Skocz do zawartości




Zdjęcie

Dżibuti - jeśli wybuchnie III wojna światowa, to tam?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1

Nick.
  • Postów: 1414
  • Tematów: 691
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

0b4c6af122d21540.jpg

Foto: AFP

 

Strategicznie umieszczona nad wąskim przesmykiem na Morze Czerwone, Republika Dżibuti ma u siebie więcej zagranicznych baz wojskowych niż jakikolwiek inny kraj. Tędy przemieszcza się znaczna część światowego handlu, a zwłaszcza surowców energetycznych, pisze dla POLITICO Bruno Maçães.

 

W Dżibuti są cztery stare bazy francuskie, dwie amerykańskie i po jednej z Włoch, Chin i Japonii. Buduje się baza Arabii Saudyjskiej, a planowane są także rosyjska i turecka. W razie konfliktu, Dżibuti może stać się wygodnym miejscem do rozegrania "konfliktu zastępczego", z dala od własnych granic.

 

Jeździmy po ulicach Dżibuti, stolicy afrykańskiej republiki o tej samej nazwie i nie większej od średniej wielkości polskiego województwa. Mój przewodnik - przedstawiciel krajowego wywiadu, którego nazwiemy Mohammedem - jest podekscytowany tym, co oglądamy.

Jedziemy wzdłuż jednej z czterech zachowanych francuskich baz. Teren jest obszerny, a zabudowania wyglądają jak stary fort Legii Cudzoziemskiej, z jego podniszczonymi murami i malowniczymi wieżami strażniczymi.

 

Cóż za kontrast z ciemną i groźną chińską bazą marynarki wojennej, którą odwiedziłem poprzedniego dnia lub z autonomicznym miastem na pustyni, jakim jest Camp Lemonnier, amerykańska baza.

 

Mohammed - który poprosił o użycie pseudonimu, by chronić jego tożsamość - musiał wyczuć moje rozbawienie i powiedział, że inna francuska baza, na przylądku Heron, to dziś raczej ośrodek turystycznym, który zapewnia spokojne pływanie i grille, niż zbrojny obóz.

- Francuzi nigdy stąd nie odejdą, - powiedział. - A jeśli nawet, to natychmiast zostanie to wykupione przez kogoś bogatego.

 

Dawniej wszechwładny Zachód traci swoją przewagę i wkraczamy w pierwszy okres historii ludzkości, w którym nowoczesna technologia zostanie połączona z chaotyczną areną międzynarodową, na której żaden pojedynczy kraj ani ich grupa nie jest w stanie narzucić porządku.

 

Nadchodzące wojny mogą być konfliktami zbrojnymi, ale mogą też przybrać radykalnie różne formy: walki o kontrolę infrastruktury, walki propagandowe, wyścigi technologiczne w sztucznej inteligencji i robotyce, cyberwojny oraz wojny handlowe i gospodarcze. Jeśli świat zmierza ku poważnemu konfliktowi lub wojnie, musimy zastanowić się, jaki będzie jego kształt i gdzie może się on zacząć.

 

A gdzie lepiej zacząć niż w Dżibuti?

 

Francja, która jako pierwsza zaistniała wojskowo w tym kraju - powoli porzuca swoje bazy ze względu na ograniczenia budżetowe. Wkraczają więc inni.

 

Stany Zjednoczone niedawno otworzyły swoją drugą bazę na lotnisku Chabelley - nie wymienioną nawet na publicznej liście ich zagranicznych baz – po tym, jak drony zakłóciły ruch lotniczy w Camp Lemonnier, które jest jednocześnie lotniskiem dla miasta Dżibuti.

 

W tej maleńkiej republice mają swoje jedyne (jak na razie) zagraniczne bazy wojskowe Chiny i Japonia. Jest też włoska baza, a Arabia Saudyjska właśnie buduje swoją. Dżibuti rozmawia też z Turcją, a według Mohammeda (a później drugiego niezależnego źródła), dopytywała się też Rosja.

 

Również w Indiach podobno rozważa się możliwość pozyskania kawałka wśród najbardziej cenionych nieruchomości wojskowych na świecie. Jeśli tak się stanie, każda większa globalna potęga będzie miała swoje włości w Dżibuti, a kraj będzie żywym modelem potencjalnego konfliktu międzynarodowego w XXI wieku.

 

Podczas mojego pobytu w mieście widziałem francuskich i japońskich żołnierzy rywalizujących o uwagę lokalnych prostytutek w klubach nocnych w centrum.

 

Zaś Chińczycy i Amerykanie wykorzystują każdą okazję, aby spróbować robić zdjęcia sprzętu i infrastruktury drugiej strony. Pułkownik Bogoreh – dowódca straży przybrzeżnej Dżibuti – mówił mi, że gdy chińscy marynarze zaczęli robić niedozwolone zdjęcia amerykańskiego niszczyciela, poproszono go o przybycie i zapewnienie porządku.

 

Co się stanie w przypadku wojny między krajami z sąsiadujących baz w Dżibuti?

 

Odpowiedź nie jest jasna, a wiele zależy od natury konfliktu. Jeśli Indie rzeczywiście otworzą bazę wojskową w Dżibuti, wszelkie przyszłe konflikty z Chinami natychmiast rozprzestrzenią się tam, ponieważ Dżibuti ma tak centralne znaczenie dla zdolności Chin do okrążenia Indii.

 

W scenariuszu konfliktu między USA i Chinami na Morzu Południowochińskim ich bazy w Dżibuti byłyby postawione w stan najwyższego alarmu, ale mogłyby pozostać niezaangażowane.

 

Inna możliwość jest taka, że wojujące państwa wybiorą Dżibuti jako scenę ograniczonego konfliktu. Na przykład każdy spór terytorialny między Chinami i Japonią jest tak obarczony niebezpieczeństwem, że oba kraje mogą preferować demonstrację siły gdzieś daleko w Afryce.

 

Pewien niedawny epizod zdaje się potwierdzać tę interpretację: jak ujawnił niedyskretny artykuł w oficjalnej gazecie Najwyższego Prokuratora Chin, w zeszłym roku japoński okręt marynarki wysłał płetwonurków, by zbliżyli się do chińskiego okrętu wojennego i szpiegowali, gdy oba statki cumowały w Dżibuti.

 

W ubiegłym stuleciu konflikt odbywały się w jasnych granicach i strefach wpływów, ale dziś globalizacja sprawiła, że rywale pomieszali się - a Dżibuti jest doskonałym obrazem tego nowego świata, w którym wielkie mocarstwa są zmuszone dzielić tę samą przestrzeń.

 

- Wokół nas można narysować koło z ośmioma bazami wojskowymi. Jesteśmy całkowicie otoczeni. Większość krajów uznałaby to za dziwne, ale dla nas... - Mohammed zatrzymał się na chwilę. - Myślę, że to jest całkiem normalne.

 

Bruno Maçães, były portugalski minister ds. Europy, jest starszym doradcą w Flint Global w Londynie i w instytucie Hudson w Waszyngtonie.

źródło

 


  • 3





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u