy nie zaobserwowano występowania tych zjawisk równocześnie. Zresztą, pioruny kuliste mają mniejsze rozmiary i kluczą. A ten był wielki i szedł po prostej linii, tak mówili świadkowie - zwraca uwagę dr Tomasz Ściężor, który, wówczas jako doktorant na Wydziale Fizyki i Techniki Jądrowej AGH, pierwszy raz zjawił się w Jerzmanowicach kilka dni po incydencie. Nie tylko brał udział w pracach badawczych, ale też przepytywał świadków. A ci znaleźli się nawet w Zawoi.

 

Zaobserwowali różne fazy zjawiska. Najpierw przeciągły szum, jakby warkot lecącego nisko samolotu. Potem niebieskie, lub biało- żółte, rozjaśnienie nieba. I wreszcie jasno- , lub złocistoczerwoną kulę średnicy kilkudziesięciu metrów, która przeleciała po niebie - akurat w kierunku Babiej Skały. Gdy znikła za zabudowaniami, nastąpił wybuch.

 

Grzmot był wg jednych pojedynczy, według drugich - podwójny. Czuć było wyraźnie wstrząsy gruntu, lecz sejsmografy nie odnotowały fali sejsmicznej. Obok skały zauważono krótkotrwałe szare zadymienie. Nadszedł silny wiatr i krótki deszcz z gradem. W niedalekim Sąspowie zerwała się burza, trwała kilka minut. W Łazach zatrzęsło samochodami. Pracownik Agencji Ruchu Lotniczego, kontroler lotów z Balic, kilkanaście minut przed zdarzeniem obserwował na wysokości 2,5 km światło sodowe, które opadając przybrało wielkość piłki do nogi. Niestety, armia nie udostępniła zapisów z radarów wokół lotniska...

 

Incydent rozpalał umysły wszelkiej maści badaczy: profesjonalistów i amatorów. Co raz stawiano nowe hipotezy. Robert K. Leśniakiewicz, wiceprezes Centrum Badań Zjawisk Anomalnych w Jordanowie, o tym, co zdarzyło się pod Krakowem, zwykł mówić: Jerzmanowickie Dziwo.

 

- Oj Boże, teorii było pełno. Meteoryt, mała kometa, piorun kulisty, wybuch składu amunicji, może bomby konwencjonalnej albo bomby walizkowej, mini- ładunku jądrowego. Albo awaria UFO. Mówiono, że spadł sztuczny satelita ziemi lub pozostałość atomowej wojny mitycznych bogów. Niewiedza rodziła domysły - wspomina Robert K. Leśniakiewicz.

 

Naukowcom siłę zjawiska udało się oszacować na ok. 80- 100 kg TNT (moc średniej wielkości bomby lotniczej). Przyznali też, że wystąpiły wtedy w kraju trudne warunki atmosferyczne. Może więc pioruny, jeśli to naprawdę były one, przyciągnęło złomowisko położone pod Babią Skałą. Lub anomalia magnetyczna.

 

Ale nikt nigdy nie powiedział ostatecznie, co to było za uderzenie. Stąd we wsi mówi się o tym różnie. Sołtys Piotr Kozera zauważa: - Może to przypadek, ale zaraz potem zaczęły się u nas rodzić trojaczki. I to nie był pojedynczy przypadek; przypadków były dwa, może nawet trzy, w okolicy...

 

Robert K. Leśniakiewicz po długich dociekaniach na właściwy, jego zdaniem, trop trafił w 2003 r. Przeczytał w prasie notkę o tzw. bombie E, "humanitarnym ładunku wybuchowym". Nie zabija on ludzi, lecz emituje krótkotrwały impuls elektryczny o dużej mocy, który powoduje zniszczenie elektroniki w promieniu nawet kilku kilometrów. Leśniakiewicz podejrzewa, że podobna bomba eksplodowała na Babiej Skale: - Coś wymknęło się spod kontroli chłopcom w zielonych lub stalowych mundurach. Nie należeliśmy wtedy jeszcze do NATO, ale skoro okazuje się, że były w Polsce więzienia CIA to dlaczego nie mogła być u nas testowana tajna broń? Musiał ją zgubić polski lub amerykański samolot. Bo jak inaczej wytłumaczyć zadziwiającą aktywność wojska? Przecież nie interesuje się ono meteorytami. A jeśli nawet, przysłałoby ekspertów, a nie tak duże siły. Czy to nie dziwne?

 

Babia Skała, niezmiennie w prywatnych rękach, jak stała, tak stoi. Trudno doszukać się na niej śladów wydarzeń sprzed lat. Tylko rozrzucone przez wybuch kamienie zdobią ogródki. Dachy ponaprawiano, ale nikt nigdy nie dostał żadnego odszkodowania za zniszczenia. A wśród okolicznych mieszkańców słychać głosy: - I tak nigdy nie dowiemy się prawdy.

 

Prof. Andrzej Manecki sądzi, że w Jerzmanowicach mogło się zdarzyć to, co w 1908 r. w tajdze syberyjskiej - tylko w mniejszej skali: - Nazwałem to efektem submikrotunguskim. Fala uderzeniowa pochodziła od czegoś, co wyparowało w atmosferze.

 

Nie tylko Robert K. Leśniakiewicz ma przekonanie, że tamtej nocy obecność wojska przy Babiej Skale nie była przypadkowa. - Marzeniem każdego badacza nieznanego jest móc zajrzeć w końcu do wojskowych raportów sporządzonych tuż po incydencie. Te dokumenty mogą skrywać klucz do rozwiązania całej zagadki - uważa Robert Buchta, publicysta, współpracownik miesięcznika "Nieznany Świat". Zaś dr Tomasz Ściężor mówi tak: - Gdybyśmy otrzymali zapisy z radarów, może bylibyśmy bliżej prawdy. A tak nie ma żadnych szans na udowodnienie, czym był incydent jerzmanowicki. To musi pozostać tajemnicą. Problem tylko w tym, że w każdej chwili może się on powtórzyć...

 

 

Autor: Piotr Subik

Źródło: paranormalne.eu

 


Użytkownik Legendarny. edytował ten post 09.02.2018 - 19:17

  • 10



#2

Partuszew

    Silent Reaper

  • Postów: 211
  • Tematów: 5
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Bardzo ciekawa sprawa, nigdy do tej pory o niej nie słyszałem i nie czytałem. Myślicie faktycznie, że to była bomba EMP ?

Trochę zdjęć z tego miejsca http://www.straznicy...opic.php?t=1567


Użytkownik Partuszew edytował ten post 10.02.2018 - 22:28

  • 1

#3

noxili
  • Postów: 2515
  • Tematów: 16
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Obstawiałbym lokalne tąpnięcie wywołane runięciem skały i powstaniem usypiska. W miejscu gdzie runeły kamienie było złoże jakiegoś  piezoelektycznego kamienia. np krzenień czy kwarc. Powstające naprężenie  wygenerowało gigantyczną ilość prądu (coś jak krzesanie iskier krzemieniem tylko na mega skalę). Wysokie napięcie wygenerowało wyładowania snopiące  w stylu tzw. Ogni Sw Elma , falę EM, i liczne pioruny kuliste.

 

Myślicie faktycznie, że to była bomba EMP ?

 

Broń EMP z definicji nie niszczy fizycznie celu i nie rozrzuca kamieni. A tu  zniszczenia były znaczne. 


  • 1



#4

DCO
  • Postów: 8
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano


Nagle błysk, grzmot, poderwali się więc na równe nogi. Jerzy Bień wspomina: - Nie wiem, do czego to porównać. Może do petardy hukowej, ale musiałaby być fest. Sąsiedzi krzyczeli: "Gaz wybuchł!".

 


Po wybuchu na ich zabudowania runął bowiem grad wapiennych kamieni. Sypał się piasek i spadały głazy wielkości wiadra: tak ciężkie, że nie mogli sobie potem poradzić z nimi rośli mężczyźni.

 

 Niektórzy zapamiętali też, że po uderzeniu czuć było w powietrzu charakterystyczny smród, jakby azotoksu albo innego środka chemicznego

 

Około północy pod Babią Skałą roiło się już od wojskowych. Naoczny świadek: - Zjawili się znikąd i nie wiadomo po co.

 

Żandarmi otoczyli ostaniec, a zwykłym żołnierzom (nie wiadomo skąd byli, bo nikt nie pytał o szczegóły) przypadło w udziale dokładne przeszukanie terenu.

 

 

Nie stwierdzono działania wysokiej temperatury i śladów promieniowania. Badania fizykochemiczne wykluczyły upadek meteorytu.

 

Zaobserwowali różne fazy zjawiska. Najpierw przeciągły szum, jakby warkot lecącego nisko samolotu.

 

Grzmot był wg jednych pojedynczy, według drugich - podwójny. Czuć było wyraźnie wstrząsy gruntu, lecz sejsmografy nie odnotowały fali sejsmicznej. Obok skały zauważono krótkotrwałe szare zadymienie.


Naukowcom siłę zjawiska udało się oszacować na ok. 80- 100 kg TNT (moc średniej wielkości bomby lotniczej).


 


 


 

 

Zostawiłem konkrety, myślę, że teraz wyjaśnienie okaże się wręcz prozaiczne.

 

 

 

Sprawę znam, przez Jerzmanowice jeździłem wtedy do Kraka na studia. Po prostu, zgubiona bomba lotnicza.


  • 0

#5

noxili
  • Postów: 2515
  • Tematów: 16
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Zostawiłem konkrety, myślę, że teraz wyjaśnienie okaże się wręcz prozaiczne.

 

Zostawiłeś tylko te fragmenty które można wytłumaczyć wybuchem. Te które jednoznacznie wykluczają wybuch bomby czujnie odrzuciłeś.

 

 

przeryta, jakby przez krety, była wokół gleba; powstały bruzdy w miejscach, którymi energia szukała ujścia do ziemi

 

 

Ów dziwny błysk widać było wyraźnie nawet na płycie Rynku Głównego w Krakowie.

 

Czyli dystans ok 24 km.

Eternit trzaskał, leciała szyba za szybą, drzewa traciły wierzchołki, topiły się druty telefoniczne.

 

 

Potem niebieskie, lub biało- żółte, rozjaśnienie nieba. I wreszcie jasno- , lub złocistoczerwoną kulę średnicy kilkudziesięciu metrów, która przeleciała po niebie - akurat w kierunku Babiej Skały.

 

 

 

Nadszedł silny wiatr i krótki deszcz z gradem. W niedalekim Sąspowie zerwała się burza, trwała kilka minut. W Łazach zatrzęsło samochodami. Pracownik Agencji Ruchu Lotniczego, kontroler lotów z Balic, kilkanaście minut przed zdarzeniem obserwował na wysokości 2,5 km światło sodowe, które opadając przybrało wielkość piłki do nogi.

 

Widziałem masę wybuchów, ojciec był sztygarem  z uprawnieniami strzałowego,  dodatkowo do dzisiaj mieszkam w terenie o największych i najstarszych w Polsce kamieniołomach. Mniej więcej 2 razy w tygodniu ok 1,5 km od mojego domu strzelają ładunkami nawet po kilkaset kg ładunku wybuchowego. Nie występuje wówczas żaden z wymienianych przez świadków efektów.Poblasku z błysku  z wybuchu 100kg TNT nie zobaczysz nawet z 10 kilometrów.Niema wtedy tez wtedy żadnych efektów elektrycznych.

Poza tym widziłeś kiedyś lej po marnej bombce 100 kg?Przecież to średnica 3-4 metrów raptem!!! gdzie tam jej do:

Sypał się piasek i spadały głazy wielkości wiadra: tak ciężkie, że nie mogli sobie potem poradzić z nimi rośli mężczyźni. Tych większych były setki, małych tysiące.

 

W czasie bombardowania bunkrów wyrzutni pocisków V2  najcięższe bomby 10 tonowe poradziły sobie zstropem bunkru w Mimoyeqes tylko dlategoże beton jeszcze w pełni nie stwardniał. Późniejsze i wcześniejsze bombardowania najcięższymi bombami (i tozrzucanymi z dużej wysokości) nie potrafiły kruszyć skutecznie nawet 3-4m skał czy betonu. a tu rozwaliły po okolicy cały szczyt skały .Poza tym każda bomba zostawi  charakterystyczny ślad w postaci śladów płaszcza bomby"odłamkach" w pniach drzew , tynkach budynków czy w ciałach ofiar.Tu niema wątpliwości: to nie była bomba.


  • 2





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u